Dodaj do ulubionych

już po... Mój poród - przeżycia mojego męża...

25.06.10, 13:18
Poród zaczął się w nocy z piątku na sobotę. Skurcze znośne, choć ból
promieniuje z krzyża... Przesypiam noc. Rano skurcze co jakieś 20 min, jest
znośnie. ok godz 13 robi się mniej przyjemnie, skurcze co 10 min. O 14 decyzja
- jedziemy na porodówkę, skurcze co 6 min.
W szpitalu oczywiście masa papierologii, jednak stres robi swoje i jest jakoś
bardziej znośnie. Lekarz decyduje o podłączeniu oksytocyny, jednak, że jestem
po cesarce (6 lat temu), dawka ma być delikatna, powolutku. Na łóżku porodowym
już nie jest tak pięknie. Boli jak chol...ra. Ból z krzyża - najgorszy z
możliwych. Położna próbuje założyć wkłucie do żyły, jednak ja powoli szleję,
wpadam w jakąś histerię! Ból jest nie do wytrzymania. Położna nie podłącza
oksytocyny, ja dostaję jakąś rurkę do wąchania (???) Panikuję, zwijam się w
kłębek, odchodzą mi wody... No i teraz to już zaczyna się jazda! Nie widzę i
nie słyszę już po prostu nic... Czuję, że mnie tarmoszą, coś do mnie krzyczą,
każą przełazić na jakiś stół. Jest mi wszystko jedno - byle przestało boleć,
byle przestało boleć! Mój otumaniony mózg wyławia słowo "cesarka" i z jednej
strony odczuwam ulgę, bo wiem, że zaraz skończy się moja męka, z drugiej
strony boje się jeszcze bardziej, bo wiem, że coś musiało się stać... Nie wiem
co... BOLI!! Dostaję jakąś maskę przez którą każą mi oddychać, jednak ja się
duszę, nie mogę złapać tchu, panicznie uciekam głową i nareszcie jakiś gaz -
odpływam, NIE BOLI!!

Budzę się i jak przez mgłę widzę obok siebie mojego męża - siedzi i płacze,
coś do mnie mówi, jednak ja go nie rozumiem, nie słyszę, ale widzę, że jest i
to mi wystarcza. Potem dowiaduję się, że to sala wybudzeniowa i nie bardo
chcieli go tam wpuścić, właściwie to nie chcieli, ale się uparł... Coś zaczyna
do mnie pomalutku docierać - Pytam o synka - zdrowy i piękny. Ze mną nie było
dobrze - pękł mi szew po poprzednim cięciu i straciłam bardzo dużo krwi. Mam
wkłucia chyba w każdej cząstce swojego ciała, przez które pompowali we mnie
krew i osocze, jestem otumaniona, nie wiem, czy narkozą jeszcze, czy morfiną,
którą podają na uśmierzenie bólu.
Żyję jednak, a dzidziuś zdrowy - to najważniejsze. M. powtarza do mnie ze 30
razy - chyba żebym zrozumiała - że pojedzie teraz do domu i przyjedzie
wieczorem. Zrozumiałam. Coś nawet powiedziałam...

Przyjeżdża wieczorem, ale jest z córką i nie wpuszczają go do mnie.

Na drugi dzień jest z samego rana i z płaczem opowiada mi całą historię mojego
porodu, którą ja pamiętam tylko do połowy... Mówi, że jeszcze nigdy w życiu
tak się nie bał...

Dostał upomnienie od lekarza, że za późno przyjechaliśmy (choć ja tak nie
uważam), że jeszcze pół godziny, i mogłoby się to skończyć tragicznie. Dostał
też ostrzeżenie, że skoro mamy już córkę i syna, to może czas pomyśleć o
jakiejś DOBREJ antykoncepcji... Jednym słowem więcej porodów mogę nie przetrwać...

Dziś czuję się już naprawdę dobrze... jestem z tych, na których to wszystko
goi się jak na psie... smile

Synuś przepiękny - 3000g, 57 cm, blondynek, a na imię - chyba Igorek smile ale to
nic pewnego. Kocham go całym sercem.

A wam nie życzę takich porodów.
Obserwuj wątek
    • lelieb Re: już po... Mój poród - przeżycia mojego męża.. 25.06.10, 13:24
      Najważniejsze,że wszystko dobrze się skończyło! Bardzo Ci współczuję
      przeżyć.Życzę duuużo zdrowia,trzymaj się ciepłosmile
      • ognista998 Re: już po... Mój poród - przeżycia mojego męża.. 25.06.10, 13:32
        qrde noo....rzeźnia totalna....

        ale najważniejsze że jesteście cali i zdrowi z dzidziusiemwink mimo wszystko
        gratuluję i życzę dużo zdrowiawink
        • 86marcia Re: już po... Mój poród - przeżycia mojego męża.. 25.06.10, 13:43
          Ach... szczerze to czytałam Twój post z dużym zaciekawieniem.
          Najważniejsze, że wszytko dobrze się skończyłowink
          Gratuluję synusiawink
    • leneczkaz Re: już po... Mój poród - przeżycia mojego męża.. 25.06.10, 13:53
      Strzelam se w łeb. O_o
      • leneczkaz Re: już po... Mój poród - przeżycia mojego męża.. 25.06.10, 13:58
        Gratulacje, btw!
    • urszulka_r Re: już po... Mój poród - przeżycia mojego męża.. 25.06.10, 13:56
      Poplakalam sie...
      Gratuluje serdecznie!!
    • ania_kryszcz I tego się boję :( 25.06.10, 14:26
      Ja jestem 3,5 roku po cc rok temu mialam jeszcze lyzeczkowanie po
      popronieniu,plus jeszcze pozamaciczna wtedy tez mi wywolywali oksy a skonczylo
      sie cc ratujacym córeczke teraz obawiam sie ze znowu beda mi podlaczali oksy i
      moze zakonczyc sie tak jak u ciebie rozejsciem blizny i szybkim cieciem na gwałt.sad
      • matylda07_2007 Re: I tego się boję :( 25.06.10, 14:48
        I dlatego poród sn po cc nie jest dla mnie ambicją. Nie żebym Ci coś zarzucała! Broń Boże! Jednak to ryzyko zawsze istnieje i nie dam się nikomu namówić na poród siłami natury.

        Ja na Twoim miejscu, to pewnie zawału bym dostała. Bardzo się cieszę, że oboje wyszliście z tego cało. Zdrówka!
        • anulkau Re: I tego się boję :( 25.06.10, 17:35
          Ależ ja bardzo chciałam mieć cc. Panicznie bałam się porodu sn - jakbym coś
          czuła... Jednak na prywatną klinikę i cięcie na życzenie mnie nie stać, a w
          szpitalu na porodówce to wszyscy wiedzą jak jest... niestety...
          • hab_ek Re: I tego się boję :( 28.06.10, 21:42
            moment, nie jestem ekspertem, ale na ile się znam to wiem, że po cesarce nie
            powinno się podawać oxy do następnego porodu; najprawdopodobniej to zwiększyło
            zbyt mocno siłę skurczy i macica nie wytrzymała zwielokrotnionego (zbyt szybko)
            napięcia, a lekarze "zwalając" na Twojego męża że zbyt późno przyjechaliście tak
            na prawdę próbują wybielić własne winy...
            pozdrawiam
            • anettchen2306 Re: I tego się boję :( 28.06.10, 22:00
              No wlasnie, po cholere podawali te oksytocyne? Ja skurcze tez mialam
              co 5-6 min, rozwarcie tez na nieco wiecej niz 3 cm. Nie dostalam
              nic. Urodzilam w swoim tempie, fakt, ze trwalo to rozwieranie 6
              godzin a nie 2-3 godz albo i krocej sad Bo lekarzom sie spieszy?
    • milosza_mama [...] 25.06.10, 14:54
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • robin2510 autorko 25.06.10, 18:24
        Ale jaka była podstawa wykonania cc???? bo nie bardzo zrozumiałam , twoja
        histeria bo jesteś np. mało odporna na ból, czy pękła ci macica w miejscu
        poprzedniego cięcia ???w trakcie porodu naturalnego?
        • anulkau Re: autorko 25.06.10, 18:38
          "Ze mną nie było
          dobrze - pękł mi szew po poprzednim cięciu i straciłam bardzo dużo krwi."

          To właśnie było przyczyną cięcia, a ogromny ból i histeria z tym się wiązały...
          • robin2510 Re: autorko 25.06.10, 19:31
            No a lekarze nie widzieli ze krwawisz???
            Ja co prawda cc nie miałam ale moim zdaniem powinnam.Przeżyłam najgorszy ból w
            życiu, jak mi lekarz się położył na brzuch i łokciem wyciskał córkę. Przy 10 cm
            nie miałam w ogóle bóli partych, akcja ustała, ja mdlałam (z jednego omdlenia
            popadałam w drugie) podawanie tlenu nic nie dawało, nie współpracowałam z
            położnymi bo nie miałam kompletnie świadomości. Do tego wszystkiego mała była
            dosć wysoko, i rodziła się "twarzyczką" (noskiem do góry). Bólu jaki przeżyłam
            przy wyciskaniu dziecka nie zapomnę do końca życia. Chciano użyć kleszczy ale
            połozna z najdłuższym stażem pomogła w końcu mi urodzić córkę z nacięciem ale
            obyło się bez kleszczy....Dodam że to był mój 2 poród i tego się w ogóle nie
            spodziewałam patrząc na pierwszy....
            • anulkau Re: autorko 25.06.10, 19:49
              O to chodzi, że nie krwawiłam... W momencie przyjęcia wszystko było ok, miałam
              nawet badanie ginekologiczne - rozwarcie na 3 cm. Coś zaczęło się dziać na tym
              łóżku porodowym, po odejściu wód - widocznie wtedy pojawiło się dużo krwi... Nie
              wiem, nie widziałam, nie pamiętam...
    • aagje Re: już po... Mój poród - przeżycia mojego męża.. 28.06.10, 23:11
      rany...
      dreszcze przechodzą. ja mam dziecko po cesarce, teraz kolejna ciąża i - podobnie
      jak Ty - sześć lat różnicy.

      gdzie rodziłaś, jeśli można spytać?
    • ilonka24.pl Re: już po... Mój poród - przeżycia mojego męża.. 12.07.10, 18:32
      Opowiadanie jak z filmu, ale napisane przez zycie... Dobrze ze wszystko dobrze sie skonczylo. Synek i corcia niech zdrowo rosna, powodzenia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka