uccellino
25.02.08, 16:46
Na początku jest decyzja i mnóstwo radości. Myślisz wtedy, że
przecież szybko się uda. Życzę Ci tego. Ale postanowiłam napisać,
jak to wygląda z perspektywy ponad roku i poddać kilka spraw pod
Twoją rozwagę. Tak na wypadek, gdyby przyszło czekać dłużej:
1. Na początku masz ochotę mówić innym, że zaczęliście. Co za
radość, nie? Pamiętaj, że tym samym osobom bedziesz musiała mówić,
że wciąż nic... Pomyśl, kto bedzie miał dość dystansu emocjonalnego,
żeby się nie przejmować czekaniem - pewnie wybierzesz raczej
przyjaciół niż członków najbliższej rodziny. A nade wszystko
zastanów się, kto bedzie się umiał zachować taktownie. U mnie wiedzą
cztery kolezanki i siostra cioteczna (och, jasne, że wiele innych
osób sie domyśla - ale to nie to samo). Gdybym mogła cofnąć czas,
byłoby tych osób mniej. Ktoś pyta o "postepy" dosłownie przy każdym
kontakcie. Ktoś pozwala sobie na sceptyczno-krytyczne uwagi
typu "czy to nie za wcześnie? nie przesadzacie aby?", kiedy po
okrągłym roku starań zabieramy się za pierwsze nieśmiałe badania...
2. Pewnie podejmiesz mniejsze czy większe decyzje w poczuciu, że coś
nie ma sensu, bo przecież zaraz bedziesz w ciąży. Każda taka rzecz z
osobna wydaje się drobnym wyrzeczeniem, oczywistym dla matki in spe.
Zobacz, z czego ja zrezygnowałam tą metodą w ciągu roku. Wiekszość z
tych spraw miałabym dawno załatwione, dałyby mi mnóstwo radości. W
pewnym sensie żałuję, zwłaszcza gdy zbieram to razem na jednej
liście:
- chcieliśmy mieć kota (bez sensu - akurat teraz, przed samą ciążą?
przecież nie zdążę na czas przejść toksoplazmozy)
- chciałam przejść z etatu na własną działalność (akurat teraz?
korzyści z urlopu macierzyńskiego sa większe niż oszczędność na
podatkach)
- miałam zamiar zrobić kurs instruktora aerobiku (i co? zacznę i
zaraz bedę musiała przerwać? - to nie jest przeciętny wysiłek
fizyczny tylko krew, pot i łzy...)
- nie raz widziałam extra garsonki, eleganckie sukienki (bez sensu!
kto to wie, czy i kiedy wrócę do swojej figury? zgromadziłam za to
kilka bluzek o luźnym kroju, których nie kupiłabym, gdybym nie
sądziła, że są "perspektywiczne")
- nie skracałam i nie farbowałam włosów (przecież przy niemowlaku
nie będę latać co miesiąc do fryzjera, musze mieć praktyczną
fryzurę, do porodu włosy muszą być długie, do związania w kucyk)
- nie planowałam dalekich wyjazdów na urlop (a jak sie wstrzelę w
pierwszy trymestr? lepiej poczekać i robić takie plany na drugi)
I co najważniejsze nie stawiałam sobie przez ostatni rok żadnych
ambitnych celów zawodowych, nie angażowałam się w trudniejsze
projekty - przecież zaraz bedę musiała zwolnić tempo...
Od dziś zamierzam żyć normalnie.
Ktoś coś dorzuci?