olamad
11.05.04, 23:14
Nie wiem od czego zacząć... więc może od początku. Mój partner ma syna z
pierwszego małżeństwa. Płacimy na niego 450 zł miesięcznie - prawie nigdy się
nie spóźniamy, no chyba ze samy nie mamy (co się zdarzało), ale wszystkie
zaległości zawsze są spłacane. Alimenty te zostały zasądzone na ich pierwszej
rozprawie rozwodowej, kiedy jeszcze nie było na świecie naszej Uli. Jakiś
czas potem urodziła się nasza córka a jej tata stracił prace. Mimo, ze naszym
zdaniem 450 zł to dużo jak na alimenty płacone przez bezrobotnego, uznaliśmy,
że nie będziemy składać wniosku o ich obniżenie, bo jakoś damy sobie radę.
Darek nie miał pracy przez ponad półtorej roku. Niestety nie udało mu się jej
znaleźć tutaj w kraju, więc zdecydował sie wyjechać za granicę. Od prawie
roku pracuje na statku w systemie 6-miesiecznych kontraktów. Jego ex zona
zwąchała sprawę i kilka miesięcy temu złożyła wniosek o podwyższenie
alimentów do 1000 zł miesiecznie. W momencie gdy przyszło wezwanie na
rozprawę Darka niestety nie było juz w domu, a że nigdy od niczego sie nie
uchylał, rozprawa zapewne została odroczona. Jednak podejrzewam, że jeśli
przyjdzie nastepne wezwanie a on znowu się nie stawi, sad moze sie
troche "zniecierpliwić".. I teraz mam pytanie: czy jest mozliwe zasadzenie
podwyzki alimentów bez zgody i udziału zainteresowanego? Czy sąd moze
uwierzyć na słowo tylko jednej stronie? Tzn. ze on teraz dużo zarabia i jest
podstawa do podwyżki alimentów? Bo tak to wygląda z jej punktu widzenia. Z
naszego jednak trochę inaczej: owszem, Darek zarabia teraz dobrze, ale to nie
jest stała praca. Za każdym razem, gdy wraca do domu nie wie kiedy, i czy w
ogóle do niej wróci. Co w praktyce oznacza, ze gdy jest w kraju jest
bezrobotny.. No i jest jeszcze jedno dziecko i niedługo będzie bezrobotna
zona (czyli ja), którą w odróżnieniu od ex chyba będzie miał obowiazek także
utrzymywać. Wkurza mnie to wszystko, bo podczas rozwodu ona dostała wszystko:
mieszkanie, na które Darek zarobił, samochód, pieniądze, ksiażki. I jeszcze
miała pretensje, ze on wziął telewizor i video... Po rozwodzie przstała
pracować bo małe dziecko, bo bezrobocie itd.. W tej chwili, mimo, ze mieszka
z matką i niepracującą siostrą a dziecko ma już ponad 4 lata i chodzi do
przedszkola, także do pracy się nie wybiera. Woli byśmy to my ją utrzymywali,
bo chyba nikt nie uwierzy, ze będzie wydawać na dziecko 1000zł... Darek wraca
dopiero w lipcu, a ja nie mam pojęcia co z tym wszystkim zrobić. Nie mogę nic
zdziałać w sądzie, bo nie jestem ani jego żona, ani pełnomocnikiem. Nie wiem
co mu może grozić za niestawienie się na rozprawach. Ale przeciez pracuje -
nie może zerwać kontraktu, bo go sąd wzywa. Kogo to obchodzi.. zerwiesz
kontrakt, wypadasz z gry.. Jego ex sama sobie kopie dołek bo jeśli on
zostanie przyciśnięty, to w końcu straci tę pracę i wszyscy będziemy goli i
weseli. A żeby było weselej, to ona jeszcze złożyła do sądu wniosek o
ograniczenie (albo odebranie, nie wiem dokładnie) mu władzy rodzicielskiej,
bo jej zdaniem on za mało interesuje się synem. Boję się, że przez to, że on
tam charuje po 18 godzin na dobę i nie może być tutaj na miejscu, stanie się
cos złego.. W naszych czasach jeśli jest możliwość "udupienia" faceta, to
nikt się nie zastanawia, czy moze robi się komuś krzywdę, może ten facet nie
należy do tych wszystkich, którzy się od alimentów migają. Jest tyle
przypadków pokrzywdzonych kobiet, ze obawiam się, że nikt nawet sobie nie
pomyśli, ze w tej konkretnej sytuacji moze być inaczej..
I co o tym wszystkim sądzicie? Czy istnieje szansa że dana nam będzie szansa
obrony?
Pozdrawiam,
Ola