duzyjohn 06.03.02, 15:58 Najsmieszniejsze sytuacje jakie spotkaly Was na granicy, Wasze spostrzezenia, uwagi i sugestie, ktorymi chcielibyscie sie podzielic. Najsmieszniejsze sytuacje, czyli przemytnicy i celnicy. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Baloo Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: *.ne.ch 06.03.02, 16:50 jedna aka, gdy autokar pojechal dalej bez pilota (dla dlugoletnich emigrantow : osoby, ktora nie jest kierowca, lecz ma zalatwiac papierkowe sprawy i reprezentuje firme autokarowa wobec lokalnych wladz), bo sie okazalo, ze biedak pomylil w domu szafe ubraniowa z lodowka i do torby podroznej zaladowal dwuletni zapas puszek z kawiorem, chowanych na ciezsze czasy ... pewnie ciemno bylo ... Kolega opisywal mi inne wydarzenie, gdy inny pilot tej samej linii tez zostal na granicy .. ale w jego wypadku pomylka byla gorsza, bo celnicy za nic nie chcieli wierzyc, ze ten proszek w torebkach to polska maka wieziona do spragnionych polskosci polonusow .... smak nie ten, czy co ... No i jeszcze mi sie przypomnialo, jak w Zgorzelcu jakis artysta-malarz musial wysiasc, bo zapomnial , ze musi miec pieczatke z Ministerstwa Kultury i Sztuki na wywiezienie swojego obrazu na wystawe. Cala reszta obrazow jechala osobno w jakims busie(razem z papierami), ale ten ostatni sie nie zmiescil i biedak postanowil przewiezc go autokarem ... i przeliczyl sie ... bo polski celnik to byle kto baloo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: L&M Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: 192.168.32.* 06.03.02, 17:33 W Ystad pewien turysta, ktory mial zapas konserw i innych polskich przysmakow na pytanie po co jedzie do Szwecji odpowiedzial ze na kurs jezykowy, celnik naturalnie usmial sie i powiedzial zeby sie pospieszyl bo spuzni sie na powrotny prom do Swinoujscia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Don Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: *.uc.nombres.ttd.es 06.03.02, 17:52 Travemunde,lata 70-te.na pytanie kontrolera paszportow przy wjezdzie do Bundesrep. czy ta pani w samochodzie to moja zona,odpowiedzialem: a co nie podobna-facet sie wsciekl i wbil mi pieczatke w szwedzki paszport :"3 miesiace bez prawa pracy"normalnie nie wbijali nic .W tych latach zyc w szwecji i szukac pracy w Niemczech to byl witz-poza dentystami oczywiscie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kd Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: *.proxy.aol.com 06.03.02, 17:57 Moj byly pracodawca Mike urodzony w Ameryce a pochodzenia ukrainskiego, jadac do Kanady w sprawach zwiazanych z biznesem, zabral ze soba swego ojca. Ojciec nie mowil po angielsku. W drodze powrotnej okazalo sie ze ojciec nie ma zadnych dowodow identyfikacyjnych. Nie pomogly wyjasnienia i dokumenty syna ze on ma biznes w Ameryce, czy obietnice ze po powrocie do domu natychmiast zglosi sie do miejscowego Urzedu Imigracyjnego z wlasciwymi dokumentami. Powiedziano mu. Ojciec niech tu zostanie a ty jedz do domu i przywiez jego dokumenty. (czas jazdy w jedna strone 6-sc do 8-iem godzin) Zrezygnowany Mike mowi. Ojciec czekaj tu na mie az ja wroce. Wychodzil juz z pokoju gdy urzednik, slyszac jak stary czlowiek, trzesay sie ze zdenerwowania gada sam do siebie (popularne w Ameryce przeklenstwo), "son of bitch", "son of bitch", zawolal do Mike. Zaczekaj. Jak on mowi "SON OF BITCH" to znaczy ze jest Amerykaninem. Mozecie jechac. kd Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mirko A co z Ruskimi? Gdzie Ruskie? IP: 65.206.44.* 06.03.02, 18:45 1980, Moskwa, lotnisko Szeremietiewo, blady świt. Lecę tranzytem (Aeroflotem) z Kuala Lumpur do Berlina. 25 godzina podróży. Padam na twarz ze zmęczenia. Naburmuszony młody ruski celnik BARDZO DOKŁADNIE przegląda mój skatowany pieczątkami i wizami polski paszport, mrucząc do siebie pod nosem "Wot Paljaki, internacjonalnyje spjekulanty..."; po czym każe otworzyć torbę. W torbie parę drobiazgów, ciuchy i rakieta tenisowa. Na widok rakiety ślepka mu się rozjaśniają, nie oddaje mi paszportu, każe brać torbę i iść za sobą. Wchodzimy do pokoiku, facet zamyka drzwi. W kącie stolik, na stoliku elektryczny samowar i szklanki w metalowych podstawkach. "Mjenja zawod Wowa. Czaju napijosz?" A czemu nie, myślę sobie i mówię że chętnie. W pysku po całej nocy w Iljuszynie trampek, oczekałem się w tych kolejkach tam z godzinę, jest 6-ta rano, w Taszkiencie 7 godzin wcześniej napiłem się ichniejszej lep-oranżady i po której coś mi nie za bardzo w kiszkach. Po minucie-dwóch dyskusji o dupie Maryni i siorbania czaju pół-na-pół z wódką dolaną z flaszki wyjętej z szafki ("żeby ostudzić"), mój nowy znajomy Wowa wyłuszczył o co chodzi. Z mojego biletu wypatrzył, że będę przelatywał z Berlina do Kuala za 3 dni - wtedy kiedy i on będzie miał zmianę i jemu "iz Zapadnowo Bjerlina" trzeba koniecznie "tjenisnyje mjaczki" (piłki tenisowe). Myślę sobie "ruski tenisista?" a on na to jakby czytał mi w zmęczonej głowie (no w końcu celnik...), że nie, że on nie tenisista, tylko w Moskwie jezdnie strasznie kiepskie i nic tak dobrze amortyzatorom w jego aucie nie robi jak po dobrej piłce w każdy. Za 3 dni zostawiłem pudełko "Dunlopów" celnikowi na którego trafiłem, który potwierdził, że zna Wowę. Oczywiście do dziś nie wiem czy dali to Wowie, bez rozcinania... Ten jego czaj wtedy postawił mnie na nogi, nie powiem. P.S. Opowieści z ukraińskim dziadkiem na amerykańskiej granicy daję 5 punktów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mirko Re: A co z Ruskimi? Gdzie Ruskie? IP: 65.206.44.* 06.03.02, 21:50 PS. Drobne do-wyjaśnienie: Byłem wtedy dzielnym studentem końca 1-go roku lotnictwa. Wszystko pisane techniczne n/t lotnictwa było natenczas w Polsce po rusku i lektorat z rosyjskiego to była kobyła do zaliczenia jak conajmniej "Mechanika" Mieszczerskiego, dlatego ze wszystkimi Ruskami w moich licznych podróżach niezastąpionym Aeroflotem (latali wszędzie a bilety były za złotówki)... porozumiewałem się na luzie mimo, że zasadniczo byłem ówczas niepijący.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MM&HD Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: 192.168.32.* 06.03.02, 20:23 . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna27 Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: *.proxy.aol.com 06.03.02, 20:42 Nie no, Mirko znowu zadzialal na moj pecherz. Co do przygod z celnikami to ja pochodze z przemytniczej rodziny Moja mama i tata z Wegier i Ukrainy przemycali rozne rzeczy. Mama zawsze startegicznie umieszczala swoje albo ojca brudne majty na szczycie walizy, co by celnik nie grzebal. I tak grzebali. *************** Inna sytuacja: Kiedys opowiadalam niedoszlemu boyfriendowi, ze pare lat temu w Chicago wykonowalal blue collar job for living. On zrozumial, ze robilam "blow job" for living. Nie ma co, glodnemu zawsze chleb na mysli. ****************** Moj maz czasem opowiada znajomym jak to mnie zamowil przez katalog na zasadzie "mail-order-brides". Kiedys nam ktos uwierzyl i niezle musielismy sie nagimnastykowac by to odkrecic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JoeK Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: 199.72.137.* 06.03.02, 21:06 Kilka miesiecy po przyjezdzie do USA urodzil sie nam nastepca tronu. Zona wyslala mnie do miasta po pas ktory mial jej pomoc w powrocie pieknej figury. Opisywalem ten pas jak umialem, niestety sprzedawczynie rumieniac sie odchodzily ode mnie. W jednym sklepie zawolano kierownika ktory mnie poprostu wyrzucil ze sklepu. Okazalo sie ze moj opis byl bardzo zblizony do “chastity belt” >>>>”pas cnoty”. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doki Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: 62.235.206.* 06.03.02, 21:09 Moj ojciec, jako lekarz, udzielal sie w tzw ochotniczej lekarskiej pomocy drogowej. To byla taka inicjatywa, jeszcze za Gierka, gdzie lokalna stacja pogotowia wyposazala chetnych lekarzy w walizeczke z podrecznym sprzetem, zeby w razie czego mogli fachowo ratowac. Sporo tego bylo, istny szpitalik w walizce, caly wyrostek moznaby wychlastac tym sprzetem. Lekarstwa rozmaite tez byly, a do tego list polecajacy, ze "niniejszym zaswiadczamy itp itd. ... i uprasza sie o udzielenie wszechstronnej pomocy, data, podpis nieczytelny". Czekajac na tatusia na pogotowiu, a bylem jeszcze wtedy nieletnie pachole, dla zabawy przystawilem pod tym listem wszystkie pieczatki, jakie udalo mi sie znalezc. List poszedl do walizeczki. Jestesmy na granicy wegiersko-rumunskiej, przyszla Rumunka (a rumunscy celnicy slyneli z wrednosci) i zaczyna: a Polonia, kontrabanda da? Cigarety? Tata, ze tak, ma, o tu, tyle akurat ile wolno. Alkohol? Jak wyzej. Narkotyki? Tak, mam, z kamiennym spokojem na to moj tatus. Celniczka zamarla. Gdzie? A o tu, w tej walizeczce, o, tu jest morfina, a tu dolargan, a tu pozwolenie- i wyciagnal ten list z kupa pieczatek. "Aaaa, jak tak, to jechac". No to pojechalismy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mirko Z granicy? Owszem. Do śmiechu? Nie. Do myślenia... IP: 65.206.44.* 06.03.02, 22:20 Kathmandu, 10 lat temu. Pięknie położone lotnisko. Wylądował B 737 "Thai" z Bangkoku. Wśród kolorowego tłumu: Polka i Kandyjka, obie w widocznych ciążach i podróżujące razem - są przez młodą celniczkę nepalską poproszone do pomieszczenia za kotarkę. Obu zaczynają się trząść ręce. Obie po zdjęciu bluzek mają na sobie tuż pod biustonoszem niewielkie paski z wszytymi sztabkami złota. Kilka kg każda. Wszystkie 3 kobiety wiedzą co jest w paskach z prostokątnymi wypustkami. Celniczka każe się ubrać, oddaje paszporty, podpisuje ich deklaracje "nothing to declare" i życzy "Happy stay in the Kingdom of Nepal". Cicho dodaje: "NEVER, EVER do this again. May Buddha care for you". Dziewczyny zrobiły to dla pieniędzy. Były blade jak papier, jakby nie żyły. Złapane - posiedziałyby ok. roku. Wyjście wymagałoby jednak sporej kasy. Zarobiły po $500 od kg. Celniczka dostałaby kilka tys. $ nagrody a zamiast tego zaryzykowała prawdopodobnie NAJLEPSZĄ w tym biednym kraju posadą (po zastrzelonym potem Królu i jego ministrach), z której z dużym prawdopodobieństwem żyła duża część jej rodziny. O ile wiem, obie dziewczyny urodziły potem szczęśliwie w Kanadzie. Nie widziałem ich już nigdy więcej w Azji w