Wprawdzie Mrówka to moje pierwsze dziecko, ale opieka nad
niemowlakiem to dla mnie nie pierwszyzna. Znam doskonale przepiękne
uczucie związane z tuleniem maleńkiego dziecka w ramionach i
przypływ instynktu macierzyńskiego jest dla mnie zwykłą sprawą.
Ale dziś (25 tc) przydarzyła mi się rzecz absurdalna

Pojechaliśmy do sklepu firmowego Bebelulu po chustę dla Mrówy.
I tam ćwiczyłam obsługę chusty na realistycznym, ważącym swoje
manekinie noworodka. Ku mojemu zdumieniu wywołało to u mnie
nieuzasadnioną falę tkliwości i entuzjazmu. Stan haju potrwał około
półtorej godziny!

Ki diabeł? Hormony?