Ja juz po prostu nie wyrabiam na zakretach zupelnie

Te prawie 10
miesiecy zycia miska mnie wykonczyly i nie wiem, skad mam brac sily
na dalsze egzystowanie.
Z poczatku misiek nie byl jakis mega problemowy - kolek prawie nie
bylo, karmienie piersia ciezkie, ale jakos tam troche sie udalo...
Wiadomo - pierwsze dziecko, duzo nerwow, ale jakos tam bylo.
No i mowia, ze z czasem jest tylko latwiej...
Ale na pewno nie u nas.
Misie zawsze byl powolny w rozwoju. W tej chwili umie sie turlac i
sam siedzi. mowi mama i duzo gada po swojemu. klaszcze i bawi sie w
akuku, ale to chyba tyle. Sam nie siada, juz nie mowiac o wstawaniu,
nie chce raczkowac, wogole sie przemieszczac.
Niby lekarze mowia, ze wszystko ok, ale sama nie wiem... (tu w UK
jakos tak dziwnie do tego podchodza)
Ale najgorsze to sen... To mnie wykancza... Po trzecim miesiacu robi
sie coraz gorzej. O ile wtedy jako ako 3-4 godzinki przesypial, to
teraz po polozeniu czasem pospi te 3h, ale pozniej to pobudki caly
czas - co godzina, pol, czasem ciag pobudek co pare minut...
2 zeby juz wyszly, ale wg mnie tylko gorzej sie zrobilo...
Jesc z lyzeczki nic nie chce - tylko to, co sam moze wziac.
No i porazka... Dodam, ze rodziny tu nie mamy, znajomych tez nie za
duzo. Wyjsc za bardzo nigdzie nie moge, bo maz duzo pracuje, a jak
mam chwile czasu, to spie. Wstaje z rana juz wyczerpana i tylko
mysle o tym, jak by tu dobrnac do nocy, a o nocy mysle z
przerazeniem...
Sorry - musialam sie wygadac, do czesto nawet nie mam do kogo zagadac