typowych tam dla białych miejscach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Don Re: Z granicy? Owszem. Do śmiechu? Nie. Do myślenia... IP: *.uc.nombres.ttd.es 06.03.02, 22:48 Kolbaskowo-Epoka pelnego Gierka.W bagazniku mam 120 litr.lakieru samochodowego,marki Herbert,-metalic.Na siedzeniu pasazera butelka J.walker 2,5 litra i 2 kartony Prince. celnik zaglada i pyta : czy to w tych duzych butelkach smakuje tak jak w normalnych ? odpowiadam,ze nie wiem i ,ze jak chce to moze wykonac test organoleptyczny.ale ja sie spiesze.na to on zabiera butelke i papierosy,mowiac,ze opowie jak bede wracal.Odjechalem bez problemu.Po tygodniu wracalem wylakierowanym samochodem,reszta farby byla jako zaplata. Nie wiem czy mu smakowalo -byl inny celnik. Odpowiedz Link Zgłoś
drapieznik Re: Z granicy? Owszem. Do śmiechu? Nie. Do myślenia... 06.03.02, 23:25 Don, 120 litrow to chyba na 20 duzych samochodow, nie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: emigrant Re: Z granicy? Owszem. Do śmiechu? Nie. Do myślenia... IP: *.proxy.aol.com 09.03.02, 17:46 USA -celnik szukajacy polskiej kielbasy w moim bagazu trzyma w rece opakowanie po ciastkach z kilkudziesiecioma tys $.Popatrzyl na obrazek i powiedzial cookies dobrze ze nie chcial ich sprobowac. Odpowiedz Link Zgłoś
roseanne Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... 06.03.02, 22:38 cala moja malenka rodzinka ma wizy turystyczne USA. Mamy pare znajomych w NY i jezdzimy czasami w odwiedziny. Za kazdym razem, jak pokazywalismy polskie paszporty, musielismy zjechac na parking i cos tam wypelniac. Ostatnim razem nasze autko wysiadlo i musielismy w ostatniej chwili wypozyczyc jakis wechikul - tabliczka wypozyczalni dobrze widoczna - machneli nam tylko reka, nie chcieli nawet ogladac paszportow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: paradise Slowacja IP: *.dhcp2.washington.edu 06.03.02, 22:56 zaraz na poczatku studiow - kilkudniowy wypad na Slowacje. W drodze powrotnej - zostalo mi bodajze 1000 koron (jeden banknot, co istotne). Zastanawiajac sie, gdzie by ten papierek bezpiecznie schowac i wymienic pozniej na polskie (przy moich sklonnosciach do balaganiartstwa jest to dosc istotne zagadnienie) zdecydowalem sie na.. paszport. No i ten paszport podalem panu w okienku na przejsciu granicznym w Lysej Polanie...paszport powrocil do mnie bez "papierka". i zebym ja chociaz cos z tego mial... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Don Re: Slowacja IP: *.uc.nombres.ttd.es 06.03.02, 23:08 Gość portalu: paradise napisał(a): > zaraz na poczatku studiow - kilkudniowy wypad na Slowacje. W drodze powrotnej - > > zostalo mi bodajze 1000 koron (jeden banknot, co istotne). Zastanawiajac sie, > gdzie by ten papierek bezpiecznie schowac i wymienic pozniej na polskie (przy > moich sklonnosciach do balaganiartstwa jest to dosc istotne zagadnienie) > zdecydowalem sie na.. paszport. > No i ten paszport podalem panu w okienku na przejsciu granicznym w Lysej > Polanie...paszport powrocil do mnie bez "papierka". > i zebym ja chociaz cos z tego mial... znaczy brac co daja nawet bez powodu-ciekawe ,kto ich tego nauczyl ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: paradise kto ich nauczyl IP: *.dhcp2.washington.edu 06.03.02, 23:23 mnie sie wydaje, ze komuna zreszta granica przez Tatry to jest temat na niekonczaca sie dyskusje. za kazdym razem, kiedy jechalismy na Slowacje w czasie studiow, mialem wrazenie ze to jest podroz w czasie - tak przynajmniej 10 lat do tylu, nawet muzyka w knajpach!!! i chyba niewiele sie tam zmienilo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: A27 Amerykanin w Bialymstoku IP: *.proxy.aol.com 06.03.02, 23:58 Moj maz gdy jeszcze nie byl mezem to odwiedzil mnie w Polszy. A poniewaz chlopak jest eko-faszysta, to zachcialo mu sie w Polszy zwidzac Bialowieze. No wiec pojechalismy do Bialowiezy. Droga wiodla przez Bialystok. W Bialymstoku moja mezczyzna poczula potrzbe fizjoligiczna i zdziiwila sie, ze w kiblu nie bylo papieru. No wiec musialam do dzidka klozetowego z prosba o papier toaletowy uderzyc. Dziadek zazyczyl sobie zlotowke. Oderwal maly kawalek papiero - moj chlop mowi, ze to za malo. Ja grzecznie tlumacze, ze malo. Dziadek daje drugi kawalek. Nadal ZA Malo. Dziadek odmawia wspolpracy i mowi mi tak: 'To tyle w Polsce fajnych chlopakow, a panienka takiego sobie znalazla, co za przeproszeniem z kupa takie cyrki odstawia". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mirko Handel żywym towarem z Kanady w autob. szkolnym! IP: *.union01.nj.comcast.net 07.03.02, 01:29 Powiew "nowego spojrzenia na amerykańskie granice" dotyka nie tylko biednych turystów z Polski! Bohaterscy amerykańscy celnicy w walce z terroryzmem www.customs.ustreas.gov/custoday/jan2002/index.htm zapobiegli szmuglowi PIĘCIU kanadyjskich knurów (samiec świni) www.customs.ustreas.gov/custoday/jan2002/bacon.htm podstępnie ukrytych w szkolnym autobusie! Całe amerykańskie społeczeństwo może spać spokojniej... Przemytnik i łapówkarz ($51) za kratkami! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renka Re: kiedys w Bialorusi IP: *.home.cgocable.net 07.03.02, 07:49 Bylismy w odwiedzinach u naszych przyjaciol , calkowicie prywatna wizyta. Pamietam "zaliczalismy" kolejnych ich przyjaciol i nawet wesele jakichs znanych sportowcow. Bo to bylo sportowe towarzystwo z Dynamo-Minska(hokey).Przezornie , po kilku dniach zaczelismy sie interesowac biletami powrotnymi i tu spotkala nas niespodzianka, bo podobno byly wykupione do Polski na dwa miesiace. Ani pociagu, ani samolotu.Nastaly nerwowe dni uruchamiania znajomych znajomych i wreszcie cudem podobno zalatwiono nam bilety na samolot do Warszawy.Trwalo to z tydzien , to zalatwianie, a my sobie nie narzekalismy, bo byl to czas, kiedy w Polsce nic nie bylo , a tam wszystko. Bardzo dziwny i krotki czas.No, ale jedziemy na lotnisko, droga nowa i piekna, pusto jak diabli, nikt nie jedzie. Po drodze jakis czolg spotkalismy nawet stojacy na poboczu.Podjezdzamy na lotnisko. Zywego ducha. Piekne, nowoczesne, tyle, ze wymarle.W srodku jakis ruch byl, niewiele ludzi.Pozegnalismy sie i przechodzimy przez bramki celne z naszymi walizami i torbami z tortami. Torty w Minsku byly najlepsze jakie jadlam , z bita smietana , z owocami, z czekolada, takie domowe wspanialae torty. Kosztowaly tylko 3 ruble jeden. Wiec kupilismy z 5. A tu poruta wsrod celnikow. Okrazono nas , zazadano tych tortow i ostroznie, jakby to byly bomby, kolejno wsadzano do specjalnej kabiny, zamykano, wlaczano (moze x-ray?) i wyjmowano po kolei. Potem skierowano nas do rekawa, skad przeszlismy do pustego prawie samolotu Tu-154 ( pamietam, bo to bardzo szeroki , wygodny samolot). Smiac nam sie chcialo z tej calej odprawy i srodkow ostroznosci. I zastanawialismy sie, gdzie byli ci wlasciciele biletow, skoro wszystkie podobno wykupiono na 2 miesiace? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna27 Air India IP: *.proxy.aol.com 07.03.02, 18:01 Gdy bylam na stypendium w Angli to postanowilam odwiedzic moja mame w Chicago. Najtansze loty oferowala Air India. (Tato wtedy cos w Polszy zalatwial, wiec mialysmy zrobic sobie takie "girls bonding".) Bylo fajnie. Po mojej wizycie matka mnie odwiozla na lotnisko, wsadzila w Air India i kazala zadzwonic jak juz do Anglii dotre. Do Anglii dotarlam, ok i od razu w ramiona Angola, wiec zapomnialam do matki zadzwonic. (Matka nie wiedzial jak tam dzwonic, bo to byl kampus i swojego telefonu nie mialam.) Za pare dni przychodzi kartka od mamy: "Aniu, zadzwon, powiedz czy zyjesz. Ja tutaj umieram ze strachu. Przeciez w tym samolocie nie bylo ani jednego bialego czlowieka!!!" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mirko Re: Air India IP: 65.206.44.* 07.03.02, 18:29 ...Był to zapewne któryś z rejsów serii "100", "AI 101", "102" itp., obsługiwany przez dwupokładowe Jumbo. W całej rozciągłości rejs ten był najczęściej na trasie: Bombaj - New Delhi - Londyn - Nowy Jork. W Indiach sprzedawali na te rejsy także bilety w relacji krajowej, tzn n.p. Bombaj - New Delhi (dzisiaj chyba jest odwrotnie), tak więc część pasażerów na pokładzie formalnie była już poza Indiami, po odprawie w Bombaju n.p. do N. Jorku a część ciągle była "w Indiach" (ci tylko do Delhi). Oczywiście byli ze sobą wymieszani w sposób przypadkowy. CO TAM SIĘ NA POKŁADZIE DZIAŁO! Jak na targowisku w jakimś przygranicznym miasteczku! Duty free przemyt na sporą skalę... spać się dało dopiero gdzieś nad Afganistanem, jak emocje celne im opadały... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna27 Re: Air India - Mirko IP: *.proxy.aol.com 07.03.02, 19:10 Ja tylko London_Chicago fruwalam z Air India. W dwie strony przelot kosztowal niecala 300 dolarow w 1998 roku. Dobre zarcie bylo i faktycznie dwupogladowy jumbo. W srodku takie ladne esy floresy na scianach. Cieplo wspominam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mirko 747 IP: 65.206.44.* 07.03.02, 20:11 Niestety górny pokład to tylko 1-sza klasa. www.vbz.ch/fahrplan/hstf/fpset1/l747/ ...oooppps, to chyba nie to! www.zenonet.com/airindia/firstclass.html A student was heading home to Madras for the holidays. When she got to the Air India counter, she presented her ticket. And as she gave the agent her luggage, she made the remark, "I'd like you to send my green suitcase to Hawaii, and my red suitcase to London." The confused agent said, "I'm sorry, we can't do that." "Really??? I am so relieved to hear you say that because, ... That's exactly what you did to my luggage last year!" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mirko Polak na światowych granicach... i kupa śmiechu. IP: 65.206.44.* 08.03.02, 17:32 Gość portalu: k napisał(a): > dobre, ale napisz po polsku A po co pisać dwa razy to samo? Napiszę inne: Przychodzi Polak do sklepu w Londynie i mówi do sprzedawcy: -"poproszę piłkę" -"I am extremely sorry Sir, I am afraid that I do not understand your language, parle vous francaise?, sprechen Sie Deusthe?" -"piłkę, PIŁKĘ!!" -"I am terribly sorry..." -"PIŁŁŁKĘĘ!, PIIIŁŁŁKĘĘĘĘ!" -"Sir, I appologize..." -"PIŁKĘ! OKRĄGŁE! BUM, BUM, PELE, KOPAĆ!" -"AAAAHHHH, FOOTBALL, YES, YES, FOOTBALL!!!" -"No właśnie, nareszcie żeś człowieku załapał! Piłkę do metalu poproszę! Ostrą." Odpowiedz Link Zgłoś