quami
12.01.06, 21:08
Choć nie ma piękniejszego widoku od maleństwa przy piersi matki, to przecież
nie o widok w tym wszystkim chodzi...
Nie karmisz piersią?!! - zdziwione spojrzenia koleżanek z niemowlętami przy
cycu automatycznie wyrzucały mnie poza elitarny, jedynie słuszny
krąg "prawdziwych" mam.
"W nocy płakałam w poduszkę, uważałam się za ostatnią niedojdę, która nie
potrafi nakarmić własnego dziecka."
Butelkowa mordęga i wyrzuty sumienia (jak mogło mi się nie udać to, co
opisywane jest we wszystkich poradnikach jako naturalne), do dzisiaj
zostawiły niemiłe wspomnienia. Dlatego gdy przeczytałam listy na temat
butelki, jakie przyszły do redakcji, zabrałam się do pisania artykułu -
odsieczy.
Z niezliczonych zdjęć w czasopismach spoglądają na nas przyssane do cyca
maluchy. Matczyne mleko stało się zdrową normą, a publiczne podanie dziecku
piersi nie wiąże się już ze stresem. Trwająca od kilku lat promocja
ekologicznego, czyli zgodnego z naturą stylu życia uświadomiła nam, jak ważny
dla rozwoju niemowlęcia jest pokarm matki.
Jednak nie zawsze to, co naturalne, jest jednocześnie łatwe, proste i
przyjemne. Wręcz przeciwnie, często wymaga wytrwałości (nawracające zapalenia
piersi), cierpliwości (maluch nie chce ssać) i wyrzeczeń (gdy dziecko okaże
się alergikiem i trzeba przejść na dietę).
Nie wszystkim mamom, mimo najlepszych chęci, udaje się szczęśliwie przebrnąć
przez te trudności. Część w którymś momencie sięga po butelkę.
"Wiele bym dała, aby cofnąć czas i nie popełnić tego błędu. Zazdroszczę
mamom, które karmią piersią."
Wśród kilkudziesięciu przysłanych do redakcji listów nie było ani jednego od
zapalonej zwolenniczki butelki. Wręcz odwrotnie - "butelkowe" mamy piszą, że
już w ciąży postanowiły, że będą karmić piersią za wszelką cenę, że w ogóle
nie brały pod uwagę butelki.
I nagle, tuż po porodzie albo trochę później, wydarzyło się coś, co
zniweczyło te plany.
Przyczyny przejścia na butelkę bywają bardzo różne (brak pokarmu i zlecone
dokarmianie, depresja poporodowa, wciągnięte brodawki, choroba matki lub
dziecka, zapalenia piersi, cięcie cesarskie). Pozostaje dotkliwe poczucie
klęski. Niemal wszystkie mamy traktują karmienie butelką jako macierzyńską
porażkę, zazdroszcząc tym, którym się udało.
"Wysiadłam psychicznie. Bombardowana informacjami o zbawiennym wpływie
naturalnego mleka i niezwykłej bliskości podczas karmienia piersią, czułam
się okropnie."
Paradoksalnie, promocja naturalnego karmienia okazała się tak skuteczna, że
podzieliła kobiety na matki "lepsze" i gorsze", wpędzając te drugie w
absurdalne poczucie winy - zmuszone sięgnąć po mleko modyfikowane, czują się
niemal jak zbrodniarki.
Poczucie przegranej - w takim stanie ducha ciężko być szczęśliwą mamą,
zwłaszcza że kilkakrotnie w ciągu dnia patrzy się na przyczynę swojej klęski -
tę napiętnowaną butelkę! Spróbuj jednak zachować w tej trudnej sytuacji
zdrowy rozsądek i wziąć się w garść.
Droga zestresowana mamo, pomyśl, że oprócz pokarmu możesz dać dziecku
wszystko, czego ono potrzebuje, twoją bliskość i miłość.
"Miłość nie bierze się ze ssania piersi. Naprawdę."
Twój maluch potrzebuje uśmiechniętej, spokojnej i przede wszystkim
szczęśliwej mamy. To dla niego znacznie ważniejsze niż to, czy pije mleko z
cycusia, czy z butelki. Niemowlę jest niczym niezwykle czujny odbiornik.
Natychmiast wyczuwa nastroje mamy. Gdy ty będziesz odprężona i zadowolona,
ono także będzie pogodne. Twój spokój da mu bowiem poczucie bezpieczeństwa,
czyli to, co jest teraz dla niego najważniejsze.
"Kiedy Nicola podczas karmienia kładzie mi rączkę na piersi i patrzy w oczy z
taką ufnością, wcale nie czuję się gorsza od mam, które karmią piersią. "
Tak więc, zamiast rozpaczać nad butelką, skup się na maluszku, który z
piersią czy bez, bardzo cię potrzebuje. Ciesz się, że jest zdrowy i
prawidłowo się rozwija. Że karmiąc go butelką, możesz przespać całą noc. Że
nie musisz wszystkiego robić sama. Przecież mieszankę może podać maleństwu
także tata.
Butelka to dla niego wielka szansa. Szansa na długie spojrzenie w oczy, na
zadowolone ciamkanie, na pierwszy bezzębny uśmiech sytości... Coś, co przy
karmieniu piersią zarezerwowane jest tylko dla mamy.
A ty, skoro już tak się stało, wykorzystaj swoją większą niezależność. Idź na
długi spacer, do kina, na basen. I pamiętaj, na butelce wychowało się tysiące
zdrowych i szczęśliwych niemowląt.
W pierwszym roku życia jedzenie odgrywa zasadniczą rolę w rozwoju dziecka, a
w pierwszym kwartale jest właściwie jedyną wykonywaną przezeń czynnością,
postaraj się więc, aby sprawiło mu przyjemność.
I chociaż bezcennych przeciwciał swojemu maluszkowi już nie dasz, wciąż
możesz dać mu coś równie, a może nawet bardziej cennego - twoją bliskość.
Podczas karmienia przytul malucha do odsłoniętych piersi, tak żeby poczuł
ciepło skóry i bicie twojego serca.
Nie kończ karmienia natychmiast po opróżnieniu przez dziecko butelki, pozwól
mu poleżeć, nacieszyć się bliskością, ale... już bez smoczka w buzi
(próchnica butelkowa!).
Nie wyręczaj się butelką, zostawiając z nią dziecko "sam na sam" i ciesząc
się, że jest takie samodzielne.
Rzeczywiście, już pięciomiesięczne niemowlęta potrafią trzymać butelkę. Ale
to nie znaczy, że powinny same jeść! Maluch może się zachłysnąć. A poza tym,
dlaczego miałabyś skazywać dziecko na jedzenie w samotności.
I na koniec najważniejsze: niezależnie od tego, dlaczego nie karmisz piersią,
nie pozwól, aby "mit matki karmiącej" stanął pomiędzy tobą a dzieckiem.
Karmiąc butelką, kubeczkiem czy łyżeczką, nadal jesteś mamą - dla twojego
maluszka kimś najważniejszym na świecie. I tylko to się liczy.