Dodaj do ulubionych

leze sobie w szpitalu i moja nowa wspolokatorka ..

06.12.07, 23:33
... w ramach poznawania sie, opowiedziala mi makabryczna historie o
swoim synku urodzonym martwym, jak pozniej sie okazalo - z powodu
wady pluc. Urodzil sie ponoc w terminie. Chcac ratowac swoje dobre
nastawienie, poowiedzialam jej, ze pewnie to wina diagnostyki usg i
ze sie nie zdarza zbyt czesto. Na co ona, ze jej kolezanka tez tak
miala, z tym, ze nikt nie potrafil podac powodu, ktory spowodowal
smierc.....
No i mam dzis spanie z glowy.... Jestem w 34 tygodniu, juz wszystko
dobrze, dzisiejsze usg tez wyszlo swietnie, jutro mialam isc do
domu, a teraz jestem klebkiem nerwow....
Obserwuj wątek
    • mika_p Re: leze sobie w szpitalu i moja nowa wspolokator 07.12.07, 00:01
      Nikt nie opowiada historii o tym, że poród był latwy i szybki, a dziecko
      zdrowiutkie, bo takie opowieści nie mają dramaturgii.
      Dobre opowieści to te, gdzie dużo się dzieje i można wywołać efekt szoku,
      strachu, generalnie wywrzeć wrażenie.

      Tak jest skonstruowany człowiek. Nie będzie opowiadał o tym, że kuzynka od
      pierwszego skurczu do pojawienia się dziecka rodziła 3 godziny, ani że koleżanka
      co prawda rodziła 12, ale za to po porodzie od razu weszła w przedciążowe
      ciuchy. Bo to nudne. Historie o tym, że wszystko szło dobrze i zakonczyło się
      szczęśliwie, są nudne. Dlatego wydaje się, że poród to horror dla matki i
      dziecka. A tak naprawdę pomyślnych, fizjologicznych porodów jest większosć.
      Tylko się o nich nie słyszy, nie czyta.
      Baśnie też się kończą na "żyli długo i szczęśliwie", a przedtem opisują różne
      przeciwności losu. O tym, co było póxniej, nie pisze się, bo to nudne.

      Masz duże szanse na to, że twoja opowieść też będzie nudna.
    • denea Re: leze sobie w szpitalu i moja nowa wspolokator 07.12.07, 07:28
      I to jest właśnie najciemniejsza strona pobytu w szpitalu sad
      I dlatego ja wolałam się szwendać godzinami albo czytać książki niż
      siedzieć i słuchać o koszmarach.
      Musisz spróbować świadomie to wyrzucić z głowy, ostatnia rzecz,
      której teraz potrzebujesz to nakręcanie lęku i czarnowidztwa.
      Myśl o dobrych historiach, na pewno takie znasz.
      Trzymaj się smile
    • maria.ksiazek zaraz pewnie się naraże,ale... 07.12.07, 07:45
      dziewczyny..chodzi o to że jeśli jakaś kobieta jest w kolejnej
      ciąży,a pierwsze dziecko straciła z jakiego powodu to co ma
      powiedziec...ze to jest jej pierwsza ciąża??!!
      Żeby tylko kogoś nie wystraszyć??Nie przerazić?
      Prawda jest taka że taka że bywa różnie..częściej dobrze i trzeba w
      to wierzyć.
      A jeśli ktoś nie chce usłyszeć prawdy to może nie zadawać
      pytania:"które to dziecko?"Czy: "która to ciąża?"
      życzę wszystkim zdrowych dzieci i łatwych porodów
      • mika_p Re: zaraz pewnie się naraże,ale... 07.12.07, 19:49
        A, nie, masz rację - nie chodziło mi o to, żeby współlokatorka wciskała jakieś kity.
        Tylko o to, co dalej - bo dalej była opowieść oi koleżance, która też urodziła
        martwe dziecko, a nie o tłumach kobiet z rodziny i znajomych, które urodziły
        szczęsliwie zdrowe, fajnie chowające się dzieci.
    • goossia Re: leze sobie w szpitalu i moja nowa wspolokator 07.12.07, 08:41
      Wiem, ze wszystkie macie racje, ale noc i tak minela mi
      makabrycznie.... Ponoc mamy swietna psycholog na oddziale,
      poprosilam juz o konsultacje...
      • zonkastonka Re: leze sobie w szpitalu i moja nowa wspolokator 07.12.07, 09:11
        Hmmm...z całym szacunkiem ale to nie ty potrzebujesz pomocy
        psychologa tylko ta druga pani. Bardzo jej współczuję, naprawdę.
        Wiem przez co przeszła - moja córeczka też urodziła się martwa w 41
        tyg. z nieznanych przyczyn. Obecnie jestem w drugiej ciąży, mam
        zapewnione leżenie na patologii przez ostatnie 2-3 tyg. ciąży i NIE
        ZAMIERZAM odbierać żadnej kobiecie jej radości macierzyństwa tylko z
        tego powodu, że ja je miałam przez tak krótko. Mam koleżanki w
        ciąży. Żadna nigdy ode mnie nie usłyszała nic innego poza "będzie
        dobrze, zobaczysz, urodzisz zdrowego dzidziusia". Czy to jest
        kwestia dojrzałości czy życzliwosći? Nie wiem...Oczywiście nie
        zamierzam ukrywać, że jedno dziecko już urodziłam - martwe (to jest
        moje dziecko i nie będę udawać, że go nie było), ale żadna kobieta w
        ciąży nie usłyszy ode mnie żadnych makabrycznych historii.

        Tobie życzę - jeśli to możliwe - optymistycznego myślenia. Jesteś w
        szpitalu, pod opieką lekarzy, za parę tygodni przytulisz Maleństwo.
        Z maleńswem też rozmawiaj smile A z koleżanką z pokoju odtąd tylko o
        ksiązkach i muzyce...
        Powodzenia!
        stonka
        • klara_0204 Re: leze sobie w szpitalu i moja nowa wspolokator 07.12.07, 09:14
          Super rozsądne podejście. Niestety mało jest nieegoistek.
          • goossia Re: leze sobie w szpitalu i moja nowa wspolokator 07.12.07, 09:23
            Zgadzam sie! Ja tez rok temu bylam w ciazy, w ktorej, niestety, nie
            pojawilo sie serduszko. I teraz wolalabym uciac sobie jezyk, niz
            powiedziec komus po pozytywnym tescie ciazowym, ze cos moze sie nie
            udac!
            Jakby tego bylo malo, ta laska wiedziac, ze bede miala synka,
            powiedziala, ze na cmentarzu jest najwiecej grobow chlopcow.....
    • lika78 kretynki wokół nas 07.12.07, 09:46
      Szpital to specyficzne miejsce, gdzie panie lubią się nakręcać...
      Kiedy leżałam w wakacje z zagrożeniem poronienia, ale już po
      opanoaniu sytuacji duphastonem przywieźli mi na salę panią, która
      następnego dnia miała mieć łyżeczkowanie (płód obumarł)... Bardzo
      jej współczułam, starałam się być dyskretna i dać jej spokój... A w
      zamaian dostałam takie oto uwagi, że jak już zaczęło lecieć to i tak
      pewnie wyleci ze mnie, wystarczy, że wyjdę ze szpitala, że
      poronienia to normalka i żebym tak bardzo nie cieszyła się tym, że
      nadal jestem w ciąży...

      Hę. A mama mojej koleżanki lecząc się na raka piersi musiała
      wysłuchiwać w onko przychodni licytuacji, u której szybciej pojawiły
      się przrzuty, której chemia nie pomogła, a radioterapia zniszczyła
      skórę...
    • oladl2 Re: leze sobie w szpitalu i moja nowa wspolokator 07.12.07, 10:16
      Dla mnie Twój post nie jest niczym innym jak opowieść Twojej
      współlokatorki ze szpitala. Błędne koło. Ona nastraszyła Ciebie, Ty
      nas, a problem tkwi w tym, że my nie mamy psychologa pod ręką....
      Bez komentarza......
      • novinka1 Re: leze sobie w szpitalu i moja nowa wspolokator 07.12.07, 10:34
        Mnie akurat gossia wcale nie przestraszyla. Chodzilo jej jedynie o to, ze jakas
        idiotka nagadala jej bzdur i ja mocno wystraszyla przed porodem. Czasem to
        kobity chyba nie wiedza, kiedy sie maja zamknac. Popieram post poprzedniczki,
        ktora mimo straty dziecka pociesza zaciazone, a nie straszy je okroponymi
        opowiesciami. Nigdy nie mozna miec pewnosci, ze wszystko bedzie dobrze. ale nikt
        nie ma prawa straszyc osoby szczesliwej, spodziewajacej sie zdrowego potomka i
        to na krotko przed rozwiazaniem! Grunt to optymistyczne podejscie do sprawy. smile
        • yadrall Re: leze sobie w szpitalu i moja nowa wspolokator 07.12.07, 10:48
          Jak sie pyta to sie dostaje odpowiedz. Zwykle taki jest mechanizm...
          Poronilam 3 razy i za kazdym razem wszystkie wspollokatorki
          wypytywaly co i dlaczego! To one pytaly-tylko raz trafila (musialam
          polezec dluzej,wiec kobietki zdarzyly sie zmienic) na sale
          dziewczyna,ktora nie pytala czemu leze itp.
          Wiec prosze pomyslec zanim sie zapyta,bo zazwyczaj na patologi nie
          lezy sie z przyjemnosci,ale z konkretnych wskazan medycznych.

          Poza tym jakos nie rozumiem jak opowiadanie jakiejs osoby (chocby
          najgorsze) moglo wplynac na stan dziecka w brzuchu. Wiec prosze sie
          nie stresowac,bo zwylke wszystko jest dobrze!
    • anew3 Re: leze sobie w szpitalu i moja nowa wspolokator 07.12.07, 10:45
      Troche nie na temat:kiedys lezalam w szpitalu czakajac na zabieg
      usuniecia marwej ciazy, w tym samym pokoju trzy pacjentki na
      finiszu.Im mierzono tetno dziecka czy cos takiego, mni e w tym samym
      czasie podano srodki poronne i przecowbolowe, bylam szczesliwa jak
      wreszcie po tym zasnelam.One nie odzywaly sie do mnie, bo mam
      wrazenie , ze nie wiedzialy co powiedziec...a ja do nich bo bylam
      skoncentrowana tylko na sobie.na drugi dzien jak wychodzilam
      powiedzialam tylko do wiedzenia a one zyczyly mi powodzenia
      nastepnym razem , i ja i one odetchnelysmy z ulga , ze juz po....
    • paulina812 Re: leze sobie w szpitalu i moja nowa wspolokator 07.12.07, 11:55
      Chyba jest różnica między straszeniem i opowiadaniem co się
      przydarzyło sąsiadce, ciotce itd a włąsną historią. Żadna z Was,
      która nie musiała pochować swojego dziecka nie jest w stanie nawet w
      najmniejszym stopniu zrozumieć takiej matki. Wydaje mi się, że
      współlokatorka goossi po prostu mówiła o sobie nie chcąc wcale jej
      straszyć. W takiej sytuacji wystarczy powiedzieć, że bardzo Ci
      przykro i nie drążyć dalej tematu jeśli nie ma się ochoty. Nie macie
      pojęcia co czuje kobieta ciężarna, która wcześniej w np 40 tc
      urodziła martwe dziecko - strach, strach, strach, niepewność...
      Zazdroszczę wszystkim tym, które mają za sobą szczęśliwe ciąże i
      żywe zdrowe dzieci. Paulina Smaszcz-Kurzajewska powiedziała kiedyś w
      Rozmowach w Toku, że w Polsce ciąża jest różowa dla dziewczynki a
      niebieska dla chłopca (o stratach i martwych porodach się ani nie
      mówi ani nie pisze).
      Ja wspominając o moim drugim synku nigdy nie chciałam nikogo
      straszyć, każdej matce życzę szczęśliwych 9 miesięcy i żywego
      zdrowego dziecka. Ale przez gardło by mi nie przeszło, że mój obecny
      synek, który siedzi sobie jeszcze u mnie w brzuszku to moje drugie
      dziecko, bo to moje trzecie!!!
      Któraś tam napisała, że o dobrych rzeczach się nie pisze, to ja
      napiszę - Pierwszego syna rodziłam 13 godzin ale kiedy wróciłam ze
      szpitala miałam już o 10 kg mniej. A drugiego rodziłam (od
      pierwszych skurczów do porodu) 2,5 godziny.
    • anew3 Re: leze sobie w szpitalu i moja nowa wspolokator 07.12.07, 20:43
      Niepotrzebnie sie denerwujesz.Jestes juz duza dziewczynka i pewnie
      wiesz, juz od dawna, ze pewne rzeczy MOGA sie zdarzyc, niestety:
      poronienie, obumarla ciaza, smierc dziecka tuz przed porodem itd itd
      ale niby dlaczego mialbys sie denerwowac.Te rzeczy TOBIE zdarzyc sie
      NIE MUSZA, ale moga oczywiscie choc tego ci nie zycze!
      Ona ci opowiedziala co jej sie przytrafilo, moze sie chciala
      wygadac, nie przejmuj sie tyle i ... moze nie zagladaj tez na to
      forum bo tu tez czasem dziewczyny pisza o swoich nieszczesciach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka