Nie rozumiem tego, posty typu: "lipcowe dzieciaczki co potrafią, ile ważą?" -
wprawiają mnie w przerażenie. Ile mam natnie się na takie informacje i posądzi
już niemalże swoje dziecko o (???!!!). Po co to komu, niech sobie poczyta w
książce,a nie angażuje innych do zawodów Moja koleżanka zasugerowała się takim
właśnie radosnym dzieleniem się informacjami, potem chodziła struta, bo jej
dziecko jeszcze nie..., potem dorwała jakiegoś żądnego zysku pomocnika, który
tak wyprowadził jej maleństwo, że (jaka radość mamy!) wyprzedzało inne dzieci,
w wieku, kiedy powinno nieźle siadać, ono już prawie chodziło! - a to już
potworna krzywda wyrządzana dziecku.
Takie zawody nie przynoszą nikomu korzyści. Juz jawi mi się dalszy scenariusz
takiej matki: w przedszkolu, w szkole, w wyborze studiów- ciągły doping.
Koszmar. Przesadziłam? Może i chciałabym, ale zgodzicie się ze mną, że nie do
końca...

Joanna