kiedy klaps potrzebny?

24.06.04, 11:27
Zastanowił mnie wątek stokrotki o klapsach
O ile wszystkie mamy bardzo kochają swoje dzieci chcą dla nich jak najlepiej
co jest oczywiste, o tyle niektóre z nich dopuszczają klapsy w określonych
sytuacjach, dla dobrze pojętego interesu dziecka
Zgadzam się, że niejedną najcierpliwszą matkę poniesie nie raz i może nie
dwa, różnicę widzę jednak w tym, że jedne matki wstydzą się potem swojej
słabości, inne uważają klaps za celowy i potrzebny element wychowania,
Nieraz też obserwowałam na forum dyskusje o niewydolności
wychowawczej „bezstresowych” (co zawsze jest nacechowane pejoratywnie)
mamusiek
Więc jakie konkretne sytuacje wg Was zasługują na użycie ciężkiej ręki, i czy
ewentualnie można wtedy zastanowić się nad użyciem ewentualnie innych środków
perswazji nie narażając się przy tym na utratę rodzicielskiego autorytetu lub
miano - oj strzeż Panie Boże - bezstresowego rodzica
Padło kilka przykładów o gorącym piecu, celowym i uporczywym ignorowaniu uwag
rodzica, ale konkretnie, kiedy?
    • aluc Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 11:37
      karanie dziecka za zachowanie dla niego niebezpieczne jest nieporozumieniem -
      bo zwykle dziecko po prostu można wziąć pod pachę i zabrać, poza tym już do
      malucha dociera, że piekarnik jest gorący, lepiej pozwolić dotknąć, żeby samo
      się przekonało, niż dawać klapsa, bo sensu klapsa to z pewnością nie połączy z
      tym, że może się oparzyć

      na celowe i upierdliwe ignorowanie uwag rodzica pomaga jedynie własna
      upierdliwość chilli konsekwencja, klaps jest środkiem doraźnym, który niczego
      dziecka nie nauczy

      bezstresowe wychowanie to pozwalanie na wszystko
      wychowanie bez kar fizycznych to wychowanie bez kar fizycznych, a nie
      pozwalanie na wszystko
      autorytet rodzicielski ma się tu zupełnie nijak

      ergo nie ma takiej sytuacji, w której klaps jest potrzebny - o ile oczywiście
      mówimy o edukacyjnych potrzebach dziecka, a nie potrzebie rozładowania własnej
      bezsilnej złości, w takich razach lepiej kopnąć ścianę albo rzucić czymś
      lekkim wink

      PS. i tu mamaadama może mnie przyłapać, bo dałam w tyłek Maksiowi, jak
      złośliwie nasikał na podłogę - klaps niczego go nie nauczył, poza tym, że matka
      czasem zachowuje się jak walnięta wink
    • judytak Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 11:50
      bzeebze napisała:

      > Zgadzam się, że niejedną najcierpliwszą matkę poniesie nie raz i może nie
      > dwa, różnicę widzę jednak w tym, że jedne matki wstydzą się potem swojej
      > słabości, inne uważają klaps za celowy i potrzebny element wychowania,

      jestem niecierpliwą mamą, i czasami mnie poniesie
      i nie wstydzę się swojej słabości
      taka już jestem, słaba i grzeszna,
      wstydziłabym się, jakbym się przyłapała na tym, że myślę, że jestem doskonała

      nie uważam klapsa za celowy i potrzebny element wychowania

      w sytuacjach wymagających szybkiego działania stanowczo lepsze jest fizyczne
      uniemożliwienie dziecku np. dotkniecia ognia, wskoczenia do stawu, wkładania
      drutu do kontaktu itp. - czyli przytrzymanie, odciąganie, jeśli inaczej się nie
      da, siłą, i niezależnie od tego, czy kopie, wrzeszczy itp.

      to samo, jeśli chodzi o egzekwowanie koniecznych według rodzica zachowań od
      dziecka - np. zdejmowanie zabłoconych butów w przedpokoju, wracanie do domu z
      placu zabaw, położenie się spać wieczorem, itp.

      w jednej sytuacji uważam, że ten klaps jest nieodzowny: jeśli po wielokrotnym
      powtarzaniu jakiegoś zakazu czy nakazu rodzic wypowiadał słowa (często też po
      kilka razy) "bo jeśli jeszcze raz coś tam, to dostaniesz klapsa / lanie"
      fakt, to już jest "tracenie głowy" (bo rodzic myślący jeszcze trzeźwo zawsze
      jest w stanie wymyśleć jakąś sensowniejszą karę czy konsekwencję), ale jak już
      powiedział, to niech lepiej da tego klapsa... tym bardziej, że od tego nawet
      jak dziecko nie, to przynajmniej matka "się oprzytomni", i konflikt wraca pod
      kontrolę...

      zresztą, ja na własny użytek obmyśliłam rozmaite "straszne groźby", po których
      nie trzeba tego klapsa dać, typu "bo sama nie wiem, co zrobię", "bo może i będę
      potem żałowała, co robiłam, ale ty bardziej", ale najbardziej lubię mocne
      uderzenie w jakiś przedmiot z komentarzem "najchętniej, to bym teraz tobie tak
      przyłożyła, taka jestem zła" - na dziecko to raczej nie działa, ale ja się
      uspokoję, i wymyślę coś, co działa...

      pozdrawiam
      Judyta
    • lola211 Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 12:03
      Z checia poczytam, co takiego jest powodem dawania klapsów, w wątku stokrotki
      zadałam takie pytanie, ale nie uzyskalam odpowiedzi.Moze wtedy bede w stanie
      zrozumiec, czym dziecko jest w stanie "zasłuzyc" sobie na klepanie go po tylku.
      Z tego co widzialam w markecie, 2 latek moze oberwac, bo z nudów grymasi stojac
      w kolejce.
      --------------------------------------------------
      Chcesz schudnąc, zdrowo sie odżywiać, zajrzyj tu:

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11143
      • verdana Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 12:26
        A ja jednak uważam, ze klaps dla małego dziecka jest dozwolony (nie mówię, ze
        potrzebny, jeśli matka potrafi inaczej nauczyć) w sytuacjach potencjalnie
        niebezpiecznych. Np. jeśli maluch wyrwie mi się i wybiegnie na jezdnię, nie
        będę czekała, aż potrąci go samochód i bedzie wiedział, ze to nieprzyjemne.
        Wolę, zeby dla niego było jasne - na jezdnię wybiegać NIE WOLNO. To samo jeśli
        np. ściąga garnek z gotującą zawartoscią z kuchenki czy wsadza palce do
        kontaktu. Wbrew temu, co wielu osobom się wydaje, nie można zapobiec wszystkim
        potencjalnym niebezpieczeństwom. Klaps ma być ostatecznym stwierdzeniem, ze
        czegoś naprawdę nie wolno. Ja po raz ostatni dałam klapsa 8-latkowi (który w
        zasadzie jest na klaps o wiele za stary) za otworzenie drzwi bez pytania "Kto
        tam" - mimo, ze tłumaczyłam mu to wytrwale i wielokrotnie. I podziałało - a tu
        niebezpieczeństwo jest zbyt duże, zeby można je było zlekcewarzyć, czy poczekać
        aż dziecko zmądrzeje.
        Absolutnie też nie wydaje mi się, ze wychowanie bez kalpsów to wychowanie
        bezstresowe. Kary, jakie potrafią wymyślić rodzice, którzy nigdy nie dotknęli
        dziecka wydają mi się często stokroć gorsze od klapsa (nie mówię o biciu, tylko
        o klapsie!). Np. wyrzucenie ulubionego misia, bo pokój jest nieposprzatany, a
        miś leżał na podłodze! To dopiero jest okrucieństwo!
        • le_lutki Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 13:35
          Hej!
          Juz sie wyprodukowalam obszernie w poprzednim watku na ten temat, ale dodam, ze:
          - zgadzam sie z tym, co napisala verdana
          - dla mnie klaps ma symboliczne znaczenie i kiedy zapowiem dziecku, ze po
          trzecim ostrzezeniu dostanie w pupe to dostanie. Nie bede opowiadac, ze "zrobie
          mu cos" - jak tu pisala ktoras mama, tylko po prostu dam w pupe: jasno i
          wyraznie go o tym uprzedze. Fiaskiem jest dla mnie uprzedzanie bez konsekwencji
          albo "grozenie" niewyartykulowanymi, abstrakcyjnymi konsekwencjami.
          Maly od klapsa nie dostanie krwiakow, siniakow itd (bo nie o to chodzi na
          litosc boska), a co do gwaltownosci dzialania, co tak tutaj strasznie denerwuje
          wiele mam, to czy dostanie klapsa w pupe czy go gwaltownie odciagne za lokiec
          zanim zwali sobie garnek z wrzatkiem na glowe, to jest to praktycznie to samo!
          Tak jak dla wielu z Was klaps nie sluzy niczemu, tak dla mnie mielenie jezykiem
          po raz setny tego samego "zeby dziecko zrozumialo" jest bez sensu i to
          kompletnie.Jesli mialo zrozumiec, to zrozumialo po kilku pierwszych rozmowach,
          jesli nie, to dostanie klapsa, bo albo chce mi zrobic na zlosc (ok, taki wiek,
          ale trudno)albo chce zobaczyc dokad moze sie posunac. Co do wieku "na klapsy"
          to nie bede dyskutowac, bo kazda z tu obecnych mam wie najlepiej kiedy jego
          dziecko jest na cos za male lub za stare smile
          Pozdrawiam
    • le_lutki Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 14:25
      Ja sie wlasnie z poprzedniego watku dowiedzialam, ze NIDGY...
    • lola211 Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 15:15
      Na razie teoria.A przyklady , podajcie prosze.
      Przebywam z kilkulatkami i widze, ze: nie wybiegają na ulice, palców w kontakty
      nie wsadzaja, nie interesuje ich garnek z wrzatkiem, itd.Po prostu werbalnie
      zostalo im przekazane, ze nie wolno i dla tych dzieci jest to jasne.
      Natomiast obserwuje sytuacje, w ktorych ktos publicznie wymierza klapsy
      dzieciom- z reguly nie chodzi o syt. zagrozenia, tylko np. przeszkadzanie w
      rozmowie, upadek("mówiłam ci zebys nie biegał"), wciskanie niejadkowi
      jedzenia,i inne tego typu zdarzenia.Sorry, ale w wiekszosci przypadków ten
      klaps wynika z frustracji rodzica,jego zniecierpliwienia,bezradnosci, a nie z
      koniecznosci zapobiezenia krzywdzie, ktorej maluch nie jest w stanie
      przewidziec.Zapewne ci rodzice tez tłumacza sobie to postepowanie dobrem
      dziecka, bo jak inaczej?

      -------------------------------------------------
      Chcesz schudnąc, zdrowo sie odżywiać, zajrzyj tu:

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11143
      • aluc Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 15:22
        wszystko o czym piszę, to najczystsza praktyka obcowania z dwuipółlatkiem wink
        który już rok temu zrozumiał, że piekarnik należy obchodzić szerokim łukiem, bo
        jest gorący

        organoleptycznie to zrozumiał

        i inne rzeczy też dawało mu się wytłumaczyć, przez wprowadzenie na przykład
        prostej zasady, że wszelkich kabli i kontaktów moga dotykać tylko rodzice i pan
        elektryk, a w sytuacjach niebezpiecznych typu ulica po prostu nie jest
        puszczany samopas... a perspektywa wypadku samochodowego (kojarzonego przez
        niego z kraksą) działa na niego silniej niż jakiekolwiek klapsy
        • le_lutki Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 15:38
          Jednym slowem macie naprawde inteligentne dzieci, ktore w mig zrozumialy -
          glownie na podstawie Waszych werbalnych zakazow - co im wolno a co im nie
          wolno. Pozwole sobie nadmienic, ze ja widocznie trafialam, np. u rozlicznych
          znajomych na takie mniej udane (albo bardziej oporne) egzemplarze, do ktorych
          rodzice pedagogicznie mowili po 100 razy to samo (az towarzystwu calemu sie
          odechciewalo czegokolwiek, a juz na pewno wysluchiwania tegoz) a ich
          dzieciaczki mowiac oglednie mialy dokladnie w nosie przemowy rodzicielskie i
          stawialy na swoim, jako ze zadna grozba nigdy nie zostala wprowadzona w zycie ,
          a te wzmiankowane byly tak totalnie abstrakcyjne, ze rownie dobrze mogly byc w
          przyszlym zyciu.
          Znam tez mamy, ktore stosowaly kompletnie dla mnie niezrozumialy chwyt
          pedagogiczny pt "poczekaj, jak tatus przyjdzie to on ci dopiero pokaze/wleje
          itd" - nie tylko byly to pogrozki bez pokrycia i nie na miejscu, ale i
          skutecznie podkopywaly autorytet rodzicielski i robily z jednego potwora a z
          drugiego "tego dobrego" i bezradnego co reki na dziecko nie podniesie, ale z
          sytuacja sobie nie radzi innymi metodami.
          Mnie pozostaje jedynie liczyc na to, ze moje dziecko bedzie z tych
          inteligentniejszych co to na podstawie moich racjonalnych wyjasnien zaprzestana
          rozrabiania lub podejma wlasciwa decyzje w wieku np lat 2 a stad juz prosciutka
          droga do Nagrody Nobla.
          Wole nawet nie myslec jakie gromy sie tu posypia na mnie jesli nadmienie, ze
          moja mama kiedys dala klapsa w pupe coreczce znajomej sasiadki (w obecnosci
          tejze) poniewaz gdy rozmawialy mamusia bardzo starala sie nie widziec, ze
          dziecko: przerywa starszej osobie, wskakuje miedzy rozmawiajacych, zaprzecza w
          polowie zdania choc w ogole nie mowi sie do niego itd. Podzialalo (zarowno na
          dziecko, ktore sie uspokoilo, jak i na mamusie, ktora sie zmieszala).
          • aluc Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 16:00
            prawdę mówiąc, na miejscu sąsiadki dałabym w tyłek twojej mamie
            • le_lutki Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 16:05
              Bardzo mi sie nie podoba to, co napisalas i nawet jesli bys sama tak zrobila,
              to marny bylby Twoj los.
              Natomiast jest to dowod na to, ze nalezy samemu tak wychowac swoje dziecko (w
              praktyce) zeby nikt inny nie mial powodu ani ochoty dac mu w tylek. A
              rozwydrzony cudzy bachor przerywajacy doroslemu, tracajacy go i przekrzykujacy
              przy braku jakiejkolwiek reakcji mamusi nie zasluguje na nic innego. No chyba,
              zeby przywalic mamusi - idac Twoim tokiem myslenia...
              • aluc Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 16:11
                skoro uważamy przemoc za właściwy sposób komunikowania się z dziećmi, to
                dlaczego nie z dorosłymi?
                le lutki, serdecznie ci życzę, żeby twoje dziecko nie było nigdy dla nikogo
                rozwydrzonym bachorem
                • le_lutki Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 16:19
                  Tak wlasnie zamierzam je wychowywac (w dobrze pojetej dyscyplinie i milosci)
                  aby NIGDY dla NIKOGO nie bylo ROZWYDRZONYM BACHOREM.
                  Wielka milosc matczyna czesto sprawia, ze sie nie zauwaza, ze to, co dla nas
                  jest standartem i nas nie meczy, nie drazni, jest NORMALNE -dla osoby
                  postronnej, nie zwiazanej emocjonalnie z dzieckiem jest
                  meczace/niegrzeczne/niekulturalne. Nie mowiac juz o kanonach poprawnego
                  zachowania.
                  NA szczescie w moim obecnym otoczeniu dzieci - wychowywane w duzej mierze wg
                  podzielanych przeze mnie zasad - sa kulturalne, pytaja czy moga wstac od stolu
                  po posilku, nie przerywaja starszym, sa otwarte na innych, na inne dzieci,
                  komunikatywne, pomocne, pelne inicjatywy. Nie odmawia im sie zbyt wiele ale
                  wymaga sie sporo. Nie sa "stlamszone" i "bite" ale znaja swoje miejsce w
                  rodzinie i nie tylko. Oczywiscie dlatego, ze sie do nich mowi i sie im
                  tlumaczy, ale tez i dlatego, ze w "krytycznych" momentach jakis zdrowo myslacy
                  rodzic potrafil im przylac w pupe kiedy teoretyzowanie nie dawalo efektow. i
                  kiedy juz tak sie stalo - to wiedzialy, ze na to zasluzyly (jesli nie w tej
                  samej chwili, to pozniej).
                  Maja tez prawo sie wypowiedziec - dlaczego tak robia, co nimi kierowalo,
                  zaprotestowac, jednym slowem - powiedziec swoje zdanie. SSlucha sie ich
                  uwaznie, nie zbywa. Nie sa "podrzednymi" czlonkami rodziny, ani nie sa jej
                  pepkiem.
                  • aluc Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 16:23
                    przeczytałam twoje wypowiedzi w innym, pokrewnym wątku - dużo ich było, więc
                    jak sądzę, dość dobrze odzwierciedlają twoje poglądy
                    poglądy z którymi nie mogę się zgodzić, a które ty uznajesz za bezdyskusyjne

                    więc zostańmy tam, gdzie jesteśmy smile) bo zbliżyć to się nie zbliżymy
                    • le_lutki Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 16:25
                      tez mi sie tak zdaje...
                  • lola211 Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 17:35
                    Tak bardzo soie przejmujesz opinia otoczenia? Ja przestalam az tak zwracac
                    uwage, po incydencie, gdy moje ROCZNE dziecko zostalo nazwane wlasnie takim
                    bachorem, bo w kolejce nadepnelo nózka facetowi na buta..Tez pewnie uznal mnie
                    za pozwalajaca na wszystko matke z rozpieszczonym niezdyscyplinowanym gnojkiem
                    u boku.
                    Czasem dziecko irytowało tez pacjentów w poczekalni, wedlug niektorych emerytek
                    3 latka powinna godzine siedziec na krzesle jak trusia, a ona wiadomo , po pól
                    godzinie z nudów łazila, ciagneła mnie "Mamo chodzmy juz", i o zgrozo pobujała
                    sie na krzesle(szybko ja od tego odwiodłam).Ja wole dbac o dobre samopoczucie
                    dziecka niz nawiedzonych, skrzywionych ludzi, ktorzy zawsze sie do czegos
                    dowalą.Tak wiec najgrzeczniejsze dziecko ma szanse byc uznanym za bachora,
                    zachowujac sie po dzieciecemu, stosownie do wieku.
                    --------------------------------------------------
                    Chcesz schudnąc, zdrowo sie odżywiać, zajrzyj tu:

                    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11143
                    • le_lutki Re: kiedy klaps potrzebny? 25.06.04, 13:57
                      To Ty tak uwazasz, nie ja. Ja ci opisalam konkretna sytuacje, w ktorej 5 -
                      letnie dziecko, doskonale wiedzace co robi i testujace odpornosc doroslych
                      pozwalalo sobie na slowne i fizyczne dokuczanie osobie starszej (starszej nawet
                      od jego matki i to sporo). A ulubione stwierdzenie tego dziecka (zeby nie rzec
                      bachora) kiedy zwracalo sie mu uwage, to: no to co z tego, ze powiesz mamie?
                      Ona i tak mi pozwoli.
                      Nawiasem mowiac wyroslo teraz na bardzo sympatyczna mloda osobe, ktora do mojej
                      mamy zwraca sie kulturalnie, przychodzi po pomoc w odrabianiu lekcji, szukanie
                      zrodel, pozyczenie maki, piastowanie mojego maluszka itd. Dodam, ze to moja
                      mama - pelna samozaparcia - tak dlugo (latami!) witala ja (i jeszcze drugie
                      dziecko w tej samej klatce schodowej) mowiac "dziendobry X" az wreszcie
                      ktoregos dnia "zaskoczylo" i samo dziecie odezwalo sie do sasiadki mowiac:
                      dzien dobry. Nauczylo sie nawet mowic "milego dnia, dziekuje itd" - co
                      zazwyczaj wykonywalo tylko w obecnosci matki.
          • lola211 Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 16:05
            Mysle, ze nasze dzieci nie odbiegaja od ogolnych standardów, wiekszosc potrafi
            przyjac do wiadomosci, ze nie znaczy nie.Chyba rzeczywiscie źle trafiasz.
            --------------------------------------------------
            Chcesz schudnąc, zdrowo sie odżywiać, zajrzyj tu:

            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11143
            • le_lutki Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 16:06
              Rzeczywiscie, najpewniej juz mam takiego pecha.
              • aka10 Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 16:29
                le-lutki napisala...."w "krytycznych" momentach jakis zdrowo myslacy
                rodzic potrafil im przylac w pupe kiedy teoretyzowanie nie dawalo efektow. i
                kiedy juz tak sie stalo - to wiedzialy, ze na to zasluzyly (jesli nie w tej
                samej chwili, to pozniej)."
                Zdrowo myslacy rodzic nie leje wlasnego dziecka i zadne dziecko nie zasluguje
                na lanie.Nie wiem,jak jest we Francji,le-lutki,ale sa kraje,w ktorych przylanie
                dziecku za marudzenie w supermarkecie moze spowodowac,ze dziecko zostanie
                odebrane rodzicom i dostanie sie do rodziny zastepczej.To tylko w ramach
                informacji.Pozdrawiam.
                • le_lutki Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 16:36
                  Jak ktos leje dziecko za marudzenie w supermarkecie to na pewno na nic innego
                  nie zasluzyl...
                  A niektorzy nadal nie rozrozniaja miedzy "laniem" a przylaniem w pupe
                  (klapsem).Trudno. Nie mam ochoty sie powtarzac.
          • zgagusia Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 17:03
            le_lutki napisała:


            > Wole nawet nie myslec jakie gromy sie tu posypia na mnie jesli nadmienie, ze
            > moja mama kiedys dala klapsa w pupe coreczce znajomej sasiadki (w obecnosci
            > tejze) poniewaz gdy rozmawialy mamusia bardzo starala sie nie widziec, ze
            > dziecko: przerywa starszej osobie, wskakuje miedzy rozmawiajacych, zaprzecza
            w
            > polowie zdania choc w ogole nie mowi sie do niego itd. Podzialalo (zarowno na
            > dziecko, ktore sie uspokoilo, jak i na mamusie, ktora sie zmieszala).

            nie potrafie sobie wyobrazic co bym zrobila gdyby ktos obcy (dorosly) uderzyl
            moje dziecko - prawdopodobnie wezwalabym policje. Jesli kogos irytuje
            zachowanie mojego dziecka nie zwroci sie z tym DO MNIE.
            Nigdy nie musialam dawac klapsa zeby dziekco ostrzec przed zagrozeniem - wcale
            nie dlatego ze moje dzieci jakos szczegolnie inteligentne sa. Przed ulica
            przytrzymuje malucha do czasu az zrozumie ze ma isc przy mnie, nie wybiegac
            itp. (starszy pojal to kolo 3 roku zycia, mlodszego 2 -latka jeszcze trzymam
            mocno przy sobie). Jesli chodzi o gorace garnki - dawalam kilka razy dotknac
            taki dosc cieply mowiac 'gorace! si!' i teraz jak mowie do malucha 'gorace!
            si!' to on juz wie ze w jego interesie jest nie dotykac.

            Aga
            • zgagusia Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 17:18
              zgagusia napisała:

              > moje dziecko - prawdopodobnie wezwalabym policje. Jesli kogos irytuje
              > zachowanie mojego dziecka nie zwroci sie z tym DO MNIE.

              mialo byc: 'NIECH zwroci sie...'
          • jola_ep Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 19:19
            > Jednym slowem macie naprawde inteligentne dzieci, ktore w mig zrozumialy -
            > glownie na podstawie Waszych werbalnych zakazow

            Niewerbalne zakazy to nie tylko klaps.

            > dzieciaczki mowiac oglednie mialy dokladnie w nosie przemowy rodzicielskie i
            > stawialy na swoim, jako ze zadna grozba nigdy nie zostala wprowadzona w zycie ,

            Masz opowiedź smile Wcale nie chodzi o to, czy ktoś daje klapsy czy nie. Liczy się
            konsekwencja. Lepiej nie rzucać żadnych gróźb, jak się ich potem nie realizuje.

            > Mnie pozostaje jedynie liczyc na to, ze moje dziecko bedzie z tych
            > inteligentniejszych co to na podstawie moich racjonalnych wyjasnien zaprzestana
            > rozrabiania lub podejma wlasciwa decyzje w wieku np lat 2

            Jak zrobisz to mądrze, to czemu nie smile)
            Moja mama ostatnio opowiadała mi, że musiała przebrać swojego prawie 2-letniego
            wnuka (mój siostrzeniec). Ponieważ zawsze jest przy tym krzyk i szarpanina, więc
            moja mama zamiast dać mu klapsa zostawiła go w łazience i zaproponowała mu, aby
            posiedział i "podjął właściwą decyzję" (oczywiście go nie zamykała). Po paru
            chwilach przyszedł z pieluchą w łapce smile

            > Wole nawet nie myslec jakie gromy sie tu posypia na mnie jesli nadmienie, ze
            > moja mama kiedys dala klapsa w pupe coreczce znajomej sasiadki (w obecnosci
            > tejze) poniewaz gdy rozmawialy mamusia bardzo starala sie nie widziec, ze
            > dziecko: przerywa starszej osobie, wskakuje miedzy rozmawiajacych, zaprzecza w
            > polowie zdania choc w ogole nie mowi sie do niego itd. Podzialalo (zarowno na
            > dziecko, ktore sie uspokoilo, jak i na mamusie, ktora sie zmieszala).

            Bardzo przykra to historia i myślę, że to tłumaczy Twój stosunek do klapsów sad

            Dodam, że czasem mi się zdarza, że sąsiadka zagaduje mnie w dość nieodpowiednim
            momencie (np. ja wracam spóźniona z pracy, dzieci są senne..), ale nigdy nie
            bulwersowała się, że moje dzieci jej przerywają. Teraz, gdy moje dzieci są już
            większe, nie ma tego problemu. Starsza córa robi herbatę i podaje ciasteczka,
            synek grzecznie pyta, czy może coś ważnego powiedzieć. Wszyscy lubimy naszą
            sąsiadkę smile

            Pozdrawiam
            Jola
          • jagusia7 m.in. do le_lutki 24.06.04, 20:10
            "Jednym slowem macie naprawde inteligentne dzieci, ktore w mig zrozumialy -
            glownie na podstawie Waszych werbalnych zakazow - co im wolno a co im nie
            wolno."
            - Nie w mig, tylko po powtarzaniu pewnych rzeczy od samego początku i dzięki
            nieodstępowaniu od pewnych zasad pod żadnym pozorem, np. nie wolno dotykać
            kontaktu, przez ulicę przechodzimy wyłącznie za rękę i.t.p. Dzięki temu mam
            prawie 100% pewności, że moje dziecko nie wybiegnie na ulicę, zawsze się
            zatrzyma i zaczeka na mnie lub na męża. Prawie, więc oprócz tego oczywiście go
            pilnuję.

            "Pozwole sobie nadmienic, ze ja widocznie trafialam, np. u rozlicznych
            znajomych na takie mniej udane (albo bardziej oporne) egzemplarze, do ktorych
            rodzice pedagogicznie mowili po 100 razy to samo (az towarzystwu calemu sie
            odechciewalo czegokolwiek, a juz na pewno wysluchiwania tegoz) a ich
            dzieciaczki mowiac oglednie mialy dokladnie w nosie przemowy rodzicielskie i
            stawialy na swoim, jako ze zadna grozba nigdy nie zostala wprowadzona w zycie ,
            a te wzmiankowane byly tak totalnie abstrakcyjne, ze rownie dobrze mogly byc w
            przyszlym zyciu."
            - Jeśli żadna groźba nie została nigdy wprowadzona w życie, to nie dziw się, że
            dzieci miały gdzieś wszelkie przemowy. Po drugie, wizyta u znajomych czy
            jakikolwiek zlot ludzi to nie jest najlepsze miesce do uczenia dziecka zasad.
            Lepiej to robić w domu, bo poza nim(lub przy gościach) dziecko zwylke jest
            podniecone i rozkojarzone i faktycznie trudno do niego dotrzeć. A powtarzanie
            wtedy czegoś dziecku po 100 razu faktycznie mogą zmęczyć towarzystwo i świadczy
            to średnio dobrze o rodzicach.

            "Znam tez mamy, ktore stosowaly kompletnie dla mnie niezrozumialy chwyt
            pedagogiczny pt "poczekaj, jak tatus przyjdzie to on ci dopiero pokaze/wleje
            itd" - nie tylko byly to pogrozki bez pokrycia i nie na miejscu, ale i
            skutecznie podkopywaly autorytet rodzicielski i robily z jednego potwora a z
            drugiego "tego dobrego" i bezradnego co reki na dziecko nie podniesie, ale z
            sytuacja sobie nie radzi innymi metodami."
            - A to jest akurat najgorsza rzecz, którą może matka zrobić tasiusiowi dziecka
            (dziecku też). Część moich znajomych była w ten sposób wychowywana, dzisiaj
            mają w najlepszym razie bardzo nikły kontakt z ojcami. W najgorszym -
            nienawidzą ich.

            "Mnie pozostaje jedynie liczyc na to, ze moje dziecko bedzie z tych
            inteligentniejszych co to na podstawie moich racjonalnych wyjasnien zaprzestana
            rozrabiania lub podejma wlasciwa decyzje w wieku np lat 2 a stad juz prosciutka
            droga do Nagrody Nobla."
            - Inteligencja nie ma tu nic do rzeczy, raczej Twoja konsekwencja.

            "Wole nawet nie myslec jakie gromy sie tu posypia na mnie jesli nadmienie, ze
            moja mama kiedys dala klapsa w pupe coreczce znajomej sasiadki (w obecnosci
            tejze) poniewaz gdy rozmawialy mamusia bardzo starala sie nie widziec, ze
            dziecko: przerywa starszej osobie, wskakuje miedzy rozmawiajacych, zaprzecza w
            polowie zdania choc w ogole nie mowi sie do niego itd. Podzialalo (zarowno na
            dziecko, ktore sie uspokoilo, jak i na mamusie, ktora sie zmieszala)."
            - I uważasz, że dziewczynce klaps się należał? O ile zrozumiałam, mamusia
            dziecka NIE zwróciła mu uwagi, że zachowuje się niewłaściwie, więc dziecko
            oberwało za błąd mamusi, a nie swój. Bicie cudzego dziecka uważam za
            niedopuszczalne, przecież zawsze taką sprawę można załatwić inaczej. Na
            przykład powiedzieć: "Słuchaj, przecież my zupełnie nie możemy rozmawiać,
            mogłabyś ją uspokoić?" A jak nie podziała: "Wiesz, widzę, że dzisiaj nie możesz
            dać sobie rady ze swoim dzieckiem, może dokończymy rozmowę kiedy indziej, bo mi
            naprawdę przeszkadza jej zachowanie." jeśli taka była sytuacja, to dziecku
            pewnie zabrakło wychowania w domu, więc należałoby zwrócić uwagę matce, a nie
            lać dziecko(które miało prawo czuć się zdezorientowane: dlaczego obca kobieta
            bije mnie za coś, na co mama pozwala?)
            • le_lutki Re: m.in. do le_lutki 25.06.04, 09:46
              I znowu wraca slowo "lac" - dla mnie lanie to sie pasem daje, jesli juz, a
              klaps w pupe z bolem nie ma nic wspolnego -dziala jedynie ostrzegajaco-
              otrzezwiajaco, tak jak podniesienie glosu w niektorych przypadkach.
    • bzeebze Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 16:45
      no to ja wam napiszę, za co dostaje wychowawcze klapy nasza znajoma trzylatka
      zresztą zaczęła dostawać odpowiednio wcześnie, zanim skończyła rok
      z tego co pamiętam, za dotykane kryształów, za ciągnięcie obrusa za obrywanie
      kwiatków (mama tyle razy mówiła... szkoda, że nie zadał sobie trudu żeby usunąć
      to z zasięgu małych rączek)
      teraz za nieładne jedzenie, płakanie (to histeria, uspokój!!! sie i klap)
      w wieku 2 lat za nasiusianie do majteczek
      to tylko tyle co sama widziałam i teraz pamiętam, z takich codziennych
      sytuacji, mamusia bardzo dba, żeby mała nie była rozwydrzonym bachorem
      wszyscy chwalą mamusię, jaka jest konsekwentna i wymagająca
      i co potrzebne były te klapy? ja myślę, że nie
      • lola211 Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 17:28
        O to własnie mi chodzi, dawanie klapsów bez powodu, choc mamuska to uzna
        zapewne za uzasadnione.

        --------------------------------------------------
        Chcesz schudnąc, zdrowo sie odżywiać, zajrzyj tu:

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11143
        • verdana Re: kiedy klaps potrzebny? 24.06.04, 21:31
          Strasznie mnie denerwuje podział na dwie frackcie - tych co "nigdy, za nic" i
          tych co "bez klapsów dziecko się nie wychowa". Dla mnie klaps jest czasem
          potrzebny - czasem nie. Zalezy to nie tylko od dziecka, ale i od matki. Sa
          takie, które maja świętą cierpliwość i takie, ktore jej nie mają. Wiem, że
          zostanę zgromiona, ale wydaje mi się, że dla tych ostatnich czasem lepiej (dla
          dziecka), gdy dadzą klapsa (chodzi mi o klapsa, nie o bicie)! Bo inaczej,
          gotując się wewnętrznie, mogą dziecku naprawdę zrobić krzywdę - karzac je w
          inny "niecielesny sposób". Ileż to razy słyszałam "Mamusia już cię nie
          kocha", "Zobaczysz, bo cię ta pani zabierze". Albo niegdyś polecane odebranie
          na parę dni ulubionego misia - dla mnie horror. Zgodzę się, ze klaps może być
          wyrazem bezradności, ale tak jest - matki czasem bywają bezradne. Wydaje mi
          się, ze lepiej czasem dać klapsa, niż rycześ w ukryciu, pisać rozpaczliwe
          posty, ze dwulatek nie daje się ubierać i codziennie jest godzinna awantura
          (czy to nie frustruje bardzej niż klaps?). Wydaje mi się, w odniesieniu do
          moich dzieci, ze klaps działa (czasem), gdy chcemy powstrzymać dziecko od
          nieporzadanego zachowania. Nigdy jednak nie nalezy liczyć, ze nauczy je
          zachowania porzadanego - np, ze zacznie się uczyć, sprzątać itd.
        • le_lutki Re: kiedy klaps potrzebny? 25.06.04, 09:49
          Mamuska, ktora systematycznie daje klapsy za to, co wymieniono powyzej jest dla
          mnie niezrownowazona. Zwlaszcza w przypadku dziecka w tym wieku - ktore
          instynktownie, nie z przekory i ze zlosliwosci siega i dotyka roznych rzeczy
          (najczesciej pakujac je odruchowo do buzi). A juz danie klapsa za zrobienie
          siusiu w majtki to dla mnie najprostsz droga do znerwicowania wlasnego dziecka.
          Klaps jest dla mnie forma kary - jak mozna karac za niekontrolowanie
          fizjologii??
Pełna wersja