Dodaj do ulubionych

10-latek podkrada nam pieniądze :(

22.09.05, 09:59
Witajcie,
Dzisiaj ewidentnie okazało się, że nasz syn podkrada nam drobne sumy z
portfela - 10 zł. Wcześniej mieliśmy tylko takie pszypuszczenia ale nie
byliśmy pewni - dzisiaj jesteśmy. Syn jest teraz w szkole, ja w pracy. Jak
wrócę chcę to wyjaśnić! Ponieważ wydało się to przed godziną mam ochotę go
rozszarpać na strzępy, jakoś nie mam pomysłu na rozwiązanie tego problemu.
Jak spytam czy to zrobił to na pewno skłamie... Nie mam do niego siły!
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 22.09.05, 10:13
      Jedno pytanie: czy syn dostaje kieszonkowe?
    • anetina Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 22.09.05, 10:41
      to wciąga
      nie ma tu znaczenia, czy dostaje kieszonkowe

      co masz robić?
      nie wiem
      wszystko zależy od dziecka
      jednemu wystarczy wytłumaczyć
      innemu trzeba by w głowę dać

      najlepiej się zapytać
      a póżniej starać się nie mieć portfela na wierzchu
      tak samo torebek, ani pieniędzy w kieszeniach

      powinno pomóc
      oby tylko dalej gdzieś poza domem nie szukał
    • gudusiowa Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 22.09.05, 10:46
      Chowanie przed nim potencjalnych "zdobyczy" raczej nie ma sensu bo to nie
      sposób, żeby zaprzestał. Milion razy tłumaczylismy mu - zanim pojawił się
      problem, że to jest bardzo złe itp itd. Pewnie wyda na jakieś głupoty w
      sklepiku szkolnym. Co do kieszonkowego - dostawał 20 zł, które zamienił na
      doładowanie konta kom.
      • anetina Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 22.09.05, 10:54
        jedyna propozycja:
        daj mnie na doładowanie, a trochę do ręki
        • verdana Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 22.09.05, 11:43
          Przede wszystkim wyluzuj. Dziesięciolatki kradną rodzicom pieniądze - tak jest,
          było i będzie. To naganne, niewątpliwie, ale ani rzadkie ani źle wróżące.
          Synowi zrób awanturę - powiedz o złodziejstwie, o tym, że musisz mieć pewność że
          możesz mu ufać - słowem piekło być powinno, ale z głęboką (Twoją) świadomoscią,
          że nic tak naprawdę złego się nie dzieje.
          Przede wszystkim syn MUSI w tym wieku mieć własne pieniądze - inaczej nie
          pozostaje mu nic innego jak kraść - to przykre, ale prawdziwe. Doładowana
          komórkę też mieć musi. Po tygodniu (aby nie uważał tego za nagrodę) zmieniłabym
          system finansowania. Ty doładowujesz konto, a pieniądze idą do ręki syna na
          "głupstwa" w sklepiku. Te - Twoim zdaniem "głupstwa" sa dla dziecka niezwykle
          ważne. Bardzo, ale to bardzo przykro, nawet dorosłemu jest nie miec grosza na
          własne wydatki.
          Ja podbierałam drobne rodzicom, moje dorosłe dzieci w tym samym wieku podbierały
          mnie. Wszyscy wyrośliśmy na moim zdaniem b. uczciwych ludzi (moje dzieci są w
          pewnych wypadkach wręcz chorobliwie uczciwe - np. nie ściągają muzyki z
          internetu, uznając to za kradzież).
          • gudusiowa Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 22.09.05, 13:35
            Dzięki Verdanasmile
          • wieczna-gosia Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 22.09.05, 13:44
            zgadzam sie z verdana odnosnie wszystkiego. Mi dzieci nie podkradaly forsy, ja
            rodzicom owszem, ale i kieszonkowe mialam zadne co drugi miesiac przepadajace,
            bo podpadalam tatusiowi. Wiec zmienilam system. Daje dzieciom tyle ile moge, tak
            zeby gazete mozna bylo kupic i cos w sklepiku itd, komorke doladowuje 20 zlotych
            reszta idzie juz z kieszonkowego. I jak na razie podkradania nie bylo. Poza tym
            wiem ze dzieci maja klopoty z proszeniem o pieniadze (ja tez mam prawde mowiac i
            dopoki z mezem nie zaczelismy miec jasnych systemow rozliczeniowych zadne "ty
            mnie poprosisz a ja ci dam" nie dzialalo), wiec pytam sie od czasu do czasu czy
            maja forse, czy nie mysla o jakims zakupie.
            • e-milia79 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 22.09.05, 13:49
              Tez uwazam ze dziecko musi miec drobna na wlasne wydatki. Komorka to komorka a
              gotowka tez potrzebna, na slodycze chipsy czy sokolwiek innego. tez mi sie
              zdarzalo mamie z portfela podbierac jak mialam lat chyba 12 smile Ale zdarzalo mi
              sie i ze skarbonki dosypac jak slyszalam ze problemy w domu sa wink
              Mysle ze syn ci na degenarata nie wyrosnie, po prostu potrzebuje troche gotowki
              a nie ma jak jej zdobyc smile
              Pozdrawiam
              • linka9 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 23.09.05, 23:08
                Niektóre wypowiedzi - zszokowały mnie, choć tak na dobrą sprawę, nie wiem do
                końca, jaka jest geneza problemu i jak z tego wyjść, niemniej:
                - nigdy w zyciu nie wzięłam rodzicom grosza, bez względu na to, czy miałam
                pieniądze czy nie i jak kusząco leżały na wierzchu;
                - nigdy w życiu dzieci nie wzięły mi grosika, bez wzgledu na to ... (j.w.)
                /pewnie wszystko przed nimi?/

                >Przede wszystkim syn MUSI w tym wieku mieć własne pieniądze - inaczej nie
                pozostaje mu nic innego jak kraść - to przykre, ale prawdziwe.

                Z tym stwierdzeniem, to już w ogóle zgodzić się nie mogę!
                Znam dziesięciolatkę, która swoich pieniędzy nie ma, a jeśli już coś uzbiera
                (czyt. dostanie, np na komunię, imieniny), to dokłada mamie do budżetu domowego.
                Ale oni nawet stacjonarnego telefonu nie mają, nie mówiąc już o komórce (a więc
                problem doładowywań - też z głowy). I dzieciom też nie podbiera (w
                przeciwieństwie, do tych bogatszych), co najwyżej prosi ze smutną minką, aby dać
                jej chipsa czy naklejkęsad
                A jak coś ma, to się dzieli z innymi, choć to chyba bardziej wynika z napomnień
                matki niż jej chęci.

                >Bardzo, ale to bardzo przykro, nawet dorosłemu jest nie miec grosza na
                własne wydatki.

                Tak, to prawda. I nawet dzisiaj to samo sobie pomyślałam widząc to dziecko.

                • gaika Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 23.09.05, 23:42

                  Kieszonkowe kieszonkowym , a kradzież kradzieżą.
                  Problem chyba w tym, ze jeśli dziecko potrzebuje pieniędzy to zwraca się do
                  rodziców a nie "samoobsluguje". Może komunikacja szwankuje?
                  Kieszonkowe jest ważne dla dzieci, ale są rodzice, których na kieszonkowe nie
                  stać. I nawet to nie jest wystarczający powód, by kraść.
                • zebra12 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 24.09.05, 07:58
                  Zgadzam się w 100% Sama też nigdy nie brałam rodzicom pieniedzy i moje dzieci
                  też tego nie robią! A kieszonkowe dostawałam dopiero w ostatniej klasie liceum.
                  Moja córka nie dostaje kieszonkowego. Dla mnie te 20 czy nawet 10 zł, to duże
                  pieniądze. Ale jeżdżąc do pracy rannym autobusem z młodzieżą widze jak 13-14
                  latki czekając na autobus idą po papierosy...Nie wiem, co tam jeszcze kupują w
                  szkole. Zaniepokoiło by mnie podkradanie pieniędzy przez dziecko, bo czemu nie
                  powie czego mu trzeba? Może chce kupić coś, na co ja bym krzywo patrzyła?
                  • croyance Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 13.10.05, 18:42
                    Ale jak sie dziecko ma nauczyc zarzadzania pieniedzmi, jesli ich nie ma,
                    chociazby symbolicznej ilosci? Moj partner daje swojemu synowi z I malzenstwa
                    dosc duze kieszonkowe, ale wymaga, zeby maly dokladal sie do biletow, slodyczy
                    i innych rzeczy, gdy ida gdzies razem. Uwaza, ze w ten sposob dzieciak uczy sie
                    gospodarowac forsa. No ale ja sie na tym w sumie nie znam, hm. A pieniadze
                    podbieralam, w moim domu nie bardzo jasne byly zasady polityki hm, pienieznej,
                    i do tej pory mam klopoty (wydaje wszystko na raz, albo sepie jak sep).
                • okrent9 Linko9... 11.10.05, 21:10
                  Mnie też zszokowały stwierdzenia, że jak dziecku się nie da pieniędzy, to sobie
                  samo weźmie. Ja jako dziecko NIGDY nie dostawałam regularnego kieszonkowego i
                  NIGDY nie przyszłoby mi do głowy próbować ukraść. A nie byliśmy rodziną bogatą
                  i zwykle koleżanki i koledzy mieli więcej i lepszych rzeczy (ciuchów, słodyczy,
                  itd.) Owszem, było mi przykro jeśli widziałam, że koleżanka ma czegoś więcej,
                  ale nie przyszłoby mi do głowy próbować zdobyć tego samego podstępem. Pamiętam
                  np. taką sytuację, że kiedy popularne stały się serki homogenizowane; u nas
                  kupowało się taki serek i smarowało nim kromki chleba... i zobaczyłam kiedyś
                  podczas wizyty u mojej najbliższej koleżanki, że wcina serek prosto z
                  opakowania, łyżeczką. Wydawało mi się to wtedy marnotrawstwem. To chyba mówi
                  coś o tym, że u mnie w domu się nie przelewało. I nigdy nic nie ukradłam.
                  Poszanowanie cudzej własności wpajano mi prawie od becika. Przeżyłam szok,
                  kiedy w wieku 12 lat stałam się ofiarą złodziejstwa mojego starszego kuzynka.
                  Podczas wizyty u nas podprowadził mi moją ulubioną naklejkę. A jego rodzice
                  byli o wiele lepiej wtedy sytuowani niż moi.

                  Mam w najbliższym sąsiedztwie rodzinę podobną pewnie do tej, o której Ty
                  piszesz, linko9; rodzice do niedawna nie mieli stałej pracy, teraz ma tylko
                  matka, a dzieci trójka. Niedawno jedno z ich dzieci kończyło 5 lat. Dostał od
                  kogoś na urodziny małą bombonierkę z galaretkami, w ciągu dnia poszliśmy (ja,
                  jego brat i kolega dzieciaków z sąsiedztwa) na spacer. Jubilat miał swoją
                  bomboniereczkę przy sobie i choć dzieci z zamożniejszych rodzin pewnie
                  natychmiast by pochłonęły jej zawartość, chłopczyk "oszczędzał" bombonierkę do
                  wieczora, do powrotu mamy z pracy. Obliczał, ile galaretek będzie dla kogo: dla
                  mamy, dla taty, dla brata, dla siostry...

                  Oczywiście, że bardzo przykro jest nie mieć własnych pieniędzy. Ale to nie
                  znaczy, że trzeba akceptować kradzieże. Może dziecko przywykło do tego, że
                  zawsze ma tyle a tyle kieszonkowego, i po zmianie dystrybucji (pieniądze na
                  doładowanie komórki) nagle czuje, że mu brakuje na jakieś słodycze, które
                  kiedyś sobie kupował. Może wstydzi się albo boi poprosić o więcej - i może nie
                  powinien prosić o więcej. Chyba, że sobie na więcej zarobi. (Mam przykład
                  sąsiadki, której córka 14-letnia pomaga rodzicom w gospodarstwie i sprzedaży
                  nabiału na targu, i zarabia sobie na różne zachcianki.) Ja bym nie
                  robiła "piekła", tylko powiedziała wprost, że czegoś takiego jak kradzież
                  tolerować nie będę, bo to naganne, a jeśli się kiedykolwiek powtórzy, to
                  konsekwencją będzie taka to a taka kara - pozbawienie jakiegoś przywileju: np.
                  odebranie komórki, zakaz wychodzenia do kolegów przez jakiś czas. Poza tym, nie
                  ukrywałabym, że jest mi przykro, że dziecko mnie okrada, że ja obdarzyłam je
                  zaufaniem, a ono je zawiodło.
                  • darkuss Re: Linko9... 12.10.05, 07:19

                    Napisałaś bardzo mądry tekst. Prawie ze wszystkim się zgadzam.
                    Nie złapałem mojego syna (11 lat) na kradzieży, wręcz przeciwnie - sam nam czasem dokłada, gdy otrzyma pieniązki od np. babci. Jest mi przykro, że dzieciak daje nam to co dostał, ale cieszy mnie, że rozumuje już tak poważnie. Z czym się jednek z tobą nie zgadzam?: z nie robieniem "piekła". Dzieci generalnie nie biję (syn dostał może dwa porządne klapsy w życiu), lecz w tej sytuacji powinien wiedzieć jakie są granice i że potwornie przegiął.... Zlałbym tyłek aż do błagania o zaprzestanie. Wiem, że taka lekcja zostałaby zapamiętana, ponieważ jak już wspominałem, nie jestem zwolennikiem bicia dzieci. Kradzież jednak uznaję za sytuację, w której odszedłbym od tej reguły (wyjątek) i dziecko dobrze (wydaje mi się) zdaje sobie z tego sprawę.
                    Serdecznie pozdrawiam.
                    • makary64 Re: Linko9... 12.10.05, 10:39
                      > Zlałbym tyłek aż do błagania o zaprzestanie

                      Proponuję rozważyć szafot lub pluton egzekucyjny
                    • pijaki I myślisz, że pomoże jak cię ręka zaboli?! 12.10.05, 13:22
                    • linka9 Re: Linko9... 13.10.05, 11:20
                      do okrent9 i darkuss i innych podobnie myślących

                      Cieszy fakt, że są jeszcze ludzie, dla których czarne jest czarne, a białe -
                      białe, a pewne zasady etyczno-moralne - jednoznaczne.
                      Niemniej zawsze w takich przypadkach nurtuje mnie pytanie, czy ludzie o takich
                      przekonaniach nie są skazani w obecnych czasach na swego rodzaju przegraną
                      (piszę ogólnie,a nie o jednostkowych przypadkach), bo nie chcą po trupach do
                      celu ...
                      Co więcej , w oczach społeczeństwa często pogardliwie zwani są frajerami, a nie
                      z zachwytem określani mianem tych, co sobie potrafią sobie radzić. I widać to
                      już na poziomie małolatów ...
                      • croyance Re: Linko9... 13.10.05, 18:48
                        Alez nikt nie ma tutaj watpliwosci co do morale, chodzi raczej o to, ze dziecko
                        zasad moralnych wciaz sie uczy i nie mozna karac go tak samo, jak osoby
                        doroslej. Gdyby pieniadze podbierala kolezanka w pracy, sytuacja bylaby inna.
                        Moze on sobie nie zdaje sprawy z prawa wlasnosci? Ja np. nigdy nie oddawalam
                        rodzicom reszty, bo wydawalo mi sie, ze to moje, cos jakby premia za zrobione
                        zakupy. Ktos inny nazwalby to kradzieza. Moze maly mysli, ze pieniadze, ktore
                        sa w domu, sa wspolne, do uzytku przez wszystkich, ze jesli leza na widoku, to
                        mozna wziac etc. Nie robilabym dramatu antycznego z takiego wydarzenia. I nie
                        ma to nic wspolnego z zasadami ani ich jasnoscia.
                      • kleopatryx Re: Linko9... 14.10.05, 17:47
                        Ja od samego początku uważam, że syn autorki wątku bardzo dobrze rokuje. Jest
                        po prostu zaradny, a radzi sobie tak, jak może.
                        Co do dokładania się do budżetu domowego przez 10-latków: BŁĄD!
                        Dziecko ma mieć oparcie w rodzinie, jeśli sa problemy finansowe jeszcze w tym
                        wieku nie powinno w nich uczestniczyć. To źle podziała na jego poczucie
                        pewności siebie i wyrośnie z niego słaby psychicznie dorosły.
                        Kochani, czasy się zmieniły, nastała era ludzi zorganizowanych, zaradnych i o
                        dobrym wizeruku. Ludzie o uczciwym charakterze w obecnej rzeczywistości powinni
                        zadbać, by ich dzieci nie skończyły tak źle jak oni. Przynajmniej tyle im
                        dajcie. To dokładanie się do budżetu domowego jest po prostu ŻENUJĄCE.
                    • i-love-china A ja zlalbym Twoja morde......... 17.10.05, 01:23
                      Jak takis odwazny zeby bic dziecko to moze maly sparing ze mna????????
                      Pie..ny tatusiek, odwazny zeby bic wlasne dziecko, ale na ulicy to juz na
                      nikogo nawet glosu nie podniesie, gdyz boi sie o wlasne zeby.........
                • pijaki A po co 10-latkowi komórka? 12.10.05, 13:16
                  ... żeby go dresiarze skroili ?
          • paacynka Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 23.09.05, 23:56
            ja myślę podbnie i myślę, że jak on się dowie, że wiecie, będzie wiedział, że
            wiecie ile macie,d ziecko się boi "zorientowania się rodzica" doliczenia się
            kasy myślę, ze może przestać, jak powiesz, ze wiesz że wziął. Czasem nawet nie
            trzeba awantury, taki młody cżłowiek już i tak będzie się tragicznie czuł. Kara
            jakaś np. by poczuł konsekwencję. I zasady- ty nam zabierzesz my ci nie damy.
            Ty będziesz uczciwy i poprosisz postaramy się dać ponad to co dostajesz
            dotychczas.

            powodzenia
            • verdana Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 24.09.05, 15:19
              Co innego, kiedy rodziców nie stać na dawanie kieszonkowego dziecku, a co innego
              gdy stać i nie dają. Dlaczego nie dają? Chyba tylko po to, by miec nad dzieckiem
              100% kontrolę. Dam - jak będziesz grzeczny, jak wydasz na to, co MNIE sie
              podoba. Jak chcesz miec, to musisz poprosić - bardzo niedobra zasada. Uczy
              dziecko, że pieniędzmi gospodarowac sie nie da (nie wiem ile będę miał w
              przyszłym tygodniu), uczy cwaniactwa ( powiem, że chce na picie w szkole, a
              wydam na chipsy) i powiem wpost - uczy żebractwa. Jak się przymilę, zrobię coś
              dla mamusi, to może odpali parę groszy.
              A jesli chodzi o podbieranie rodzicom - zrobilam kiedys ankietę w kilku klasach
              licealnych. Anonimową. Na ok. 100 osób ok. 10 powiedziało, że nigdy nieczego
              rodzicom nie wzięły - z kieszeni , z portmonetki. Tylko kilkoro z nich zostało
              przylapanych (ja np. nigdy nie - choć kiedyś przyznałam sie rodzicom).
              Zawsze dziwi mnie 100% pewność, ze moje dzieci nie biorą, nie kłamią, nie piją i
              nie palą, oraz nie używaja słów wulgarnych. Zawsze skłania mnie to do podejrzeń,
              że rodzice tych dzieci po prostu nie znają...
              • linka9 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 24.09.05, 16:27
                verdana napisała:

                > Co innego, kiedy rodziców nie stać na dawanie kieszonkowego dziecku, a co
                inneg o gdy stać i nie dają.

                Stać czy nie stać to pojęcie względne.
                Kiedyś byłam świadkiem rozmowy, a właściwie wylewanych żali, że 12-latek nie
                dostaje wystarczającej kwoty na kieszonkowe. Agumentem było: jeżeli stać was na
                utrzymywanie samochodu w wys 600 zł mies. (w tym ubezp, naprawy,)to dlaczego
                mnie żałujecie 60 zł mies? Wiesz, ja nie potrafiłam opowiedzieć się
                jednoznacznie, kto tu ma rację, chociaż z przedstawionych faktów wynikało, że
                rodzice.

                >Dlaczego nie dają?

                A ulu znasz rodziców, których stać, a nie dają? Bo ja 0

                Chyba tylko po to, by miec nad dzieckie
                > m
                > 100% kontrolę. Dam - jak będziesz grzeczny, jak wydasz na to, co MNIE sie
                > podoba.

                Ja zawsze mam mieszane uczucia w takich sytuacjach. Bo, jeżeli 10 - latek nie
                okazuje szacunku rodzicom, nie pomaga w domu, to z jakiej racji rodzice mają
                łożyć dodatkowo na jego zachcianki? Może z miesiąc temu słyszałam w sklepie, jak
                młodzieniec (może 16), rzucił: te matka, koniec miesiąca jutro, daj mi już
                dzisiaj forsę, bo muszę tu coś kupić.

                Zgadzam się, że dziecko głównie samo powinno decydować, na co chce wydać
                kieszonkowe. I rodzic co prawda nie powinien mówić, co ma kupić, ale może, ma
                wręcz obowiazek określić, czego kupować nie wolno.

                > rodzicom nie wzięły - z kieszeni , z portmonetki. Tylko kilkoro z nich zostało
                > przylapanych (ja np. nigdy nie - choć kiedyś przyznałam sie rodzicom).
                > Zawsze dziwi mnie 100% pewność, ze moje dzieci nie biorą, nie kłamią, nie piją

                Pewne rzeczy się czuje. Niemniej nie będę się spierać o innych (dzieci), ale w
                przypadku własnej osoby, to chyba mogę mieć pewność, że czegoś nie robiłam, nie
                sądzisz?
                • verdana Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 24.09.05, 16:47
                  Ja też nie rozumiem, dlaczego rodzice wolą inwestować w samochód, niż w dziecko.
                  Dla mnie - nie ukrywam - to dziwaczna sytuacja. Może nie 60 zł., ale dla mnie to
                  jednak ma w sobie coś z patologii.
                  Postawa młodzieńca tez nie budzi we mnie tak znowu negatywnych uczuć - no, ale
                  to moze zależeć od tonu.
                  Natomiast moje zdecydowane opory budzi dawanie pieniedzy dziecku tylko wtedy,
                  gdy jest grzeczne, pomaga w domu itd. Wymuszanie okazywania szacunku za
                  pieniądze - a tak to wychodzi niestety - to najgorszy z możliwych sposobów. To
                  nie szacunek, to lizusostwo, z szacunkiem nie mające nic, ale to nic, wspólnego.
                  Jesli 10-latek nie szanuje rodziców, to chyba wina leży po obu stronach - coś
                  musiało szwankować w wychowaniu, albo może rodzice zrobili cos takiego, ze na
                  szacunek nie zasługuję? I płacenie, aby okazywało ten szacunek, zamiast wychowania?
                  Podobnie pomagasz - masz kasę - nie pomagasz - nie masz kasy, nie uczy
                  "pomagania" tylko wykonywania czynnosci za pieniądze. Dziecko ma w domu nie
                  pomagać, tylko robić, co do niego należy. Mnie nikt nie płaci za robienie
                  obiadów (ani mąż nie blokuje konta jak obiadu nie ma), podobnie dziecko ma np.
                  wynieść śmiecie, bo śmiecie wymagaja wyniesienia, a nie dlatego, ze inaczej
                  grosza nie zobaczy. To źle rokuje na przyszłość - bo co zostanie nam, jako np.
                  biednym emerytom. Opłacić usługi własnego dziecka, bo wie, że nic za darmo...
                  • triss_merigold6 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 24.09.05, 19:55
                    Tradycyjnie zgadzam się z Verdaną.
                    Nie wierzę, że rodzina nie jest w stanie wygospodarować 10 zł miesięcznie dla
                    dziecka chodzącego do szkoły.
                    Dokładanie do domowego budżetu pieniędzy jakie dziecko otrzymało w prezencie
                    uważam za obrzydliwe wykorzystywanie przez rodziców.
                    Warunkowe dawanie kieszonkowego (za dobre sprawowanie) nauczy manipulacji i
                    kultu kasy. Niedostępna staje się bardziej upragniona.
                    • linka9 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 24.09.05, 22:03
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Tradycyjnie zgadzam się z Verdaną.
                      > Nie wierzę, że rodzina nie jest w stanie wygospodarować 10 zł miesięcznie dla
                      > dziecka chodzącego do szkoły.

                      Verdana twierdzi, że 10 zł/mies to za mało, bo na niewiele starczy.
                      Jeżeli nastolatek domaga się 50 zł mies, co wcale nie jest wygórowaną sumą (na
                      kino, prezenty, lody, czasopisma, itd,itp), to przy 3 dzieci daje to kwotę 150
                      zł. Być może niektórym rzeczywiście trudno sobie wyobrazić, że wiele rodzin na
                      takie kieszonkowe nie stać. Rozumując ścisle wg rad tu wsześniej udzielonych,
                      dziecko w takiej sytuacji ma przyzwolenie na kradzież, bo przecież pieniądze
                      mieć MUSI.

                      > Dokładanie do domowego budżetu pieniędzy jakie dziecko otrzymało w prezencie
                      > uważam za obrzydliwe wykorzystywanie przez rodziców.

                      Obrzydliwe to jest oskarżanie innych, nie znając konkretnej sytuacji. Ja znam tę
                      matkę i wierz mi, że trudno jej postępowanie uznać za naganne, co nie zmienia
                      faktu, że żal mi dzieci będących w takiej sytuacji.
                      • triss_merigold6 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 24.09.05, 22:24
                        Dla 10-latka (przy trudnej sytuacji materialnej rodziny) te przykładowe 10 zł
                        musiałoby wystarczyć. Dla 15-latka taka kwota jest upokarzająca, bo nie
                        wystarczy nawet na bilet do kina. Dziecko POWINNO mieć własne pieniądze nawet
                        jeśli wiemy, że wyda je na głupoty. Raz wyda na bzdurę, drugi raz na coś
                        sensowniejszego - uczy się gospodarować i dokonywać wyborów.
                        Nie usprawiedliwiam kradzieży ale nie demonizowałabym w tym konkretnym
                        przypadku.
                        Pieniądze z prezentów są dla dziecka i na dziecka fantazje powinny być
                        przeznaczone. Przykre, że pani musi uciekać się do takiej formy wspomagania
                        domowego budżetu. Ślicznie uczy własne dziecko żebraniny (to proszenie o czipsy
                        czy naklejkę) i tego, że kasa = spełnienie marzeń = szczęście.
                        • linka9 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 25.09.05, 00:32
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Dziecko POWINNO mieć własne pieniądze nawet
                          Tak, zgadzam się :powinno, a nie musi - to zasadnicza róznica.

                          > Pieniądze z prezentów są dla dziecka i na dziecka fantazje powinny być
                          > przeznaczone. Przykre, że pani musi uciekać się do takiej formy wspomagania
                          > domowego budżetu.

                          Na szczęście - nie muszę.
                          A gdybym była w bardzo trudnej sytuacji - to rzeczywiście musielibyśmy chyba
                          głodem przymierać, abym się do tego posunęła. Tudzież dziecko samo z siebie
                          przeznaczyłoby część pieniędzy na codzienne rzeczy, zwykłe ubrania, jak było w
                          opisywanym przypaku itp

                          > Ślicznie uczy własne dziecko żebraniny (to proszenie o czipsy
                          >
                          > czy naklejkę) i tego, że kasa = spełnienie marzeń = szczęście.

                          ??????????????????

                  • linka9 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 24.09.05, 21:51
                    verdana napisała:

                    > Ja też nie rozumiem, dlaczego rodzice wolą inwestować w samochód, niż w dziecko

                    Samochod w obecnych czasach to nie inwestycja specjalna, ale często bywa, że
                    konieczność.

                    > Dla mnie - nie ukrywam - to dziwaczna sytuacja. Może nie 60 zł., ale dla mnie t
                    > o jednak ma w sobie coś z patologii.

                    Inwestują, jak najbardziej, tylko w inny sposób. Tam nie chodziło o to, że nie
                    dostaje, tylko że wg dziecka to za mało.

                    > Postawa młodzieńca tez nie budzi we mnie tak znowu negatywnych uczuć - no, ale
                    > to moze zależeć od tonu.

                    No, cóż, to już kwestia indywidualnego podejścia, no co innym w stosunku do
                    siebie pozwalamy. Ja ton słyszałam (pisemnie przekazać się nie da) i po takiej
                    odzywce - nie dałabym grosza. Aczkolwiek masz rację, że tam pewnie w ogóle
                    szwankowało wychowanie, nie znam zresztą tej rodziny.

                    > Natomiast moje zdecydowane opory budzi dawanie pieniedzy dziecku tylko wtedy,
                    > gdy jest grzeczne, pomaga w domu itd.

                    Ale ja nie uważam absolutnie, że TYLKO wtedy. Jakbyśmy chcieli dawać dzieciom
                    cokolwiek tylko wtedy, gdy ich zachowanie nie budzi zastrzeżeń, to te nasze
                    pociechy nigdy by się pewnie na nic nie doczekały sad
                    Chodzi mi jedynie o to, że po przekroczeniu pewnych granic, nie widzę nic złego
                    w cofnięciu kieszonkowego. Ponadto nie podoba mi się podejście, że dziecko musi
                    bezwzględnie dostawać co tydzień/miesiąc "wypłatę". Toż to nawet dorosły nie ma
                    takich przywilejów!

                    >Wymuszanie okazywania szacunku za
                    > pieniądze - a tak to wychodzi niestety - to najgorszy z możliwych sposobów.

                    Nie, to nie tak.

                    > Jesli 10-latek nie szanuje rodziców, to chyba wina leży po obu stronach - coś
                    > musiało szwankować w wychowaniu, albo może rodzice zrobili cos takiego, ze na
                    > szacunek nie zasługuję?

                    Z tym obwinianiem rodziców byłabym ostrożna, różnie w życiu bywa. Nie twierdzę,
                    że zabranie kieszonkowego jest najlepszą i godną rozpowszechniania metodą
                    wychowawczą, ale też nie widzę powodów, dla których "bez względu na wzgląd"
                    rodzice muszą finansować zachcianki swych dzieci. W dzisiejszych czasach wiele
                    rodzin nie stać na kino, czy wyjazdy rodzinne, tym bardziej więc rozbrykany
                    małolat nie może być pępkiem świata, którem kieszonkowe należy się z mocy prawasmile

                    > Dziecko ma w domu nie
                    > pomagać, tylko robić, co do niego należy.
                    >podobnie dziecko ma np.
                    > wynieść śmiecie, bo śmiecie wymagaja wyniesienia, a nie dlatego, ze inaczej
                    > grosza nie zobaczy.

                    Z tym, to się akurat zgadzam smile
                    Chociaż z drugiej strony, jak odpowiedzieć na zapytanie 10-latka: jak mogę
                    dorobić sobie do kieszonkowego, co mogę zrobić, aby dodatkowo zarobić pieniądze?

                    Nie wiem, może Wasze rady dla założycielki postu były jakby pocieszeniem, że nic
                    złego się jeszcze nie dzieje (podobnie, jak bijący po głowie 2-latek nie musi
                    być agresywny z natury ani zapowiadać się na kata), a nie uznaniem za normę,
                    polegającym na aprobacie (w pewnym sensie) takiego postępowania, jak to odczytałam.
                    • aka10 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 24.09.05, 22:03
                      " Ponadto nie podoba mi się podejście, że dziecko musi
                      bezwzględnie dostawać co tydzień/miesiąc "wypłatę". Toż to nawet dorosły nie ma
                      takich przywilejów!"
                      Skoro zdecydowalismy sie na kieszonkowe raz na tydzien/miesiac,to uwazam,ze
                      dziecko powinno te pieniadze dostac.Chociazby dlatego,zeby moc zaplanowac jakis
                      zakup.Powiedzmy,ze czeka na to kieszkonkowe,zeby wreszcie sobie kupic ta
                      upragniona plyte.A tu nagle kieszonkowego nie dostaje,bo rodzic nie uwaza,ze
                      musi dostac.Dziecko uczy sie tylko tego,ze na rodzicach nie mozna polegac.
                      Pozdrawiam.
                      • linka9 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 24.09.05, 22:21
                        aka10 napisała:

                        > Skoro zdecydowalismy sie na kieszonkowe raz na tydzien/miesiac,to uwazam,ze
                        > dziecko powinno te pieniadze dostac.Chociazby dlatego,zeby moc zaplanowac
                        jakis zakup.Powiedzmy,ze czeka na to kieszkonkowe,zeby wreszcie sobie kupic ta
                        > upragniona plyte.A tu nagle kieszonkowego nie dostaje,bo rodzic nie uwaza,ze
                        > musi dostac.Dziecko uczy sie tylko tego,ze na rodzicach nie mozna polegac.

                        Dla mnie cofnięcie kieszonkowego ma inny wymiar: dziecko uczy się, że w stosunku
                        do rodziców nie mozna przeginać.
                        Płyta nie jest zakupem, bez którego nie przeżyje.
                        Jednak, abyśmy się dobrze zrozumiały - nie opowiadam się za żonglowaniem
                        kieszonkowym bez naprawdę ważnego powodu. Pozatem, każda rodzina ma prawo mieć
                        swoje zasady, byle przejrzyste, jeśli ją na to stać..

                        Kiedyś czytałam wypowiedź faceta, który powiedział wprost: ja tam dzieciom nie
                        żałuję, bo niby dlaczego mam to robić, skoro my żyjemy dostanie; niech się i
                        dzieci cieszą i dobrze wspominają dzieciństwo, że byliśmy w stanie spełniać ich
                        zachcianki i dawać spore pieniądze na widzimisie.
                        I fakt, jakby na to nie patrzeć, te dzieci nie miały zapewne smutnych oczu, o
                        których wszesniej wspominałam.
                        • triss_merigold6 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 24.09.05, 22:27
                          Oczywiście, że przeżyje bez płyty. Jak również bez zdecydowanej większości
                          rzeczy. W ogóle człowiek o chlebie i wodzie dość długo pociągnie, bo odporny
                          jest.
                          Zawieszenie kieszonkowego to IMO wyjątkowo surowa kara i może być stosowana w
                          wyjątkowo drastycznych przypadkach, napyskowanie rodzicom takim przypadkiem nie
                          jest.
                          • gaika Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 25.09.05, 06:44
                            >Co innego, kiedy rodziców nie stać na dawanie kieszonkowego dziecku, a co
                            innego
                            >gdy stać i nie dają.

                            Żadna z tych sytuacji nie tłumaczy kradzieży. Może dziecko frustrować, rodzic
                            konflikty, ale tłumaczyć tym faktem złodziejstwo, to nieporozumienie.

                            >Dlaczego nie dają? Chyba tylko po to, by miec nad dzieckiem
                            >100% kontrolę.

                            Pewnie i takie sytuacje się zdarzają, ale ja osobiście znałam rodziców, którzy
                            uważali, ze dziecko ma wszystko czego mu potrzeba i jeśli chce cos extra, to
                            musi zarobić. Nastolatek zbierał miedzy innymi surowce wtórne. Do większych
                            inwestycji rodzice się dokładali, ale musieli najpierw widzieć wysiłek
                            potomka.
                            Nie oceniam tego podejścia. Po prostu rodzice są rożni.
                            Uznane zasady etyczno-moralne są jednoznaczne, choć nie przez wszystkich
                            przestrzegane.

                            >A jesli chodzi o podbieranie rodzicom - zrobilam kiedys ankietę w kilku klasach
                            >licealnych. Anonimową. Na ok. 100 osób ok. 10 powiedziało, że nigdy nieczego
                            >rodzicom nie wzięły - z kieszeni , z portmonetki. Tylko kilkoro z nich zostało
                            >przylapanych (ja np. nigdy nie - choć kiedyś przyznałam sie rodzicom).


                            Gdyby wyniki tej ankiety odnieść do populacji, to oznaczałoby, ze 90% dzieci
                            nie dostaje kieszonkowego, bądź otrzymuje za mało. Zgodnie z tym rozumowanie to
                            główny powód kradzieży.
                            Jak wytłumaczyć zachowanie tych, którzy nie dostają nic i nie kradną i tych,
                            którzy dostają dużo i kradną?

                            >Zawsze dziwi mnie 100% pewność, ze moje dzieci nie biorą, nie kłamią, nie piją
                            i
                            >nie palą, oraz nie używaja słów wulgarnych. Zawsze skłania mnie to do
                            podejrzeń,
                            >że rodzice tych dzieci po prostu nie znają...

                            Są dzieci, które nie kradną. Ponad wszelką wątpliwość.


                            I jeszcze;
                            -wydarzenie, które opisała Autorka wątku nie musi wróżyć katastrofy
                            wychowawczej, ale na pewno wymaga interwencji
                            -niektórzy tu twierdza, ze "nie wierzą", ze można nie mieć na kieszonkowe dla
                            dziecka. To raczej nie jest kwestia wiary.
                            -Autorka napisała, ze syn dostaje kieszonkowe. Jego wysokość nie podlega
                            dyskusji chyba, ze ktoś ma nieograniczone zasoby i po prostu się radzi : ile?
                            -stałość kieszonkowego jest ważna, ale są i takie sytuacje, ze rodzice nie
                            otrzymują pensji regularnie

                            Nie jest to jednak dyskusja o sensowności dawania kieszonkowego, tylko o
                            czynie, który przekracza ogólnie przyjęte normy i nadweręża wartości.

                            • linka9 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 25.09.05, 10:03
                              gaika napisała:
                              > Nie oceniam tego podejścia. Po prostu rodzice są rożni.
                              > Uznane zasady etyczno-moralne są jednoznaczne, choć nie przez wszystkich
                              > przestrzegane.

                              > Gdyby wyniki tej ankiety odnieść do populacji, to oznaczałoby, ze 90% dzieci
                              > nie dostaje kieszonkowego, bądź otrzymuje za mało. Zgodnie z tym rozumowanie
                              to główny powód kradzieży.
                              > Jak wytłumaczyć zachowanie tych, którzy nie dostają nic i nie kradną i tych,
                              > którzy dostają dużo i kradną?

                              > Nie jest to jednak dyskusja o sensowności dawania kieszonkowego, tylko o
                              > czynie, który przekracza ogólnie przyjęte normy i nadweręża wartości.

                              Bardzo spodobała mi się ta wypowiedź.
                            • wieczna-gosia Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 27.09.05, 10:55
                              > Pewnie i takie sytuacje się zdarzają, ale ja osobiście znałam rodziców, którzy
                              > uważali, ze dziecko ma wszystko czego mu potrzeba i jeśli chce cos extra, to
                              > musi zarobić. Nastolatek zbierał miedzy innymi surowce wtórne. Do większych
                              > inwestycji rodzice się dokładali, ale musieli najpierw widzieć wysiłek
                              > potomka.

                              Tez znam takich. To moi rodzice. Uwazam z praktyki ze to jedna z bardziej
                              slepych uliczek w rodzicielstwie i dlugo lizalismy po niej rany.

                              W opisywanych sytuacjach dziwi mnie jedno- ja rozumiem, ze dziecko nie dostaje
                              kieszonkowego. Sama nawet stosuje jak nie mam forsy. I moje dziecko mi tej forsy
                              wtedy nie podkrada. Dlaczego? Bo wie ze nie daje nie dlatego ze "tak uwazam"
                              tylko ze nie mam. I 10 zlotych zamiast 50 daje z tego samego powodu. A jak mam
                              to daje wiecej, z wyrazna przyjemnoscia.

                              Oczywiscie kradziezy nic nie usprawiedliwia. No wiec zastanowmy sie- dlaczego 10
                              - 12 latek zamiast po ludzku przyjsc i powiedziec
                              nie mam forsy
                              czy mozesz mi dac 20 zlotych


                              albo cos w tym guscie- tego nie robi.

                              Ja osobiscie nie wierze ze niektore dzieci maja lepkie rece, bo maja. I sadze ze
                              dziecko 10- 12 letnie doskonale wie co robi i ze to jest zle. Sek w tym, zeby
                              nie poprowadzic teraz rozgrywki w taki sposb, ze ono dalej nam bedzie te forse
                              podkradac. A tekst "jestes zlodziejem" uwazam ze do tego prowadzi.

                              Jesli mlody czlowiek wyjal matce forse z portfela, to w jego pojeciu zlamal
                              zasady slusznie. No najwazniejsze jest to by pomioc mu zrozumiec, ze nie o to
                              chodzi ze kradziezy nie da sie niczym usprawiedliwic, ale to, ze w przypadku
                              rodzicow- nie ma takiej potrzeby. Ze ZAWSZE moze do rodzicow przyjsc, bo wiadomo
                              ze rozne sa sytuacje.

                              Jesli musimy 600 zlotych wydawac na samochod i w zwiazku z tym nie mamy na 6
                              dych kieszonkowego- nalezy to dziecku wytlumacyc. Widocznie ono tak, ocenia
                              swoje potrzeby i ma do tego prawo. W koncu gdy ja nie zarabiam, to moj maz
                              pozwala mi dysponowac swoimi dochodami. Dziecko jest w takiej samej sytuacji.
                              Nie zarabia- uczy sie, w szkole i poza nia. Wycenia swoje potrzeby na 6 dych. Ma
                              prawo. I tu zaczyna sie robota rodzica- zeby przedstawic dziecku rozsadne
                              argumenty na to, ze w budzecie nie ma miejsca na te 6 dych. jest na dwie.
                              • triss_merigold6 Jeszcze coś 27.09.05, 11:01
                                Proszenie o pieniądze jest krępujące. Potwornie krępujące. Zwłaszcza jeśli
                                dziecko spotyka się z reakcją: "na co ci?" "po co?" "na taką płytę szkoda
                                kasy!", "bluzkę sama ci kupię", "nie włócz się po kawiarniach tylko siadaj do
                                lekcji", "słodycze masz w domu" itd.
                                Dla wielu rodziców - a tym wątku już pojawiły się wypowiedzi pt. "wyda nie
                                wiadomo na co" - to instrument kontroli nad dzieckiem.
                              • linka9 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 27.09.05, 11:56
                                wieczna-gosia napisała:
                                > Oczywiscie kradziezy nic nie usprawiedliwia. No wiec zastanowmy sie- dlaczego
                                10 - 12 latek zamiast po ludzku przyjsc i powiedziec
                                > nie mam forsy
                                > czy mozesz mi dac 20 zlotych
                                > albo cos w tym guscie- tego nie robi.

                                Słuszna uwaga. Może dlatego, że:
                                - brak odpowiednich realcji z rodzicami,
                                - kiedyś wpojono mu, że 10-latek MUSI mieć pieniądze, a skoro przewiduje, że
                                takowych nie dostanie ...
                                - uważa, że jest to niesprawiedliwe, że jedni (koledzy, rodzice )mają na
                                powiedzmy płytę, a on nie, więc nawyższa pora, aby sprawiedliwości stało się zadość
                                - ....

                                > Jesli mlody czlowiek wyjal matce forse z portfela, to w jego pojeciu zlamal
                                > zasady slusznie. No najwazniejsze jest to by pomioc mu zrozumiec, ze nie o to
                                > chodzi ze kradziezy nie da sie niczym usprawiedliwic, ale to, ze w przypadku
                                > rodzicow- nie ma takiej potrzeby. Ze ZAWSZE moze do rodzicow przyjsc, bo
                                wiadom o ze rozne sa sytuacje.

                                Przyjść do rodziców a dostać pieniądze - to różnica. A portmonetka kusi, tym
                                bardziej gdy szansa, że mama nie zauważy ...

                                > Jesli musimy 600 zlotych wydawac na samochod i w zwiazku z tym nie mamy na 6
                                > dych kieszonkowego- nalezy to dziecku wytlumacyc. Widocznie ono tak, ocenia
                                > swoje potrzeby i ma do tego prawo. Wycenia swoje potrzeby na 6 dych. M
                                > a prawo. I tu zaczyna sie robota rodzica- zeby przedstawic dziecku rozsadne
                                > argumenty na to, ze w budzecie nie ma miejsca na te 6 dych. jest na dwie.

                                Jasne, jak najbardziej. No i negocjacje przede wszystkim. Wiadomo przecież, że
                                nastolatek potraktowany z góry będzie się buntował, a stąd już niedaleka droga
                                do różnych nieprawidłowości.
                          • linkaa3 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 13.10.05, 21:35
                            Zlinczujecie mnie zapewne, ale smiem twierdzic, ze napyskowanie rodzicom tez
                            bywa dla dzieci ksztalcace, nie wspominajac juz o rodzicach wink

                            A zawieszenie kieszonkowego, ot tak, bo dzieciak napyskowal, jest smieszne,
                            sami sobie robimy z twarzy inna czesc ciala i uczymy tego dziecko. Wlasnie
                            tego, ze slowo rodzica, slowo wogole nie zadnej wartosci.

                            Na cofniecie kieszonkowego moj syn zareagowalby wzruszeniem ramion. Maly jest
                            poki co, ale taki ma charakter. I co wtedy? Przyklad ten pokazuje jak
                            bezsensowna jest walka o wladze przez pieniadze. Jak sie trafi oporny na
                            manipulacje typ, to przegrana sprawa. Jak sie trafi sprytny, obieca wszystko
                            itd. Poza tym to zenada manipulowac dzieckiem przez kase.

                            Nigdy mi rodzice nie codneli kieszonkowego i nigdy z niego nie rozliczali.
                            Proszenie o pieniadze uwazalam za uwlaczajace mojej godnosci.
                        • aka10 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 25.09.05, 09:51
                          "Jednak, abyśmy się dobrze zrozumiały - nie opowiadam się za żonglowaniem
                          kieszonkowym bez naprawdę ważnego powodu. Pozatem, każda rodzina ma prawo mieć
                          swoje zasady, byle przejrzyste, jeśli ją na to stać.."
                          Z tym sie tez zgadzam.Pozdrawiam.
              • okrent9 przykład Stinga... 11.10.05, 21:39
                Verdano, ja nie widzę nic strasznego w tym, że rodzic ma nad 12-latkiem 100-
                procentową kontrolę. Dziecko 12-letnie wie o świecie guzik, za odpowiedzialne i
                samodzielne prawo uznaje je od 18. roku życia. Do tego czasu rodzice powinni je
                nauczyć bycia porządnym człowiekiem. Jeśli mają nad nim 100-procentową
                kontrolę, łatwiej im tego dokonać. Mogą stosować restrykcje - np. jeśli
                będziesz się zachowywać jak należy, dostaniesz nagrodę (przywileje), jeśli nie,
                twoje przywileje zostaną ograniczone. Jeśli dziecko nauczy się, że zasady
                rodziców można obejść (np. poprzez kradzież, za którą nie poniosło
                konsekwencji) to co z niego wyrośnie? I cóż złego w robieniu czegoś "dla
                mamusi", żeby zarobić na jakieś głupstwa w rodzaju czipsów (zresztą b.
                niezdrowych)? My dorośli zarabiamy pracując, i to ciężko; dzieci powinny uczyć
                się, że pieniądze się zarabia wykonując jakąś pracę. Nie chodzi o harówkę ponad
                siły! Ale jeśli np. dziecko rozwiesi nam pranie czy pomoże przy innych domowych
                obowiązkach, cóż w tym złego? My pracujemy i mamy jeszcze na głowie dom, a
                dziecko ma sobie leżeć na pleckach i wypoczywać, i jeszcze oczekiwać pieniędzy
                kiedy tylko mu się zachce, na byle głupstwo? I nawet o to nie poprosić? Czy
                naprawdę uważasz, że jeśli dziecko nie ma własnego konta w banku, na które
                rodzice regularnie przelewają mu pieniądze, "bo my cię skarbie kochamy", to
                znaczy, że jego rodzice robią mu krzywdę? Rodzice powinni wiedzieć, kiedy i na
                co dzieci wydają pieniądze. I owszem, mają prawo nie chcieć, by dziecko wydało
                pieniądze na coś, czego rodzice dla niego nie chcą: papierosy, narkotyki, itd.

                Przykład Singa, który (przykład, nie Sting) bardzo mi się podoba. Czytałam
                kiedyś w wywiadzie z nim, że jego szesnasto- czy siedemnastoletni syn był na
                niego obrażony, bo ojciec odmówił kupienia mu motocykla. Chłopak powiedział
                Stingowi: przecież MASZ pieniądze! Na co Sting odpowiedział mu spokojnie: "TAK,
                ale to są MOJE pieniądze. Zarobiłem je ciężką pracą. Motocykl to luksus. Zarób
                sobie, i wtedy sobie kupisz co ci się będzie żywnie podobało". Czy Twoim
                zdaniem kupując dzieciakowi motocykl okazałby mu miłość? A odmawiając kupna
                pokazał synowi, że frajdę mu sprawia "100-procentowa kontrola" nad własnym
                synem? Moim zdaniem wyświadczył synowi przysługę. Dał mu do zrozumienia, że
                luksus to coś, na co trzeba zapracować, co nie spada z nieba. Bo nie powiesz mi
                chyba, że motocykl należy do podstawowych, niezbędnych do życia atrybutów
                nastolatka?

                A, i jeszcze Twoja uwaga, że konieczność proszenia rodziców o pieniądze uczy,
                że pieniędzmi gospodarować się nie da, bo nie wiem, ile będę miał w przyszłym
                tygodniu - nie przemawia do mnie taki wniosek. Uważam, że wręcz przeciwnie.
                Taka akurat sytuacja uczy, że nie można wydać pieniędzy na głupstwa. Bo jeśli
                wydam teraz, a nie wiem, kiedy dostanę następne, to "po ptokach". A niestety w
                dzisiejszej Polsce większa część społeczeństwa nie wie, ile kasy będzie miało
                do wydania w przyszłym tygodniu czy miesiącu. Chyba lepiej, żeby dzieci
                nauczyły się, że trzeba posiadane środki traktować bardzo rozważnie. To, że
                rodzice będą sobie odmawiać żeby dziecku regularnie dawać kieszonkowe, wcale
                tego dziecka nie przygotuje lepiej do życia. Raczej do tego, by w przyszłości
                żerowało na rodzicach. Bo przecież całe życie sobie odmawiali, żeby mnie, ich
                oczku w głowie niczego nie zabrakło, to niby czemu teraz, kiedy już jestem
                dorosły, miałoby być inaczej? Niestety znam przypadki takich dorosłych :\
                Bardzo, bardzo smutne.
            • daimona o, to to - tak właśnie 13.10.05, 13:15
              z braćmi tak samo, w podobnym wieku, podbieraliśmy drobniaki rodzicom (no bo
              przecież nie zauważą). Dopóki braliśmy bardzo drobne sumy 9odpowiednik
              dzisiejszej 1 zł), było ok. Kiedyś wzięliśmy więcej - rodzice zareagowali,
              mówiac, że jeśli potrzebujemy - proszą, żebyśmy się do nich zwrócili, a nie
              zabierali pieniądze bez pytania.
              To wystarczyło. Czuliśmy sie wtedy naprawdę głupio i podbieranie się skończyło.
          • bartolomeo81 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 11.10.05, 22:28
            WIesz, to jest chyba normalne. Ja zawsze dostawalem kieszonkowe, niewiele, ale
            musialo mi wystarczyc, lecz moi koledzy, pokradali rodzicom i to regularnie,
            czasem nawet wieksze sumki. Wydawali to potem na duperele, slodycze, czasem gry
            komputerowe, a wszystko to chyba zeby zaimponowac innym, tak to widzialem wtedy,
            tak to widze teraz.
          • camel_3d verdana NIC nie MUSI 12.10.05, 23:27
            a. NIE MUSI miec pieniedzy.. bo czemu MUSI?
            b. a juz wogole nie MUSI miec doladowanego konta.. powienien miec 20 PLN i
            zdecydowac czy chce miec doladowane konto czy kase na slodycze. a wogoel jako
            kare to ja bym mu zabral komorke na miesiac.

            pomietajmy 10 latek NIE MUSI miec pieniedzy i komorki. MOze, ale nie MUSI
          • yavorius Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 13.10.05, 15:10
            verdana napisała:

            > Przede wszystkim syn MUSI w tym wieku mieć własne pieniądze - inaczej nie
            > pozostaje mu nic innego jak kraść - to przykre, ale prawdziwe. Doładowana
            > komórkę też mieć musi.

            No tak, 10-letni gó..arz przecież interesy przez komórkę załatwia...
    • baszkas Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 26.09.05, 09:19

      A mnie w tym wszystkim najbardziej 'uderzyl' fakt, ze 10-latki posiadaja juz
      komorke ...Chyba jestem strasznie do tylu ...corka ma dwa latka dopiero, ale
      jakos sobie nie wyobrazam, zeby w podstawowce chodzila juz z komorka surprised
      Jakas zacofana chyba jestem i nie na czasie...sad Alez to zycie pedzi...
      Kieszonkowe w tym wieku - tak, ale komorka? Po co?
      Pzw
      • croyance Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 13.10.05, 19:12
        Pewnie dlatego, ze czasy niepewne i rodzice chca miec z dzieckiem kontakt caly
        czas ... jestem w stanie to zrozumiec.
    • abosa Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 26.09.05, 11:30
      Awantura z wątkiem przewodnim o braku zaufania, złodziejstwie + /po
      ochłonięciu/ rozmowa /oczekiwanie na propozycję syna/ co zrobić, żeby sytuacja
      więcej się nie powtórzyła + negocjacje warunków /konfrontacja oczekiwań syna z
      Waszymi chęciami i możliwościami. To powinno załatwić sprawę;
    • weronikarb Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 29.09.05, 12:05
      Przeczytalam odpowiedzi.
      Niemam tak dużego synka, moge napisac na swoim doswiadczeniu.
      Nie byliśmy bogaci. Kieszonkowego nie dostawalam bo nieraz nawet na buty nie
      bylo.
      Jednak wiedzialam ile mamy pieniedzy, co nalezy kupic (co jest priorytetem)
      i ile ewentualnie zostanie - mama mi wtedy sie pytala co chce.
      Zarabialam na slodycze zbierajac makulature i butelki - nieraz nawet to
      oddawalam.
      Bylo u nas jak sie smialam "ustalanie budżetu" po wyplacie.
      Uczestniczylam w rozmowach o wydawaniu pieniedzy od kiedy pamietam.
      Wiec wiedzialam na ile mame stac i ze mne w wydatkach tez bierze pod uwage.
      Chciałabym aby moj syn tez mial taka swiadomosc.
      Czy bedzie dostawal tą swoją "wypłatę" to niewiem bo niemam pojecia jakie czasy
      przyjda.
      Jedno jest pewne bedzie wiedzial jaki jest "budżet" i jak nim rządzimy.
      Postaramy się ustalic z nim "tygodniówkę", jak bedzie na cos potrzebowal niech
      powie, fakt ze to kontrola, ale niestety to nastolatek i moge miec spore
      zaufanie ale nie bezgraniczne.
    • magister12 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 04.10.05, 20:13
      hej
      gdy miałem 8 lat koło mojego domu trwała budowa! razem z innymi dzieciakami
      stworzyliśmy tam bazę. Ale rodzice nie pozwalali mi się tam bawić! Moi
      tłumaczyli mi raz , drugi, trzeci i nie skutkowało. W końcu dostałem szlaban na
      2 tygodnie, ale gdy tylko się skończył znowu pobiegłem do "bazy". I wtedy się
      zapomniałem. Nie przyszedłem nawet na obiad. Zamiast Ok 14 czy 15 wróciłem dużo
      po 22. Przez cale popołudnie rodzice szukali mnie po osiedlu. Gdy się
      dowiedzieli gdzie byłem i gdy już wracaliśmy z rodzicami do domu, tata obiecał
      mi że po powrocie do domu dostanę 60 pasów na goły tyłek. Gdy weszliśmy do
      domu, kazał mi zdjąć spodnie i majtki. Uczyniłem to co mi kazał. Zdjąłem
      spodnie kładąc je obok, a koło nich majtki. On sam wziąwszy skórzany pas
      położył mnie na oparciu narożnika i zaczął mnie bić. Mamie natomiast kazał
      trzymać mnie za ręce żebym nie uciekł. Dostałem chyba z 50 pąsów na goły tyłek.
      Mimo że mama mocno trzymała mnie za ręce udało mi się wyrwać. Z płaczem i gołą
      pupą pobiegłem do swojego pokoju. Gdy na drugi dzień rano wstałem czekała
      mnie „powtórka z rozrywki” za to że udało mi się uciec poprzedniego wieczoru
      nie czekając na koniec kary. Rodzice weszli do mojego pokoju, tata kazał mi
      zdjąć piżamę. Marudziłem, płakałem wtedy jak bóbr prosząc rodziców o litość.
      Ojciec nie chciał słuchać moich próśb. Powiedział że albo się sam rozbiorę albo
      on mnie rozbierze i dostanę wtedy 30 pasów. Nie czekając długo rozebrałem się
      do naga i grzecznie położyłem na łóżku czekając na wymierzenie kary. Nie
      musiałem czekać długo. Już po chwili poczułem przeszywający ból na pupie,
      promieniujący do kręgosłupa. Tata jako że sam się grzecznie rozebrałem
      powiedział, że „skoro byłeś grzeczny i sam się rozebrałeś dostaniesz tylko 20
      pasów z obiecanych wcześniej 30”. Przez półtora miesiąca nie mogłem usiąść na
      pupie, w nocy musiałem spać na brzuchu. Po około 3 miesiącach narozrabialiśmy
      razem z kolegami w szkole do tego stopnia że dyrektor postanowił wezwać naszych
      rodziców. Po powrocie moich do domu czekało mnie porządne lanie. Tata kazał mi
      się rozebrać i położyć na oparciu narożnika który stał w salonie. Grzecznie
      posłuchałem jego „komendy”. Zdjąłem spodnie potem majtki i położyłem się na
      oparciu narożnika, czekając na lanie. Gdy ojciec wymierzył mi już całą karę
      włożyłem na tyłek majtki potem spodnie i przez dwa dni nie odzywałem się do
      rodziców. Nie musiałem długo czekać na kolejne lanie. Po około dwóch
      tygodniach, gdy tata prosił mnie żebym posprzątał swój pokój (a ja tego nie
      uczyniłem) zdenerwował się na tyle że nawet nie kazał mi się rozebrać tylko
      wziął pas i przetrzepał mi tyłek przez piżamę. Teraz gdy sam jestem ojcem 8
      letniego chłopca, przysiągłem sobie że nigdy nie uderzę własnego dziecka. Gdy
      coś narozrabia zostaje ukarany w inny sposób, np. zakazem na komputer,
      telewizor, wychodzenie z domu. Ostatnio gdy bardzo narozrabiał nie pojechał na
      wymarzone ferie (na narty w Alpach) nie odzywał się do nas przez dwa dni. Gdy
      to sobie wszystko przemyślał na spokojnie przyszedł do nas przeprosił nas (mnie
      i żonę) i obiecał że to się więcej nie powtórzy. Muszę przyznać z satysfakcją
      że pomogło. Od tej pory nasz synek jest jak aniołek. Mimo że oboje z żoną
      prowadzimy dwie różne firmy, nie ma nas prawie całymi dniami w domu, to i tak
      wiem że można naszego Kacperka zostawić samego w domu i nie wiąże się to z
      rujnacją całego domu. Strach przed utratą czegoś na czym dziecku zależy uwalnia
      w nim strach, przez co jest grzeczne (przynajmniej tak jest w przypadku naszego
      Kacperka). Może jak i Ty zabronisz mu czegoś na czym mu zależy też będzie
      grzeczny i zrozumie że zrobił bardzo źle.

      Pozdrawiam serdecznie M.
      • d.orka Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 05.10.05, 22:48
        Wstrząsająca historia. Moi bracia byli podobnie traktowani, choć nie aż tak
        bardzo poniżani (rozebranie się do naga). Takie traktowanie zostawia ślad na
        całe życie.

