mkonkol
21.01.05, 12:46
Drogie Mamy!
Z góry bardzo proszę, nie traktujcie mojego postu jako wyzwanie do
wyzłośliwiania się. Piszę go po to aby przedstawić nurtujący mnie problem.
Wchodząc po raz pierwszy na to forum, liczyłam, iż służy ono uzyskaniu
informacji na interesujący nas temat, porady lub dowiedzeniu się jakie
były/są czyjeś doświadczenia. Otóż odnoszę wrażenie, że jest zupełnie inaczej.
Za każdym razem odpisując na czyjeś pytanie lub sama wystawiając post
pytający, zastanawiam się czy tym razem również zostanę zrugana. Jak możesz
tak postępować? Najpierw pomyśl a później rób coś przy dziecku! Ludzie to
czasami nie myślą! Itp. Pociesza mnie jedynie fakt, że nie tylko ja
doświadczam takich odpowiedzi i nie tylko moje odpowiedzi są tak komentowane.
Komentarze te dotyczą głównie problemów z usypianiem, odzwyczajania maluchów
od nawyków, itp.
Otóż drogie, rugające Mamy! Bardzo mnie cieszy i bardzo Wam zazdroszczę, że
macie takie spokojne maluszki, że nie doświadczyłyście problemów takich jakie
wymieniłam. Innym mamom zazdroszczę, że ich dzieciaczki bardzo szybko poddają
się zabiegom rodziców. U mnie wygląda to zupełnie inaczej. Amelka od chwili
urodzenia była ciężkim do zniesienia maluszkiem. Tak! Ciężkim do zniesienia.
Nie boję się używać takich słów bo tak było i czasami jeszcze tak właśnie
jest. Po porodzie, abym ja mogła odpocząć, na rękach nosiły ją chyba
wszystkie położne! W domu sytuacja nie uległa poprawie. Od początku moja
księżniczka jest typowym dyktatorem. Sama wie najlepiej czego jej potrzeba,
kiedy chce zmiany pieluchy, itp. Zrób coś nie po jej myśli a do końca dnia są
spazmy, aż się krztusi. W ciągu tych miesięcy nauczyłam się już, że jedyną
rzeczą jaka pomaga jest bycie w stosunku do niej stanowczym i konsekwentnym.
W innym przypadku przez dom przechodzi tornado. Spania nauczyłam ją
zmodyfikowaną do naszych potrzeb metodą „uśnij wreszcie”. Tak tą właśnie
metodą, mimo tego, iż jest ‘dozwolona’ od 6 m-cy. Wszelkie inne próby
kończyły się spazmami do białego rana. Buziaczki, przytulanie, noszenie na
rękach, itp. Zostawialiśmy ją więc w pokoju. Nie ruszaliśmy jej. Przy drugim
wejściu, czyli po około 5 min. Amelka czekała tylko na smoka i zasypiała.
Czasami trwało to dłużej, jednak niewiele dłużej. Tak też było z usypianiem w
ciągu dnia. Tak też jest z jej humorkami. Tak też jest w innych sytuacjach.
Czasami muszę ją zignorować lub stanowczo pokazać, że zachowuje się źle. Moja
reakcja bowiem wywołuje zupełnie odmienny skutek od oczekiwanego. I proszę
nie mówcie, że takie małe dziecko przecież jeszcze nie rozumie, że robi źle.
Rozumie i to bardzo dobrze! Dokładnie wie kiedy jestem na nią zła i jakie
zachowanie mnie zdenerwowało.
Dlatego też, Drogie Mamy! Czy potraficie zaakceptować to, że każdy maluszek
jest inny. Każdy potrzebuje czego innego do wyciszenia się. Każdy reaguje na
coś innego. Czy potraficie? Bo dołowanie i ruganie już i tak zdesperowanej
mniej lub bardziej doświadczonej mamy, pogarsza jedynie sytuację.
Przepraszam, że tak długo i dziękuję, że aż tu dotarłyście!
Pozdrawiam!