humcajs Re: chłopcy, dziewczynki 13.09.03, 22:58 Mam syna i wychowuję go jakoś tak "naturalnie", to znaczy nie według stereotypów. Ma obecnie 2,5 roku i dzisiaj zbierał ze mną śliwki na ciasto, a potem razem je robiliśmy. Wcześniej pomagał nastawić pranie. Ale nie kupuję mu lalek na siłę, bo on po prostu nie lubi ani lalek, ani pluszaków, kocha autka, bieganie do ostatku sił, walenie kijem w drzewa, płoszenie gołębi. Czytałam, że płeć zakodowana jest w mózgu, to nie od wychowania wszystko zależy. Chłopak to chłopak, a dziewczynki sa po prostu inne. Odpowiedz Link Zgłoś
epaula1 Re: chłopcy, dziewczynki 17.09.03, 16:29 Witam! Nie wydaje mi się, żebym w jakiś szczególny sposób "podkręcała" "kobiecość" mojej córki. W pudle na zabawki znaleźć by można lalę i śrubokręt, butelkę do karmienia i samochód, wózek dla lalek i bajkę o Bobie budowniczym, a jednak ona wie jaka jest jej płeć. Ma to w genach - nie naśladuje taty jak się goli, tylko mamę w malowaniu oczu... itd. Dzieci są cudownym darem od Boga, i sztuka polega na tym, żeby wychować je na dobrych ludzi - nie na księżniczkę czy maczo, ale na dobrego człowieka. Pozdrawiam paula Odpowiedz Link Zgłoś
magolcia Re: chłopcy, dziewczynki 18.09.03, 11:53 Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo kierujemy się w życiu stereotypami... Ale po przeczytanmiu tego wątku zaczęłam się zastanawiać. Mam córeczkę - 14 miesięczna i jakoś zawsze oczyma wyobraźni widziałam, jak w przyszłości pomaga mi w gotowaniu, zmywaniu, podprowadza mi szminkę, idziemy razem na babskie zakupy, itp. Czy to nie dziwne, a uważam się za osobę liberalną w kwestii różnicy płci. Ale to nic, jakoś zaczęłam na to teraz patrzeć z innej strony. Być może, że Ola będzie wolała pojechać z tatą do myjni, albo mechanika Ale za to mam niereformowalną szwagierkę, która ma 16 miesięcznego syna - i to jest dla niej prawdziwy facet - jest dumna, że mały w piaskownicy popchnął drugiego, gdy tamten chciał mu zabrać zabawkę, że bawiąc się zabawkami mojej córci, odrzucił lalkę, itp. Myślę, że gdybym na jakąś okazję kupiła małemu lalkę, to chyba by się razem ze szwagrem obrazili naśmierć )) Pozdrawiam Magda Odpowiedz Link Zgłoś
ania-d Re: chłopcy, dziewczynki 22.09.03, 00:59 Mam dwoje dzieci płci obojga. Pierwszy urodził się synek. Ja miałam siostrę, sama byłam wychowana na tzw. grzeczną dziewczynkę i przez pierwszy rok starałąm się wychowywać synka w delikatnych, cieplutkich warunkach. naczytałam się, więc miałam podbudowę teoretyczną. Do tego byłam ciekawa, jak w praktyce sprawdza się teoria rozwałkowana na studiach o plemionach pierwotnych, które wychowują już to chłopców jak dziewczynki, albo też na odwrót. Ale Pawełek jakoś uparty był. Myślałam Byk, Paweł(uparty). Nastały pierwsze urodziny, Paweł dostał zestaw samochodowy i to był początek końca. W domu nastała era motoryzacji. Mowienie było oparte wyłącznie o słownictwo z zakresu, jedzenie, ubieranie, spacery, wszystko podporządkowane temu jednemu. W siążkach pisali, że wieże, że pluszaki do spania, że klocki. Pawełek spał z autobusem, jeźdźił autobusem. dzień bez budowy, rur wydechowych, dymu był dniem straconym. Potem była era kolejnictwa (kolejli Lego, muzeum kolejnictwa w Warszawie, każda stacja kolejowa od Helu po Zakopane). Teraz Paweł jest dumnym zerówkowiczem i zapałonym znawcą łodzi nawodnych, podwodnych, wojsk wszelkiej maści. oczywiście próbujemy go wdrożyć na inne tory, ale z tych innych najlepiej wychodziło mu zawsze pożadne unurzanie się brudzie, błocie. Ja musiałam się tylko nauczyć, jak nie dać się ponieść negatywnym emocjom (góra prania, dziury, zrujnowane buty, rany, okresowa alergia na kurz). Kiedy urodziła się córeczka w porywie serca została nazwana Paulinka. Po Pawle wiedziałam, że chłopcy nie poddają się łatwo tym zakusom, aby wychować je na dziewczynki (te plemiona). Byłam ciekawa, jak to działa w odwrotną stronę. W domu nie było ani jednej lalki, same samochody, koledzy Pawła. Kiedy Paulinka zaczęła cokolwiek jarzyć z otoczenia, brat stał się jedynym i niedościgłym wzorem. Dla niego był pierwszy w życiu uśmiech. Kiedy mała zaczęła raczkować, na czworakach łąziła za nim po domu, po placu zabaw, po wysokich do nieba zjeżdżalniach. Brat czasem w swojej łaskawości brał siostrę i spuszczał, a ona zawsze wiedziała, jak ma lądować na czterech łapach. Za to agresorzy byli niszczeni jednym braterskim spojrzeniem. nikt małej nie podskoczył w piaskownicy. Kiedy w Okolicy roku na placu wyległy wiosenne dziewczyni (róże, wózeczki, laleczki) Paulinka wsiąkła. Codzienie udawało jej się coś ściągnąć innej dziewczynce, najlepiej ostro różowego). Szybko zagosćiły w domu odpowiednie akcesoria. Co ciekawe, z braku czasu nie uczyłam jej szczegółowo, co się robi z dzidziusiami, ale ona wie i robi to sama. Zaraz potem nastała era wybierania ubrań i strojenia się. Kiedy idę z dwójką dziecki kupić kolejne spodnie dla Pawła scenariusz jest zawsze ten sam. Paweł ma umówione lody za zmierzenie wyłącznie jednej pary(ach ta korupcja). Paulinka bez proszenia mierzy w tym czasie trzy samodzielnie wybrane ciuszki i z jednym chce wyjść. Do teraz jej ulubionym kolorem jest delikatny róż lub lila. Tata regularnie zalicza jatki o ubranie, bo chce prędko i praktycznie. Oczywiście Paulinka z wielką chęcią bawi się zabawkami brata, ale jest dopuszczana niezwykle rzadko. Z konieczności zatem, z braku czasu często rodzeństwo wychowywane jest tak samo. Ja staram siępilnować tylko, aby panowie nie wprowadzali męskiego szowinizmu. Czyli, jak nawet ostra zabawa, np. włażenie na drzewa, to dwoje dzieci, a nie tylko Paweł. Modele zachowań? No cóż, oni i tak mają swoje ostre temperamenty. Poza tym noszę w sobie spory niesmak, że byłam wychowywana na grzeczne i pokorne dziecko, bo mi to niezwykle utrudniło życie,a z wieloma rzeczami do dzisiaj sobie nie radzę. Więc choć nie staram się realizować swoich ukrytych pragnień przez moje dzieci, to staram się je wychować równo, a nawet bardziej "dopingować" Paulinkę do większej niezależności (choć na razie najbardziej skutki tego dotykają mnie). Obseruję moje dzieci i po prostu wychowuję je tak, jak pokazują to ich temperamenty. Tylko może przykładam szczególną wagę do dopingowania i wspierania typu "na pewno ci się uda". Ja właśnie takiego zaplecza nie miałam. I dbam jeszcze o jedno. Milion spinek i gumek Paulinka, bo ja byłam katowana dwoma warkoczykami i kokardami. I przysięgłam sobie tylko jedno. Jeśli będę miała dziewczynkę, a ona będzie chciała, to kupię jej ten milion fikuśnych rzeczy na włoski. Na razie ja kupuję, a Paulinka nosi je w swojej ciężkiej torbie z bardzo potrzebnymi rzeczami)) Ania Odpowiedz Link Zgłoś
cytrynka3 Re: chłopcy, dziewczynki 24.09.03, 23:48 Jestem mamą pięciomiesięcznej dziewczynki i wiele spraw związanych z dziećmi mam jeszcze przed sobą. Na własny użytek tworzę projekt wychowania moich dzieci. Nie chcę tego robić według schematu o którym pani pisze. Pragnę, aby moje dzieci poradziły sobie w każdej sytuacji, potrafiły być szczęśliwe. Chciałabym, aby córka zawsze miała odwagę wyrazić własne zdanie, aby była asertywną i świadomą swojej wartości kobietą. Chcę, aby miała odwagę decydować o sobie. Jeśli urodzi mi się syn, zamierzam traktować go tak samo jak córkę. Też będzie miał swoje obowiązki, ale także prawo chociażby rozpłakać się i nigdy mu nie powiem, że prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze. Dla mnie najważniejsze jest, żeby moje dzieci wyrosły na szczęśliwych dorosłych, mających udane życie, przyjaciół. Aby były w stanie sprostać różnym wyzwaniom, niezależnie, czy będzie to pilotowanie samolotu, czy ugotowanie obiadu. Będę musiała tylko bardzo się pilnować, żeby nie zarazić ich swoim strachem przed nowościami, żeby nie bały się próbować i żeby te próby dawały im radość. Jestem przeciwna wychowywaniu dzieci zgodnie ze stereotypami. Moja córka może się bawić w dom, ale jeśli zabawy uznawane za typowo chłopięce sprawią jej radość, to czemu nie? Na jedno tylko nie pozwolę ani córce ani synkowi: zabawę w wojnę. Pozdrawiam Cytrynka Odpowiedz Link Zgłoś
silije.amj Re: chłopcy, dziewczynki 25.09.03, 11:17 Mam na razie córeczkę, bo płci "fasolki" jeszcze nie znam, ale mam ochotę zapisać się do grona zwolenników określonej płci mózgu od urodzenia, a co za tym idzie zauważyć, że często to dzieci od maleńkości swoimi potrzebami wymuszają na nas wychowywanie w określonej płci, a nie odwrotnie. Obserwuję Julkę od początku jej życia i pamiętam, że jako noworodek była już bardzo nastawiona na kontakt słowny - chciała, żeby do niej duuużo mówić, a w następnych miesiącach życia chciała odpowiadać, gdy jeszcze nie potrafiła wymówić słów to doskonale je intonowała - czy to nie po kobiecemu, takie nastawienie na rozmowę? W domu ma lalki i samochodziki, skakankę i hulajnogę, ze mną składa ciuszki dla dzidziusia, a z tatusiem składa komputery, w wesołym miasteczku najbardziej lubi prowadzić małe samochody i uwielbia jeździć taczką z dziadkiem po ogródku. Ale nie można mieć wątpliwości co do jej płci - czy to ja uczyłam ją tego wdzięczenia się przed lustrem, przymierzania moich butów, wyciągania rąk w sklepie do sukienek i spinek, zmartwienia z powodu plamy na ubranku, w której ja sama nie widzę problemu. Co do zabawek to nie wybiera ani lalek ani samochodów, jak była młodsza wybierała zabawę garnuszkami w kuchence, teraz woli wszelkie zabawy z literkami (do czytania i pisania chyba też większy pociąg mają małe dziewczynki niż mali chłopcy). W mojej rodzinie wszyscy mężczyźni posługują się kilkoma podstawowymi kolorami (fioletowy to też jest niebieski itp.) a moja Julka od małego interesuje się odcieniami i ich dobieraniem. Ale do kobiecych robót na razie jej nie ciągnę , skoro woli z tata pojechać do myjni samochodowej i jeśli będę miała chłopca to na pewno nie będzie zwolniony, jak urośnie, z pomagania w kuchni z racji swej płci. W ogóle jestem zdeklarowaną przeciwniczką przypisywania kuchni (której nie cierpię) kobietom, mój mąż gotuje nie gorzej ode mnie. Odpowiedz Link Zgłoś