        Wybacz, że odniosę się również do tego, co napisałeś niżej.
        To przykre, że 8 letni chłopiec całymi dniami nie przebywa ze swoimi rodzicami.
        Ja jednak (na miejscu tego chłopca) wolałabym zrezygnować z ferii w Alpach na
        rzecz częściejszego i dłuższego kontaktu z rodzicami.
        Powodzenia.
        • magister12 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 09.10.05, 21:02
          Masz absolutną rację. Zgadzam się z Tobą w 100% ale czasy są takie że czasami
          trzeba. Z resztą nie pracujemy tylko dla siebie. Chcemy zapewnić naszemu
          maleństwu wszystko co najlepsze. Żeby niczego mu nigdy nie brakowało, żeby miał
          łatwiej w przyszłości gdy nas zabraknie. Wiem że to okrutne ale staramy się w
          dni wolne od pracy a u Kacperka od szkoły spędzać z nim jak najwięcej czasu. W
          tedy nie ma żadnych spotkań biznesowych, żadnych telefonów tylko Kacperek mama
          i ja. A co do moich rodziców hmm, no cóż ojciec był "terrorystą" jako że nie
          mam rodzeństwa cała złość za niepowodzenia spadała na mnie. Zostało to wszystko
          w pamięci do tego stopnia że jak się dowiedziałem że żona jest w ciąży to
          najpierw kazałem jej usunąć ciąże. Mało nie rozwiedliśmy się prze tą
          idiotyczną, egoistyczną decyzję. Bałem się. Myślami wracałem do
          tamtych "szczęśliwych" czasów. Myślałem że nie będę umiał go wychować. Że on
          będzie to samo przeżywał co ja. Naszczęście nie powtórzyło się. Pewnie dlatego
          że moi rodzice już nie żyją. I na całe szczęście. Kiedyś po którymś z kolei
          laniu chciałem uciec z domu. Miałem myśli samobujcze. Chciałem nawet zabić
          ojca. Dzisiaj nie mogę sobie wyobrazić życia bez naszego kochanego maleństwa.
          Gdy wracam do domu po 13 godzinach spędzonych w pracy, jestem zmęczony nic mi
          się nie chce wystarczy że Kacperek przyjdzie do nas i tak mocno się przytuli że
          aż się robi gorąco na sercu. W tedy mam pełną satysfakcję że osiągnąłem w życiu
          sukces, którym jest nasz syn. Kocham go bardzo mooooocnoooo. Oddał bym za niego
          własne życie. Teraz się staramy z żoną o braciszka lub siostrzyczkę dla
          Kacperka.
          Pozdrawiam gorąco M.
    • neoleo najprawdopodobniej na narkotyki:( 11.10.05, 19:13
      i dlatego bedzie tak dlugo podkradal, poki nie skonczy z narkotykami. trzeba
      dzialac od razu, zanim bedzie za pozno.
    • zj3 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 11.10.05, 20:20
      Czy nie ma błędu ortograficznego w Twojej wypowiedzi. Jezeli tak to może mylisz
      się co do dziecka?
    • stopp5 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 11.10.05, 21:41
      Po wykuczeniu że:
      - dziecko podkrada na narkotyki
      - dziecko podkrada, bo ktoś wymusza na nim "okup"
      należy zastanowic się, dlaczego dziecko nie sygnalizuje potrzeb finansowych?
      Dlaczego dziecko nie liczy się z waszą "rachunkowością".
      Proponuję trochę teatralności. Po następnym "zniknięciu" pieniędzy urządź
      demonstracyjną "rozpacz", że zgubiłaś pieniądze, które były Ci bardzo
      potrzebne.
    • partner2003 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 12.10.05, 10:18
      Witam wszystkich,
      Może to co napiszę wyda sie głupie i niepedagogiczne ale ....
      Do 10-latka nie trafią, żadne rozmowy, argumenty a tym bardziej awantura.
      Zastosuj tą samą metodę co Twój syn tzn. "ukradnij" mu też parę cennych żeczy,
      jak zacznie chodzić i szukać "zguby" to zapytaj się syna czy coś zgubił czy
      może ktos mu coś UKRADŁ ? Powiedz, że to wielce prawdopodobne ponieważ od
      pewnego czasu Tobie również ktoś kradnie pieniądze. Po takim wstępie zacznij z
      nim rozmowę, że wiesz kto to robi i że Ty zrobiłaś dokładnie tak samo jak on.
      Może jak odczuje na własnej skórze to rozmowa i argumenty do niego dotrą a tak
      to będzie tylko zwykła pogadanka - dziecko zamknie się w sobie i nic to nie
      zmieni a może będzie jeszcze gorzej - zacznie kraść w szkole itd.
      Nie krzycz na niego a raczej przytul i porozmawiaj wyjaśni również dlaczego
      Ty "ukradłaś" mu jego rzeczy. Myślę, że to jest sposób. Dodatkowo sprawdź czy
      te podbierane pieniądze nie są ODDAWANE prze twoje dziecko np. starszym kolegom
      w szkole w zamian za spokój ...
    • meleme Bo trzeba dawać kieszonkowe !!!! 12.10.05, 10:44
      wtedy nie bedzie podkradał bo bedzie miał własne pieniądze. Oczywiście nie
      mówię o dawaniu 10 zł bo to są grosze. Ale tak z 50zł na tydzień to dla 10latka
      powinno wystarczyć. A jak jest sie sknerą to ma sie później syna złodzieja.
      • annka Niezbędna jest poważna rozmowa 12.10.05, 11:16
        Moim zdaniem niezbędna jest poważna rozmowa. On musi wiedzieć, że zrobił źle i,
        że zawiódł wasze zaufanie. Musi też się zawstydzić. Pamięć takiej traumy
        pozwoli mu w przyszłości przezwyciężyć pokusę. To, że dzieci mają takie
        wybryki - to niestety standard, norma. Dziecko nie ma jeszcze sztywnych granic
        tego co dobre a co złe, dozwolone i niedozwolone itp. Czasem mocno przekracza
        granice i wtedy własnie spotyka sie z reakcja ze strony innych ludzi -rodziców,
        nauczycieli. Okazuje się, że zrobiło źle, że tak nie można, że to bolesne
        przeżycie - zawieśc zaufanie rodziców, rozłościc ich. Granica przesuwa się
        na "normalny" poziom - nie można kraść. A łamanie społecznych zakazów i norm
        jest bolesne.
        Zgadzam się, że 10-latek powinien mieć własne pieniądze. Najlepiej jednak gdyby
        potrafił je sam zarobić. Jest sporo prostych prac domowych, które potrafi
        wykonać 10-latek, np. wyrzucanie śmieci, odkurzanie, podlewanie kwiatów itp.
        Sądzę, że można podnieśc mu kieszonkowe w zamian za regularnie wykonywanie
        ustalonych prac. I nie nalezy mu teź folgować - jesli w danym tygodniu
        zaniedba "swoje obowiązki" - nie otrzymuje powiększonego kieszonkowego.
      • pijaki głupie, głupie, głupie 12.10.05, 13:30
        meleme napisał:
        > wtedy nie bedzie podkradał bo bedzie miał własne pieniądze. Oczywiście nie
        > mówię o dawaniu 10 zł bo to są grosze. Ale tak z 50zł na tydzień to dla
        > 10latka powinno wystarczyć. A jak jest sie sknerą to ma sie później syna
        > złodzieja.

        Jeżeli będziemy dziecku dawać pieniądze lekką ręką to będzie je traktował jak
        coś co "łatwo przyszło, łatwo poszło". A jak będzie musiał zarobić na swoje
        kieszonkowe to będzie szanował swoją i cudzą własność.
      • thomaa Re: Bo trzeba dawać kieszonkowe !!!! 12.10.05, 21:56
        meleme napisał:

        > wtedy nie bedzie podkradał bo bedzie miał własne pieniądze. Oczywiście nie
        > mówię o dawaniu 10 zł bo to są grosze. Ale tak z 50zł na tydzień to dla 10latka
        >
        > powinno wystarczyć. A jak jest sie sknerą to ma sie później syna złodzieja.

        a Tobie rodzice ile dawali (daja?) kieszonkowego?? Ja jakos nigdy niedostawalam
        50 pln (500 tys. znaczy sie; dawne czasy) na tydzien, ani nawet na miesiac. I
        nie uwazalam rodzicow za sknerow. I nigdy w zyciu nie ukradlam nawet pudelka
        zapalek!
      • camel_3d a nie lepiej 100? 12.10.05, 23:28
        50 to na 2 dni starczy.. od razu lepiej 100 albo 200 na tydien..
    • nisar Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 12.10.05, 12:03
      Proponuję zapytać dlaczego. Opowiedzieć o zaufaniu i odbudowie utraconego. Nie
      chcę bronić, ale czy jesteś pewna, że nie wplątał się w sytuację, która go
      przerasta (głupoty robimy wszyscy) albo że starsi koledzy żądają "pieniędzy za
      ochronę"? Spróbuj zachować spokój. To nie koniec świata, dziecko w tym wieku
      jest jeszcze znacznie bardziej głupie niż złe. Trzymaj się.
    • toja1111 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 12.10.05, 19:03
      Każde dziecko jest inne, ale niczym nie można tłumaczyć kradzieży. Ja nie
      podbierałam, moje rodzeżstwo też nie, a było nas sporo 6 dzieci + 2 siostry
      rodzice wzięli na wychowanie. I nikomu się to nie zadarzyło, mimo, że przy
      takiej gromadce nie mieliśmy kieszonkowego. W chwili obecnej moje dwie córki
      studiują i do tej pory też się nie zdarzyło aby wzięły choć złotówkę. I też nie
      zawsze miały kieszonkowe, jak my mielimy pieniądze one miały kieszonkowe a
      czasami nawet jak im były potrzebne i poprosiły, to zdarzyło się nieraz, że i
      wtedy nie zawsze dostały.
      Nie znaczy to, że Twój syn jest zły, czy też, że wyrośnie na kogoś złego. Ale
      sądzę, że w rzadnym wypadku nie można tego tłumaczyć, że jemu były potrzebne na
      słodycze, czy na doładowanie. Moje dzieci przez wiele lat dostawały za różne
      przewinienie "szlaban". Tydzień bez komputera, telefonu, telewizji, kolegów i
      koleżanek np. za 1 czy uwagę, i skutkowało, choć czasami ten tydzień przeciągał
      się w miesiąc, zwłaszcza za spóźnienia się do domu. Jeśli córka miała wrócić o
      21 a wróciła o 22 był szlaban, i dzieci wiedziały z góry o karze jaka ich czeka.
      Natomiast często została kara skrócona, np. za dobre sprawowanie, za zrobienie
      porządku w całym domu itp. Ale w każdym domu są inne zwyczaje i nie można "ni z
      tego ni z owego" przenosić ich do Twojego domu. Ty musisz zadecydować o karze, i
      o tym, czy powinien mieć większe kieszonkowe, czy też nie. Powodzenia.
      • natalia.brzeska Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 12.10.05, 21:18
        Pytanie trochę nie do końca związane z tematem, ale na co 10-latkowi
        komórka?!?!?!?!?!
        Czyżby miał jakieś ważne interesy do załatwiania?
        I prosze mi nie mówić, że jest to dla rodziców, aby mogli wiedzieć gdzie
        dziecko jest, bo gdy ja miałam 10 lat to Rodzice bez komórki doskonale
        wiedzieli gdzie jestem!!!
        • natalia.brzeska Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 12.10.05, 21:25
          I jeszcze jedno:
          Tak szczerze, ile czasu spędzasz ze swoim dzieckiem. Ile godzin dziennie z nim
          rozmawiasz, oglądasz TV, czytasz książki, chodzisz na spacery?


          I ciągle nie wierze, że 10latek ma komórkę, którą mu jeszcze rodzice
          doładowują.
          • wieczna-gosia Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 12.10.05, 21:42
            no coz.

            ja mam komorke.
            moj maz ma komorke.
            Moja mama ma komorke.

            A przez 15 lat swojego zycia nawet telefonu w domu nie mialam. I owszem zylam.

            Moje dzieci maja komorki. Na ogol nie dzwonie do nich, raczej iddzwaniam. Wiec
            telefon jest bardziej po to, by one mialy kontakt ze mna a nie ja z nimi.

            Przez telefon zalatwiamy takie sprawy jak:
            mamo moze jestes w domu bo za chwile mam trening zrob mi kanapke
            mamo zajecia sie przeciagna godzinke, wiec sie nie denerwuj
            mamo czy mozesz po mnie wyjsc po treningu (przez las trzeba przejsc, dosc ciemno
            latarni niet)

            Owszem w zasadzie moglyby dzieci nosic karte- nie przecze. A co z tymi
            komorkami? Maja w domu lezec dla zasady, bo dziecko komorki miec nie powinno?]
            Zupelnie nie mam potrzeby dawania dziecku komory na wakacje- zgubic latwo, a ja
            sprawozdzan codziennych nie potrzebuje. Natomiast w zyciu codziennym komorka
            ulatwia mi duzo. Jestem dodatkowow wolny zawod, mam duzo dzieci wiec tak narawde
            moj plan dnia ustala sie z godziny na godzine.

            Mam jedna uwage co do rad powyzej.
            Rozmawiamy o 12 latnim dziecku. Mowicie niech zarobi. Jak? ja z zasady jestem
            przeciwna placeniu za czynnosci zwiazane z funkcjonowaniem rodziny. Sasiad
            pewnie tez samochodu przed blokiem nie myje tylko na myjnie jezdzi. Nie ma u nas
            w kraju kultury rzucania w drzwi gazeta.
            • triss_merigold6 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 12.10.05, 22:13
              Idź, Gosia ze swoim zdrowym rozsądkiem. Większość rad tutaj to taki horror, że
              lanie wydaje się całkiem humanitarną karą.
              - ukradnij coś dziecku
              - zacznij płakać, że nie masz pieniędzy
              - traktuj kasę jako element przetargowy w wersji nagroda/kara
              - płać za domowe obowiązki czyli niech 10-latek zarobi
              - jak 10-latek nie szanuje rodziców (zdaniem rodziców) to kasy niet
              - niech prosi i mówi zawsze na co, żeby mieć 100% kontroli

              Jasny gwint, to czysta przemoc psychiczna i to w obrzydliwej wersji.
              • verdana Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 13.10.05, 12:03
                Nie pozostaje mi nic innego, jak to co zwykle - przynać Ci 100% racji. Horror.
                Wiekszy niż ta glupia kradzież.
                • triss_merigold6 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 13.10.05, 12:21
                  I wiesz co? Chyba na tym tle metoda "za przewinienie - w dupę" jest zdrowsza,
                  jasna i ma mniej skutków ubocznych. W każdym razie wiadomo o co chodzi.

                  Kradzież niefajna niewątpliwie ale IMO wystarczyłaby rozmowa bez dodatkowego
                  wywoływania poczucia winy (przyłapane i tak się potwornie wstydzi) + ustalenie
                  zasad wypłacania kieszonkowego.

                  Mnie te kobiety przerażają, to już pokolenie moich dziadków czy rodziców było
                  mniej skłonne do manipulacji i takiego pogrywania z dzieckiem.
                  • linka9 kto tu manipuluje? 13.10.05, 12:32
                    triss_merigold6 napisała:
                    > Mnie te kobiety przerażają, to już pokolenie moich dziadków czy rodziców było
                    > mniej skłonne do manipulacji i takiego pogrywania z dzieckiem.

                    Twardy kręgosłup przeraża niejednego, nie jesteś tu wyjątkiem.
                    Zostałam przez Ciebie skrytykowana nie za metody wychowawcze (bo tych aż tak
                    szczegółowo w wątku nie przedstawiałam), ale za moje oburzenie wywołane
                    stwierdzeniem verdany, że dziecko MUSI mieć pieniadze, inaczej będzie kraść
                    (czyt. ma na to przyzwolenie).





                    • triss_merigold6 Re: kto tu manipuluje? 13.10.05, 12:41
                      Śmiem twierdzić, że mam twardy kręgosłup i zasady moralne, które nie pozwalają
                      na kradzież. Zaznaczałam, że kradzież drobnych rodzicom przez 10-latka jest
                      złym czynem ale bez demonizowania. Gorzej gdyby ukradł koledze buty, bo fajne.
                      • linka9 Re: kto tu manipuluje? 13.10.05, 13:05
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Śmiem twierdzić, że mam twardy kręgosłup i zasady moralne, które nie pozwalają
                        > na kradzież.

                        Cieszę się.

                        >Zaznaczałam, że kradzież drobnych rodzicom przez 10-latka jest
                        > złym czynem ale bez demonizowania.

                        Tak, jest czynem złym. Natomiast reakcja rodziców zapewne będzie zależała od
                        kilku czynników. Jedno jest pewne (przynajmniej dla mnie): nie ma
                        usprawiedliwienia dla tego czynu (bo chyba śmierć np głodowa nie wchodzi tutaj w
                        grę), a stwierdzenie to nie jest bynajmniej równoznaczne z demonizowaniem
                        jednorazowej pokusy.

                        >Gorzej gdyby ukradł koledze buty, bo fajne.

                        Sądzisz, że gorzej?
                        Znajdą się zapewne rodzice, którzy po cichu powiedzą, że lepiej, bo... np.
                        dziecko MUSI mieć fajne buty; ono nie robi przecież nic nic złego, jedynie ...
                        naprawia świat, aby wszyscy mieli po równo i to, na co mają ochotęwink
                        No, bo dlaczego właściwie kolega ma mieć, a on nie?
                  • verdana Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 13.10.05, 13:30
                    Ja też jakoś nie widze tej traumatycznej roli klapsa, przy medodach, jakie tu
                    sa proponowane...
                  • pavvka Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 14.10.05, 09:15
                    > I wiesz co? Chyba na tym tle metoda "za przewinienie - w dupę" jest zdrowsza,
                    > jasna i ma mniej skutków ubocznych. W każdym razie wiadomo o co chodzi.

                    Rzeczywiście wiadomo - rodzice mogą dziecku mówić co ma robić, bo są silniejsi
                    fizycznie. Natomiast kolega z niższej klasy jest słabszy, więc to ja mogę mu
                    ówić co ma robić. Tego moim zdaniem uczą kary fizyczne.
                    • triss_merigold6 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 14.10.05, 09:43
                      Nic nie zrozumiałaś. Nic.
                      Na tle kar manipulacyjnych proponowanych tutaj, lanie jest całkiem humanitarne.
                      • pavvka Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 14.10.05, 10:29
                        ZrozumiałEś, jeśli już smile
                        Też mi się nie wszystkie pomysły w tym wątku podobają, ale czy są gorsze od
                        bicia? Śmiem wątpić.
            • judytak Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 17.10.05, 12:31
              wieczna-gosia napisała:

              > Przez telefon zalatwiamy takie sprawy jak:
              > mamo moze jestes w domu bo za chwile mam trening zrob mi kanapke

              jak jestem, to zrobię i przez te 30 sekund, jak dziecko zrzuci teczkę i wciśnie
              strój do plecaka :o)
              a jak mnie nie ma, to i tak musi sobie sama radzić...

              > mamo zajecia sie przeciagna godzinke, wiec sie nie denerwuj

              zajęcia przeciągające się poza ustalony margines (ok. 30 min.) zdarzają się
              sporadycznie (tak naprawdę to jeszcze się nie zdarzyły...), ale wtedy
              odpowiedzialny za sprawę dorosły i tak pyta dzieci, czy mogą zostać jeszcze
              godzinę, wtedy dziecko albo mówi nie, albo poprosi o telefon do domu :o)
              takie mamy opracowane w teorii uzgodnienia :o)
              (wycieczki się zawsze przeciągają, ale tam nauczyciel/trener/druh ma komórkę i
              można do niego dzwonić)

              > mamo czy mozesz po mnie wyjsc po treningu (przez las trzeba przejsc, dosc
              ciemn
              > o
              > latarni niet)

              od kiedy jest ciemno, u nas zawsze się odbiera dziecko z treningu
              wyjątkowo zdarzają się uzgodnienia w stylu "tata będzie, ale jakby go
              przypadkiem nie było, to idź do domu, tylko nie przez park, a naokoło ulicami i
              tramwajem", ale to są wyjątki typu tata absolutnie nie może, a mama siedzi z
              Małym, przeziębionym na tyle, że nie wychodzi...

              kwestia gustu :o)
              ja tam wolę nie wpaść w uzależnienie od komórki :o)))

              pozdrawiam
              Judyta
        • croyance Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 13.10.05, 21:28
          Wtedy byly inne czasy ... nie mozna bylo wyleciec w powietrze w metrze ...
          • pavvka Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 14.10.05, 09:04
            croyance napisał:

            > Wtedy byly inne czasy ... nie mozna bylo wyleciec w powietrze w metrze ...

            A posiadanie przez dziecko komórki może zapobiec wysadzeniu w powietrze w
            metrze?
    • basiajot Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 12.10.05, 21:34
      A ja jestem więcej niż pewna,ze wina lezy po stronie rodziców.Pewnie
      zapracowani żeby zarobic na komórkę dla dziecka nie maja czasu żeby normalnie
      porozmawiać z dzieckem.Nie tylko porozmawiać ale stale rozmawiac,traktować go
      jak członka rodziny,który zna nasze troski, problemy i radości.
    • camel_3d zostaw portfel na wierzchu... 12.10.05, 23:24
      tez kiedys podkradalem tacie kasesmile)) i kiedys zauwazyl. Nie dostalem po
      tylku. Ale pamietam ze zaczal zostawiac portfel na wierzchu i powiedzial, ze
      wie dokladnie ile tam jest... Wiec wolalem nie ryzykowac..i tak sie skonczylo.
      Z tego co gdzies wyczytalem to dzieci lubia wyciagac kase z "ukrytych" w
      kurtach i torbach portfeli..to cos jak przygoda.. a z portfela lezacego na
      stole juz nie ma takiej radochy...
    • tuti Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 13.10.05, 10:24

    • przygodziak Dlaczego boicie się własnych dzieci? 13.10.05, 11:26
      Rady typu: nie krzycz, nie awanturuj się, nie karz, podwyższ kieszonkowe, daj
      dodatkowe itp.
      Dzieci powinny wiedzieć, że żadnych cudzych rzeczy się nie bierze bez pytania,
      czy to jest książka z biurka czy pieniądze z portfela. Każdy na swoje rzeczy i
      każda próba ich zagarnięcia powinna być karana. Ja nie podbieran dziecku
      zabawek, chociaż niektóre są wstrętne i głupie i chętnie bym je wyrzuciła, ale
      są jego, więc wara mi od nich. Podobnie rzecz się ma z moimi pieniędzmi.
      Dzieciak dostaje kieszonkowe zatem ma pieniądze na zachcianki, a o wielkości
      decydujemy my rodzice w zależności od naszych przekonań, zarobków i widzi misie.
      O kwocie powinien dyskutować, a nie sam decydować. To my go wychowujemy a nie
      odwrotnie, to my ustawiamy prawa w naszym domu (co nie wyklucza dyskusji o ich
      zmianie).
      Chłopak ma 10 lat i pomimo zdań wielu, że to jeszcze maleństwo nie wiedzące co
      robi, doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego czynu. Być może po analizie
      Waszego stusunku do innych rzeczy, do Waszego postępowania, doszedł do wniosku,
      że jest to rzecz normalna i że nic mu za to nie grozi - przemilczanie = zgoda.
      Doradzam stanowczą i konkretną rozmowę, jasno przedstawić jego prawa w domu i
      zakazy jakie tu panują. I podstawa - tego wymagać. Traktuj go jak człowieka
      myślącego, a nie niewinnego bobaska, który tylko się droczył.
    • camel_3d Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 12:53
      w ktoryms z postow przeczytalem, ze dziecko MUSI miec kieszonkow i MUSI miec
      doladowana korke. Dlaczego MUSI? Powinno mies kieszonkowe, ale nie na tyle
      zeby "szastac" na lewo i prawo. chce miec doladowana komorke? Prosze, z
      kieszonkowego. W ten sposob nauczy sie
      a. oszczedzac
      b. wybierac co wazniejze.

      A swoja droga.. ciekawe skad sie biora te masowe, juz prawie, kradzieze
      kieszonkowego i komorek w szkolach? No wlasnie stad ze wiekszosc dzieci "MUSI"
      miec i kieszonkowe i komorke..

      bzdura.
      • verdana Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 13:02
        Mogę nie dawać dziecku komorki. Moje dziecko ma 10 lat i samo dojeżdża na
        zajęcia. Moge siedzieć w domu i umierać ze strachu, bo tramwaje stanęły.
        Oczywiście. Tylko w imie czego? Jakejś źle pojetej oszczędnosci?
        Moge również nie pozwalać dziecku grac na komputerze (za moich czasów nie
        było), karmić tylko kaszanką (szynki nie było) i nie pozwalać używać
        elektrycznosci i bieżącej wody, bo przez całe tysiące lat tez tego nie było, a
        dzieci jakoś żyły.
        Moge tez nie dawać kieszonkowego (mówię o tych, których stać). W ten sposób
        nauczę dziecko, że najwazniejsze na swiecie są pieniadze. Rodzicę sa ważni, bo
        mają pieniądze, a co za tym idzie władzę. Ja nie mam pieniedzy, musze o
        wszystko prosić. Wiec powinienem jak najszybciej zacząć zarabiać - kosztem
        wszystkich innych wartosci.
        Jesli taki jest Wasz stosunek do pieniedzy, wtedy zeczywiscie dziecko nie
        powinno dostawać ani grosza. I jak dorosnie grosza nikomu nie dać. A przede
        wszystkim rodzicom.
        • dino22 Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 13:08
          Verdana, ty to chyba najtrafniej ujolas. Twoja odpowiedx chyba jest
          podsumowaniem wszystkich wypowiedzi na forum, i wydaje mi sie najbardziej
          trafna. Proponuje to wszystkim mamom przeczytac i zastanowic sie, moze to komus
          do myslenia. Pozdrawiam!
        • linka9 Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 13:16
          Verdano, no nie wierzę, że nie wiesz, o co nam chodzi, kiedy buntujemy się
          przeciwko "MUSI" smile

          verdana napisała:

          > Mogę nie dawać dziecku komorki.
          Masz prawo dawać.

          > Moge siedzieć w domu i umierać ze strachu, bo tramwaje stanęły.
          "Umieranie" to kwestia charakteru, a nie komórki ...

          > Oczywiście. Tylko w imie czego? Jakejś źle pojetej oszczędnosci?

          Jeżeli Cię stać i czujesz taką potrzebę, dlaczego nie.

          > Moge również nie pozwalać dziecku grac na komputerze (za moich czasów nie
          > było),

          Mozesz, nie sądzę, aby 10-latek poniósł z tego tytułu wielką szkodę.

          >karmić tylko kaszanką (szynki nie było)
          Niektórzy lubią ...

          >i nie pozwalać używać
          > elektrycznosci i bieżącej wody, bo przez całe tysiące lat tez tego nie było, a
          > dzieci jakoś żyły.

          Czyżbyś uważała , że skoro zmiany poszły tak daleko, to również pewne wartości
          przestały być istotne?

          > Moge tez nie dawać kieszonkowego (mówię o tych, których stać).
          A czy ktoś Ci sugerował, żeby nie dawać?

          >Rodzicę sa ważni, bo
          > mają pieniądze, a co za tym idzie władzę.
          Czy mają? Róznie bywa, ale zapewne dobrze byłoby, aby mieli i jedno i drugiesmile

          >Ja nie mam pieniedzy, musze o
          > wszystko prosić. Wiec powinienem jak najszybciej zacząć zarabiać - kosztem
          > wszystkich innych wartosci.

          I kto tu gloryfikuje znaczenie pieniądza?

          > Jesli taki jest Wasz stosunek do pieniedzy, wtedy zeczywiscie dziecko nie
          > powinno dostawać ani grosza.

          Naprawdę takie wnioski wyciągnęłaś?

          >I jak dorosnie grosza nikomu nie dać. A przede
          > wszystkim rodzicom.

          I jesteś przkonana do tej prostej zależności: rodzice spełniają wszystkie
          zachcianki, dają spore kieszonkowe =na starość dziecko odwdzięcza się tym samym?
          • verdana Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 13:26
            Jestem pewna jednej prostej zależności.
            Dziecko, które widzi, że rodzice mają pieniądze, a on nie ma nic, będzie cenił
            pieniądze nieskończenie bardziej, niż ten, kto dostaje jakieś tam kieszonkowe.
            Jeśli dziecko jest pozbawione czegoś, co jest mu potrzebne, to oczywiste, że
            będzie bardziej to bardziej w przyszłosci ceniło.
            Dziecko, które ma kieszonkowe wie, ile ma, czego może sie spodziewać.
            Dziecko, które nie ma wie - rodzice mogą dać, a mogą nie dać. Oni są ważni dla
            dziecka, między innymi dlatego, ze od ich arbitralnej decyzji zależy, czy
            dostanie 3 zł. na czasopismo, które zbiera, czy nie. Jest grzeczne i potulne -
            dostanie. Zbuntowało się - nie ma nic. A więc pieniądze są tu używane jako
            atrybut władzy. Dam, bo mam taka fanaberię, ale wiedz, że nic ci się
            nie "nalezy". Dam, bo jestem akurat łaskawy.
            Dla mnie jest jasne, ze przy zastosowaniu takiej opcji pieniądze staną sie dla
            dziecka niezwykle ważne. Bo za ich pomocą rodzice sprawują władzę
            rodzicielską.
            A jak już będzie miało pieniądze, to oczywiście nikomu ich nie da , no chyba,
            ze w celu podporządkowania sobie następnej osoby. Bo rodzice nauczyli je , że
            do tego pieniądze służą.
            Można jeszcze kraść. Albo zostać dealerem.
            • linka9 Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 13:58
              verdana napisała:

              > Jestem pewna jednej prostej zależności.
              A mówią, że mozna byc pewnym tylko tego, że sie umrzesmile

              > Dziecko, które widzi, że rodzice mają pieniądze, a on nie ma nic, będzie cenił
              > pieniądze nieskończenie bardziej, niż ten, kto dostaje jakieś tam kieszonkowe.

              Veradno, kilka osób pisało już, że nie dostawało kieszonkowego w tym wieku i nie
              zeszło przy tym na manowce. Pozatem, jeśli ktoś ceni pieniądze, to nie jest
              chyba automatycznie źle?

              > Jeśli dziecko jest pozbawione czegoś, co jest mu potrzebne, to oczywiste, że
              > będzie bardziej to bardziej w przyszłosci ceniło.

              Tak, ale gdzie tu uzasadnienie dla MUSI?

              > Dziecko, które ma kieszonkowe wie, ile ma, czego może sie spodziewać.

              Oczywiste.

              > Dziecko, które nie ma wie - rodzice mogą dać, a mogą nie dać.

              Mogą nie dać, ale na ogół dają, jeśli ich na to stać.

              >Oni są ważni dla
              > dziecka, między innymi dlatego, ze od ich arbitralnej decyzji zależy, czy
              > dostanie 3 zł. na czasopismo, które zbiera, czy nie.

              Tak, m.in. dlatego. Ponadto: łożą na niego, są za niego odpowiedzialni, bez nich
              na ogół młody człowiek nie mógłby samodzielnie funkcjonować, itp, itd

              >Jest grzeczne i potulne -
              > dostanie. Zbuntowało się - nie ma nic.

              Wchdzimy tu w szczegóły wychowawcze, a jak dobrze wiesz, jeszcze nikt nie
              opracował od A do Z metody, która jest "the best w 100%". To Twoja sprawa, czy
              będziesz dawać pieniądze dziecku przeznaczającemu je na papierosy, plującemu Ci
              jednocześnie w twarz.

              >A więc pieniądze są tu używane jako
              > atrybut władzy.

              Inaczej: jakie masz inne atrybuty władzy w stosunku do nastolatka, który Cię
              olewa, odnosi się do Ciebie lekceważąco?


              >Dam, bo mam taka fanaberię, ale wiedz, że nic ci się
              > nie "nalezy". Dam, bo jestem akurat łaskawy.
              > Dla mnie jest jasne, ze przy zastosowaniu takiej opcji pieniądze staną sie dla
              > dziecka niezwykle ważne. Bo za ich pomocą rodzice sprawują władzę
              > rodzicielską.

              Dla Ciebie może być jasne, co nie oznacza jeszcze, że jest to prawda poszechnie
              obowiązująca.
              Mówimy o konkretnych zasadach, a nie fanaberiach. A jeśli już o te ostatnie
              chodzi, to dawanie dodatkowego grosza (mam to dam), to przecież też swoista
              fanaberia. Czyżby też niewłasciwa?

              > A jak już będzie miało pieniądze, to oczywiście nikomu ich nie da , no chyba,
              > ze w celu podporządkowania sobie następnej osoby. Bo rodzice nauczyli je , że
              > do tego pieniądze służą.

              Verdano, to są TWOJE wolne wnioski. Nie ma tak prostej zależności, jakbyś
              chciała. Możesz dawać mu kieszonkowego do woli i wychować jednoczesnie na
              złodzieja, cwaniaka czującego pogardę dla rodziców, możesz nie dawać w ogóle i
              wychować porządnego i szczęśliwego człowieka. Ponadto pieniędzmi nie zastąpisz
              rozmowy, o której wspominała chociażby wieczna-gosia.

              > Można jeszcze kraść. Albo zostać dealerem.

              Można, nawet wtedy gdy dostaje się duże kieszonkowesad

              Podkreślę raz jeszcze: nie jestem przeciwniczką stałego kieszonkowego; występuję
              natomiast przeciwko dewaluacji pewnych norm.

              • wieczna-gosia Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 14:08
                linka verdana od rozmowy sie rowniez nie uchyla. Rozmowa rozmowa, ale porpozycje
                jakie tu padaja wbijaja mnie w fotel.
                Dodam cos jeszcze- jesli corka mi buchnie kase- to JA bede winna. O 10 latku
                pisze. jesli moja corka w tym wieku nie potrafi przyjsc i porozmawiac ze mna o
                kasie- ja bede winna. Im dalej w watek tym mniej tej refleksji widze. jesli moje
                dziecko kradnie- ja jestem winna. O 10 latku mowimy przypominam, ktory jest w
                calosci pod moim wplywem, moja kuratela i dopiero sie uczy podejmowac
                samodzielne decyzje. Ma prawo popelniac bledy.
                Owszem kradziez jest czyms złym bez wzglednie.

                natomiast uwazam, ze dzieci powinny miec wlasne pieniadze przeznaczane na wlasne
                potrzeby. jesli rodzicow na to stac. jesli ich nie stac- dla mnei sprawa jasna z
                proznego i Salomon nie naleje.

                Oczywiscie moje wnioski sa wolne i swobodne, bo psycholog ze mnie zaden- ale
                uwazam, jak vedrana czy triss- jesli ktos ma takie jazdy z powodu tej kradziezy-
                wkroic dzieciakowi trzy szybkie w tylek. I zakonczyc sprawe. W zle geny nie
                wierze, bardziej w bledy rodzicielskie.
                • linka9 Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 14:29
                  wieczna-gosia napisała:

                  > Dodam cos jeszcze- jesli corka mi buchnie kase- to JA bede winna.

                  Problem w tym, że rozumując dosłownie wypowiedź Verdany, główna WINA rodzica
                  polega na tym, że NIE DAJE kieszonkowego (w wystarczającej, stałej wysokości). A
                  z tym ja (i nie tylko) NIE ZGADZAM się. Dla mnie błędem rodzicielskim jest
                  przyzwolenie na czyn niewłaściwy i szukanie usprawiedliwienia, dopasowywanie
                  teorii. (Ciachnął nożem? Jakbyś go nie sprowokował, nie zrobiłby tego)

                  >O 10 latku
                  > pisze. jesli moja corka w tym wieku nie potrafi przyjsc i porozmawiac ze mna o
                  > kasie- ja bede winna.

                  Rozdmuchujemy tutaj incydentalny przypadek, o którym juz może założycielka wątku
                  nawet nie pamięta. Niemniej problem jest chyba istotny, jeśli takie sytuacje
                  powtarzałyby się. I nie sądzę, aby w takim przypadku podniesienie kieszonkowego
                  przeciwdziałało temu.

                  > Im dalej w watek tym mniej tej refleksji widze. jesli moj
                  > e
                  > dziecko kradnie- ja jestem winna.

                  Aż tak bym Cię nie potępiłasmile

                  > wkroic dzieciakowi trzy szybkie w tylek. I zakonczyc sprawe.

                  Zakładając optymistycznie, że to pierwszy i ostatni razsmile
                  • wieczna-gosia Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 14:37
                    > wkroic dzieciakowi trzy szybkie w tylek. I zakonczyc sprawe.
                    >
                    > Zakładając optymistycznie, że to pierwszy i ostatni razsmile

                    ale oczywiscie.
                    ZAWSZE zakladam, ze moje dzieci po raz drugi tego samego bledu nie popelnia. smile

                    ja z kolei sie nie zgadzam i mam wrazenie ze verdana tez nie- na uzaleznianie
                    kieszonkwego od zbyt wielu zmiennych, miedzy innymi od efektywnosci okazywania
                    szacunku.
                    jesli dziecko nie okazuje mi szacunku to:
                    1. albo jest to sytuacja incydentalna, nikt swiety nie jest, sie mu wymsklo i
                    powiedzial o slowo za duzo. Tez tak czasami mam.
                    2. wynika to z tgo ze moje dziecko po prostu mnie nie szanuje. W tym momencie
                    danie badz nie danie kieszonkowego nic nie zmieni.
                    • linka9 Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 14:59
                      wieczna-gosia napisała:
                      > ZAWSZE zakladam, ze moje dzieci po raz drugi tego samego bledu nie popelnia.

                      Słuszne założeniesmile

                      > ja z kolei sie nie zgadzam i mam wrazenie ze verdana tez nie- na uzaleznianie
                      > kieszonkwego od zbyt wielu zmiennych,

                      Przecież ja też kilka dni temu już napisałam, że jestem przeciw żonglowaniu..
                      Natomiast w przeciwieństwie do niej dopuszam odebranie kieszonkowego w
                      uzasadnionych wypadkach. Możemy sobie oczywiście w nieskończoność debatować, co
                      jest tym uzasadnionym przypadkiem, a także bujać w obłokach, że każde dziecko
                      odpłaca dobrem za dobro i można KAŻDEGO wychować odpowiednio jedynie dobrym
                      słowem, rozmową, bez konsekwencji negatywnych i kar.

                      > 1. albo jest to sytuacja incydentalna, nikt swiety nie jest, sie mu wymsklo i
                      > powiedzial o slowo za duzo. Tez tak czasami mam.

                      OK

                      > 2. wynika to z tgo ze moje dziecko po prostu mnie nie szanuje. W tym momencie
                      > danie badz nie danie kieszonkowego nic nie zmieni.

                      A ja sie z tym nie zgadzam. Nigdzie nie napisałam, że zabranie kieszokowego jest
                      najlepszym i zawsze pożądanym sposobem wychowawczym, jednak dawanie pieniędzy
                      ZAWSZE bez "względu na wzgląd" to błąd prowadzący niejednokrotnie do
                      lekceważenia rodziców i panujących zasad.

                      A więc to nie tak, że dając kupuję szacunek.
                      W pewnych wypadkach dając uczę, że złe zachowanie pozostaje bez konsekwencji.

                      I znowu, możemy ciągnąć, co to jest złe zachowanie i brak szacunku, ale patrząc
                      nawet na obie babcie Twoich dzieci dojdziemy do wniosku, że nie jest to takie
                      wszytstko proste i jednoznacznesmile



              • verdana Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 14:16
                Hm, co maja normy do kieszonkowego? Ci, co nie dają wychowają porzadnych ludzi,
                a ci co dają cwaniaków - a może odwrotnie? To jakieś pomieszanie pojęć.
                Dla mnie wykorzystywanie pieniedzy jako argumentu w wychowaniu to totalna
                klęska pedagogiczna. Nie umiałam wychować dziecka, wpajając mu innymi metodami
                wartości i szacunek, no to zapłacę za to, by zachowywało się z szacunkiem.
                Jesli to ma być mój jedyny - albo najlepszy - atrybut władzy w stosunku do
                nastolatka, to znaczy, że jestem absolutnie nieudolnym rodzicem. Ma mnie moje
                dziecko nie olewać, bo mu płacę? Ma mnie cenić głównie za to, że daję mu
                pieniądze? Prawdę mówiąc, jeśli dziecko ma mi nie pluć w twarz i nie palić,
                żeby dostać pieniądze, to ja dziękuję. Naprawdę, kupowanie sobie za pieniądze
                szacunku i dobrego zachowania to dla mnie dno. Jesli to ma być główny "atrybut"
                to oznacza, ze przekazuję nastolatkowi "Masz zachowywać się z szacunkiem wobec
                tych, którzy ci dają. Jak ktos nie daje, pluj se dalej" Rozumiem, ze jeśli
                skończy mi się kasa, to koncza się moje "atrybuty wychowawcze"? . A zresztą co
                szacunek do rodziców i wartości wpajane dzieciom maja wspólnego z kieszonkowym?
                Dziecko kraść nie powinno. Dzieci często kradną. Naszym zadaniem jest wychować
                je tak, zeby nie kradły, ale też nie uważać, że podebranie matce 5 zł. to
                totalna klęska wychowawcza, która powinna skonczyć się wdeptaniem dziecka w
                ziemię.
                I zasadnicza kwestią jest to, aby dziecko nie kradło. A jeśli widzi, że my
                mamy, a ono nie, może się okazać, że wychowamy je na człowieka niezbyt
                uczciwego. "Nie wódź nas na pokuszenie" - to zdanie nie przypadkowo się chyba
                znalazło w słowach modlitwy...
                • linka9 Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 14:42
                  Verdana, trochę odwracasz kota ogonemsmile

                  verdana napisała:
                  > Jesli to ma być mój jedyny - albo najlepszy - atrybut władzy w stosunku do
                  > nastolatka, to znaczy, że jestem absolutnie nieudolnym rodzicem.

                  Nawet w tym jednym zdaniu widać owego "odwróconego kota". Kto mówił, że jedyny
                  lub najlepszy?
                  Ponadto, nie odpowiedziałaś na pytanie, użwanie jakich atrybutów władzy
                  rodzicielskiej w stosunku do nastolatka jest wg Ciebie dozwolone?

                  > Ma mnie moje
                  > dziecko nie olewać, bo mu płacę? Ma mnie cenić głównie za to, że daję mu
                  > pieniądze? Prawdę mówiąc, jeśli dziecko ma mi nie pluć w twarz i nie palić,
                  > żeby dostać pieniądze, to ja dziękuję.

                  Znowu kociaksmile

                  > Rozumiem, ze jeśli skończy mi się kasa, to koncza się moje "atrybuty
                  wychowawcze"?

                  Skoro już tak dywagujemy, to pójdźmy dalej i znieśmy np mandaty ...

                  > Dziecko kraść nie powinno. Dzieci często kradną.
                  Jeśli maja na to moralne usprawiedliwienie rodziców, to nie ma się czemu dziwić

                  > A jeśli widzi, że my
                  > mamy, a ono nie, może się okazać, że wychowamy je na człowieka niezbyt
                  > uczciwego.

                  A jeśli widzi, że sąsiad, kolega, wujek, babcia ma, a on nie ...?

                  "Nie wódź nas na pokuszenie" - to zdanie nie przypadkowo się chyba
                  > znalazło w słowach modlitwy...

                  Może więc należałoby ograniczyć chodzenie do supermarketów, czy bogatego kolegi,
                  bo tam tyle pokus?

                  • verdana Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 15:46
                    Nie. Ograniczyc rozumowanie - ze pieniądze są najwazniejsza rzecza na świecie.
                    A manipulujac kieszonkowym do tego właśnie doprowadzamy. I wtedy trudno -
                    pewnie, ze zazdrosci i chce mieć. Jeśli uczymy dziecko "Daje za to, ze
                    zachowujesz się odpowiedniu" dziecko przelicza moralność na pieniadze.
                    A w stosunku do nastolatka już władzy rodzice nie mają. Chyba że zaczną na
                    zmianę lać i przekupywać - tylko co to za władza.
                    Trzeba starać się wychować dziecko tak, by w nastolatkowym wieku samo kierowało
                    się maksymalnie swoim sumieniem i zdrowym rozsadkiem. I nie robiło czegoś nie
                    dlatego, ze matka wstrzyma wypłatę, a dlatego, ze tak nie nalezy robić.
                    Uzaleznianie dawania pieniedzy od zachowania to klęska wychowawcza - proteza,
                    prawdziwego wychowania. Może można ją stosować, jak dotychczasowe wychowanie
                    przyniosło klęske za kleska. No, ale to inny problem.
                    • linka9 Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 16:14
                      verdana napisała:

                      > A manipulujac kieszonkowym do tego właśnie doprowadzamy. I wtedy trudno -
                      > pewnie, ze zazdrosci i chce mieć.

                      Przymuję, że taki jest Twój punkt widzenia i chociaż z nim nie do końca się
                      zgadzam, nie będę się spierać, bo to nie jest głównym punktem zapalnym w naszej
                      dyskusji. Istotny aspekt nad którym trudno mi przejść do porządku dziennego, to
                      Twoje przyzwolenie na kradzież. Kto wie, może Twój młodszy syn czyta te słowa i
                      wyciągnie dla siebie stosowne wnioski. Dlaczego właściwie nie skorzystać z
                      okazji, kiedy tak bardzo chce się coś mieć? Retorycznie możemy zapytać o to
                      m.in. naszych politykówsad
                      • verdana Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 16:34
                        Jakie przyzwolenie na kradzież? Czytanie ze zrozumieniem to podstawowy punkt
                        programu szkoły.
                        Ja nie przyzwalam na kradzież. Tylko wiem, że to się zdarza i nie trzeba od
                        razu rozdzierać szat. Trzeba natomiast zrobic wszystko, zeby wiecej się nie
                        zdarzało...
                        • linka9 Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 18:50
                          verdana napisała:

                          > Jakie przyzwolenie na kradzież? Czytanie ze zrozumieniem to podstawowy punkt
                          > programu szkoły.

                          "Przede wszystkim syn MUSI w tym wieku mieć własne pieniądze - inaczej nie
                          pozostaje mu nic innego jak kraść - to przykre, ale prawdziwe."

                          Wiele umiejętności nie posiadam, ale czytać ze zrozumieniem potrafięsmile

                          > Tylko wiem, że to się zdarza i nie trzeba od
                          > razu rozdzierać szat. Trzeba natomiast zrobic wszystko, zeby wiecej się nie
                          > zdarzało...

                          Tak masz rację.

                          A tak na zakończenie: w moim odczuciu rodzice, którzy uważają, że mają obowiązek
                          dawania dziecku piniądze ZAWSZE (jeśli ich tylko na to stać), bez względu na
                          inne czynniki (zachowanie!) to frajerzy. Ale Ty oczywiście nie musisz podzielać
                          tego poglądu.

                          • verdana Re: Dlaczego dzieci MUSZA?? 13.10.05, 19:56
                            Ja nie popieram kradziezy, ale jeśli rodzice pozostawiają dziecko bez grosza, a
                            ono ma wydatki - to sami się proszą o to, by ich dziecko zaczęło kraść.
                            Nie popieram tez ucieczek z domu, ale rozumiem, że ucieka nastolatek, któremu
                            rodzice nie pozwalają w ogóle wychodzić z domu samemu.
                            Nie popieram kłamstwa - ale rozumiem dziecko, które kłamie, bo boi się lania za
                            dostanie w szkole niższej oceny.
                            Nie popieram ściągania - ale rozumiem, że jeśli nauczyciel zadaje
                            nieprawdopodobne ilości lekcji, to dzieci nie maja innego wyjścia.
                            Wymaganie od dzieci by były idealne, ignorowanie ich potrzeb i wykorzystywanie
                            swojej władzy nad dzieckiem mogą sie skończyć własnie zachowaniami skrajnie
                            nieakceptowanymi.
                  • triss_merigold6 Kasa instrumentem władzy? 13.10.05, 16:03
                    Przepraszam, że czemu upierasz się żeby mieć WŁADZĘ nad dzieckiem?

                    Jeśli juz o kasie mowa to jakoś dziwnie dzieci z zamożniejszych lub
                    przeciętnych rodzin cenią inne wartości poza pieniędzmi. Te z domów gdzie
                    liczono każdy grosz donaszając po sobie buty są nastawione na możliwie szybkie
                    pójście do pracy za wszelką cenę.

                    Jeśli rodziców stać dziecko powinno dostawać kieszonkowe. Jako domownik powinno
                    być włączone do domowych prac na miarę jego możliwości ale nie za kasę.
                    Płacenie 10-latkowi za piątki, za pojście na imieniny do nielubianej ciotki czy
                    wypastowanie butów uważam za moralnie paskudne.

                    Jeśli uważasz, że szantażując kieszonkowym zyskasz posłuszeństwo i szacunek
                    nastolatka to pomyłka. Zbyt dobrze pamiętam nastoletnie czasy.
                    Zabierając lub nie dając kieszonkowego wg. własnego widzimisię nauczysz tylko
                    tego, że kto ma kasę ten ma władzę i trzeba tę kasę możliwie szybko zdobyć.

                    Żeby było śmiszniej... jestem osobą wyjątkowo odporną na konsumpcyjne pokusy,
                    nie znoszę tylko takich manipulacyjnych zachowań wobec ludzi.
                    Tyle się pisze o szacunku WOBEC dzieci, wobec dzieci jako autonomicznych,
                    myślących jednostek. Nie należy manipulować kimś kogo się szanuje.
                    • linka9 Re: Kasa instrumentem władzy? 13.10.05, 16:29
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Przepraszam, że czemu upierasz się żeby mieć WŁADZĘ nad dzieckiem?

                      Dlatego, że jestem za dziecko odpowiedzialna. Partnerstwo - tak, ale do pewnych
                      granic. Rodzice, którzy nie mają władzy nad dziećmi to marionetki.

                      Triss, ja naprawdę nie mam nic przeciwko stałemu kieszonkowemusmile Nie zachęcam
                      nikogo do zabierania go za krzywą minę czy dwóję! Jestem przeciwna wypłatom za
                      piątki! Nie pastwię się nad dziećmi, tylko dlatego, że mają odmienne zdanie czy
                      zrobiły coś bezmyślnego. Jednak zło jest złem i nie będę tego owijać w bawełnę!
                      A to ile ktoś dostaje kieszonkowego ma się często nijak do wartości, którą
                      prezentuje jako człowiek dorosły.

                      > Jeśli uważasz, że szantażując kieszonkowym zyskasz posłuszeństwo i szacunek
                      > nastolatka to pomyłka.

                      Czy Wy naprawdę nie znacie stanów pośrednich?
                      Kara, konsekwencja to nie szantaż!

                      > Tyle się pisze o szacunku WOBEC dzieci, wobec dzieci jako autonomicznych,
                      > myślących jednostek.

                      Problem w tym, że dzieci nie są w pełni autonomiczne, nie zawsze myślą (w
                      naszym rozumieniu następstw myślenia), a szacunek dla dzieci nie polega na
                      dawaniu im pieniędzy. Niemniej to i tak jest margines naszej dyskusji. Ja nie
                      neguję całosci Waszego podejścia. Jestem jedynie zdecydowanie przeciw MUSI oraz
                      dopuszczam karę - co nie znaczy jeszcze, że mam potrzebę z niej korzystać
                      (odpukać!)- w postaci zabrania kieszonkowego .
        • camel_3d vardana... 14.10.05, 11:27
          a ty mialas komorke? i towji rodzine umierali ze strachu? Myslie ze mylisz to
          z marketinkiem i wyczynami roznych firm zeby powiekszyc swoje wplywy o dzieci i
          falszywie pojeta "ochrone".
          • camel_3d i jeszcze... 14.10.05, 11:34
            moja firma zyje (i to dobrze) wlasnie z tagiego podejscia rodzicow do komorek.
            Bo dzieci nie korzystaja z nich zeby dac znac ze jest wszystko ok. Szczegolnie
            w szkole komorki nie sa potrzebne.
            Dzieci korzystaja zeby rozmawiac i innymi dzieciakami chociaz widza sie przez
            caly dzien, zeb ygrac i sluchac kretynskich dwonkow...
            A rodzicoe ubzdurali sobie , ze dzieki posiadaniu komorki ich dzieci sa
            bezpieczniejsze...
            Nie wiem czy pamietacie, ze jakas dziewczyna w Polsce zostala wrzucona do
            studni i obrzucona kamieniami (przezyla) tylko dlatego, ze jej "koledzy"
            chciali ukrasc i sprzedac jej komorke (zeby zrobic impreze).
            Powodzenia, poakujscie dzieci w klopoty.
            Komorka dla dziecka? Tak, ale tylko kiedy jest niezbedna. W szkole nie jest
            konieczna.
            • verdana Re: i jeszcze... 14.10.05, 11:48
              Wczoraj mój 10-latek wracał z zajęć. Nie podjechały dwa tramwaje. Zadzwonił, że
              będzie później. Poza tym komórki nie używa - np. do rozmów z kolegami (zresztą
              jakos nie widze nic złego w rozmowach przez telefon z kolegami, nie wiem
              dlaczego uznano to niemal za demoralizację...). A przez telefon stacjonarny
              jest OK i nazywa się to "rozległe kontakty towarzyskie".
              Jemu bezpieczeństwa komorką nie zapewnię. Sobie - spokój ducha - na pewno.
              Pamiętam jak dzwonilam na policję, kiedy mój starszy syn w czasach
              przedkomórkowych utknął w korku. Wcale nie mam ochoty przezywać czegoś takiego
              po raz drugi. Nie widzę, dlaczego nie korzystać z wynalazków, które ułatwiają
              życie - czy sa złe, bo są nowe?
              A koledzy kiedys zamiast komórek kradli buty i spodnie. Czy to oznacza, że
              dzieci powinny były chodzić do szkoły boso?
              Ale zgodze się z tym, ze w szkole komórki powinny być wyłączone.
              • pavvka Re: i jeszcze... 14.10.05, 13:58
                > Jemu bezpieczeństwa komorką nie zapewnię. Sobie - spokój ducha - na pewno.
                > Pamiętam jak dzwonilam na policję, kiedy mój starszy syn w czasach
                > przedkomórkowych utknął w korku.

                Wydaje mi się to pewną przesadą (podobnie jak wymaganie dzwonienia w przypadku
                niepodjechania tramwaju - spóźnienie pewnie rzędu 20 minut; czy dziecko już nie
                może mieć nawet takiego marginesu na np. wejście na chwilę do sklepu po
                zajęciach?), no, chyba, że naprawdę utknął w tym korku na pół dnia. Ale to
                dygresja... Przy takim podejściu należy uznać, że telefon jest bardziej dla
                rodzica niż dla dziecka, więc rzeczywiście pieniądze wydane na doładowanie nie
                są częścią kieszonkowego, tylko wydatkiem na dziecko takim samym jak np.
                zapewnienie mu jedzenia i ubrania.
                • camel_3d Re: i jeszcze... 14.10.05, 17:09
                  nie..ona zorganizowala dziecku smycz... pod pretekstem bezpieczenstwa.
                  i pewnie tego 10 latka wysyla 50 km dalej na zajecia i ma sie meldowac.. a tak
                  miedzy bogiem a prawda top pewnie 4 przystankiwink
              • camel_3d verdana 14.10.05, 17:07
                do momentu kiedy ktos nie podejdzie i mu tej komorki nie ukradnie..jednoczesnie
                obijajac facjate... szkoda 10 latka. Poza tym gdyby przyjechal 15 minut pozniej
                to tez bys ze spodni ze zmartwienie nie wyskoczyla.
                • verdana Re: verdana 14.10.05, 20:24
                  Wiecie co?
                  To znaczy własciwie, że powinnam w ogóle nie pozwalać 10-latkowi opuszczać
                  samodzielnie domu (obić można i dla kurtki) i jednoczesnie łazić za nim
                  wszedzie.
                  Naprawde uwazacie, ze 10-latek powinien moć jezdzić sobie po całym miescie i
                  miec jeszcze "margines na spóźnienia". Jak chce później wrócić, to ma
                  powiedzieć przed wyjsciem. Jak nie - ma być punktualnie.
                  Ciekawa jestem, jak często czekacie na spóźniajace się 10-latki - mam wrażenie,
                  że jeszcze nigdy...
                  • linka9 Re: verdana 14.10.05, 21:27
                    verdana napisała:
                    > Ciekawa jestem, jak często czekacie na spóźniajace się 10-latki - mam wrażenie,
                    > że jeszcze nigdy...

                    Verdana, wierz mi, to kwestia charakteru nie komórki.
                    Masz prawo dać mu tę komorkę, jeżeli TY czujesz się przez to bezpieczniejsza,
                    syn z bezpieczniejszy raczej nie będzie.
                    Nie wyobrażam siebie w ataku paniki, bo 10-latek spóźnił się w ciągu dnia np pół
                    godziny wracając ze szkoły.
                    • camel_3d Re: verdana 17.10.05, 08:52
                      no wiesz, moze ona wysyla tego 10latka na drugi koniec miasta.. co za matka.
                      Takie male dziecko tak daleko wysyla.

                      Chyba bym sie zalamal gdyby moi rodzice mnie tak kontrolowali. Musialem
                      powiedziec gdzie ide i kiedy przyjde. Ewentualnie zadzwonic od kolego, ze
                      zostane dluzej.

                      Linka9 ma rajce piszac, ze komorka nie uchroni dziecka od niebesspieczenstwa.
                      Od chocby moze zostac pobity i okradziony. Wlasnie przez komorke. Moze wpasc
                      pod tramwaj lub auto bo akurat mama zadzwonila kiedy przechodzil przez ulice i
                      zatrzymal sie zeby wyjac telefon. Komorka jest dobra kiedy np wysalymy dziecko
                      po zakupy.. zeb mu ewentualnie powiedziec ze o czym s zapomnielismy lub
                      wysylamy dziecko gdzies gdzie nie ma dostepu do telefonu. Na obozach i
                      koloniach zawsze jest telefon, wiec nie ma problemu..

                      RODZICE NIE UWIAZUJCIE DZIECI NA SYMYCZACH
                  • judytak Re: verdana 17.10.05, 12:20
                    verdana napisała:

                    > Naprawde uwazacie, ze 10-latek powinien moć jezdzić sobie po całym miescie i
                    > miec jeszcze "margines na spóźnienia".

                    tak właśnie uważam :o)
                    w takim wieku dla mnie margines na spóźnienie wynosi 15-20 minut, pierwszą myśl
                    w stylu "a może coś się stało" mam po półgodzinie

                    ja na ten przykład od siódmej klasy miałam margines "jak będziesz w domu
                    wcześniej ode mnie, to nie musisz mi opowiadać" (czyli miałam być w domu do ok.
                    16.30, lekcje miałam najdłużej do 13.45)

                    Jak chce później wrócić, to ma
                    > powiedzieć przed wyjsciem. Jak nie - ma być punktualnie.

                    przecież jak chce, to powie :o)
                    ale na przykład treningi kończy raz 17.30 a innym razem 18.00
                    nie mówiąc o tym, że może wracać piechotą (prawie półgodziny) albo
                    hulajnogą+tramwajem (wersja ekspresowa, mniej, niż 15 minut)
                    po lekcjach czasami jest jakieś szybkie spotkanie czy to samorządu, czy
                    związane z jakimś konkursem, albo dziecko podskoczy do koleżanki po jakiś
                    potrzebny zeszyt czy książkę, albo idzie do biblioteki, albo zwyczajnie zagada
                    się chwilę w szatni, albo wraca na salę po piórnik, albo... itp. itd...

                    > Ciekawa jestem, jak często czekacie na spóźniajace się 10-latki - mam
                    wrażenie,
                    > że jeszcze nigdy...

                    biorąc pod uwagę margines :o) rzeczywiście zdarzało mi się zdenerwować może 2,
                    może 3 razy...
                    ale jakbym chciała żyć bez marginesu :o) to mogłabym się tak denerwować albo
                    wysłuchiwać meldunków przez telefon chyba po kilka razy dziennie :o)))

                    zresztą, argument ze zdenerwowanym rodzicem jest nietrafiony w kwestii
                    kieszonkowego na doładowanie :o)
                    bo albo to ja wymagam od dziecka, żeby z tej komórki korzystało w określony
                    sposób, i wtedy to mój interes, więc i moje pieniądze,
                    albo to dziecko chce mieć komórkę, nie po to, żeby mama się nie martwiła, tylko
                    do swoich celów, i wtedy to zasadniczo jego wydatki...

                    pozdrawiam
                    Judyta
                    • pavvka Re: verdana 17.10.05, 12:58
                      Całkowicie się zgadzam z Judytą zarówno w kwestii marginesów jak i
                      kieszonkowego na doładowanie. Sam miałem pracujących rodziców, od pierwszej
                      klasy miałem tak, że wracałem do domu najwcześniej, rodziców jeszcze długo
                      potem w domu nie było, więc margines miałem duży, komórek wtedy nie było i
                      nawet na domowy telefon mama z pracy prawie nigdy nie dzwoniła, a jakoś nie
                      umarła z nerwów, że mnie ktoś zamordował/zgwałcił/napadł/okradł.
          • croyance Re: vardana... 17.10.05, 14:04
            Teraz sa inne czasy, bardziej niebezpieczne, wiec i rodzice bardziej sie o
            dzieci boja. Pamietam, jak wloczylam sie po szkole po osiedlu: teraz zaden
            rodzic by nie pozwolil, zeby dziecko snulo sie samopas wieczorami. No i nie
            mozna bylo wyleciec w powietrze w metrze. Nie bylo narkotykow.
            • pavvka Re: vardana... 17.10.05, 14:18
              Narkotyki na pewno były, chociaż może na mniejszą skalę (i raczej
              te 'chałupnicze' typu klej do wąchania i kompot ze słomy makowej,
              niż 'profesjonalne'). W metrze jeszcze do tej pory nikt w Polsce w powietrze
              nie wyleciał, ale gdyby już miał wylecieć, to opieka rodzica nic nie pomoże;
              komórka też nie. Co do innych niebezpieczeństw, to jest to IMO bardziej kwestia
              nagłaśniania ich przez media niż faktycznego wzrostu ryzyka. Nie wydaje mi się,
              żeby w ciągu ostatnich 20 lat aż tak mocno wzrosła liczba psychopatów, pedofili
              itp. A ja u siebie na Pradze jednak widzę dzieciaki biegające samodzielnie po
              podwórku, więc Twoje 'żaden rodzic' to przesada, chyba, że uznasz, że to
              wyłącznie margines społeczny (fakt, dzielnica nie najlepsza, ale normalni
              ludzie też w niej mieszkają smile.
    • kicior99 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 13.10.05, 14:49
      Sam to robilem jak mialem 8-9 lat - przyznaje bez bicia. Wyroslem na porzadnego
      czlowieka =))) Dzialaj szybko zanim Kaczynski ni wsadzi go w wieku 13 lat do
      ciupy =( Do tego czasu przeforsuje te chora ustawe.
    • create Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 13.10.05, 18:13
      Też tak robiłem jak miałem 11-15 lat, i weisz co, poprostu czułem się z tym
      dobrze, że nie musiałem nikogo prosić, że nie było to wybłagane kieszonkowe a w
      sklepie mogłem coś sobie kupić, mieć cos zawsze w zapasie. niemam wyrzutów że
      tak robiłem. Posiadanie takiej ilości pieniędzy, jakiś drobych z zakupów czy
      własnie podkradanych rodzicom dawało mi poczucie pewności i komfortu psychicznego.
      • szczoter Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 14.10.05, 11:37
        to, że większość podkradała pieniądze rodzicom nie znaczy, że masz posłuchac ich
        rad i nie wyciągnąć surowych konsekwencji.

        ja nie podkradałem, a kieszonkowe z tego co pamiętam dostawałem jak poprosiłem o
        kase na konkretną rzecz (nigdy nie dostawałem na słodycze np.).

        jak w 2. klasie podstawówki kolega wszystkim stawiał słodycze i soczki to ja mu
        podziękowałem, bo wiedziałem, że podkrada starym i to coraz więcej. A potem się
        moi rodzice przynajmniej na wywiadówce nie musieli za mnie wstydzić jak sprawa
        wyszła na jaw.

        moja opinia: dać porządnie w łeb dzieciakowi, awanturę zrobić jakiej blok nie
        widział i zarządzić wydawanie kieszonkowego raz na miesiąc przez okres próbny.
        jak nie zda egzaminu z zaufania to nic nie dawać.

        a czy na degenerata nie wyrośnie to się teraz nie dowiesz i żadnej pewności nie
        masz. szanse są 50/50.

        a zrobisz i tak jak uznasz za stosowne. pozdrawiam.
    • haritka To zwykle zlodziejstwo i juz. 17.10.05, 09:23
      Jak czytam posty " wyluzowanych " rodzicow to wlosy staja deba na glowie.
      10 latek - musi miec komorke ( po co???)
      musi miec na chipsy , na slodycze ( po co - rodzice moga to kupic sami i dac
      do szkoly)
      Dziecko ma miec kieszonkowe i tak nim zarzadzac by starczylo na wszystko.
      Jak nie to musi samo umiec rezygnowac z przyjemnosci a nie krasc.

      Sytuacja gdy dziecko wezmie kase z portfela i potem sie samo przyzna lub samo
      poinformuje jest ok , ale gdy kreci to juz zenada by to usprawiedliwiac
      checia zakupow w sklepiku.

      Takie tlumaczenie dzieci tym czy tamtym ( inni maja ...., zakupy,
      umiejetnosci) jest absolutnie antywychowawcze.
    • trzydziecha1 Re: 10-latek podkrada nam pieniądze :( 17.10.05, 10:31
      miałam kiedyś taki przypadek z siostrzenicą. Wiedziałam ile miałam w portfelu i
      wiedziałam, ze tylko ona mogła mi wziąć te 10 zł. Spytałam ją, czy wzięła, nie
      przyznała sie, no to ja powiedziałam, że szkoda że się nie przyznała, bo ja bym
      to zrozumiała i wybaczyła a tak, to muszę powiedzieć jej rodzicom. Wtedy ona
      się przyznała a ja powiedziałam, ze cieszę się że powiedziała, i że ma mi
      obiecac że wiecej tego nie zrobi i zapomnimy o sprawie. I tak się stało, bidula
      sie popłakała, uściskałyśmy się, ja powiedziałam ze o niczym już nie pamiętam i
      dałam jej tą dychę. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, ale to się już nigdy nie
      powtórzyło.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka