mlamon
20.09.09, 09:55
Z powodu kredytu i budowy domu musieliśmy skorzystać z pomocy mojej teściowej
przy opiece nad naszym synem. Teściowa wprowadziła sie do nas razem ze swoją
córeczką (rozpoczeła studia w Warszawie)gdy nasz syn miał 6 miesięcy. I tak od
1,5 roku trwa moja gehenna. Teściowa zamiast wychowywać mojego syna karmi go
cały czas papkami, puszcza reklamy cały dzień, nie wychodzi na spacery, chyba
że m zrobic zakupy, ale wtedy nawet nie wypuszcza go z wózka. O próbach
nocnikowania go nie chce słyszeć. Do mnie ma pretensję absolutnie o wszystko, że:
-dziecko nie mówi bo z nim nie rozmawiam tylko po pracy idę od razu na plac
zabaw wsadzam w piaskownicę i mam w dupie
- że prowadze na nim eksperymenty kulinarne zamiast dawać u cały czas
sprawdzone potrawy
- że musi cały czas naprawiać to co ja spieprzę (to jej słowa)
- za wymysliłam sobie dom a teraz jej biedny synuś musi "zapier..." a ja nawet
palcem nie kiwnę,
- że rano za za głośno sie zachowuję i on wstaje przed 7 i ona przez to eż musi,
- że za duzo ludzi do nas przychodzi
- że za często go myję - małe dziecko się nie poci więc wystarczy raz w tygodniu
itd
Jak tylko zaczynam stawiać na swoim to kochana "mamusia" strzela focha, zanosi
się łzami, pakuje i mówi żebyśmy w takim razie sami sobie radzili i wyjeżdża
zostawiając mnie z dnia na dzień. Ja pracuję w firmie projektowej i terminy sa
u nas święte więc musze ja przepraszać.
Ostatnio miałam raka, naszczęście nie złosliwego. Gdy jej to oświadczyłam ta
stwierdziła: mam gdzieś twoje choroby, mam swoje problemy.
Moja teściowa jest emerytowana nauczycielką. Mój syne za nią nie przepada.
Wiem, że sama sobie zgotowałam ten los ale teraz nie wiem nawet jak
dyplomatycznie to zakończyć. Ona chce się z nami przeprowadzić do nowego domu.
Musiałam sie wyżalić