Tak z ciekawości: jak Wasi mężczyźni znoszą "zachodzenie"?
Mój mąż mi powiedział na początku, żebym go tylko nie goniła po mieszkaniu
tak jak za pierwszym razem

czyli 4 lata temu kiedy staraliśmy się o nasze
pierwsze dziecko. Długo zresztą nie musiałam go "gonić", bo udało nam się w 2
miesiącu starań. Zresztą grubo przesadził, bo to "gonienie" polegało tylko na
mniej lub bardziej delikatnym przypominaniu o tym , że to właśnie ten
moment

!
Współczuję jednak tatusiom, którzy w ramach starań muszą przechodzić
przeróżne badania (z kubeczkiem w ręku na przykład) Nie wiem jeszcze co nas
czeka tym razem, bo zaczynamy dopiero drugie podejście, ale obawiam się, że
mój mąż nie ma tyle wytrwałości. Zresztą może się mylę.
A jak u Was, zamykają się już przed Wami w łazience?
Alicja