blue_romka
13.08.09, 13:00
Synek ma prawie 4 miesiące. Spędzam z nim całe dnie, mąż pracuje do
późna (także w soboty). Dziecko jest piersiowe, je co ok. 2 godziny.
Nie toleruje butelki, nie wypije z niej ściągniętego mleka. Jest
absorbujące, wszystkim się szybko nudzi- i zabawkami i miejscem. Na
spacerach w wózku płacze. W chuście już nie chce, bo mu ogranicza
widoczność chyba (na początku w chuście ładnie spał). Mam problem
nawet, żeby zrobić zakupy spożywcze na osiedlu- wszędzie płacze.
Byłam z nim raz u koleżanki- koszmar, spokój był przez jakieś pół
godziny, kiedy zaznajamiał się z nowym otoczeniem, potem płacz,
pomagało tylko noszenie na rękach, a na to jest już trochę ciężki.
Kiedy ktoś przychodzi do mnie nie jest lepiej, bo mały się domaga
uwagi, zabawiania, trudno z kimś pogadać w takich warunkach. Trudno
zrobić coś w domu, każde zmywanie czy prasowanie jest wielokrotnie
przerywane płaczem. Moja mama nie chce się zajmować wnukiem, bo
jest „trudny”, nie mam jej tego za złe. Ja mam wychodne raz w
tygodniu w niedzielę, kiedy mąż jest w domu, ale mogę wyjść tylko na
te niecałe 2 godziny między posiłkami. Do tego ciągle jakieś
problemy- małe przyrosty wagi, ssanie rączek etc.
Mam trochę dość tego siedzenia non stop w domu, w izolacji. Męczy
mnie, że niczego nie mogę spokojnie zrobić, zacząć i skończyć.
Brakuje mi już fantazji na zabawianie synka, żeby choć chwilę nie
płakał. No i mam wyrzuty sumienia, że nie jestem wystarczająco dobrą
matką…