Dodaj do ulubionych

Szczęśliwe dziecko

27.10.04, 02:04
Aby jezdzic samochodem ludzie musza ukonczyc kurs i zdac egzamin lub dac
lapowke aby uzyskac prawo jazdy. Rodzicami ludzie zostaja bez spelnienia
takich wymagan mimo, ze dziecko jest znacznie bardziej skomplikowane niz auto.

Na szczescie ludzie wyrastaja na szczesliwych ludzi osiagajacych sukces w
zyciu mimo, ze ich rodzice nie spelniali niemal zadnego z zalecen prof. Jacek
Holówka. Wiekszosc zalecen Pana Profesora nie ma zadnego racjonalnego
uzasadnienia.

Moje zalecenie jest aby rodzice starali sie byc ze soba szczesliwi. Dzieci
ucza sie przede wszystkim przez nasladowanie. Anegdota podaje przyklad matki,
ktory uczy dzieci aby byly prawdomowne - a gdy dzwoni telefon kaze
powiedziec, ze nie ma mamy w domu.

Inne moje zalecenie - czlonkowie rodziny powinni dzielic sie obowiazkami i
wszyscy sobie nawzajem pomagac. Dziecko musi miec obowiazki zgodne z jego
mozliwosciami. Jesli rodzice zyja dla dziecka to wyrosnie ono na samolubnego
egoiste.

Jesli jestem w klinicznej depresji, to najgrubsza ksiazka prof. Holówki nie
pomoze ani dla mnie ani dla moich dziecie. Wizyta u lekarza, ktorzy zapisze
Prozak bedzie o niebo skuteczniejsza.

Dlaczego Polacy wierza w profesorow? Mysle, ze jest to pozostalosc feudalna.
Opinia króla byla najwazniejsza. Teraz mozna sie powolac na opinie profesora -
najwyzszy tytul naukowy. Dzisiaj tytuly feudalne przeszly do lamusa
historii, ale ludzie chca wspinac sie po drabinie tytulow.
Obserwuj wątek
    • loppe Re: Szczęśliwe dziecko 27.10.04, 06:17
      interesująca, mądra wypowiedź
      • kazik14 Re: Szczęśliwe dziecko 27.10.04, 08:09
        Ta ksiązka nie jest na depresję. Powinna działać zapobiegawczo, a nie jak
        lekarstwo w ciężkiej sytuacji. Sam mam 19, mieszkam poza domem, czyli mój
        proces wycowania przez rodziców dobiega końca. Ten artykuł jest to jakby
        przekrój wychowaniam nie przez rodziców. Widzę jakie błędy popełnili i są
        skutki, zauważam dlaczego czasem zachowywali się tak, a nie inaczej.
        Nie zgadzam się z poprzednią opinią.
        • loppe Re: Szczęśliwe dziecko 27.10.04, 08:26
          Ten artykuł jest to jakby
          przekrój wychowaniam nie przez rodziców

          ??
          • aleksandrynka Re: Szczęśliwe dziecko 27.10.04, 12:28
            pewnie chodziło o "przekrój wychowania mnie przez rodziców", za wcześnie
            odstęp...
    • bettti Re: Szczęśliwe dziecko 27.10.04, 09:56
      Bardzo trafna wypowiedż.Sama uwazam , że jeżeli w domu nie panuje miłość
      zrozumienie i harmonia w relacjach to żadna ksiażka nie pomoze.To miłość uczy
      cierpliwości,zrozumienia,akceptacji.Zadna ksiażka i wypunktowane reguły nie
      pomogą rodzicom.Mam 4 letniego synka-wspaniałego,wesołego,rozumnego chłopca-
      dużo rozmawiamy,słucham go,bawimy się-aktywnie spedzamy wspolny czas.Przychodzi
      do nas z każdym problemem, nawety gdy wie że coś przeskrobał nie boi sie-wie,że
      zostaną wyciagniete konsekwencje,ale poprzez wyjaśnianie i rozmowę a nie krzyk
      i bicie.Wraz z meżem staramy sie dać mu jak najwiecej ciepła i miłości-nie
      dlatego ze tak jest napisane w poradniku ale dlatego ze bardzo go
      kochamy.Jednoczesnie staramy sie niezapomnieć o sobie nawzajem.Dziecko musi
      wiedzieć też, ze rodzice kochają siebie i szanują.Ale musi to wypływać wszystko
      z ludzi a nie z ksiażek.To nie moj wymysł ale sprawdzony sposób na życie-juz
      trzecie pokolenie hołduje tej zasadzie:wszyscy w rodzinie jesteśmy ważni,
      wszyscy kochamy sie ,akceptujemy ale też wymagamy.Jak na razie zdało egzamin.
      • procesor Re: Szczęśliwe dziecko 27.10.04, 10:16
        bettti napisała:
        > Dziecko musi wiedzieć też, ze rodzice kochają siebie i szanują.Ale musi to
        > wypływać wszystko z ludzi a nie z ksiażek.To nie moj wymysł ale sprawdzony
        > sposób na życie-juz trzecie pokolenie hołduje tej zasadzie:wszyscy w rodzinie
        > jesteśmy ważni, wszyscy kochamy sie ,akceptujemy ale też wymagamy.Jak na
        > razie zdało egzamin.

        A nie przyszło ci do głowy że nie każdy ma szanse wychowac sie w takej
        rodzinie? I co? Moze własnie dzięki takim lekturom uda mu się przerwac zaklęty
        krąg "uczenia się z ludzi" i mając świadomośc czemu tak a nie inaczej reaguje,
        jakie błędy popełnili jego rodzice i w związku z tym do jakich sam ma
        predyspozycje - swoje dzieci wychowa lepiej, mądrzej?
        • verdana Re: Szczęśliwe dziecko 27.10.04, 10:34
          Dawno juz nie czytałam takiego steku bzdur w wykonaniu profesora. Przede
          wszystkim, jesli uwaznie sie wczytać w tekst, nie mozna w ogóle wychować
          dziewczynki na osobe dostosowaną - ponieważ nie ma ona być ani potulna (bo
          zostanie zdominowana) ani rywalizować z mężczyznami (a dlaczego nie - pan
          Profesor jakoś nie uwaza, żeby mężczyźni nie mieli rywalizować i z mężczyznami
          i z kobietami).
          Ilość stereotypów przebijajaca przez ten artykuł jest porazajaca. Gdzie są te
          słodkie, wyrozumiałe mamy - ostatnie nie spotkałam ani jednej. Na ogół są
          zmeczone i wymagają od dzieci nie mniej niż ojcowie. Też mam studentów i
          zareczam, ze nie tylko faceci potrafią zdominować deyskusję i nie dopuscić
          nikogo do głosu - dziewczyny takze robia to coraz częściej. Poza tym ludzie się
          różnia od siebie., W społeczeństwie powinno być miejsce także dla osób gorzej
          przystosowanych, nietowrzyskich uczonych siedzacych całe zycie z nosem w
          książkach (dlaczego zresztą tylko chłopców - takich dziewcząt jest także
          sporo). Przystosowanie społeczne, o ile jest najwyższą wartoscią w wychowaniu,
          prowadzi do konformizmu, unifikacji i zaniku własnych pogladów. Uczmy dzieci
          także, jak być nieprzystosowanymi.
          Innymi słoy - dla mnie totalna bzdura, tyle że wygłoszona naukowym językiem.
          • ryskago Re: Szczęśliwe dziecko 27.10.04, 13:57
            "Ilość stereotypów przebijajaca przez ten artykuł jest porazajaca. Gdzie są te
            słodkie, wyrozumiałe mamy - ostatnie nie spotkałam ani jednej. Na ogół są
            zmeczone i wymagają od dzieci nie mniej niż ojcowie."
            Gro osób czyta i nie rozumie tak naprawdę o co chodzi. Przecież profesor
            posłużył się tutaj przykładem, co wcale nie oznacza, że myśli w/g takich
            stereotypów. No cóż krytykantów u nas nie brakuje...
            Pozdrawiam
            mr
      • aleksandrynka Re: Szczęśliwe dziecko 27.10.04, 12:31
        Wraz z meżem staramy sie dać mu jak najwiecej ciepła i miłości-nie
        > dlatego ze tak jest napisane w poradniku ale dlatego ze bardzo go
        > kochamy.

        Wszystko bardzo pieknie, ale wiesz, że są rodzice, którzy własnie dlatego, że
        bardzo kochają swoje dzieci biją je? Bo to dla ich dobra. Bo nie znają innych
        metod, po prostu. I dlatego moim zdaniem trzeba dużo czytać, dowiadywać się.
        Żeby mieć narzędzia, kiedy się czuje bezradność.
      • ryskago Re: Szczęśliwe dziecko 27.10.04, 14:09
        Do Bettti:
        No po prostu istna sielanka. Rodzina bez wad.
        Gratuluję, ale nie bardzo w to wierzę.
        Każdy ma na swoim koncie dobre i złe chwile
        z racji tej,że jest tylko człowiekiem i popełnia błędy
        jak każdy.
        Ja też w kwestii wychowywania mojej dwójki ufam najbadziej
        swojej intuicji co zupełnie mi nie przeszkadza czerpać z doświadczeń
        i dobrych rad innych jeśli tylko zauważę, że nie są złe.
        Profesor wypowiedział się na podstwie swoich doświadczeń i obserwacji
        i uważam, że ma sporo racji.
        Pozdrawiam
        mr
    • d.orka Re: Szczęśliwe dziecko 27.10.04, 17:11
      A ja się zgadzam z tym, co mówił Pan profesor.
      Skąd te głosy krytyki? Nieuważnie czytaliście?

      Moi rodzice trochę zaniedbali moje i moich braci wychowanie - każde z nich z
      innych powodów.
      Mama była wplątana w koło społecznych oczekiwań, samotne macierzyństwo pomimo
      posiadania męża i nie posiadała wiedzy z zakresu psychologii rozwojowej.
      Ojciec, który porzucił studia nauczycielskie na rzecz szkoły wojskowej, jako
      takie przygotowanie miał, ale nie miał "ojcowskiego powołania". Poniósł porażkę
      na całej linii - zwłaszcza w wychowaniu braci.
      Tych wszystkich rzeczy, o których mówił Profesor uczyłam się sama w "głębokiej
      wodzie". Moi bracia, niestety, radzili sobie gorzej - z powodu braku dobrego
      ojca. Nie rozwinęli skrzydeł.
      W wychowaniu moich dzieci kieruję się intuicją i własnymi przemyśleniami
      wynikającymi z własnego dziecięcego doświadczenia i obserwowania własnych
      rodziców. Chętnie czytam różnego rodzaju wydawnictwa na temat wychowania i
      rozwoju dzieci analizując ich treść oraz kierując się własnym osądem w wyborze
      np. wskazówek i rad. Nie uniknę błędówi i będę się cieszyć, jeśli moje dzieci
      mi je wskażą.
      Dorka
      mama Sikorek
      i Leonka
      Dziękuję Panie profesorze za mądre słowa.
    • 80662270a gó..prawda 28.10.04, 08:30
      jest prawda i tylko prawda, a to jest gó..prawda:
      "Jesli rodzice zyja dla dziecka to wyrosnie ono na samolubnego
      egoiste."
      • olab1 Poczytać warto 28.10.04, 11:45
        a życie jest życiem. Dzieci są różne, tak jak różni są ich rodzice. Nie jest
        łatwo wychowywać w dzisiejszych czasach, gdziw wokół tylko mit kasy i pełno
        agresji. Każde z nas ma plany co do wychowania, oby sie udało je zrealizować.
        Ja, tak jak większość, pragnę szczęścia dla mojego dziecka, chcę dać mu jak
        najwięcej przede wszytskim miłości. Życzę sobie powodzenia. Wam też.
    • aga_mlynarczyk Re: Szczęśliwe dziecko 28.10.04, 16:03
      dziękuję badzo
      bardzo dobry i interesujący artykuł
    • anka1-1 Re: Szczęśliwe dziecko 09.02.05, 00:24
      przeczytałam artykuł bardzo uwaznie i odetchnęłam, powiało normalnością.
      Pochodzę z rodziny wielodzietnej , jestem pedagogiem, i adopcyjną mamą dwóch
      chłopców. Wiele razy zastanawiałam się z czego biorą się problemy emocjonalne
      dzieci w szkole, wyrażny brak umiejętności w radzeniu sobie z sytuacjami
      trudnymi, albo przeciwnie nadmierna dominacja, brak kompromisu, potrzeby
      przyjażni. Od roku czasu jestem mamą i często zastanawiam się czy postępuję
      dobrze, czy jestem zbyt rygorystyczna, a może zbyt uległa. Trudno jest wychować
      dziecko na człowieka stanowczego,asertywnego, a zarazem kulturalnego i
      szanującego innych. Nauczyć dziecko walczyć, ale też umieć przegrywać, i
      znależć w tym jeszcze radość. Nauczyć dziecko odwagi, ale i pokory.. Mam
      wrażenie ze obecnie mamy do czynienia z dwiema skrajnymi modelami wychowania
      1) nadmiernej opiekuńczości, budowaniu parasola ochronnego dla dziecka, a tym
      samych odbierania mu możliwości konfrontacji z rzeczywistością, umiejętności
      radzenia sobie w sytuacjach trudnych. Nadmiernym skupianiu się na potrzebach
      dziecka, zapominając o uczeniu go chociażby na własnej osobie, ze inni też mają
      swoje potrzeby. Mama z tatą to nie tylko kochający i oddani ludzie, ale też
      ludzie mający słabości, zainteresowania, potrzeby . Ucząc dziecko tego dajemy
      mu szansę na szczęśliwe dorosłe zycie.
      2)nadmiernej pobłażliwości, a właściwie zaniedbywaniu potrzeb dziecka
      związanego z samorealizacją rodziców. Nadmierny pęd ku karierze, gonitwa i
      obawa o pracę,prowadzą do zrzucanie odpowiedzialności za wychowanie na
      instytucje typu przedszkola, szkoły i rekompensowanie dzieciom braku czasu np
      drogimy zabawkami, i spełnianiem wszystkich zachcianek.
      Jestem osobą uważaną za bardzo cierpliwą, opanowaną i oddaną innym i za taką
      się uważałam dopuki nie pokochałam dwóch łobuziaków 4 i 3 latka, i nie musiałam
      codziennie 24 h na dobę opiekować się nimi. Czasami miałam wyrzuty sumienia, ze
      jestem taką wyrodna mamą bo czasami potrafię mocno wziąść w ryzy chłopców, i
      pokazać im, że tak nie wolno. Strasznie mnie ucieszyły słowa pana profesora, o
      tym, ze dzieciaki muszą poznać oboje rodziców z dwóch stron, to upewniło mnie w
      moich przekonaniach, ze dziecko musi znać granice, potrafić się bronić. Musi
      nauczyć się się mówić nie, dość i bronić swoich przekonań, pamiętając o tym, ze
      inni też mają do tego prawo.
      Wszystkie braki wychodzą jak na dłoni w szkole, jedne dzieci lubiane przez
      wszystkich, choc nie uległe. Otwarte na innych ale też i broniące swojego
      zdania, inne "obijające" się o innych nieakceptowane, sfrustrowane.
      Może to co napiszę wyda się smieszne, ale czasami mam wrażenie, że wszystkim
      nam teraz wydaje się takie trudne osiągnięcie szczęścia, spokoju, i równowagi
      psychicznej. Codziennie stajemy przed dylematem co wybrać, jak postępować, by
      to osiągnąć, i nauczyć tego nasze dzieci.
      Jestem człowiekiem wierzącym, i kidyś taka zaganiana usiadłam sobie i
      przypomniałam sobie Dekalog, i pomyslałam, kurcze jakie to proste, wystarczy
      przestrzegać i nauczyć tego dzieci a dadzą sobie radę w życiu. Pozostawianie
      sobie furtek to dylemat- albo czczę matkę swoją i ojca swego, i pokazuję
      dzieciakom co to znaczy kochać, albo nie szanuję rodziców, a za 15, 20 lat będę
      tak samo traktowana przez własne dzieci- cudów nie ma! albo cieszę się z tego
      ze innym jest dobrze, i z tego co mam, albo uczę dzieciaki wiecznego niedosytu,
      zawiści i skazuję je na wieczne niezadowolenie. To jak my rodzice postępujemy,
      czy potrafimy cieszyć się zyciem , być szczęśliwi, radzić sobie z problemami,
      jest jak mapa dla naszych dziec. Jest to coś czego nikt im nigdy nie zabierze-
      szczęśliwe dzieciństwo, to bilet do szczęśliwej dorosłość.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka