Dodaj do ulubionych

WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    • gonianna Muszę się wam pochwalić (?) 13.10.04, 21:39
      No właśnie, czy aby na pewno pochwalić?! Od poniedziałku mój synek zasypia przy
      mnie, ale NIE CHCE CYCKA! Dzisiaj to juz mu nawet nie proponowałam i zasnął bez
      problemu. Odpadło też cyckowanie w dzień, bo zasypia tylko raz (zazwyczaj
      usypiałam przy cycusiu) i robi to w trakcie zabawy w kojcu, o stłej godzinie.

      Teraz bilans cyckowania przedstawia się tak: raz w nocy i raz nad ranem. Czyżby
      oznaczało to, ze mój synek sam rezygnuje z mleczka mamusi na rzecz jakiegoś tam
      NAN...?

      Dodam jeszcze, że po uśnięciu odkładam go do łóżeczka i tam śpi. Czasem się
      przebudzi i wtedy czasem wystarczy pogłaskać po główce, czasami trzeba wziąć na
      ręce i potrzymać troszkę i znów zasypia.

      Taki się dorosły ostatnio zrobił...sad smile /no właśnie nie wiem, czy mam sie
      cieszyć, czy nie; trochę mi przykro.../
      • asia_z przedzimowe spotkanie w Wawie! :)) 14.10.04, 11:38
        smile
        zajrzalam tu w sobote, przez planowanym spotkaniem, a o spotkaniu cisza, wiec
        pomyslalam, ze brakuje magdy smile
        fajnie, ze juz jestes, Magdo, z powrotem smile

        szczepienia: dla mnie to teraz bardzo "na fali" temat: przez chorobe K.
        mamy "obsuw" prawie roczny smile
        jestem przekonana, ze nie powinno sie szczepic dzieci chorych, czyli rowniez
        oslabionych, w tym ciezką alergią.
        czeka mnie poważna dyskuja na "bilansie roczniaka" (27 paz), bo zdecydowalam
        nie szczepic Krzysia polio (za duze ryzyko dla obciazonego organizmu), ani
        swinki/rozyczki/odry - lepiej zeby przechorowal, a szczepionka nie daje
        odpornosci na cale zycie.
        na szczescie mamy fajną Panią pediatrę i mam nadzieje, że się dogadamy smile

        SPOTKANIE W WARSZAWIE: spotkajmy sie 24 pazdziernika, pod Chopinem, hm? smile o
        12 smile mam pomysl na zorganizowanie spotkania "slonecznego", dopracuje go troche
        i Wam przedstawie smile

        pozdrawiam cieplutko, szczegolnie "braci w bólu" czyli towarzystwo ząkujące smile
        buziaki,
        a.
        • martael Re: przedzimowe spotkanie w Wawie! :)) 14.10.04, 13:14
          Hej,
          Ja też tylko na chwilę. Gut paskudnik przestał prawie sypiać w dzień - marnie w
          nocy (ząbek i katar ciągle), więc czasu dla mnie coraz mniej. Chorujemy nadal.
          Po prostu infekcja-dżdżownica. Wreszcie udało się nam dostać do naszej pediatry
          - bardzo kochanej i chyba jedynej, do której mam teraz zaufanie i jedziemy
          nareszcie na antybiotyku. I może wreszcie będzie lepiej do jasnej anielki,
          grrrrr na tych wszystkich lekarzy. Tacy już oboje jesteśmy zmęczeni tym
          chorowaniem i lekarstwami, że hej... Jutro cię okaże czy czeka nas rentgen i
          szpital czy skończy się na tym antybiotyku.
          O ile będziemy zdrowi to na spotkanie gotowi jesteśmy oczywiście!
          Co do butów: My mamy zalecone przez rehabilitantkę Gucia buty Postępu (to chyba
          o te chodziło - są w Smyku w dużym wyborze.) Gucio chodzi przy meblach i zgodnie
          z jej zaleceniami mamy już je wkładać (!) (co specjalista to inna opinia w tym
          względzie). Na razie wkładamy tylko na trochę, żeby się przyzwyczaił i żeby nie
          utrudniać mu raczkowania. Buty Postępu są świetne, ale mają dość kontrowersyjną
          urodę - nie każdemu się podobają. Ale są super - sztywna piętka, za kostkę,
          obcas Thomasa (taki idący po skosie).
          Swietnie są też buciki Gucio - czytałam, że wiele mam wkłada je dzieciom zamiast
          kapci w domu. I są takie ładne!
          Poniżej podaję parę linków i pozdrawiam z Chorutkowa mam nadzieję, że już
          niedługo będziemy wśród zdrowych, pięknych wink i zbierających kasztany...
          www.postep.elblag.pl/obuwie.htm
          spdesign.biz/(langpl)/
          www.buciki.pl/pl/buciki_cechy.html
          • zabuniek cd do JUSTAKOKO 14.10.04, 15:07
            POdaje tytul ksiazki o ktorej pisalam
            Zapomniany język psów
            Autor: Jan Fennel

            Oto link:
            64.233.161.104/search?
            q=cache:UPKShZej4lIJ:www.dogomania.pl/sklep/zapomniany_jezyk.php+pies+monty+robe
            rts+pl&hl=es
            • zabuniek Re: cd do JUSTAKOKO 14.10.04, 15:12
              Kochane jestem
              eszcze nie przeczytalam wszytkich Waszych ciekawych postow,
              JUSTAkoko - znasz ksiazki Monty Roberts? "CZlowiek ktory slucha koni", "Czego
              ucza nas konie" i "Shy BOy". Na podstawie jego metody, pewna kobieta ktorej
              nazwiska nie pamietam opracowala metode porozumienia z psami. Efekty pewne, bez
              przemocy i uzycia sily, pies uzna WAs i dzieci za przewodnikow stada.
              Przeczytaj koniecznie. Postaram sie jak najszybciej znalezc tytul i autora!!!
              Stosowalam metode i 100% sukcesu!!! BArdzo latwo, tylko potrzebna konsekwencja.
              MOge CI opisac ale wg mnie trzeba przeczytac calosc zeby zrozumiec.

              SZCZEPIENIE - wg mnie tylko te obowiazkowe. A mam znajoma w Londynie, ktora nie
              szczepila dzieci na nic, od ich narodzin, przez swoj 100%ekologizm!!! MA 4
              dzieci, i co niesamowite wszystkie zdrowe. A jej ojciec jest mikrobiologiem,
              cale zycie poswiecil szczepieniom, juz chyba nigdy nie usnie w spokoju....

              Witamy JEremiego i jego MAme. JEremi - chlopak bombowy!!!!!!!!!!!! Oj jak mi
              sie podoba. A przez te bujne loki wyglada na takiego duzego!!!! Elena tez
              06.09, jak Piotrus Gagarina (wlasnie Gagarin ODZEW- wszystko dobrze?)

              CZytam dalej
          • gagarin3 Zabuniek to chyba telepatia :)))) 14.10.04, 15:15
            Ja też witam nową mamę i kolejnego dzieciaczka urodzonego 6.09... Żabuniek nie
            wiem, czemu się "wkleiłaś" tak wysoko, ledwo wytropiłam Twój post smile Właśnie
            sobie myślałam, że coś się Karolina nie odzywa, a tu masz... Moja chandra nie ma
            nic wspólnego z porą roku, bo ja jesień kocham nas wszystkie lata, zimy i
            wiosny. A najpiękniej w tym czasie jest oczywiście na szczycie Sokolicy w
            Pieninach (chociaż większość ludzi omija ją i lezie na Trzy Korony), ale
            niestety nie było mnie tam w tym roku, choć tak sobie obiecywałam... Za to w
            przyszłym się wybiorę i która chętna, ręka w górę, a obiecuję, że zabiorę...
            Dziewczyny warszawskie spotkajcie się, bo wstyd się tak ociągać... Małopolskie
            to się chyba nie zobaczą, bo Renia nie odpisuje na moje maile sad Ja się miotam
            strasznie, bo Paweł załatwił mi pracę zleconą, robię korektę strasznie nudnej
            knigi, a właściwie usiłuję robić, bo Piotruś urządza regularny sabotaż...
            Poradźcie, jak pracować w domu przy dziecku? Z podziwem czytam o postępach
            Waszych pociech. Niestety PIotruś nieco się uwstecznił, a mianowicie po tygodniu
            spędzonym u dziadków, odmówił spożywania posiłków w krzesełku i spania w
            łóżeczku. Je tylko na moich kolanach, a co do spania - co noc budzi się koło
            północy i wrzeszczy dotąd, aż nie zabiorę go do mojego łóżka. I co z tym fantem
            zrobić? Skoro dzięki temu buntowi: a) więcej je; b) lepiej śpi. Trzymam kciuki
            za Guciowy powrót do zdrowia... Pozdrawiam...
            • magda6811 dyskusyjna uroda... 14.10.04, 16:59
              Ja akurat lubię bardzo tę wątpliwą "urodę" bucików-kapciuszków Postępu.
              Oczywiście do pewnego rozmiaru, bo u duzych dzieci to już nie jest zabawne.
              Ich "dizajn" mieści się w modzie na "retro-obciach" czyli stare adidasy i
              juniorki (jesli pamiętacie jeszcze coś takiego).
              MARTO - kurujcie sie i bardzo uważajcie po antybiotyku. Pomyslcie o czymś na
              odpornośc, chocby dodawanie Cebionu, może Bioaron (bez recepty). Stef tydzien
              po odstawieniu antybiotyku chorował na nowo więc chuchajcie potem na zimne.
              BASIU - masz świętą rację, moja ospa to był przysłowiowy i dosłowny PRYSZCZ
              (zwłaszcza w porównaniu ze Stefkiem). To był wynik szczepienia, więc w moim
              wypadku było warto. ALE - jestem razem z Blanką rzadkim przypadkiem w naszej
              populacji. WIększość przechodzi to w wieku dziecięcym. Jeśli się nie zdaży,
              wtedy warto zainwestowac przed ewentualną ciążą. Nalezy też wówczas sprawdzić
              przeciwciała różyczki, bo i w tym wypadku odporność szczepionkowa nie jest tak
              trwała jak po chorobie. Tak samo z ospą - nie ma lepszej i pewniejszej
              odporności niż przejscie tej, naprawdę (dla dzieci) lekkiej, choroby.
              GAGARINIE - odzywaj się częściej, mimo chandr i pracy. Nie umiem Ci nic
              doradzić co do pracy w domu. Moje doświadczenie mówi, ze tylko w czasie snu
              dzieci. A że wykończyć się mozna to już inna sprawa. Co do zabierania do łóżka
              i karmienia na kolanach - przy Agatce walczyłam by spała sama, usypiałam
              ponownie na rekach, wkładałam do łóżeczka. Udawało się tak długo, dopóki było
              łóżeczko ze szczebelkami. Do dziś do nas przychodzi w połowie nocy. I
              rzeczywiście śpi znakomicie (ja - kopana - śpie gorzej niz źle). Stef spi u
              siebie, bo po prostu nie ma już dla niego miejsca.
              Jedzenie - może nie warto walczyc, bo zdaje się, że głodem to Piotrka nie
              weźmiesz... Może deser, albo to, co najbardziej lubi w foteliku a resztę -
              czasowo- na kolanach...
              ASIU - i wszystkie warszawskie mamy - 24 pod Chopinem OK, ale 12 to u nas pora
              snu. Może przed spaniem, np. o 10-ej? Jak to u Was wygląda, może wolicie po
              południu???
              Całuski, Magda
      • farpakon Re: Muszę się wam pochwalić (?) 14.10.04, 19:50
        hej, witam was ponownie. i dzieki raz jeszcze za powitanie.
        gonianna, gratulacje, zawsze jest sie czym pochwalic.

        czytam wlasnie wasze posty na tej stronie (innych nie jestem w stanie, za duzo)i wiem, ze dobrze trafilam! wezme pod uwage wasze doswiadczenia i rady. szczegolnie te, na temat zloszczenia sie. zlosnik sie robi z niego straszny, to moze jeszcze nie histeria, ale trzeba reke trzymac na pulsie. bo na razie to sie smiejemy z jego min. tak, to malo wychowacze, wiem. uwazacie wiec, zeby nie zwracac na to uwagi?
        pare dni temu ze zdziwieniem zauwazylam, ze mojemu dzieku urosly nowe zeby! 4 na gorze i jest dolna czworeczka w drodze. to wyjasnia pewne zachowania i marudzenie, malego boli, a mama nic nie zauwazyla. trudno go jednak zmusic do pokazania uzebienia. tak wiec mamy zebow 12 i pol.
        przezywam tez ostatnio trudny moment, chociaz nie jest to chandra. tylko zwykle zmeczenie. w sumie jestem z malym caly dzien, zabawiam jego, probuje utrzymac dom w jakotakim porzadku i ladzie, a wieczorem, gdy maly zasnie, sama zasypiam na sofie przed tv! a tyle mam planow na wieczor.
        musze konczyc, ale znow sie tu odezwe.
        pozdrowienia
        • jasko_mama Re: Muszę się wam pochwalić (?) 14.10.04, 23:33
          Hej!
          Szczepienia to rzeczywiście indywidualna sprawa, ale nie szczepić w ogóle to
          bym się bała, no chyba, ze nie zakłada się przemieszczania dzieciaka w świecie.
          Cały czas pamiętam jeden z odcinków „Ostrego dyżuru”, kiedy zmarło dziecko na
          odrę, bo rodzice byli przeciwni szczepieniom, a złapało ją gdzies w Europie.
          Nasi znajomi mieszkajacy w Anglii szczepią dodatkowo małego przeciwko gruźlicy
          (u nas to przecież częsta choroba), bo tam juz sie nie szczepi, natomiast HIB
          jest w obowiązkowym kalendarzu. Co kraj to obyczaj. Rzeczywiście u osłabionych
          dzieci szczepienia to bardzo duże obciązenie organizmu. Znajomej synek po
          szczepieniu potrójnym (odra świnka różyczka) przechorował odrę z dwutygodniowym
          pobytem w szpitalu. Ale mały ciagle na jakichs lekarstwach i właściwie w
          ustawicznej chorobie, więc bardzo się dziwię lekarzowi, który zgodził sie na
          szczepienie. Na szczęście Amanda nie ma żadnych powikłań poszczepiennych,
          pewnie ma to po mamie, która też wzorcowo reaguje na każde leczenie, tzn.
          działa tak jak w ulotce, skutki uboczne nie wystepuja smile

          My mamy buciki Gucio – są super i rzeczywiście ubieram Amandzie do biegania w
          domu ich wersję letnią. A tych, o których piszecie nie znam, ale podobaja mi
          się takie starodawne fasony smile Musze sprawdzić w Smyku w Gdańsku. W sumie to
          daję jej buciki jak idzie do dziadków, bo tam jest dużo twardych nawierzchni, a
          w domu często chodzi w skarpetkach z ABS-em.

          Marto trzymajcie się w chorobie, a raczej wreszcie w zdrowiu. Rzeczywiście
          dziwne, że przy karmieniu piersią Gutek taki chorowity, przecież jak Ty
          chorujesz to dajesz przeciwciała małemu, więc on powinien od razu stawać na
          nogi smile Widać to nie takie proste...

          A co do pracy w domu z dzieckiem to chyba się nie da... Tyle razy próbowałam,
          nawet zamykac się w drugim pokoju, że niby mnie nie ma i jakoś nie potrafie się
          skupić. Rzeczywiście jest to możliwe tylko jak Amanda spi, a w końcu tez trzeba
          troche pospać, prawda? Tym bardzie, że w nocy moga zdarzyć się nawet trzy
          pobudki na cycusia... Od grudnia zamierzam zatrudnić opiekunkę, bo od stycznia
          do pracy – koniec laby! Zobaczę jak przy opiekunce uda się pracować.

          Spotykajcie sie, przesyłajcie zdjęcia i bawcie się dobrze. Może uda się
          połaczyć spotkanie warszawskie z nadmorskim w tym samym dniu? Jak narazie
          spotkanie nadmorskie troche dla mnie zagrożone, bo mąż chce zabrać samochód na
          jakieś służbowe spotkanie integracyjne blee! Ale nie dam się, cos wymyślimy,
          ostatecznie sa jeszcze publiczne środki lokomocji, a myslę, że dla małej to
          byłaby niezła przygoda smile

          Karolina, Aga fajnie, że jesteście, zagladajcie częściej i jeszcze ściagnijcie
          telepatycznie inne wrześniowe (2003) mamy, które przestały pisywac na forum!

          pozdrowionka Basia
          • ewa237 Re: Muszę się wam pochwalić (?) 15.10.04, 08:48
            Hej,hej,

            Ja mojemu Maciejce kupiłam z kolei sztruksowe butki z Befado, gzdieś czytałam
            ,że też są OK.
            Chodzi w nich w żłobku a w domu też zasuwa w skarpetkach z ABS-em.
            Choroba (odpukać) też nas na razie opuściła. Mam nadzieję, że na dłużej.

            Właśnie wczoraj ciocia ze żłobka prosiła abym przniosła książeczkę zdrowia bo
            chcą sprawdzić szczepienia, głównie chodzi o sczepienie przeciwko odrze i to nie
            w kombinacji a osobno. Według mnie Maciek nie miał takiej szcepionki ale
            zobaczymy dzisiaj jakie będą wnioski.
            Swego czasu moi tesciowie też mi opowiadali o ich znajomym lekarzu, który swoje
            dzieci wogole nie szczepił i podobno było wszystko OK ale ja też bym się bała.

            Moja Maciejka ostatnio ma straszny apetyt, w żłobku podobno wszystko wsuwa aż mu
            się uszy trzesą a w domu też często przeżuwa. Ciesze się z tego ogromnie bo
            wcześniej to róznie z tym bywało.

            Termin na spotkanie w łazienkach też nam odpowiada chociaż godzinę chciałabym
            przesunąć bo Maciejka równięż drzemie w okolicach południa.

            Trzymajcie się ciepło i zdrowo a chorowitki niech zdrowieją!!
            Pozdrawiam
            • witka06 Re: Spotkanko 15.10.04, 15:41
              hej kochane,

              czytam, czytam,ale nie moge sie zebrac do pisania.teraz tez tylko krociotko,bo
              pakowanie w trakcie. tatko zabiera nas na weekend do puszczy
              bialowieskiej......bo tam zubr za rogiem hehe

              nam 24 odpowiada. godz.moze 13? zreszta bedziemy o kazdej, Dima wszedzie zasnie.
              bylismy dzis na szczepieniu.Jak chcesz sobie czlowieku schrzanic humor to idz
              do pediatry! napisze wszystko w poniedzialek,obiecuje

              gagarinie, ja sie zglaszam, zabierz mnie!!!
              sciskam mocno,trzymajcie sie
              wiola
    • blaneczka007 Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłych 15.10.04, 18:35
      W związku z tym, że dzisiaj jest obchodzony Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych
      i Zmarłych po Narodzeniu krążyłam wspomnieniami wokół 2000 roku. Postanowiłam
      poraz pierwszy opisać szczegółowo co wtedy się działo, co czułam. Chciałam by
      to było jak nagrobek postawiony moim dzieciom, które tak szybko straciłam.
      Jeśli macie ochotę zajrzyjcie.

      danielweremczukdzis.blox.pl/html/1310721.html
      Pozdrawiam. Blanka gg 9520031
      • gagarin3 Re: Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłyc 15.10.04, 20:55
        Blanko, myślę o Twoich Aniołkach i przytulam Cię mocno. Jesteś cudowną mamą.
        Dzięki Tobie mogę sobie wyobrazić, co czuła moja ukochana przyjaciółka, która
        straciła aż cztery ciąże... Przesyłam całuski dla Daniela, który urodził się
        tego samego dnia, co mój tato smile Agnieszka i śpiący Piotruś.
        • jasko_mama Re: Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłyc 15.10.04, 21:42
          BLANKA ale się wzruszyłam... Bardzo Ci współczuję i modlę sie za Twoje Aniołki.
          Jesteś bardzo dzielna!!!!!!!
          Jakis czas temu trafiłam przez link z jednego posta na forum „chore dziecko,
          strata dziecka” Jak czytałam o Aniołkach to nie mogłam spać spokojnie kilka
          nocy. Ciagle zagladałam do łóżeczka i sprawdzałam czy moje słonko śpi spokojnie
          i doceniłam dużo bardziej mój skarb. Byłam też zła na siebie jak mogę czasami
          zajmować sie takimi pierdołami, a wokół jest tyle cierpienia....
          Dzięki za informację o dzisiejszym święcie, pomyślę o tych wszystkich
          dzieciaczkach o których wiem i nie tylko o tych...

          pozdrawiam Basia
          • karolka_1 Re: Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłyc 15.10.04, 22:55
            Blanka siedzę i rycze jak bóbr....Pomimo całego cierpienia tyle ciepła i wiary
            jest w tym co napisałaś. Jesteś sliną kobietą - zazdroszę troszkę Tobię tej siły
            i wiary....
            U nas dalej same nowości. Zostajemy na długo w Zielonej Górze. Szukamy
            mieszkania, przewracamy życie do góry nogami...
            Jest nieźle, znalazłam już opiekunkę w Zielonej dla Dominiki. Młodej paskudnicy
            nowa ciocia się spodobała, więc jeden problem z głowy smile
            Dziewczyny pisalyście wiele o szczepieniu p/odrze-śwince-różyczce. Mam pytanie -
            czy płaciłyście za to szczepienie? Jak byłam z młoda na kontroli dwa miesiące
            temu to powiedzieli mi,że szczepienie dla rocznika 2003 jest bezpłatne. W
            Zielonej Górze w ośrodku wisiała karteczka,że trzeba zapłacić 55zł....Zgłupiałam
            teraz. Nie wiem czy uzależnione jest to od oddziału funduszu??
            W poniedziałek ide do lekarza w Poznaniu i musze się dowiedzieć. Hehe, mam
            nadzieję,ze porównam statystyki młodej z tymi wypisanymi przez Wassmile
            Co do bucików. Dominika w domu chodzi w paputkach. Kupiłam jej Lemigo i Befado.
            Jak chodziła boso to wykrzywiała stópki i dlatego chodzi w bucikach...Lubię
            buciki tych firm. Mają atesty i bardzo duży wybór wzorów i kolorów.
            Złośc 13-miesięczniaków....Hm, cięzka przypadłość z któej dziecko wyrasta.
            Zgadzam się z Anetą, trzeba stanowczo powiedziec "nie". Mnie nie zawsze się to
            udaje sad Dominika czasem taks kutecznie potrafi wymusić coś płaczem...sama mam
            do siebie powoli pretensje o brak stanowczości...metody, które w pracy
            podpowiadałam innym rodzicom u nas nie sprawdzają się...Sprawdza sie natomiast
            konsekwencja i stanowcze "nie"...musimy to przeczekać....
            hehe, na pocieszenie powiem,że bunt nastolatków jest jeszcze gorszy wink
            wpadła mi ostatnio kolejny raz ksiązka "Dobra miłość" i tam przeczytałam,ze
            dziecko wychowujemy do 15 roku życia, pózniej ono oddaje nam to co
            dostało...kurcze długa droga jeszcze...
            Życzę wszystkim choróbką zdrówka smile
            Miłego weekendu, pieknej pogody i złotych liści w czasie spacerów smile
            Dobrej nocki
            Karolka
            • martael Re: Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłyc 16.10.04, 08:45
              Ja też zapalam świeczkę.
              (')
              Bardzo, bardzo dzielną jesteś kobietą Blanko. Ściskam Cię mocno, ściskam też
              Twoje dzieciaczki.
              Strasznie się wzruszyłam.
              • gonianna Re: Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłyc 16.10.04, 13:51
                Nie bardzo wiem, co napisać...

                Łzy same powoli lecą mi po policzkach...

                Dużo przeszłaś. Jesteś naprawdę niesamowita i bardzo dzielna. A ogromu miłosci
                jaki w Tobie jest zmierzyć się żadną miarą nie dasmile

                Mocno Cię przytulam...

                Czasem tak trudno docenić dane nam szczęście...

                Kochaj mocno swoich synków i dawaj im codziennie odczuć, że są najważniejsi i
                bardzo kochanismile Oni Ciebie bardzo kochają i potrzebują...

                To chyba ręka Opatrzności, ten Lekarz-Anioł...Dobrze, że się pojawił.

                Ściskam Was mocno.
                Dużo słońca Wam życzę.
                • farpakon Re: Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłyc 16.10.04, 18:40
                  blanka, ja tez sie poplakalam. nie wiem, co napisac w takim momencie. jestem przekonana, ze cieszysz sie kazdym dniem maciezynstwa podwojnie. wspieram cie duchowo.
                  • zabuniek Re: Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłyc 16.10.04, 18:54
                    Blaneczko, jak ja Cie rozumiem, to jakbym czytala swoje zwierzenia, swoje
                    mysli, wszystko tak samo bylo u mnie...tak bardzo placze, przypomnialo mi sie
                    wszystko, wiesz to niesamowite, ja tez mialam sen, jeszcze w szpitalu, to mnie
                    przywrocilo do zycia!!! Uwierzylam - bo to bylo jak nie sen, tak rzeczywiste,
                    snilo mi sie, ze latam razem z mezem, a nad nami 2 dzieci, dziewczynka i
                    chlopiec. Elenka juz jestsmile Jesli kiedys Bog pozwoli i bedziemy miec drugie
                    dziecko i to chlopca, to juz calkiem uwierze ze byl to cud a nie sen.
                    Moze dlatego tak sie boje czekac zbyt dlugo na drugie dziecko. Nie mamy
                    mieszkania, ja nie mam pracy, maz nie ma stalej pracy, nie mamy tu zadnej
                    pomocy, wiem ze to byloby szalenstwo, ale ....
                    I tez czasem jak jest mi zle, jestem zmeczona, chce sie odserwac...to staram
                    sie nigdy nie narzekac, cieszyc sie kazda chwila z Elena, bo dziecko to
                    najwiekszy najbadziej upragniony cud swiata.
                    Sciskam i caluje
                    Z.
                    • jasko_mama Re: Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłyc 16.10.04, 22:09
                      Muszę się z Wami podzielić ta szczęśliwą nowiną. Wczoraj modliłam sie za
                      Aniołka mojej przyjaciółki, który odszedł w 12 tyg. ciąży 4,5 roku temu, a dziś
                      dostałam od niej sms-a, że jest w ciąży. Tak się cieszę!!!!!!!!!!! Tyle
                      czekali, tyle przeszli w tym czasie... Cuda napewno się zdarzają!!!!!!!!!!!
                      Teraz trzymam mocno kciuki za szczęśliwe zakończenie smile)) Wierzą, że będzie
                      dobrze musi być!!!!

                      Pozdrawiam Basia
                    • blaneczka007 Re: Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłyc 16.10.04, 22:13
                      Dzięki dziewczyny,
                      jesteście kochane. Miło jest czytać posty od Was, ale nie zasługuję na takie
                      pochwały. Głupio mi bo ... nierzadko krzyknę na moje dzieci, a starszy już
                      nieraz poczuł klapsa na...pupie.

                      Jakby tego wszystkiego było mało... Wczoraj miałam strasznego doła...

                      Dawid się wykompał,
                      zostawił wodę w wannie.
                      Zaczął myć zęby.
                      Ja siedziałam przy kompie.
                      Daniel był przy mnie.
                      Po chwili poszedł do Dawida, do łazienki.
                      Wiedziałam o tym, ale się niczego nie bałam.

                      Nagle słyszę plusk! Boże!!!

                      Danielek wpadł do wanny z wodą. Zanim dobiegłam Dawid go wyciągnął...Calutki
                      ociekał wodą i łapczywie łapał powietrze. Boże, jak to strasznie wyglądało!

                      NIE DOPILNOWAŁAM!!!

                      Mogłam stracić kolejne dziecko! Od dzisiaj nie zasiadam przy kompie jak Malutki
                      nie śpi. Tak wiec widzicie... Kurcze, ale mam dołek. Czuję sie fatalnie...

                      Zabuniek, na pewno ten Twój sen sie spełni... Jeżeli oboje chcecie, to nie
                      warto czekać... Ja zawsze żałowałam, że się szybciej nie zdecydowaliśmy. Może
                      wtedy by się udało. Wolałabym żeby różnica wiekowa między dziećmi była znacznie
                      mniejsza. Jednak los zdecydował inaczej.

                      Dziękuję Wam bardzo.
                      Pozdrawiam.
                      Blanka



                      • martael Wzloty i upadki... 18.10.04, 10:15
                        Blanka trzymaj się i nie dołuj. Każdej Supermam (jak mówi moja przyjaciółka -
                        "Supermam to najlepsza z mam") zdarzają się mniej chwalebne dni. Współczuję z
                        całego serca, bo wiem co przeżywasz. Mnie Gutek wypadł z wózeczka jak był
                        jeszcze malutki - jakieś 5-6 miesięcy. Jeszcze nie siedział, nawet nie próbował
                        i nie przyszło mi do głowy, żeby w wózku (mam spacerówkę na płasko
                        rozkładaną)zapinać go pasami. No i otworzył się ******** podnóżek i Gutek w
                        kombinezonie wyjechał jak na ślizgawce i plaśnął twarzyczką na chodnik. Na
                        nieszczęście była przy tym Pani z dzieckiem której "to się niiigdy nie
                        przydarzyło" i w ogóle miałam wrażenie, że jestem jakąś debilką, która nie dba o
                        swoje dziecko, jest niedouczona i nieodpowiedzialna. Poszłam z Gutkiem od razu
                        do przychodni - zbadano go - wszystko było ok na szczęście. Z nim, bo ze mną nie
                        bardzo, tak z nerwów bełkotałam i cały czas płakałam.
                        Potem zdarzyło nam się, że zarwała się w czasie kąpieli wanienka (mamy montowaną
                        na wannie, profilowaną, i źle założyliśmy te "szyny", na których jest stawiana).
                        Tu też było naprawdę krok od tragedii i mieliśmy dużo szczęścia - Gutek nie
                        wypadł z wanienki tylko przechylił się mocno do przodu i zawisł na siedzonku .
                        Huk był taki jak przy eksplozji. My (było nas TROJE w łazience asystentów do
                        kąpieli) mieliśmy po prostu miękkie nogi. Gut nawet nie zauważył, że coś się
                        stało... Nalaliśmy nowej wody i dalej się chlapał.
                        Jak sobie pomyślę ile jeszcze przed nami takich katastrof, to mi siły odbiera.
                        Dobrze, że te wydarzenia są dla nas tylko nauczką, ostrzeżeniem tylko, i dobrze
                        się wszystko kończy.
                      • witka06 Re: Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłyc 18.10.04, 10:31

                        Blaneczko, serce sie sciska.....
                        Zabunku, Blanko jestescie niezwykle,silne i macie takie gorace serca,caluje was
                        mocno
                        wiola
                      • witka06 Re: Slonecznego tygodnia! 18.10.04, 10:43
                        Czesc kochane

                        Gosiu, to badanie krwi (normalnie pobierali z zyly),ktore wykazuje, czy
                        wspolczynnik Ige jest wysoki-sygnalizuje tendencje alergiczne.dodatkowo
                        poprosilam o sprawdzenie mleko krowiego.wszystko wyszlo ok,ale pediatra
                        stwierdzila,ze to nie jest na 100% pewne i zeby sie jeszcze nie
                        cieszyc.zastanawiam sie po co kazala to badanie robic.

                        Dzieki za gratulacje.odstawienie przebieglo u nas jak po masle.Dima dostawal 2x
                        cyca w nocy i przed zasnieciem. Postanowilam odlaczyc go ostatecznie i o dziwo
                        nie protestowal.mialam wrazenie,ze nawet nie zauwazyl roznicy.I dobrze. Mialam
                        okropne kopolty z karmienie to przynajmniej przy odstawianiu sie zlitowal i
                        odpuscil.ciesze sie bardzo,czuje sie wolnym czlowiekiem hehe
                        Zycze wam kochane powodzenia!

                        Asiu, ciesze sie,ze Krzys ma co sie coraz lepiej, precz z alergiami!!!!
                        Co do "generalnego"spotkania, to bardzo fajny pomysl.zapraszam do siebie.mamy
                        nawet 2 lozeczka,bo w koncu dorobilismy sie turystycznego!
                        Jesli chodzi o angielski, to ja rowniez chetnie.obawiam sie tylko asiu,ze moj
                        angielski powoli odchodzi w niebyt

                        Aneta, brawo dla Grzesia chodziarza! Dima tez lubi jeszcze zasuwac na
                        kolanach.duzo zdrowka zyczymy.

                        Basiu, Dima chodzi po domu w sandalkach Bartka.kupilismu mu w sierpniu (na
                        wyprzedazy), jak zaczal rwac sie nagle do chodzenia. Mamy tez butki Lemigo. Na
                        poczatku chodzenia znacznie latwiej chodzilo mu sie w tych lemigo, bo takie
                        bardziej domowe. Tyle,ze te stopki mu jakos wykrecalo. Bartek jest po prostu
                        sztywniejszy i nieco wyzszy.Butki jesienne tez kupilismy z Bartka. Mamy klopot
                        z buatmi dla malego, bo po tatusiu ma bardzo wysokie podbicie.ciezko cos
                        znalezc.

                        Dziewczyny macie juz jakis pomysl na kupienie zimowych butkow.bede wdzieczna za
                        rady.

                        To troche naszej statystyki.
                        Waga 11,5kg
                        Wzrost 74cm
                        Zebow 6

                        Wlasnie, znow uslyszelismy,ze Dima jest za maly! Przy nastepnej wizycie,jesli
                        nic sie nie zmieni dostaniemy skierowanie na badania.
                        Agatko, o jakich badaniach wspominala wasza pediatra.ciekawa jestem co wymysla.
                        Karolka, Dima dostal te szczepionke roczniakowa za darmo.
                        Nasza pediatra czepila sie,ze Dima jest za maly i za gruby,super! Powiedzialam
                        jej co je.za nie dostaje zadnych slodyczy, ciastek, chleba,sokow nawet.nie
                        faszeruje go niczym,co mogloby byc przyczyna 'nadwagi'.trzymam sie raczej tych
                        5 posilkow dziennie. Rano kaszka 250ml,potem banan, obiad 250g,deser190g,mleko
                        z lyzka kaszki 250. Powiedziala,ze absolutnie zadnych zageszczaczy mleka.

                        Dziewczyny napiszcie prosze co jedza wasze pociechy i ile, jesli nie sprawi to
                        wam klopotu.moze te ilosci sa za duze? Sama nie wiem.
                        I jeszcze troche mnie dobila stwierdzeniem,ze te wyniki badan na alergie o
                        niczyn nie swiadcza.nie wiem po co kazali je robic!

                        Jak pisalam, bylismy w Bialowiezy.na szczescie mielismy piekna sloneczna
                        pogode. naspacerowalismy sie porzadnie.Dimce bardzo spodobaly sie zubry,ktore
                        jego zdaniem robia mrrrrr i sarny,ktore cos za bardzo przypominaly mu chyba
                        krowe bo od razu wolal muuuu i oczywiscie jego ukochane koniki ahhhaaa.

                        Powiedzcie prosze jak spia wasze maluchy. Dima zasypia ok 21 i do 24-2 spi
                        fajnie w swoim lozeczku.ale po tem nie ma sily, laduje u nas, za nic w swiecie
                        nie chce dac sie odlozyc do lozeczka.oprocz tego bywaja noce,ze po 2-3 godziny
                        Turla sie, rzuca, siada jakby nie mogl sobie znalezc miejsca i w koncu zasypia.

                        Oj, koncze bo juz sie obudzil.chaotycznie wyszlo, ale chcialam zdazyc przed
                        obudzeniem sie Dimy
                        Sciskam mocno,milego tygodnia
                        wiola

      • nika28wawa Re: Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłyc 23.10.04, 21:16
        Witaj Blanca
        Gdyby nie to, że moja Basia śpi obok, poryczałabym się na głos. ALe tak tylko
        szlocham troszeczke. Jesteś dzielną dziewczyną. Nie wim jak bym zniosła to co
        ty. Danielek jest śliczny.
        Całusy dla Was
        Monika, mama śpiącej Basi
    • ela-c Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 18.10.04, 10:10
      • ela-c Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 18.10.04, 10:43
        Nie wiem jak to się stało, że cały post przepadł.Zacznę jeszcze raz. Koleżanka
        powiedziała mi o forum edziecko więc jestem. Mam córeczkę Monisię, która 16
        września skończyła roczek. Jest spokojnym i wesołym dzieckiem. Gaworzy w soim
        języku ale co nieco już rozumiemy np. da to daj, robi kosi-kosi, pa-pa i
        raczkuje po całym domu. Martwi mnie tylko, że jeszcze nie chodzi i nie staje
        (próbuje na jedną nogę). Myślę, że wcale jej na tym nie zależy bo przecież może
        się wszędzie przemieścić raczkując smile. Dodam, że ortopeda powiedział, że
        wszystko jest OK. Może jeszcze jakieś mamy mają dzieci w tym wieku, które
        jeszcze nie stoją. Pozdrawiam wszystkie mamy i dzieciaczki!smile
        • martael Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 18.10.04, 11:54
          Hej Jeszcze raz Dziewczyny, hej Elu
          Ja tylko na moment, Gut nieznośny nie chce spać... W ogóle mu się
          poprzestawiało, nie chce w dzień spać, wariuje cały łobuz jeden...
          Elu mój Gutek też nie stoi samodzielnie - potrafi za to stać trzymając się
          czegoś. Nie chodzi sam oczywiście - czepia się za to np. odkurzacza na kółkach i
          potrafi parę kroków zrobić. Myślę, że skoro lekarze mówią, że jest z Monisią OK,
          to znaczy, że jest i nie masz powodów do niepokoju. Gut też raczkuje jak szalony
          i nie widzi na razie sensu chodzenia w pełnym tego słowa znaczeniu. A co Twój
          pediatra na to? Jeżeli bardzo się niepokoisz to może warto zrobić jakieś
          badania. Chociaż... sama nie wierzę w to co piszę, bo my jesteśmy po wszelkich
          możliwych badaniach, niepokojach o zdrowie synka, niespaniach i nerwach (tzn.
          ja, bo mąż sypia jak niemowlę...), bo Gustaw do lipca nawet nie pełzał jeszcze i
          ... nic. Dzieciak zdrowy, badania - niektóre niemiłe i bardzo męczące dla nas
          okazały się zbędne. Taka naszych dzieciaczków uroda chyba i już.
          • ela-c Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 18.10.04, 12:13
            czesć Marta,
            Byłam miesiąc temu u neurologa (prywatnie bo wizytę "na skierowanie" mamy na 8
            listopada) i powiedziała, że jak nie stanie przez 1.5-2m to żeby do niej
            przyjść i możliwe, że u niej jest to opóżnione bo póżno zaczęła raczkować (2
            poł. sierpnia). Pójdę więc już normalnie do Dziekanowa Lesnego 8 listopada i
            zobaczę co tam powiedzą, ale i tak się trochę martwię sad. Wspominasz o jakiś
            badaniach, mogłabyś napisać coś więcej, może o czymś nie wiem co mogłabym
            zrobić. Całuski!
    • blaneczka007 Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 18.10.04, 13:34
      Dziewczyny, nie martwcie się...

      Po pierwsze...
      Wg jakiś badań naukowych dzieci, które długo raczkują są bardziej inteligentne
      od tych które szybko "poszły na nogi"

      Po drugie...
      To tak szybko mija, że jak zaczną chodzić (a będzie to niebawem) to będziecie
      tęsknić za tymi kochanymi raczkami więc delektujcie się tym co teraz, bo to nie
      wróci...

      Po trzecie...
      Dziecko "ma prawo" nie chodzić do 18 m-ca życia

      Mój starszy synek zczął chodzić jak skończył 13 m-cy, też się niepokoiłam...
      Patrzyłam, jak inne dzieci w tym wieku już biegały, spotykałam mamusie których
      genialne dzieci zaczęły chodzić w wieku 8 m-cy i łapałam tylko dołki. W końcu
      zaczął chodzić i mój Dawid.

      Na wszystko przychodzi pora, nie wtedy kiedy my tego chcemy, ale kiedy los nam
      to daje.

      Wasze DZieciaczki na pewno będą chodzić, a na razie cieszcie się tym, że
      rozwijają się ich półkule mózgowe.

      Znam mamę, która sama uczyła dziecko raczkować (choć mała już zaczynała
      chodzić), żeby lepiej się rozwijało...

      Pozdrawiam serdecznie
      Blanka gg9520031
      www.labfoto.pl/dyna/myphotos.mhtml?gid=12572;gt=p;tid=2
      • ela-c Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 18.10.04, 16:01
        Dzięki Blaneczko za słowa otuchy.smile))))
        • javert do eli-c 18.10.04, 16:10
          Wszystko bedzie dobrze, a poza tym, z tego co napisalas moja corcia Adrianka
          urodziła sie tego samego dnia, co Twoja Monisia, tj. 16 wrzesnia?!!!!
          Pozdrawiam!!!
          • ela-c Re: do eli-c 19.10.04, 14:39
            Podobno Irena Kwiatkowska też urodziła się 16.09, więc dziewczynki są w dobrym
            towarzystwie smile)))) Pozdrawiam Was obie!
        • martael Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 18.10.04, 16:33
          Hej,
          Elu, my się rehabilitowaliśmy od 2 miesiąca życia Gutka z powodu mieszanego
          napięcia mięśnowego: wzmożonego w kończynach górnych i obniżonego w pozostałych
          "rejonach". Gut został wielokrotnie zbadany przez rozmaitych "jajogłowych". W
          pewnym momencie w ogóle przestał robić postępy w rozwoju ruchowym, więc
          "badaczy" przybyło - łaziłam na rozmiate konsultacje i wpadałam w paranoję, bo
          wszystkie ćwiczenia i rehabilitacje nic nie dawały. Po prostu kompletnie NIC.
          Bardzo mi pomagały dziewczyny z tego forum. To, że moje dziecko jest opóźnione
          też usłyszałam od lekarek (dwóch, niezależnych, więc tym bardziej się martwiłam)
          i wiem, że to miłe nie jest. Wręcz przeciwnie - ma się ochotę przywalić tej
          babie skrobiącej w kajeciku, bo dla niej, to tylko skrobanie w kajeciku - dla
          ciebie to dziecko i całe twoje życie. Przy okazji tego łażenia po lekarzach
          zrobiliśmy badania na poziom wapnia, fosforu, i inne jakieś, których nie mogę
          rozszyfrować z kartki. Dostaliśmy też skierowanie do poradni metabolicznej
          Centrum Zdrowia Dziecka (trzy miesiące czekaliśmy na wizytę sad i czekamy
          wprawdzie jeszcze na wyniki (była jakaś masa badań z krwi i moczu, wszystko
          strasznie męczące + kolejki i długie oczekiwanie pod gabinetami), ale mam
          niejasne przeczucie, że cały ten korowód i badania wszerz i wzdłuż były po
          prostu niepotrzebne. Blanka napisała fajnie i prawdziwie. Czas na chodzenie
          jeszcze będzie i ja nie czekam na to jak na Godota wink. Strasznie mi zależało na
          tym, żeby Guti zaczął raczkować - zaczął raczkować w swoje pierwsze urodziny,
          dokładnie 8.09.2004 i strasznie jestem z niego dumna. A jak ktoś mnie pyta czy
          już chodzi to mówię, że nie i nawet się nie spinam, ani się nie denerwuję, bo
          to, że nie chodzi jest jak najbardziej oczywiste - ma jeszcze czas.
          • jasko_mama Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 18.10.04, 22:27
            Hej!
            Witamy nową mamę wrzesniową i jej córeczkę!!! Niezmiernie potrzebne zasilenie
            płci, bo wrześniątka płci pięknej na tym forum są w zdecydowanej mniejszości :-
            ))) Monika ma jeszcze czas na chodzenie. Najważniejsze, że przechodzi przez
            wszystkie fazy rozwojowe, no i że raczkuje. A jak wreszcie zacznie stawać to
            już pójdzie błyskawicznie. Amanda zaczęła wstawać też póżno – jak skończyła 10
            m-cy, ona niestety nie raczkowała tradycyjnie tylko przesuwała się na pupie,
            ale było to dla niej takie skuteczne przemieszczanie, że nie potrzebowała
            niczego więcej. Jednak jak odkryła, że świat na stojąco jest świetny to robiła
            błyskawiczne postępy i jakieś dwa i pół miesiąca od pierwszego wstania w
            łóżeczku już chodziła, chociaż rehabilitanci wyrokowali, że nie nastąpi to
            przed czternastym miesiącem. Spokojnie czekaj, na wszystko przyjdzie czas, a
            badania zrób, nie zaszkodzą, a jedynie Cie uspokoją.
            Wiola co do jedzenia to u nas wyglada nieco inaczej, Mała dostaje
            całkiem „dorosłe” jedzonko. Amanda cyckuje, więc jest mleczko przed snem, raz,
            dwa razy w nocy i rano, potem po wstaniu śniadanko – kawałek chlebka z wędlinką
            (ostatnio tylko obłożenie smile, pół pomidora albo ok. 5 cm ogórka, na dokładkę
            jeszcze actimel, potem spacerek i drzemka, obiadek jakieś 4 godz. po śniadanku:
            gotowany po domowemu, zupki różne smaki, albo ziemniaczki z mięskiem i różne
            warzywa; ok. 2 godz. później deser: danonek mega lub bakuś i jakis owoc, ok.
            19.30 kolacja – kawałek chlebka z serem (żółtym, topionym, lub twarożkiem) lub
            jajeczko na twardo albo jajeczniczka i znowu pół pomidora lub kawałek ogórka
            (może też być kiszony), cycuś ok. 21.30 i potem sen. Pierwsze przebudzenie ok
            1.00, drugie ok. 6.00 i pobudka ok. 9.00. śpi dobrze, czasami marudzi dłużej,
            jak próbuję oszukać ją wodą. Jakis miesiąc temu Mała odmówiła jedzenia kaszek i
            słoiczków sad Wydaje mi się, że Dimka wcale dużo nie je, ale lekarze maja te
            swoje tabelki, w które muszą upchnąć każde dziecko... Nie przejmuj sie większy
            problem byłby gdyby nie chciał jeść, wtedy naprawde można sie zamartwić.

            pozdrowionka dla wszystkich
            Basia
            • gagarin3 Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 19.10.04, 09:39
              Elu, witaj w naszym gronie. Głowa do góry Twoja córeczka niedługo będzie biegać
              smile Fajnie, że wybrałaś dla niej takie imię, bardzo modne w "naszych" czasach, a
              teraz niestety w odwrocie. Monika to jedno z imion najbliższych mojemu sercu, bo
              tak ma na imię moja przyjaciółka. Ta, o której mówię jest właśnie po raz
              pierwszy w ciąży i spodziewa się bliźniąt smile))) WIOLA, trzymam Cię za słowo smile A
              Dimką się nie martw, Marta ma rację, dobrze, że chłopak je, wiem, co mówię, bo
              przeszłam gehennę z Piotrusiem - niejadkiem. Teraz na szczęście jest znacznie
              lepiej. Blanka, nie martw się, każdej z nas przytrafiła się jakaś wpadka. O
              mojej pisałam szeroko, gdy Piotruś spadł z wysokości około 70 cm na terakotę i
              trzeba było mu prześwietlić głowę... Dziewczyny mam mały kłopot. Otóż mamy drzwi
              do pokoi i do kuchni z szybą na prawie całej powierzchni. Kilka miesięcy ja
              stłukłam jedną, wymiana kosztowała 200 złotych - bo trzeba było ją sprowadzać z
              daleka - ale to nic, najważniejsze, że Piotruś się nie skaleczył (trzymałam go
              na rękach). Kilka dni temu Piotrek nieforunnie upadł uderzając głową w kolejną
              szybę, co prawda nie stłukła się, ale mocno popękała. Znowu odetchęliśmy z ulgą,
              bo nieszczęście było naprawdę blisko. Te nadtłuczone drzwi tak sobie stoją, bo
              panowie z zakładu szklarskiego ciągle nas zwodzą. I dobrze się stało, bo wczoraj
              Piotruś wyniósł chyłkiem łyżkę z kuchni i "załatwił" kolejną szybę. Mamy zatem w
              mieszkaniu dwie pęknięte szyby. Wprawianie kolejnych nie ma najmniejszego sensu,
              bo jest niebezpieczne i nieekonomiczne - kosztowałoby to 400 złotych, a nie ma
              żadnej gwarancji, że za tydzień cała historia się nie powtórzy. Czy macie jakiś
              pomysł, co może zastąpić owo szkło i w dodastku wyglądało jako tako (drzwi są
              białe)? Będę wdzięczna za rady. Ciekawe jak tam Aneta po wiedeńskich wojażach smile
              Pozdrawiam
              • blaneczka007 Pleksi 19.10.04, 11:10
                Ja tylko kilka słów... Zamiast szyby można wstawić pleksi (nie wiem jak to się
                pisze). Pleksi ma przeróżne wzory, ale może też być gładka jak szyba okienna.
                No i jest dużo mocniejsza od szkła. Można ją dostać w Castoramie i OBI. W
                mniejszych sklepech na pewno też, ale w tych jest duży wybór. Pozdrawiam. Blanka
              • asia_z Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 19.10.04, 12:37
                gagarin, ja w regaliku u julki powstawialam szybki z mlecznego plastiku, (drzwi
                mamy tylko jedne - do lazienki, sa pelne smile) ale wybor jest bardzo duzy - i
                grubosci, i "przeswitywalnosci", no i ceny znacznie bardziej przyswajalne niz
                za szklo smile jedyny mankament, to ze duze powierzchnie moga wygladac niezbyt
                imponujaco.. ale wlasnie przypomnialo mi sie, ze moja znajoma, kiedy miala male
                dzieci i pojawil sie podobny problem - porobila w drzwiach bardzo piekne
                zaslonki, w pokoju dziecinnym byla taka do teatrzyku, dzieciaki kwiczaly ze
                szczescia smile w "powazniejszych" pokojach fajnie wygladaja na drzwiach rolety smile
                (te rozwiazania nie zapewniaja niestety wyciszenia, no ale.. rybki albo
                akwarium smile)

                butki: krzys ma do lazenia "po domu" kapcie befado, a na dwor - bartki (po
                julce - uzywala ich zanim nauczyla sie chodzic smile sam na razie raczkuje z
                pelnym zapalem i ani mysli chodzic, zadne "za rączke" nie wchodzi w gre,
                wyciera kolanka ile wlezie, ewentualnie "na rączki", czemu nie smile)

                Krzysiowa niania, pani Basia, odkryla, ze Pysiek uwielbia chodzic (no,
                wdrapywac sie smile po schodach, i teraz w ogole nie wnosi go na ten koszmarny
                strych tylko mlody sam pokonuje cztery pietra smile a potem nadaje sie do
                przebrania i mycia.. smile))

                jakos poprzednio zabrzmialam w temacie szczepien chyba zbyt zasadniczo - Pysia
                zaszczepie, ale tylko obowiazkowymi, i poza polio. jeszcze mam tydzien na
                wglebianie sie w temat, ale juz zle na mnie dzialaja opisy uszkodzen
                poszczepiennych smile

                Elu i Monisiu - witajcie smile

                czy ja bym mogla dopisac sie do wypadu w gory? smile

                to jeszcze o badaniach ige - panelu dla alergikow. Krzys mial robione je dwa
                razy (na nieklanskiej i potem w dziekanowie, w szpitalu specjalizujacym sie w
                aleriach) i wiecie co? jak juz dwa razy pokuli tego mojego malenkiego wtedy
                jeszcze szkraba, to ktos przytomnie zauwazyl, ze te badania sa zupelnie
                niewiarygodne dla dzieci mlodszych niz 3 lata. rece mi opadły sad niestety
                niewiarygodne okazaly sie rowniez badania robione bicomem na nowym swiecie w
                Warszawie (gdybys sie przypadkiem wiolu wybierala..smile
                a co wlasciwie jest Dimce?

                juz sie ciesze na niedziele - nie zawiedzcie smile)
                zapraszam do nowych zdjec Julki i Pysiaka:
                www.labfoto.pl/dyna/myphotos.mhtml?gid=6754;gt=p;tid=2
                pozdrawiam cieplutko,
                a.
                p.s.
                blaneczko, zabunku, dziewczyny.. zazdrodzcze Wam, ze potraficie Mowic o
                rzeczach trudnych.. ja sie do tego nie nadaje sad ale trzymam cieplutie
                kciukasy..
                • ela-c Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 19.10.04, 14:30
                  Cześć dziewczyny!
                  Właśnie wróciłam z Monisią od lekarza sad. Od ok. 10 dni kaszle, brała już
                  antybiotyk w tamtym tygodniu(3-dniowy). Teraz doszedł jeszcze katar i kaszel
                  się powiększył ale nie ma temperatury (i nie miała).Mam przyjść na kontrolę
                  jeszcze w tym tygodniu a jak nie będzie poprawy to babka da jej drugi
                  antybiotyk. Mam jeszcze pytanie :Monisia ma plamy na nogach i brała zyrtec ale
                  lekarka powiedziała, że skoro one jej po zyrteku nie zniknęły to żebym przez
                  miesiąc spróbowała claritine. Co o tym sądzicie i czy któras z was dawała ten
                  lek dziecku?

                  Pozrawiam! Ela

                  • martael Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 19.10.04, 18:14
                    Hej,
                    Elu - My kończymy dzisiaj antybiotyk (ósmy dzień) i chyba już jest dobrze. Oj,
                    trzy dni antybiotyku jak na 10-dniowy kaszel to trochę mało. My to się długo
                    nosiliśmy z tym kaszlem, też bez temperatury. Rozmaite syropki były, aż do
                    wymiotów i nic nie pomogło. Dopiero Augmentin ruszył choróbsko.
                    Na uczulenia braliśmy Zyrtec i Fenistil, rozmaite maści w tym sterydy (Cutivate)
                    i Hydrocortizon. Claritine nie.
                    Ale ja Wam dziewczyny zazdroszczę, że Wasze maluszki ładnie jedzą. Gut to niejad
                    przebrzydły. My (ja i mąż) też nie lubimy za bardzo jedzenia. Mąż chyba
                    generalnie woli komputer od jedzenia. Ja nie cierpię gotowania (a gotować muszę,
                    bo panicz G. odmówił już dawno słojów). No i wymyślam gotuję, duszę, pitraszę, a
                    ten dziubnie z wielkiej łaski jeden groszek i jedną kostkę marchewki i do
                    widzenia. Jak czytam, że po pięć posiłków jedzą Wasze dzieciaczki to zazdroszczę
                    jak licho. Gut je 1 (słownie:jeden) cały i to od niedawna, bo się wkurzyłam, że
                    kaszkę poranną też muszę wyrzucać do sedesu i zastąpiłam ją kaszką Sinlac. I tę
                    JE. Moja mama zawsze mi mówiła: "Biedne dzieci w Afryce głodują, a ty nie chcesz
                    jeść" i tym sposobem zawsze wyrzucając jedzenie widzę te biedne dzieci w Afryce.
                    Pamiętacie tę scene z "Dnia Świra"? Ja mam tak samo...No więc dzieci głodują,
                    ten nie je, ja wyrzucam. Jak świnia się czuję. Ale generalnie się nie przejmuję,
                    to u nas najwidoczniej rodzinne. Tylko to gotowanie i wyrzucanie... Szkoda, że
                    nie mamy psa lub kota. Byłyby to grube i szczęśliwe stworzenia.
                    Do usłyszenia!
                    • abepe Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 20.10.04, 11:39
                      hej, dziewczyny kochane!
                      Wrócilismy z pieknego Wiednia w poniedziałek o północy ale co się tam działo
                      opowiem kiedy indziej. Na razie przebrnęłam przez Wasze posty i lecę wziąć się
                      za porządki, póki mały (niestety znów chory) śpi.
                      Jeszcze tylko - jeśli ktoś jeszcze myśli o trójmiejskim spotkaniu w ten
                      weekend, to niestety przez grzesiowego wirusa ja nie mogę.
                      papa
                      • zabuniek jedzenie 20.10.04, 15:17
                        Witka prosilas, zeby napisac co jedza dzieciaczki.
                        Oto menu Elenki

                        po przebudzeniu ok. 8.30 dostaje wode (najczesciej pije pare lykow)

                        9.00 sniadanie:
                        210 ml mleka z tetra brik dla dzieci od 1 roku + pare lyzecek kaszki lub Corn
                        Flakes (uwielbia ostatnio - bo to nowosc)
                        chleb z np. bialym serkiem, z maslem i marmolada domowa z jezyn
                        czasami sok ze swiezych pomaranczy

                        ok. 11.30 spacer po zakupy i jesli jest czas na chwile idziemy do parku

                        13.00 obiad:
                        Mieso (kurczak, indyk, cielecina lub biala ryba) min. 50 g
                        ziemniaki lub ryz lub makaron
                        warzywa przerozne (marchew, bocwina, kabaczek, fasolka, pory, cebula, itp.)
                        i zawsze 1 lyzka oliwy z oliwek
                        na deser: owoce (banan, jablko, gruska, kiwi, winogrona lub sliwki)
                        + zawsze woda

                        Sjesta:
                        jedyny SEN dzienny od ok. 14.00 do 16.00

                        17.00 PODWIECZOREK:
                        owoce j.w.
                        mleko ok. 150ml lub jogurt lub ser bialy

                        18-20 spacer do parku

                        21.00 KOLACJA
                        jajko lub jajecznica lub poledwiczka lub krokiety lub jamon (typowa szynka
                        hiszpanska, ser zolty
                        mleko ok. 200 ml
                        czasami owoce np. pare winogron

                        21.30 SEN do 8-8.30

                        MA dni ze zajada wszystko b. chetnie, w inne dni wydaje sie ze nic nie je.
                        JAk my, czasami mamy ochote na to czy tamto.
                        Pediatra mi mowila, ze jesli czegos nie je, to odstawic na pare dni i znow do
                        tego pozniej wrocic.
                        I dawac przykladsmile Jesli dziecko nie widzi ze rodzice jedza, moze czuje sie
                        odosobione? Ja razem z nia jem sniadanko, czestuje mnie namietnie platakmi corn
                        flakes lub chlebem...

                        lece bo mi sie moj obiad przypali
                        pa
                        • ela-c Re: jedzenie 21.10.04, 11:42
                          U nas wygląda to tak:
                          ~8.00- mleko bebilon pepti2 ok.240ml
                          ~11.00- sinlac, jeżeli Monisia wstanie póżniej i mleko wypije ok.9 to daję jej
                          ok11.30 obiad i pomijam drugie sniadanie.
                          Później Monia idzie spać na ok.2h, casami idzie spać nie ok11 tylko ok15 ale
                          ostatnio jednak przed południem no i od jakichś dwóch tygodni spi raz dziennie
                          a nie dwa.
                          ~14.00-obiad: przeważnie duży słoiczek (po12m), staram się czasami wcisnąć jej
                          coś mojego ale mam z tym problem bo nie za bardzo chce. Chociaż ostatnio zjadła
                          ogórkową i kalafiorową, natomiast pulpecików z indyka nie chciała (miałam
                          wrażenieże nie może spbie poradzić z dokładnym pogryzieniem mimo, że mielone.
                          ~17.00-:danone +owoce ze słoiczka lub bakuś lub kanapka z węliną i margaryną,
                          czasami sinlac (jeżeli nie było go przed południem)
                          ~20.00-mleko 240ml
                          Wciągu dnia pije herbatkilub wodę i troszeczkę flipsów lub plasterek jabłka,
                          kawałek banana itp.
                          I trochę statystyki:
                          waga 9.6kg
                          wzrost 76.5cm
                          Niestety Monisia dalej chora więc chyba nie będzie nas w niedzielę w
                          łazienkach sad. Pozdrawiam Was wszystkie i wasze malenstwa smile)))))
                  • asia_z Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 20.10.04, 20:00
                    dzis na szybko o clemastynie i zyrtecu - oba leki sa to antyhistaminy, czyli
                    leki blokujace reakcje alergiczne - czyli teoretycznie mozesz dawac uczulajace
                    rzeczy, a organizm nie reaguje - takie "usypiacze" reakcji alergicznych.
                    zyrtec jest lekiem nowszej generacji niz clemastyna, ale czasem zdarza sie, ze
                    nie dziala, i wtedy probuje sie leku starszego, bo a nuz ..smile
                    jak nie dziala to moze nie byc alergia smile)

                    w poczekalni do dr.oczkowskiego spotkalam dzis bardzo miłą Mame z wrzesniowym
                    (terminowo, urodzeniowo sierpniowym smile) pieknookim Jonatanem, natychmiast
                    zaprosilam ja na nasze forum i pod szopena w niedziele smile)

                    pozdrawiam cieplutko,
                    a.
                    • gonianna jedzenie 20.10.04, 21:47
                      A u nas wygląda to najczęściej tak:

                      rano ok. 9.30 kleik ryżowy na mleku modyfik. około 220 ml + ostatnio domaga się
                      pomidora

                      potem ok. 11.00 deserek ze słoiczka lub owoc (banan najczęściej, ew. kawałek
                      jabłka)

                      potem śpi 12-14lub15

                      ok. 15-15.30 obiad ze słoiczka 190g lub (częściej) własnej roboty (dwa małe
                      klopsiki+2łyżki kuskus+kilka brokułów; lub kotlecik z kurczaka (pierś ok.3x5cm)
                      +ziemniak+2łyżki marchewki z groszkiem)- do warzyw dodaję masło i/lub jogurt
                      naturalny

                      od razu po obiedzie, albo godzinkę później jogurt naturalny Danone 175ml

                      ok. 18.30-19 kolacja jajko+pomidor+kawałek chleba (czasem z masłem) lub
                      plasterek wędliny+pomidor+kawałek chleba lub jakiś słoiczek (deser lub coś z
                      królika)

                      ok.20 kaszka ryżowa lub kleik kukurydziany na mleku modyfik. ok. 220 ml

                      spanie, a w trakcie spania 2 razy cycuś

                      w międzyczasie popija herbatę lub sok rozcieńczony wodą, czasem zje parę
                      chrupek kukurydz., parę rodzynek, jakieś chrupkie pieczywo

                      A ciągle jest drobniutki, tak na oko. Bo na wadze i wzrostem jest powyżej 90
                      percentyla... Drągal mi rośniewink))
                      • gagarin3 Jesiennie :) 20.10.04, 23:00
                        Dziewczyny dziękuję za Wasze rady smile)) Asiu, zapraszam w góry z całego serca. I
                        do wszystkich: mam nadzieję, że jak dzieciaki podrosną, będziecie spędzać urlopy
                        nie tylko nad morzem, ale i na południu... A my z Piotrusiem byliśmy na
                        pierwszym długim spacerze bez wózka. Do tej pory chodziliśmy na piechotę do
                        pobliskiego sklepu, ewentualnie wysiadał z połowie spaceru, gdy mu się nudziło i
                        wracał do domu na piechotę. Zawsze kosztowało mnie to dużo cierpliwości, bo moje
                        dziecię ma w zwyczaju chodzić zawsze w przeciwnym kierunku niż rodzicielka wink W
                        dodatku namiętnie zbiera liście, kamyki, patyczki, opakowania po batonikach, czy
                        innych chipsach i... niedopałki. Nie daj Boże jak na horyzoncie pojawi się jakaś
                        psina, biegnie za nią, a potem jeszcze przez dziesięć minut powtarza z obłędem w
                        oczach "hau, hau, hau"... O trzymaniu za rękę nie ma mowy (czasami można za
                        kaptur i to bardzo delikatnie, żeby się nie zorientował), a jest o tyle
                        niebezpiecznie, że jak zobaczy samochód, z okrzykiem "auto", chce wejść na
                        jezdnię, bo ma w zwyczaju pokazywać, gdzie jest koło... W każdym razie było
                        cudnie (bo nie było samochodów - to była laejka spacereowa)), a jak się zmęczył
                        usiadł na asfalcie i wyciągnął do mnie ręce. Co do jedzenia, to wygląda to
                        podobnie, jak u reszty. Marta, dobrze rozumiem Twoją frustrację, ja też litrami
                        wylewałam niewypite mleko i wyrzucałam obiadki. A teraz, aż się boję mówić,
                        jakby mi ktoś dziecko odczarował, bez żadego cyrku, odwracania uwagi,
                        dobrowolnie otwiera buzię. Najchętniej je oczywiście z nami. Na przykład
                        dzisiaj, po spacerze zjadł swój posiłek (drugie danie). Dziesięć minut później
                        wrócił Paweł i gdy jedliśmy obiad wysępił jeszcze trzy ziemniaki i dwa ogórki
                        kiszone... Dziewczyny ja znowu mam do Was kilka pytań. W tym wieku nadmiar mleka
                        - podobno - zbytnio obciąża nerki i wątrobę. Czy około 500 ml mleka (Bebiko 3R)
                        dziennie plus jogurt, czy serek, to nie za dużo, jak na takiego brzdąca? Kolejna
                        sprawa - woda - ciągle kupujemy Żywca. A Wy? Sami nie pijemy kranówki, bo ma
                        ohydny smak i kupujemy niskozmineralizowane wody źródlane w supermarketach, ale
                        jakiej jakości toto, nie mam pojęcia... I szczepienie odra/świnka/różyczka...
                        Jakoś nie mogę się wybrać i mam jakieś złe przeczucia. Jak to u Was wygląda?
                        Warszawskie Mamy i Warszawskie Dzieci życzę Wam pięknej pogody na niedzielne
                        spotkanie. Pozdrawiam.
                        • asia_z Re: Jesiennie :) 21.10.04, 09:42
                          gagarin, wiesz, gory snia mi sie po nocach, wziac znow plecak, spiwor i
                          powędrowac w jesienną bukowinę.. smile ale zauwazylam ostatnio, ze wyprawa bez
                          dzieci wlasciwie nie sprawia mi radosci. bylam kilka dni w beskidzie -
                          sluzbowo, chcialam zostac na dzien/dwa i polazic po gorach.. zdazylam wyjsc ze
                          szczyrku i stwierdzilam, ze nie mam z kim cieszyc sie pieknymi kolorami drzew,
                          miekka sciolka delikatnie wgniatajaca sie pod butami, ciezarem plecaka.. no
                          wiec wzielam kilka glebokich oddechow "na zapas" i w trybie natychmiastowym
                          wrocilam do domu smile) ale tesknie do gor strasznie, kiedys uwielbialam samotne
                          lazenie od schroniska do schroniska (ktos pewnie powie "inne czasy" smile) moze za
                          rok choc Julka wybierze sie ze mna na "polazenie", bo niestety siedzenie w
                          jednym, nawet najpiekniejszym miejscu jakos mnie nie ciagnie smile

                          rozgadalam sie, a mialo byc o szczepieniu - wczoraj rozmawialam z Pewnym Madrym
                          Lekarzem, ktory potwierdzil, ze postawowe szczepienia warto zrobic -
                          szczegolnie tezec, natomiast dodatkowe: m.in wlasnie odre (prawie nie
                          wystepuje), swinke, rozyczke - lepiej przechorowac, u dzieci zwykle lagodnie, i
                          daje to odpornosc naturalna, duzo lepsza niz sczepienie.

                          i jeszcze: niestety nie bedzie mnie w niedziele sad dostalam kompletnego
                          zamulenia i zapomnialam o imieninach mojego Taty - a to zbyt daleko, zeby
                          sprobowac polaczyc obie przyjemnosci sad

                          trzymajcie sie cieplutko i milego spacerowania smile
                          a.
                    • barriere Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 21.10.04, 21:33
                      Witam serdecznie! Dziękuję za zaproszenie do Łazienek - może następnym razem,
                      bo nie chcę przekładać umawianego od tygodni obiadu u znajomych. Oczywiscie
                      jeśli wrześniowe eMamy nie przegonią mnie z moim wczesniakiem z końca
                      sierpnia... smile (termin na koniec września). Pozdrawiam wszystkich, T.
                      • jasko_mama Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 21.10.04, 22:10
                        Hej!
                        Ech góry... Ale sie rozmarzyłam... Co prawda nie lubiłam tych najwyzszych,
                        gdzie nie ma już zieleni, ale teraz miło zrobiło mi sie nawet na na myśl o
                        tych, gdzie trzeba troche potu zostawić... smile)) Może w przyszłym roku - nasze
                        dzieciaczki spokojnie mogą wedrować w nosidełkach, oczywiście tatusiów!!! A
                        zapomniałam, że myslę o nastepnym szkrabie w brzuszku w przyszłym roku...

                        Co do jedzenia i picia. Mała niestety wody pije niewiele, nie lubi. Ja zresztą
                        ją rozumiem, bo też nie cierpie, szczególnie niegazowanej, muszę dodać chociaż
                        odrobinkę soku z cytryny, albo malinowego... A Amanda pije najczęściej leciutka
                        herbatkę, albo sok rozcienczony woda w ilości ok. szklanka na dzień. Co do
                        mleka to Ci nie pomoge Agnieszko, bo my „cyckowe”. Cyckujemy tylko trzy razy
                        wieczorem, nocy i rano, nie mam pojęcia ile może to byc objetościowo. Ale
                        rzeczywiście moja siostra miała problem z synem, który nie chciał prawie nic
                        innego niż mleko, skończyło sie to chronicznym zatwardzeniem leczonym ponad rok
                        i anemią. Z tym, że on miał wtedy jakieś 4 lata, myślę, że dla naszych
                        maluszków 500ml. na dobę to nie jest za dużo.

                        Dalej drążę temat szczepień. Odra świnka i różyczka są obowiązkowymi
                        szczepieniami i rzeczywiście od września 2003 bezpłatnie szczepią potrójną,
                        wcześniej była obowiązkowa tylko odra. Można więc zrezygnować z tego
                        szczepienia? U nas po tym szczepieniu nie było żadnych reakcji, poza dłuższym
                        snem dziennym w dniu szczepienia. A jak z tą szczepionka przeciw tężcowi? Kiedy
                        to jest?

                        Witam emamę z sierpniakiem - planowym wrzesniakiem! To tak jak moja Amanda, z
                        tym, ze jej do terminu brakowało 5 dni... Zagladaj częściej, miło tu u nas!

                        Jak tam ze spotkaniem nadmorskim? Aneta nie będzie, wczesniej deklarowała się
                        Blanka, pozostałe kobitki sie nie wypowiedziały... Ja bez samochodu... Chyba
                        przełożymy co? Jakoś pogoda niezachęcająca, nie sprzyja jesień...
                        Życzę miłego spotkania w Warszawie (mam nadzieję, że się odbedzie). Słonecznej
                        pogody i spokojnej pogaduchy smile))

                        pozdrawiam Basia
    • blaneczka007 Krótkie chwile złotej jesieni 21.10.04, 23:01
      Cześć Dziewczyny,

      zaglądam tu na chwilę i właściwie nie wiem co napisać.
      Na początek przywitam nową mamuśkę barriere, WITAJ.
      U nas żadnych wielkich zmian.
      Parę dni temu załapaliśmy się na kilka chwil pięknej, złotej jesieni i chciałam
      Wam pokazać co uwieczniłam.
      Pozdrawiam. Blanka

      www.labfoto.pl/dyna/myphotos.mhtml?gid=14046;gt=p;tid=2
      lilypie.com/cache5/7/003607031.png
      • paulka25 Re: Krótkie chwile złotej jesieni 22.10.04, 04:41
        Witam wszystkie mamusie i ich dzieciaczki.
        Przedstawialam sie juz tu kiedys ale to bylo bardzo dawno temu... Pozniej
        niestety nie mialam kompa. Zaczne wiec moze od tego ze sie przypomne smileMam 25
        lat i 13,5 miesieczna corcie Oliwke.Oliwka urodzila sie 11.09 i jest zodiakalna
        panienka. Jak jej mamusia i tatus zreszta smileJest fantastyczna dziewuszka
        aczkolwiek ostatnio zaczyna nam sie ujwniac jej diabla strona smileOd 3 miesiecy
        mieszkamy w Austrii i choc bardzo sie nam tu podoba nie ukrywam ze jest nam
        dosc ciezko.Ale probujemy sie przytosowac do tutejszego trybu i rytmu zycia smile
        Musze sie pochwalic ze przed napisaniem tego posta przebrnelam przez wszystko
        co zostalo tutaj do tej pory napisane. Tak wiec troszke was juz znam (choc mam
        w glowie maly metlik) i mam nadzieje ze wy bedziecie mialy ochote poznac nas smile
        Tymczasem pozdrawiam i do nastepnego smile

        Paulina i Oliwka
        • paulka25 Re: Krótkie chwile złotej jesieni 22.10.04, 04:42
          Moze sie dolaczycie? Nie potrafie na razie zrobic linka...
          • paulka25 Re: Krótkie chwile złotej jesieni 22.10.04, 04:43
            www.sercedlamarcina.pl/
            • karolka_1 Re: Krótkie chwile złotej jesieni 22.10.04, 17:07
              Witajcie nowe Mamy jak i Wy stare wyjadaczki tego forum smile
              My szczepienie mamy cały czas przed sobą - lekarka nie chciała zaszczepić młodej
              bo ma dopiero 12,5 miesiąca, a szczepienie jest od 13....Kurcze będe musiała
              specjalnie zostawać 2.11 w Poznaniu żeby zaszczepić Dominikę. W Poznaniu
              szczepionka też jest bezpłatna...tylko ta Zielona Góra jakas zacofana....
              A co do statystyki to Dominika waży 10,170 ,mierzy 78cm i generalnie ulokowała
              się kawałek przed 75 centylem. Obwód głowy 48cm, pieluszki czasem 4, czasem 4+.
              Przeszłysmy już na mleko Nan Junior. Ostatnio wyczytałam jednak,ze nasze dzieci
              mogą pić równiez mleko oznaczone 2 - ponoc nie ma róznicy między tymi mlekami -
              to jest opinia lekarzy!!!Mleko 2 dzieci moga dostawać dopóki nie zaczną pic
              mleka krowiego, czyli do około 2-3 roku życia. Ile w tym prawdy, a ile
              marketingu nie mam niestety zielonego pojęcia.
              Co do jedzenia to u nas wygląda to tak:
              7.30-8.00 - 220ml mleka Nan junior
              8.30 - banan lub bułeczka z wędlinką, serkiem itp.
              10.30 - 12.00 spanie
              12.00 - kleik ryżowy na mleku 220ml z dodatkiem owoców
              15.30 - obiad - tu zaczynają sie spore problemy ostatnio....musi być
              mięso:morlinki, kurczak, indyk itp. do mięska zawsze są jakies warzywka,
              ostatnio hitem jest ogórek kiszony lub pomidor. Co drugi dzień dostaje
              jajecznice na masle z wędlinka chudą lub jajko na twardo albo inny posiłek z
              jajkiem np. nalesniki. mamy tzw. obiad rezerwowy - jesli nic jej nie smakuje
              tego dnia to dostaje 2 morlinki i ogórka kiszonego - obiad znika w ciagu paru
              minut z talerza.
              16.30-18.00 spanie
              18.00 - desrek - zazwyczaj bakus z owocami świeżymi np. jabłko, gruszka, albo
              monte...staram się,żeby był to zawsze posiłek mleczno - owocowy
              koło 20.00 dostaje kaszkę mleczno-ryżową łyżeczką - około 220ml
              w ciągu dnia podjada czasem chrupki, wafle ryżowe albo świeże owoce. Najchętniej
              zjadałaby tylko banany smile
              Tak z innej beczki. Zrobiłam sobie krzywde. Moje dziecko zaczęło strasznie się
              awanturować, bo nie chce jej nosic na ręku....Na spacerze jest problem z długim
              siedzeniem w wózku. Jesli ja wypuszcze to przejdzie kilka kroków i domaga sie
              noszenia na reku...Ostatnio zaczęłam z tym walczyc. Ludzie patrzą na mnie jak na
              wyrodną matke sad Moje dziecko stoi na chodzniku i sine ze złości i płaczu domaga
              się brania na ręce, ja stoje parę kroków dalej i dusze w sobie złośc i
              niemoc...Każdy spacer kosztóje mnie tyle nerwów...Może macie jakies rozwiązanie
              tego problemu?? Kręgosłup mi już siada a za moment nerwy mi puszczą....
              Młoda ma juz 10 zębów. Dzisiaj tak przez przypadek zauważyłam,że wyszły jej obie
              dolne czwórki smile Teraz czekam na górne.
              Pozdrawiam Was serdecznie i życze udanych weekendowych spotkań....
              • ela-c Re: Krótkie chwile złotej jesieni 24.10.04, 12:28
                Czesć dziewczyny,
                szkoda, że Monia jeszcze chora (dostała drugi antybiotyk) i nie będzie nas pod
                Chopinem ale mam nadzieję, że spotkanie Wam się uda smile))). Blaneczko, zdjęcia
                ze spacerku super i nareszcie wiem jak wyglądacie. Karolka bardzo rozśmieszyło
                mnie zdjecie jedzącej Dominiki, tak jak moja Monisia tylko sama i
                sama smile.Ponieważ na forum jestem nowa to jeszcze nie pamiętam wszyskich imion
                dzieciaczków i mam ale nadrobię to szybko. Pozdrawiam Was serdecznie! Ela z
                Monisią.
    • witka06 Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 22.10.04, 23:03
      hej dziewczyny,

      witajcie serdecznie nowe mamusie i slodkie dzieciaczki wrzesniowe.

      gagarinie, my jestesmy juz po tej "obowiazkowej" szczepionce. bardzo mozliwe,ze
      lepiej to wszystko odchorowac.mysle,ze zaszkodzic to chyba nie zaszkodza. ja
      nie przechodzilam ani rozyczki, ani odry, ani ospy,jedynie swinke.dziwne co?
      jak teraz pomysle,ze nie zaszczepilam sie przed ciaza to az mnie ciarki
      przechodza,czytajac jakie moze miec skutki takie chorobsko w czasie ciazy
      brrr.chyba przed nastepna??? sie zaszczepie.
      co do mleka to nasza pediatra twierdzi,ze 500ml dziennie jest ok.nic nie
      wspomniala,ze wieksza "dawka" nabialu to problem dla organizmu malucha.
      Wiesz Agnieszko, do tej pory cieszylam sie,ze Dima tak ladnie je, a tu okazuje
      sie ze niby za ladnie ech...
      Marta, nigdy bym nie pomyslala,ze Gutek to taki niejadek, wyglada na lubiacego
      podjesc przystojniaka!Dima przy nim to maly skrzat hehe

      dzieki serdeczne za "jedzonko".juz myslalm,ze moze jakos dziwnie karmie to moje
      dziecie,ze takie pulchne.a tu widze,ze nie jest tak zle.dzieki.

      dziewczyny to co ze spotkaniem w niedziele.my zwarci i gotowi.czekamy na
      Was.Madziu, gdzie jestes,zmobilizuj jakos to wrzesniowe towarzystwo!!
      szkoda Asiu,ze was nie bedzie.calujemy mocno i bawcie sie dobrze.
      sciskamy mocno wszystkich, szczegolnie chorowitkow. do zobaczenia w Lazienkach
      pa, wiola
      • witka06 Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 22.10.04, 23:15
        hej,
        to jeszcze raz ja.wlasnie czytam sobie posty z edziecka pt"wzrost rocznych
        kobietek".kurcze,Dima rzeczywiscie jest maly.te dziewczynki maja ponad 80cm. a
        tem moj skrzat raptem 74cm.chyba zrobie mu te badania. oby znowu nie okazaly
        sie "malo wiarygodne".
        dobranoc kochane
        wiola
        • witka06 Re: o ktorej pod Chopinem????? 24.10.04, 08:37

          hej,
          dziewczyny spotkajmy sie!!!!
          • ewa237 Re: o ktorej pod Chopinem????? 24.10.04, 10:59
            Hej,
            Widze, że mimo super pogody jest słabe zainteresowanie spotkaniem w Łazienkach.
            Szkoda.
            Wiola , ja bym mogła o 13.00 ale to chyba za mała frekwencja?
            Jak myślisz?
            Może jeszcze się ktoś zgłosi...
            • martael Re: o ktorej pod Chopinem????? 24.10.04, 11:46
              Ojej,
              A ja głupia zapomniałam sad
              I się już nie wyrobię sad
              • abepe o chorobach 26.10.04, 12:07
                Uf, co za tydzień – G zawirusowany, zupełnie nie do życia. Oprócz wysokiej
                temperatury brak było jakichkolwiek innych objawów. Nawet niewielki katarek
                minął szybko po Sterimarze Cu. Grześ dostał więc tylko Eurespal, witaminę C i
                do zbicia temperatury Ibufen. Niestety temperatura była bardzo skoczna – w
                ciągu jednego dnia 39, 5 i 35, 5. Skończyło się tym, że w nocy z soboty na
                niedzielę wylądowaliśmy na pogotowiu, bo G miał ponad 40 i dreszcze. I
                wróciliśmy stamtąd wkurzeni. Trafiliśmy na jakiegoś konowała-gbura. Obejrzał
                małego bardzo niechętnie, niedelikatnie (myślałam, że zrobi mu patykiem dziurę
                w gardle). Nie zainteresowało go, że G jest na lekach wziewnych i co mu dajemy
                na wirusa. Musieliśmy wyciągać od niego co to za pozycje na recepcie i co
                małemu jest. Nie raczył zapisać dawkowania ani odpowiedzieć na „do widzenia”.
                Oczywiście nie pojechaliśmy do apteki, gdy zorientowaliśmy się, że zapisał
                małemu Flegaminę, choć nie kaszle i paracetamol, choć mówiłam, że na G ostatnio
                nie działa. Mąż zadzwonił po prostu na odział dziecięcy szpitala i tam miła
                lekarka, mimo, że była 5 rano wysłuchała go i zaleciła, żeby podać i ibufen i
                paracetamol jednocześnie i zrobić okłady na brzuch i szyję, żeby zbić wysoką
                temperaturę. Tak zrobiliśmy i podziałało.
                Zadzwoniłam rano do naszej dr rodzinnej i zaleciła, żeby wykupić jednak
                antybiotyk, który burak zapisał i zrobić badanie krwi i moczu (podejrzewa
                zapalenie układu moczowego, skoro innych objawów brak). Obawiałam się czy G
                będzie chciał antybiotyk (pamiętacie - poprzednio wymiotował i skończyło się
                zastrzykami) ale na szczęście Ceclor ma przyjemny owocowy smak. I rzeczywiście
                jest lepiej. Właściwie już wygląda normalnie i temperatura normalna.
                Martwi mnie to jednak – to już trzeci antybiotyk w ciągu 1,5 miesiąca. A moje
                dziecko przez pierwszy rok życia, poza alergią pokarmową i zwiększoną dawka wit
                D3, było super zdrowe i nie znało lekarstw. A teraz - od ponad 2 tygodni
                bierze leki wziewne, bo oskrzela brzmią alergicznie. Od kiedy je bierze na
                szczęście oskrzela są cicho i mam zamiar za jakiś czas na próbę je odstawić.
                Jeśli będą objawy alergii to może spróbuję homeopatii. Wystarczy już, że mój
                mąż ma pełna szufladę i inhalatorów, piguł i różnych świństw przeciwko astmie.
                Może udało by się Grzesia przed tym uchronić, no i jeśli to alergia na kurz i
                roztocza – potrzebna będzie rewolucja w chałupie (zmiana podług, pościeli, co z
                regałami z książkami?).
                Czy któraś z Was ma Wziewnego Alergika????????????

                Zapowiada się na długi wywód, chciałam Wam jeszcze napisać o swoich
                przemyśleniach po wakacjach w Wiedniu i o nowościach u nas ale to już może w
                następnym odcinku : )

                Pozdrawiam
                • zabuniek duzo zdrowka 26.10.04, 14:26
                  Zycze Waszym Maluszkom duzo duzo zdrowia. BIedactwa
                  I trzymajcie sie Mamusie, to jedno z najgorszych doswiadczen takie chore
                  Malenstwo.
                  Niedlugo bedzie lepiej.
                  CAluski
                  PS. u nas na razie tylko katar,
                  Jak napisalam ostatnio ze Elena spi w dzien 2 godziny ZAWSZE, to przestala -
                  teraz juz spi max. tylko godzinkesad
                  • zabuniek abepe 26.10.04, 14:28
                    Ciekawa jest ciagu dalszego,
                    szczegolnie z Wiednia.
                    Czekam niecierpliwie!
                    Elik zawsze kazda podroz niestety jakos odchorowywala.
                  • zabuniek Abepe 26.10.04, 14:30
                    Ciekawa jest ciagu dalszego,
                    szczegolnie z Wiednia.
                    Czekam niecierpliwie!
                    Elik zawsze kazda podroz niestety jakos odchorowywala.

                • barriere Re: o chorobach 26.10.04, 21:27
                  Dziękujemy za miłe przywitanie. Mój syneczek jest alergikiem-na razie
                  pokarmowa, ale straszą astmą. Profilaktycznie od ponad pół roku dostaje
                  Ketotifen. A od 3 miesiecy CropozG -lek uszczelniajacy jelita. Właśnie dziś
                  postanowiłam odstawić to drugie. No i przestawiam sie na homeopatię... - ja,
                  homeopatyczny sceptyk... Na razie leczymy przedłużajacą się infekcje, potem
                  mamy sie zabrać za alergię. Mój skarbek trochę już przeszdł w swoim życiu. Jest
                  cały miesiac wcześniejszy, poleżał parę dni w inkubatorze. Jak miał 5 tygodi -
                  był operowany, ujawniło się zwęzenie odżwirnika. No i jest rehabilitowany,
                  gdzieś tak od stycznia. Ma obniżone napięcie. A wogóle to jest super wesoły i
                  pogodny facet! Jak się nauczę dołączać zdjęcia, to go wam pokażę. Albo może na
                  następnym spotkaniu.
                  asiu-z, pozdrawiam serdecznie
                  uściski dla wszystkich
                  • magda6811 Aneto, towarzyszko w niedoli 27.10.04, 13:38
                    A ja myślałam, że Stefkowe wirusy to sprawa starszego rodzenstwa a tymczasem
                    nie jesteśmy (niestety) wyjątkiem. Aneto, dokładnie to samo przeżywamy. Od
                    połowy września - tydzień antybiotyku, po przerwie tydzień Bactrimu (to na
                    szczęście nie antybiotyk) i teraz Eurespal (oby się na nim skończyło). Od
                    wczoraj temperaura co mnie zaskoczyło, bo wydawało się, że katar (trzeci tej
                    jesieni)właśnie mija. Lekarka stwierdziła "wirusówkę" i kazała czekać aż minie.
                    Czekamy.
                    Aneto, to co pisałaś o Grzesiowej gorączce bardzo przypomina klasyczną
                    trzydniówkę (ciągle przed nami) i może ma gdzieś na pleckach i główce małe
                    centki, które zjawiają się w 4 i 5 dobie? Obejrzyj go. W tej przypadłosci
                    zbijanie gorączki jest rzeczywiście bardzo trudne, ale na szczęście mądra
                    lekarka wiedziała co poradzić.
                    I tak zamiast cieszyć się jesiennym latem i kolorowym światem siedzimy w domu...
                    Pozdrawiamy wszystko nowe i stare mamy, może mroźne dni pokonają fruwajace w
                    powietrzu wirusy, jeśli tak, to ja już wolę mrozy...
                    • gagarin3 Znowu jesiennie... 27.10.04, 22:13
                      Kiedy czytam o chorobach Waszych chłopaków aż mi wstyd, że tak się tą jesienią
                      napawam... Spędzamy z Piotrusiem po kilka godzin na dworze. Trochę jeździmy
                      wózkiem, trochę na piechotę, niespiesznie... A teraz do KAROLKI, Piotruś też
                      miał okres niechęci do wózka i oglądania świata z perspektywy matczynych rąk.
                      Jedyny sposób, aby go w wózku utrzymać to przekupstwo żywieniowe. Zawsze mam ze
                      sobą chrupki kukurydziane, zwykłe herbatniki, obrane i pokrojone jabłka,
                      ewentualnie banany. Dopóki dziecię je, dopóty siedzi spokojnie... Choć ostatnio
                      zdarza mu się to bez wspomagaczy... BYliśmy dzisiaj u lekarza, bo Piotrek dostał
                      paskudnej wysypki w okolicach ust. Myślałam, że to z okazji dolnych czwórek,
                      które jakoś tak bezszelestnie się wykluły (jeszcze dziś pamiętam dwutygodniowy
                      horror z górnymi), ale to już drugi tydzień i nie przechodzi. Pan doktór wink
                      (niepediatra jeno rodzinny) stwierdził, że to "skazowe", zapisał syropki i kazał
                      przeanalizować, czy coś nowego pojawiło się ostatnio w jego diecie. No cóż,
                      jakiś czas temu Paweł podzielił się z pierworodnym "normalnym" ( czyli sklepowym
                      = sterydowym) kurczakiem. Może to ptaszysko mu zaszkodziło... Przy okazji
                      zapytałam pana doktóra o Piotrusiowy brzuch. Tak się składa, że moje dziecię
                      jest dość wątłe, ale brzusio ma bardzo wielkie... MOja koleżanka śmiała się
                      niedawno, że wygląda jak mały Etopczyk, czy inny Somalijczyk, tylko kolor skóry
                      nie ten... Pan doktór posłuchał parystaltyki jelit, stwierdził, że "dość cicho
                      pracują" i skwapliwie wypisał skierowanie do chirurga dziecięcego. Gwoli
                      spokojności... I taka mnie naszła refleksja. Żyję na tym świecie blisko
                      trzydzieści lat. Raz w życiu zażywałam antybiotyk (niestety to było akurat w
                      ciąży) i poza lekarzem rodzinnym, do którego chodziłam po zaświadczenia o stanie
                      zdrowia - potrzebne na studia, czy do pracy, miałam do czynienia tylko z
                      ginekologiem i okulistą. A moje dziecię - niespełna czternastomiesięcze -
                      zaliczyło już czterech pediatrów - neonatologów, internistę, neurologa, dwóch
                      neurochirurgów, dwóch okulistów, tomografię, trzy badania dna oka i teraz
                      jeszcze chirurg... Ale nic to, pójdę, bo szpital, gdzie znajdują się poradnie
                      specjalistyczne mam pod bokiem i w ogóle się nie przejmuję... Pozdrawiam Was,
                      wracajcie do zdrowia. ANETA, czekamy z niecierpliwością na następny odcniek smile
                      MAGDA, odzywaj się częściej, bo tęsknię za Twoją mądrością i spokojem... Szkoda,
                      że warszawskie spotkanie nie doszło do skutku sad
                      • abepe To znowu ja... 27.10.04, 23:56
                        Cześć, tu brunetka wieczorową porą!

                        Dzięki za odzew, życzenia powrotu do zdrowia i zainteresowanie moim „serialem”.
                        Tyle mam do napisania, że starczyło by na kilka odcinków a i tak połowy zapomnę.
                        Magdo – niestety to nie trzydniówka, bo już ją G przeszedł, mało standardowo,
                        bo gorączka nie należała do najwyższych ale za to wysypka była, że hej. To
                        także nie trzydniówka, bo gorączka ciągnęła się z 1,5 tygodnia. Zaczęło się
                        bowiem już w Wiedniu.
                        Być może tak jak Elena odchorowywał podróż ale bardziej prawdopodobne, że
                        osłabiony niedawno przebytym zapaleniem oskrzeli w zimnym klimacie złapał
                        jakiegoś austriackiego wirusa. Zwłaszcza, że moja ciężarna wiedeńska
                        przyjaciółka mocno kichała i smarkała.

                        Wiedeń, cóż przywitał nas niespodziewanie niekorzystną pogodą, aż się wszyscy
                        dziwili, że tak zimno i wietrznie. Grześ jeździł z nami w pożyczonym od kolegi
                        Noa wózku i dzielnie się trzymał opatulony po uszy. Niestety już czwartego dnia
                        zaczął marudzić i okazało się, że ma gorączkę. Spędziliśmy dwa dni siedząc w
                        domu i kurując małego paracetamolem, witaminą C, czosnkiem i innymi naturalnymi
                        specyfikami. Zaczęło mi być trochę żal takiego pobytu w Wiedniu, więc
                        zaproponowałam mężowi, że będziemy wychodzić na zmianę. Ja przed południem a on
                        po. Spędziłam więc kilka dni włócząc się samotnie lub z moją wiedeńską Magdą po
                        ulubionych miejscach. Trzeba przyznać, że ten pobyt w Wiedniu był bardzo różny
                        od wcześniejszych – właściwie nie odwiedziliśmy żadnego muzeum ani galerii. Nie
                        chciało mi się bez męża. Mąż prawie nie wychodził. Cieszył się, że może spędzać
                        czas z synkiem. Właściwie więc, poza chorobą Grzesia wyjazd był udany – ja
                        miałam dużo czasu tylko dla siebie (wychodziłam z domu, wsiadałam do tramwaju
                        albo metra i z mapa w ręku wędrowałam kilka godzin), Kuba był szczęśliwy nosząc
                        małego na rękach i bawiąc się z nim. Trzeba przyznać, że Kuba trochę G
                        rozpuścił – gdy biedaczek budził się w nocy tatuś kładł go sobie na piersi i
                        tak przytuleni spali. Dobrze im było razem. A wieczory spędzaliśmy rodzinnie
                        albo jeszcze z przyjaciółmi.

                        Magda zabrała mnie na spotkanie grupy 7 matek z dziećmi. To taka grupka, która
                        spotyka się już od dwóch lat (wszystkie dzieci mają około 2,5 roku). Spotkania
                        są zorganizowane i prowadzone według metody Emmi Pikler (słyszała któraś z Was
                        o tym, może Karolka?). Podobały mi się, bo są zgodne z moją teorią
                        towarzyszenia dziecku w rozwoju. Metoda zakłada, że dziecko nie potrzebuje
                        specjalnej pomocy do rozwijania się, potrzebuje odpowiedniego otoczenia ale
                        rodzic daje mu możliwość samodzielnego odkrywania i uczenia się przez tą
                        samodzielność. Zajęcia polegają na tym, że w specjalnie przygotowanym pokoju,
                        wyposażonym w różnorodne sprzęty i zabawki (które zmieniają się wraz z wiekiem)
                        dzieci bawią się pod opieką matek i opiekunki-pedagoga ale bez ich wtrącania
                        się w zabawę. Zadaniem matek jest obserwowanie swojego dziecka (żeby wykluczyć
                        rozmowy między matkami siedzą w pewnym oddaleniu od siebie) i włączanie się do
                        zabawy tylko na prośbę dziecka lub w przypadku zagrożenia. Raz na miesiąc
                        odbywa się „wywiadówka”, podczas której matki dzielą się swoimi
                        spostrzeżeniami, problemami. Grześ wmieszał się w tłum i wyglądał trochę
                        śmiesznie (takie bardzo jednak jeszcze nieporadne baby wśród dobrze już sobie
                        radzących dwulatków). To komuś wrzucił szyszkę do koszyka, to zabrał piłkę albo
                        próbował się wspinać na równoważnię. Musiałam interweniować nieco częściej niż
                        inne matki, bo jednak sprzęty były przeznaczone dla starszych nieco dzieci.
                        Spotkanie to dało mi do myślenia. Przestałam sobie zarzucać brak dydaktyzmu.
                        Myślę, że lepiej (choć pewnie trudniej) jest zaczekać aż dziecko samo zbuduje
                        wieżę niż je usilnie tego uczyć. Sztuka polega na tym jak zorganizować dziecku
                        przestrzeń aby samo zdobywało doświadczenia. Oczywiście nie można też
                        przeginać – dziecko nie zacznie mówić jeśli do niego nie mówimy albo nie
                        zacznie rysować, jeśli nie zobaczy jak to się robi ale jest wiele czynności,
                        których odkrycie może być większa frajdą niż zrobienie tak jak rodzice.
                        Co Wy na to???????

                        Wycieczka do Wiednia i to, co się tam działo i co zobaczyłam skłoniło mnie do
                        przemyśleń na różne tematy.
                        Po pierwsze myślę, że kończą się czasy, gdy dziecko można było zapakować i
                        wziąć, gdzie się chce. Grześ jeszcze dał się zapakować do wózka, choć jak
                        chcieliśmy, żeby trochę się poruszał na własnych nogach zawsze próbował ruszać
                        nie tam gdzie my. Nie było najgorzej. Ale jak widziałam , co wyprawia dwulatek
                        Noa to uważałam Grzesia za super grzecznego. Jak zaproponowałam Magdzie,
                        żebyśmy się w następne wakacje spotkali w Krakowie (im bliżej niż nam) zaśmiała
                        się – z dziećmi? wakacje w mieście? Tak , tak, przyszłe wakacje należy spędzić
                        na łonie natury i nie czyniąc wcześniej planów, gdzie i kiedy chce się coś
                        robić. Wiadomo, że będzie tak jak dziecko pozwoli. Z Waszych postów też to
                        wynika : (

                        Poza tym po obserwacji dwóch mieszkań z małymi dziećmi postanowiliśmy dokonać
                        małych udogodnień w otoczeniu Grzesia. Świetnie bawił się zabawkowym zestawem
                        garnuszków i różnych kuchennych pierdółek – zdejmował, przestawiał z półeczki
                        na półeczkę, przekładał. Postanowiliśmy w jego pokoju (w który wkrótce zmieni
                        się nasza sypialnia) zorganizować mu taki kącik – półeczki, wieszaczki,
                        haczyki, kubeczki, inne rzeczy do wieszania i stawiania.
                        W łazience fajnie mieć mały taboret, na którym dziecko może stać podczas mycia
                        rąk, zębów, niech się widzi w lustrze.
                        W pokoju, w którym się bawi można urządzić kącik „odpoczynkowy” – rozłożony w
                        kącie na podłodze materac albo pled, z poduszkami, do przewalania się i gdzie
                        dziecko może się położyć, gdy chce odpocząć. Super sprawdziło się, gdy Grześ
                        miał temperaturę. W łóżeczku by nie wytrzymał a na swoim legowisku siedział pod
                        kocykiem i się bawił, gdy miał kryzys, spał tam i wstawał bez wołania mnie,
                        żeby go wypuścić.

                        No tak, zaczynają mi się kleić oczy a miałam jeszcze wtrącić się do ciekawych
                        dyskusji, które się tu odbyły jak mnie nie było i poodpisywać na różne posty.
                        Wygląda na to, że będzie kolejny odcinek. HAHA, czuje się, jakbym bloga pisała.

                        Napiszę Wam jeszcze, że Grzesiowa temperatura jest już zupełnie normalna, więc
                        wkrótce i dla nas ta jesień będzie piękna (lasy dookoła takie kolorowe). Od
                        kiedy stanął na nogi (tzn. lepiej się poczuł) mały naprawdę stanął na nogi
                        (tzn. chodzi jak szalony królik Duracel). Zwłaszcza, że tata dokończył
                        zabezpieczenie przed upadkiem ze schodów (piękna dwuskrzydłowa brama, chyba ją
                        sfotografuję i Wam pokażę) i Grześ może bez kontroli mamy maszerować po cały
                        mieszkaniu (jak mróweczka ciągle mi cos przenosi). Uwstecznił się całkiem z
                        mową (nic do rzeczy nie mówi), choć zadziwia zrozumieniem i ilością zadawanych
                        przy pomocy „E?” i palca wskazującego pytań. W Wiedniu odstawił się od piersi.
                        Trochę mi żal ale mogę teraz brać leki przeciwko migrenie, wyleczyć nadżerkę,
                        no i chyba wreszcie zastosować jakąś sensowna antykoncepcję.

                        Uff, to na razie.

                        Pozdrawiam serdecznie „stare” i nowe, zdrowe i chore mamy i maluchy.
                  • asia_z powitanie i inne :) 29.10.04, 11:24
                    hej, barriere, ale milo ze sie tu pojawilas smile wrzuc koniecznie zdjecia
                    malucha, bo jest przeslicznym facetem smile)

                    oj, dziewczyny, cos kiepsko te nasze spotkania ostatnio wypadaja.. nie dajmy
                    sie moze, co? proponuje nastepny termin: niedziela, 28 listopada, godz. 13
                    pod/za chopinem smile - to tak apropos pomyslu magdy, zeby to byla stala data, np.
                    ostatnia niedziela miesiaca, o smile
                    a jesli jednak ktos sie teraz pojawil - dajcie znac, jak bylo smile

                    i jeszcze statystyka - Krzys wazy 10,8 kg i ma 78 cm. 6 zebow u gory i prawie
                    cztery na dole (na dole jedynki i czworki, niezly zestaw smile). mowi: mama, baba,
                    dada, am (nadal najukochansze slowo malego zarłoka smile), fu, si, nadal nie
                    chodzi wiecej niz dwa kroki - tzn. na dluzsze dystanse przestawia sie na
                    czworaka smile

                    pozdrawiam cieplutko,
                    a.
    • blaneczka007 Ponownie coś o starszym synku... 28.10.04, 00:13
      Cześć Mamuśki,
      Zacznę od tego, że przed chwilą miałam pięknie napisanego posta do was, ale
      niestety niechcący go skasowałam...

      Ale miało być o Dawidzie...
      Mój mąż już za parę dni wraca do domu. Dawid za nim bardzo tęskni i szaleje z
      radości, że już niedługo się zobaczą.

      Wczoraj pozwoliłam mu wysłać SMSy przez internet prosto do Tatusia. Sama
      wszystko nastawiłam, a Dawid wpisał tylko treść:

      CIESZEM SIĘ ŻE WRACASZ ZA 6 DNI TATUŚU HURA. tojia napisałem sam. DAWID

      KOHAM CIE W MOJIM SERDUSZKU TATUŚU

      DOBRANOC ŻYDZE CI ŻEBY CI SIĘ BŻSNIŁY ANIOŁKI

      pa

      Dzisiaj wieczorem miałamwłączony komputer w czasie jak robiłam kolacje. Kiedy
      położyłam dzieciaczkispać sprawdzałam SMSy które wysłałam dzisiaj do męża.
      Patrzę ... a tu jakieś nie moje SMSy. Po sposobie pisania nie trzeba być
      detektywem, żeby się nie kapnąć, że to Dawid powysyłał sam wiadomości do
      tatusia:

      dobranoc życze ci wesołYH SNUF

      PAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPA DOBRANOC DAWID
      PAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPA

      Ale się uśmiałam jak to czytałam (ta ortografia...)
      Skubaniec, wczoraj przypatrzył sie jak ja to robię i dzisiaj sam, potajemnie
      powysyłał SMSy. I nawet wiedział jakie hasło wpisać (na telefon IDEI).

      Pozdrawiam. Blanka gg 9520031
    • blaneczka007 Jeszcze choróbskach... 28.10.04, 00:35
      I nas trapią infekcje kataralne...
      Dzisiaj byłam z Danielkiem u lekarza. Na szczęście to nic powaznego. Pani
      doktor przepisała mu wapno, krople do nosa i podwójną dawkę cebionu. Bardziej
      jednak skupiła się na Danielkowej pamiątce z poniedziałkowego spotkania z
      szafką czyli okropną śliwką pod okiem. Zapytała co to jest. Wyjaśniłam jak do
      tego doszło i pani doktor spojrzała na nas już w innym świetle, nie jak na
      jakąś patologiczną rodzinkę. Powiedziała, że w tym wieku to się często zdarza i
      na przyszłość przepisała maść z arniki.

      Podczas poprzedniej wizyty Danielek miał akurat oparzoną górną wargę. a było to
      tak... kiedy smażyłam skwarki na patelni Daniel podrzedł do mnie, ale na
      odległość jakiegoś metra. Jednak to nie było przeszkodą dla jednej,
      przebrzydłej skwary, która wyskoczyła z patelni i spoczęła centralnie nad
      usteczkami Danielka. Szybko zdjęłam mu to paskudztwo, ale ślad pozostał.
      Kiedy poszliśmy do pani doktor ona od razu zauważyła rankę. Zapytała od czego
      to jest. Powiedziałam, że od skwarki. Spojrzała na mnie mocno zdziwiona - od
      czego? Pewnie myślała, że karmiłam takie małe, alergiczne dziecko skwarkami,
      ale sprostowałam wszystko wyjaśniając jak to było...

      Jednak to zaczyna wyglądać na jakąś patologię... Najpierw matka przypala
      dziecko papierosem (na szczęście nie pale), a później mu oko podbija...

      Pozdrawiam serdecznie. Blanka gg 9520031
      www.labfoto.pl/dyna/myphotos.mhtml?gid=12572;gt=p;tid=2
    • katarzynka25 Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 29.10.04, 21:17
      Teraz i ja sie dołaczam razem z moja już 13 miesięczną dziewczynką. Pozdrawiam
      wszystkie wrześniowe mamusie, ich szkabinki i nie tylko
      • blaneczka007 Witaj katarzynka25 29.10.04, 21:41
        Cieszę się że dołączyłaś do forum Wrześniówek i Wrześniaczków, tym bardziej, że
        w końcu będzie jeszcze jedna dzidzia z 24.09.2003. - jak mój Misiek. Amelka To
        ładne imię i dziewczynka też jest śliczna. Ciekawa jestem o której godzinie
        urodziła się Twoja Niunia? Danielek o 2.55. Pozdrawiam.

        Blanka gg 9520031

        www.labfoto.pl/dyna/myphotos.mhtml?gid=12572;gt=p;tid=2
        lilypie.com/baby2/030924/1/7/0/+1/.png
        • ela-c Re: Witaj katarzynka25 01.11.04, 22:02
          Cześć dziewczyny,
          mam problem natury technicznej a w zasadzie dwa:
          -jak zacząć własny temat pod tematem: wrzesień 2003 już jest, bo pod "z życia
          rówiesników" wiem jak zrobnić ale później to tylko wiem jak dac odpowiedź a nie
          umiem utworzyc nowego.
          -jak podciągnąć zdjęcia. Też chciałabym pokazać Wam moją Monisię smile))))
          Pozdrawiam, pa!
          • katarzynka25 Re: ela-c 02.11.04, 13:54
            Cze
            Jak chcesz utorzyć nowy wątek to musisz wyjść na początek i tam jest dodaj nowy
            zdaje się wątek a jeżeli chodzi o zdjęcia to wejdź na forum zobaczcie i tam
            jest instrukcja jak to wszystko robić
            Powodzenia
        • katarzynka25 Re: Witaj blaneczka007 02.11.04, 13:50
          Jak to miło że ktos odpowiedziała do mnie bezpośrednio. Śliczny synek z tego
          twojego małego mężczyzny. Moja niunia jest młodsza od twojego Misia bo urodziła
          się o 19.20 (mąż twierdzi że o 19.12)i niejst takim bardzo wczesnym
          wcześniakiem bo przywołano ją na świat dwa tygodnie przed terminem czyli niby w
          wszystko OKi. A Twój duzo wczesniej pojawił się na świecie?
          Całuski
          • blaneczka007 Re: Witaj blaneczka007 02.11.04, 14:13
            Cześć Katarzynko 25, mój facecik spóznił się o całe 8 dni. miał urodzić się 16
            września i być zodiakalną panienką. Bardzo zależało mi, zeby urodził się w
            terminie (albo nawet przed), bo mój mąż miał niebawem wyjechać, a chcieliśmy
            razem rodzić. Na szczeście małżonek był przy porodzie. Zdążył nas jeszcze
            odebrać ze szpitala i wypłynał na 3 miesiące. Najważniejsze, ze był przy
            narodzinach synka (tak, jak przy pierwszym dziecku). Pozdrawiam. Blanka

            nr gg 9520031
            • katarzynka25 Re: Witaj blaneczka007 03.11.04, 12:52
              Aha czyli twój misio okazal się leniuszkiem.
              Pewnie przekomarował w brzuniu termin wyskoczenia na swiat.
              No i jesteś dzielna że umiałaś zaopiekowac się sama dwójką maluszków bo moja
              Amelcia okazała sie straszną krzykaczką, na ale doskwierały jej te paskudne
              kolki. Gdyby nie mąż to niewiem jakbym funkcjonowała.
              Pozdrowienia
              • abepe Trochę przemysleń na kilka tematów (oj, długo) 03.11.04, 14:07
                Hej, oto moje przemyślenia:

                SZCZEPIENIA – szczepię Grzesia jak kazali, jakoś się nad tym nie zastanawiam.
                Faktycznie bardziej problemowe jest szczepienie lub nie dziewczynek ze względu
                na ich przyszłe ciąże (super już myśleć o byciu babcią, co?). Wydaje mi się, że
                obojętnie czy się chorowało czy szczepiło najlepiej przed ciążą sprawdzić stan
                swojej odporności testami. Bo np. może być tak, że mimo przebycia lub
                zaszczepienia odporność jest niska. Tak jak Magda zachorowała, mimo
                szczepienia – fakt, że przeszła ospę mało dolegliwie, był dla Niej niewątpliwie
                luksusem ale gdyby była w ciąży – dziecku byłoby obojętnie jak czuje się mama,
                ono i tak by wirusa dostało. Na szczęście mogłoby się to skończyc na strachu
                jak u Blanki. Jeśli testy wykażą niską odporność – należy unikać wszystkich
                niebezpiecznych sytuacji. Jestem mądra teraz a sama zrobiłam testy już będąc w
                ciąży. I paradoksalnie wyszło to na dobre Grzesiowi. Bo gdybym je zrobiła
                wcześniej (planowałam ale zwlekałam, bo wydawało mi się, że pewnie tak szybko
                nie zajdę) i gdybym wcześniej dowiedziała się, że mam wirusa cytomegalii,
                odłożyłabym ciążę o kilka miesięcy i zamiast wrześniowego 2003 Grzesia byłby
                Grześ 2004. Pewnie nieco inny niż ten. A może Agatka? A tak – po miesiącu już
                cytomegalii nie było. Grześ miał szczęście, że to była końcówka zachorowania. A
                choruje się 1,5 roku od zarażenia, bezobjawowo zupełnie. Przez parę tygodni
                żyłam w strasznym stresie, oskarżałam się, płakałam po nocach, w pracy
                przyglądałam się moim małym pacjentom po cytomegalii. Postanowiłam być dzielna –
                pomyślałam, że moja praca polega też na wspieraniu rodziców moich pacjentów,
                i dlatego nie mogę marzyć, że moje dziecko będzie zdrowe, to jakbym zaprzeczała
                własnej pracy. Oczywiście ta dzielność była pozorna – kto chce mieć
                niepełnosprawne dziecko? Każdy marzy o zdrowym. Jeśli pojawia się chore – kocha
                się je mocno i zupełnie tak samo jak zdrowe. Ale marzenie o zdrowym pozostaje.
                I nadzieja. Dlatego nigdy nie zrobiłabym badań prenatalnych. Gdyby się okazało,
                że jest coś nie tak - nie pozbyłabym się ciąży. A cierpienie do końca ciąży i
                oczekiwanie, że będzie chore musi być okropne. Wolałabym przeżyć szok po
                porodzie niż „przygotowywać” się przez kilka miesięcy. A lekarskie diagnozy
                zawsze brzmią tak przerażająco lodowato.
                Na szczęście trafiłam na swojego lekarza-anioła-specjalistę od „takich” chorób.
                Wyjaśnił mi, że prawdopodobieństwo zarażenia dziecka w końcówce mojego
                zachorowania jest bardzo niskie. Najprawdopodobniej, gdyby się zaraziło –
                poroniłabym. A moje dziecko żyło! Dla pana doktora i comiesięcznych spotkań z
                nim regularnie jeździłam do Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej na
                badanie krwi.
                Właśnie – kochane mamy, czy zauważyłyście, że wśród naszych wrześniaków nie ma
                żadnego z jakimkolwiek poważniejszym problemem. Dlaczego ich mamy tu nie
                zaglądają? One mają swoje prywatne forum „chore dziecko, strata dziecka”. Cóżby
                tu robiły? My ciągle się chwalimy – moje już siedzi, chodzi, mówi. Myślę czasem
                o moich pacjentach, niektóre dzieciaki są kilka razy starsze od Grzesia a nie
                potrafią połowy tego co on. Pamiętajmy o ich rodzicach. Kiedyś w „Dziecku” był
                apel matki – „nie odsuwajcie się od nas, gdy spotykacie nas w parku!
                Rozmawiajcie z nami.”
                Wracając do szczepień – myślę, że warto zrobić przed ciążą badania i jeśli
                odporność jest niska – uważać. Przed cytomegalią bronimy się myjąc ręce ciepłą
                wodą przed każdym posiłkiem (żadnego pojadania na ulicy), unikając kontaktu z
                cudzą krwią, śliną, moczem (ja w pracy często bywam zasmarkana i ośliniona,
                trudno było nagle zacząć się odsuwać), przed toksoplazmozą – unikając surowego
                mięsa, zwierzęcych odchodów, przed ospą, różyczką, itd. – wiadomo – unikając
                chorych (niestety nie zawsze się da).

                Ela – nie wiem, czy Cię to pocieszy ale ja osobiście zaczęłam chodzić
                samodzielnie bliżej 1,5 roku niż 1 roku (nie pamiętają kiedy dokładnie). A mam
                wrażenie, że jakoś sobie w życiu radzę : ) Na dodatek zostałam, jak to ujęła
                Marta, jedną z tych bab, co to skrobią w kajeciku na temat cudzych dzieci.
                : ))))))))) Co do rozpoczynania swojego tematu na naszym wątku – ja wchodzę na
                ostatni post, klikam „odpowiedz” a potem kasuję obecny temat i wpisuje swój.

                Wyrzucanie jedzenia – ja niestety jak wyrzucałam cos po Grzesiu to tez
                cierpiałam z powodu afrykańskich głodujących dzieci. I zamiast wyrzucać
                zaczęłam to zjadać, haha. Teraz już wiem, czego nie rusza (ostatnio kaszek i
                niestety jogurtów, jedynie Danonek u dziadków, bo ja nie daję bo czytałam, że
                świństwo) i nie przygotowuję. Nie będę pisać ile G je, bo przez choroby bywa
                różnie. Ostatnio (tfu tfu) nie jest najgorzej.

                Picie wody, mleka – wodę G pije przegotowaną ( w Wejherowie niezła a dodatkowo
                mamy na rurach filtr), ewentualnie Żywca. Mleka G nie wypija zbyt wiele – rano
                200 nestle junior a kaszek nie chce. Zastanawiam się ile dziecko może zjadać
                przetworów mlecznych, bo są przecież z normalnego, nie modyfikowanego mleka.
                Moja wiedeńska przyjaciółka kupuje swojemu dziecku, które pije dużo mleka
                specjalne mleko ryżowe w sklepach ze zdrową żywnością. Tego jej bardzo
                zazdroszczę – w każdej głupiej, taniej Billi można kupić żywność z gospodarstw
                ekologicznych. Wcale nie bardzo dużo drożej niż normalną. Ona w ogóle ma
                luksus, bo jej teściowie mają ekologiczną farmę i co tydzień odbiera dostawę
                smacznego i zdrowego żarcia za darmochę!!!!!!!!!

                Bóle pleców - Karolka – trzymam kciuki za wytrzymałość podczas Domiczynych
                awantur na spacerach. Ja jeszcze nie wychodziłam odkąd Grześ zaczął naprawdę
                chodzić ale już spodziewam się problemów. A plecy bolą mnie jakoś dziwnie –
                ciągnie i piecze. Ostatnio dużo trzeba było małego nosić jak miał gorączkę.
                Zastanawiam się nad masażami u męża koleżanki-rehabilitanta (dostalam jej
                pozwolenie). Tyle, że ja chyba nie lubię jak mnie obcy facet międli sad

                Wiola – co do wzrostu to zauważyłam , że dziewczynki generalnie są większe (nie
                wiem skąd te normy centylowe). Chyba, że wydaje mi się tak, bo i G do
                wielkoludów nie należy (nie wiem ile teraz, jak był mierzony na roczek miał 76
                cm)

                U nas przyjął się ostatnio zwyczaj, że G budzi się przed7, dostaje ciepłe mleko
                w niekapku i zasypia dalej na 1,5 – 2 godziny! Niesamowite – cyckowanie o tej
                porze nie dawało takiego efektu. Ale czasem jeszcze się rozrzewniam jak myślę
                jak było miło jeszcze 3 tygodni temu przytulać łobuza do piersi.

                U nas ze zdrowiem ciągle na bakier. Walczyłam z G dwa dni o woreczek moczu
                nieskutecznie w zeszłym tygodniu. A dziś udało się uzyskać nawet dwie porcje –
                jedna do badania ogólnego, druga na posiew. G do niedzieli był na antybiotyku.
                Po zakończeniu kuracji skoczyła mu temperatura do 39 stopni. Przestraszona
                wreszcie odebrałam wyniki badania krwi z zeszłego tygodnia i skonsultowałam się
                z naszą lekarką. Wyniki były nieciekawe (OB 80, anemia). Uparłam się, żeby nie
                włączać znowu antybiotyku bez dokładnych badań. Powtórzyliśmy więc dziś badanie
                krwi, dodatkowo żelazo, Rtg klatki piersiowej. No i ten mocz. Brak innych
                objawów może wskazywać, że cholerstwo tam siedzi. Na razie nastąpiło cudowne
                ozdrowienie. Młody dziś ma świetny humor (wczoraj było strasznie). Temperatura
                normalna. A może to zęby?

                A tu nam przepada taka fajna jesień. Trzeci tydzień w domu!!!!!! A jeszcze
                koleżanka Magda dobija nas marnością nad marnościami! W radiowej dwójce,
                oczywiście.

                Witaj Paulko, gdzie mieszkasz w pięknej i spokojnej Austrii? Jak już
                przebrnęłaś przez te blisko 2 tysiące postów, to odzywaj się częściej!

                Witam tez Katarzynkę – tez mam dużo podziwu dla Blanki za samodzielna opiekę
                nad
                • abepe Re: Trochę przemysleń...obcięta koncówka 03.11.04, 14:10

                  Witam tez Katarzynkę – tez mam dużo podziwu dla Blanki za samodzielna opiekę
                  nad dwojgiem dzieci. Przez pierwsze miesiące przy Grzesiu raczej nic nie była w
                  stanie zrobić. Bez męża zginęlibyśmy z głodu i brudu.

                  papa
                  • katarzynka25 Re: Trochę przemysleń...obcięta koncówka 03.11.04, 21:11
                    Reczywiście dużo przemyśleń abepe ale falnie było poczytać. Piszesz o dzieciach
                    niełnosprawnych a ja właśnie ze swoją Amelką stoiy a właściwie stałyśmy przed
                    tym olbrzymim problemem. I to właśnie na forum dzieci zdrowych nawiązałam
                    kontakt z mamami które mają ten sam "problem". Moja niunia urodziła się z
                    malutką główką która za cholerę nie chce się zmieścić na tej przeklętej siatce
                    centylowej. agnoza małogłowie i nic inego, ale teraz mała chodzi i rozwija się
                    prawidłowo więc (choć jednak czekam na wyniki badań genetycznych)wszystko
                    wydaje się być OKi. Także reasumując taka jej uroda i już, lepisząc to chciała
                    tylko stwierdić że być może są mamy dzici niedokońca sprawnych tylko poprostu
                    tratują swoje maluch jak dzieci zdowe i nie rozpisują się na temat ich zdrówka.
                    Kończę bo coś ni szwankuje klawiatura i zachwilę sama niebędę wiedziała co
                    napisałam, Buziaczki dla wszystkich. Pa
                    • jasko_mama Re: Trochę przemysleń... 03.11.04, 22:46
                      Hej!
                      Witam Was wzystkich jesiennie, a właściwie już zimowo... Brr jak ja nie cierpię
                      zimna!!!!

                      Właśnie miałam Cie zapytać Aneta, czy Grzes po cycku zaakceptował jakieś mleko,
                      ale już napisałaś. Wyglada na to, ze tylko Amanda opiera sie nadal przed
                      wszelkimi substytutami mleka smile W sumie stwierdziłam, że pokarmię ją jeszcze
                      przez zimę, z nadzieją, że dzięki temu unikniemy jakiś strasznych infekcji.
                      Narazie odpukać, poza niewielkim katarkiem trzymamy się nieżle i zauważam, że
                      jak Mała zaczyna chorowac to ja natychmiast też czuję ból gardła i zaczyna się
                      produkcja przeciwciała. Ona staje na nogi nastepnego dnia, a ja męczę sie kilka
                      dni z zapchanym gardłem. Może sobie to wmówiłam, ale jakos tak skutkuje i to
                      najważniejsze. Udało nam się dojść do dwóch karmień dziennie o przyzwoitych
                      porach: przed snem o 21.30 i po wstaniu o 7.30, a poza tym cała noc przespana!
                      To niewiarygodne, jakoś tak nagle przyszło, córcia dojrzała?, albo po prostu
                      doszła do wniosku, że nie ma po co budzić się w nocy i ryczec przez 15 min, bo
                      i tak niczego nie wskóra smile

                      Oj tak Aneta ja często mysle o tym jakie szczęście nas spotkało, że mamy zdrowe
                      dziecko... I myslę o tych biednych chorych dzieciaczkach i ich rodzicach ile
                      maja trosk, jacy sa dzielni... W wakacje poznałam nad jeziorem mamę z synkiem z
                      zespołem Downa, sympatyczny chłopaczek, bardzo lubił się bawić z Amandą. Ona
                      opowiadała mi trochę o jego chorobie, trudnym godzeniu sie z tym faktem (cztery
                      lata!), depresji, ale i radościach z małych osiagnięć Krzysia, o tym, że
                      poszedł do szkoły i... dużo dużo innych rzeczy. Tak naprawdę to jest dużo
                      normalniejsze niż nam się wydaje, ale jedna bardz trudne, szczególnie w naszej
                      polskiej rzeczywistości.

                      Witam wszystkie nowe wrzesniowe mamy, fajnie, że piszecie bo „stare”
                      wrzesniówki ostatnio się zaniedbują!...

                      pozdrawiam Basia

                      P.S. Mąż mi ostatnio przypomniał, że za niecałe dwa miesiące nasza 10ta
                      rocznica ślubu!!! Szok!!! Może macie jakieś pomysły na uczczenie tego święta,
                      tudzież na niespodziankę dla mężusia??? B.

                      • abepe Re: Trochę przemysleń... 04.11.04, 10:07
                        Hej dziewczyny!
                        Katarzynko - ależ ja uważam, że forum generalnie jest świetnym miejscem na
                        wymianę trudnych doświadczeń, różnych informacji, na pocieszanie się i
                        wspieranie, zawieranie znajomości. Myślę tylko, że takie wątki jak nasz nie są
                        dobrym miejscem dla mam dzieci naprawdę opóźnionych w rozwoju. Bo jak mają się
                        tu odnaleźć, gdy my dyskutujemy o pierwszych krokach a ich dzieci- rówieśnicy
                        naszych - jeszcze nie podnoszą główki. Zamiast wsparcia – dół. Może
                        przesadziłam, że dla nich jest tylko forum „chore dziecko, strata dziecka” ale
                        pamiętam jak zajrzałam tam świeżo po tym jak powstało – mamy właśnie rozmawiały
                        o tym, że brakuje czegoś dla nich. Mówię tu o matkach dzieci niepełnosprawnych.
                        Przecież Twoja córeczka, mimo podejrzenia zespołu genetycznego, rozwija się
                        prawidłowo. I chwała Bogu. Na naszym wątku często poruszamy temat chorób.
                        Zobacz – to Piotrusiowi coś lekarze wmawiają (niesłusznie najwyraźniej, bo to
                        nasz prymus) to Gucio cały czas rehabilitowany (i skutecznie). Ale każde z
                        naszych dzieci robi postępy. Pisząc o dzieciach niepełnosprawnych miałam na
                        myśli te, które postępów nie robią.

                        Basiu – pokarm małą jeszcze trochę. Grześ zaczął chorować, gdy zredukowałam
                        liczbę karmień. Może to przypadek a może nie. Przez cały rok byliśmy zdrowi
                        oboje całkowicie. Teraz ja dalej zdrowa a on cały czas podejrzany.

                        Odebraliśmy wczoraj wyniki powtórzonych badań krwi oraz moczu. Poziom żelaza
                        niski więc anemia się potwierdziła. OB dalej wysokie (70), bardzo wzrosły
                        leukocyty, co wskazuje na stan zapalny. Paradoksalnie – G wygląda na zupełnie
                        zdrowe dziecko, poza drobniutkim katarkiem. Rozmawiałam przez telefon z naszą
                        lekarką i była zaniepokojona. Zadzwoniła jeszcze do nas, żeby dopytać, czy na
                        pewno ma apetyt (a ma) i czy aby nie ma na skórze jakichś zmian ropnych (nie
                        ma). Nie zgodziłam się na antybiotyk zanim nie odbierzemy dziś wyników posiewu
                        moczu i Rtg klatki piersiowej. Stwierdziła, że jeśli to nie będzie zapalenie
                        płuc to nie wie co. Mam nadzieję, że to nie zapalenie płuc ale może lepiej to
                        niż niepewność. Bo co, znowu ładować antybiotyk bez diagnozy? Ojojoj.

                        Pozdrawiam
                        • gagarin3 Re: Trochę przemysleń... 04.11.04, 10:38
                          Witajcie Kochane Mamy. Ja tak na szybko, bo przede mną bardzo przyjemny dzień.
                          Teściowa zajmuje się Piotrusiem, a ja do fryzjera, kosmetyczki i wieczorem do
                          teatru ze... szwagrem. Paweł niestety woli iść do kina... Na szczęście jego brat
                          jest z zupełnie innej gliny. KASIU witaj u nas!!! My się już trochę znamy -
                          wymieniałyśmy kiedyś maile na temat naszych dzieciaczków i bardzo się cieszę, że
                          u Was wszystko w porządku. Piotruś też ma małą głowę i ledwo się mieści w siatce
                          centylowej - od wielu miesięcy jest na 10. centylu (obecnie główka mierzy 46,5),
                          ale dałam sobie spokój z zamartwianiem. Szczególnie, że nie mam żadnych
                          zastrzeżeń do jego rozwoju. Policzyłam ostatnio i wyszło, że mówi już około
                          dwudziestu słów (łącznie z dźwiękonaśladowczmi, rzecz jasna), więc jak na
                          czternastomiesięczniaka całkiem nieźle. BASIU, nic mi nie przychodzi do głowy,
                          ale będę myśleć intensywnie. Dziesiąta rocznica musi być obchodzona z hukiem smile
                          BLANKA ja też Cię podziwiam i wszystkie żony tych, co na morzu... Już uciekam,
                          bo mi wizyta przepadnie... Pozdrawiam serdecznie.
                          • ewa237 Re: Trochę przemysleń.i pierwsze samodzielne kroki 04.11.04, 12:02
                            Czesc Mamuśki,

                            Ja też tak na chwilę bo pisze z pracy.
                            My też od poniedziałku jesteśmy na antybiotyku (KLACID). Mój mały Okaz Zdrowia
                            w końcu się poddał chorobie i przechodzi I-sze zapalenie oskrzeli. Na szczęście
                            jest chyba już lepiej. Jutro idziemy do kontroli to się okaże. Maciejka ogólnie
                            czuje się nieźle, nie ma gorączki tylko ten zapchany nosek i trudności w
                            oddychaniu psuły mu samopoczucie.
                            Mimo choroby wczoraj zaczął samodzielnie stawiać pierwsze kroki.
                            Mój wczorajszy powrót z pracy do domu był BARDZO SZCZĘŚLIWY. Wchodze do
                            przedpokoju, słysze odgłosy nieporadnego tuptania i za sekundę w moim polu
                            widzenia wyłania się idąca w moim kierunku Maciejka. To była kolejna wzruszająca
                            chwila macierzyństwa. Dla takich chwil warto niedosypiać w nocy.
                            Też bardzo często dziękuję Bogu, że mam zdrowe dziecko, zwłaszcza wtedy kiedy
                            jestem zmęczona i niewyspana. Wtedy natychmiast moje akumulatorki się doładowują.
                            Oj Agnieszka, bardzo Ci zazdroszcze tego wypadu do teatru. Ja zaczynam o tym
                            coraz częściej marzyć. Nawet nawiązałam kontakt ze studentką pedagogiki, która
                            wieczorami opiekuje się maluchami gdy rodzice mają wychodne. Może niedługo uda
                            nam się wyjść wieczorem na 3 , 4 godzinki.

                            Basiu, 10 rocznica to niezły jubel. Przypominam sobie jak moja koleżanka
                            obchodziła taką rocznice. Jej małżonek zafundował jej i sobie oczywiście
                            10-dniowy wypad do Tunezji z licznymi atrakcjami. Pamiętam jeszcze jej opowieści
                            i wrażenia z rajdu Safari.
                            To nie jest moja propozycja tylko wspominki ale może...

                            Aneta, Magda i pozotsałe zatroskane mamy - trzymam kciuki za szybki powrót do
                            zdrowia Waszych pociech. Może jak pogoda zrobi się bardziej zimowa to będzie
                            mniej tych paskudnych wirusów w powietrzu.

                            Pozdrawiam cieplutko

                            Ewa & Maciuś (25/09/2003)
                            • katarzynka25 Re: Trochę przemysleń.i pierwsze samodzielne krok 04.11.04, 14:08
                              To znowu ja.
                              Jak to dobrze że trafiłam w końcu do was.
                              Miło jest pocztać tak sobie, jak młoda śpi. No i macie rację co do tych
                              dzieciaków niedokońca sprawnych i ich mam.Tam gdzieś naprawdę odnajdują swoje
                              bratnie dusze. Ale dość już, ja też zastanawiałam się nad zaprzestaniem
                              cycowania ale poczekam jeszcze biorąc przykład (jak wyżej) pozatym skąd wapń
                              skoro ma skazę baiłakową a o substytutach mowy nie ma.
                              • magda6811 Trochę przemysleń... 05.11.04, 11:03
                                WItajcie kochane wrzesniówki stare i nowe - Katarzynko zostan z nami, latwioej
                                jest, gdy na kazdy problem mozna dostac kilka rad i pocieszenie!
                                Aneto, u nas teraz Bactrim, ciagle nie antybiotyk, ale mam njiebawem
                                osiwieje... Nie odzywalam sie dlugo takze dlatego, ze pod wrazeniem Twoich
                                refleksji "powiedenskich" chcialam "godnie" Ci za nie podziekowac i podzielic
                                sie swoimi a propos. Niestety, chyba czasu nie starczy. Jedyna rzecz, jaka
                                musze napisac - bardzo podoba mi sie idea ograniczania ingerowania i raczej
                                obserwowanie rozwoju. Staram sie "nie przeszkadzac" Stefkowi dochodzic do wielu
                                rzeczy bez podpowiadania. Zdrowe, jedzenie, ekologiczne farmy, wspolnoty mam
                                spotykajacych sie w grupach by edukowac dwulatki.... To chyba jakas bajka - tak
                                to wyglada z mojej perspektywy. A i tak nie moge narzekac, bo duzo czasu
                                spedzam z moimi dziecmi...
                                GAGARINIE - buduje moje serce wizja Twojego wypadu do salonow i teatru... Ze
                                tez maz nie jest zazdrosny...
                                Nasza 10 rocznica slubu w grudniu, mamy gdzies wyjechac - daleko i bez dzieci!
                                3 dni - ciekawe, czy sie uda. Czekam na inne Wasze pomysly.
                                I nowosc - 27 listopada chrzcimy STefka w....Krakowie. Nic nie moze byc proste,
                                taka moja karma.
                                Statystyka - Stef ciagle rozkoszny, uparty i nieprzerwanie dazacy do kolejnych
                                celow typu - przewrocic pulpit z nauytami, gdzy siostra cwiczy, sciagnac obrus,
                                zwalic patelnie... Wazyl jakis czas temu 10.800, wzrost nie znany, ale spory,
                                zebow az za duzo (zwlaszcza, ze chyba ma podwojny komplet prawej gornej dwojki
                                (na trojke zaden nie wyglada)
                                Pozdrawiam Was, Magda
                                • abepe Re: Trochę przemysleń... 05.11.04, 13:01
                                  Drogie koleżanki!

                                  Blanka, z którą spotykamy się czasem na gg, śmiała się wczoraj, że nadrabiam
                                  swoimi postami za nas wszystkie. Fakt, co trzy posty – JA. A cóż mam robić,
                                  hehe. Siedzę trzeci tydzień w domu z chorym-niechorym dzieckiem to mam czas. Bo
                                  akurat pisanie z doskoku po kilka zdań na komputerze to to, co przy Grzesiu
                                  można robić z powodzeniem. A piszę bardzo szybko. Z innymi rzeczami nieco
                                  gorzej, bo np. czytanie po pół strony jest bez sensu, sprzątanie na raty też.
                                  Wiec sobie piszę. Trochę też grzebię w sieci po różnych medycznych stronach, co
                                  chwilę inny temat – wczoraj zapalenie płuc, dziś nerek.
                                  No właśnie – moje wyglądające kwitnąco dziecko od wczoraj jest znowu na
                                  Klacidzie. Wykonaliśmy kółeczko, bo od Klacidu zaczęliśmy leczenie prawie dwa
                                  miesiące temu. Tyle, że wtedy G nim pluł i wymiotował, więc skończyło się
                                  zastrzykami. A teraz- dzielnie zlizuje z łyżeczki, tak jak żelazo i kwas
                                  foliowy popijając Bobovitem. Podejrzewam, że jest już przyzwyczajony. Przez ten
                                  czas brał już Ibufen, Ceclor, Flavamed, Eurespal. O czopkach, aerozolach i
                                  kropelkach nie wspomnę. Tak się wyluzował, że bierze Sterimar i sam wkłada do
                                  noska a jak mu aplikuję leki wziewne to przykłada buzię do gumowej końcówki
                                  inhalatora i oddycha, tak jak mu pokazuję. Czy kiedykolwiek narzekałam na moje
                                  dziecko? Odwołuję wszystko. To najlepsze, najsłodsze, najmądrzejsze i
                                  najdzielniejsze dziecko na świecie. Żeby nikogo nie urazić – to najlepszy z
                                  wrześniowych Grzesiów!!!!!!!

                                  Mieliśmy wczoraj konsultację telefoniczną a następnie wizytę naszej p. dr.
                                  Wyniki posiewu moczu i Rtg płuc prawidlowe. P. dr skonsultowała się z innymi
                                  pediatrami i orzekli, co nastepuje:
                                  1. bez antybiotyku, mimo, że nie ma diagnozy, takiej leukocytozy i OB.
                                  pozostawić nie można,
                                  2. po dokładnym zbadaniu Grzesia – dziecko zdrowe jak ryba,
                                  3. dla wykluczenia niebakteryjnego zapalenia nerek – zrobić specjalne badanie
                                  krwi i USG jamy brzusznej.

                                  No więc trzeci raz w ciągu tygodnia Grześ miał dziś pobieraną krew a USG czeka
                                  nas we wtorek.
                                  No i zdrowi jak ryby siedzimy w domu i tęsknimy za świeżym powietrzem.
                                  Za dwa tygodnie mamy powtórzyć morfologię krwi, to może wyjdziemy : )

                                  Dziecko moje od kiedy sprawnie chodzi zrobiło się jakoś bardzo kumate. Basia
                                  pisała chyba o tym, że Amanda zrobiła taki skok, jak zaczęła chodzić? No wiec G
                                  też. Stawiam go na stołeczku w łazience i sam myje rączki, kojarzy nazwy
                                  pomieszczeń w domu i większości sprzętów, pokazuje wiele rzeczy (nawet ma
                                  ochotę na popisy), mimo, że nie gada (mówi sensownie tak z 20 razy mniej słów
                                  niż Piotruś, bo słownie zero), potrafi doskonale przekazać, czego od nas chce i
                                  rozumie, co się do niego mówi.

                                  Aga – właśnie zerknęłam do Grzesiowej książeczki zdrowia, okazuje się, że
                                  główka małego też zawsze koło 10 centyla, zmierzyłam – też ma 46,5. Ale moim
                                  zdaniem bardzo zgrabnie wygląda. Faktycznie od urodzenia G nie wyglądał jak
                                  typowy dużogłowy niemowlak, pamiętam, że chwilkę się tym martwiłam, ale , że
                                  wszystko było o.k. stwierdziłam, że to był specjalnie dla mnie luksusowy
                                  rozmiar do rodzenia (33 cm).
                                  Fajnie sobie masz z tym teatrem. Obiecywaliśmy sobie z Kubą nadrobić zaległości
                                  kulturalne w Wiedniu. A tu ani koncertów ani wystaw nie dało się zaliczyć.
                                  Obiecujemy sobie więc, że jak tylko mały wyjdzie na prostą – pójdzie do
                                  dziadków na wieczór a my – gdziekolwiek, gdzie zalatuje kulturą (lub rozrywką).

                                  Ewa – gratulacje dla Maciejki, fajnie popatrzeć jak dziecko drepcze
                                  samodzielnie, co? Niestety oznacza to, że sobie kiedyś od nas pójdzie : (
                                  Ja mam nadzieję, że wyjdziemy zanim nastaną zimowe mrozy. Grześ nie nachodził
                                  się jeszcze w jesiennych butach a na wiosnę pewnie będą za małe, buuuuu, a
                                  takie ładne!

                                  Kasia – śliczna ta Twoja Amelcia. Super uśmiech jest przecudny a jak widzę
                                  takie maluchy pływające samodzielnie to zawsze myślę, że fotomontaż. Gdybym ja,
                                  gapa, miała prawo jazdy też byśmy jeździli na basen.

                                  Basiu – myślę, że z okazji TAKIEJ rocznicy chciałabym się wybrać z mężem tylko
                                  we dwoje w jakieś urocze, odludne miejsce. Dziecko do babci!!!! Nasze czczenie
                                  5-tej rocznicy w Wiedniu skończyło się przecież pielęgnowaniem dziecka i
                                  chodzeniem po mieście na zmianę, czyli mało razem. Ale cóż, trudno go było
                                  zostawić na ponad tydzień. Pewnie byśmy ciągle tylko o nim rozmawiali! Ale na
                                  weekendzik – Basiu odciągnij parę butelek mleka i ucieknijcie we dwoje. W
                                  jakieś swoje ukochane miejsce.
                                  A co do mleka – to G pija Nestle Junior waniliowe. Smakowałam – bardzo dobre.
                                  Spróbuj.

                                  Magdo – miło Cię było słuchać co rano do śniadania (choć G dołączał czasem swój
                                  wokal – "AAaaaaaAAAAA”wink. Gratuluję chrzcin. W którym kościele? To niech Stef
                                  sie spręży i wyskakuje z choróbsk.
                                  A do Wiednia jeżdżę jak do swojej prywatnej bajki (trochę mam hopla) i mam
                                  nadzieję, że te wszystkie luksusy kiedyś do nas zawitają. Na razie postanowiłam
                                  wyciągnąć męża po zakupy do pobliskiej ekofermy, żeby przestać truć małego.

                                  Wiedeńska przyjaciółka napisała mi właśnie, że jej synek bawi się kilka razy
                                  dziennie w Grzesia (a raczej w Desia, „zabiliśmy” Austriaków trudnością
                                  wymowy), tzn. mówi „aatn” (co jakiś czas temu oznaczało, że mały chce jeść lub
                                  pić a obecnie nic nie znaczy) i kaszle, bo jest chory jak Grześ.

                                  Pozdrawiam znad garów pełnych gruszek (będzie pyszny mus!!!)
                                  • gagarin3 Re: Trochę przemysleń... 05.11.04, 14:02
                                    Ale było cudnie. Czytałam o tym spektaklu bardzo kiepskie recenzje i
                                    rozczarowałam się pozytywnie, choć do mistrzostwa daleko...Było trochę
                                    śmiesznie, bo oprócz mnie i mojego szwagra na widowni była wyłącznie młodzież
                                    szkolna w dresach i wełnianych golfach (chyba jakieś LO z Nowego Targu smile Na
                                    dodatek kosmetyczka poinformowała mnie, że jej córka była kilka dni temu w
                                    teatrze i stwierdziła, że "to było coś ruskiego ("Ożenek" Gogola - przyp. aut.)
                                    i że strasznie głupie". Hi hi... A potem szwagier zaprosił mnie na winko, żeby
                                    się pozwierzać ("kryzys siódmego roku"). Muszę się pochwalić, że to była moja
                                    druga wizyta w tetrze w tym tygodniu. A cała ta rozpusta dzięki darmowym
                                    karnetom - szwagier i jego - teraz to już chyba współlokatorka - są
                                    nauczycielami akademickimi i uczelnia dba coby się ukulturalniali... Na czym ja
                                    skwapliwie korzystam, gdy ona "nie może" wink Mąż nie jest zazdrosny. Ostatni raz
                                    scenę - z tym uczuciem w roli głównej - zrobił mi na naszym weselu, po czym
                                    wyleczył się na dobre. MAGDA, aż podskoczyłam z wrażenia, gdy przeczytałam, że
                                    Stefek będzie miał chrzciny w Krakowie. Ale pewnie nie będziesz miała czasu,
                                    żeby się spotkać. Przyjdziemy z Piotrusiem do kościoła i popatrzymy z daleka wink
                                    Życzę zdrowia wszystkim maluchom. Nie wiem, co chroni moje "butelowe" dziecko,
                                    ale jak na razie ma chorobowym koncie tylko trzydniówkę. Pozdrawiam serdecznie.
                                    • zabuniek strony internetowe 05.11.04, 15:46
                                      Witajcie nowe i stare, a wszystkie i tak mlodesmile tylko te dzieci nam tak jakos
                                      sie starzeja, prawda? Juz ponad rok!wink

                                      PRzesylam WAm linki do stron internetowych dzieciecych, moze Wam sie przyda:
                                      www.google.es/search?
                                      q=cache:x_Juf3URdakJ:pacomova.eresmas.net/paginas/novedades.htm+fisher+price&hl=
                                      es
                                      hmm cos sie nie podswietla
                                      duzo tego, nie widzialam nawet wszytkiego, szukalam fisher price i to mi sie
                                      pojawilo.
                                      moze jeszcze raz wkleje bezposrednio bez google:
                                      64.233.161.104/search?
                                      q=cache:e23lzWpWgWEJ:perso.wanadoo.es/cervantito/paginas/enlaces.htm+enlaces+a+p
                                      aginas+de+juegos+en+internet+fisher+price&hl=es
                                      no nie wiem czy jest dobrze...

                                      U nas slonecznie.
                                      Ciesze sie, ze Gagarin plawi sie w wolnosci smile chetnie bym sie dolaczyla. Oj i
                                      brakuje mi pogadac po polsku!!!!!!!!!!
                                      Abepe - bardzo bardzo ciekawa relacja wiedenska! i milo, ze piszesz za nas, bo
                                      ja czytam tylko ze na ogol ostatnio Elena spi tylko godzine w dzien, dzis
                                      zrobila mi niespodzianke i juz spi ponad 2 godziny! Raz sie obudzila (po pol
                                      godzinie) z wielkim placzem, ale powiedzialam jej, zeby jeszcze sobie pospala,
                                      wiec przytulila sie do swojego pieska i spi nadal?!!
                                      Wasze MAluszki spia same czy z jakimis szmatkami czy przytulakami?
                                      JA musze kupic takiego samego pieska, bo teraz trudno prac - nie wyschnie tak
                                      szybko. A dziecko mi sie uzaleznilowink, bez niego nie chce isc do lozeczka. CZy
                                      to dobrze? Ona niesmoczkowa, ale zamiast smoczka ma ogon pieska.
                                      • zabuniek Re: strony internetowe 05.11.04, 15:47
                                        The Berenstain Bears
                                        pbskids.org/berenstainbears/index.html

                                        Ednoland
                                        www.ednoland.com/ednolandweb/children_activiti_main.cfm

                                        Edulat
                                        www.edulat.com/preescolar/preescolar.htm

                                        Rooney Design
                                        www.dinosaurdesign.com/index.htm

                                        Kokone
                                        www.kokone.com.mx/juegos/home.html

                                        Chaval
                                        www.chaval.es/#

                                        InterPeques
                                        www.escajedo.com/peques5/peques5.htm

                                        Caillou
                                        pbskids.org/caillou/index.html

                                        Chicos
                                        www.chicos.net/

                                        Salón Hogar
                                        www.salonhogar.com/

                                        SuperSaber
                                        www.supersaber.com/

                                        Las 3 Mellizas
                                        www.lastresmellizas.com/

                                        UpToTen
                                        www.uptoten.com/

                                        MedioMetro
                                        www.mediometro.com/index2.html

                                        Papas Fritas
                                        papasfritas.tercera.cl/shock/ajugar.htm

                                        Página de Enlaces
                                        www.browsewithme.com/topsites/

                                        Naveguitos
                                        www.naveguitos.com.ar

                                        Fisher-Price
                                        www.fisher-price.com/us/playtime/

                                        Sesame Street
                                        www.sesamestreet.com/sesamestreet/?scrollerId=games

                                        Bob the Builder
                                        www.hitentertainment.com/bobthebuilder/usa/main1.html

                                        Cool math
                                        www.coolmath4kids.com/

                                        Disney’s Character Gallery
                                        disney.go.com/characters/index.html

                                        Playhouse Disney
                                        disney.go.com/playhouse/today/index.html

                                        Mouse House
                                        disney.go.com/mousehousejr/mickey.html

                                        Lilo y Stitch
                                        disney.go.com/disneyvideos/animatedfilms/liloandstitch/index2.html

                                        Etch a Sketch
                                        www.etch-a-sketch.com/html/onlineetch.htm

                                        View-Master
                                        www.fisher-price.com/us/view-master/games.asp?cat=games&image=nav_games-
                                        overb

                                        Marsh Cove Stories
                                        www.marshcovestories.com/home/index.html

                                        Memory de Fisher Price
                                        www.fisher-price.com/us/littlepeople/section.asp?section=MEMORY

                                        Encontrar las diferencias de Fisher Price
                                        www.fisher-price.com/us/littlepeople/section.asp?section=WWTP

                                        Loving Family
                                        www.fisher-price.com/us/lovingfamily/fun/online.asp

                                        La Biblioteca Pre-escolar
                                        www.storyplace.org/sp/preschool/preschool.asp?themeid=13

                                        Learning Planet
                                        www.learningplanet.com/stu/kids0.asp

                                        DreamBox
                                        www.dreambox.com/toybox/index.html

                                        Edu365.com
                                        www.edu365.com/infantil/index.htm

                                        Kidspsych www.kidspsych.org/index2.html
                                        • zabuniek Re: strony internetowe 05.11.04, 15:48
                                          ok
                                          udalo sie skopiowac.
                                    • karolka_1 Re: Trochę przemysleń... 05.11.04, 15:49
                                      Witajcie wszystkie Mamusie Nowe i Stare smile
                                      Jakiś czas nie miałam netu przez przeprowadzkę….Zostajemy na dłużej w Zielonej
                                      Górze. Musieliśmy poszukać mieszkania funkcjonalnego i takiego, w którym da się
                                      mieszkać z małym dzieckiem – w poprzednim młodą pogryzły Prusaki, było zimni i
                                      ogólnie ble…Teraz mamy cieplutkie i śliczne mieszkanko, za oknem park z wielkim
                                      placem zabaw.
                                      Dominika zaszczepiona MMR 2. Jakieś 24 godziny po zaszczepieniu mała dostała
                                      bardzo wysoką temperaturę ponad 40stopni. Poszłam z nia szybko do lekarza –
                                      myślałam, że to powikłania po szczepionce. Okazało się, że młoda ma ropną
                                      anginę…Gdyby nie szczepienie to pewnie nawet by nie zachorowała. Najgorsze
                                      jednak jest to, że temperatura utrzymuje się już ponad 24 godziny i mogę ją zbić
                                      tylko do 38stopni. Dominika dostała Ceclor a na zbicie temperatury pyralgine dla
                                      dorosłych.
                                      Właśnie jestem pod drugiej wizycie u lekarza – temperatura podskoczyła do 41
                                      stopni. Dostała większą dawkę cekloru i maraton leków na zbicie temperatury. Na
                                      100% angina, kontrola 10.11. Mam nadzieję, że zbije jej temperaturę. Nie
                                      potrafię jej pomóc i jest mi z tym źle, nie mogę patrzyć jak cierpi 
                                      Co do opowieści Anety na temat doświadczeń wiedeńskich. Super pomysły –
                                      zastosowałam ten z materacem – legowiskiem i w obecnej sytuacji sprawdza się
                                      super  co do rozwoju bez ingerencji rodzica – jestem za i nawet to stosuje w
                                      niektórych dziedzinach życia. Wychodzę z założenia, że dziecko nauczy się
                                      szybciej poprzez działanie, a nie słuchaniewink
                                      Chciałabym, żeby takie zajęcia dla maluchów odbywały się i u nas…Zaczynam nawet
                                      poważnie myśleć czy czegoś takiego nie zorganizować. Mam jednak obawy co do tego
                                      czy Zielona Góra jest odpowiednim miejscem na takie eksperymenty….Co innego w
                                      Warszawie, Poznaniu czy Krakowie…..Duże miasto daje duże możliwości. Tutaj można
                                      znaleźć jeszcze domy handlowe rodem z PRLu i sklepy społem gdzie pani Kazia z
                                      panią Krysią biegają w fartuszkach i bamboszkach a zza lady słychać, „co
                                      Paniusiu podać?”. Jest wiele plusów tego, ale też sporo minusów. Podstawowy to
                                      ten, że kartą nie zapłacisz w takim sklepie… Tutaj w niektórych miejscach czas
                                      się zatrzymał jakieś 20 lat temu…..
                                      Gagarinie pozazdrościłam Tobie wypadu do teatru. W Zielonej jest całkiem fajny
                                      teatr i postanowiłam, że odwiedzimy go razem z mężem  Mamy już nową opiekunkę
                                      dla Dominiki – co lepsze moje dziecko nie miało problemów z zaakceptowaniem
                                      nowej cioci, więc teraz możemy sobie uciec wieczorem z domu na kilka godzin….
                                      Jeśli chodzi o obwód główki to Dominika ma w tej chwili 47cm i moim daniem
                                      wygląda bardzo proporcjonalnie.
                                      Tutaj wstawiłam nowe zdjęcia młodej smile
                                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10153289&a=17238442
                                      Pozdrawiam Was serdecznie
                                      Karolka pół poznaniaka, pół zielonogórzanka smile
                                      • paulka25 Ku pokrzepieniu :-) 05.11.04, 18:11
                                        Witam wszystkie mamusie i slodkie dzieciaczki.
                                        Zbieram sie juz od dluzszego czasu zeby cos tu naskrobac ale czasu ciagle
                                        brak smileA dlaczego ku pokrzepieniu? Wiele z was skarzylo sie tu na opieke
                                        zdrowotna w Polsce to ja opisze wam moje 3 bliskie spotkania z opieka medyczna
                                        w Austrii.

                                        AKT 1
                                        Oliwka ma jakies uczulenie na buzce. Jako, ze nigdy nie mielismy takich
                                        problemow i nie wiemy co to moze byc wybieramy sie do lekarza. Zabieramy ze
                                        soba oczywiscie kolezanke mowiaca po niemiecku i idziemy. Informujemy pania w
                                        rejestracji, ze chcemy zarejestrowac dziecko do lekarza.Poniewaz to nasz
                                        pierwsza wizyta tutaj pani musi nas wpisac do swojego komputerka. Wypytuje nas
                                        o date urodzenia dziecka, adres zamieszkania itd.itp... W koncu pyta gdzie
                                        dziecko wczesniej sie leczylo. Na to my, ze w Polsce. Patrzy na nas jak na
                                        idiotow i jeszcze raz pyta gdzie sie wczesniej leczylo dziecko. No wiec my
                                        znowu, ze w Polsce. Znowu glupia mina i stwierdzenie zebysmy przyszli z kims
                                        kto mowi lepiej po niemiecku.... Pytam wiec czy mozemy porozmawiac po angielsku
                                        na co pani ze nie! W kraju w ktorym dzieciaki juz od podtawowki ucza sie
                                        angielskiego prawie w takim samym wymiarze godzin co niemieckiego! Ok ...moze
                                        nie byla pilna uczennica. Zaczepia nas jakas pani chetna do pomocy. Tlumaczymy
                                        pani z rejestracji, ze dziecko urodzilo sie w Polsce, ze tu mieszkamy od 2
                                        miesiecy i nigdy nie bylismy tu u lekarza. Ale jakos dalej to do niej nie
                                        dociera. Moze widzi po raz pierwszy raz w zyciu obcokrajowcow smile Na koniec
                                        naszej milej pogawedki stwierdza, ze pierwszy wolny termin lekarz ma za DWA
                                        TYGODNIE!!! A do tej pory mamy obserwowac czy sie nic nie zmienia.

                                        AKT 2
                                        Przychodzimy po dwoch tygodniach smile Uczulenie dalej nie zeszlo wiec pani
                                        doktor oglada to, stwierdza, ze nie wie co to jest i przepisuje nam fanistil.
                                        Mamy obserwowac smile czy uczulenie schodzi. Jesli nie przyjsc ponownie. Po czym
                                        pani wychodzi i wola pania z rejestracji zeby zmierzyla i zwazyla dziecko.
                                        Informujemy ta pania, ze corcia ma 13 miesiecy i nalezy zaszczepic ja
                                        Priorixem. Pani zdziwiona i zaszokowana smile Tlumaczy nam, ze tutaj tym szczepi
                                        sie dzieci po 15 miesiacu. Tymczasem wraca pani doktor z informacja, ze wlasnie
                                        zauwazyla, ze dziecko ma 13 miesiecy wiec nalezy ja zaszczepic!!! W koncu
                                        szczepimy. Na wyjsciu kobitka z rejestracji (kim ona w ogole tam jest???)
                                        informuje nas, ze miedzy 7 a 10 dniem moze wystapic goraczka. Przyjmujemy do
                                        wiadomosci i wychodzimy.

                                        AKT 3.
                                        6 dnia po szczepieniu corcia ma straszna biegunke. Konsultujemy sie najpierw
                                        telefonicznie z naszym polskim lekarzem i podajemy smecte. Niestety biegunka
                                        nie ustepuje wiec idziemy do lekarza. Na miejscu oczywiscie informacja (od a
                                        jakze pani z rejestracji),ze nie ma miejsc i mozemy sprobowac jutro.
                                        Przychodzimy "jutro" i ponownie moja ulubiona pani stwierdza, ze ta biegunka to
                                        po szczepieniu,ze nie ma miejsc i mozemy isc do domu. Na co ja, ze chce zeby
                                        dziecko zobaczyl lekarz. Wiec pani informuje mnie, ze owszem. Pierwsze wolne
                                        terminy za 11 dni. Rece mi opadaja. Tlumacze pani, ze dziecko sie meczy,ze
                                        zapasy smecty przywiezione z Polski sie skonczyly i nie wiem co robic. Na co
                                        pani powtarza swoja spiewke, ze to po szczepieniu i samo przejdzie.Ale halo.
                                        Wczesniej nie bylo mowy o zadnej biegunce! Tylko o ewentualnej temperaturze!
                                        Wychodzimy wsciekli. Molestujemy nasza nauczycielke niemieckiego zeby nam
                                        pomogla. W koncu idziemy do jej lekarza rodzinnego ktory przyjmuje nas bez
                                        zadnego problemu.Przepisuje leki i po 3 dniach jest po sprawie.

                                        Wlasnie zauwazylam, ze nieco sie rozpisalam smile Ale musialam to z siebie
                                        wyrzucic bo doprowadzilo mnie to do furii! Myslalam, ze jedziemy do normalnego
                                        kraju ale najwidoczniej sie mylilam. Przynajmniej pod tym jednym wzgledem. Poza
                                        tym jestesmy naprawde zadowoleni z pobytu tutaj. Co prawda zyje sie zupelnie
                                        inaczej niz w Polsce ale mozna sie przyzwyczaic smileMieszkamy pod Innsbruckiem
                                        wiec okolica jest piekna. Szczegolnie dla kogos kto wychowal sie w miescie
                                        blokowsmile O!!! Wlasnie sloneczko sie obudzilo wiec uciekam. Pozdrawiam
                                        wszystkie mamusie i buziaki dla dzieciatek.No i gratulacje dla tych, ktore
                                        przebrna przez moje wypociny smile
                                        • mama_misia Re: Ku pokrzepieniu :-) 05.11.04, 21:16
                                          Witam wszystkie Mamusie smile)
                                          Jestem pierwszy raz na tym forum i bardzo się cieszę, że tu trafiłam.
                                          Michałka urodziłam 28.09.2003 w szpitalu na Karowej.
                                          Szukam rówieśników. Może (na pewno!) tu znajdę?
                                          Właśnie go położyłam i mam chwilkę. Nie chcę się rozpisywać, bo generalnie z
                                          moim mały wszystko ok. Na początku swojego życia miła trochę problemów, ale
                                          teraz już chłop z niego niesamowity!
                                          Martwi mnie tylko jedno: nie mówi mama! Smutno mi z tego powodu.
                                          Może ktoś mnie pocieszy? Inne słowa mówi. A tata to już od 6 miesiąca życia. A
                                          mama mnie chce....

                                          pozdrawiam gorąco!
                                          Aga
                                          • jasko_mama Re: Ku pokrzepieniu :-) 05.11.04, 23:24
                                            Hej!
                                            Fajowo, że jest nas coraz więcej!!! Witajcie nowe mamy i ich pociechy smile

                                            Co do metody nie ingerencji to bardzo ona mi się podoba. Jak przeanalizowałam
                                            dogłebnie to często ją stosuję. W zasadzie Amanda zawsze bawiła się sama,
                                            czasami nawet się martwiłam, że za mało aktywnego czasu jej poświęcam, ale
                                            jestem obok i jak czegos potrzebuje to prosi. To jest chyba podobnie jak z
                                            rozwojem fizycznym, jak dziecko samo do czegoś dojdzie to to zapamiętuje i od
                                            razu wykorzystuje. Albo tez zauważyłam, że jak coś jej pokazuję, np. budowanie
                                            wieży to nie od razu jest zainteresowana, ale np. za pięć dni sama buduje!!! To
                                            mnie niezmiernie cieszy, gdzieś przechowuje w główce informacje i je właściwie
                                            wykorzystuje. A kumata jest niesamowicie!!! Nic nie mówi, ale dogada się we
                                            wszystkim, skok rozwojowy jest ogromny!!! Np. ogladamy film z wakacji, Amanda
                                            miała tam taki różowy worek z klockami, nagle idzie do drugiego pokoju,
                                            przewraca wszystkie zabawki w koszu i wywleka ten woreczek i nam przynosi,
                                            tłumacząc eeee..., eeee... on tu jest! szok!!!
                                            A legowisko to świetna sprawa. Pisałam Wam, że kupiliśmy Małej na roczek taki
                                            dywan w kształcie misia z miękkim brzuszkiem do siedzenia i to jest to! Jak
                                            chce odpocząć to sobie tam siada, albo się przytula, fajowo!

                                            Co do przytulanek to Amanda jest również uzależniona od pewnego króliczka z
                                            długimi uszami... Właściwie nawet cycusia musi dostać z nim, bo inaczej ciagle
                                            przerywa domagając się przyjaciela. Jak już uzależnienie postępowało to
                                            zainteresowałam się drugim egzemlarzem i okazało się, że firma już nie
                                            produkuje, bo przestali sprowadzać tkaninę. Napisałam rozpaczliwego maila do
                                            producenta i przysłąli mi jeden z ostatnich egzemplarzy magazynowych. Więc jak
                                            jeden jest w praniu to drugi do przytulania, Śmiesznie jest jak trzymając
                                            jednego zauważy drugiego na suszarce, oczywiście musi go dostać i wtedy z
                                            wielkim zadowoleniem tuli oba smile))

                                            Karolka niestety to są uroki małego miasta sad skąd ja to znam... Ale wiesz
                                            można się przyzwyczaić, ale dla mnie ważne jest, że mam odskocznię w postaci
                                            bywania na uczelni w Gdańsku dwa razy w tygodniu, przyjaciół w Trójmieście i to
                                            wystarcza. Natomiast do mieszkania to małe miasto jest zdecydowanie lepsze i
                                            mimo, ze mąz dojeżdża codziennie 70km do pracy to nie zamierzamy zamienić go na
                                            jakieś przedmieścia dużego miasta, no chyba, że przytulne mieszkanko w
                                            kamienicy w centrum... pomarzyć piękna rzecz smile))

                                            I jeszcze o szczepieniach. Po naszych dyskusjach zaczęłam szukać na forum
                                            watków na ten temat i stwierdziłam, że gdybym wiedziała to wcześniej to
                                            strasznie denerwowałabym się za każdym razem o ile wogóle bym szczepiła.
                                            Szczególnie dużo było o tej naszej ostatniej szczepionce MMRII, że już nigdzie
                                            nie stosują, że odchodzi się od szczepień skojarzonych, ze dla alergików na
                                            białko kurze może być zabójcza, że powoduje autyzm, itp., itd. Większość pewnie
                                            przesadzona, ale... Obserwuj więc Dominikę uważnie, czy aby napewno jej
                                            temperatura nie jest związana ze szczepieniem. Nie chcę Was straszyć, ale sama
                                            byłam nieco przerażona. A tak swoją drogą to wkurza mnie, że nie można się
                                            szczepić tylko np. na świnkę. Mąż nie miał i chętnie by to zrobił, ale jest
                                            tylko ta potrójna, on różyczkę i odre przechorował, więc to mu niepotrzebne,
                                            ale inaczej nie można. Niby przechorowanie nie jest przeciwwskazaniem, ale
                                            jednak.

                                            Ech do teatru by się poszło..., ale to trzeba wyjechać, a Amanda cyckuje...
                                            Ostatnio wymknęliśmy się tylko do kina na polską nominację do Oskara „Pregi”.
                                            Na mnie zrobił ogromne wrażenie, jeszcze kilka dni po mysli krążą... No własnie
                                            i jak tu uczcić 10 rocznice ślubu jak się karmi piersią? Dzięki za
                                            dotychczasowe propozycje, czekam na kolejne i rozważam dokładnie co zrobić.

                                            Życzę dużo zdrówka chorótkom. Zdrowiejcie szybko, bo niedługo czas wyciągnąć
                                            sanki smile Mąż już nie może się doczekać, ja w ogóle, ponieważ powtarzam do
                                            znudzenia, nie cierpię śniegu, nie cierpię zimy!!! Lato wróć......

                                            pozdrowionka
                                            Basia
                                            • abepe Re: Ku pokrzepieniu :-) 08.11.04, 13:46
                                              Hej!
                                              Grześ nasz malutki korzystając z tego, że siedzi ciągle w domu odkrywa nowe
                                              możliwości wykorzystania różnych sprzętów – po wdrapaniu się na kanapę włazi na
                                              stół albo wykorzystując podest w łazience próbuje skakać do wanny. Po
                                              kaloryferze zaś próbuje wdrapać się na parapet. Cóż mu pozostało ze świata –
                                              okno. Z naszego strychu można obserwować sroki, koty i psy w sąsiednich
                                              ogrodach. Ostatnio udało nam się także nakryć moją mamę na papierosku w
                                              ogrodzie.

                                              Młody próbuje na wszystkim siadać okrakiem – na swoim aucie dużym (umie jeździć
                                              do tyłu), na ojcu, gdy robi pompki ( z 10 kg na plecach już nie tak sprawnie,
                                              haha), na desce do prasowania. Zastanawiam się – może zapisać go na jazdę
                                              konną : ) ? Mam szkółkę 15 minut od domu piechotą : )
                                              Chyba dostanie na gwiazdkę konika na biegunach po prostu.

                                              Żabuniek – G ma różne pluszaki, bardzo je lubi, chętnie przenosi, przytula ale
                                              do spania ich nie chce. Może dobrze, bo podejrzany o alergię, nie wiem czy nie
                                              na kurz. Zasypia przytulony do mnie a potem przenoszę go do łóżeczka. Albo
                                              jeszcze na rękach. Nigdy nie zasypia sam. A Ty piszesz, że powiedziałaś Elenie,
                                              że ma spać i zasnęła? Jak to zrobić?

                                              Karolka – mąż też mnie namawia, żeby rzucić „w pieruny” nędzną pensyjkę w ZOZie
                                              i wziąć się za prywatna działalność – np. zajęcia dla maluchów właśnie. Myślę
                                              jednak, że trzeba się dobrze zastanowić zanim kupi się sprzęty i wynajmie salę.
                                              Żeby się opłacało trzeba mieć albo dużą grupę albo dużo brać. Ale może warto.
                                              Może być fajnie.

                                              Paulka – moja przyjaciółka z Wiednia też niezbyt zadowolona z kontaktów z
                                              austriacką służbą zdrowia. Dziecko rodziła i następne urodzi w domu (ale ma
                                              chociaż taką możliwość, w Polsce trochę trudniej), leczą się u homeopaty.
                                              Bardzo się zdziwiła, że mi nikt nie kazał karmić dziecka co 4 godziny, bo w
                                              Austrii owszem, dostała taką informację. Ale jednak wiele rzeczy jest
                                              prostszych i bardziej dostępnych.
                                              Pod Innsbruckiem to chyba niebawem będzie piękna zima, co?

                                              Mamo misia – Grześ nie mówi mama, tata zdarzał mu się ale też zanikł.

                                              Dziewczyny trójmiejskie, czy uda nam się spotkać przed zimą?

                                              Wyprodukowałam ponad 20 słoików z gruszkami, jeszcze kilkanaście przede mną.
                                              A jutro rano lecimy na USG jamy brzusznej.
                                              I może nieśmiało wychylimy nosy na spacerek.

                                              Co tam u nieobecnych?
                                              • abepe co tak cicho???????????????????? 12.11.04, 08:47
                                                • gagarin3 Nie wiem :) np. Piotrek na "odwyku" ;) masssssakra 12.11.04, 15:12
                                                  Myślę, że dziewczyny łapią ostatnie jesienne promienie... U nas odwyk smoczkowy,
                                                  plus wychodzące zęby... Smoka kazała odstawić dermatolog, do której Piotrek w
                                                  końcu trafił z powodu koszmarnych zmian na skórze wokół ust. Doktórka
                                                  stwierdziła, że to alergia na plastik, z którego zrobiona jest "obudowa" smoka
                                                  i kazała paskudztwo wyrzucić. Ten, kto wie, jak bardzo Piotr był uzależniony od
                                                  dyda wie, jakie to trudne. Za nami już dwie noce, pierwsza była dramatyczna,
                                                  kilka godzin kołysania, reperuar "usypiający" odśpiewany kilkakrotnie (a jest
                                                  tego niemało), w końcu mały zasnął... przed pierwszą. Po dwóch godzinach obudził
                                                  się z wielkim wrzaskiem i zabawa zaczęła się od nowa. Przy tym wszystkim był
                                                  bardzo rozdrażniony, zgrzytał zębami, rzucał się na mnie z pazurami (dopiero
                                                  dziś zauważyłam, że wyszła mu górna dwójka...). Wczoraj już było spokojniej,
                                                  chociaż usypialiśmy go godzinę, najpierw kołysanie, potem całowanie, tulenie i
                                                  masaż... Przebudził się kilka razy, ale bez płaczu, przytuliłam go, pogładziłam
                                                  i już chrapał. Myślę, że cała ta plastikowa alergia wyjdzie nam na dobre.
                                                  Dawniej Piotruś budził się za każdym razem, gdy smoczek wysuwał mu się z ust.
                                                  Musieliśmy robić prawdziwe obwarowania, żeby nie wypadał poza obręb
                                                  łóżka/łóżeczka, a mimo to i tak znikał, trzeba było urządzać poszukiwania, mały
                                                  płakał, etc. Do normalności jeszcze daleko, ale jestem dobrej myśli. Pawel
                                                  oczywiście chcial się złamać już pierwszej nocy, ale ja byłam niezłomna i
                                                  dobrze, zmiany na skórze (regularnie natłuszczane) ustępują błyskawicznie, a
                                                  przez miesiąc nie mogłam sobie z nimi poradzić smile)) A teraz druga sprawa.
                                                  Głównie do Anety, wszak to specjalistka. Popełniłam dzisiaj poważny błąd
                                                  wychowawczy. Byłam z Piotrusiem w sklepie, w którym oprócz produktów spożywczych
                                                  sprzedają jakieś drobiazgi, małe zabawki, bibeloty. Synuś dopadł do
                                                  samochodzików ułożonych na pokuszenie w zasięgu jego ręki i nuż je zgarniać z
                                                  okrzykiem "auto, auto", gdy odciągnęlam go od nich - jak to ma w zwyczaju -
                                                  rzucił się z wrzaskiem na podłogę (klasycznie - na wznak) i zaczął wierzgać
                                                  nogami. Byłam bardzo zmęczona, spędziłam z nim wcześniej pół godziny w banku,
                                                  którego omal nie rozniósł w posadach (m.in latał po całej sali, rozrzucał
                                                  ulotki, próbował wyrywać wszystkie długopisy przyklejone do blatów stolików; gdy
                                                  wychodziliśmy czułam jak żegnają nas spojrzenia pełne ulgi...), bolał mnie
                                                  brzuch z powodu miesiączki i po prostu kupiłam jeden samochodzik i mały się
                                                  uspokoił (gdy wracaliśmy do domu, wyrzucił go na ulicę). To zresztą nie pierwszy
                                                  raz, gdy Piotruś coś w ten sposób na mnie wymusza - na przykład noszenie na
                                                  rękach w poczekalni u lekarza... Jak mam postępować z małym "terrorystą"? Żadne
                                                  tłumaczenia nie pomagają, bo brzdąc nie rozumie. Zresztą mam takie wrażenie,
                                                  jakby on czuł, że ma nade mną przewagę, że wystarczy zrobić scenę i zdobędzie
                                                  wszystko to, co chce... Gdy mu się nie udaje, potrafi rzucić się na mnie z
                                                  pazurkami, próbuje mnie gryźć, albo ciągnąć za włosy - nie wiem, skąd on to
                                                  potrafi, nie miał okazji zaobserwować takiego zachowania u innych dzieci, u nas
                                                  tym bardziej... Aneta, ratuj wink Pozdrawiam wszystkich.
                                                  • karolka_1 jakaś wstrętna jessienna dprecha się wkrada :( 12.11.04, 16:19
                                                    Gagarinie na początku będę wstrętna - dobrze wiedzieć,że nie tylko Dominika
                                                    zachowuje się w ten sposób...Młoda też potrafi roznieść każdy sklep i ine
                                                    miejsce użytku publicznego jeśli akurat pobyt w nim nie koniecznie idzie w parze
                                                    z jej wymaganiami i oczekiwaniami sad Również zmęczona i z obolałym kręgosłupem
                                                    dałam za wygraną i kupiłam jej zabawkę w sklepie choć wcale na nią nie
                                                    zasłużyła. Wg tych wszystkich nauk i poradników jest to normalny kryzys 13
                                                    miesiąca, dziecko zaczyna badać na ile rodzice jemu pozwolą i ćwiczy swój
                                                    charakter. Opisana przez Ciebie sytuacja jest klasyczna...Wiem, jest ciężko,
                                                    jesteśmy zmęczone, chcemy mieć chwilę spokoju...Pozostaje nam cierpliwie
                                                    przeczekać i stawiać wyrażne granice. Dominika gdy zaczyna się awanturować
                                                    wynoszona jest do swojego pokoju. Sadzam ją na dywanie i mówię,że ma sie
                                                    uspokoić i wtedy dopiero moze przyjśc do mnie. Zostawiam otwarte drzwi, zapalone
                                                    światło i wychodzę...Na razie działa. Po kilku sekundach krzyk cichnie, a mała
                                                    drepcze,żeby się przytulić. Generalnie brak publiki, prowadzi do wyciszenia.
                                                    Ja zaczynam mieć do siebie pretensje. Chciałam wychować dziecko moze nie w
                                                    sposób beztresowy - bo już wiem,ze tak się nie da sad Chciałam miec otwarte,
                                                    twórcze dziecko. Takie, któremu jak się powie "nie wolno" to usłucha...Mam
                                                    małego potworka, który na słowo "nie wolno" odwraca sie w moją stronę, uśmiecha
                                                    się i robi hihi i broi dalej...Jak odciągam ją od zakazanych rzeczy,
                                                    przeszkadzam w czymś co jes zabronione, młoda potrafi stanąc i tak mi nawymyślać
                                                    po swojemu,że szok...Czasem na koniec powie jeszcze baba i kurna nic tylko się
                                                    bać,że poleci do mojej mamy i nakabluje smile
                                                    Eh, miało być tak pięknie. Grzeczne, różowiutkie bobaski. Słuchające mamy i taty smile
                                                    Gratuluje walki z odwykiem smoczkowym. My walczymy od miesiaca z palcem i efekty
                                                    sa marne jak na razie sad
                                                    Poza tym u nas bez zmian. Młoda już zdrowa, wyłazi jej kolejna - już trzecia
                                                    czwórka. Z mówieniem jestjak na razie tak sobie. Cały czas mama, tata, baba,
                                                    dzici - dzieci, papa i trochę dźwiękonaśladowczych. Zrobiła się fanką dzieci i
                                                    jak je zobaczy to reszta świata już nie istnieje smile Posłałabym ją na kilka
                                                    godzin dziennie do żłobka, ale nie wiem czy to dobry pomysł....
                                                    Pozdrawiam serdecznie :0)
                                                  • ela-c Re: jakaś wstrętna jessienna dprecha się wkrada : 12.11.04, 18:41
                                                    Czesć dziewczyny,
                                                    do małych terrorystów dołącza też moja Monisia smile. Ona wprawdzie jeszcze nie
                                                    chodzi wiec ma mniejsze mozliwosci ale i tak świetnie sobie radziwink. Np.;
                                                    wyłącza mi komputer jak tylko chcę do niego usiąść, "rozbraja" nawilżacz, bo
                                                    wie, że nie wolno, wyciąga z buzi jedzenie którego nie chce i rzuca nim we
                                                    mnie, jak jej na coś nie pozwalam np. wypic winkowink, to uderza mnie swoją małą
                                                    rączką (wcale nie lekko) i piszczy, jednocześnie obserwując mnie jak to na mnie
                                                    działa. Mam na to taki sposób: daję jej to co można a jeżeli chce coś czego nie
                                                    może dostać to ja jej tego nie daję chocby nie wiem co i mówię "nie wolno" i w
                                                    ogóle nie krzyczę ani nic z tych rzeczy, żeby sobie nie myslała, że jej piski
                                                    robią na mnie wrażenie. Na dodatek uśmiecham się do niej i mówię,że i tak jej
                                                    się znudzi winkPozdrawiam Was Karolko i Gagarinie i całą resztę mam walczącą
                                                    (lub nie )z małymi terrorystami smile. Ela.
                                                  • magda6811 terroryzm 13 miesiąca (albo i kolejnych) 13.11.04, 12:53
                                                    Kiedy urodziłam Agatke, mama mojej przyjaciółki składając gratulacje
                                                    powiedziała "pamietaj, najgorszych jest pierwszych 25 lat, potem jakos leci".
                                                    To czysta prawda, tyle tylko, ze w zyciu naszych "różowiutkich bobasków" są
                                                    chile,, ba, całe okresy gorsze i lepsze. Falowo powracają okresy buntów,
                                                    uniezaleznienie od nas przebiega raz silniej, raz łagodniej. Wszystko zależy od
                                                    naszej formy - czy dajemy się sprowokować, czy zachowujemy spokój, czy
                                                    jestesmyu konsekwentni... Opis zachowania Piotrusia w Banku zastępuje mi
                                                    Gagarinie wszelkie próby oddania Wam zachowań Stefka w tzw, miejscach
                                                    publicznych. Już mi nawet do głowy nie przychodzi planowanie "załatwienia"
                                                    czegos z nim. Odpada. Wizyta u lekarza też wymaga kociej zreczności, lwiej
                                                    siły, sprytu węża a i tak robi ze mną (w większości, co chce). Łatwo mówic o
                                                    konsekwencji i pedagogicznych wzgledach, kiedy pediatra mierzy nas wzrokiem a
                                                    ja juz słyszę prawie, jak za chwilę rzuci podejrzenie o ADHD lub o kompletny
                                                    brak metod wychowawczych w zyciu małego łobuza. Stef do perfekcji opanował
                                                    teraz sztukę nagłego "wiotczenia", Kiedy tylko chce go pozbawić wykonywania
                                                    jakiejś ukochanej-zakazanej czynności wyślizguje mi się jak piskorz i mam
                                                    kłopoty, by przenieść go w inne miejsce, oderwać od miejsca zbrodni. Nie wiem,
                                                    jak postapiłabym w sklepie, może zabrała za fraki (zimowy kombinezon jest to
                                                    pomocny) i nie kupowała jednak samochodzika, ale doskonale rozumiem łapanie się
                                                    każdej metody, która poomoze choć na chwilę (co w sumie pewnie jest
                                                    bezsensowne).
                                                    ANETO - radź nam!
                                                    W domu staram się w miare rygorystycznie mówić nie (z podłym usmiechem na
                                                    ustach) proponując alternatywne (oczywiśncie mniej interesujące) rozrywki.
                                                    Smoczek odstawilismy tez własnie w tym tygodniu, ale - gdy porównuje - to nie
                                                    było chyba duże uzaleznienie.
                                                    Stef póki co nie bierze zadnych leków, daję mu tylko BioaronC na odporność,
                                                    zato Agatka oczywiscie ma katar - II zmiana.
                                                    10 rocznica slubu u nas nadal bez żadnych konrektnych ustaleń (Basiu, wymyslcie
                                                    coś do skopiowania), mamy jeszcze czas (17.XII) za to chrzest dokładnie 27
                                                    listopada (sobota) rano o 9.30 w bocznej kaplicy (?) bez mszy - krótko - Stef i
                                                    Piotrek jakoś wytrzymają - Gagarinie zapraszam i masz się "ujawnic"! Kościół
                                                    św. Floriana (zaraz przy dworcu), ul Warszawska 1b.
                                                    Zastanawiam się, co będzie, jesli trzeba będzie ganiac Stefka po całej
                                                    świątyni....
                                                    KAROLKA - napisz, jak zbijałaś gorączkę 41 stopni - samym Pyralginem, czy
                                                    doszły okłady bądź kąpiele? Jak w końcu (po jakim czasie) zadziałął Ceclor
                                                    ANETA - jak badania Grzesia alpinisty? Jak się czuje?
                                                    Pozdrowienia z zamglonej, szrej, a moze już pogrążonej w jesiennym smogu stolicy
                                                  • gagarin3 Re: terroryzm 13 miesiąca (albo i kolejnych) 13.11.04, 16:43
                                                    MAGDA, nie ujawnię się sad((( 27.11 Paweł jedzie do Warszawy na jakieś zawody i a
                                                    my zostajemy uziemieni w domu, bez samochodu i szofera...
                                                  • magda6811 Re: terroryzm 13 miesiąca (albo i kolejnych) 13.11.04, 21:21
                                                    GAGARINIE - mam jeszcze nadzieję, że zawody odwołają... A jeśli nie, przekonaj
                                                    go, ze w Krakowie tez możecie sobie urzadzić jakąś sportową rywalizację. Bardzo
                                                    prosze wziąć to poważnie pod uwagę i przyjechać.
                                                  • gagarin3 Re: terroryzm 13 miesiąca (albo i kolejnych) 14.11.04, 12:25
                                                    Madziu, nie przekonam go to są bardzo ważne zawody (Mistrzostwa Europy)...
                                                  • lauracorciaasi Troche młodsza mama 14.11.04, 13:58
                                                    CZeść dziewczyny!!! Jestem mama troche 10 mies. LAurkismile)
                                                    Pisze prace o młodych mamach w internecie. Zauważyłam, że wasze forum jako
                                                    jedne z nielicznych jest kontynuowane... czy zechciałybyście odpowiedzieć mi na
                                                    pare pytań odnośnie funkcjonowania Waszej grupy?

                                                    1. Jak ważne jest dla Ciebie jest spotykanie się na tym forum z innymi mami?
                                                    2. Czy spotykałaś sie z innymi mamai z tego forum w realu? i czy spotykacie się
                                                    nadal?
                                                    3. Co Ci daje istnienie takiej grupy?
                                                    4. Czy utrzymujesz kontakt poza tym forum z mami z tego forum - to może być
                                                    cokolwiek, mail, telefon, listy itp.

                                                    Byłabym Wam bardzo wdzięczna za odpowiedzi. Pomogłyby mi one w opracowaniu w
                                                    miarę możliwości rzetelnej pracy magisterskiej. Pozdrawiam Was i Wasze
                                                    maluchy!!!
                                                    Dzięki
                                                    Asia Kaczmarek
    • blaneczka007 Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 15.11.04, 20:53
      Cześć dziewczyny,
      witam po dłuzszej przerwie, u nas dalej bez zmian. Daniel i Dawid nadal
      zakatarzeni (alergie!!!).

      Wróciliśmy dzisiaj ze wsi, od moich rodziców mieszkających 70 km od nas. W
      środę jadąc w tamtą stronę, zaryzykowalismy nie biorąc leków na chorobę
      lokomocyjną. Bo po co niepotrzebnie faszerować dziecko lekami... Jednak już po
      30 km szukaliśmy pospiesznie apteki i było nam już wszystko jedno czym
      nafaszerujemy Miśka, byle przestał płakać i zwracać żółcią...

      Dostaliśmy lek homeopatyczny, które trzeba było podawac jeden dzień przed
      podróżą i w dniu podrózy co 30 min. No cóż lekarstwo nie pomogło. Pomogło co
      innego...dałam Danielkowi cycusia i...zasnął, a jak spi to nie wymiotuje.

      Wiejski klimat tak posłużył Danonkowi, ze miałam wrażenie, iż ktoś podmienił mi
      dziecko. Mały jadł co popadło i to sam o to "prosił" ... piskiem, kiedy
      cokolwiek jadłam Daniel płakał i wymuszając na mnie podanie mu ów jedzonka.
      Ciekawe czy w domu też będzie tak jadł?

      Ze spaniem była gorsza sprawa, choć spaliśmy wszyscy w jednym wielkim łózku,
      to Daniel budził się wielokrotnie w nocy domagając się mojego mleczka. Nie mogę
      powiedzieć, żebyśmy się wyspali...

      Dzisiaj wracaliśmy wczesnym rankiem, ponieważ po drodze mieliśmy do załatwienia
      kilka spraw urzędowych. Załatwiliśmy tylko jedną sprawę i to w połowie....

      Weszliśmy do urzędu z Danielem, Dawid został w samochodzie z moim bratem. W
      celu załatwienia naszych spraw poszliśmy do informacji, tam nas pokierowano do
      pokoju nr 6, z pokoju numer 6 do pokoju numer 14. Przed 14 w kolejce stały 2
      osoby, jedna już od godziny siedziała w środku (weszła "tylko na chwilkę")
      potem wszedł starszy pan na 45 minut, za nim pani z dzieckiem "tyko po
      pieczątkę" na jedyne 50 minut.Kiedy ktoś próbował wejść tylko po to, aby o coś
      zapytac wypraszano go...

      Następni byliśmy my. Weszliśmy na pół minuty, poczym odesłano nas do pokoju
      numer 26. W pokoju numer 26 wreszcie napotkaliśmy jedyną miłą osobę, która
      powiedziała, ze mamy napisać krótkie podanie i sprawa załotwina. Bagatela...
      łącznie dwie godziny z piszczącym ze znudzenia dzieckiem w urzedzie.

      W miedzyczasie co pół godziny podawaliśmy szkrabowi na łyzeczce z herbatką
      krople na chorobę lokomocyjną. Dzięki temu miałam nadzieję spokojnie dojechać
      do domu, jednak było inaczej. Krople raczej nie pomagały, Malutki krzyczał na
      całe gardełko. Zatrzymaliśmy się na poboczu, zeby sobie pocyckał i zanał.
      Zasnął, ale kiedy tylko powoli go odstawiałam, żeby przełożyć do fotelika
      podnosił alarm.

      Nie było wyjścia. Mały musiał być w foteliku, a ja nie mogłam go przestawać
      karmic. Nachyliłam się więc nad nim i "karmiłam go" dłuższy czas w takiej
      pozycji. Na szczęście jakoś dotarliśmy do domu...

      Daniel tez powoli zamienia się w małego terrorystę, wymusza na nas wszystko
      płaczem. Upodobał sobie bardzo moje ręce. Ciągle chce do mnie na "opa", nie do
      babci, nie do taty, ale do mnie i wymusza to płaczem. Choć kręgosłup już mnie
      boli czasem tak, że nie mogę się nachylic, to jednak miłe...

      Pozdrawiam. Blanka

      PS Wszystkie mamy conajmniej dwójki dzieci zapraszam na forum "RODZEŃSTWO BEZ
      RYWALIZACJI?"
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24482
      • jasko_mama Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 15.11.04, 22:46
        Hej!
        Oj dają nam w kość nasze czternastomiesięczniaki co? Ale i tak są takie
        kochane, że życie bez nich byłoby strasznie smutne i puste, prawda?

        Amanda chyba chciałaby już mieć rodzeństwo... Byliśmy u znajomych, którzy mają
        pół roku starszą córeczkę – świetnie się bawiły, tzn. Ida na początku była
        bardzo zazdrosna o swoje zabawki i ciagle uciekała do mamy, ale po godzinie już
        razem jeździły z wózkami. Potem byłam u koleżanki, która ma dwumiesięczną
        dziewczynkę, Amanda dawała jej buteleczkę, przynosiła grzechotki i nie bardzo
        rozumiała czemu mała ich nie bierze do rączki smile)) Fajowo!!!

        Czy to nie za wcześnie na odzwyczajanie od smoka? czytałam gdzieś, że właśnie
        teraz dzieci są najbardziej przywiązane i najlepszy czas na rozpoczęcie odwyku
        to ok. 2 lat. No jeśli są wskazania zdrowotne to jest mus, ale uważaj
        Agnieszko, żeby piotruś nie zrobił się zbyt nerwowy.

        Zęby są straszne! U nas na szczęście już wszystkie czwórki są, ale każda
        okupiona kilkoma marudnymi nocami sad Cycuś udało nam się ograniczyć do dwóch
        karmień: nad ranem i po wstaniu i tak zostawię do wiosny. No chyba, że mała
        zdecyduje inaczej.

        Asiu ja chętnie odpowiem na Twoje pytania dot. forum, ale jak tu na forum?, czy
        na Twój e-mail, napisz proszę, czy potrzebujesz jeszcze jakieś dane o
        ankietowanej osobie?. Od czasu studiów, kiedy zarabiałam na badaniach rynku nie
        potrafię obojętnie przejść obok ankietera. Wiem jak trudno było czasem zdobyć
        odpowiedniego respondenta, więc postanowiłam wtedy, że nigdy nie będę
        odmawiała. A pieniążki z ankiet były spore – szczególnie za imienne ankiety,
        ratowały skromny studencki budżet, no i nie było jeszcze wtedy Ustawy o
        ochronie danych osobowych, więc było napewno łatwiej.

        Magda na razie pomysłów na rocznicę brak, no może oprócz jednego, mąż wymyślił,
        żebyśmy sprawili sobie nowe obrączki na następne 10 lat, hm nie wiem, bo jak
        dożyjemy np. złotych godów to co zrobimy z pięcioma kompletami obrączek? haha
        Mysłmy więc dalej – my mamy troszkę więcej czasu bo do 30.12.

        pozdrawiam
        Basia
        • gagarin3 Nowe zmartwienie... 16.11.04, 10:02
          Asiu, jak znajdę chwilę czasu, odpowiem na priv. BASIU, Piotruś już przed
          odstawieniem smoczka był nerwowy... Wczoraj byliśmy u pani chirurg. Stwierdziła,
          że perystaltyka jest w porządku, ale rzeczywiście brzuch nie wygląda najlepiej -
          rozlany, "żabi". Skierowała Piotra na USG i na moją sugestię o ewentualnej
          krzywicy, zaleciła badanie krwi i moczu w tym kierunku. Najbardziej zaniepokoiły
          ją sine usta małego, gdy płakał przy badaniu. Zapytała, czy "widział" go kiedyś
          kardiolog... Mam teraz problem. Oczywiście zrobimy wszystkie zalecone badania,
          dzisiaj pójdę do przychodni po skierowanie, tylko, że ja za grosz nie mam
          zaufania do naszej pediatry. Gdyby okazało się, że to początki krzywicy, będę
          musiała poszukać pomocy gdzie indziej. Tylko gdzie...
          • ewa237 Re: Nowe zmartwienie... 16.11.04, 11:43
            Witajcie,

            Agnieszko nie daj "zwariować" i koniecznie skonsultuj to z innym lekarzem.
            My ostatnio też troche podżylismy bo pani pediatra z przychodni skierowała nas
            do szpitala z diagnozą zapalenia płuc. Wszystko odbywało się 10 listopada, przed
            świętem kiedy napięcie wzmagały gigantyczne, warszawskie korki.
            Na szczęście diagnoza okazała się mylna. Chciałam tylko się skonsultować bo
            Maciejka dostała biegunki(podejrzewam że po Klacidzie) i do tego przeszedł
            trzydniówke bo w środe u pani doktor był już wysypany a tu taka "niespodzianka".
            Dodam, że w piątek bylismy juz u naszej bardziej zaufanej pani doktor i okazało
            się że oskrzela czyste, biegunka ustąpiła a Maciuś zakwalifikował się do żłobka.
            Codziennie mam wyrzuty sumienia że oddaje go do tej instytucji ale z drugiej
            strony Mały jest wybawiony a przez to ma lepszy apetyt. W domu co chwile słychać:
            "Maciuś nie wolno!"; "Maciuś zostaw!" itp.
            A w żłobku - duzo przestrzeni i zabawek. W domciu przez te 2 tygodnie choroby
            Maćka dorobiliśmy się uszkodzonej szafy w przedpokoju , nadwyrężonych drzwiczek
            w kuchennych meblach i ukręconego uchwytu w łazienkowej szafce. Jeszcze znalazło
            by się pare zepsutych drobnostek ale to już wpisuje na konto strat
            nadzwyczajnychsmile.
            Agnieszko jeszce raz tzrymam kciuki za zdrówko Piotrusia a Wszystkim
            Wrześniaczkom i ich Mamusiom życze dużo zdrówka.
            Powietrze zrobiła się bardziej mroźne więc chyba ilość wirusów w powietrzu zmalała.
            Tzrymajcie się
            • g0sik Witam 16.11.04, 13:18
              Witam wszystkie wrześniowe mamy. Nie wiem jak to się stało że dopiero teraz
              odkryłam to forum. Jestem mamą 14 miesięcznej Oli (ur. 16.09.2003). Mieszkamy w
              Warszawie. Dzięki Wam dowiedziałam się, że z naszą malutką złośnicą wszystko w
              normie smile. Pozdrawiam wszystkie mamy.
              gosik
              • ela-c Re: Witam 16.11.04, 23:57
                Witaj Gosiku. Mam na imię Ela i też jestem na forum od niedawna. Moja córeczka
                Monisia również urodziła się 16 września 2003 smile)) i także mieszkamy w
                Warszawie smile. Ciekawa jestem o której godzinie urodziła się Ola?! Monisia o
                14.50
                • g0sik Witaj Elu 17.11.04, 15:35
                  Ola urodziła się o 1.10 w nocy w szpitalu na Inflanckiej.Mam pytanie do Ciebie
                  a także innych Mam. Czy wasze dzieciaczki budzą się w środku nocy i np. przez
                  godzinę lub dwie nie chcą zasnąć tylko się bawią lub wiercą, kręcą i rzucają po
                  całym łóżku? Ola od poniedziałku budzi się ok. 3 w nocy z płaczem i dopiero jak
                  ją zabierzemy do naszego łóżka przestaje płakać ale wcale nie ma ochoty na sen.
                  Nie mam pojęcia czym to jest spowodowane, czy Wasze dzieciaczki też Wam robią
                  nocne pobudki? Co wtedy robicie? Sama nie wiem czy się coś złego z nią dzieje
                  czy inne dzieci też tak mają.
                  • magda6811 Re: Witaj Elu 17.11.04, 21:27
                    Witajcie nowe Mamy,,
                    Gosiu STefan budzi się w nocy sporadycznie, pewnie tak, jak Twoja córeczka
                    jeszcze niedawno. Zawsze jednak śpi po chwili dalej. Wystarczy mu chwila, parę
                    łyków, ręce mamy i kontynuuje spanie. Zastanów się, czy cos może zmieniło się
                    ostatnio w rozkładzie dnia albo życiu Oli - nowe osoby, nowe miejsca... A może
                    okropne zębiska, ktore u nas wychodzą nagle całymi stadami. Czy w ciągu dnia
                    zachowuje się jak dawniej? Jeśli tak, to chyba wszystko jest ok.
                    AGNIESZKO- macie z Piotrusiem wyjątkowe "wzięcie" u lekarzy. Może Piotrus jest
                    bardzo emocjonalny i zanosi się płaczem (niektóre dzieci tracą nawet oddech) i
                    stąd takie sine usteczka? Rób wszystkie badania i jeśli nie masz zaufania do
                    pediatry możesz chyba zawsze wybrać się na konsultację do Sącza albo Krakowa,
                    mając wyniki w garści diagnoza nie powinna być trudna. Trzymam kciuki.
                    ANETO - jak się czuje Grześ? Odezwij się koniecznie!
                    EWO to, co opisujesz każe zwątpić kompletnie w kompetencję lekarzy - wydawałoby
                    się, że co jak co, ale zapalenie płuc powinien wykryć lekarz nawet od niedawna
                    dopiero posługujący się słuchawką! Ale mieliście przejścia, dobrze, że choć się
                    miło skończyło.
                    Mając na uwadze wszystkie moje i cudze doświadczenia z lekarzami wybraliśmy w
                    poniedziałek drogę medycyny niekonwencjonalnej. Stef znowu dostał kataru - jak
                    w zegarku - tydzien po odstawieniu leku. Byłam z nim u pediatry z dodatkową
                    specjalnością homeopatki itd. Poleciła mi ją znajoma, której synka wyciągnęłą z
                    anginy bez antybiotyków. Pani twierdzi, że ma także lekarstwa (nie-antybiotyki)
                    na zapalenie płuc. Póki co, Agatce pomogła 3-tygodniowa kuracja na jej dawne
                    problemy trawienne i z przemianą materii. Dała nam 3 leki, które mają odbudować
                    śluzówkę przewodu pokarmowego po koszmarnym leczeniu tradycyjnym (antybiotyki i
                    sulfonamidy) oraz dwa leki odbudowujące zniszczoną odporność pomagając
                    jednocześnie w kolejnej infekcji. Próbujemy, nie jest źle. Będę Wam
                    sprawozdawać. Jak zwykle jesteśmy opóźnieni ze szczepieniem - to akurat mnie
                    wcale nie martwi...
                    Pozdrawiam, Magda
                    • ela-c Re: Witaj Elu 18.11.04, 00:22
                      Cześć dziewczyny,
                      Własnie wróciłam z kina i postanowiłam zajrzec jeszcze na forum wink. Gosiu ja
                      rodziłam w IMiDz. Co do pobudek w nocy to Monisia czasami budzi się po smoczek
                      i zasypia (smoczek ma tylko do snu w ciągu dnia nie ssie) ale np. dzisiaj rano
                      obudziła się o 6 (zwykle robi to ok 8) i zaczęła sie wiercić, włączać pozytywkę
                      itp. W koncu ok 6.45 (nie płakała !) wzięłam ją z łóżeczka i zaczęłysmy
                      dzień smile.
                      Magdo, Monisia ma przesunięte z przed miesiąca szczepienie na jutro ( w
                      zasadzie to na dzisiaj) ale niestety ma katar i nie wiem czy znowu nie bedzie
                      przesunięcia. Wczesniej miała kaszel, bez temperatury i kataru, który długo jej
                      nie mijał wiec była po kolei na dwóch antybiotykach. Jeżeli znowu cos ją weźmie
                      to też wybiorę się do homeopaty.
                      Pozdrawiam wszystkie mamy ! Dobranoc!
                      • gagarin3 Re: Witaj Gosiu :) 18.11.04, 08:10
                        Gosiu, u nas ze spaniem jest taki cyrk, że nie mam już sił. Dawniej Piotruś spał
                        w dzień dwie godziny, wieczorem zasypiał o 20.00 i człowiek wiedział, że żyje.
                        Teraz dzienna drzemka została skrócona, czasami nawet do pół godziny, a
                        wieczorem facet jest nie do zdarcia. Wczoraj np. zasnął o 22.00, pół godziny
                        później obudził się z wielkim płaczem, rozpacz została "utulona", a młody w
                        przypływie nowych sił rozrabiał do północy. I taki rozkład doby staje się powoli
                        rytuałem... Mam jeszcze nadzieję, że to się zmieni, gdy sytuacja się unormuje.
                        • g0sik Re: Witaj Gosiu :) 18.11.04, 10:01
                          Witajcie, z budzeniem bez zmian niestety. Byłyśmy wczoraj na szczepieniu i Pani
                          doktor powiedziała, że przyczyną mogą być czwórki, które co prawda już się
                          wyrżnęły ale nadal rosną. Na razie cierpliwie czekamy......
                          • zabuniek rozmyslania o wychowaniu 18.11.04, 15:34
                            MOje drogie.
                            Witajcie. Zycze duzo zdrowia wszystkim. MOaj tez chora troche, bardzo kaszle i
                            przez to budzi sie ciagle w nocy. JAk zdrowa, odkad zaczela sama chodzic, tez
                            budzi sie w nocy, ale na szczescie, wystarczy ja znow polozyc, poglaskac, podac
                            do przytulania jej pluszaka i zasypia znow. Ona jest z tych nielicznych, ktora
                            zasypia jak jest sama. NIe ma mowy np. zeby spala w samolocie, samochodzie,
                            wozku - musi byc sama w lozeczku ze swoja przytulanka zeby zasnac.

                            Wlasnie przeczytalam ciekawy artykul:
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=17720791&wv.x=2&s_action=w_add
                            U nas chyba beda duze zmiany. Chyba kupimy mieszkanie, czyli zadluzymy sie na ?
                            pol zycia?. A ja nie chce zostawiac dziecka ani w zlobku (dzieki klimatowi i
                            tak moje dziecko sie integruje w parku z innymi dziecmi) ani tesciom (a
                            mieszkalibysmy znacznie blizej nich i sie zastanawiam czy dam sobie rade
                            obronic sie przed presja calej rodziny "tesciowa jej chce pomoc, a ona nie chce
                            isc do pracy, pewnie leniwa", itd. a mi nie o to chodzi!!! CAle zycie nad tym
                            rozmyslalam i po prostu chce sama z mezem opiekowac sie na razie dzieckiem.
                            Specjalistki radzcie, prosze! JA uwazam ze fundamentalny jest pierwszy okres
                            zycia dziecka, i opieka jednej (2...) i tej samej osoby, oczywiscie, jesli sie
                            da najlepiej MATKI i OJCA.
                            Ogromnie doceniam te Mamy pracujace poza domem i podziwiam ich zaradnosc.
                            Ale sama nie chce teraz zostawiac dzeicka zeby pracowac poza domem. Owszem
                            planuje pracowac wirtualnie przez internet, ale czy mi sie uda nie wiem.
                            Ach bardzo przepraszam ze tak zmieniam temat i tak marudze. Ale spac nie moge,
                            mysle co robic. Okazja jest kupna mieszkania i mysle ze w razie czego mozna je
                            sprzedac gdyby nam sie nie udalo. Tylko boje sie ingerencji tesciow, bo
                            bedziemy blizej nich (wczoraj mi oswaidczyla przez telefon, no to pojdziesz do
                            pracy, a ja sie zajme dzieckiem i twoim domem!!! Od razu zaczelam sie
                            zastanawiac czy dobrze robimy czy uda sie zachowac takie stosunki jak dotychczas
                            (czyli rzadkie) czy w razie czego bede w stanie nie otworzyc drzwi, nie odebrac
                            telefonu....). To skomplikowany temat - bo trzeba znac moja tesciowa, zeby
                            zrozumiec....aj jaj jaj. Ale dodatkowo ten artykul i komentarze na emama
                            wzmocnily moje postanowienie bycia z dzieckiem mimo wszelkich trudnosci.
                            Ciekawa jestem Waszych opinii.
                            • ela-c Re: rozmyslania o wychowaniu 18.11.04, 18:55
                              Zabunku,
                              w pełni się z Tobą zgadzam. Uważam, ze dla dziecka jest bardzo ważne, żeby było
                              na poczatku z kimś kto je kocha. Oczywiście nie uważam,że mamy pracujace to
                              egoistki, czasami nie można inaczej i trzeba zarabiać, inne mamy maja też taki
                              temperament, że nie usiedzą w domu z dzieckiem smile, np. moja siostra, która
                              poszła do pracy z tego powodu. Ja na razie siedzę, staram się zorganizować
                              pracę w najbliższym czasie na własną rękę (mój zawód temu sprzyja) ale jak mi
                              nie wyjdzie to też będę zmuszona wrócić do pracy (względy finansowe, kredyt
                              itp.)Co do tesciów, no cóż, lepiej samemu rządzic w domu.smile)))) Pozdrawiam
                              serdecznie, Ela.
                              A szczepienie Moni przełożone na 1 grudnia (znowu), katar!
                              • abepe MAM DOŚĆ 19.11.04, 11:21
                                Cześć!
                                Mam naprawdę wszystkiego dość. Zaczęliśmy trzeci miesiąc chorowania. W tym
                                czasie byliśmy na zewnątrz z Grzesiem chyba nie więcej niż 10 razy, nie licząc
                                wizyt u lekarzy i na różnych badaniach. Dni kiedy nie brał żadnego leku było
                                kilka. W zeszłym tygodniu był na atybiotyku, po kilku dniach stosowania
                                przeszły wszystkie objawy. Bylismy na USG jamy brzusznej, które nic nie
                                wykazało (dla przypomnienia - tropimy przyczynę wysokiego OB, leukocytozy,
                                trombocytozy). Dziecko wyglądalo na super zdrowe, więc zdecydowaliśmy się
                                odwiedzić przyjaciół i rodziców męża i pojechac na zakupy do centrum
                                handlowego, żeby wreszcie kupic małemu ubiór zimowy. Po zakupach wieczorem
                                (dzień po zakonczeniu brania antybiotyku) G już miał 39 stopni. Od poniedziałku
                                bierze znowu Eurespal. Gorączka szybko minęła. A dzis rano obudził się ze
                                świszczącym oddechem i atakami kaszlu. Odzywają się jego oskrzela. Dlaczego?
                                przecież, cholera jasna bierze swoje leki przeciw astmie.
                                Mam juz dość. Właśnie przeczytałam, że ataki astmy może wywołac mroźne
                                powietrze. Czy całą zimę będziemy siedzieć w domu? A w przyszłym roku? czy będę
                                mogła wrócic do pracy? Przedszkole w przyszłości odpada?
                                Wariujemy juz oboje. G ma dość zabawek, nie cieszy go już bieganie po domu.
                                Płacze jak widzi, że ktoś od nas wychodzi. Wczoraj wziął mojego brata za rękę i
                                chciał z nim iść. Stoimy przy oknie i gapimy się na ogródki. Nie mamy balkonu,
                                więc muszę małego stawiać na parapecie i warować przy nim. Płacze biedaczek z
                                byle powodu. Dodatkowo chyba męczą go jakieś zęby. Muszę go wymyślnie zabawiać,
                                nosić na rekach, bo już naprawdę wariuje i wcale mu sie nie dziwię. Przy
                                jedzeniu tez szopki i tu często jestem na granicy wybuchu. Nie mogę słuchać jak
                                się wydziera i lamentuje.

                                Pozdrawiam zimowo. Mam nawet gdzieś posta na temat dziecięcych awantur, jak go
                                skończę to wyślę. Dzieki Gagarinie i Magdo za zaufanie do moich zawodowych
                                kompetencji smile
                                Aha, chyba mam do sprzedania nowiutki kombinezon z H&M, rozmiar 80 i Bartki w
                                rozmiarze 22 sad
                                • zabuniek Re: MAM DOŚĆ 19.11.04, 12:26
                                  oj wspolczuje!!!
                                  A w plastiku na wozku, nie mozna?
                                  MOze warto kupic taka budke na wozek, ochraniajaca przed deszczem, ale tez moze
                                  i przed zimnym wiatrem, moze chociaz tak uda sie wyjsc troche na spacer.
                                  Pozdrawiamy słonecznie:
                                  ż.E.
                                • martael Re: MAM DOŚĆ 19.11.04, 12:39
                                  Witamy!
                                  Czołem wszystkim znanym i nowopoznanym Mamom Wrześniaków i Wrześniówek. Jesteśmy
                                  tu na forum cały czas „w ukryciu”. Trochę z powodu jesiennego doła, a trochę z
                                  powodu zamieszania w naszym życiu (możemy z rabunkiem sobie ręce podać).
                                  Niedługo szykuje się nam przeprowadzka i wyposażamy właśnie nasze (pierwsze
                                  własne wink mieszkanie. Co za tym idzie cierpimy z powodu kryzysu finansów. Udaje
                                  nam się jakoś przetrwać (mamy do spłaty dwa kredyty) dzięki pomocy rodziców.
                                  Tylko, że nie moich… I tu też – delikatna materia rodzinno-finansowa- piętrzą
                                  się rozmaite nieporozumienia i problemy. Do tego jeszcze Gustaw przechodzący
                                  rasowy kryzys 13-14-15 wink miesięczników… Niedawno kupowaliśmy zimowe buciki i
                                  moje dziecko urządziło w sklepie taki popis, że obie panie sprzedające, które
                                  pewien czas dzielnie pomagały mi w przymiarkach, odsunęły się na bezpieczną
                                  odległość i z niedowierzaniem kręciły głowami. Gut też do perfekcji opanował
                                  „wiotczenie” przy próbach podnoszenia go i „sztywnienie”, kiedy trzeba go np.
                                  posadzić w spacerówce. Na przemian wiotczał i sztywniał, wił się i wydawał tak
                                  dzikie i rozjuszone wrzaski, że byłam mokra od potu. A Gustaw oprócz tego
                                  jeszcze gryzie wściekle i potrafi szczypać! Po prostu złośnik pełną gębą. Kocham
                                  swoje dziecko, ale momentami jestem tak przez niego zmaltretowana, że nie
                                  wyrabiam. Urządzanie mieszkania – wybieranie płytek, umywalek, kranów, farb, fug
                                  i milionów innych drobiazgów byłoby nie możliwe, gdyby nie wspaniała instytucja
                                  Cioci – na szczęście mamy taką, bo Babcie jak wiecie mamy daleko. Przynajmniej w
                                  ogóle możemy coś wybrać, bo Gustaw był z nami dwa-trzy razy na „budowlanych”
                                  zakupach i nie było to dla nas najprzyjemniejsze.
                                  Ulubioną zabawą Gucia jest ostatnio włączanie płytki i piekarnika (mamy
                                  elektryczną) i gotowanie zupy z Pokemonów. O ile to drugie jest zabawne (daliśmy
                                  my do zabawy mnóstwo małych, szeleszczących, bo jeszcze z folijkach, krążków,
                                  garnek i drewnianą łyżkę – Guć gotuje, miesza, próbuje i karmi wszystkich), to
                                  włączanie płytki może skończyć się źle, tym bardziej, że na płytce zazwyczaj coś
                                  stoi. A Gustaw jest niereformowalny, np. teraz pisząc ten list wyłączałam już
                                  pięciokrotnie wszystkie kurki.
                                  Spi z nami – budził się tak często w nocy, że dałam sobie spokój. I tak jego
                                  łóżeczko – ze względów lokalowych – stoi w nocy prawie na naszych głowach, więc
                                  te parę cm nie zrobiło wielkiej różnicy dla nas (chociaż pewnie zrobiło
                                  spustoszenie w resztkach naszego „łóżkowego” życia, ale jakoś na razie chyba
                                  tego nie odczuwamy, bo jesteśmy oboje pomęczeni) Dla Gucia różnica jest
                                  oczywista. Można spać teraz w poprzek, zmieniać kierunek położenia głowa-nogi
                                  kilka razy w ciągu minuty i radośnie cyckować kiedy się chce „z samoobsługą”.
                                  Na szczęście jesteśmy zdrowi, zaszczepieni (Gut: odra, świnka, różyczka, Ja – na
                                  grypę, chociaż i na wściekliznę, by się przydało wink). Gut musi się stawić do
                                  kontroli wagowej za jakiś czas, bo waży za mało wg. naszej pani lekarki (10,
                                  700. i 84cm wzrostu – szczypior jak ojciec i ja „za młodu”, bo teraz to jestem
                                  Miś Grubiś). Nie chodzi jeszcze, ale coś tam próbuje z ogromnym przejęciem:
                                  rzuca mi się w ramiona dosłownie po dwóch krokach na linii szafka – ja i gryzie
                                  mnie z szyję z przejęcia strasznie mocno. Cała jestem w siniakach – szyja i
                                  ramiona zmasakrowane – jakby mnie psy opadły wink

                                  Bardzo serdecznie Was pozdrawiam
                                  Piszcie więcej, czytam Was uważnie i zawsze bardzo chętnie. I tęsknię do
                                  jakiegoś spotkania bardzo.
                                  Wczoraj w Warszawie wiało, że aż strach. Nawet na spacer nie poszliśmy. I ta
                                  tragedia w parku… Boże. Zmroziła mnie do kości.
                                  Dzisiaj za oknem u nas biało od śniegu.
                                  Trzeba po sanki zasuwać wink

                                  PS.
                                  O Boże Abepe, właśnie przeczytałam Twój list i bardzo serdecznie współczuję. My
                                  mieliśmy łącznie miesiąc chorób bez przerwy i byłam już też tak wyczerpana - tym
                                  bardziej, że ja też chorowałam i byłam bardzo osłabiona, tylko chodziłam i
                                  ryczałam. Gustaw miał cienie na pół twarzy jak mała panda. Nie jadł prawie nic,
                                  bo antybiotyk spowodował u niego prawdopodobnie mdłości.
                                  Wydaje mi się, że Grzesiowi te odwiedziny i zakupy mogły zaszkodzić, bo był po
                                  antybiotyku wyjałowiony i szybko jakieś nowe zarazki złapał w centrum handlowym,
                                  albo na odwiedzinach. Mi lekarka po antybiotyku kazała przysiąc, że przez
                                  minimum dwa tygodznie nie będę z Guciem chodziła do żadnych sklepów, ani tam,
                                  gdzie może być więcej ludzi, bo teraz sporo jest wszelkiej zarazy. No i
                                  chodziłam tylko na krótkie spacerki (bo sprzedawałam wózek i miałam tylko laskę
                                  ze śpiworkiem i bałam, się, że G. zmarznie). Zakupy robił Szymon (monsz wink). Po
                                  1,5 tyg nie wytrzymałam i ze strasznymi wyrzutami sumienia wsiadłam w pociąg i
                                  pojechałam z Guciem do rodziców. Po dwóch dniach wizyty zachorowałam (wpadłam do
                                  znajomej, która miała katar - u niej się tylko na katarze skończyło, a ja
                                  dostałą regularnej grypy: katar, gardło, dreszcze, bóle w kościach). Ale mój
                                  organizm też się jeszcze wtedy nie zregenerował po antybiotyku. Miałam czarny
                                  nalot na języku - myślałam, że to po kawie i szorowałam go jak głupia. A to
                                  podobno brak organizmowi tych dobroczynnych bakterii... Gucio na szczęście nie
                                  dał się mojej infekcji, ale zajmowała się nim wtedy bardziej moja mama.
                                  Trzymam za Was mocno kciuki. Straszny pech z tymi chorobami! Daj Boże, żeby Wam
                                  Grześ szybko wyzdrowiał i do końca zimy był już zdrowy.
                                  • gagarin3 Re: MAM DOŚĆ 19.11.04, 14:21
                                    ANETO Droga, trzymaj się dzielnie. Jesteśmy z Tobą, zawsze chętne do wysłuchania
                                    gorzkich żalów i z życzeniami zdrowia dla Grzesia. Nie sprzedawaj zimowych
                                    akcesoriów, nie będzie tak źle! Mam do Ciebie pytanie, jak Twój wiecipięta
                                    zniósł USG brzucha? Piotruś ma takie badanie we środę, pani w rejestracji
                                    powiedziała, że to potrwa około 20 minut. Kto zmusi moją pociechę, żeby
                                    wytrzymał taki szmat czasu w znienawidzonej pozycji horyzontalnej??? Żabuńku,
                                    musisz postąpić tak, jak Ci serce dyktuje... Jeżeli chcesz się poświęcić
                                    wychowaniu Elenki, nikt nie ma prawa nakłaniać Cię do powrotu do pracy... Marta
                                    dobrze, że się wreszcie odezwałaś, życzę miłego urządzania. A poza tym witam w
                                    Klubie Podrapanych i Pogryzionych... Ja wyję z bólu i mam ochotę zrewanżować się
                                    małemu tym samym, ale oczywiście tego nie robię... Bo dręczy mnie z uśmiechem na
                                    ustach. Cudnym uśmiechem... W dodatku dziecina zadziwia mnie coraz bardziej,
                                    zaczyna budować zdania, co jest dość trudne, zważywszy na ograniczone
                                    słownictwo. Powiedział ostatnio: dzidzi aaaaaa (gdy zobaczył reklamę Pampersa) i
                                    da tik - tak (co oznacza: daj zegarek). Dla Pawła to oczywiście nic, codziennie
                                    się dopytuje, kiedy on będzie "normalnie" mówił... A skoro już o nim
                                    wspomniałam. Piotruś uwielbia swojego tatę w sposób bezgraniczny i niespotykany.
                                    Za każdym razem, gdy zamkną się za nim drzwi, synuś wyje tak, że słychać go na
                                    parterze. Gdy jesteśmy we trójkę na zakupach, u znajomych,u lekarza, czy
                                    gdziekolwiek, nie schodzi Pałwowi z rąk, a mnie zawzięcie ignoruje. Na przykład
                                    wczoraj była taka sytuacja. Brat mojego męża miał promocję doktorską.
                                    Uroczystość zbyt nudna i podniosła jak na Piotrusia temperament, więc musiałam
                                    wyjść na korytarz. Paweł z kamerą został w środku, żeby zarejstrować
                                    najważniejszy moment. Piotrek urządził prawdziwy koncert, a jego przeraźliwe
                                    "tata, tata" było słychać w najodleglejszych zaułkach Collegium Novum. Uspokoił
                                    się dopiero wtedy, gdy Paweł wynurzył się ze sali. Ja absolutnie nie jestem
                                    zazdrosna, cieszę się, że mały tak ojca uwielbia i nie mam żadnych pretensji do
                                    tego, żeby być dla niego nr 1, ale głupio się czuję, gdy nie mogę go uspokoić,
                                    albo gdy omija moje wyciągnięte ręce i biegnie do taty ... Wszyscy mnie
                                    oczywiście pocieszają, że to dlatego, że tatę ma tak rzadko dla siebie, a ja
                                    jestem na codzień. Może Piotruś mnie nie lubi wink Żartuję. Głupoty się mnie
                                    trzymają. Ale to przez tę straszną pogodę... Życzę Wam słońca.
                                    • witka06 Re: MAM DOŚĆ 21.11.04, 08:41

                                      czesc kochane,

                                      ja tak jak Marta sledze co sie dzieje, ale z pisaniem mi nie wychodzi...
                                      Aneto kochana mocno Was sciskam. na pewno juz niebawem te chorobska wam
                                      odpuszcza.trzymajcie sie dzielnie,bedzie lepiej. Glowa do gory!!!
                                      dzieki serdeczne za wszystkie cenne 'wychowawcze'wskazowki.

                                      Witajcie nowe mamusie i dzieciaczki.fajnie,ze sie przylaczylyscie
                                      Elu, ja tez rodzilam w IMiD, tyle ze na poczatku wrzesnia

                                      Gosiu, u nas ze spaniem tez roznie. Dima czasami wierci sie, siada,
                                      wstaje,oczywiscie musi wpakowac sie do nas.wprawdzie nie trzeba sie wtedy z nim
                                      bawic, ale to tez okropnie meczy.poza tym jego sposob na zasypianie to paluchy
                                      do buzi a druga reka musi mnie szarpac za wlosy.wczesniej mi to nie
                                      przeszkadzalo, ale teraz tak szarpie, ze glowa mnie boli.on to wszystko robi w
                                      pol snie

                                      Agnieszko (gagarinie), gratulacje, da tik-tak to naprawde piekne
                                      zdanie,super.pamietaj,zeby miec dystans do tego co mowia lekarze i nie martw
                                      absolutnie dopoki to co oni gadaja nie zostanie potwierdzone. ja przyjelam taka
                                      opcje i naprawde moje nerwy sa w nieco lepszym stanie po kazdej wizycie u
                                      lekarza. ostatnio pani pediatra powiedziala mojej przyjaciolce (ma corke 6m),
                                      ze mala wyglada jej na taka co to ma jakiegos tetniaka w glowie czy cos takiego
                                      i na niedorozwinieta.wyobrazacie sobie takie haslo do mlodej mamy. zalecila
                                      EEK, usg glowy itp.przestraszyla sie panicznie tym bardziej,ze mala byla
                                      troche niedotleniona, ale od razu po porodzie robiono jej usg itd.pognali do
                                      neurologa i innych specialistow i okazalo sie ze nic jej nie jest! dziewczyna
                                      kilka nocy ryczala.dystans, dystans!!!!!
                                      my idziemy w przyszlym tygodniu do lekarza i pewnie znow bedzie gadka,ze za maly
                                      co do smoka to naprawde problem. ale mysle,ze i tak smoczkowe mamy lepiej sobie
                                      poradzicie z odstawieniem niz ja z paluchami. to po prostu obled. Dima ma juz
                                      az czerwone kostki od tego ssania.juz mu te palce zaklejam plastrem,pozniej jak
                                      mowie,ze zaraz wezme plastar to wyciaga z buzi paluchy, ale szybko o tym
                                      zapomina i od nowa. a juz w czasie zasypiania to bez paluchow ani rusz. nie
                                      wiem co zrobic.coz najpierw beda wchodzic zeby pozniej Dima!

                                      Zabuniek, Marto wytrwalosci w zmaganiach przeprowadzkowych.jakby to nie bylo
                                      meczace na pewno jest fajne, powodzenia

                                      Zabunku, chcesz zostac z Elenka w domu i tyle. Nie musisz sie nikomu z tego
                                      tlumaczyc.nie daj sie. a swoja droga to juz dawno nie pisalas nam o swojej
                                      milusinskiej tescioweczce

                                      Marto,Gucio to kawal chlopa, 10 cm wyzszy od mojego skrzata!

                                      Kochane, u nas tez zeby i pazury w natarciu. Dima jak szczypie i widzi,ze ja
                                      krzyczy i mowie, ze to boli to zaciska jeszcze bardziej zeby, robi okropnie
                                      lobuzerska mine i szczypie jeszcze mocniej. jak to mowi moja babcia "w domu nic
                                      nie rzadzi". ciekawe, czy nadal wszyscy beda mowic, ze takich dzieci jak Dima
                                      to mozna miec 5!

                                      Blanko, przylaczam sie do glosow uznania.tak ty sobie radzilas sama?!
                                      niesamowite!mezus nadal w domciu, bo zniknelas.....

                                      oj musze konczyc, bo Dima juz sie tu pakuje
                                      sciskam Was mocno i zycze duzo,duzo zdrowka

                                      A!wczoraj moja przyjaciolka urodzila corke 4200, 56cm, kruszynka co!
                                      wlasnie, co ze spotkaniem?
                                      buziaki
                                      wiola




                                      • dzoaska Re: MAM DOŚĆ 21.11.04, 19:37
                                        Witam, bardzo długo nie pisałam, ale wolnych chwilach starałam się na forum
                                        wchodzić i czytać informacje o Waszych pociechach.
                                        Abebe - nie wiem czy moja rada na coś by się przydała ale możesz o to zapytać
                                        lekarza przy najbliższej okazji. Moja starsza córka bardzo chorowała, miała
                                        powiększoną wątrobę od antybiotyków. Szczęśliwie trafiliśmy na lekarza, który
                                        zaleciła nam Echinace (nie wiem jak to się poprawnie pisze) ale w zastrzykach.
                                        Po dwóch seriach (5 zastrzyków każda) Natalka odzyskała odporność. Może to był
                                        czysty przypadek, może rzeczywiście te zastrzyki jej pomogły. Zapytać może
                                        warto chociaż wiadomo, że zastrzyki nie są przyjemne....
                                        Mam do Was pytanie odnośnie jedzenia. Adaś ostatnio zaczął stanowczo odmawiać
                                        jedzenia kaszek. Nie mam już pomysłów co mu dawać na śniadanie i kolację. Ile
                                        może dawać jajek, parówek i kanapeczek? Co dajecie swoim Pociechom? Mam w ogóle
                                        wrażenie, że dieta Adasia jest dość uboga, podzielcie się, proszę, swoimi
                                        przepisami na ulubione dania dzieci.

                                        Pozdrawiam,
                                        Dzoaska
                                        • ela-c Re: MAM DOŚĆ 22.11.04, 23:12
                                          Cześć dziewczyny!
                                          My z Monisią ostatnio zimujemy w domu, niestety znowu z,łapała wirusa. Tym
                                          razem najpierw wymioty, potem temperatura i rozwolnienie. Rozwolnienie jeszcze
                                          ma , reszta przeszła. Jest na diecie ale i tak nic nie chce jesć, czasami
                                          troche sinlaca ale staram dawac się jej duzo pić. Lekarz był wczoraj i
                                          stwierdził, że mała nie jest odwodniona. Mam nadzieję, że niedługo jej to
                                          przejdzie no i szczepienie znowu przesunięte.
                                          Dzoasko, moja Monisia nigdy nie jadła kaszek nie chciała tylko sinlac. Na
                                          kolację zawsze pije tylko mleko ale wczesniej ok 18 je sinlac lub jajecznicę z
                                          1 jajka (muszę przemycać na łyżeczce z pomidorem) lub bakusia.
                                          Pozdrawiam Wszystkie Babeczki i Dzieciaczki!!!!!!! Ela
                                          • abepe JUŻ DOBRZE (PRAWIE) 23.11.04, 11:52
                                            Hej! Miałam w piątek i sobotę strasznego doła, siedziałam w serwisach dla
                                            astmatyków i załamywałam się coraz bardziej, zrobiłam mężowi karczemną
                                            (aczkolwiek nie do końca nieuzasadnioną) awanturę. A to wszystko
                                            było...napięcie przedmiesiączkowe.
                                            Ale dzięki tym serwisom podjęłam plan działania. Dotarło do mnie wreszcie, że
                                            moje dziecko ma postawioną przez pediatrę diagnozę astmy. Do tej pory wydawało
                                            mi się, że bierze leki profilaktycznie ale lekarka mnie oświeciła, że nie. Mój
                                            mąż ma astmę od pół roku i postanowiłam pójść z małym do jego pulmunologa.
                                            Skonsultować diagnozę i zadać wiele pytań. Bo jeśli to astma odziedziczona po
                                            tatusiu, to oznacza, że na tle alergicznym. Objawów alergii wziewnej G nigdy
                                            nie miał ale profilaktycznie należy wyeliminować z otoczenia wszystkie
                                            potencjalne alergeny. Na razie astma Grzesia ogranicza się do świstów w
                                            oskrzelach i kaszlu. Nie miał ataków duszności, które męczyły jego ojca. Żeby
                                            do tego nie dopuścić należy powalczyć z alergenami (potencjalnymi, bo testy
                                            przeciez na razie niediagnostyczne).
                                            To będzie rewolucja. I koszty też niemałe – np. pokrowiec na materacyk, który
                                            ma chronić przed rozwojem roztoczy to 130 zł, a trzeba też „ubrać” w takie
                                            pokrowce pościel małego, nasz materac, naszą pościel (bo przecież sypia też z
                                            nami). Nie mówiąc o wymianie wykładzin na panele. Przez dwa dni walczyłam z
                                            kurzem, wycierałam książki, pierdółki na półkach, kaloryfery (w dwu
                                            pomieszczeniach mamy stare żeberka). Jak na złość Grześ dostał właśnie od mojej
                                            mamy wełnianą kamizelkę, której raczej nie będzie mógł nosić. Ale nie szaleję –
                                            rewolucja dopiero po potwierdzeniu diagnozy przez pulmunologa. Właściwie
                                            przeraża mnie trochę wizja mieszkania przyjaznego alergikowi. Puste półki,
                                            podłogi i okna (nawet na żaluzjach rozwija się pleśń), w pokoju dziecięcym brak
                                            pluszaków, książeczek, dywanika. Hm, zobaczymy...

                                            Grzesiowe oskrzela „grają” już nieco mniej, nie ma gorączki, kaszelek
                                            niewielki. Zdecydowaliśmy się więc w niedzielę na spacerek. Mało może dla G
                                            atrakcyjny, bo w porze jego spania (niestety sypia, gdy pora na spacer
                                            najlepsza – zaraz po południu). Zasnął więc po 20 minutach, okutany jak na
                                            Sybirze. Zgodnie z rada Żabuńka folia na wiatr była gotowa (choć wiedziałam, że
                                            raczej, jak zwykle na deszczu będzie spoza niej wyglądał). Na szczęście
                                            sztormowy wiatr ucichł. Ale humorek po spacerze był rewelacyjny i utrzymuję się
                                            do dziś. Wczoraj spacerowaliśmy obsypani śniegiem. G zaczarowany. Dziś sztorm,
                                            więc siedzimy w domu.
                                            Ogłoszenie o sprzedaży butków i kombinezonu nieaktualne!!!!!!!!! : )
                                            Ale mam pytanie – co ubieracie maluchom pod kombinezon? G siedzi w wózku, nie
                                            pozwalam mu na razie na spacery na piechotę więc się nie rozgrzewa ruchem.
                                            Ubieram go dość grubo ale wygląda jak Pi i Sigma razem wzięci i tak samo się
                                            porusza. O chodzeniu w takim stroju nie ma mowy. Ale do chodzenia to chyba
                                            zrezygnuję z jednej z 4 warstw na górze (dwie cienkie bawełny i dwa polarki) i
                                            dodatkowych spodni. Jak to robicie????

                                            Uspokoiłam się trochę w kwestii posiłków. Pewnie to faktycznie brak apetytu
                                            spowodowany przez leki. Mały rzuca się głodny na jedzenie a po dwóch kęsach ma
                                            dość. Wtedy zaczyna się popis artystyczny rodziców lub różne wesołe zabawy
                                            dziecka – dłubanie paluchami w przekrojonych cytrynach (lubi lizać),
                                            rozciapywanie ich po stole, rzuty pokrywkami do celu itd. Posiłki trwają
                                            minimum godzinę. Doszliśmy wczoraj do tego dlaczego ostatnio nie udaje się nam
                                            małego wykąpać – bo jak zaczyna jeść kolację to kończy w porze spania.

                                            MAGDA – koniecznie sprawozdawaj jak postępy w leczeniu homeopatycznym.
                                            Wprawdzie w przypadku astmy twierdzą modre doktory, że to nieskuteczne ale co
                                            mają twierdzić, hehe.
                                            I niech Stef nie smarka na księdza podczas chrzcin!!!!!!

                                            DZIĘKI ZA WSZYSTKIE DOBRE SŁOWA.
                                            • abepe inne sprawy 23.11.04, 12:49
                                              TERRORYZM I KWESTIE WYCHOWAWCZE
                                              Nie ma szybkiego i bezbolesnego sposobu na oduczenie dziecka awantur. Niestety
                                              jedyna metodą jest nieuleganie. Tłumaczenie w tym wieku (a i długo potem) nic
                                              nie da. Ale, o ile z dziesięciolatkiem można się umówić, że dostanie coś na
                                              przykład raz na tydzień, o tyle roczniak ma to w nosie. Generalnie, myślę, że
                                              kuszące miejsca (po co samochodziki w sklepie Agi są wystawiane dokładnie w
                                              zasięgu rąk malucha?) lepiej omijać, nie narażając siebie i dziecka na
                                              niepotrzebny stres. Dla dziecka jest to w końcu tez stres – leży coś fajnego
                                              tak blisko a mama mówi „nie”. Chce to mieć choć na chwilkę, potrzymać i
                                              wyrzucić. Dziecko działa na podstawie impulsu – teraz i właśnie to. Jak nie –
                                              to wyciąga swoją jedyną broń – wrzask! Ważne, żeby takich zachowań nie
                                              nagradzać kupując, dając to czego się w ten sposób domaga. Nie można też jakoś
                                              specjalnie ukarać. (Każdy psycholog Wam powie, że nagroda jest sto razy
                                              skuteczniejsza niż kara a najlepszą karą jest brak nagrody – to taka mała
                                              dygresja na temat prawd ogólnych w wychowaniu).
                                              Ataki histerii i awantury trzeba przeczekać, niech sobie leży na podłodze i
                                              wrzeszczy, tupie czy się miota. O ile nie robi sobie krzywdy. Trzeba mu
                                              powiedzieć, nazwać jego uczucia „ jesteś rozzłoszczony ale ci tego nie kupię”.
                                              Krótko – „tak nie wolno”. Bez dłuższych tłumaczeń. Jeśli się rzuca do bicia czy
                                              robi sobie krzywdę – trzeba go mocno przytrzymać, takiego malucha jeszcze
                                              można, ze starszym będzie problem. Wiem, to trudne, ludzie się gapią,
                                              komentują. My czujemy się fatalnie – wściekłe albo zrezygnowane. Ważne, żeby
                                              się uspokoić, nie dać wyprowadzić z równowagi. Ale wierzcie mi – potem jest
                                              jeszcze trudniej. Mam taką pacjentkę – sześciolatkę z mózgowym porażeniem ale
                                              chodzącą dość sprawnie. Cholernie inteligentna ale straszna awanturnica – z
                                              byle powodu leży na podłodze i wydziera się niebogłosy. Matka reaguje tak
                                              szybko jak może – byle nie było wstydu. Mała dostaje, co chciała i już uśmiech
                                              od ucha do ucha. To się fachowo nazywa syndromem małego tyrana – wrzaskiem i
                                              agresją dochodzi swoich roszczeń a rodzice potulnie robią, co każe. Znam
                                              dziecko które mówiło, będę gryzł stół i już rodzice byli na kiwnięcie palcem.
                                              Obiecałam sobie, że do tego u swoich dzieci nie dopuszczę.
                                              Co do zachowań agresywnych , to dzieci nie muszą ich nigdzie obserwować,
                                              wyładowują w ten sposób pojawiające się nagle silne wzburzenie,
                                              podekscytowanie, te zachowania są jakoś w nas.
                                              Muszę się niestety (i na szczęście) przyznać, że Wasze problemy znam na razie
                                              tylko w teorii. W miejscach publicznych G zachowuje się rewelacyjnie. Trzeba
                                              naprawdę wystawić na próbę jego cierpliwość, żeby się awanturował. Ale raczej
                                              ostatnio nie bywamy z nim w sklepach albo jak widzimy oznaki narastającej
                                              drażliwości (pluszowy piesek na celowniku) to robimy ewakuację. W poczekalni u
                                              lekarza najczęściej jest tyle ciekawych rzeczy – ludzie, których można
                                              zaczepiać (i chętnie nawiązują kontakt), włączniki światła, okna, przez które
                                              można patrzeć. Jakoś dajemy radę.

                                              Problemy wychowawcze i nasza bezsilność wychodzi podczas posiłków. Żeby Grześ
                                              chciał jeść należy mu zapewnić atrakcyjne zajęcie. Podajemy mu, co wskaże
                                              palcem, mały tym stuka, potem zaczyna się rzucanie. Jak już wyrzuci (choć
                                              powtarzam, że nie wolno) zaczyna się wydzierac i odmawia przyjęcia następnego
                                              kęsa, choćby to było coś, za czym przepada. Potulnie więc podnoszę wszystko i
                                              zabawa zaczyna się od początku. Jestem zła na siebie, bo wiem, że w ten sposób
                                              uczę go tego, że posiłek jest jakby dodatkiem do zabawy oraz tego, że nie
                                              jestem konsekwentna. I jak to mówi mąż – dziecko zmanipulowało psychologa. Ale
                                              chodzi o to, żeby coś zjadł. Ale powoli zaczyna we mnie narastać przekonanie,
                                              że jak nie zje to nie umrze a może cyrk się skończy jak wreszcie zgodnie z
                                              metodą naturalnych konsekwencji (była dyskusja na ten temat w którymś z
                                              niedawnych numerów „Dziecka” i na forum) po wyrzuceniu zabawek Grzesiowi
                                              zostanie już tylko posiłek. Jak tylko skończymy z lekami i, mam nadzieje wróci
                                              apetyt bierzemy się za wychowanie!!!!!

                                              Metoda Karolki na awantury w domu – czyli odosobnienie, wyniesienie do innego
                                              pomieszczenia jest skuteczna o ile mały aresztant nie znajdzie sobie jakiegoś
                                              ciekawego zajęcia. Zastanawiam się tylko jak o tej metodzie myślę, że własny
                                              pokój może się dziecku zacząć kojarzyć z karą. Widziałam kiedyś jak pewna matka
                                              groziła, że za karę wsadzi dziecko do wózka. Ciekawe, czy jak chciała iść z nim
                                              na spacer w wózku to tez mówiła, że za karę? Oczywiście nie mówię, że należy
                                              dziecko zamykać za karę w łazience ale własny pokój powinien być raczej azylem,
                                              nie więzieniem. Tą i inne metody opisuje książka „Kiedy pozwolić?, kiedy
                                              zabronić?”. Polecana dla dzieci od 3 roku życia ale już można poczytać,
                                              niektóre metody wydają się drastyczne ale stanowią pewien zwarty system kar.

                                              SMOCZEK
                                              G przez pierwszy rok był małosmoczkowy – smok na sen i w wielkim dramacie. Ale
                                              jak był taki chory i biedny a jeszcze szły mu wszystkie dwójki na raz – zaczął
                                              dostawać częściej. No i teraz mamy problem. Wszystko dobrze dopóki smoczki są
                                              poza zasięgiem wzroku. No bo nie powie, że chce smoka, hehe, musiałby cokolwiek
                                              mówić. Jak je widzi – wpadał w szał. Generalnie więc wystarczy smoka w dzień
                                              trzymać w ukryciu (najlepiej zawsze w innym miejscu, co by dziecię się nie
                                              kapnęło i nie stało z paluchem wymierzonym w cel).

                                              SPANIE
                                              Ostatnie noce rewelacyjne. Zasypia w objęciach taty około 21. Daje pospać do
                                              7.30. Albo budzi się o 6.30, dostaje mleko i zasypia ze mną (albo z nami jak
                                              jest weekend). Wcale się brania do łóżka nie domaga, choć lubi nas z rana
                                              potarmosić za nosy. I zaczął zasypiać bez kołysania. Wystarczy go położyć na
                                              łóżku, mocno przytulić a potem tylko przełożyć do łóżeczka.

                                              BADANIE USG (DO GAGARIN)
                                              Badanie faktycznie trwa dość długo. Pani doktor ma w gabinecie sporo zabawek
                                              więc podawałam małemu po kolei. Podobało mu się także jak mu lekarka śpiewała.
                                              Nie musiał cały czas leżeć, jak chciał wstać to po prostu badała go na stojąco.
                                              Ale to lekarka ze świetnym podejściem do dzieci a i G łatwy do zainteresowania.
                                              Życzę powodzenia.

                                              JEDZENIE (DO DZOASKI)
                                              Ja też mam problem z wymyślaniem posiłków dla G. Nie chce kaszek i jogurtów a
                                              ja jakoś nie chcę mu dawać serków, typu Bakuś. Płatki kukurydziane tylko na
                                              sucho, absolutnie nie z mlekiem. Przestałam się trzymać sztywnych reguł i np.
                                              na II śniadanie daję mu makaron z utartym serem, albo jakieś ugotowane warzywa
                                              (które czasem powtarzają się w obiedzie), jajko jako jajecznicę albo na twardo,
                                              ryż z jabłkami. Smakowały mu moje pampuchy, czyli kluski na parze, z sokiem a
                                              na kolację zjadł je na zimno pokrojone jak bułka z musem guszkowym. Czasem
                                              tylko banan i kakao.

                                              MOWA
                                              Jestem pod wrażeniem wyczynów werbalnych Piotrusia. Grzesiowi też moi rodzice
                                              wróżyli szybkie mówienie „całymi zdaniami”. Po mnie, bo milczałam jak grób
                                              (jeśli chodzi o mówienie do rzeczy) a jak zaczęłam to od razu z grubej rury –
                                              po dwa słowa łączone z sensem. I do tej pory przestać gadać nie mogę. G na
                                              razie tylko milczy. No nie - gada jak nakręcony. Nawet z nami rozmawia ale co
                                              on tam chce przekazać , tego nikt nie wie. Gagarin – przekaż mężowi, że mój to
                                              marzy, żeby syn powiedział do niego choć tata. Albo lepiej nie przekazuj, bo
                                              pomyśli, że z Grzesiem bardzo źle. A ja mam pod ręką batalion świetnych
                                              logopedek, wyspecjalizowanych w maluchach. Jak go przycisną, to hoho...

                                              Robi za to inne pocieszne rzeczy.
                                              Trzeba uważać, co mu się pokazuje. Dzięki tacie regularnie próbuje stanąć na
                                              głowie. I co się mówi też, bo wyłapuje i reaguje.
                                              Domaga się włączania muzyki a repertuar tańców ma bardzo bogaty. Umie „
                                              • abepe Re: inne sprawy(oczywiście mi urwało) 23.11.04, 12:52

                                                Robi za to inne pocieszne rzeczy.
                                                Trzeba uważać, co mu się pokazuje. Dzięki tacie regularnie próbuje stanąć na
                                                głowie. I co się mówi też, bo wyłapuje i reaguje.
                                                Domaga się włączania muzyki a repertuar tańców ma bardzo bogaty. Umie „tańcząc”
                                                przejść tyłem cały pokój. Czesze moje włosy. Próbuje także rzęsy. Jak widzi, że
                                                ktoś leży na podłodze – to zaraz siedzi na nim. Ostatnio musiałam ratować męża.
                                                bo leżał na brzuchu z podskakującym G na głowie i nie mógł się uwolnić.
                                                A kilka dni temu G był ze mną w łazience, gdy się myłam i ucieszył się na widok
                                                moich piersi. Chciał się przyssać! Powiedziałam mu, że niestety tam już nic nie
                                                ma. Popłakaliśmy się oboje.

                                                ŻABUNIEK i MARTAEL – gratuluję decyzji o kupnie mieszkania. Taka sama
                                                daleeeeeeeeko przed nami. Dopóki nie wrócę do pracy, chyba nikt nam nie da
                                                kredytu a i nie wyobrażam sobie, żeby z zarobków męża (choć niby nie takie
                                                znowu niskie) spłacać raty i jeszcze jakoś żyć (ech, ta Polska). Mąż ma plany,
                                                żeby rozwinąć jeszcze jakąś działalność i po pracy zaiwaniać dalej. Ma już dość
                                                mieszkania w domu teściów.
                                                Pamiętam jednak radość wykańczania naszego mieszkania – kupowania, różnych
                                                budowlanych robót (lubię, lubię), wstawiania mebli (starych, bo na nowe już nie
                                                starczyło).

                                                Żabuniek – rób jak czujesz, jeśli chcesz być w domu z Eleną, to skąd poczucie
                                                winy? Bo będą gadać? Że leniwa? Kura domowa? Jesteś super mama, super żona i
                                                super kobieta? Mam rację?
                                                Osobiście mam wielki dylemat, co do powierzenia opieki nad dzieckiem
                                                komukolwiek. Jestem dość trudna, (a mój mąż to hoho) jeśli chodzi o zasady
                                                postępowania z naszym dzieckiem. Moi rodzice na przykład – pokazują małemu
                                                rzeźbę przedstawiającą Chrystusa i mówią „Bozia”, puszczają mu okropne
                                                dziecięce piosenki z chamskim syntezatorem w tle (no brzmi to jak disco-polo) i
                                                już nas szlag trafia. Za dużo oglądają przy nim telewizji, dają mu do picia
                                                czarną herbatę i coś do jedzenia jak tylko machnie palcem. Niby nic a bardzo
                                                nam się nie podoba. A jak się zwróci uwagę to obraza gotowa. Jasne – nauczyli
                                                go wielu fajnych rzeczy i G za nimi przepada ale...
                                                I tak nie mam szans na wspomożenie przez rodzinę, bo wszyscy pracują. Miałam
                                                niecne zamiary wobec bratowej. Właśnie zaczęła urlop wychowawczy, Gabrysia jest
                                                młodsza od Grzesia o 9 miesięcy a Grześ bardzo lubi ciocię Agę. Ale czy dałaby
                                                radę z taką dwójką? Myślałam, że może od następnego września. Jak myślicie?
                                                Można poradzić sobie z dwulatkiem i kilkunastomiesięczną panienką na raz?
                                                Karolina – co do nieszczęścia mieszkania blisko teściów to Cię muszę
                                                skontaktować z moim Kubą. Chociaż moja mama nie ma ani kawałka zamiaru
                                                zajmowania się moim mieszkaniem a moim dzieckiem tylko sporadycznie (jesteśmy
                                                fenomenem – mieszkamy nad rodzicami a G spędza u dziadków może 2 godziny
                                                tygodniowo, nie, żeby nie chcieli, to nasza decyzja). Nie przeczytałam jeszcze
                                                artykułu, jak będę miała chwilkę to zajrzę.

                                                Jeszcze raz pozdrawiam, zdrowych i chorych. Trzymajmy się mocno!!!
                                                • gagarin3 Aneta, jesteś niezwykła :)))) 23.11.04, 14:38
                                                  Ale z Ciebie pracowita mróweczka smile))) Dzięki za garść mądrych rad. Właśnie się
                                                  złapałam na tym, że bezwstydnie Cię wykorzystujemy wink Co do opieki nad dwójką
                                                  dzieci to osobiście sobie nie wyobrażam... Ostatnio koleżanka zaproponowała mi
                                                  przyjęcie pod moje skrzydła rówieśnika Piotrusia. Zrobiło mi się słabo.
                                                  Chłopczyk, co prawda, jest znacznie spokojniejszy od mojego szkraba (prawdę
                                                  mówiąc, Piotrek regularnie go leje, mimo że jest od niego znacznie mniejszy i
                                                  szczuplejszy). Ale zawsze mam pod ręką przykład mojej mamy, która wychowywała na
                                                  raz trójkę maluchów (kiedy z moim bliźniakiem przyszliśmy na świat, nasz brat
                                                  miał zaledwie półtora roku). Bardzo się cieszę, że Grzesiowi lepiej. Mam
                                                  nadzieję, że Stefkowi też się poprawiło. Ja jestem już drugą dobę na nogach.
                                                  Kończę tę nieszczęsną korektę, literki tańczą mi przed oczami i zaczynam mieć
                                                  wątpliwości przy każdym przecinku... I to wszystko bez kawy. Chyba wreszcie
                                                  pójdę spać... Dobranoc wszystkim smile
                                              • dzoaska Re: inne sprawy 24.11.04, 15:11
                                                Abepe - bardzo dziękuję za pomysły na jedzonko. A jak się robi pampuchy? Dzięki
                                                też za wszelkie wskazówki dot. terroryzmusmile naszych dzieci. Jak Adasiowi
                                                czegoś się nie da to "robi Allaha" tj. klęka na podłodze i kładzie głowę na
                                                podłogę. Ewentualnie od razu daje wyraz swojej złości gryząc starszą siostrę :-
                                                (. Przy takich atakach dajemy mu poprostu się wypłakać i czekamy aż mu
                                                przejdzie. W miejscach publicznych z nim nie bywamy - raczej źle znosi duże
                                                skupiska ludzi więc jeszcze nie przyszło nam się za niego wstydzić.
                                                Czy macie jakiś dobry sposób na kciuka?

                                                Pozrawiam, Dzoaśka
      • winnie77 Tu My po długiej przerwie 23.11.04, 19:26
        Kochane Mamy Moje,

        Wrcamay do Was bo długiej przerwie. Bardzo się za Wami steskniłam. Witam też
        Wszystkie Nowe Mamy, które już zdążyły się zaklimatyzowaćsmile.
        WuWu śpi (o dziwo!!!), Adam pojechał wymieniać oponki w samochodzie (czyt."mam
        wolny komputer") obiad ugotowany, pranie uprane, kurze odkurzone...mam chwilkę
        dla siebiesmile. U nas wszystko O.K., jeśli chodzi o statystyki, to niestety
        wizytę u lekarza mamy dopiero 29 list., będą szczepienia i pomiary. Z moich
        obserwacji wynika, że WuWu przybyły 3 zęby z przodu - 2 dwójki i jedna jedynka -
        w sumie 5, z tyłu nie wiem bo Bestia nie da sobie zajrzeć, ale przypuszczam,
        że coś się tam dzieje. Jeśli chodzi o wzrost to urosła, bo przestała się
        mieścić pod stolik, przypuszczam, że również jej się przytyło. Zasób słów
        znacznie się powiększył. Muszę bardziej uważać co mówię. Ostatnio powiedziałam
        do kota "ty jesteś osioł, nie kot", WuWu zmarszczyła czoło, pomyślała i
        powtórzyła ze zdziwieniem "otioł?". Poza tym robi się cwana, jak nie dosięga do
        czegoś co leży na stoliczku, a je nie chcę dać, potrafi sobie przywlec paczkę
        pieluch, żeby dostać to na co ma ochotę. Ulubine słówko to niestety to "nie",
        wszystko jest "nie", śmiesznie przy tym kręci główką, a czasm to nawet grozi mi
        paluszkiem...Spanie, bez zmian. Mało śpi - późno zasypia, wcześnie się budzi,
        mało śpi w dzień, chyba taki jej urok. Mój mąż generalnie nie widzi problemu,
        ale zobaczy jak z nią w weeknend sam zoztanie (idę do szkoły). Jeśli chodzi
        o "terroryzm 13 miesiaca", to narazie względny spokój. Zachowania, które
        opisałyście, WuWu praktykowała, jakieś 2 mies. temu. Na szczęcie głównie w
        domu. Starałam się nie denerwować. Tłumaczyłam, że wiem, że jest zła, ale w ten
        sposób niczego nie osiągnie...W miejscach publicznych zawsze trudniej. Ludzie
        jednak są mało tolerancyjni. Najlżejszą reakcją z jaką się spotkałam było
        kręcenie z dezaprobatą głową. Czasmi mnie to śmieszyło, czasmi robiłam do
        takich ludzi głupie miny, czasem pokazywałam język...Nie powiem, pomagało...
        No tak, WuWu już pospała...
        • zabuniek wielkie dzieki 23.11.04, 20:43
          kochane jestescie
          • magda6811 Aneto, jesteś nie zwykla! A ja mam kompletnie dość 25.11.04, 13:55
            Zacznę od wyrazów podziwu i hołdu, jakie składam Anecie i wszystkim mamom
            chorasków. Zaliczam się do tego grona, niestety, już od dawna. Nie mam się czym
            chwalić na polu walki metodami niekonwencjonalnymi. No chyba tylko tym, że mimo
            ohydnego kataru ropnego, dzisiaj rano uszy były jeszcze zdrowe, nic nie
            szumiało w oskrzelach. Od wczoraj nowość - gorączka. Lekarka w czasie porannego
            badania spostrzegła prawdopodobną przyczynę obniżonej odporności, może też
            gorączki - 4 wyrzynające się na raz kły, do tego mozna dodać ciągle rosnące,
            juz przebite czwórki... Może to zęby tak obciążyły Stefa, może nie, nikt nam na
            to nie dopowie, ale piszę o tym, zebyście same rozpatrzyły różne kryzysy
            zdrowotne dzieci w tym właśnie kontekście.
            Aneto, ja też mam kompletnie nie używany kombinezon, Bartki nr 22. Jakby
            ukradli nam wózek, to bym nawet nie zauważyła...
            Mam dwa dni na stosowanie maści z antybiotykiem do nooska, jeśli nie pomoże
            recepta na Clacid (antybiotyk) leży na stole.
            Oczywiście chrzest odwołany, Stef za wszelką cenę chce pozostać poganinem. Nie
            będziemy mu w tym przeszkadzać.
            Marta, Żabuniek - zazdroszczę zmian. Karolka chyba przerabiała to niedawno na
            świeżo. My przeprowadzaliśmy się ostatni raz równo 2 lata temu. To
            najpiękniejszy czas - urządzanie mieszkania. W moim wypadku okazało się to
            także koszmarem, bo zdana byłam głównie na siebie - w decyzjach i wykonawstwie.
            Jestem specjalistką od kładzenia fug w glazurze i terakocie.
            Następna przeprowadzka za jakieś 2,5-3 lata, jak spłacimy to mieszkanie.
            Już zaczynam myśleć. To naprawdę bardzo przyjemne i na pewno najpiękniejszy
            czas w życiu rodziny - własne mieszkanie...
            Czytam Was częściejniż sama piszę, miałam jeszcze wspomnieć o kilku sprawach, o
            nikim nie zapominam, ale nie zdążę już dzisiaj Wam tego udowodnić, pozdrawiam,
            Magda
          • magda6811 Aneto, jesteś niezwykla! A ja mam kompletnie dość 25.11.04, 13:55
            Zacznę od wyrazów podziwu i hołdu, jakie składam Anecie i wszystkim mamom
            chorasków. Zaliczam się do tego grona, niestety, już od dawna. Nie mam się czym
            chwalić na polu walki metodami niekonwencjonalnymi. No chyba tylko tym, że mimo
            ohydnego kataru ropnego, dzisiaj rano uszy były jeszcze zdrowe, nic nie
            szumiało w oskrzelach. Od wczoraj nowość - gorączka. Lekarka w czasie porannego
            badania spostrzegła prawdopodobną przyczynę obniżonej odporności, może też
            gorączki - 4 wyrzynające się na raz kły, do tego mozna dodać ciągle rosnące,
            juz przebite czwórki... Może to zęby tak obciążyły Stefa, może nie, nikt nam na
            to nie dopowie, ale piszę o tym, zebyście same rozpatrzyły różne kryzysy
            zdrowotne dzieci w tym właśnie kontekście.
            Aneto, ja też mam kompletnie nie używany kombinezon, Bartki nr 22. Jakby
            ukradli nam wózek, to bym nawet nie zauważyła...
            Mam dwa dni na stosowanie maści z antybiotykiem do nooska, jeśli nie pomoże
            recepta na Clacid (antybiotyk) leży na stole.
            Oczywiście chrzest odwołany, Stef za wszelką cenę chce pozostać poganinem. Nie
            będziemy mu w tym przeszkadzać.
            Marta, Żabuniek - zazdroszczę zmian. Karolka chyba przerabiała to niedawno na
            świeżo. My przeprowadzaliśmy się ostatni raz równo 2 lata temu. To
            najpiękniejszy czas - urządzanie mieszkania. W moim wypadku okazało się to
            także koszmarem, bo zdana byłam głównie na siebie - w decyzjach i wykonawstwie.
            Jestem specjalistką od kładzenia fug w glazurze i terakocie.
            Następna przeprowadzka za jakieś 2,5-3 lata, jak spłacimy to mieszkanie.
            Już zaczynam myśleć. To naprawdę bardzo przyjemne i na pewno najpiękniejszy
            czas w życiu rodziny - własne mieszkanie...
            Czytam Was częściejniż sama piszę, miałam jeszcze wspomnieć o kilku sprawach, o
            nikim nie zapominam, ale nie zdążę już dzisiaj Wam tego udowodnić, pozdrawiam,
            Magda
            • jasko_mama różności :-) 25.11.04, 23:06
              hej!
              Ja również przyłączam sie do podziekowań! Takie fachowe rady są nam bardzo
              potrzebne. Np. uświadomiłam sobie, że również ulegam Małej podczas jedzenia. W
              sumie je dobrze, naprawdę nie moge narzekać, ale jak akurat nie chce to zaczyna
              wymyslać, a to musi mieć miseczkę na stoliku, a to trzecią łyżke do rzucania, a
              ja to spełniam, bo ona wtedy je. Przecież jak czasami nie zje kolacji to nic
              się nie stanie. Poprawie się, a w pozostałych rzeczach jestem dość
              konsekwentna, ale też Amanda nie posuwa się zbyt daleko i szybko sie uspokaja,
              a w miejscach publicznych jest ok.
              Jeśli chodzi o jedzenie to też mam wyrzuty, że jest ono monotematyczne, ale
              uświadomiłam sobie, że ja też mam dość ograniczony repertuar i jakoś żyję. Na
              śniadanko jemy jakąś wędlinkę (kupuję morlinki dla dzieci) + warzywko surowe i
              actimel. Obiad to jest to co córcia lubi najbardziej – zjada prawie taką porcję
              jak ja!!! i zupełnie nie jest wybredna, jak narazie z dań obiadowych nie lubi
              tylko krupniku, ja też, więc to rozumiem smile)) Na deserek daję danonka, bakusia
              lub misiowy sad. No właśnie dlaczego Aneta nie masz przekonania do serków dla
              dzieci? Wiem mają konserwanty, substancje wzbogacające, itp. Ale np. mleko
              modyfikowane też je ma i właściwie wszystko co jemy też. Ja z kolei jak
              zredukowałam karmienia do dwóch to mam obsesję czy Mała ma dość wapnia i
              dlatego daję jej te mleczne przetwory, które chętnie wcina. Wieczorem dostaje
              coś lżejszego, jajeczniczkę, serek topiony, twarożkowy + surowe warzywko. Przed
              snem próbuję jeszcze dać trochę kaszki, płatki kukurydziane, itp.
              Co do dziadków to je też mam dużo watpliwości co do ich metod, ale Amandzie
              jest u nich naprawdę dobrze, bo czasami nawet nie chce ze mną pójść, ale czy
              dobrze dla niej... Jedno jest dobre, że słuchają moich rad i jak powiem, ze
              czegoś jej nie wolno to nie dają, ale poza tym rozpieszczają na całego! W sumie
              ja nie mam nawet takich wspomnień, niestety nie miałam żadnej babci i żadnego
              dziadka, więc nie mam porównania. Mąż natomiast z rozrzewnieniem wspomina
              wyjazdy do dziadka na wieś, gdzie mógł dużo rzeczy, dziadek zawsze był po jego
              stronie, chetnie realizował jego dziwne pomysły (np. „granie” w hokeja fiolką
              od lekarstw i kijem wspólnie zrobionym) i był najcudowniejszym dziadkiem pod
              słońcem!!! A rodzice byli od poważnych spraw. Myslę sobie, ze taka jest kolej
              rzeczy i cieszę się, ze Amanda ma dwie babcie i jednego dziadka. Natomiast nie
              chciałam, żeby dziadkowie zajmowali się nią codziennie jak wróce do pracy. Choć
              byli trochę źli to zaakceptowali mój wybór (zostawiłam im dwa dni w tygodniu,
              jak wyjeżdżam na uczelnię). Od grudnia zaczyna przychodzić opiekunka, a od
              stycznia mama do pracy!!! Jejku nie chce mi się..., tęsknię do zmiany,
              szybszego życia, dużej ilości spraw, ale z drugiej strony wygodnie mi w domku,
              pospać z mała do 9.00, wyjść na spacerek, zrobić spokojnie zakupy... Zabuniek
              jak masz wątpliwości do do zostawienia Małej, raczej brak pracy na horyzoncie
              to się nie zastanawiaj, zostań z nią i będziesz szczęsliwa. Ja wracam, bo tak
              postanowiłam rok temu i szefowa bardzo liczy na mój powrót, ale pewnie gdybym
              wzięła dłuższy wychowawczy to nie wróciłabym jeszcze. Ech te dylematy młodej
              mamy pierwszego dziecka! Piszę tak, bo zauważyłam, że po drugim i kolejnym
              dziecku mamy szybciej wracają do aktywności zawodowej, ciekawe co?
              Mieliśmy w niedzielę spotkanie naszej grupy ze szkoły rodzenia, było fajowo.
              Dzieci początkowo były takie spokojne, że żadne z rodziców nie mogło ich
              poznać, ale po pół godzinie opanowały knajpę na całego! Ze sobą raczej jeszcze
              się nie bawią, ale fajnie poobserwować jak sie zachowują w stosunku do
              rówieśników.
              Co do ubierania na spacer to ja zakładam kombinezon na same rajstopki, a na
              górę daję dodatkowo polarek (w domu body i bluzeczka). W wózku mam ciepły
              spiworek i okrycie na nóżki. Droge do garażu po wózek, ok. 100m chodzimy na
              nóżkach. Jak ją rozbieram to jest cieplutka, a zimny nosek i policzki to norma.
              Na szczęście Amanda nie choruje, więc nie mamy dylematów, wyjść na spacer, czy
              nie, itp. Odpukuję sto razy, żeby nie sprowadzić nieszczęśćia. Współczuję Wam z
              tymi choróbskami to chyba jest naprawdę najgorsza rzecz jaka spotyka mamę, a
              już alergia – katastrofa. Wierzę, że to kwestia jesieni i jak pogoda się
              unormuje to wszystko wróci do normy.
              A jak to jest z zębami?, które to trzonowe? myslałam, że czwórki... Mała ma już
              wszystkie czwórki, okupione kilkoma nocami marudzenia i nadprogramowego
              cycusia, a teraz trójki w natarciu. Czy to są trzonowce? i będzie jeszcze
              gorzej niż przy czwórkach? Ratunku!!!
              Ja też zadroszczę Wam przeprowadzek! Urządzanie mieszkania to cudna sprawa. My
              właśnie jesteśmy w trakcie małego remontu spowodowanego usamodzielnieniem się
              córci (własny pokój), ale to nie to samo co nowe miejsce do życia! Super!!!

              pozdrawiam serdecznie
              Basia
              • kwakwa33 Re: różności :-) 26.11.04, 11:21
                Witam
                Ja też jestem mamą wrześniową 2003 mojej Tanji (2.09.2003). Kiedyś często tu
                zaglądałam, a teraz znów wpadłam żeby porównać jak moja córeczka się rozwija na
                tle swoich rówieśników.
                Smutno czytać o tak wielu problemach zdrowotnych Waszych maluchów. Podziwiam
                jak dzielnie sobie radzicie i trzymam kciuki za poprawne diagnozy i właściwe
                pomyślne leczenie. Moja córcia jest okazem zdrowia, nie wiem czym sobie na to
                zasłużyliśmy smile Ze szczepieniami jesteśmy na bieżąco (raz wprawdzie po
                szczepieniu złapała ospę w wieku 6. miesięcy, ale to przecież nic strasznego).
                Jestem z nią w domu, nie wróciłam do pracy po wydłużonym nieco macierzyńskim,
                bo okazało się, że nasze starania o powiększenie rodziny tak szybko się
                spełniły-niedługo (w marcu) Tanja już nie będzie jedynaczką!! Nie wiem jak
                sobie poradzę bo przez jakiś czas będę samotną matką. Mam jednak nadzieję, że
                będę mogła korzystać z "dyskretnej" pomocy rodziny wink
                Jestem jedną z tych szczęśliwych matek zdrowego, samodzielnegoh i umiarkowanie
                bezstresowo wychowywanego dziecka.
                Przy atakach szału u mojego dziecka nerwy mi nie puszczają. Uważam to za normę
                w rozwoju i nie denerwuję się tym, nie zwracam na te zachowania większej uwagi.
                Sprawdzam tylko, czy nic jej nie grodzi. Złośliwych spojrzeń ludzi też nie
                zauważam. Jestem przekonana o właściwej reakcji własnej, więc rady "troskliwych
                starszych pań" typu "czemu pani tak jej pozwala leżeć na betonie, przeziębi
                się", czy też dezaprobatyczne kiwania głową po prostu olewam. Najtrudniej jest
                pierwszy raz, potem leci smile

                Pozdrawiam Was wszystkie i mam nadzieję, że mnie tu jeszcze przyjmiecie na
                wymianę dświadczeń...?
                • winnie77 Re: różności :-) 26.11.04, 13:51
                  I znowu My. Musiałam się wtedy wyłączyć po WuWu się obudziła w nienajlepszym
                  humorze, i trzeba sie była nią NATYCHMIAST zająć...Witam w naszym gronie nową
                  Mamusię i gratuluję dzidziusia w drodzesmile. Napewno wszystko będzie wporządku i
                  dasz sobie radę. Muszę przyznać, że powoli też zaczynam marzyć o kolejnym
                  dziecku, ale nie mogę się zdecydować. Może to głupio zabrzmi, ale chyba
                  chciałabym "wpaść"smile. Tym bardziej, że WuWu uwielbia dzieci i też generalnie
                  bezproblemowym dzieckiem.
                  Do Mam chorasków - trzymajcie się cieplutko. Mam nadzieję, że to grono będzie
                  się systematycznie obkurczać. A ubranka (i wózki) napewno się jeszcze
                  przydadząsmile. Nasze Bąble, chyba nie będą już chyba rosnąć w zeszłorocznym
                  tempie. WuWu naszczęście też jest ogólnie zdrowym dzieckiem. Czasami zdarzy się
                  jej jakiś drobny katarek. Ale mam wrażenie, że związane jest to z pojawieniem
                  się kolejnego zęba. Najpierw zaczyna się ślinić jak buldog, potem zaczyna się
                  okres czkawkowy - kilkanaście czkawek na dobę, przez ok. 3 dni, póżniej się
                  znowu ślini, a później katarek...
                  Magda nie martw się tym chrztem. W końcu się przecież odbędzie. Najwyraźniej
                  Stef w jakiś tajemniczy sposób skomunikaował się z WuWu, i specjalnie
                  przemoczył pantofle, żeby jeszcze na nią poczekać. Bo WuWu też jest jeszcze
                  poganką (pewnie ostnia na tym forum) i mamy kłopot z ochrzczeniem jej beż ślubu
                  kościelnego. Mam jednak nadzieję, że jednak w końcu sie uda...
                  Marta, gratuluje miszkanka i trzymam kciuki za sprawną i bezstresową
                  przeprowadzkę. Ja bardzo lubię zmiany, ale nie cierpie przeprowadzek. Całą
                  energię poswięcam na pakowanie i użeranie sie z Adamem, bo on najchętniej
                  wszystko wrzuciłby do pudełek i upchną nóżką, potem juz mi sie nie chce
                  rozpakowywać, i tak sobie zyjemy wśród kartonów, których co przeprowdzkę
                  przybywa.Teraz na szczęśie jesteśmy juz na swoim, tyle, że po kimś i całay czas
                  coś remontujemy. Człowiek chciałaby wszystko od razu a tu sie nie da...Na razie
                  nie ma szans na wieksze mieszkanie, ale nie narzekam. Bardzo dobrze mi sie tu
                  żyje, choć zastanawiam się, jak by to byłao gdyby nasze grono się powiększyło.
                  Dlatego się zastanawiam, czy skoro planuje drugie dziecko, i chcąc nie chcąc
                  Bable bedą miały wspólny pokój, to nie lepiej, gdyby była mniejsza róznica
                  wieku. Co sądziciesmile?
                  Żabuniek, zgadzam się z Tobą. Ja też uważam, że najlepiej jak dzieckiem w
                  początkowym okresie opiekuja sie rodzice. Jeśli Twoja sytuacja finansowa Ci na
                  to pozwala, żeby być z Małą, to wspaniale. Ja też jeszcze jestem w domu. Teraz
                  dołączyła do nas Pani Wiesia (opiekunka), bo Adam duzo pracuję, a ja mam sporo
                  nauki, a nie chcę uczyśc sie czasie który moglibyśmy spędzić we troje. Ja
                  właściwie nie muszę wracać do pracy, bo mogę pracować w domu w firmie którą
                  prowadzi mój mąż, ale całay czas sie jeszcze waham. Z jednej strony to juz się
                  zasiedziałam trochę w domu. Przyzwyczaiłam do pózniejszego (trochę) wstawania.
                  Czuję sie wolna, niczym sie nie stersuję, mogę spokojnie ugotować obiad,
                  posprzatać, uczyć się, z drugiej brakuje mi kontaktów z ludźmi, ogólnie
                  biurowego klimatu...Nie wiem co z robię, z dnia na dzień jestem co raz bardziej
                  rozdarta. Powinnam sie na cos w końcu zdecydować. Co prawda nikt mnie nie
                  pogania, bo wychowaczy mam do czerwca. Ale nie chcę powiedzieć w biurze na
                  jakiś czas przed powrotem, że nie waracam, bo mam naprawdę fajnych szefów i
                  wspólpracowników i mam wrażenie, że byłoby to nieuczciwe.
                  No nic kończę. Muszę się przygotować do szkoły na jutro. Ale mi się nie chce
                  wstawać o 6...To chyba przez to choróbsko co krązy wokól mnie. Ale nie dam się.
                  Sciskam Was i Wasze Maluszki BAAARDZO MOCNO
                  A.
    • vanessa_io Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 26.11.04, 14:26
      Witam wszystkie dumne mamy smile))
      Trochę późno Was znalazłam. Mój Michałek urodził się 28.09.2003.
      Czy możemy do Was dołączyć???
      Dodam, że jestem z Warszawy. Poszukuję mam z Tarchomina wink))

      pozdrawiamy gorąco w te zimne dni!!!
      Aga i Miś
      ------------------------------------
      www.malymis.prv.pl
      • witka06 Re:jeszcze troche różności :-) 30.11.04, 15:24
        Czesc kochane mamuski,

        Przede wszystkim calusy i usciski dla wszystkich chorowitkow!
        Madziu, chrzest nie zajac nie ucieknie. Za to Stef przyjmie go bardziej
        swiadomie! Hehe. Trzymaj sie dzielnie kochana!
        Duzo zdrowka Stefku i Grzesiu!
        Dima na szczescie zdrowy, no ale on lubi sobie zlapac zapalenie pluc w maju!

        Witajcie nowe mamusie,
        Kwakwa, czyli Dymitr i Tania z tego samego dnia!
        Abepe, ja rowniez przylaczam sie do wszystkich ochow i achow. Naprwde bardzo
        cenne rady. Dziel sie nimi, bardzo prosze.

        A my bylismy wczoraj u pediatry, waga 11,550, wzrost 76,5 cm. Niestety nie
        moglam o nic zapytac, pogadac, bo Dima jak tylko zobaczyl bialy fartuch wpadl w
        taka panike, ze az zwymiotowal. Nigdy tak nie bylo. Mysle, ze to uraz po
        przejsciach u okulisty (to byl koszmar). Mam nadzieje,ze zapomni o tym i
        kolejna wizyta przebiegnie w nieco lepszej atmosferze.
        Dima ostatnio mnie zupelnie rozbraja. Przychodzi tuli sie, daje slodkie
        buziaki, az sie cos robi na sercu.
        Opanowal go tez szal ksiazkowy. Ciagnie mnie za palec na lozko i kaze ogladac
        ksiazki. Pokazuje wszystko paluszkami. Musze go caly czas pytac a gdzie
        dzieciol, gdzie sowa,a jak mowi, a gdzie to czy tamto? itd, Ja bardzo sie z
        tego ciesze, tylko,ze on tak moze dluuuuugo!
        Z mowieniem to wciaz bez zmian: mama, tata, baba, nie (najwyrazniej jak
        mowie "wychodzimy z wanny"), odglosy zwirzatek i probuje powtorzyc za mna "kto
        to",czasem dobrze mu wyjdzie, czasem belkot.
        Jest coraz bardziej ruchliwy, ciesze sie, bo ta cala gadka,ze dzieci z
        obnizonym napieciem sa powolne, slabsze ruchowo,troszke mnie niepokoila. Na
        szczescie, tak mi sie wydaje, jest ok.
        Co do zebow, to u nas nadal 6. Od kwietnia nie pojawil sie zaden nowy kiel??
        A! nie pamietam, czy pisalam, ze Dima juz sam je lyzeczka (od ponad miesiaca) i
        pije z normalnego kubka. To chyba jego najwieksze osiagniecie. Ale tak
        myslalam,ze szybko sie nauczy, bo czego moze sie najpierw nauczyc zarlok?! hihi

        Gagarinie, my tez sprobowalismy pojsc na spacer bez wozka. Dobrze,ze nie
        oddalilam sie za daleko, bo w pewnym momencie odechcialo mu sie isc i musialam
        te 12 kg niesc do samego domu!niby nie daleko, ale jeszcze pol godziny rece mi
        sie trzesly.
        A jak Piotrus, wszystko dobrze?

        Nadal jestesmy na Bebilonie pepti2, bo niestety to krowie mleko mu nie sluzy.
        Boje sie,ze ma za malo nabialu. Dostaje tylko 2x250ml. Nie wiem czym to
        uzupelniac.
        Jeszcze mialam o witaminie D3. Dajecie ja jeszcze dzieciaczkom? Pamietam,ze
        nasza pediatra kazala do 1 roku. A pediatra mojej kolezanki powiedziala,ze do 2-
        3 roku zycia. Moja ortopeda tez powiedziala,ze obowiazkowo do 2 roku tym
        bardziej, ze Dima jest gruby.

        Dzoaska, ja chyba nie pomoge w sprawie jadlospisu. U nas wyglada to tak jak u
        ciebie.
        Jakie surowe warzywa dajecie? Mozna juz podac mandarynke?

        Winnie, fajnie, ze sie w koncu odezwalas. Buziak dla WuWu od Dimy.

        Koncze kochane, zycze dobrej andrzejkowej zabawy i pomyslnych wrozb. Dajcie
        znac ile Wam tych dzieciaczkow wyszlo hihi
        Jeszcze raz duzo zdrowka dla wszystkich, trzymajcie sie dzielnie mamusie

        Oj, chyba juz dawno nie czytalyscie bardziej chaotycznego posta
        Buziaki
        wiola

        • winnie77 Re:jeszcze troche różności :-) 30.11.04, 18:42
          halo,
          Tu my, to znaczy tylko ja bo WuWu śpi. Wreszcie, po całym dniu rozrabiania...
          Byłyśmy u lekarza, i tym razem było lepiej bo WuWu urosła od ostatniej wizyty 5
          cm, i jest w 10 centylu, a nie poniżej 3, wiec kamień spadł mi z serca. Waży 9
          kg. Pani doktor była zdziwiona, bo wyglada na więcej, te policzki i
          waleczki...Powiedziala, że powinna być trochę cięższa, ale potem dodała, że
          chyba poprostu ma drobne kosteczki i jest bardzo proporcjonalna.Pamiętam,że to
          były jedne z pierwszych słów jakie powiedziały połozne po porodzie - jaka ona
          proporcjonalnasmile...
          Wiola, jesli chodzi o wit. D3 to mam podawać w okresie zimowym jedną kroplę
          dziennie, ale wszystko jest wporządku, więc chyba profilaktycznie. Jeśli chodzi
          o surowe warzywa, to wielkiego wyboru nie mam, ze względu na ilość i rozkład
          żębów. Tartą marchewkę dodaje do jabłka (bo sama tarta jest be, co ciekawe
          atrakcyjność marchewki rośnie, jeśli jest w jednym kawałku), czasami daję
          sałatę, ale ta przykleja się do podniebienia, więc muszę uważać. Daję też
          pomidory i ogórki, ale teraz chyba sobie odpuszczę, zwłaszcza te pierwsze bo są
          coraz gorsze...Jeśli chodzi o mandarynkę, to pewnie mozna spróbować, bo podobno
          dziecko które ukończyło rok może jeść już wszystko. Ja jeszcze nie dawałam
          mandarynek, ale dawałam kiwi, no i robiłam W. wodę z cytryną i cukrem -
          ukochany napój.
          Jeśli chodzi o spacery, to ponieważ WuWu spędza coraz mniej czasu w wózku,
          kupiliśmy parasolkę, na wypadek gdyby nogi jednak odmówiły posłuszeństwa...Nie
          wygodnie nam już było ciagać się z tym 12 kg. wózkiem, a parasoleczka jest
          lekka i niezobowiązującasmile. Wiolu, a czy w zwiazku z tym, że Dima nie może
          krowiego mleka, nie może też innych produktów mlekopodobnych np. jogurcików czy
          serków? Jeśli tak to nie wiem, są np. produkty sojowe bogate np. mleczka o
          różnych smakach, deserki...Ja czasem kupuję W. Nie jestem pewna czy są
          skierowane tylko dla dzieci, ale jej nie szkodziły i pani doktor pozwoliła je
          kupować...Pierwszy raz spróbowała tych specjałow jak miała 8 mies. Bardzo jej
          smakują, ale mojemy dziecku wszystko smakuje. Najlepiej ze stołu - z naszych
          talerzy, albo z ziemi...Strasznie trzeba na nią uważać, zwłaszcza, że mój kot
          je jak prosię i sucha karma jest wszędzie dookoła...
          Gratuluję Dimce samodzielnego spożtwania posiłków. Ani się obejrzysz, jak
          bedzie sam sobie je przyrządzł W. też próbuje, ale do buzi trafia tylko co
          któraś tam łyżeczka:. Ale za to potrafi sobie sama skołować posiłek. Ostatnio
          jak była u p. Wiesi (opiekunki), bo czasem pozwalam jej zabrać W. do siebie,
          poszła do lodówki i wzięła sobie serek Danio. Próbuje też dobrać się do naszej,
          ale niestety u nas na dole jest zamrazlnik, który starsznie ciężko się otwiera.
          Czasami się strasznie złości, że jej sie nie udasje dobraś do zapasówsmile.
          Z nowości to W. zaczęłe się na nas obrażać. Jak się jej czegoś nie chce dać,
          albo zabierze, to opuszcza głowę, robi złą minę, i wychodzi z pokoju szybkim
          krokiem bucząc.
          No cóż kończę bo się budzi. Idziemy zaraz na andrzejkowa imprezkę wróżyć.
          Trzymajcie za mnie kciukismile.
          Choraski, mam nadzieję, że Was juz mniej.
          Sciskam Was w pasie,
          A.
          • witka06 Re:jeszcze troche różności :-) 30.11.04, 21:17
            hej,
            to znowu ja. cos mnie dzis wzielo na pisanie do Was. mezus na jakies
            konferencji uwienczonej bankietem,wiec siedze sama w ten rozrywkowy wieczor.
            Dima juz spi. mialam z nim powrozyc, moze kiedy wyjdzie mu nastepny zab,ale
            jakos nie mial checi.
            Agatko, charakterna dziewczynka Wam rosnie. Dima to tradycyjnie w ryk uderza.
            Ciesze sie,ze WuWu tak podrosla i omina Was te okropne badania. w jakim czasie
            skoczyla te 5cm? Bo Dima 2,5cm w 6 tygodni, ale na szczescie tez jest na 10
            centyl i p. doktor tym razem nic nie mowila o badaniach. Zreszta i tak nie
            miala szans nic powiedziec przy takim wrzasku.
            dzieki za pomysl z ta soja, jakos na to nie wpadlam, oj ja to ograniczona jakas
            jestem!
            Ja nie daje surowych warzyw, z marchewka sobie nie radzi, a pomidora i ogorka
            jeszcze nie probowalam. ale masz racje, ze teraz to chyba nie bardzo jest sezon
            na takie przysmaki. gotuje mu raczej brokuly, kalafiora i daje do lapki. z
            owocow na 1 miejscu jest gruszka,uwielbia ja.
            dalam mu dzisiaj mandarynke. moim zamiarem bylo dac tylko posmakowac, ale to
            wszystko zerne dziecko krzywilo sie jak diabli, ale jadlo. oczywiscie pochlonal
            nieco wiecej niz w 2 kawaleczki, coz zobaczymy jutro...
            sciskam Was mamusie,ide ogarnac troche mieszkanko,czyli odwalic codzienna
            syzyfowa robote
            caluje mocno
            wiola
            • abepe Re:jeszcze troche różności :-) 02.12.04, 00:58
              Hej!
              Spuchłam od tych pochwał, jestem teraz wielka i patrzę na wszystkich z góry!!
              A poważnie (do Gagrin) – absolutnie nie czuje się wykorzystywana, przeciwnie,
              mam poczucie, że bezwstydnie Was wykorzystuję do czytania moich rozwlekłych
              przemyśleń.
              Co do opieki nad dwójką – to miałam na myśli jeden dzień w tygodniu, więc
              pomyślałam, że może by bratowa dała radę (ale cicho sza – ona nic nie wie). Po
              wielu przemyśleniach, przeczytaniu kilku mądrych wypowiedzi (artykuł polecany
              przez Żabuniek) stwierdziłam, że jeśli wracać do pracy, to na pół etatu (w moim
              wypadku etat to 30 godzin w pracy +w domu pisanie opinii, obliczanie i opis
              wyników badań). Pomyślałam, że mogłabym to „machnąć” w dwa dni. Jednym z nich
              mogłaby być sobota i wtedy z G posiedziałby tatuś. No i na ten drugi dzień
              potrzebna by była opiekunka. Bez sensu byłoby brać jakąś obcą na jeden dzień,
              co? Mam na przemyślenia 9 miesięcy, bo zamierzam wrócić we wrześniu. Do końca
              sierpnia mam zasiłek wychowawczy i bez sensu rezygnować z tych 443 złotych co
              miesiąc. Załapałam się na ten zasiłek cudem. Brali pod uwagę zarobki mężowskie
              z 2002 roku a mój mąż prowadził wtedy działalność i miał takie duże koszty
              (5000 same studia, benzyna na dojazdy 500 co miesiąc, ZUS, książki, słowniki
              itd.), że jak się to wszystko odjęło to zostało gołej mężowskiej pensji 1500
              zł. Przy podziale na nas troje wyszło poniżej wymaganego dochodu. No i mam. Ale
              (na szczęście) mężowskie dochody wzrosły, dzięki czemu (niestety) od września
              już się nie załapię. I wtedy mogę wracać do pracy!

              Strasznie ambiwalentnie oceniam ostatnio swoje obecne życie. Niby fajnie jest
              być z Grzesiem, patrzeć jak się rozwija, móc go, kiedy przyjdzie ochota
              przytulić. Ale brakuje mi spotkań z ludźmi, jakichkolwiek rozrywek. Miałam
              strasznego doła, była rodzinna awantura (w stosunkach damsko-męskich zawodzi
              mnie profesjonalizm, jak się wkurzę to jadę na całego, żadnego tam „czy chcesz
              o tym porozmawiać?”wink. Potem mąż zaproponował jednak rozmowę no i ustaliliśmy
              parę rzeczy. Na razie więc znowu jest ok. Z moim samopoczuciem, bo tak naprawdę
              nic się nie zmieniło. Ale wystarczy wiedzieć, że jednak kochany mąż o mnie
              myśli i tylko możliwości realizacji przemyśleń czasem brak. A jak widzę nie ja
              jedna fiksuję!

              Magda – przykro mi, że nie wyszły Wam chrzciny (ziemia się z tego powodu
              zatrzęsła w Krakowie) ale może na następny termin dałaby radę dojechać Aga z
              Piotrusiem. Mam nadzieję, że Twoja mama nie jest bardzo zawiedziona. Aha, mąż
              mnie zobowiązał do pozdrowienia Cię, co czynię.
              Co do robót budowlanych – ja nie fuguję ale gipsowanie i cekolowanie mam w
              małym paluszku.

              No własnie – Gagarin, jak tam trzęsienie? To nasze, jakiś czas temu było extra.
              Jak to mówi mój mąż (zgryźliwie) wypadły w Krakowie czy szyby i czeba wstawiać.

              PRZEPIS NA PAMPUCHY (wg babci Wacki z Jarosławia)
              1) 7dkg rozkruszonych drożdży +2 łyżeczki cukru + 2 łyżeczki mąki wsypać do
              połowy szklanki ciepłego mleka i odstawić do wyrośnięcia, najlepiej na
              kaloryfer szybciej wyrośnie, wystarczy 15-20 minut, uwaga, żeby nie „uciekło” z
              naczynia (naczynie powinno być większe niż szklanka)
              2) do miski wrzucić: 40 dkg mąki, 2 jaja, 2-3 łyżki cukru, szczyptę soli, ¾
              szklanki wody wymieszanej z mlekiem, dodać to z punktu 1), ugnieść i wymieszać
              wszystko ręcznie, zostawić do wyrośnięcia, znowu gdzieś na pół godziny, znowu
              uwaga, żeby nie uciekło
              3) wyrzucić na stół, pougniatać jeszcze, podzielić na 2 części, potem odrywać i
              jeszcze ugniatać palcami i robić kulki wielkości, hm...średnica 5 cm i niech
              sobie jeszcze 10 minut wyrosną
              4) gotujemy je na parze 5-10 minut – na garnek o dużej średnicy (z gotującą się
              wodą w środku, rzecz jasna) przywiązujemy np. pieluchę albo gazę albo kładziemy
              sito i na to po 4 pampuchy obok siebie
              5) świetne z sokiem albo z sosem mięsnym, grzybowym, a jak wystygną to są z
              nich smaczne bułeczki

              Robi się dość szybko (poza gotowaniem, ale my gotujemy i jemy na bieżąco),
              tylko przygotowanie ciasta rozwleka się w czasie.
              Można też od razu z robić z nich bułki – zamiast gotować na parze wsadzić do
              piekarnika (180 st.) na ok. 30 minut.

              Basiu – ja tez mam poczucie, że mały je za mało nabiału. Zrobiłam sobie
              rozpiskę na podstawie artykułu z „Dziecka” – ile powinien jeść wapnia i ile
              jakie produkty go zawierają, rozpiska wisi w kuchni i podliczam w ciągu dnia.
              Nie daję Grzesiowi danonków i innych takich, bo gdzieś na forum dla alergików
              dziewczyny przestrzegały. Sama się zastanawiam, po co tam np. barwniki? Mam
              własny przepis na pseudo-danonka. Miksuję zwykły twaróg z dżemem albo bananem.
              Żeby się miksowało i nie było suche trzeba dodać mokrego, czyli np. sok albo
              kompot (chcę jeszcze wypróbować jogurt). Wychodzi jak ze sklepu, hehe. Twarogu
              G nie chciał a taki zmiksowany mu smakuje.

              My ostatnio uskuteczniamy spacery piesze albo półpiesze – tzn, wywożę G dalej
              przy pomocy wózka (bo inaczej ruszamy się tylko dwie posesje w jedna i cztery w
              druga stronę, tam dla g najciekawiej) i tam sobie maszeruje. Lubimy spacery do
              pobliskiej stadniny drogą pod lasem – G podziwia drzewa, fascynują go
              poruszające się na wietrze liście. Wypatrzyliśmy dzięcioła i sikorki. Ostatnio
              małego bawi też siadanie na środku drogi. Tak dla zabawy. Ja go szybko do góry
              a on po kilku krokach znowu na pupie. Nie dlatego, że nie chce iść, taką sobie
              wymyślił zabawę. Wariacik.
              W piątek chyba pójdziemy powtórzyć badanie krwi. Na razie wygląda ok. Oskrzela
              ciche, astma nie daje o sobie znać ale w przyszłym tygodniu podczas wizyty
              przed szczepieniem chcę z naszą lekarka porozmawiać o skierowaniu do
              pulmunologa-alergologa.
              Do grzesiowych jedynek i dwójek właśnie dołączają górne czwórki. Ale o dziwo
              super śpi nocy. Ja niestety ciągle wstaję, żeby go przykrywać. Musze kupić
              jakieś super ciepłe piżamki i wtedy niech się rozkopuje!

              Agata – co do problemu ze wspólnym pokojem dla dzieci, to chyba zgoda nie
              zależy od wieku. Przynajmniej tak wynika z obserwacji moich znajomych. Jak mają
              się tłuc, to nie ma znaczenia ile lat je dzieli. Jeśli szukasz pretekstu do
              szybkiego urodzenia drugiego potomka – każdy pomysł dobry!!!!!!hihi!!!!

              Hej Karolka, "paskudna" matko : )! Myślę, ze Dominice krzywda się przez tych
              parę godzin tygodniowo nie stanie. A co do pań i ich zachowania, to według mnie
              wystarczy, żeby tylko kontrolowały, żeby się maluchom krzywda nie działa. Takie
              żłobkowe dziecko i tak nie potrzebuje specjalnie zorganizowanych zajęć –
              wystarczy trochę zabawek i miejsca do szaleństw.

              Wiola – Grześ dostaje cały czas 2 krople Vigantolu.
              Czy Dimka jest uczulony na białko krowie czy laktozę? Bo jak na laktozę to
              chyba może kefir i jogurt, no nie?
              Grześ jada cytrusy – mandarynki i pomarańcze, lubi lizać cytryny więc chyba
              wypróbuję też grapefruita. Jako były alergik pokarmowy zadziwiająco doskonale
              je znosi.
              Grześ jada tez musli – mieszam płatki kukurydziane z pokrojonym bananem lub
              musem jabłkowym/gruszkowym i zalewam mlekiem (modyfikowanym) z Nesquickiem.

              No to czas spać.
              Dobranoc
              aha – witam nowe mamy, zaglądajcie częściej, ostatnio zawitało tu sporo mam,
              które po jednym czy dwóch postach poznikały
              • gagarin3 Re:jeszcze troche różności :-) 02.12.04, 09:41
                ANETA, Ty chyba robisz notatki, bo zawsze pamiętasz o wszystkich naszych
                problemach... Ja już drugi tydzień siedzę w domu, najpierw kończyłam pracę
                zleconą, zaraz potem Piotruś złapał przeziębienie i był uprzejmy mnie zarazić.
                Wczoraj mimo kataru musiałam wyjść z domu i dobrze, bo jeszczee dzień, dwa i
                zaczęłabym szczekać na ludzi... Mam dokładnie takie same odczucia, jak Abepe,
                cieszę, że jestem z małym cały czas, ale czasami wariuję z tęsknoty za ludźmi,
                pracą, jakąkolwiek odmianą, czy chociażby minimum wolności. Szczególnie w takim
                okresie, gdy nie mogę wyjść z domu i jestem uzależniona od męża. Mam takie
                przyziemne marzenie, żeby choć raz, spać dopóty, aż się sama nie obudzę,
                przeciągnąć leniwie, poczytać gazetę w łóżku, zjeść późne śniadanie, wziąć długą
                kąpiel, pójść na spacer i tak niespiesznie po trotuarze iść... Taaaaaak...
                Oczywiście nie narzekam, wstyd by mi było, chociażby przed moją przyjaciółką,
                która właśnie piąty raz poroniła... A ja głupia w ostatnim liście do niej
                zrobiłam wywód, dlaczego nie jestem jeszcze gotowa na drugie dziecko i różne
                takie brednie... A wracając do Piotrusia, zrobiliśmy już wszelkie możliwe
                badania, USG wyszło w porządku, badania w kierunku krzywicy - całkiem nieźle,
                wapń w normie, fofor i fosfataza nieco przekroczone, byliśmy z małym też u
                rehabilitantki, która stwierdziła, że owszem żeberka są nieco wystające i klatka
                jakaś tam (nie pamiętam dokładnie określenia), ale nie jest źle, zresztą
                wszelkie ćwiczenia można wykonywać najwczęsniej od trzeciego roku życia, gdy
                można się z dzieckiem dogadać. Na razie zaleciła nam zabawy, żeby zachęcić
                Piotrka do głębszych oddechów. Ja podobnie jak Karolka zastanawiam się nad tym,
                czy nie posłać małego do żłobka na kilka godzin dziennie, albo na jeden, dwa dni
                w tygodniu. Teraz, gdy Piotruś nie spotyka dzieci na podwórku (wraz z
                ochłodzeniem zniknęły, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki) jest
                strasznie smutny. Wczoraj w poradni rehabilitacyjnej, gdy zobaczył dzieci i
                "obce" zabawki był taki szczęsliwy, że nie mogliśmy go stamtąd wyciągnąć.Obawiam
                się jednak, że zacznie chorować, a poza tym nie wiem, czy takie chodzenie do
                żłobka według własnego widzimisię jest możlie. Czytałam niedawno, na jakimś
                forum, że mama posyłała synka do przedszkola na cztery godziny dziennie, a mimo
                to musiała płacić całą stawkę... Może zaczekam z tym do wiosny. Co o tym
                sądzicie? WIOLA, Dima jest po prostu niesamowity, próby samofdzielnego jedzenia
                w wykonaniu Piotrusia są tak nieudolne, że nie ma w ogóle o czym mówić... Musze
                kończyć, bo Piotruś chce do chuśtawki... Pozdrawiam
                • gagarin3 A co do trzesięnia... 02.12.04, 09:58
                  W Limanowej nic nie odczuliśmy, nawet powieka mi nie drgnęła. No i nie będę
                  miała co wnukom opowiadać smile
                • gagarin3 A co to trzęsienia... 02.12.04, 10:01
                  u nas nie było... Nie będę miała co wnukom opowiadać....
                  • asia_z czas :( 02.12.04, 11:23
                    kochane, na swieta zycze sobie czasu, zeby przeczytac wszystkie Wasze
                    madrosci smile
                    szybkie doniesienia z frontu i spadam: u nas OSPA. przyniosla oczywiscie Julka
                    z przedszkola, panna cala wysypana i w bialych kropkach pudrodermu smile
                    Krzys chodzi, wreszcie, nie o trzy kroczki jak dotychczas tylko "od brzegu do
                    brzegu", choc nadal jak mu sie spieszy schodzi na poziom 0 smile
                    kupilam mu fajne butki - firmy tombut, ortopedycznie super i troche o mniej
                    kotrowersyjnej urodzie niz te klasyczne smile
                    ida kolejne zęby - wreszcie dolne dwojki smile (czworki juz są od dawna smile
                    przeczytalam kawalek o problemach apebe - kochana, glowa do gory, napisze do
                    Ciebie na priva bo cos mi przychodzi do glowy, tylko nie wiem kurcze kiedy sad
                    buziaki,
                    a.
                    • abepe łeeeeeee!!!!!!!! 02.12.04, 13:27
                      Wygląda na to, że od jutra mogę przez jakis czaś nie mieć neostrady a nie mam
                      już modemu, żeby się przez niego połączyc jakby co.
                      Łeeeeeeee!!!!!!!!To żegnajcie na jakis czas.

                      Asiu - dzięki, bedę czekać na maila (jak bedę go miała jak odebrać!)
                      Gagarin - jeszcze nie zwariowałam, żeby robic notatki.Po prostu jak czytam
                      posty mam włączony dokument worda i sobie na bieżąco komentuję, potem wklejam
                      do odpowiedzi i już.

                      Ok, mlodzież się obudziła na II sniadanie.
                      pa
                      • magda6811 Re: łeeeeeee!!!!!!!! 02.12.04, 14:20
                        A ja kiedyś robiłam notatki...ale to były złote czasy, kiedy nie pracowałam. I
                        tu macie odpowiedź, mamy niepracujące, na Wasze wątpliwości. Życie toczy się
                        dla mnie za szybko. Nigdzie nie jesatem "do końca". Najlepiej jest w domu, ale
                        tez w te dni, kiedy nie musimy z Agatką ścigać się z czasem (i Stefkiem), żeby
                        zdążyć odrobic lekcje, poćwiczyć na skrzypcach, pamiętac o lekarstwach i
                        tysiącu innych rzeczy. Kiedy miałam tylko jedno dziecko było oczywiście
                        inaczej. Nawet gdy bywam sama ze Stefem są chwile, że mam dużo "wolnych chwil",
                        ktore najchętniej wykorzystujemy na zabawę. Ale co tam, bawic można się razem
                        także wkładając i wyjmując pranie, robiąc makijaż, chowając zakupy... Stef jest
                        ciągle bardzo pogodny i samodzielny, ale jednocześnie bardzo czuły i - podobnie
                        jak Dima - przychodzi i przytula się do mamusi, chowa we mnie buzię, tak słodko
                        przechyla główkę.
                        A co do chrztu, poczekam do wiosny, żeby znowu w Malopolsce nie było efektów
                        sejsmicznych. Może Aga z Piotrusiem się zjawią????
                        Od soboty Klacid, zadziałał, jest ok (TFU!!!) Wczoraj pierwszy raz od dawna
                        przydał się nam zimowy kombinezon!
                        Pa
                        • abepe Jeszcze mam internet, G śpi to korzystam 03.12.04, 08:53
                          Magda – właśnie takie słowa jak Twoje uświadamiają mi,że to superluksus, że
                          mogę być z Grzesiem 24 godziny na dobę. Wiem, że wracając do pracy byłabym
                          bardzo zmęczona i też chorowałabym na brak czasu. I dlatego już w ciąży
                          planowałam, że posiedzę na wychowawczym. Bardzo lubię moją pracę ale ona nie
                          zając (a Grzesia pierwsze lata bardzo zając). Chyba, że stwierdzą w pracy, że
                          po co im taka baba, co zamiast ambitnie wracać siedzi w chałupie. Moja
                          koleżanka psycholog, co to ma staż 10 lat dłuższy i jest świetnym fachowcem
                          dzieci nie posiada (bo niby ciąża fuj i w ogóle okropnie mieć dzieci, a kiedyś
                          wymskło się jej, że chyba jednak nie może) i ambitnie na 3 etatach ciągnie.
                          Niestety Ośrodek jest zawsze na granicy bankructwa i zatrudnianie 2 psychologów
                          to luksus i liczę się z tym, że po wychowawczym mogą stwierdzić, że ich na ten
                          luksus nie stać. Niestety odeszła (bo posiwiała przez te ciągłe braki w
                          budżecie) moja ulubiona szefowa a nowa ma mnie w nosie.
                          Planowałam więc jednak siedzenie na wychowawczym no to siedzę, choć za rok
                          wracam na pół etatu (wiecie, że mamy prawo do zmniejszenia wymiaru etatu na
                          okres wychowawczego?). Ale planowałam. że będę się rozwijać a tu, przepraszam,
                          dupa. Te cholerne specjalizacje cały czas zablokowane (a marzy się wreszcie
                          zostać klinicznym – bagatela 5 lat to trwa a ja za 2 miesiące skończę 31, kiedy
                          to zrobię?) a na studia podyplomowe obecnie mnie nie stać (minimum 5000 rok).
                          I to właśnie mnie tak dobija, że nic do przodu...Jeszcze mąż miał się zająć
                          moim angielskim a ciągle za mało czasu i jak pojechaliśmy do Wiednia to wolałam
                          się nie odzywać, bo i tak brakowało mi słów.
                          I przez różne zawirowania finansowe nie stać nas na różne przyjemne rzeczy.
                          Ale wymyśliłam plan minimum, jak sobie tanio czas umilać. Wczoraj np. mąż
                          musiał jechać do Gdańska po pracy, to ja myk poprosiłam mamę o opiekę nad
                          Grzesiem (chętnie trochę urwała się z pracy), wsiadłam w kolejkę (pierwszy raz
                          od sierpnia 2003, cudnie było : ) i podjechałam do męża do Gdyni. Obejrzałam
                          jego nowe biuro, potem autkiem do Gdańska. Nic nie załatwiliśmy ale przeszliśmy
                          się Długim Targiem i okolicami. I jeszcze wstąpiliśmy do jednego sklepu
                          poszukać prezentu dla G. I już fajnie. A w domu czekał na nas wybawiony i
                          nakarmiony Grześ.
                          Który właśnie się obudził. Pa
                          • kwakwa33 jeszcze trochę różności :-) 03.12.04, 11:17
                            Ja chodzę do lekarza tylko przy okazji szczepień. Jak Tanja skończyła rok, to
                            była zmierzona i zważona (wcześniej tylko ważona). Nikt nie mierzył jej obwodu
                            główki, ani nie wykonywał innych pomiarów. Raz byłyśmy tylko na badaniu stawu
                            biodrowego z zaleceniem od ortopedy, by skontrolować to jeszcze za kilka
                            miesięcy, ale później pediatra nas już nie skierowała. Do poradni zeza też
                            trafiłyśmy na moją prośbę (zez jest niewielki i pani doktor sama by nie
                            zauważyła).
                            Czy powinnam zmienić swoje zachowanie, albo lekarza? Dodam, że moja córeczka
                            właściwie nie choruje, wydaje mi się, że rozwija się prawidłowo, jest pogodna i
                            zadowolona z życia, ale może nie wiem wszystkiego... Jeśli uważacie że
                            powinnam częściej odwiedzać lekarkę, to co mam jej powiedzieć prtzychodząc ze
                            zdrowym dzieckiem?
                            Nie wiem też jak należy się zachowywać z witaminą D3. Ja podaję po 1-2 krople,
                            ale to jest intuicja, nie wiem na pewno jakie są zalecenia dla dziecka zdrowego.
                            Pozdrawiam smile
    • blaneczka007 Choroby... 03.12.04, 23:51
      Cześć Dziewczyny,

      W końcu mogę coś napisać... Jak zwykle mój komputer był w naprawie... Niestety
      nie jest zupełnie naprawiony, ale tylko troszkę podreperowany.

      U nas też panują choróbska. Dwa tygodnie temu przechodziliśmy wszyscy grypę
      jelitową. Najpierw Dawid - najcięższy przypadek. Przez cały czas miał biegunkę
      i wymiotował wszystko co zjadł lub popił. Był mocno odwodniony, siny i nie miał
      siły nic robić, ledwo chodził. Groził mu szpital, ale po wizycie na izbie
      przyjęć odesłano go do domu z zaleceniem pojechania do innego szpitala jeśli
      stan się nie poprawi w ciągu kilku godzin. Dawid chyba się przestraszył, bo po
      powrocie z izby przyjęć przestał wymiotować i powoli wracał do zdrowia.

      Następny w kolejce był Misiu. Wymiotował kilka razy w ciągu nocy, zrobił
      luźniejszą kupkę nad ranem i tyle.

      Ja tylko raz zwracałam, a mój mąż prawie wcale nie odczuł paskudnego wirusa.

      Każdy kolejny członek naszej rodziny przechodził jelitówkę coraz lżej.

      Dopiero co ochłonęliśmy po jelitówce, a przedwczoraj Daniel obudził sie ok.
      2.30 z 39,8*C. Strasznie się wystraszyłam. Byłam sama z dzieciaczkami - mąż w
      morzu. Wezwałam pogotowie. Bałam się, że będą chcieli go zabrać do szpitala. A
      co z Dawidem? Pediatra z pogotowia przepisała antybiotyk i pojechała.

      Nad ranem Danielek dostał strasznej biegunki z krwią. Gorączka nadal
      utrzymywała się na poziomie ponad 39 st. Po podaniu paracetamolu temperatura
      spadała, ale po chwili znów przekraczała 39st. Poszliśmy do pediatry. Kazała
      nie przerywać antybiotyku i zrobić badanie kału z antybiogramem.

      Dzisiaj rano zawiozłam kupkę do badania, chociaż już nie widać krwi w pieluszce
      i nie robi tylu kupek. Mam nadzieję, że ten antybiotyk pomaga i jak będą wyniki
      (za 7-10 dni!!!) po chorobie nie będzie już ani śladu.

      Podejrzewam że to znów te paskudne bakterie. Prawie rok temu było podobnie...
      bez temperatury, ale za to w kupie same skrzepy. Wykryto wtedy u niego w kale
      bakterie wywołujące zapalenie płuc (co one tam robiły?).

      Daniel już szaleje jak zdrowe dziecko, a to dobry objaw...

      Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie. Blanka
      • gagarin3 Re: Choroby... 04.12.04, 00:51
        BLANKA, właśnie myślałam o Tobie, dlaczego tak długo się nie odzywasz. Mocno
        trzymam kciuki za Danielka, żeby jak najszybciej wyzdrowiał. Daj znać, co u Was
        słychać!!! KWAKWA, jeżeli dziecku nic nie jest, to nie ma sensu latać z nim po
        próżnicy do lekarza. A to, że nie mierzą, o nic nie pytają, to taki
        przychodniany standard. Jak "na oko" wszystko gra, to pediatrze się nie chce
        zagłębiać w temat, no chyba że się trafi taka upierdliwa matka jak ja. Nie wiem,
        czy to moja wyobraźnia, ale jak wchodzę do gabinetu, to lekarka mojego syna
        przewraca oczami wink)) Co do wit. D3 to nie zdawałabym się na intuicję, niedobór
        (co jest raczej mało proawdopodobne, zważywszy na fakt, że systematycznie
        podajesz dziecku) i nadmiar - mają poważne konsekwecje. Lepiej skonultować tę
        kwestię z lekarzem, a jak nie masz doń zaufania, w ostateczności można zrobić
        badanie krwi (wapń, fosfor, fofataza alkaliczna) i moczu na oznaczenie wydalania
        wapnia. Pozdrawiam i trzymajcie się zdrowo.
        • rybkaisia Re: Badanie krwi- robiłyście? 05.12.04, 20:36
          Hej,
          Jakis czas temu dopisałam się do strony mam z września 2003 i codziennie sobie
          czytuję Wasze posty. Isia na szczęście nie przechodziła powazniejszej choroby
          (odpukać) tylko katarki. Nie ma wrzasku u lekarza, bo w domu skutecznie badamy
          wszystkie miśki stetoskopem i zagladamy im do gardełek. Dlatego wydaje mi się,
          że potem badu-badu nie jest straszne. Teraz mamy przyjąć dawkę przypominającą
          na Hib, ale mnie dopadło jakieś przeziębienie więc wolę odczekać, mam
          nadzieję,że Isię ominie i pojedziemy na szczepienie.
          Nasza lekarka waży dziecko ale też nie mierzy. Jeszcze nigdy. Chyba się upomnę,
          bo miarka domowym sposobem na drzwiach chyba zaniża.
          Ale chciałam zapytać Was czy robiłyście dzieciom badania krwi, czy wasi lekarze
          zalecaja je co jakiś czas? Isia nie miała jeszcze badania, nie wiem nawet jaką
          ma grupę krwi, bo nie mieliśmy konfliktu z mężem i po porodzie jej nie
          oznaczyli grupy. Moim zdaniem 15 m-cy to najwyższy czas żeby skontrolować krew
          mimo, że na oko jest OK. Je dobrze (no zależy od dnia), chodzi jak tylko
          skończyła 11 m-cy i jest dynamiczna - nawet bardzo. No to jak myslicie upomnieć
          się o badanie krwi?
          Pozdrawiam
          Rybka i Isia (13.09.03)
          • kwakwa33 Re: Badanie krwi- robiłyście? 06.12.04, 12:29
            No, ja oczywiście nie robiłam-nie miałam okazji smile Grupę krwi Tanja miała
            robioną przy pordzie (być może z powodu konfliktu serologicznego, choć myślałam
            że jest to badanie rutynowe). Potem żadnych badań. Nie wiem czy to dobrze, ale
            ja bym się specjalnie nie upominała, bo to dla dziecka ból i stres. A skoro
            wszystko jest na oko w porządku, to powinno wystarczyć. Ja też czasem miewam
            wątpliwości czy nie zaniedbuję zdrowia mojej córci, ale...... chyba nie smile

    • blaneczka007 ***************MIKOŁAJ******************** 06.12.04, 09:22
      Cześć dziewczyny, jak tam juz był u Was Mikołaj? U nas był. Dawid już o 5.00
      znalazł prezent...Daniel nieco później. Oboje dostali pociągi i koszule
      wizytowe... Jeden i drugi bardzo zadowolony. Danielkowi aż oczka się śmieja, a
      mi mniej bo lokomotywa tak hałasuje, że trudno własne myśli usłyszeć.

      O kurcze, teraz Danielkowi spodobał się pociąg Dawida...będzie wojna...
      Kończę. Blanka
      • kwakwa33 co potrafią Wasze pociechy? 06.12.04, 12:46
        Co potrafią Wasze dzieci?

        Tanja (2 września 2003)umie już:
        -chodzić,
        -chodzić po schodach na dwóch nóżkach podpierając się łapkami o barierkę lub
        ścianę
        -sikać do nocnika
        -mówić: mama, tata, baba, Taja (Tajga to imię naszego psa)
        -tańczyć
        -niedawno opanowała układanie wieży z kółek
        -przekazać co od nas chce, biorąc za rękę i pokazując

        nie umie:
        -bawić się innymi zabawkami, np. klockami (potrafi je tylko roznosić po całym
        mieszkaniu)
        -wkładać klocków o różnych kształtach do specjalnego pudełka, gdzie te kształty
        są zaznaczone (a są to zabawki przeznaczone dla dzieci powyżej 6. miesiąca
        życia)
        -skupić się na ksążeczce, którą próbuję jej cztać (razem słuchamy bajek z
        kasety i wtedy potrafi się zasłuchać)
        -jeść samodzielnie łyżeczką

        Nie wiem co jeszcze.
        Chciałabym żebyśmy porównały rozwój naszych dzieci. Ciekawa jestem jak inne
        dzieci w tym wieku się rozwijają, co potrafią, co lubią najbardziej itp.
    • akiu Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 06.12.04, 11:51
      Witam wszystkie Mamy smile
      Mój Kubek urodził się 8.09.2003 w Lublinie, a ja dopiero teraz dołączam do tego
      wspaniałego wątku wink, bo dopiero go znalazłam. Korzystając z tego, że mały
      rozbójnik śpi ściskam serdecznie wszystkie mamy wrześniowe.
      U nas Mikołaj już był i przyniósł samochód, samolot i książeczki.
      Pozdrawiam ciepło.

      Aki
    • witka06 Re:u nas tez byl Mikolaj 06.12.04, 15:44

      witajcie kochane,

      u nas tez byl Mikolaj, bo dimka byl taki grzeczniutki hehe. przyniosl keyboard
      i ksiazeczke.juz mi dudnia w glowie te melodyjki, za to dima szaleje w tancu.
      cos go wzielo ostatnio na muzyke.
      witajcie nowe mamusie, piszcie!
      co do grupy krwi to ponoc dopiero ok 3 roku zycia mozna ja okreslic.tak
      powiedziala nasza pediatra.pytalam,czemu Dima nie ma w ksiazeczce grupy krwi. a
      jesli chodzi o badania, to chyba nie ma potrzeby robienia ich ot tak. my np.
      robilismy, ale to ze wzgledu na okreslenie wspolczynnika Ige (zwiazane z
      alergia).

      a co u Was chorowitki? mam nadzieje,ze juz jestescie zdrowi,trzymam mocno
      kciuki!
      buziaki dla wszystkich
      wiola


      • martael Re:u nas tez byl Mikolaj 06.12.04, 17:23
        Elo Dziewczyny! Jak to mawiają ursynowskie dzięcioływink)))))
        U nas też Mikołaj był siwy i zostawił Guciowi nowe butki Postępy i (mikołaj –
        ciocia) – dresik z pomarańczowym krokodylem. Postępom powinnam już dawno zwrócić
        honor, bo to ja zaczęłam z tą ich dyskusyjną urodą wink. mamy już drugą parę (miss
        doktor kazała nam, jak pamiętacie, zakładać je, kiedy tylko Gusti wstanie na
        nogi) i butki spisują się u nas wspaniale. Gucio zaczął tuptać tak jak Krzyś– od
        szafy do drzwi, od drzwi do mamy, od mamy do cioci. I bez Postępów ani rusz.
        Nóżka się chwieje, wykrzywia. W ogóle źle chodzi bez bucika.

        Witaj w klubie 8.09 Aki! Krzyś i Gucio z tego forum urodzili się tego samego
        dnia co Twój synek, tyle, że w Warszawie, na Solcu. Gucio to mój synek. Krzyś to
        synek Asi_z

        U nas zamieszania życiowego ciąg dalszy. Śnią mi się fugi i zlewozmywaki wink
        Teraz na szczęście mamy chwilę spokoju, bo mieszkanie wysycha. Ale niebawem
        parkiety i kolejne wydatki. Dziura budżetowa bez dna…Ale smile

        Mikołajom najserdeczniejsze życzenia imieninowe
        Jak byłam mała to myślałam, że to Sw Mikołaj jest wynalazcą czekolady (chyba
        dlatego, że czekoladę dostawałam raz w roku – 6.12 właśnie)

        Ps. Chorowitki trzymam kciuki za Was. Brrr. Straszne te choróbska są. Szkoda mi
        Was strasznie. Zdrowiejcie!
        • akiu Re:u nas tez byl Mikolaj 08.12.04, 15:23
          Hejka suspicious
          Ha, a wiec moj Kuba ma tutaj 2 astrologicznych braci. Hoho! (chyba mi sie to od
          sw. Mikolaja udzielilo).

          Juz pomalu zaczynam czuc klimat swiat suspicious dopiero teraz, bo malo jakos po
          sklepach chodze z braku czasu. No ale juz niedlugo pyszny karpik. mniaaam.

          A ten rudzielec niesamowity, Malemu pokazalam to sie strasznie do niego cieszyl.
          I juz sam je, nono.

          Pozdrawiam przedswiatecznie

          Aki
    • synowa2 Zapraszam 06.12.04, 19:43
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24876
    • synowa2 zapraszam 06.12.04, 19:45
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24876
      • witka06 Re: moj maly rudzielec 07.12.04, 09:09

        i pierwsze proby samodzielnego jedzenia.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=18343721
        jak chorowitki, coraz lepiej?
        buziaki od Dimy
        wiola

        • ewa237 Re: moj maly rudzielec 07.12.04, 11:13
          Hej,
          Wiola , fajny ten Twój Rudzielec. A jaki przystojny i samodzielny...
          Ten jego uwodzicielski uśmiech zapowaiada tłumy wielbicielek w przyszłości, bądź
          na to przygotowana.
          A my niestety po 3 tygodniach chodzenia do żłobka znowu mamy wirusa a z nim
          kaszel i katar. Na szczęście wydzielina przeźroczysta więc miejmy nadzieje ,że
          Eurespal sobie poradzi. Do tego na horyzoncie pojawiły sie czwórki więc nie wiem
          czy ten stan podgorączkowy to z ząbków czy z przeziębienia.
          Mikołaja świętowaliśmy już w sobote na imprezie organizowanej przez moją firme.
          Moja Maciejka ma zamiłowanie do kulistych kształtów smile.Najpierw z suchego
          basenu wyrzucał wszystkie piłeczki a potem okupował kule bilardowe. Potem z
          10-letnią corką koleżanki bawił się w ka ka czyli chowanie się i pokazywanie z
          okrzykiem ku ku. Do samego Mikołaja podchodził z dużym dystansem i nie chciał mu
          nawet dać cześć ale po co się wysilać skoro mamusia już trzymała w ręku paczke.
          Nasza Maciejka też uwielbia tańce. Lubi sobie do tego samodzielnie pogłaśniać
          muzyke jak nikt nie widzi oczywiście bo inaczej ma zakaz.
          Kończe i trzymam kciuki za pozostałych chorowitków.
          BYLE DO WIOSNY !!!
          Pozdrawiam cieplutko
        • kwakwa33 Re: moj maly rudzielec 07.12.04, 19:24
          Fajny mały rudzielec! I jak pięknie je!
          Gratuluję. Moja córeczka zaraz wywróciłaby miseczkę do góry dnem..
          Beata
          • blaneczka007 Re: moj maly rudzielec 07.12.04, 23:02
            Sliczny Maluszek...
            • magda6811 śliczny maly rudzielec 08.12.04, 19:46
              Wiola gratuluję! Piękny Dimka! W przyszłości rzeczywiście jakiś Robert Redfort
              z niego wyrośnie. Uwielbiam ryżych facetów, tłumy wielbicielek murowane.
              U nas spokój, codziennie spacery więc umieram ze szczęścia i drżę, coby się nic
              nie zmieniło.
              Odpowiadam na ankietę - Stef umie mniej więcej tyle samo co Tanja, próbuje sam
              jeść, ale najchętniej rączką. Z dodatkowych umiejętności - pięknie śpiewa. Ale
              to już od wakacji, na lala, mama lub tata kiedy to zaczął wymyślać sobie
              króciutenkie melodyjki, które powtarzał jak mantra. Na ogół złożone z 2
              dźwięków i tyluż słów.
              Za każdym razem obiecuję sobie, że napiszę coś więcej, ale dziś znów nie
              zdążę... Czytam Was i mocno pozdrawiam, każdą z osobna.
              MARTA - napisz proszę, czy zostajecie na Ursynowie, czy może ruszacie gdzie ś
              bardziej w stronę północy, czyli mojego Żoliborza
              Całuski, Magda
    • rybkaisia Re: mówi i śpiewa 10.12.04, 23:06
      Hej dziewczyny,
      Widzę jakiś zastój na wrzesniu to piszę. Sama zbieram się do pisania ładnych
      kilka dni ale zwsze coś wypada. Isia śpi, na szczepienie się nie wybrałyśmy nie
      wyrobiłam w tym tygodniu. Zapytam o te badanie krwi ale trochę mnie
      uspokoiłyście. Ja tylko boję się żeby czegoś nie zaniedbać. Mały Robert Redford
      śliczny i jak sobie radzi z jedzonkiem. Fiu,fiu.
      Wracam do tematu co potrafią wrześniaki. Isia potrafi:
      - chodzić
      - wchodzić cichaczem po schodach na górę do babci do momentu gdzie się kończy
      poręcz,
      - mówić - ma duży zasób słów od mama, tata, babcia, dziadzia, Isia, Krzyś -
      tata, Grześ, Renia, Gaba, Cezar , ciocia,pan, jeleń, dzik, pies, czapa, buła,
      lala, miś, daj, jest,nie ma, czyta, myje, dzidzia, cześć oraz jeszcze kilka
      oraz swój slang: tidit, cześ - grzebień,my - mydło,mau- kot, pis-długopis,aś -
      gorące, pepa-pilot i takie rózne,
      - śpiewa siejeje i inne kompozycje, swoje oczywiście, tańczy
      - skakać po łóżku i fotelach,wspinać się jak mama nie widzi,
      - podlewać kwiatki i karmić psa ciastkami,
      - włączyć radio i zatkać uszy,
      Nie potrafi:
      - sama jeść - trochę próbuje z serkiem ale poza tym jest karmiona,
      - pić z kubka tzn.może i potrafi ale namiętnie rozlewa całą zawratość więc sok
      dostaje w butelce,
      - usiedzieć na nocniku i coś z siebie wydusić,
      - zająć się sama zabawą dłużej niż 2 minuty - maaamaaa!
      Chyba tyle. Pozdrawiam cieplutko i piszcie więcej.
      Rybka i Isia (13.09.03)
      PS u nas Mikołaj też był - przyniósł książeczkę, psa Pysia i telefon, tzn.pipa
      • martael Gucio chodzi :) 13.12.04, 10:47
        No właśnie. Gustaw się "puścił" wink i nabiera tempa. Oj czasem trudno za nim
        nadążyć. Śmiesznie wygląda na tych chwiejnych jeszcze nóżkach.
        Na razie nie zauważyłam jeszcze znaczących przemian w Guciowej psychice, o
        których pisałyście. Dalej mówi tylko "mama" pokazując palcem na wszystkich -
        mnie, tatę, wujka, panią w sklepie...
        Przed nami tydzień pełen upadków - nauka chodzenia.
        Magdo - przenosimy się z Ursynowa maksymalnie na północ: Białołęka. Polubiliśmy
        Ursynów, ale mieszkania są tu tak drogie...
        • gagarin3 Re: Gucio chodzi :) czyli ZUCH CHŁOPAK!!! 13.12.04, 13:03
          Gratulacje dla Gucia! Marto, bardzo się cieszymy smile)))) Wiedziałam, że będzie
          dobrze. Mam nadzieję, że już skończą się nasze obsesje na punkcie zdrowia
          naszych maluchów... Pozdrawiam serdecznie smile
          • witka06 Re: Gucio chodzi :) czyli ZUCH CHŁOPAK!!! 13.12.04, 13:58

            hej,

            marto, brawo dla Gucia!ciesze sie bardzo i mysle,ze teraz to juz naprawde
            przestaniesz sie zamartwiac. buziaki dla Zucha!

            Madziu, spacerujcie, spacerujcie i to bez strachu. Stefek na pewno juz ma dosc
            siedzenia w domu, wiec chyba nie da sie znow dopasc chorobskom.

            Agnieszko( gagarinie)jak tam odzwyczajanie Piotrusia od smoka? jest jakis maly
            sukces? Bo mi to chyba przyjdzie obciac Dimie paluchy hehe

            dzieki za mile slowa o czuprynie mojego rudaska. a szczerze mowiac to juz teraz
            zastanawiam sie jak to zrobic,zeby nie przejmowal sie wyzwiskami dzieciakow, a
            to raczej nieuniknione. no,moze jeszcze zmieni mu sie kolor.mam chyba troche
            obsesje na tym punkcie, pewnie dlatego,ze sama bylam (jestem) rudzielcem.

            zabralam sie dzis za porzadki swiateczne, rzucilam sie na pelne morze-wzielam
            sie za mycie okien. Matko, myslalam,ze to na zewnatrz jest tak ciemno. I stala
            sie w domu jasnosc, no jeszcze nie wszedzie....

            wczoraj pojechalismy do mojej przyjaciolki na wies. Buduja tam dom.wybralismy
            sie na spacer,zeby zobaczyc jak tam prace postepuja. To jakies 3km od domu, w
            ktorym obecnie mieszkaja. Nie wzielam pod uwage, ze Dimie taki dlugi spacer
            moze sie nie spodobac, a w dodatku nie zabralam ani kawalka bulki,zeby go czyms
            zajac. No i mialam, nioslam go wlasciwie caly czas na rekach.Wozek be a chodzic
            tylko po rowach i wszedzie, byle nie za wszystkimi. Myslalm,ze padne. nie
            wspomne juz jak on wygladal po tym "spacerze".

            pedze, bo moze jeszcze uda mi sie cos zrobic poki spi.

            sciskam mocno i duzo zdrowka zycze
            wiola

            • magda6811 Re: Gucio chodzi :) czyli ZUCH CHŁOPAK!!! 13.12.04, 19:28
              MARTO, gratulacje, teraz już nic nie zachwieje Twojej wiary, że wszystko OK.
              Jak stara babcia "powiem" "a nie mówiłam?!" Rekord późności pierwszych kroków
              wśród znajomych dzieci to rok i 4 miesiące a dziś delikwentka zdobywa
              wyróżnienia i nagrody z WF-u.
              Mieszkałam na Białołęce przez 4 lata. Miło to wspominam, choć na pewno jeszcze
              jeden (co najmniej) most na północy by nam się przydał. Kiedy się
              przeprowadzacie? Święta już w nowym domu?
              WIOLU, staramy się wychodzić codziennie. Łobuz próbuje wyskoczyć z wózka jak
              tylko się da, czasem ledwie zdążę go dowieźć do placu zabaw. Zapakowanie go
              potem z powrotem jest pokazem przemocy na dziecku. I testem dla matki z jej
              sprawności fizycznej i wytrzymałości psychicznej.
              Często myślę, jak AGNIESZCE udaje się chodzić z Piotrusiem bez wózka. U nas
              zawsze wybryki, albo ucieczki w przeciwnym niz zamierzony kierunku, albo
              kładzenie się na trtuarze, albo wyjadanie ulicznego żwiru, albo odkrywanie z
              radością psich odchodów na okolicznych trawnikach.
              U Stefa w natarciu ostatnie dolne kły i potem chyba kilka miesięcy spokoju
              zanim wyklują się piątki.
              Pozdrawiam, Magda


              • ewa237 Re: Gucio chodzi :) czyli ZUCH CHŁOPAK!!! 14.12.04, 08:45
                Gratulacje dla Gustawa!! Ciesze się MARTO,że wszystkie niepokoje z tym związane
                masz już za sobą.
                Nasza Maciejka dzisiaj po tygodniu chorowania i obijania się w domu poszedł
                znowu do żłobka. Nawet przyjął to z usmiechem. Ja się tez ciesze bo nareszcie
                będzie go można między 20.00 a 21.00 zagonić do łóżka. W czasie choroby to
                lubił posypiać sobie 2 a nawet 3 razy w ciągu dnia a potem szedł spać ok 23.00
                i to z wielkim krzykiem. Robi się z niego niezły łobuz czyli "szkodnik" jak to
                nazywa tatuś. A podobno w żłobku należy do grupy najgrzeczniejszych. Chciałabym
                to kiedyś zobaczyć.
                MAGDO, fajnie że Stef już odpędził od siebie te wirusy. Na pewno po tych
                wszystkich testach wytrzymałościowych ze sprawności fizycznej i psychicznej
                podczas spaceru mówisz sobie na pocieszenie: "trudno, dobrze że już nie
                choruje". Mam racje?
                WIOLA, nie martw się na zapas rudą (dla mnie uroczą) czupryną Dimki. Myśle że w
                przyszłości może mu ona dodać uroku a nie odjąć.
                Myśmy wczoraj też podjeli próbe samodzielnego jedzenia serka z miseczki.
                Maciej nawet 2 razy włożył sobie łyżeczke do buzi chociaż odwróconą do góry
                dnem. W większości wolał nią jednak mieszać w miseczce, którą z kolei
                najchętniej włożyłby sobie na głowe jako kapelusz smile. No cóż, będziemy
                próbować dalej.
                Dziewczyny , tak przy okazji, jak u Was wygląda sprawa oswajania z nocnikiem.
                Pozyniłyście jakieś próby? Maciejka od czasu do czasu siada na nocnik ale nie
                na gołą pupe.

                Pozdrawiam i życze zdrówka w przedświątecznej krzątaninie
                Ewa & Maciejka
                • blaneczka007 Re: Gucio chodzi :) czyli ZUCH CHŁOPAK!!! 14.12.04, 10:14
                  Ja również przyłączam się do życzeń gratulacyjnych dla Gustawa. Czyżby już
                  wszystkie wrześniaki nabrały pionu?

                  U nas sprawa nocnika wygląda podobnie jak u Ciebie Ewo. Mały siada na niego w
                  zabawie, kiedy jest ubrany, ale jeśli tylko posadzę go z gołoą pupą, to
                  ekspresowo wstaje. Więc na razie zaniedbujemy sprawę sadzania na nocnik.

                  Dziewczyny, ja też mam pytanko...
                  Nie wiem jak postępować z Małym, kiedy rusza sprzęty takie jak TV, DVD,wieża i
                  wszystkie inne co mają klapki i przyciski. W połowie bajki potrafi wparować
                  starszemu braciszkowi do pokoju i wyłączyć TV. Szufladkę od DVD wyciąga i
                  ciągnie ją w dół. Klapkę od CD która otwiera się automatycznie on otwiera
                  ręcznie z chrobotaniem zębatek. Komputer wyłącza i włącza jak mu się podoba,
                  monitor też. Na to wszystko reaguję poważną miną, stanowczym "oj, nie wolno" i
                  odsunięciem "szkodnika" od sprzętu. Jednak jeszcze dobrze go nie posadzę z dala
                  od urządzenia, a on wraca do niego i robi to samo, tym razem z uśmiechem. Jakby
                  myślał "ale super zabawa". Umieszczenie wszystkich tych sprzętów na wyższe
                  półki jest niemożliwe, gdyż mamy tylko komody. Co robić? Macie jakieś sposoby?
                  Radźcie. Czy Wasze dzieci też mają zadatki na zawód elektronika, informatyka
                  albo elektryka?wink

                  Pozdrawiam. Blanka
                  • ewa237 Elektronik, informatyk lub elektryk? 14.12.04, 11:37
                    BLANKA, moge śmiało powiedzieć ,że problem sprzętu RTV, kabelków, komputera
                    który opisałaś u nas wygląda dokładnie tak samo. Przez to nadmierne
                    zaciekawienie kabelkami Maciek przewrócił w pokoju stojącą lampe i stłukł w
                    niej jeden klosz. Też nie bardzo wiemy jak z tego wybrnąć. Na razie nasz
                    Szkodnik w chwili ataku jest odciągany i zabawiany jakąś inną zabawką lub
                    zajęciem. Non stop trzeba go mieć na oku bo ułamek sekudy wystarcza mu na
                    zepsucie czegoś. Myśle,że trzeba to przeczekać ale też jestem ciekawa innych
                    rozwiązań i propozycji.
                    Pozdrawiam
                    Ewa
                    • zabuniek Dima przystojniak Gucio dzielny Reszta rozrabiaki 14.12.04, 14:20
                      Witajcie,
                      Ale przystojne chlopaki rosna!!! I jacy dzielni!!!
                      Gratulacje.
                      Dla rozbojnikow tez, coz odkrywaja swiatwink

                      Moj "szkodnik" dziala identycznie, staram sie wiec nie zakazywac, lecz zajmowac
                      czyms innym, ewakuujac (chowajac) z miejsca (rzecz) niedozwolonego/a. Starajac
                      sie likwidowac miejsca newralgiczne.

                      Ostatnio odkryla olowek i kredki, mowie Wam - nie mam dziecka, zajmuje sie samo
                      soba, przez jakis czas.
                      Oczywiscie, odkryla tez, ze na scianach, szafkach i wielu innych rzeczach tez
                      da sie malowac, ale gdy mowie "nie" - to jeszcze gorzej (zapamietuje sobie i
                      ciagle juz wraca broic), najlepszy u nas sposob to ignorowanie zlego
                      zachowania, przy tym likwidowanie zakazanej rzeczy, przesuniecie uwagi na cos
                      innego i oczywiscie chwalenie pozytywnego zachowania.
                      Zawsze uwazalam ze nagroda wiecej zdziala niz kara.
                      Ale specjalista nie jestem, poczekamy na opinie eksperta Abepewink, napisz ile
                      juz jestesmy Ci winne.
                      Musze konczyc
                      PA
                      • zabuniek Re: Dima przystojniak Gucio dzielny Reszta rozrab 14.12.04, 15:26
                        Tzn, mowie "nie, nie wolno", ale nie powtarzam, staram sie zajac ja czyms
                        innym...
                      • zabuniek Re: Dima przystojniak Gucio dzielny Reszta rozrab 14.12.04, 15:27
                        sprostowanie:
                        Mowie "nie, nie wolno", ale od razu staram sie zwrocic jej uwage na cos innego.
                      • zabuniek sprostowanie 14.12.04, 15:28
                        nie pozwala mi dopisac, kasuje mi posta:
                        sprostowanie:
                        Mowie "nie, nie wolno", ale od razu staram sie zwrocic jej uwage na cos innego.
                      • zabuniek Re: Dima przystojniak Gucio dzielny Reszta rozrab 14.12.04, 15:29
                        sprostowanie:
                        Mowie "nie, nie wolno", ale od razu staram sie zwrocic jej uwage na cos innego.
                      • zabuniek sprostowanie 14.12.04, 15:30
                        sprostowanie:
                        Mowie "nie, nie wolno", ale od razu staram sie zwrocic jej uwage na cos innego.
                • winnie77 Re: Gucio chodzi :) czyli ZUCH CHŁOPAK!!! 14.12.04, 17:13
                  Hejka,

                  Gratulacje dla Gustawa. Teraz bedzie jeszcze bardziej samodzielny. Zaraz
                  zacznie biegać i nie będziesz miała już chwili wytchnienia...: ). Wiecie z czym
                  mam największy problem podczas spacerów? Wcale nie z tym, że WuWu idzie zawsze
                  w kierunku przeciwnym do nas, i nie z tym, że w zwiąku z powyższym przejście
                  odcinka 50m trwa strasznie długo, tylko z tym, że WuWu niewyobrażlnie
                  interesuje wszelka roślinność. Pierwszą. rzeczą jaką robi po uwolnieniu z
                  wózka, jest bieg w stronę trawnika. A co jest na trawniku. Psie kupy są.
                  Tysiące psich kup. Wczoraj wlazłanowymi bucikami, w taką co by się jej dinozur
                  nie powstydził. Byłam taka wściekła, że miałam ochotę, zupełnie jak bohater
                  filmu "Dzień świra", narobić jakiemuś właścicielowi pod oknem. Ciekawe, że
                  ludziom to nie przeszkadza, ale spróbowałaby któraś z nas wysadzić dziecko na
                  trawniczku, że nie wspomnę o załatwieniu swojej potrzeby. Zresztą buciki to
                  najmniejszy problem bo można wyczyścić, ale gdyby tak się poślizgnęła i upadła
                  na ta kupę...Strach myśleć, ale takie właśnie myśli zaczynają mnie nachodzić
                  jak moje dziecko spaceruje po trawniczku. Także Marto i Gustawie, strzeżcie
                  się. To nowy aspekt stawiania przez nasze pociechy pierwszych kroczków.
                  Wiola, nie przejmuj się wogule kolorem czuprynki swojego Dimy, Jest śliczny,
                  zresztą tak ja reszta właściciela. Kurcze, ale WuWu ma przystojnych mężczyzn
                  dookoła.
                  Jeśli chodzi o rozwój WuWu to wszystko jest ok, wiec nie będę wyliczać
                  umiejętności ksiażkowych, tylko zajmę się tymi o których książki nie wiele
                  wspominają> No więć WuWu potrafi: dłubać w nosku, robić różne dziwne sztuki z
                  jężykiem, mam wrazenie, że jest z plasteliny, wydłubywać okruchy ze starannie
                  odkurzonego dywanu, zabierać różne przedmioty, kiedy nie widzimy, np. pilota od
                  telewizora, i gdzieś je wynosić (przypuszczam, że robi to spacjalnie i śmieje,
                  się z nas w duchu, kiedy ich szukamy), wczołagać się po kocią chrupkę pod szfkę
                  kuchenną, włączyć i wyłączyć telewizor, włączyć i wyłączyć lampkę (wiele razy),
                  podgłośnić wieżę na maxa i się nie przestraszyć, wycierzć kurze i kocia mordkę
                  chusteczką do pupy, dorwać się do rolki papieru toaletowego i uciekać trzymając
                  za jeden koniec, rozbroić w 3 sekundy mechanizm grający od książeczki (mnie bez
                  narzędzia nie udało się to jeszcze nigdy, przy pomocy pilniczka do paznokci
                  zajmuje mi to ok. 1 min.), to samo dotyczy klawiszy od laptopa, które potrafi w
                  tajemniczy sposób ściagać, i to tyle co w tej chwili przychodzi mi do głowy,
                  jak u Was? Dodam, że WuWu też jest uznawana za dziecko z "tych
                  grzeczniejszych". Ewa, ja też się zastanawiam, co w takim bądź razie oznacza
                  dziecko "niegrzeczne"?. Jeśli chodzi o predyzpozucje zawodowe, to pewnie będzie
                  botanikem-muzykiem z zamiłowaniem do informatyki i elektrykismile.
                  A co z naszym "warszawskim" spotkaniem?, aura coś nie sprzyja, ale mogłybyśmy
                  się spotkać np. u mnie. Co o tym sądzicie?. Dzieciaki mogłyby sobie powyrywać
                  zabawki (jak zauważyłam, na tym polegaja głównie zabawy w tym wieku), pobawić
                  się z kotem/ lub kotem, a my w miarę spokojnie pogadać. Dysponuję herbatą,
                  ciastem, mogę też ugotować gar grochówki...tudzież barszczyku.
                  No dobra kończę bo Dzidzia nawołuje.
                  Sciskam Was bardzo mocno. Wirusy precz! Liga rządzi, liga radzi, liga nigdy cię
                  nie zdradzi!
                  A.
                  • gagarin3 Re: Gucio chodzi :) czyli ZUCH CHŁOPAK!!! 14.12.04, 20:32
                    AGATA, jesteś boska smile))) Gdybym mieszkała choć kawałek bliżej, to pierwsza
                    zameldowałabym się na herbatce u Ciebie. MAGDO, na spacery bez wózka chodziliśmy
                    jesienią, gdy było sucho, przyjemnie i nigdzie nam się nie spieszyło. Teraz
                    znowu wózek na tapecie, ale mam pół torebki różności służących do przekupienia,
                    bo delikwent nie chce siedzieć, a gdy poczuje grunt pod nogami zachowuje się
                    dokładnie jak Stefan. Mam zresztą wrażenie, że miast lepiej, jest coraz gorzej.
                    Od wrzasków i pisków Piotrusia połowa sąsiadek ma migreny i ledwo odpowiada na
                    moje "dzień dobry". WIOLA, smoczek to już zamierzchła przeszłość. Tylko zdjęcia
                    przypominają nam o dawnym nałogu Piotrusia. Za radą pani dermatolog na siłę
                    odsuwaliśmy paluchy od buzi, żeby ich ssanie nie stało się kolejnym utrapieniem.
                    I na szczęście się udało. Ostatni sukces to samodzielne wchodzenie po schodach,
                    podtrzymując się poręczy pokonał dwa piętra... Jeszcze zostały dwa i jest
                    nadzieja, że mi kręgosłup nie wysiądzie przed trzydziestką (a to już w
                    niedzielę, buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!)
                    Wyniki badań Piotrusia są nieciekawe, za niski poziom wapnia, za wysoki -
                    fosforu i fosfatazy. Szwagier mojej przyjaciółki, który jest pediatrą
                    stwierdził, że to początki krzywicy (to była konsultacja telefoniczna, facet
                    mieszka dośc daleko od nas), pediatra z przychodni powiedziała, że nie jest
                    najgorzej i zaleciła podawanie po jednej kropli wit. D3 (to również była
                    konsultacja telefoniczna, pani doktor jest w zaawansowanej ciązy i jest na
                    zwolnieniu), chirurg powiedziała, że nie wygląda to dobrze i poradziła nam udać
                    się na prywatną konsultację do ordynatora pediatrii w miejscowym szpitalu, bo w
                    razie czego "położy małego na oddziale i porobi mu dokładne badania". Póki co
                    czekam, aż Paweł wróci z delegacji i zastanawiam się, co robić... Pozdrawiam.
                    • zabuniek ku pokrzepieniu 15.12.04, 11:23
                      Kiedy Pan stworzy³ kobietê, by³ to ju¿ jego 6 dzieñ pracy i w dodatku po
                      godzinach... Pojawi³ siê anio³ i spyta³:
                      Czemu tyle czasu Ci to zajmuje?
                      Pan mu odpowiedzia³:
                      Widzia³eœ zamówienie? Musi byæ ca³kowicie zmywalna, ale nie plastykowa, ma
                      200 ruchomych czêœci wszystkie wymienne, dzia³a na kawie i resztkach
                      jedzenia, ma ³ono, w którym siê mieœci 2 dzieci naraz, ma taki poca³unek,
                      który leczy ka¿da rzecz od startego kolana do z³amanego serca.
                      Anio³ stara³ siê powstrzymaæ Pana:
                      To jest za du¿o pracy na jeden dzieñ, lepiej poczekaæ ze skoñczeniem do
                      jutra.
                      - Nie mogê, powiedzia³ Pan. Jestem tak blisko skoñczenia tego dzie³a,
                      które jest tak bliskie memu sercu.
                      Anio³ zbli¿y³ siê i dotkn¹³ kobiety:
                      - Ale zrobi³eœ j¹ tak¹ miêkk¹, Panie?
                      - Ona jest miêkka, ale zrobi³em ja tak¿e twarda. Nawet nie wiesz ile mo¿e
                      znieœæ lub osi¹gn¹æ.
                      - Bêdzie myœleæ? spyta³ anio³
                      Pan odpowiedzia³:
                      - Nie tylko bêdzie myœleæ, ale rozumowaæ i negocjowaæ.
                      Anio³ zauwa¿y³ cos, zbli¿y³ i dotkn¹³ policzka kobiety.
                      - Wydaje siê, ¿e ten model ma skazê. Powiedzia³em Ci, ¿e stara³eœ siê daæ
                      za wiele rzeczy.
                      - To nie jest skaza - sprzeciwi³ siê Pan - to jest ³za.
                      - A po co s¹ ³zy? zapyta³ anio³.
                      Pan powiedzia³:
                      £za to jest forma, która ona wyra¿a swoja radoœæ, wstyd rozczarowanie,
                      samotnoœæ, ból i dumê. Anio³ by³ pod wra¿eniem.
                      - Jesteœ Panie geniuszem, pomyœla³eœ o wszystkim, to prawda, ¿e kobiety s¹
                      zdumiewaj¹ce.
                      - Kobiety maja si³ê, która zdumiewa mê¿czyzn. Maja dzieci, przezwyciê¿aj¹
                      trudnoœci, dŸwigaj¹ ciê¿ary, ale obstaj¹ przy szczêœciu, mi³oœci i radoœci.
                      Uœmiechaj¹ siê, kiedy chc¹ krzyczeæ, œpiewaj¹, kiedy chc¹ p³akaæ, p³acz¹,
                      kiedy s¹ szczêœliwe i œmiej¹ siê, kiedy s¹ zdenerwowane. Walcz¹ o to, w co
                      wierz¹, sprzeciwiaj¹ siê niesprawiedliwoœci, nie zgadzaj¹ siê na "nie" jako
                      odpowiedŸ, kiedy wierz¹, ¿e jest lepsze rozwi¹zanie. Nie kupi¹ sobie nowych
                      butów, ale swoim dzieciom tak... Id¹ do lekarza z przestraszonym
                      przyjacielem, kochaj¹ bezwarunkowo, p³acz¹, kiedy ich dzieci osi¹gaj¹
                      sukcesy i ciesz¹ siê, kiedy przyjaciele odnosz¹ sukcesy. £amie siê im
                      serce, kiedy umiera przyjaciel, cierpi¹, kiedy trac¹ cz³onka rodziny, ale
                      s¹ silne, kiedy nie ma sk¹d wzi¹æ si³y. Wiedz¹, ¿e objêcie i poca³unek mo¿e
                      uzdrowiæ zranione serce. Kobiety s¹ ró¿nych wielkoœci, kolorów i kszta³tów.
                      Prowadza, lataj¹, chodz¹ ub wysy³aj¹ ci maile, ¿eby powiedzieæ ci, ¿e ciê
                      kochaj¹.
                      Serce kobiety jest tym, co powoduje, ¿e œwiat siê krêci. Kobiety robi¹
                      wiêcej ni¿ to, ¿e rodz¹. Przynosz¹ radoœæ i nadziejê, wspó³czucie i idea³y.
                      Kobiety maja wiele do powiedzenia i do dania. Tak,serce kobiety jest
                      zadziwiaj¹ce.


                      przepraszam za wczorajszy metlik postow, ale cos nie dzialalo
    • blaneczka007 służba zdrowia...zwariuję 15.12.04, 20:04
      Dzisiaj napisze o sobie i swoich przemyśleniach.

      Danielek od wczoraj ma kaszel. Na wieczór podałam mu Mucosolwan (głupia baba ze
      mnie). Mały całą noc kaszlał i zwracał flegmą. Przy którymś razie myślałam, że
      znów będzie wymiotować i biegnąc z nim do łazienki wpakowałam się na wózek
      stojący na przedpokoju. Uderzyłam się tak mocno w palec u nogi, ze zamiast do
      łazienki usiadłam na łóżku. Noga spuchła, zsiniała, do rana ból nie
      przechodził. Poszłam do przychodni z małym i zapytać o chirurga.
      -"...limity wyczerpane-proszę przyjść w styczniu umówić sie na wizytę..." -
      usłyszałam.
      -Ale ja tu mam może palec złamany, albo przynajmniej wybity...
      -To proszę jechać na pogotowie, tylko teraz,bo tam tylko świerze przypadki...
      -ale ja jestem z dzieckiem, nie mam go z kim zostawić(mąż w morzu), a drugie w
      szkole
      -to proszę jechać z dzieckiem...

      W tym czasie chirurg przyjmował w swoim gabinecie...

      oszaleję...

      Na wieczór, mój synek (jak zwykle) zostawił buty w przedpokoju, no i ja
      nieszczęsne tą chorą nogą kopnęłam je. Przewróciłam się i leżąc na podłodze
      wyłam z bólu, dzieciaki przytuliły się do mnie i też zaczęły płakać.
    • blaneczka007 służba zdrowia...zwariuję 15.12.04, 20:15
      Dzisiaj napisze o sobie i swoich przemyśleniach...

      Danielek od wczoraj ma kaszel. Na wieczór podałam mu Mucosolwan (głupia baba ze
      mnie). Mały całą noc kaszlał i zwracał flegmą. Przy którymś razie myślałam, że
      znów będzie wymiotować i biegnąc z nim do łazienki wpakowałam się na wózek
      stojący na przedpokoju. Uderzyłam się tak mocno w palec u nogi, ze zamiast
      wejść do łazienki usiadłam na łóżku. Noga spuchła, zsiniała, do rana ból nie
      przeszedł. Poszłam do przychodni z małym oraz umówić się do chirurga.
      -"...limity wyczerpane-proszę przyjść w styczniu umówić sie na wizytę..." -
      usłyszałam.
      -Ale ja tu mam może palec złamany, albo przynajmniej wybity i to tak strasznie
      boli...
      -To proszę jechać na pogotowie, tylko teraz,bo tam tylko świeże przypadki...
      -ale ja jestem z dzieckiem, nie mam go z kim zostawić(mąż w morzu), a drugie
      dziecko w szkole
      -to proszę jechać z dzieckiem...

      W tym czasie chirurg przyjmował w swoim gabinecie...

      oszaleję...

      Na wieczór, mój synek (jak zwykle) zostawił buty w przedpokoju-na środku
      przejścia, no i ja nieszczęsna tą chorą nogą kopnęłam je. Przewróciłam się i
      leżąc na podłodze wyłam z bólu, dzieciaki przytuliły się do mnie i też zaczęły
      płakać.

      Dawid po pewnym czasie pobiegł do pokoju i słyszałam jak się modlił, żeby
      mamusię przestała noga boleć (cudowne dziecko). Ale to nadal boli (głownie jak
      ruszam palcem). Jak do jutra nie przejdzie to jadę na pogotowie. Pewnie będę
      kłamać, że ten drugi raz uderzyłam się przed chwilą, żeby mnie przyjeli("musi
      być świeża sprawa")

      Oszaleję z bólu i niemocy. Gdzie ja mieszkam?????????

      Blanka
      • ewa237 Re: służba zdrowia...zwariuję 16.12.04, 08:09
        Blanka,
        bardzo Ci współczuje z powodu tego bólu i bezradności w zetknięciu się z nasza
        chorą służbą zdrowia. Niestety w grudniu dostać się do jakiegokolwiek
        specjalisty przyjmującego w przychodni graniczy z cudem. Przypominam sobie jak
        rok temu, jeszcze w listopadzie, byłam szczęśliwa że udało mi się zarejestrować
        Maćka do neurologa.
        Trzymam kciuki żeby to nie było złamanie a tylko stłuczenie no i życze zdrówka
        Danielowi. Trzymaj się !

        Pozdrawiam
      • zabuniek Re: służba zdrowia...zwariuję 16.12.04, 10:55
        Blaneczko
        NIe wiem co napisac,
        ta bezsilnosc jest straszna,
        Jestem z Toba,
        jakzeby Ci pomoc, nie wiem, przepraszam.
        • magda6811 Re: służba zdrowia...zwariuję 16.12.04, 13:55
          Blanko, bardzo Ci współczuję, często zostaję sama z dwójką dzieci i
          wszystko "jest dobrze" dopóki nie zdarzy się zadna nagła akcja. Jak Ty masz
          jechać z małym dzieckiem na pogotowie??? A co w czasie rentgena? Czasami nie
          starcza mi wyobraźni. Mam nadzieję, że nie będziesz musiała , i że obejdzie się
          bez gipsu!!
          AGATO - zgłaszam się natychmiast - jestem, jak najbardziej chętna. Spotkajmy
          się!!!! Twoje opisy zawsze wprawiają mnie w doskonały humor.
          ŻABUNIEK - myślałam, że mazanie po ścianach i szafach to domena chłopców.
          Agatka nigdy tego nie robiła, Stef się w tym specjalizuje. Mamy już klka
          wspaniałych bazgrołów, oczywiscie, w najbardziej widocznych miejscach. Chociaz
          jeden urył. Schował się za drzwiami w pokoju siostry i wykonał najwiekszy w
          swojej dotychczasowej kolekcji bohomaz (?bochomaz???).
          EWO - masz absolutną rację, juz niech się tarza na trotuarze i w psich kupach,
          byle tylko był zdrowy i wychodził na dwór. Co do "grzecznych dzieci" podczas
          przebywania w rozmaitych "placówkach" - to chyba reguła. Te domowe potwory są w
          placówkach wzorowymi przedszkolakami, żłobkowiczami i uczniami(mam przykład w
          domu). Moja "wzorowa uczennica" w domu jest "wzorowym i wzorcowym"
          bałaganiarzem....
          AGNIESZKO - ja tez na spacerze przekupuję Stefa - u nas w repertuarze
          drożdżówka. Mam nadzieję, że nie przejmujesz się więcej niz należy wynikami
          Piotrusia. Tak sobie myslę, że pewnie niejedno dziecko ma coś nie w normie, ale
          o tym nie wiemy, bo nie sprawdzamy. Piotrus chyba nie dostawał D3 w pierwszym
          roku życia więc może to dlatego?
          Pozdraiwam w szale pracowo-przedświąteczno-rocznicowym (w sobotę idziemy do
          brazylijskiej knajpy - tak się kończą plany hucznych obchodów 10-lecia
          małżeńskich rozkoszy), pa
          • gagarin3 Re: służba zdrowia...zwariuję 16.12.04, 17:55
            BLANKO Kochana, trzymaj się dzielnie. Szkoda, że dzieli nas cała Polska, bo
            niechybnie ruszyłabym z odsieczą. Daj znać, jak wygląda sytuacja. MAGDA, nie
            narzekaj na brazylijską knajpę smile Ja bym wiele dała, za jakąkolwiek możliwość
            wyjścia z domu. Na razie urabiam męża i jęczę, że chcę niespodziankę... Niestety
            teściowa się rozchorowała i nawet, gdyby rzeczona niespodzianka miała stać się
            ciałem, nie będziemy mieli z kim zostawić potomka... Piotruś rzecywiście nie
            dostawał D3 odkąd skończył trzy miesiące i zarosło mu to nieszczęsne ciemiączko,
            więc obecny niedobór wapnia wydaje się całkiem logiczny. Tylko jak leczyć jedno,
            nie szkodząc drugiemu... Pozdrawiam i trzymam kciuki za Blankę smile))
            • blaneczka007 Dziękuję bardzo 16.12.04, 19:02
              Dziękuję Wam Dziewczyny,

              Ze mną jest lepiej, mogę trochę poruszyć palcem, troszkę zeszła opuchlizna i
              boli mniej, tylko bardziej zsiniała stopa (tzn siniak jest ciemniejszy). To
              dobre objawy. Myślę, że to tylko silne stłuczenie. Na szczęście już tak nie
              boli.

              Ale mi wstyd... taka panikara.

              Niestety z Danielkiem nie jest lepiej mimo antybiotyku. Nie ma temperatury, ale
              cały czas jest marudny. Nie chcę wcale jeść tylko moje mleczko pije, a i to
              wymiotuje, gdy zaczyna kaszleć. Teraz też przy piersi "wisi". W nocy nie odrywa
              się ani na moment. Jednak dobrze, że go jeszcze karmię. Ciekawa jestem ilu jest
              jeszcze wrześniaków-cycomaniaków...

              Wracając do tematu elektroniki... Danielek tak intensywnie naprawiał wieżę, że
              wyświetlacz zaczął wariować,cały czas mruga wszystko to co może się wyświetlić.

              Jeszcze raz Wam dziękuję, jesteście super!!!

              Blanka
              • abepe jestem 17.12.04, 00:43

              • abepe jestem 17.12.04, 00:44
                hej!
                Witajcie po dość długiej przerwie. Internet ma znowu od tygodnia ale nie miałam
                czasu pisać, tylko podczytywałam sobie.


                Więc:
                Zdrowie (i służba zdrowia)– mamy skierowanie do poradni pulmonologiczno-
                alergologicznej z Grzesiowa astmą ale żeby się zarejestrować dzwonić należy
                3stycznia o 7.30. Może się uda dodzwonić i umówić na jakiś w miarę bliski
                termin. O ile nie będzie dzwoniło pół pomorskiego (w tym moja bratowa, ponieważ
                półroczna Gabi ma problemy z wchłanianiem, czeka już ponad miesiąc).
                Ale ostatnie wyniki badania krwi są w normie, spadło OB i poziom leukocytów
                więc bardzo się cieszymy. No i od 3 tygodni G całkiem zdrowy, więc fajnie i
                spokojnie. Jeszcze tylko bierze żelazo i kwas foliowy, bo anemia się utrzymuje.

                Samodzielne jedzenie – już kiedyś G jadał samodzielnie rączką pokrojone warzywa
                na obiadek albo wagoniki-kromeczki na śniadanie ale od kiedy spadł mu apetycik
                jedzenie służy mu głównie do eksperymentów – rozkładania po stole,
                rozdziabywania na kawałeczki, wyrzucania na podłogę; łyżeczką nawet trafia do
                buźki ale chętniej rysuje serkiem po stole; cóż – nie dojrzał chyba jeszcze do
                samodzielnego jedzenia.

                Mowa – mamy wreszcie mowę w postaci trzech słów – „tata” (wychodziło
                nawet „taattttuś”wink, „ata” (auto) i „jeje”/”jecie” (tzn. jedzie- gdy jedzie na
                swoim aucie albo pcha wózek albo bawi się samochodem albo nas pcha, żebyśmy się
                przesuwali). Pojawiła się ze dwa razy jakaś nieśmiała „mama” tak bardziej do
                mnie, bo generalnie „mamama” oznacza straszne żale. To wszystko osiągnięcie
                ostatnich dwu tygodni, więc MARTA – nie stresuj się milczeniem Gucia. A „mama”
                pewnie oznacza dla Gutka „człowiek” tak jak dla Grzesia „Jezus Maria dlaczego
                mnie nikt nie rozumie???????”.

                Inne umiejętności – G umie już trochę podbiec, jak się spieszy, chodzić do
                tyłu, raczkuje po schodach do góry i w dół, umie jeździć na aucie-odpychaczu do
                przodu i do tyłu, tańcząc przestępować z nogi na nogę, kiwać się do przodu i na
                boki naśladując nasz ruch, naśladować wiele gestów (szybko łapie nowe, mała
                papuga), umie łączyć wieżę z dużych lego, rzuca piłką i innymi przedmiotami
                bardzo celnie (np.. marchewką do mamy herbaty), wskazuje wiele obrazków na
                polecenie (zadziwił nas ostatnio, gdy pokazał ośmiornicę), rysuje ołówkiem
                kreski i „deszcz” czyli kropki, robi różne figury gimnastyczne, „opowiada” przy
                pomocy palca wskazującego (np. - mąż niósł herbatę, uderzył w drzwi i rozlał
                trochę na wykładzinę, G przez 10 minut wskazywał palcem tatę, drzwi, kubki i
                plamę i komentował „Y!YY!”wink. Umie także opróżnić butlę mleka 250 ml w pół
                minuty, oddychać przez swój spejser do podawania leków wziewnych. Próbuje
                przestawiać samochody na ulicy – podchodzi do upatrzonego auta, chwyta za
                zderzak i z „jedzie” na ustach usiłuje je przepchnąć. I jest pewnie jeszcze
                wiele rzeczy, które teraz nie przychodzą mi do głowy.

                Braki w umiejętnościach – właściwie nie mam zastrzeżeń – no może mógłby
                zachcieć sam pić z kubka niekapka (nie chce mu się trzymać za uszy i przechylać
                głowy, na leżąco nie ma problemu, w pionie absolutnie), no i nie da mu się
                czytać, bo pędzi z oglądaniem obrazków, nie korzysta też z nocnika, bo nie miał
                okazji (i wcale mnie to nie martwi).

                Pociąg do elektroniki – mam takie przeczucie, że żadne zakazy, groźby i prośby
                nie są w stanie odciągnąć dziecka od czegoś tak fascynującego, jak przyciski i
                mrugające wyświetlacze. A poza tym – zakazany owoc kusi bardziej. U nas nie ma
                problemu – sprzęt grający i telewizor stoi na komodzie a komputer po tym, jak
                mi młody go kilkakrotnie wyłączył lub zresetował, ustawiam tak, że przyciski
                chowają się za nogą biurka. Jak Grześ chce sobie powłączać tuner to musi
                poprosić kogoś, żeby go uniósł do góry. Nie da się niestety ostatnio
                pokorzystac z komputera przy dziecku, bo domaga się współudziału. Żadne tam
                stare klawiatury czy kalkulatory nie są interesujące. Biorę Grzesia na chwilę
                na kolana, otwieram dokument worda, czcionka 72 i niech sobie pisze –
                zachwycony, że pojawiają się taaaaaaakie wielkie litery. Niestety ciągle pisze
                to brzydkie słowo na „h” (nie wie, że prawidłowo jest przez „ch”wink.
                Myślę, że za kilka miesięcy nasze maluchy będą już na tyle rozumne, że nie
                będzie ich interesowało samo grzebanie i przyciskanie ale po prostu nauczą się
                bezszkodowo ze sprzętu korzystać (i wtedy można ustalać kiedy włączamy radio a
                kiedy telewizor). Na razie chyba najlepiej stosować zasadę ograniczonego
                kontaktu albo kontaktu pod kontrolą.

                Mam za to inny dylemat, związany z pieszymi spacerami – Grześ biegnie za każdym
                napotkanym psem i zaczepia każdego za płotem. Staram się go od tego odwodzić
                ale nie chcę go straszyć. Jak to zrobić, żeby dziecko się nie bało ale
                jednocześnie czuło respekt przed psem. Na razie mu tłumaczę, że pies nie chce z
                nim rozmawiać i dlatego szczeka albo ucieka. Nie bardzo to skutkuje – ostatnio
                15 razy wracał do biednego łańcuchowego burka, który robił hałas na całą ulicę
                a Grześ radośnie mu machał i tańczył przed nim zachęcając do szczekania.

                Beata – nie widzę powodu do chodzenia ze zdrowym dzieckiem do lekarza, na
                szczepienia chodzi się wystarczająco często, żeby lekarz zauważył, że coś jest
                nie tak. Choć moim zdaniem lekarze generalnie nie interesują się rozwojem
                dzieci. Rodzice sami musza czuwać. I się czepiać.

                Rybkaisia – pewnie nie robiłabym badań krwi, gdyby Grześ był zdrowy. Ale przy
                okazji okazało się, że ma anemię (potwierdzoną przez badanie poziomu żelaza).
                Spory procent dzieci podobno to ma, więc może jest sens, żeby morfologię zrobić?

                Magda – dzięki za dzisiejszą świetna audycję, pomogła mi przy drugim grzesiowym
                śniadaniu – zupełnie nie miał humoru ale jak tylko słyszał oklaski zaraz do
                nich dołączał z uśmiechem.
                Daj znać, co podają w brazylijskiej knajpie.

                Żabuniek – z tym, że nagroda o wiele bardziej skuteczna niż kara to prawda.
                Sprawa się komplikuje jednak, jak się zastanowić, za co i jak dziecko chwalić
                Nie chcę się teraz rozwodzić. Zachęcam do lektury „Rozsądnego dziecka” Elisy
                Medhus (wyd. Świat Książki).


                A jeszcze wam się przyznam, że mamy dziś drugą rocznicę poczęcia Grzesia. W
                kalendarzu z 2002 jak byk – jajeczkowanie. Ale nie świętujemy równie
                hucznie : ), bo mąż w Krakowie (wreszcie został dziś magistrem, poślizg wyniósł
                rok, obrona miała być 2 miesiące temu ale w sekretariacie UJ zgubili Kuby
                indeks i trzeba go było odtworzyć!!!!!!)

                Hehe – a jeszcze co do „wzorowych uczniów” to pamiętam, jak się bałam jak mama
                szła na wywiadówkę, że zrobi wreszcie to, co zapowiadała, czyli opowie tym
                zachwyconym mną nauczycielkom jaka jestem naprawdę OKROPNA!

                Pozdrowienia dla wszystkich, chorego Danielka i obolałej Blanki największe.
                • abepe śnieg, śnieg 17.12.04, 08:44
                  Sypie sobie właśnie, drobniusieńki. Jest niewielki mróz to może trochę poleży.
                  A u Was? Poprzedni nas ominął przez choróbska to może teraz G się ucieszy!
                  A zastanawiałyście się, co z choinką? Jak długo uda jej się postać? Mamy
                  koncepcję choinki pod sufitem smile
                  pa
                  • kwakwa33 Re: śnieg, śnieg 17.12.04, 09:19
                    Abepe podziwiam Cię za umiejętność rozmowy ze wszystkimi. Ja wczoraj napisałam
                    bardzo długi post, ale mi zdechł sad Pomysł z choinką jest doskonały. My na
                    święta wyjeżdżamy i choinki w domu nie będziemy ubierać. Trochę mi szkoda, ale
                    myślę, że straty choinkowe byłyby w tym roku ogromne.. No, chyba że wisiałaby
                    wysoko pod sufitem smile)
                    • ewa237 Re: śnieg, śnieg 17.12.04, 10:20
                      Hej dziewczyny,

                      ANETO , fajnie że znów jesteś online. Można smiało powiedzieć,że objełaś fuche
                      moderatora naszego wątku smile.
                      Jeśli chodzi o choinke to będziemy mieć taką ok 40 cm , która będzie stała na
                      segmencie czyli w miejscu do którego nasza Maciejka nie ma dostępu. To będzie
                      miniaturka choinki ale ze światełkami. Też wyjeżdżamy na święta dlatego chyba
                      ubiore ja wcześniej żeby się nią nacieszyć w domu. Podobno na święta ma być
                      śnieg. Zobaczymy...
                      KWAKWA33 - nie przejmuj się tymi postami ja też pisze z doskoku i tylko w pracy
                      (ostatnio mam luźniejsze ranki). Po wysłaniu posta okazuje się przynajmniej 50 %
                      rzeczy zapomniałam opisać.
                      MAGDO - życze Wam niezapomnianych brazylijskich potraw i szaleństw.
                      AGNIESZKO - mój Maciek z powodu małego ciemiączka też brał wit D3 tylko 2 m-ce.
                      Trzymam kciuki za szybką poprawe wyników.
                      BLANKA - dobrze ,że udało Ci się opanować sytuacje. Mniejmy nadzieje że do świąt
                      Daniel wyzdrowieje.
                      ZABUNIEK - może Elenka to przyszły PICASSO. Przyślij nam troche hiszpańskiego
                      słoneczka.
                      AGATA - świetny pomysł z tym spotkaniem przy grochówce. Myśle że uda sie
                      zmobilizować całą paczke po świetach.

                      Pozdrawiam przedświątecznie

                      Ewa
                      • rybkaisia Re:u nas tylko góry w śniegu 17.12.04, 10:49
                        Hej,
                        U nas w mieście nie pada ale z okna widzę góry już ośnieżone. Więc życzę Wam
                        dużo śniego (ale może lepiej niech zacznie padać w Wigilę jak już wszyscy
                        szczęśliwie będą siedzieć przy stole i łamać się opłatkiem).
                        Dzięki za rady w sprawie morfologii, zdecydowałam, jadę jutro. Dowiedziałam się
                        o b.przyjemnych pielęgniarkach w prywatnym laboratorium a w poniedziałek jak
                        pojadę się szczepić zawiozę gotowe wyniki pani doktor niech sobie popatrzy.Będę
                        spokojniejsza.
                        Blanka mam nadzieję, że palec już lepiej, kwaśna woda i staraj się oszczędzać
                        nogę (ale jak to zrobić??).
                        Dziewczyny! Właśnie a co z choinką? My ubieramy w niedzielę. Zrezygnowałam z
                        baniek szklanych i zakupiłam całe pudło plastików. Jeszcze muszę wykombinować
                        jak przymocować choinkę, żeby pod wpływem naporu Isi nie uległa sile grawitacji.
                        No i zazdroszczę pomytych okien. Ja daleko w tyle ale już przynajmniej mam
                        prezenty (oprócz dla "mamusi"=teściowa). Sprzatanie zaczynam dzisiaj ale bez
                        zbytnich szaleństw, ostatecznie Swięta się odbędą z kurzem na szafie czy bez.
                        Muszę się przyznać, że spisuję Was na karteczce, bo jeszcze mi się mylicie.
                        Nick, mama, dziecko. Ale tak mi tu u Was cieplutko, że cieszę się jak mogę
                        skrobnąc kilka słów i bardzo się cieszę kiedy pojawia się nowy post z
                        wiadomościami co u Was i Waszzych dzieci .
                        Go to work jak to mówią.
                        Pozdrawiam
                        Rybka i Isia (13.09.03)
                        PS Isia pierwszy raz się zbuntowała rano jak wychodziłam to pracy i nie
                        chiciała mnie puśćić...
                        • zabuniek Re:u nas tylko góry w śniegu 17.12.04, 14:23
                          Snieg snieg, jak mialam to narzekalam ze marzne. Tylko moj maz, wychodzil w 20
                          stopniowy mroz z psem w letnich butach.
                          To beda dla mnie dziwne kolejne swieta - takie bezsniezne, bezszopkowe, bez
                          koledowe, bez krakowskiego magicznego nastroju,
                          aj, dobrze mi tu jest, ale w czasie swiat wszystko wydaje sie takie obce i
                          dalekie.
                          Ale nie narzekam, wiem jak Wam brakuje ciagle slonca i ciepelka.
                          Wysylam wysylam ile tylko sie dawink

                          A Elencia po szczepieniu,
                          i zastanawiam sie czy przypadkiem sie nie pomylila praktykantka i nie
                          wstrzyknela jej wscieklizny...
                          Od czasu szczepienia zaczely rosnac rozki, ile trzeba sie nasluchac zali - jak
                          chce posadzic na krzeselku do jedzenia, lub wsadzic do wozka...
                          Abepe, czy to prawda, ze najtrudniej z dzieckiem tak do
                          (18 roku zyciasmile do 3 roku?
                          Dzieki za namiary na ksiazke, juz zlozylam zamowieniewink

                          Z mieszkaniem na razie kicha - z banku negatywna odpowiedz w sprawie kredytu...

                          Ide cos zjesc, ostatnio cos za czesto obiadam sie czekolada i na tym koncze moj
                          obiad. Poki spi, zadbam o siebie choc w polowie jak dbam o niasmile
                          PAPA
                          • jasko_mama różności; długie! 17.12.04, 14:48
                            Hej Dziewczyny!!!
                            Długo mnie nie było, bo dużo się działo i nie miałam dostępu do kompa. I wiecie
                            co o dziwo przeżyłam smile)), choć wcześniej wydawało mi sie to niemożliwe.
                            Jednak brakowało mi wieczorów przed monitorem... ale już jestem i bede zaglądać
                            regularnie!

                            No więc mieliśmy w domu remont, związany z urządzaniem pokoju dla Amandy.
                            Oczywiście okazało się, że do malowania są wszystkie pokoje, trzeba uzupełnić
                            meble i bałagan przez dwa tygodnie... Ale to już za nami i jest cudnie. Mała
                            czuje sie świetnie u siebie i prawie nie pozwala nam siedzieć w pokoju
                            dziennym, bo cały czas coś pokazuje i absorbuje zabawą. Bardzo się cieszę, bo
                            martwiłam się, że nie będzie chciała siedzieć u siebie i cała robota na marne.
                            Cały czas przebojem jest tapeta w ulubione biedronki, zaraz po wstaniu wskazuje
                            paluszkiem i jeszcze wielokrotnie w ciagu dnia każe się brac na ręce, żeby być
                            bliżej czerwonych przyjaciółek (to pasek pod sufitem, więc tylko na rękach u
                            taty i na drabinie sięga paluszkiem)! Śpi też sama w pokoju. Najbardziej
                            przezył to tata i już był bliski zakupienia baby phone, żeby słyszeć każdy
                            oddech córci, ale okazał się niepotrzebny. Mała przesypia noc do 7.00, 7.30 i
                            po cycusiu ląduje u nas w łóżku i jeszcze dosypia z półtorej godzinki. No i
                            bardzo polubiła opiekunkę – ciocie Basię. Tylko jak ja jestem to nie chce od
                            niej jeść, a poza tym ok. Jak mnie nie ma to je normalnie, więc się
                            przyzwyczai. Najważniejsze, że lubi sie z nią bawić, a i ciocia na fajne
                            pomysły, więc się dogadują.

                            Zaraz po ogarnięciu mieszkania wyjechaliśmy na trzy dni do Berlina w odwiedziny
                            do mojej bratanicy i oczywiście Poli – uroczej prawie trzylatki, jej córki.
                            Relacje między dziewczynami zmieniły sie diametralnie; Amanda przestała być
                            baby, a jeszcze jest za mała na wspólna zabawę. Więc cały czas walka o tę samą
                            zabawkę, pisk, krzyk i machanie rączkami w wiadomym celu. Niestety przodowała w
                            tym Amanda i musiała pare razy odstać w kącie. Ma świadomość złego
                            postępowania, bo potem się przytula i daje buzi, ale w awaryjnej sytuacji
                            potrafi uderzyć, albo odepchnąć. Nie wiem skąd to ma, chyba wrodzone. Pola
                            natomiast potrafi podzielić się zabawką, ale robi to z takim żalem, że później
                            płacze w ramionach mamy, patrząc jak Amanda bawi się jej pluszakiem. Jeszcze
                            trochę czasu upłynie, kiedy będa mogły być dla siebie partnerkami, ale bardzo
                            się lubią, bo pierwsza rzecz po wstaniu to spotkanie ze sobą.

                            Blanka my dopisujemy się do listy wrześniowych cyckomaniaków. Amanda nadal
                            ssie, co prawda raz dziennie, wyjątkowo dwa – tylko nad ranem i postanowiłam to
                            kontynuować przynajmniej do wiosny.

                            Aneta u nas też cztery dni temu była rocznica poczęcia córki (13) i wiecie co
                            znowu miałam jajeczkowanie w ten dzień i straszną ochotę stworzenia drugiego
                            cudu w ten sam dzień. Jednak wspólnie postanowiliśmy poczekać jeszcze parę
                            miesięcy. Szkoda, teraz żałuję... sad

                            Magda życzę miłego, rocznicowego pobytu w knajpce brazylijskiej. My też nie
                            mamy pomysłu na naszą 10-tą rocznicę, która już za dwa tygodnie, pewnie uznamy,
                            że wyjście na sylwestra będzie wystarczającym pomysłem. Mamy jeszcze w zanadrzu
                            kwietniową 10-tą rocznicę ślubu kościelnego, więc może wtedy zaszalejemy
                            bardziej.

                            Umiejetności córci... o jest tego sporo, nie będę wymieniała, bo sama ledwo
                            nadążąm. Codziennie jestem w szoku jaka ona jest duża, jaka kumata i jak dużo
                            potrafi. Mój kochany skarbek smile)). Oczywiście zainteresowanie sprzetem
                            elektronicznym, pilotami, telefonami, itp. cały czas jest rosnące. Też staramy
                            się sytuować wszystko poza jej zasięg, ale jak dorwie pilota to od razu włącza
                            i robi głośno na cały regulator smile Telefon komórkowy jeden mi „załatwiła”.
                            Odmówili naprawy gwarancyjnej ze względu na zawilgotnienie wnetrza.
                            Rzeczywiście Mała szczególnie lubiła lizać porty i niestety skutecznie zepsuła.
                            Nie próbowałam nawet sie odwoływać, bo było to oczywiste; cóż... Ale niektóre
                            umiejętności przeżywają regres. Np. nocnik – całe lato robiła kupkę do
                            nocniczka, bardzo się z tego ciesząc, ja prawie zapomniałam co to wycieranie
                            pupy z kupska i zaczerwieniona skóra. A teraz nie chce usiąść za żadne skarby i
                            jeszcze ustaliła sobie rytm dwukrotnego robienia kupki w pieluszkę. Nie zmuszam
                            jej do nocnika, bo nie ma sensu, mam nadzieję, ze za parę miesięcy wszystko
                            wróci do normy i może w ogóle pozbędziemy się pieluchy.

                            Marta brawo dla Gucia-chodziarza!!! Teraz dopiero się zacznie, przećwicz oczy
                            dookoła głowy, bo jak za miesiąc dwa spróbuje biegania to nie nadążysz smile))

                            Czytając ostatnie „Dziecko” i jadłospis nie-niemowlaka stwierdziłam, że Amanda
                            nie dałaby rady zjeść tylu rzeczy jednego dnia, jak to jest u Was? Czy naprawdę
                            15-16 miesięczniaki zjadają takie ilości? No i muszę popracowac nad
                            urozmaiceniem diety, bo jest rzeczywiście za monotonna, tylko że Mała zrobiła
                            się oporna na nowości i jest problem...

                            Od nowego roku wracam do pracy sad Juz ustaliłam etat na 3/5, czyli trzy razy w
                            tygodniu chodzę do pracy; dwa razy jeżdzę na uczelnię, a jak skończy sie
                            semestr zimowy to te dwa dni poświęcam na pisanie doktoratu. Może wreszcie
                            ruszy do przodu, bo jak na razie plany odsuwaja się coraz dalej... Troche
                            jestem przerażona, szczególnie tęsnotą za Małą w ciagu dnia, ale szykują sie w
                            pracy ciekawe tematy, więc myślę, że nie będę miała zbyt dużo czasu na
                            zamartwianie się. Jakoś pójdzie, w końcu niektóre z Was pracują juz prawie rok
                            i dają radę – oj podziwiam Was pracujące Dziewczyny, jesteście bardzo dzielne!!!

                            Życzę wszystkim chorótkom-dużym i małym dużo zdrowia i dużo cierpliwości w
                            walce z polska służbą zdrowia!!!

                            Pozdrawiam wszystkich serdecznie smile))
                            Basia

                            P.S. U nas bez śniegu, zimno i wieje, więc spacer tylko z zlalkami w wózku po
                            domu smile Pa B.
    • witka06 Re: cos strasznego 19.12.04, 15:54

      czesc,
      Boze, dziewczyny, jestem strzepem nerwow. jechalismy wczoraj do mojej babci i
      wpadlismy w poslizg. Jakis cud,ze wyszlismy z tego calo. caly dzien dzisiaj
      rycze. jestesmy tylko mocno obijani i posiniaczeni. Na szczescie z Dimka
      wszystko dobrze, chociaz kuleje na nozke. nie ma zadnych zadnych zlaman.Boze to
      bylo straszne, krecilismy sie jak bak i wiedzialam,ze zaraz bedzie to
      najgorsze,kompletnie nie wiedzialam co zrobic,zeby ratowac Dimke.to okropne
      czuc taka bezsilnac.polozylam sie na niego i moze dobrze, bo wszystkie szyby
      poszly na mnie....znow rycze, sprobuje napisac jutro
      • blaneczka007 Re: cos strasznego 19.12.04, 17:36
        Współczuję Wam, dzięki Bogu, że wyszliście z tego cali. Mam nadzieję, że i
        nóżka Dimki wyzdrowieje. A czy jakiś lekarz oglądał tą nóżkę? Życzę Wam dużo
        zdrówka i spokoju. Trzymaj się i napisz wiecej jak trochę ochłoniesz...
        Pozdrawiam Was serdecznie. Blanka
      • ewa237 Re: cos strasznego 20.12.04, 19:04
        Hej,
        Wiola - całe szczęscie,że tak to się wszystko skończyło. Po takich przeżyciach
        trzeba troche czasu zeby dojść do siebie nie tylko fizcznie ale psychicznie.
        Wszystko będzie dobrze tylko przebadajcie się na wszystkie możliwe i niemożliwe
        strony żeby po latach nie wyszły jakieś przykre następstwa po obecnych urazach.
        Tą bolacą nóżke Dimki zbadajcie przede wszystkim..
        Ja 4 lata temu dzień przed Wigilią miałam wypadek jako kierowca. Mały chłopak
        niespodziewanie wtargnął mi na jezdnie i mimo że gwałtownie zahamowałam to go
        uderzyłam i widziałam jak przeleciał pare metrów i upadł. Jemu nic się nie
        stało a ja przez conajmniej tydzień to wszystko przeżywałam i trzęsłam się jak
        galareta.
        Będzie OK, wierzę w to.

        Pozdrawiam
        Ewa
      • zabuniek kochana Witeczko 20.12.04, 21:14
        KOchana Witeczko, calujemy Cie mocno mocno
      • zabuniek Re: cos strasznego 20.12.04, 21:16
        Kochana Witeczko, calujemy Cie mocno!!!
        BArdzo dzielna bylas i coz za przytomnosc umyslu i refleks, ze oslonilas Dimke
        BArdzo bardzo mocno i cieplo WAs sciskamy
        • winnie77 Re: cos strasznego 20.12.04, 22:07
          Witka,

          Dobrze, że nic złego Wam się nie stało. Jesteż bardzo dzielna. Trzymajcie się
          ciepło i dochodzcie szybko do siebie, zwłaszcza Ty.
          Całujemy Was bardzo mocno i trzymy kciuki.
          A+W
          • jasko_mama Re: cos strasznego 21.12.04, 11:28
            Wiolu!
            Myslę o Was cieplutko i życzę dużo sił. Wierzę, ze będzie wszystko dobrze z
            Waszym zdrowiem i szybko dojdziecie do siebie.

            pozdrawiam
            Basia i Amanda
            • zabuniek zyczeniowo, swiatecznie 21.12.04, 13:40
              Ja sobie mysle, ze zawsze w samochodzie jezdze z przodu i Elena sama w
              foteliku z tylu, moze bezpieczniej dla niej jechac z tylu razem z nia.
              Wiolu, Ty jechalas z tylu?
              Napisz jak bedziesz mogla, jak sie macie, bo sie martwie.

              Blaneczko - wspanialy prezenciksmile ALe Elenie sie spodoba!, pokaze jej jak
              tylko sie obudzi.
              I te zabawy - jeszcze nie czytalam dokladnie, ale swietne, dzieki wielkie.

              To i ja skladam Tobie i wszystkim:

              Cudownych i radosnych Świat Bozego Narodzenia.
              Wiele Spokoju, Pokoju, Milosci i Ciepla Rodzinnego i atmosferycznegowink
              ale ze snieznobialym sniegiem (bo tak bardziej swiatecznie).
              Szczesliwego i Dostatniego Nowego Roku. Zeby spelnily sie
              w nim Wszystkie Wasze Najwieksze Marzenia.
              • abepe Do Wioli 22.12.04, 00:04
                Kochana Wiolu,
                dołączam do grona myślących o Was. Napisz jak sie teraz czujecie i jak przeżywa
                to Dimka. Wiesz, mnie czasem w aucie dopada nagły lęk. Czasem nie wiem, czy
                chcę robić prawo jazdy, czy będę umiała trzeźwo myśleć, gdyby sie coś takiego
                przytrafiło. Dobrze, że twój mąż wiedział, co robić.
                Gratuluję super matczynego odruchu - osłonięcia dziecka.
                Odezwij się choć słówkiem.
                Uściski.
    • blaneczka007 CHORÓBSKA W NATARCIU... 21.12.04, 11:08
      cześć dziewczyny,
      Daniel nadal jest chory. Do soboty mimo zażywania Bactrimu jego kaszel

      bardzo się pogorszył. POjechaliśmy na pogotowie. Tam okazało się, że to

      zapalenie oskrzeli. Malutki miał takie ataki kaszlu, że nie mógł nabrać

      powietrza. Dzisiaj już wtorek, a on nadal kaszle. Boję się, żeby to nie

      zeszło na płuca... Jutro idziemy do lekarza i wszystko będę wiedziała,

      ale czarne myśli krążą wokół mnie...

      Jutro też wraca mój mąż więc już dzisiaj (bo nie wiem czy do Świąt

      tutaj zajrzę) składam wam życzenia zdrowych, pogodnych Świąt Bożego

      Narodzenia w atmosferze szczęścia i miłości. A to taki mały

      prezencik...
      www.icq.com/friendship/pages/browse_page_18991.php
      I jeszcze jedna rzecz...na stronach Pampers znalazłam propozycje zabaw

      dla dzieci w wieku od 12-17 miesięcy:
      niemowle.onet.pl/0,1,1,7554,zabawy.html
      Pozdrawiam. Blanka
      • magda6811 Wiolu... 22.12.04, 10:27
        Wiolu, jesteś bardzo dzielna i wspaniała! To, że zdążyłaś zadziałać - zasłonić
        Dimkę, świadczy o tym, że udało Ci się zahować "zimną krew", co na pewno nie
        każdemu się udaje. Jestem z Tobą myslami i staraj się cały czas powtarzać
        sobie, że NA SZCZĘŚCIE nie stało się nic złego!!!! Oczywiście, wyobraźnia
        podsuwa od razu ewentualne czarne scenariusze, ale staraj się je odpychac.
        Na pewno dużo czasu będziecie potrzebowali, żeby najgorszy szok minął, ale
        mijający czas na pewno w takich sprawach pomaga. Raz mozna się cieszyć, że mija!
        ANETO, jak dobrze, że znowu z nami jesteś!. Ostatnio to chyba nie dzwonił Stef,
        tylko jakaś moja nieuwaga. No cóż Stef wymyka się spod kontroli i uparcie
        wybiera Twój numer, a co najgorsze nie ma nic do powiedzenia!
        Grześ zdrowy juz 3 tygodnie - widzę, że liczysz tak, jak i ja. To była trudna
        zdrowotnie jesień (dla niejktórych niestety nadal jest!) mam nadzieję, że
        dzieci nie wywiną zadnego numeru na święta!
        Dziewczyny, w knajpie brazylijskiej było bardzo miło. Jedyne, co nam nie
        wyszło, to zachowanie powściagliwosci (w obżarstwie!) Okzauje się, że jeśli w
        jednej cenie mozna jeść, jeść, jeść ile sie chce, to jest to straszna pułapka.
        Doszło do tego, że pod koniec patrzyłam ze współczuciem na ludzi, którym
        kelnerzy przynosili kolejne porcje wiedząć, że za chwilę będą tego żałować tak
        samo, jak my. To był bardzo miły wieczór, AGNIESZKO walcz o wieczorne wyjscie,
        to rzeczywiscie bardzo urozmaica nasze matczyne życie.
        BASIU, z tego co piszesz jasno wynika, ze nie jesteś uzalezniona od komputera,
        swoją drogą prawdziwy nałóg zaczynba się chyba dopiero przy większych dawkach
        niż te, na które pozwalają nam dzieci.
        Chociaz - o ile ostatnio głosno było o zaniedbanych dzieciach jakiejś
        komputerowej maniaczki, której z tego powodu odebrano prawa do opieki nad nimi
        (jeśli czegos nie przekręciłam).
        Kochane dziewczyny, życzę Wam już dzisiaj wszystkiego, co najlepsze, spokojnych
        świąt, by wszystko, co zaplanowałyscie na ten czas udało się Wam zrealizować.
        Buziaki dla wrześniatek, Magda
        • abepe przygotowania przedświąteczne i problem footcare 23.12.04, 13:02
          Hej przedświątecznie!
          U nas przygotowania przedświąteczne takie mało szalone - zrobilismy większość
          zakupów, w tym prezentów ale choinki nie mamy. Tradycyjnie okien nie myjemy
          przed świętami. Żarcia nie robimy, bo wigilia u teściów, pierwszy dzień świąt
          to chrzciny bratanicy a w drugi musimy pomóc rodzicom w konsumpcji tego,c o
          naprodukują. My pieczemy. Ciasto na pierniczki juz gotowe, czeka aż je jutro
          upiekę. Jeśli G jeszcze pośpi, to biorę się zaraz za struclę z jabłkami.
          Wieczorem Kuba kręci keksa a ja chcę zrobić sękacza. Choinkę ubierzemy jak G
          pójdzie spać, to będzie miał rano niespodziankę. Ja mam rano jutro nauki dla
          rodziców chrzestnych.
          Nie składam życzeń bo mam nadzieję jeszcze wieczorem tu zajrzeć. Ale dzięki za
          wszystkie juz złożone! I dzięki Magdzie za piekną adwentową i świateczną muzykę
          co rano!
          I jeszcze jedna sprawa. Jak macie ustawione sortowanie postów? ja długo miałam
          drzewko ale zauważyłam, że wtedy umyka część postów - jeśli ktoś się dopisze do
          posta sprzed jakiegoś czasu (sama, pamiętam, tak zrobiłam rok temu) to się go
          nie widzi. A teraz mam sortowanie od najstarszego i widzę posty według
          kolejności nadchodzenia. I właśnie dlatego zauwazyłam, że zgłosiła się do nas
          koleżanka footcare z pytaniem ale chyba własnie dopisała się gdzieś daleko, bo
          nikt jej nie odpowiedział. Jako dobra chrześcijanka smile, świeżo po spowiedzi
          postanowiłam interweniować (faktycznie, hahaha, mam zacięcie moderatorskie) i
          podaję tu skrót do tego posta
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=573&w=8040354&wv.x=1&a=18676815
          Kto tam miał podobny problem? Pomóżcie! I ( smile )Bóg zapłać!
          To na tyle.

          Papa
          PS. Magda, przestań mi wysyłać te sms-y!! Twoje entuzjastyczne TAK! bardzo mnie
          cieszy, ale "o co chodzi, o co chodzi??????"!!!
    • ewa237 Wesołych Świat... 23.12.04, 12:56

      Niech te Święta tak wspaniałe będą całe jakby z bajek,
      niechaj gwiazdka z nieba leci, niech Mikołaj tuli dzieci,
      biały puch niech z góry spada, niechaj piesek w nocy gada,
      niech choinka pachnie pięknie no i radość będzie wszędzie!

      Cudownych, białych, miłych, radosnych, pogodnych, spokojnych, zdrowych świąt
      upływających we wspaniałej atmosferze życzy ...

      Ewa & Maciuś
      • jasko_mama Re: Wesołych Świat... 24.12.04, 00:38
        Dziewczyny!
        Wszystkiego naj, naj, naj... dla całych Waszych rodzin.

        buziczki, pa
        Basia i Amanda

        P.S. Aneta odpowiedziałam footcare, bo to tez niestety nasz problem i wkleiło
        się gdzieś daleko..., chyba zmienię "drzewko" na "od najstarszego" smileB.
        • rybkaisia Wesołych Świat... 24.12.04, 11:30
          Gorące życzenia Świąteczne składają aniołki niegrzeczne!!!!!

          Rybka-Bożena i Weronisia

          P.S.
          Wiolu-trzymaj się i życzę Ci aby Święta przyniosły ukojenie i zapomnienie
          niemiłych przeżyć,
          Żabuniek - przesyłam garść śniegu prosto z Beskidów.
          Pozostałym Mamom dzieciaczków wrześniowych, życzę tego co i sobie - przede
          wszystkim spokoju w te Święta, rodzinnego ciepła, grzecznych(?) dzieci przy
          stole Wigilijnym i precz z wszelkimi choróbskami!!!!
          • witka06 Re: Wesołych Świat... 25.12.04, 20:53

            oj, dziewczyny kochane jestescie.dzieki serdeczne za wszystkie slowa otuchy,
            bardzo pomogly.u nas juz calkiem dobrze,jeszcze troche bola zebra,ale
            najwazniejsze,ze z Dimka wszystko w porzadku. robilismy wszelkie badania.wydaje
            sie,ze nic nie pamieta. jest radosny i przeslodki.jak patrze na niego, kiedy
            spi to plakac mi sie chce.
            jestesmy u rodzicow.przyjechala po nas moja siostra. bardzo sie ciesze,bo jest
            gwarno,wesolo i jakos tak lzej.
            Blanko, mam nadzieje,ze u Was tez juz lepiej,mocno sciskam Ciebie i dzieciaczki.

            nie bede tu smucic. kochane moje i my zyczymy przede wszystkim duzo zdrowka.
            radosnych,cieplych rodzinnych swiat. i chociaz to juz znana prawda
            to...."Spieszmy sie kochac ludzi, tak szybko odchodza"
            sciskamy mocno
            wiola
            • abepe Re: Wesołych Świat... 26.12.04, 22:07
              Miałam zajrzeć jeszcze przed Świętami i złożyć życzenia ale okazało się, że
              czas jednak szybko leci i na wszystko go nie starcza.

              Korzystając z tego, że jeszcze mamy Boże Narodzenie a mały śpi ( a duży zmywa)
              szybko dołączam się do życzeń - niech cały następny rok będzie taki jak te
              Święta - radosny, rodzinny, niezwykły, pełen miłych niespodzianek i dobrych
              myśli i uczynków.
              • rybkaisia Choróbska wróciły po Świętach! 27.12.04, 11:37
                Hej,
                No niestety o ile Święta mineły w prawdziwie ciepłej i rodzinnej atmosferze tak
                zisiaj w nocy zaatakowało Isię nieznanejeszcze choróbsko. Obudziła się o 1 z
                ponad 39 stopniową gorączką. Leżał taki malutki tulaczek misiaczek i sapał.
                Całą buźkę miała czerwoną, szkliste i smutne oczka. Podałam jej paracetamol i
                robiłam chłodne okłady na główkę. Leżała całkiem spokojnie i popijała herbatkę.
                Po 2 godzinkach udało nam się obnizyć gorączkę i zasnąć. Teraz trochę drzemie
                ale widać, że coś ją zaatakowało. Może jakieś grypsko, sama nie wiem.
                Ups budzi sie pa
              • martael Re: Wesołych Świat... 29.12.04, 23:16
                Oj,
                Ja też się zaniedbałam fatalnie. I miałam wpaść na złożenie życzeń a tu Święta
                minęły i wstyd...
                Wiolu - jestem z Tobą myślami. Ja jakoś nie mam zaufania do maszyn i zawsze
                mocno się denerwuje w samochodzie. Jeżdżę z Guciem z tyłu. Bardzo Ci współczuję
                i ściskam mocno. Dzięki Bogu, że się nic nikomu nie stało.

                Gustaw na razie zdrów i wesół (choć z tym drugim ostatnio licho) - kapryśne
                toto, złośne, łatwo wpada w szał i rzuca wszystkim co ma pod ręką. Mój mąż
                ostatnio popatrzył na Gucia ogarniętego szałem i mówi: "Oj złości się zupełnie
                jak ty..." wink
                U nas też wózek został znielubiany, na spacerach poruszamy się w
                nieskoordynowanym biegu trochę w tę, trochę w tamtą stronę.
                Dzięki za gratulacje!!!!
                Bardzo nam miło.
    • b.marta Hmm.... 29.12.04, 23:02
      Witam wszystkie mamy...

      Jejku nie było mnie tutaj tak dawno, że musiałam reaktywować moje konto sad
      Niestety to wszystko wina mojego prywatnego BinLaden'a uncertain
      Matusia chyba została rozpuszczona, jest nie do zniesienia i wchodzi wszystkim na głowę, w tej chwili zajmuje się, w miarę cicho, wywalaniem pościeli z łóżeczka więc nareszcie mogę do Was pare słów naskrobać smile
      Nawet nie jestem na bieżąco i nie bardzo wiem co się u Was dzieje, widziałam jednak, że przybyło sporo nowych mam smile

      Hmm, u mnie....
      Matylda ma nadal niesamowity apetyt, zjada wszystko co ma w zasięgu swoich "pulchnych" łapek, w sumie chyba wolałabym mieć niejadka smile
      Na ostatnim bilansie miała 90 cm długości i ważyła 12 kg, ciemiączko zarośnięte, zdrowa jak ryba. Miałyśmy podejrzenia o alergie pokarmowe, ze względu na jej częste zapalenia oskrzeli, na szczęście pozostały one tylko zwykłymi obawami, reflux też przeszedł w zapomnienie. Niestety nawyki gęstego pożywienia pozostały i na dzień dzisiejszy opakowanie kaszy mleczno-ryżowej wystarcza kruszynce na cały dzień smile czyż to nie cudowne smile Jest niesamowita, w ciągu niecałych 5 minut pochłania 350ml kaszki, na śniadanie i kolację, po za tym zjada tylko 3 inne posiłki, w czym 2 składją się przede wszystkim z mięsa/ryb + drobne jarzynowe dodatki, trzeci posiłek to deser (budyń/kisiel lub 2 jabłka/gruszki/pomarańcze). Gdy kruszyna nie ma ochoty na jedzenie jesteśmy przede wszystkim szczęśliwi wink chociaż zaczynamy się zastanawiać 'dlaczego?', zazwyczaj nie ma powodów do zmartwień gdyż szybciutko nadrabia to okropne niedopatrzenie przy następnym posiłku bądź następnego dnia.
      Cóż kruszynka potrafi....
      Przede wszystkim krzyczeć - jest w tym doskonała, zaczynają do mnie dochodzić pogłoski, że znęcam się nad dzieckiem... Dla Matuśki nie ważny jest dzień czy godzina drze się kiedy tylko ma na to ochotę, sprawdzałam już wszelkie możliwe sposoby zabawiania jej - pomaga tylko jedno moje półtora metrowe już ręce.
      Poza tym Tuśka gada po swojemu, buźka jej się nie zamyka. Ze słów polskich potrafi powiedzieć chyba podstawy tego wieku czyli: mama, tata, baba, dada, amam, poza tym: ide, iziesz?, idzisz?, idze, sysysz, up (tak brzmi jej hau hau smile ), chcesz?, chce, a wczoraj o pierwszej w nocy z jej słów razem z mężem wyłapaliśmy całe pytanie nawet smile Oglądaliśmy film i Andrzej zapytał mnie czy 'to radio (Matylda) będzie nam grało całą noc' i zaczął się śmiać, a wtedy nasze urocze dziecko posłało nam wiązankę, która została przez nas zrozumiana jako "bawi Cię to?". Mamy świadomość tego, że nie była w stanie tego powiedzieć, jednak ten zlepek jej słów był niesamowity i dokładnie tak przez nas usłyszany, tarzaliśmy się ze śmiechu a ów zdanie/pytanie zostało pamiętnie zapisane w kalendarzu smile
      Mati wczoraj zaczęła biegać, chodzi już od kilku miesięcy, roczek został zdeptany. Całymi dniami bawi się klockami FisherPrice'a, przekłada je, układa i podaje każdej napotkanej osobie smile. Nadal uwielbia się kąpać, ale uwielbia też wrzucać najróżniejsze przedmioty do wanny/wody. Gdy niechcący zostawiamy otwartą łazienkę podczas szykowania kąpieli, w wannie lądują zabawki, buty, ubrania i wszystko co może nasze dzieciątko znaleźć i podnieść, np. nocnik smile
      Co do nocnika to chyba będę musiała kupować pieluchy dla dorosłych, ponieważ Mati już zaczyna wyrastać z pieluch, a w nocniku co najwyżej lubi stać, no chyba, że jej się znudzi, wtedy siada, jednak cały czas nogi ma w środku.
      To chyba tyle o moim maleństwie, oprócz tego, że chodzi spać o 3 w nocy a wstaje o 12 w południe, czasami łapie drzemkę w ciągu dnia i gdy już się uda ją uśpić to śpi 2 i pół godziny smile
      Acha jje już mleko UHT z płatkami kukurydzianymi lub kaszą manną, poza tym truła się bigosem, i wszelkim innym jadłem oraz proszkiem do prania i chusteczkami do pupy smile na szczęście bez rewelacji wink

      Mam nadzieję, że się nie zanudziłyście moimi wypocinami i obiecuję, że postaram się zaglądać częściej smile bardzo mi Was brakowało... smile
      • martael Re: Hmm.... 29.12.04, 23:48
        B.Marta smile))))))
        Aaale się uśmiałam i tego mi było trzeba po tych wszystkich tsunami i innych
        niewesołych sad Moje dziecko jest za to Niejadem. Chętnie się zamienię smile, bo mi
        zlew niedługo przerdzewnieje od wyrzucanej kaszki sad
        Poza tym uwielbia też krzyczeć, szczególnie na klatce schodowej, a wysokie tony
        ma takie, że wymiękamy i wszyscy dookoła też.
        Wrzuca do wanny i do sedesu wszystko co się tylko nawinie. Ostatnio znalazłam w
        sedesie pływającą szczotkę, a w zmywarce dwa Bakusie (tylko jak on je wyjął z
        lodówki?)
        Cudne te dzieciaki mamy.
        Super że je mamy, bo są najcudowniejsze smile)
        Heh.
        • abepe z nieco innej beczki 30.12.04, 13:38
          hej, dziewczyny,

          czytam sobie wasze posty a na górze miga mi ta reklama numeru, dzieki któremu
          mozna tanio rozmawiać z zagranicą. I dlatego mam pytanie z nieco innej beczki.
          Czy korzystałyscie może albo znacie kogoś kto z takiego numeru korzysta?
          Strasznie kusząca jest mozliwośc pogadania z Wiedniem bez strasującej
          perspektywy rachunku. Ale to 0-700?!Kurczę, wiem,że na zachodzie funkcjonują
          już takie usługi - takie własnie tanie numery ale jakoś boję się zaryzykować. A
          moja przyjaciółka z Wiednia urodziła właśnie drugiego synka (dali mu na imię
          Sky, bosko, co?) i strasznie miałabym ochotę pogadać. A nie da się krótko i
          tanio.
          No, więc dlatego pytam.

          Witaj b.marto. Kopę lat, co?

          A u nas trwa rodeo - Grzes ujeżdża konika na biegunach, także na stojąco i bez
          trzymanki! Dzięki tej zabawce miałam mieć chwilę wolnego czasu a tymczasem
          muszę asekurować kaskadera. Cóż, niezbadana jest pomysłowość dziecięca! Mamy
          teraz jazdę na koniki w ogóle - okazało się, że wiele jest ich na obrazkach i
          nawet na choince (ten z choinki został wczoraj siłą pozbawiony jeźdźca) oraz
          pojawiło się nowe słówko - e-he-he (co oznacza iiihaha). Dziś na spacer
          wybraliśmy sie do pobliskiej stadniny. E-he-he!!!E-he-he!!!

          Rozmawiałam dziś z koleżankami z pracy. Mam za szybko nie wracać, bo nie mają
          na mnie pieniędzy. Zaproponowały - "zrób sobie drugie". Super, nie? Głupie
          torby. Jedna bezdzietna, druga ma nastolatka. Chyba im wyślę rachunki za
          pampersy i żarcie dla dzidzi.

          Tym optymistycznym akcentem kończę i życzę superowej zabawy sylwestrowej (My z
          bratem i bratową zaplanowaliśmy wysłać młodzież do wyrek i wreszcie pooglądać
          sobie zaległe filmy)).

          Papa
          • zabuniek Re: z nieco innej beczki 30.12.04, 15:26
            Witajcie!
            U nas na swieta spadl SNIEG!!! Patrzcie jak marzenia sie spelniaja!!! Trzeba
            tylko czegos bardzo chciecwink

            Abepe - wielkie dzieki za polecenie ksiazki "Rozsadne dziecko" E. Medhus,
            zaczelam czytac i podoba mi sie bardzo. Obym potrafila miec tyle madrosci...

            Rozmowy telefoniczne - nie wiem o jakiej ofercie piszesz, ale moja rodzina
            dzwoni do mnie z karty GROSIK. Jesli potrzebujesz moge sie dowiedziec ile
            kosztuje. Juz od dawna tak dzwonia i zadowoleni, ze znacznie taniej. Ale z
            rodzicami i bratem rozmawiam internetowo przez specjalny program Skype (lepszy
            niz gg). Jesli chcesz wysle Ci linki do pobrania gratis programu, jesli masz
            stale lacze - rozmowy tez bedziesz miala gratis. Moi rodzice maja lacze
            radiowe, wiec zdarzaja sie wieksze przerwy - ale generalnie rozmawia sie jak
            przez telefon, no i za darmo!
            Sylwester - u nas tez zapowiada sie domowo dvd-owo.
            O, obudzil sie moj skarb.
        • jasko_mama mija kolejny rok... 30.12.04, 13:50
          Kochani!
          Życzę wszystkim jeszcze lepszego roku niż ten który mija i najlepszego z
          dotychczasowych!!! Dużo radości, pociechy z maluszków, szczęścia, zdrówka i
          nieustającej miłości!!!
          No i oczywiście wspaniałej zabawy sylwestrowej.

          Do zobaczenia w Nowym Roku
          Basia i Amanda

          P.S. b.marta jak miło Cię widzieć!!! Bądź dobrym przykładem dla innych starych
          wrześniowych, które ostatnio rzadziej zaglądają... Tęsknimy sad B.
        • magda6811 Hmm.... 30.12.04, 13:58
          Moje drogie Marty, Agnieszki, Basiu, Karolko...... - nie wypada mi Was ganić za
          zaniedbywanie Forum, bo sama mam na tym polu ostatnio wypadam fatalnie, ale
          proszę piszcie częściej, tak miło Was czytać. BMARTA mnie także rozśmieszyła do
          łez swoim opisem Kruszyny. Muszę przyznać, że wagowo Stef wcale od niej dużo
          nie odstaje, choc oczywiscie różnica płci robi swoje. Byliśmy we wtorek na
          zaległym potrójnym szczepieniu (nareszcie nam się udało!!!) i rezultat wagowy
          11770 czyli prawie 12 kg. Kto by pomyślał, kilogram przez 2 miesiące choc
          paczka kaszki starcza nam na jakieś 3 dni.
          Aneto kochana, chyba wpiszę anonimowego znajopmego z hasłem Aaaaa w komórce, co
          by Cie nie nękać przypadkowymi Sms-ami i telefonami Stefa i jego szalonej
          matki. Ostatnio dodzwonił sie do mnie z komórki tatusia - ponieważ wszyscy
          bylismy w domu nie odbierałam, tylko szukalismy "bawiącego się gdzieś grzecznie
          i cicho" syneczka. Łobuz z niego niezwykły. Doskonale wyczuwa kogo ma słuchać a
          kogo tak "nie do końca". U dziadków nie stłukł nawet jednej bombki w domu
          wszystko zwala i za nic ma moje zakazy. No cóż, poczekam aż zmądrzeje... Tylko
          ile to potrwa???
          Aneto, czy Grzes też nadrobił zaległosci w szcepieniu, czy jeszcze czekacie???
          Dziewczyny, jak spedzacie Sylwestra? My ciągle nie wiemy co zrobic. Dziadkowie
          chcą zabrać dzieci, ale ciagle nie mozemy się zdecydować co zrobic...
          Pozdrawiam mocno, Magda
          • gagarin3 Re: Hmm.... 30.12.04, 17:32
            Skoro B.MARTA się odezwała "po latach" to i mnie wypada wink Marto, marnotrawna
            mamo, witaj z powrotem na naszym wrześniowym łonie i nie zaniedbuj więcej!
            Bardzo nam Ciebie brakowało. Ja też nie zdążyłam ze świątecznymi życzeniami, bo
            oczywiścia pakowałam się w ostatniej chwili, Paweł stał nade mną jak kat, bo
            musiał odwieźć moich rodziców do Krakowa i o włączeniu komputera nie było mowy.
            Święta w tym roku były straszne i dziękuję Bogu, że trwały tak krótko. Mam
            nadzieję, że sylwester i Nowy Rok będą zupełnie inne. Ja najchętniej zaszyłaby,
            się w jakimś kącie z książką, ale Paweł się uparł, żebyśmy się koniecznie gdzieś
            wybrali. Czuję się trochę nieswojo, bo co roku bawiwiliśmy się z moimi
            przyjaciółmi. Tym razem będzie inaczej, jedna para właśnie się rozwodzi, a druga
            oczekuje na bliźniaki... Święta bez rodziców, sylwester bez przyjaciółek...
            Piotruś oczywiście z babcią, ale za to w nowej fryzurze. Już trzeci raz
            samodzielnie obcięłam mu włosy i błogosławię fakt, że na dworze musi nosić
            czapkę smile ANETA, gratulacje dla przyjaciółki, a koleżankami się nie przejmuj,
            może to znak, że trzeba się rozejrzeć za inną pracą... Mnie też ciocie i znajome
            różnej maści co rusz napominają, że najwyższy czas na drugie dziecko... WIOLU,
            napisz jak się miewacie. Moje drogie, bawcie się dobrze (chociaż jak tu się
            bawić, skoro takie dramaty dzieją się na świecie)...
    • blaneczka007 Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 30.12.04, 19:00
      CZeść dziewczyny,

      Na wstępie Was wszystkie pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego w

      nowym 2005 roku.
      Oby był dużo lepszy od 2004,
      oby przyniósł same szczęśliwe chwile,
      oby tego roku nasze dzieciaczki zdobyły wiele nowych umiejętności,
      oby nasi mężowie zawsze nas mile zaskakiwali,
      oby każda z nas dostrzegała w tym nowym roku sama wspaniałe chwile,
      oby nasze niejadki jadły więcej
      oby...
      oby...
      oby spełniły się nasze wielkie marzenia...i te malutkie także...

      Zapalenie oskrzeli tak długo trzymało się Danielka, że dopiero wczoraj

      skończyliśmy antyboityk, a leki wziewne jeszcze przez dwa tygodnie

      będzie trzeba stosować. Trzy dni temu na kontroli było lepiej, ale

      jeszcze do końca z oskrzeli nie zeszło. po tygodniu znów kontrola. Na

      szczęście dostaliśmy pozwolenie na spacery. Nie wiem jak Ty Aneto

      wytrzymałaś tyle czasu bez wychodzenia z domu ...podziwiam.

      B.marto ja też Ci zazdroszcze apetytu Twej Kruszynki. Mój Misiek w tej

      chwili zjada 3-4 posiłki dziennie i to ze wstrętem, zaciśniętymi ustami

      i kręceniem głową. "Zapycham" go chociaż bobofrutami przecierowymi...

      Miewa czasem przypływy apetytu (choć bywa to wyjątkowo rzadko). W

      wigilię nie mogłam go poznać... Jadł wszystko co było na stole, w

      niewielkich ilościach, ale jednak. W dodatku zachwycał się smakiem

      kiwając głowką (co u niego oznacza, że coś jest smaczne), a na koniec

      oblizywał talerz...

      Aneto, ja też uważam, że koleżankom nic do tego kiedy i ile będziesz

      miała dzieci. Choć mnie by się jeszcze chciało (to pewnie szaleństwo)

      mieć maleńką Niunię. Może kiedyś...

      Sylwestra już nie pierwszy raz spędzimy w domu, jakoś mnie nie ciągnie

      na bale... Pozatym jestem tak silnie uzależniona od Miśka, że tylko z

      nim mogłabym się wybrać na imprezkę. Jeszcze nigdy go na noc nie

      zostawiałam, nawet z mężem. Zresztą jak zostawiam go z kimś (poza moim

      mężem) to mam takie czarne wizje, że wracam do domu jak błyskawica, by

      sprawdzić czy wszystko OK.
      Niedługo będzie czas na odwyk, chociaż z doświadczenia wiem, że wraz z

      zaprzestaniem karmienia piersią słabnie moje uzależnienie od dziecka.

      Nie wiem czy już o tym pisałam, ale u mnie w domu zagnieździły się

      biedronki w futrynie okiennej i wyobraźcie sobie, ze np w tej chwili po

      biurku przechadza się żywa biedronka.Wcześniej co kilka dni

      rozdeptywałam sad jakąś biedronkę i zastanawiałam skąd one się biorą.

      Myjąc okna przed świętami odkryłam cały sekret. Małe pieguski musiały

      się rozmnażać w naszej futrynie!!! Czy widział ktoś żywą biedronkę w

      grudniu?

      Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie. Blanka

      www.TickerFactory.com/ezt/d/2;10714;49/st/20030924/n/Daniel/k/0db8/age.pn
      g"></a>

      www.labfoto.pl/dyna/myphotos.mhtml?gid=12572;gt=p;tid=0
      • rybkaisia A jednak wredne choróbsko! 30.12.04, 21:10
        Witam,
        Nie pisałam od poniedziałku, bo ręce miałam kilometrowe i mało czasu. Wredne
        choróbsko Isi to zapalenie zatok i niestety pierwszy w życiu antybiotyk. Ręce
        kilometrowe są pozostałością od noszenia Misiaczka, który chce być tylko u mamy
        i tylko opa, szczególnie jak dopada ją gorączka. Biedactwo nie ma jak oddychać
        a do tego ma wstrętny mokry kaszel. Od kilku dni nie ma apetytu więc jak dzis
        wieczorem zjadła 150 mleka to się ucieszyłam ale niestety zaraz zaczęła kaszleć
        i wszystko wróciło na łóżko. Dobrze mieć urlop, nie wiem jak by sobie babcie
        poradziły. Chociaż miałam nadzieję na jakieś wycieczki z Isią i milsze
        spędzenie tych wolnych dni. Oby tylko choróbsko się szybko wyniosło.
        W związku z choróbskiem ostajemy się w domu na Sylwestra i pewnie zaraz po
        północy padnę na łóżko. Ale też mnie nie ciągnie na jakieś wielkie bale, pewnie
        i tak bym się dobrze nie bawiła wiedząc, że Isia nie dość, że jest chora to
        jeszcze płacze za mamą.
        Koniec smutnych wieści, za dużo ich w obecnych czasach.
        Życzę Wam mimo wszystko szampańskiej zabawy czy to na baletach czy przed
        telewizorkiem!
        Pozdrowienia
        Rybka i Isia (13.09.03)
      • dzoaska Re: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 30.12.04, 21:48
        Cześć dziewczyny,

        nie zdążyłam z życzeniami świątecznymi ale jeszcze mam czas na złożenie życzeń
        noworocznych smile
        Życzę Wszystkim Wam wszystkiego co najlepsze może się zdarzyć w NOWYM ROKU.
        Dużo radości,zadowolenia, spełnienia planów prywatnych i zawodowych a wszystkim
        naszym pociechom życzę dużo, dużo zdrówka.
        Ja również mam inwazję biedronek. Chowam je do słoika, w którym już zimuje
        ślimak smile Niech sobie spokojnie czekają razem do wiosny.
        Adaś również próbował wielu nowych potraw podczas świąt. Zaczął od tuńczyka a
        skończył na schabowym. Dawno już nie kupowałam "Dziecka", zrobiłam to w tym
        miesiącu i odkryłam, że może jeść praktycznie wszystko - dziś więc zrobiłam
        dzieciom naleśniki i racuchy z jabłkiem. Adaś nie mógł się od nich oderwać.
        Chyba trochę przesadziłam z tą "ochronką" dot. jedzenia. AAA, wczoraj zjadł
        pierwszy raz budyń....
        My też spędzamy Sylwestra w domu. Na szczęście brat wybiera się do rodziny
        swojej żony więc nie będę miała żadnych gości... i jestem z tego powodu
        naprawdę zadowolona. Mam nadzieję, że odpocznę i co najważniejsze pobędę z moją
        rodziną nie rozpraszając uwagi na inne osoby. My również zamierzamy nadrobić
        zaległości filmowesmile). Swoją drogą dużo osób tak planuje powitać Nowy Rok.
        Chyba jesteśmy zmęczeni tempem życia codziennego...
        No więc jeszcze raz wszystkiego dobrego i abyśmy miały więcej czasu dla naszych
        bliskich.

        Dzoaska
        • witka06 Re: Szczesliwego Nowego Roku 30.12.04, 23:37
          czesc kochane,

          b.marto, wreszcie wrocilas! bardzo fajnie,ze Matusia zdrowa i nadal taki
          zarloczek.Niezla z niej kobitka tylko o jakies 15cm wyzsza od Dimy hehe.chyba w
          koncu przestane trzymac diete Dimce,bo widze,ze wagowo juz maluchy prawie
          rowne.tyle,ze dimka to taki skrzat maly.

          Rybkaisia,Blanko, duzo buziakow dla Was dzielne mamusie i zdrowka dla maluszkow.
          Rybkoisio, zawsze zapominam napisac,ze jestem pod wrazeniem, jak duzo slow mowi
          twoja corcia. chyba najwieksza gadula wsrod wrzesniakow.

          abepe, to mamy kolejnego milosnika koni. Dima juz od 10m szaleje za konikami,
          ale w jego wykonaniu to konik mowi aha ha

          my Sylwestra spedzamy u rodzicow.zaprosila nas moja przyjaciolka jeszcze z
          liceum, ale nie wiem,czy sie zdecyduje. boje sie zostawic malego,bo lubi sie
          czasem wybudzic ze snu a wtedy musi byc mama.

          kochane, zycze Wam,zeby w tym 2005 roku dzieciaczki byly zdrowe jak rydze.zeby
          spelnily sie wszystkie marzenia te duze i te najmniesze.zeby wszystko co zle
          omijalo Was z daleka,a co dobre pchalo sie drzwiami i oknami.
          sciskam,bawcie sie dobrze i odpoczywajcie
          wiola
          • b.marta Re: Szczesliwego Nowego Roku 31.12.04, 17:19
            Hej...
            Maleńka chwilka w trakcie przygotowań do przywitania Nowego Roku pozwoliła mi zajrzeć do Was smile

            Matylda śpiewa unieruchomiona w łóżeczku na parę minut smile
            Nas wszystkich dopadł noworoczny katar więc jesteśmy bardzo pociągający wink
            Sylwestra spędzamy w domku z siostrą Andrzeja, jej mężem i małym Dominikiem. Trzymamy kciuki, żeby nam się dzieci nie pozabijały smile

            W Nowym Roku życzę Wam wszystkiego tego czego w 2004 Wam zabrakło, dotrzymania wszystkich noworocznych postanowień i wszystkiego naj naj naj smile
            Oczywiście grzecznych brzdąców i przede wszystkim zdrowych, i samych dobrych dni smile


            P.S. Zamieściłam zdjęcie Tuśki z chrzcin smile
            • jasko_mama Nowy Rok 2005!!! 01.01.05, 23:10
              Hej
              Pozdrawiam wszystkich w Nowym Roku!!!
              My, w przeciwieństwie do większości, bawilismy sie na tzw. „sali” Impreza na ok
              70 osób z poprawinami! Było sympatycznie, dużo znajomych osób, których nie
              widziałam wiele lat, no i kilka szalonych tańców, chyba pierwszych od dwóch lat
              (o przepraszam zapomniałam o ślubie brata męża w dziewiatym miesiącu ciąży smile
              Aneto ja dzwonię często zagranicę i niestety nie potrafię rozmawiać krócej niż
              pół godziny sad Przy normalnym abonamencie dawno bym zbankrutowała, więc
              korzystam z kart zdrapek. Najkorzystniejsza jest chyba telepin, ważna przez 100
              dni od pierwszej aktywacji i za 25 zł rozmawiałam 70min z Sardynią w godzinach
              wieczornych (z grosika za 10 zł 17 min), można rozmawiać wielokrotnie, zawsze
              na początku rozmowy jest komunikat o pozostałym limicie, a na końcu cztery
              komunikaty o kończącym sie limicie. To i tak drogo w porównaniu z zagranicą,
              moja kumpela za 5 euro ma 130min do Polski niezależnie od pory dnia, no ale my
              dopiero weszliśmy do UE. Wadą kart jest strasznie długie wykręcanie numeru,
              dostępowy-10 cyfr, kod ze zdrapki-10 cyfr no i numer zagraniczny-średnio 14
              cyfr, ale cóż coś za coś.
              Cieszę się, że duzo z Was zajrzało pod koniec roku na forum, tzn. napisało, mam
              nadzieję na regularną aktywność!!!

              buziaczki
              Basia
              • ela-c Re: Nowy Rok 2005!!! 02.01.05, 23:22
                Witajcie dziewczyny,
                Zyczę Wam, dzieciaczkom i całym Waszym rodzinom pomyślnosci, zdrowia i dobrego
                humoru w Nowym Roku!!!!!!!!
                Czytam Was często, niestety z pisaniem jest gorzej. Monisia choruje często jak
                nie kaszel, to katar , to wirusówka pokarmowa itp. Mam teraz dwa zlecenia, (
                dorabiam sobie na wychowawczym smile). Czasu więc mi brakuje, obiecuję sobie
                zawsze, że jak przeczytam wszystkie posty to coś skrobnę ale jakoś jestem tak
                zmęczona, że chyba tylko starczyło by tego mojego pisania na "cześć".
                Monisia zaczęła chodzić za rączki i przy meblach. Pewnie już nie pamiętacie smile
                ale bardzo martwiłam się tym,że mając rok nawet nie staje. Byłam z nią u
                neurologa w szpitalu w Dziekanowie Lesnym w listopadzie i powiedziała,że
                wszystko jest OK.Monisia rozrabia strasznie,i chodzi spac późno tzn ok. 23-24
                lub ok 20 i budzi się w nocy. W zasadzie to nigdy nie wiem co mnie czeka, a
                pomysleć, że do roku zasypiała sama w łóżeczku bez problemu i budziła się może
                raz a ok. roku to spała do 7 bez budzenia. Teraz niestety spanie to koszmar, a
                jak ma katar (np. teraz) to lepiej nie mówic. Pozdrawiam Was wszystkie!!!!!! Ela
                • rybkaisia Nic nowego-choróbsko zatacza szersze kręgi 04.01.05, 12:06
                  No tak, od wczoraj miałam wrócić do pracy po światecznym urlopie ale jak
                  zaczęłam kaszleć szef wygonił mnie do lekarza (rzadko ma aż takie ludzkie
                  odruchy) i teraz siedzimy razem z Isią w domu na antybiotykach. Czy myslicie,
                  że mozna się zarazić od dziecka? Moja mama twierdzi, że nie, ale ja nie jestem
                  taka pewna. Skąd się wzięło moje choróbsko skoro siedziałam z Isią w domu? Jej
                  na szczęście zaczyna przechodzić, dzisiaj przespała prawie całą noc i już
                  nie "furka" na nosku,lepiej oddycha. Natomiast panicznie boi się kaszlu (od
                  czasu kiedy po takim ataku zwymiotowała). Więc każde kaszlnięcie to wzywanie
                  mamy i płacz, szczególnie w nocy. Oby do przodu. Wierzę, że choróbsko się
                  wyniesie. Tylko czemu mąż zaczyna pociągać nosem...A chory chłop, eeee szkoda
                  gadać. Dobrze, że nie trzeba ich nosić na rękach.
                  A co u Was przyniósł Nowy Roczek? Mam nadzieję, że tylko dobre rzeczy.
                  A! A propos badań krwi. Byłam, zrobiłam i wiecie co,okazało się, że Isia ma
                  jakąś dysproporcje między jakimiś ...cytami a innymi ...cytami, nie usłyszałam
                  zbyt dobrze, bo rozrabiała. Nie jest to groźne ale oznacza niedobór witaminy B6.
                  Teraz jestem spokojniejsza przynajmniej.
                  Buziaki (albo lepiej nie, bo mam katar). Trzymajcie się ciepło i Wasze Maluszki
                  też. (W Bielsku paskudnie leje, wieje i zacina).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka