Zabawki militarne

31.08.05, 09:41
W wielu wypowiedziach powtarza się motyw wychowania pacyfistycznego: zakaz
kupowania zabawek militarnych, zakaz posługiwania się agresją w konfliktach
między dziećmi, prezenty "militarne" od dziadków czy ciotek lądują w koszu
itd.
Rozumiem, że w/w ma na celu niestymulowanie agresji i wychowywanie tak aby
dziecko pokojowo rozwiązywało konflikty, nie biło się z innymi.

Jak pogodzicie ten model z patriotycznym wychowaniem w przedszkolu i szkole?
Z wierszykami o tym jak "szli i ginęli za ojczyznę", z gloryfikacją powstań i
zrywów, z wizją wojen w słusznej sprawie, mitem małego powstańca?
    • verdana Re: Zabawki militarne 31.08.05, 09:59
      Ja mogę pogodzić, bo wyrosłam z okresu bycia przeciw zabawkom militarnym.
      Owszem, jako młoda i głupia, nie kupowałam dziecku takich zabawek, chociaż nie
      konfiskowałam tych od znajomych i rodziny. Do dnia, kiedy mój rozmarzony 4 letni
      syn leżał w łóżeczku i zapytałam "O czym tak marzysz?". "O karabinie maszynowym"
      - odparło pacyfistycznie wychowane dziecię, które nigdy o nic nie prosiło.
      Następnego dnia kupiłam - wolę,żeby miał, niz żeby marzył. W końcu moim celem
      nie było uczynienie broni przedmiotem marzeń, nie?
      Pozwalam grać w stosunkowo okrutne gry komputerowe. Pozwalam się lać rodzeństwu
      i nie jestem oburzona, jak syn pobije się z kolegą. Uważam bezwzgledny zakaz
      bicia się dzieci za zupełnie nierealistyczny, sprzeczny z naturalnymi
      instynktami i po prostu głupi.
      Natomiast jakoś słabo mi idzie wychowanie patriotyczne, czasem też prostuję
      głupoty mówione w szkole i przedszkolu. Powstań nie gloryfikuję, jednak trzeba
      odróżniać idiotyzm pewnych powstań od bohaterstwa powstańców.
      Tak wiec jakoś u mnie nie ma sprzeczności.
      • triss_merigold6 Re: Zabawki militarne 31.08.05, 10:07
        Verdana, nie pytam Ciebie.smile)) DD Mam podobne zdanie: agresja jest normalna,
        ważne żeby jej przejawy były ucywilizowane. Nie jestem przeciwna zabawkom
        militarnym, zabawy w wojnę (moje dzieciństwo to "Czterej pancerni i pies") też
        są normalne, podobnie jak międzydziecięce szarpaniny. IMO chłopcy powinni umieć
        się bić, jak któryś nie umie to jest prędzej czy później tępiony przez
        rówieśników (urocze przezwisko "ciota").
        Chodzi mi o poglądy hard core pacyfistyczne jakie często są tu prezentowane.
        • verdana Re: Zabawki militarne 31.08.05, 10:23
          Pacyfisci wdepczą nas w ziemię.
          Zresztą, nie znasz zasady "Jak Kali komuś ukraść krowę"? - wojujacy pacyfizm
          jest ok, póki nas nie napadną...
          • triss_merigold6 Re: Zabawki militarne 31.08.05, 10:30
            tiaa.. socjaliści w 1914 głosowali za budżetami wojennymi.D

            Zwyczajnie nie rozumiem jazdy zaprezentowanej przez mamuśkę w innym wątku:
            dziecko dostaje pistolet od dziadków i pistolet leci do kosza, bo matka ma
            skrzywienie ideolo. Abstrahując od tego, że prezent należy obdarowanego czyli
            DO DZIECKA.
            • migotka2000 to ja, jedna z "mamusiek"... 31.08.05, 13:56
              ...która wyrzuca dziecku pistolety do koszawink

              Dla jasności:
              -Moj 3-letni syn boksuje się z mężem
              -wie jak sie zachować, gdy ktoś mu przyłoży na podwórku,
              -Ma kilka mini czołgów i amfibię
              -w lesie zawsze bije się z tatą na kije itp, ale zdaje sobie sprawę, że kijem
              można zrobić komuś krzywdę

              ALE
              -pistoletów nie ma i każdy następny dostany od dziadków czy kożego innego
              gościa podzieli los poprzednika, ponieważ uważam, że energiczny 3 latek jest za
              mały, żeby zrozumieć do czego służy broń, strzela do "żywych celów", które nie
              podłapują zabawy (tzn np. nie udają zabitych itp), bo akurat nie mają czasu na
              zabawę, albo po prostu nie lubią tego typu zabaw (to ja), to w związku z tym
              powstaje niepotrzebne zamieszanie w jego światopoglądzie. Na potwierdzenie
              cytacik:

              "Dzieci mają potrzebę uwolnienie się od swojej agresywności poprzez zabawy
              symboliczne i trzeba im pozwolić się bawić zabawkami odpowiadającymi tym celom.
              Jeśli nakłaniamy dziecko do agresywnej zabawy, to bardziej lub mniej dyskretnie
              kontrolujemy tę aktywność, a to - zamiast przynieść mu ulgę - wzmoże uczucie
              frustracji czy agresywności i jednocześnie chęć jej rozładowania. Z drugiej
              strony, jeżeli jego agresywna zabawa skierowana jest przeciwko rodzicom -
              najczęściej po to,żeby zobaczyć ich reakcje - a oni nie reaguja w adekwatny
              sposób, to okazuja dzeicku wyraźnie, że nie traktuja poważnie ani jego, ani
              jego zabawy. Jeżeli zaś intelektualizują zabawę ("pozwólmy mu wyładować
              złość"), próbują uczynić ją nieszkodliwa ("strzeliłeś do mnie, ale to nic nie
              znaczy"), to takie zachowaie niszczy całą autentuczna wartość, jaka zabawa
              przedstwaia dla dzeicka."

              To tyle. Cytat pochodzi z "Wystarczająco dobrzy rodzice" Bruno Bettelheim, str.
              222.
        • mama.ludzika Re: Zabawki militarne 31.08.05, 11:06
          Mój syn, kiedy był mały, no, powiedzmy do 4 lat, nie miał kupowanych zabawek
          militarnych. Byłam święcie przekonana, że takie zabawki rozwijają agresję i
          podniecają wyobraźnię w złym kierunku. Cała rodzina była poinformowana, że
          prezenty typu karabin, miecz, pistolet wędrują w jedynie słusznym kierunku,
          znaczy się w kierunku śmietnika.
          A syn radził sobie sam. Z braku laku miał miecze i karabiny z kijów
          znalezionych na spacerze, a pistolety składał sobie sam z klocków. No i marzył
          też na głos o takim karabinie, co ma Kamil smile
          W końcu kupiłam i karabin, i miecz, i pistolet. Stwierdziłam, że to
          bezpieczniejsze niż różnej długości i kształtu kije, i że natury nie da się
          oszukać. Na podwórku chłopcy uwielbiają biegać z bronią, taka prawdziwa męska
          watahasmile Bawią się w piratów, rycerzy, czasem żołnierzy, a zawsze bronią
          słusznej sprawy i walczą ze "złymi"smile Zazwyczaj są dość ostrożni i zdają sobie
          sprawę z umowności zabawy, jest w niej więcej demonstracji i krzyków, niż
          samego wyciągania broni(jakie to męskiewink, uważają na małe dzieci i dziewczyny.
          Jeszcze nigdy nie zdarzyło się pobicie albo akty agresji.
          Na gry o zabijaniu nie pozwalam. Sądzę, że 6 latek ma inne ciekawsze
          propozycje. Filmy wojenne, historyczne albo westerny czasem są oglądane. Nie są
          bardziej agresywne od chociażby "Toma i Jerrego", którego mój syn uwielbia ;-P
          • mamadacja Re: Zabawki militarne 31.08.05, 11:10
            Ja swojemu synkowi kupuję i kupowałam od zawsze pistolety, karabiny i tym
            podobne. I go teraz już wcale do tych zabawek nie ciągniesmile Jak z kumplem się
            bawią, to mimo że mają gotowe zabawki, wolą kombinować niewidzialne maszynysmile
            Ale wpoiłam synkowi zasadę, że do człowieka nigdy nie wolno mierzyć z broni. DO
            tarczy, klocka jak najbardziej ale nigdy do człowieka. On to akceptuje i jest
            fajniesmile Nie jest agresywnysmile
          • mallard Mamo ludzika 31.08.05, 11:12
            "...jakie to męskie" No, no! Uważaj! smilesmilesmile.
            • mama.ludzika Re: Mamo ludzika 31.08.05, 12:48
              Wiedziaaałamwink)))
              • mallard Re: Mamo ludzika 31.08.05, 12:55
                Po prostu uderz w stół wink.
                Pozdrawiam.
                P.S. Chyba coś w tym jest...
    • mallard Re: Zabawki militarne 31.08.05, 11:09
      No, to czekamy teraz na pacyfistów... wink.

      Verdano, a może żeby nie wdeptali trzeba się okopać? smilesmilesmile

      Pozdrowionka.
    • antonina_74 Re: Zabawki militarne 31.08.05, 13:28
      Mam cichą nadzieję że patriotyzm w stylu 'dulce et decorum est pro patria mori"
      czyli o, jak wspaniale zginąć za ojczyznę smile powoli odchodzi w zapomnienie...
      nie jestem przeciwniczką militarnych zabawek ale Kuba nigdy nie zgłaszał chęci,
      więc na razie nie ma nic takiego, a wiadomo, jak zechce to zrobi karabin z
      patyka. Natomiast mitom w rodzaju bohaterskiego powstańca jestem zdecydowanie
      przeciwna, kilkadziesiąt lat temu miały sens ale wychowywanie w tym duchu w
      dzisiejszych czasach uważam za głupotę, jak będzie wojna mam nadzieję że
      dziecko będzie miało tyle oleju w głowie żeby uciekać gdzie pieprz rośnie. Dla
      mnie patriotyzm to nie "z szabelką na czołgi" tylko praca dla, na rzecz kraju,
      budowanie gospodarki, choćby poprzez bycie dobrym fachowcem w swojej
      dziedzinie, odmowa emigracji mimo masowej mody, jednym słowem - mieszkanie tu i
      pomoc w budowaniu dobrobytu na miejscu.
      • a_weasley Dulce et decorum 31.08.05, 14:37
        antonina_74 napisała:

        > Mam cichą nadzieję że patriotyzm w stylu 'dulce et decorum est pro patria
        mori"
        >
        > czyli o, jak wspaniale zginąć za ojczyznę smile powoli odchodzi w zapomnienie...

        "Tylko kretyn uważa, że wojnę wygrywa się ginąc za ojczyznę.
        Wojnę wygrywa się, zmuszając tych kretynów z przeciwka, żeby ginęli za swoją
        ojczyznę".
        (gen. Patton)
    • ikaes Re: Zabawki militarne 31.08.05, 13:44
      mój mąż był wychowywany pacyfistycznie - żadnych karabinów i pistoletów -a
      teraz jest militarystą (czołgi, samoloty wojskowe, okręty podwodne), obraca się
      w światku militarystów, którzy mają w swoich domach prawdziwe karabiny i
      pistolety, tyle, że nie nabite, interesuje się II wojną światową, nawet wydawał
      magazyn poświęcony temu (zarzucił ze względu na brak czasu) a teraz pisze
      artykuły do gazet militarnych.
      Nasze dziecko też miało być tak wychowywane -pomysł męża - ale to on pierwszy
      przyniósł mu gumowy pistolecik na strzałki. Dziecko i tak sobie znajdzie
      zastępstwo w formie patyków lub rury od odkurzacza (mój syneczek z niej
      strzelał, jak zobaczył w telewizji bazookę). A potem i tak nauczy się
      wszystkiego od kolegów.
      • verdana Re: Zabawki militarne 31.08.05, 14:17
        A mój wychowany z pistoletami, szablami i na grach, gdzie morduje się potwory
        (moich ulubionych...) wprawdzie lubi miecze i nawet ma parę w domu, ale studiuje
        psychologię i ma zamiar zająć się dziećmi. Już nawet pracował z dziećmi jako
        wolontariusz.
        • esteel Re: Zabawki militarne 31.08.05, 14:48
          Haja
          moj syn ma niewiele ponad 2 lata , na razie nie przejawia zadnego
          zainteresowania militarnymi zabawkami. Ani ja ani moj maz nie mamy zamiaru mu
          ich kupowac w przyszlosci. Moja rodzina i przyjaciele wiedza , ze nie zycze
          sobie obdarowywania mojego dziecka karabinami maszynowymi itp. Jezeli to zrobia
          to wtedy bede sie zastanawiac co sie stanie z taka zabawka.Nie wyobrazam
          sobie , ze moje dziecko bedzie do mnie lub do kogos innego mierzyc z pistoletu.
          Mam nadzieje , ze uda nam sie mu wytlumaczyc dlaczego tego nie chcemy i uwazamy
          za zle ( ja i moj maz). To moje dziecko i chce je wychowac w przekonaniu , ze
          takie zabawy sa niedopuszczalne. Nie widze powiazania miedzy zabawkami
          militarnymi a patriotyzmem. Patriotyzm to szersze pojecie jak napisala juz
          uprzednio jedna z Mam. Co do wojen i konfliktow zbrojnych to jedyna
          sprawiedliwa wojna bylaby w obronie krajow ( moj synek ma podwojne
          obywatelstwo) ale rowniez jak moja poprzedniczka uwazam , ze nie bedzie bral w
          niej udzialu.Ponadto po prostu nie moge patrzec na "strzelanie" do siebie
          dzieci z zabawek. Tak bardzo niestety imituje to prawdziwe tragiczne wydarzenia
          i przeraza mnie swiadomosc, ze dzieci ( za przyzwoleniem rodzicow)czerpia z
          tego radosc. Moje pacyfistyczne nastawienie wynika zapewne rowniez z tego ze
          moj maz pochodzi z kraju gdzie w niektorych stanach posiadanie broni jest
          dozwolone i jest to zupelny koszmar - ale to temat na inny post.Nie widze
          rowniez zwiazku miedzy zabawami w wojne a byciem czy nie byciem "ciota"-
          cokolwiek to okreslenie ( zacytowalam za poprzedniczka) znaczy. Mysle , ze
          umiejetnosc wspolzycia w grupie to rowniez mozliwosc oparcia sie "presji
          rowiesnikow" przez zademonstrowanie wlasnych pogladow pacyfistycznych czy
          innych. Mam nadzieje, ze moje dziecko poradzi sobie bez karabinu
          maszynowego..pozdrawiam E.
    • migotka2000 Re: Zabawki militarne 31.08.05, 14:34
      Pytasz jak to pogodzić, ano wyobrażam to sobie w ten sposób, że zanim moje
      dzeicko będzie w stanie zrozumieć okropieństwa wojny i zawiłości polityki, z
      pewnością wiele razy będzie zmuszone sprostać sytuacjom w których narażony
      będzie na czyjąś agresję. Chcę, żeby potrafił się obronić w razie potrzeby, mąż
      już mówi o tym, że zapisze kiedyś syna na karate itp.

      Ale uważam za pozbawione sensu zarzucanie małego dziecka karabinami, robienie z
      wojny zabawy, tak samo jak nie uważam za sensowne epatowanie małego dziecka
      prawdą o koszmarze wojennym. Przyjdzie na to czas, właśnie w szkole i wtedy
      młody człowiek będzie gotowy, żeby wyrobić sobie zdanie na temat wojny,
      bohaterstwa, czy choćby militariów.

    • wieczna-gosia Re: Zabawki militarne 31.08.05, 14:39
      Pozbiawiona chlopckow obywalam sie bez plaskikowych pistoletow.

      Z grami jest ten problem- ze mi one adrenaline podnosza. Tobie verdana Diablo
      nie podnosi? Bo ja wyraznie bardziej drazliwa jestem.

      No nie wiem co z tym moim synem zrobic.
      • verdana Diablo- do Gosi 31.08.05, 15:00
        Mnie Diablo uspakaja (czy uspokaja?). Moje dzieci też.
        Jak jestem absolutnie wściekła i trochę potworów pozabijam, to wstaję od
        komputera spokojna i sympatyczna.
        Zabijam potwory zamiast domowników.
    • a_weasley Nie miałem. I co z tego? 31.08.05, 14:45
      W dzieciństwie nie miałem zabawek militarnych. Bardzo zazdrościłem kolegom
      pistoletów "Precyzja" i innych ówczesnych zdobyczy techniki.
      I co? Jak trzeba było, to się "strzelało" z tego, co było pod ręką, dzieci mają
      wyobraźnię. W przedszkolu to samo, nie było broni, ale były takie fajne długie
      klocki, nieźle zastępowały karabin.
      W pierwszej klasie ciocia, uważając za głupotę kupowanie kolejnego samochodu,
      kupiła nam z bratem taką fajną łamaną dubeltówkę, rodzice nie wywalili jej do
      kosza (może się nie mieściła?), a myśmy - o dziwo - nie zamienili się od tego w
      krwiożercze bestie. Potem był rewolwer na kapiszony (naprawdę rewolwer,
      ładowało się osiem do bębna i strzelało raz za razem!) i ogólnie biorąc
      rodzicom odpuściło.
      Kiedy blisko domu jest Grób Nieznanego Żołnierza, a kamienice tu i ówdzie noszą
      ślady kul, kiedy najbliższy park sąsiaduje przez płot z Muzeum Wojska Polskiego
      i pełno jest miejsc straceń, trudno wyrosnąć na pacyfistę.
    • a_weasley Nie miałem. I co z tego? 31.08.05, 14:48
      kosza (może się nie mieściła?), a myśmy - o dziwo - nie zamienili się od tego w
      krwiożercze bestie. Potem był rewolwer na kapiszony (naprawdę rewolwer,
      ładowało się osiem do bębna i strzelało raz za razem!) i ogólnie biorąc
      rodzicom odpuściło.
      Kiedy blisko domu jest Grób Nieznanego Żołnierza, a kamienice tu i ówdzie noszą
      ślady kul, kiedy najbliższy park sąsiaduje przez płot z Muzeum Wojska Polskiego
      i pełno jest miejsc straceń, trudno wyrosnąć na pacyfistę.
      • ikaes Re: Nie miałem. I co z tego? 31.08.05, 14:55
        ja też, mimo, że dziewczyna miałam pistolety (całą furę po bracie)i też z nich
        strzelałam, pamiętam, że miałyśmy z siostrą taki ulubiony żółty mały pistolecik
        i jak z niego strzelałyśmy mówiłyśmy: ręce do góry bo strzelam z cebuli.
        Później mieliśmy prawdziwą wiatrówkę. I też nie jestem bandziorem.Jedyna nasza
        przewina (a właściwie to brata) to strzelenie z wiatrówki w złącze na drutach
        wysokiego napięcia i brak prądu na osiedlu.
    • a_weasley Wątpliwość co do celu 31.08.05, 14:57
      triss_merigold6 napisała:

      > Rozumiem, że w/w ma na celu niestymulowanie agresji i wychowywanie tak aby
      > dziecko pokojowo rozwiązywało konflikty, nie biło się z innymi.

      Którego to celu ja bym nie absolutyzował. Jestem przeciwnikiem bezwarunkowego
      wyrzekania się przemocy i uważam, że jest to w istocie ułatwianie życia tym,
      którzy ją stosują w złej sprawie. Jeżeli nauczysz dziecko nadstawiać drugi
      policzek, wydasz cały majątek na dentystów.
      Jeżeli dziecku inne dziecko próbuje przemocą zabrać zabawkę, dziecko powinno
      wiedzieć, że można i należy do tego nie dopuścić.
      Jeżeli dziecko widzi, że ktoś bije jego młodszego brata, jego psim obowiązkiem
      jest stanąć w jego obronie i tego się powinno uczyć, odkąd brat się pojawił na
      świecie.
      Mój śp. teść był fanem westernów i siłą rzeczy moja Jedyna i jej brat się na
      nich wychowali. Osobiście uważam, że klasyczne westerny to jest bardzo dobra
      pożywka dla dzieci. Daje niezbędną dawkę adrenaliny, pozwala się utożsamić z
      silnym człowiekiem działającym w dobrej sprawie i ma jasne przesłanie moralne.
      Jako bonus dziecko otrzymuje piękne krajobrazy i jeszcze piękniejsze konie.
    • pieczareczka Re: Zabawki militarne 31.08.05, 21:31
      no cos nie za duzo jednak tych pacyfistow na forum
      ja tez nie dolacze
      kiedys mialam szczytne zasady i swiecie wierzylam, ze pozbawie mojego synka
      radosci z zabawek militarnych - przy czym za takie uwazam raczej pistolety bo
      miecze to juz szlachetna bron smile; obecnie moje dziecko ma cos okolo 8-10
      mieczy, tylez samo tarcz (niektore z tych gadzetow zrobilam wlasnorecznie),
      zbroje i jeden karabin; ale maaaarzy o nastepnym, takim na ramie; to,ze on nie
      dostanie militarnej zabawki nijak sie ma do tego w co sie bedzie bawil; badyli
      tez mam w domu od pioruna; no i niestety jego obecnie interesuja niemal
      wylacznie walki rycerskie; taki etap; jak sie tym etapem nasyci przejdzie
      dalej a owe zabawki pojda w mniejsze lub wieksze zapomnienie; jak sie nie
      nasyci cyzms czego widac potrzebuje, to mam wrazenie, ze wlasnie wtedy bedzie
      mial obsesje na tym punkcie; ale musze przyznac ze mam wewnetrzny opor gdy
      prosi mnie o kupno karabinu; wolalabym aby dostal go od kogos innego smile tak jak
      poprzedni; moze dlatego, ze nie jestem facetem i karabin stanowczo za mocno
      dziala mi na wyobraznie
      pozdrawiam
      pieczareczka
      • janiotonio Re: Zabawki militarne 02.09.05, 10:12
        Miałam nadzieje, ze sie obejdzie bez pukawek, ale na rodzinnej dzialce starsi
        bracia cioteczni mieli karabiny wydajace głośne bum (kupiła im je moja mama,
        która miala dwie corki i marzyla o wnusi, ma 4 wnukowbig_grin) i moj starszy synek na
        nie zachorowal. No to kupilam mu tez, na dzialke (halasuja, w domu nei do
        wytrzymania). W koncu w domu tez sie pojawil, troche inny. Teraz mamy takze
        (zgodnie z obowiazujaca modawink) ciuchy moro. I synkowi obsesja przeszla, czasem
        konstruuje tez fajne pistolety z klockow, ale nie ma obsesji zabijania.
        Bracia cioteczni go nauczyli liczyc do 10, bo bawili sie tak,ze "trafiony"
        padal na ziemie i odliczal, potem wstawal i walczyl dalej. Nie zrobilo to na
        mnie tragicznego wrazenia. wydaje mi sie ze pewne zabawy oswajaja pewne
        sytuacje, a ta pomaga rozladować emocje i wybiegać się. Umowiliśmy się, ze nie
        mierzy do tych, którzy akurat się nie bawią. Do ławek, krzaków - proszę bardzo.
        Wydaje mi się, że dziecku, któremu rodzice odbierają JEGO prezent od dziadków i
        wyrzucają do kosza, musi być strasznie przykro, zwłąszcza, że może bardzo taki
        chciał. A w grupie równieśniczej będzie prezentował nie własne poglądy, jak
        któraś mama zasugerowała, tylko rodziców, bo sam jest za mały, by je rozumieć i
        także prezentować...
        • migotka2000 Re: Zabawki militarne 02.09.05, 10:33
          janiotonio napisała:

          > > Wydaje mi się, że dziecku, któremu rodzice odbierają JEGO prezent od
          dziadków i
          >
          > wyrzucają do kosza, musi być strasznie przykro, zwłąszcza, że może bardzo
          taki
          > chciał.

          Mojemu dziecku było przede wszystkim przykro dlatego, że dostał pistolet i nikt
          nie chciał się z nim bawić, a wszystkich, włącznie z darczyńcami-dziadkami,
          drażniło jego głośnie pif-paf, strojenie groźnych min itp. O zabawkę upomniał
          się raz po dość długim czasie i wtedy mu wytłumaczyła, że nikt nie lubi jak się
          do niego strzela. Ot i tyle, nie ma co demonizować jednego wyrzuconego
          plastikowego gadżetu, zwłaszcza, że większość dzieci po prostu opływa w
          rozmaite zabawki.
        • verdana Re: Zabawki militarne 02.09.05, 10:33
          No własnie, Janiotonio! Napisałaś coś, co cały czas kołatało mi się po głowie.
          Karabin nie zrobi z dziecka militarysty, bandyty czy snajpera, który będzie w
          wieku dorosłym tylko czekał, kogo by tu zastrzelić.
          Natomiast pokazywanie dziecku, że prezenty od dziadków są głupie i należy je
          natychmiast wyrzucić ( w imie szczytnych zasad wychowawczych) nauczy
          niewątpliwie dziecko a/ ze dziadkom nie nalezy się szacunek, b/ że tak naprawdę
          Jego prezenty i Jego rzeczy sa własnością rodziców, a on sam nie ma nic do
          gadania, c/ ze jego chęci i pragnienia nic nie znaczą, o ile nie są akceptowane
          przez rodziców d/ że wszyscy poza rodzicami chcą dla niego źle i moga zrobić mu
          krzywde, e/ że prezenty dzielimy na dobre i wartosciowe (od rodziców) i
          barachło, za które zamiast podziękowań nalezy się awantura.
          Uprzejmego, miłego człowieka raczej w ten sposób wychować się nie da.
          • migotka2000 Re: Zlitarne 02.09.05, 11:30
            Katastroficzna wizja małego człowieka wyuoczonego przez rodziców braku szacunku
            do dzaidków. Wszystko zależy jak w innych sytacjach mówi się o dziadkach, jak
            ich traktuje
            • migotka2000 Re: Verdana 02.09.05, 11:33
              Żle kliknęłam

              no właśnie, wszystko zależy jak wygląda caokształt stosunków rodzice-dziadkowie-
              dziecko. Mojemu dziecku to nie grozi.
              • verdana Niestety... 02.09.05, 11:48
                Dzieci niestety widzą znacznie więcej, niż nam się wydaje. A juz szczególnie
                dobrze "wyłapują" róznicę pomiędzy wersjami oficjalnymi "Dziadkowie są bardzo
                mądrzy, sympatyczni i w ogóle godni szacunku" a zachowaniami "a prezent od
                dziadków wyrzucamy, bo się nie nadaje". To co się dzieciom mówi i wpaja
                oficjalnie ma często bez porównania mniejsze znaczenie wychowawcze, niż takie
                drobne gesty, które nam wydają się bez znaczenia.
                Wiec nie byłabym pewna, czy nie grozi.
                Żeby nie było, że jestem złośliwa i bez serca, powim Ci, że u nas widać to było
                na przykładzie. Mąż jest wierzący, wpajał dzieciom szacunek do Kościoła i
                religii, ja sama (niewierząca) chodziłam z dziećmi na religię (dawno to było),
                kupowałam ubrania do pierwszej Komunii itd.. Wszystko w wersji "oficjalnej" było
                OK. W wersji "nieoficjalnej" - czyli realnych zachowań, ja wprawdzie nie
                wypowiadałam się przeciw kościolowi i religii, ale do kościoła nie chodziłam,
                nie pościłam, nie miałam zdjęcia Papieża itd.
                Dzieci sa niewierzące. Werska "nieoficjalna" okazała się mieć dużo większy wpływ.
                • migotka2000 Re: Niestety... 02.09.05, 12:14
                  Zgadza się, mam tego świadomość, że to co "między słowami" dociera lepiej do
                  małej główki.
                  W tym jednak przypadku jestem spokojna - u nas wogóle dość często wyrzuca się
                  niedające się naprawić zabawki. Młody sam zna drogę do śmietnika.

                  Dziadków mamy wyjątkowo kochających bibeloty i chińszczyznę, to fakt, sporo
                  zabawek podziela los pistoletu, ale zawsze mówi się raczej: "ooooo, jaka
                  szkoda, damy dziadkowi do naprawy", a jak ewidentnie się rozleci - "szkoda, ale
                  trzeba wyrzucić, bo można się skaleczyć o ostre krawędzie".

                  A co do doświadczeń - moja mama całe życie był poprawna politycznie względem
                  swojej nielubianej teściowej, a mojej ukochanej babci. Oczywiście czułam pismo
                  nosem i zawsze mnie to bolało, że "mama nie lubi babci". Mam to szczęście że
                  moi teściowie jakoś dadzą się lubić, więc jest spora nadzieja,że nie
                  wpoję "podprogowo" Miśkowi niechęci do dziadków.
                  • verdana Re: Niestety... 02.09.05, 16:14
                    Aaa, to inna bajka.
                    U nas tez wiele prezentów ladowało w koszu, bo "psuły się" od pierwszego razu.
                    Tylko pilnowaliśmy, by przed popsuciem dziecko jednak miało szanse się choć
                    chwile pobawić.
    • judytak Re: Zabawki militarne 02.09.05, 10:52
      triss_merigold6 napisała:

      > Z wierszykami o tym jak "szli i ginęli za ojczyznę", z gloryfikacją powstań i
      > zrywów, z wizją wojen w słusznej sprawie, mitem małego powstańca?

      nie sztuka ginąć za ojczyznę
      sztuką jest za ojczyznę (za wolność, za sprawiedliwość, za wiarę, za postęp,
      niepotrzebne skreślić) żyć

      poza tym: chłopaczki (lat 8 i 3) na razie niezgłaszają zapotrzebowania na
      karabiny, strzelają okazjonalnie z czegokolwiek :o)

      pozdrawiam
      Judyta
      • triss_merigold6 Re: Zabawki militarne 02.09.05, 11:18
        Boższsz...
        Może nieczytelnie napisałam. To miała być IRONIA. Patosu patriotycznego nie
        trawię, na powstańcze zrywy mam ciężką alergię, romantyzm w wydaniu
        bogoojczyźnianym uważam za toksyczny i wyłącznie szkodliwy. Teraz ok.?

        Po prostu uważam, że dzieci zetkną się predzej czy później z gloryfikacją
        przemocy. Właśnie między innymi wojenno-powstańczo-ojczyźnianej. Wprawdzie
        Clausewitz twierdził, że wojna jest przedłużeniem polityki ale nie sądzę, że to
        odpowiednie wyjaśnienie dla 7-8 - latka.
        Jeśli dziecko ewidentnie chce (przez nikogo nie zachęcane) bawić się
        militarynymi zabawkami to IMO należy taką nabyć. Niekoniecznie realistyczny
        czołg wielkości naturalnej ale np. pistolet tak. Żeby nie sniło o zakazanym
        owocu.
        • haganna Re: Zabawki militarne 02.09.05, 23:25
          A jeśli dziecko nie przejawia takich chęci i rodzice woleliby, żeby w takie
          zabawy dziecko się nie bawiło, to moim zdaniem dziadkowie powinni to uszanować.
          Jeśli dziecko samo będzie chciało - to już inna sprawa. Zabranianie przyniesie
          efekt odwrotny i, ogólnie rzecz biorąc, nie ma sensu.
        • judytak Re: Zabawki militarne 05.09.05, 22:24
          ironię rozumiem, pojęłam nawet, że nie trawisz i że masz alergię

          ale niech mi wolno będzie takiej alergii nie posiadać :o)
          bo ja patos (patriotyczny i inny) lubię
          co więcej, potrafię rozróżnić, kiedy jest prawdziwy, a kiedy udawany, taki
          cyniczny, opium dla mas...

          i to, co napisałam, jest mój sposób na to, żeny znać i rozumieć wydarzenia
          historyczne (rozumieć emocjonalnie, tak z punktu widzenia zwykłego uczestnika,
          który przeżywa swoje osobiste uniesienie, nawet jeśli "historia" osądza go
          później jako takiego, który "nie miał racji")
          a jednak nie doprowadzić do tego, żeby dziecku (w jakimkolwiek wieku) się
          wydawało, że bohaterowie historyczni to tacy terroryści-samobójcy czy inni
          kamikadze...

          pozdrawiam
          Judyta

          P.S. nie mam nic przeciwko temu, żeby chłopaczki mieli karabiny
          po prostu moim konkretnym egzemplarzom na razie do niczego nie jest potrzebny,
          pistolety, które kiedyś kupiłam żeby przebrać Średniego za kowboja, poniewerały
          się w skrzynce nieużywane...
          J.
    • janiotonio Re: Zabawki militarne 02.09.05, 15:45
      Ja tam cieszę się, ze moje dziecko wciąga się w zabawy z innymi chłopcami,
      również z użyciem broni. Zwłaszcza ze nie zawsze to dotyczy strzelania na
      wojnie i zabijania. Chłopcy przecież często bawią się w policjantów i wtedy
      walczą ze złem, więc to raczej dobry model. Jeżeli podchodzić do tego w taki
      absolutnie użytkowo-psychologiczny sposób.
      Pamiętam, jak wiosną na spotkaniu w przedszkolu pani powiedziała mi - mam dla
      pani dobrą wiadomość - synek zaczął bić się z kolegami. I ja się ucieszyłam.
      NIe chodzi o to, że chcę wychować dresiarza, tylko o to, co rozumiała naprawdę
      rozsądna pani pedagog z przedszkola, był materiałem na ofiarę w grupie,
      izolował się i wolał zawsze ustąpić. A dzięki kuzynom, interaktywnym zabawom z
      bronią, gdzie czasem wygrywał bezkrwawo i dzięki przedszkolu oczywiście
      (poszedl jako 4-latek) jest "uśredniony" - nie atakuje, ale ja liczę na to, że
      sobie poradzi.
    • mika_p Re: Zabawki militarne 02.09.05, 23:51
      O ile się nie mylę, Umberto Eco napisał kiedyś ciekawy felieton na temat
      zabawek militarnych, jest w "Drugich..." albo "trzecich zapiskach na pudełku od
      zapałek", ewentualnie "Diariuszu najmniejszym", ale raczej w ktoryms z
      pierwsych.
      Stawia tam i uzasadnia dośc ciekawą teże, że zabawki militarne są niezb ędne w
      wychowanoiu chłocpa.

      Poszukam go później i psotaram sie strescic.
    • lolinka2 Re: Zabawki militarne 05.09.05, 21:24
      U nas jest wychowanie pacyfistyczne na całej długośi; w ceremoniach
      patriotycznych Talka udziału nie bierze, wierszyków o dzielnych żołnierzach nie
      mówi, ogólnie wie, ze 'władza miecz nosi' ale to się tyczy policji która musi
      trzymać porządek i straszyć brzydkich złodziei, wojsko jest be bo chodzi na
      wojnę i walczy i zabija innych... Zabawek militarnych oczywiście zero - czy w
      domu czy w przedszkolku.
    • rysa9 Militarne pytanie 05.09.05, 22:25
      Moje dziecko dzisiaj poszło do nowego przedszkola i co się okazało? W tym
      przedszkolu są pistolety i karabiny, i "pani pozwala budować z klocków broń",
      jak mi z przejęciem zrelacjonowało dziecko.
      W poprzednim przedszkolu było to zabronione.
      Nie musiałam długo czekać na pytanie:
      "Czemu w tym przedszkolu można a w tamtym nie?"
      I co byście odpowiedzieli?
      • migotka2000 Re: Militarne pytanie 06.09.05, 08:14
        Zrobiłabym wykład na temat różnorodności przekonań z naciskiem na te, które
        obowiązują u Was w domu. To dobra okazja,żeby dziecku uświadomić,że ludzie
        myślą różnie, choćby nie wiem jak absurdalne nam się to wydawało, że zawsze
        sprawdza się metoda "złotego środka".
    • grapifka Re: Zabawki militarne 11.09.05, 22:07
      Autentyczna historia, która wydarzyła się w pociągu ok 5 lat temu: Do mojego
      przedziału weszło młode arabskie małżeństwo z synkiem ok. 4 lata.Mały był
      strasznym rozrabiaką-za przyzwoleniem tatusia wieszał się i huśtał na górnych
      półkach.Jego mama biernie na to patrzyła i uśmiechała się. Po 15 min.kiedy
      zabawa najprawdopodobniej małemu znudziła się, tata wyjął pistolet-zabawkę. Ku
      mojemu przerażemiu chłopczyk przystawił mamie lufę do głowy i coś
      krzyczał.Oboje rodzice wybuchnęli śmiechem.Żadne z nich nie zareagowało, a
      maluch bawił się dalej.Tak więc,w różnych kulturach militarne zabawki są różnie
      wykorzystywane.
Pełna wersja