Dodaj do ulubionych

najsmieszniejsze sytuacje, czyli...

06.03.02, 15:58
Najsmieszniejsze sytuacje jakie spotkaly Was na granicy, Wasze
spostrzezenia, uwagi i sugestie, ktorymi chcielibyscie sie podzielic.
Najsmieszniejsze sytuacje, czyli przemytnicy i celnicy.
Obserwuj wątek
    • Gość: Baloo Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: *.ne.ch 06.03.02, 16:50
      jedna aka, gdy autokar pojechal dalej bez pilota (dla dlugoletnich emigrantow :
      osoby, ktora nie jest kierowca, lecz ma zalatwiac papierkowe sprawy i
      reprezentuje firme autokarowa wobec lokalnych wladz), bo sie okazalo, ze biedak
      pomylil w domu szafe ubraniowa z lodowka i do torby podroznej zaladowal
      dwuletni zapas puszek z kawiorem, chowanych na ciezsze czasy ... pewnie ciemno
      bylo ...
      Kolega opisywal mi inne wydarzenie, gdy inny pilot tej samej linii tez zostal
      na granicy .. ale w jego wypadku pomylka byla gorsza, bo celnicy za nic nie
      chcieli wierzyc, ze ten proszek w torebkach to polska maka wieziona do
      spragnionych polskosci polonusow .... smak nie ten, czy co ...

      No i jeszcze mi sie przypomnialo, jak w Zgorzelcu jakis artysta-malarz musial
      wysiasc, bo zapomnial , ze musi miec pieczatke z Ministerstwa Kultury i Sztuki
      na wywiezienie swojego obrazu na wystawe. Cala reszta obrazow jechala osobno w
      jakims busie(razem z papierami), ale ten ostatni sie nie zmiescil i biedak
      postanowil przewiezc go autokarem ... i przeliczyl sie ... bo polski celnik to
      byle kto

      baloo
    • Gość: L&M Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: 192.168.32.* 06.03.02, 17:33
      W Ystad pewien turysta, ktory mial zapas konserw i innych polskich
      przysmakow na pytanie po co jedzie do Szwecji odpowiedzial ze na kurs jezykowy,
      celnik naturalnie usmial sie i powiedzial zeby sie pospieszyl bo spuzni sie na
      powrotny prom do Swinoujscia
      • Gość: Don Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: *.uc.nombres.ttd.es 06.03.02, 17:52

        Travemunde,lata 70-te.na pytanie kontrolera paszportow przy wjezdzie do
        Bundesrep. czy ta pani w samochodzie to moja zona,odpowiedzialem: a co nie
        podobna-facet sie wsciekl i wbil mi pieczatke w szwedzki paszport :"3 miesiace
        bez prawa pracy"normalnie nie wbijali nic .W tych latach zyc w szwecji i szukac
        pracy w Niemczech to byl witz-poza dentystami oczywiscie.
    • Gość: kd Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: *.proxy.aol.com 06.03.02, 17:57
      Moj byly pracodawca Mike urodzony w Ameryce a pochodzenia ukrainskiego, jadac
      do Kanady w sprawach zwiazanych z biznesem, zabral ze soba swego ojca. Ojciec
      nie mowil po angielsku.
      W drodze powrotnej okazalo sie ze ojciec nie ma zadnych dowodow
      identyfikacyjnych.
      Nie pomogly wyjasnienia i dokumenty syna ze on ma biznes w Ameryce, czy
      obietnice ze po powrocie do domu natychmiast zglosi sie do miejscowego Urzedu
      Imigracyjnego z wlasciwymi dokumentami.

      Powiedziano mu. Ojciec niech tu zostanie a ty jedz do domu i przywiez jego
      dokumenty. (czas jazdy w jedna strone 6-sc do 8-iem godzin)

      Zrezygnowany Mike mowi. Ojciec czekaj tu na mie az ja wroce. Wychodzil juz z
      pokoju gdy urzednik, slyszac jak stary czlowiek, trzesay sie ze zdenerwowania
      gada sam do siebie (popularne w Ameryce przeklenstwo), "son of bitch", "son of
      bitch", zawolal do Mike. Zaczekaj. Jak on mowi "SON OF BITCH" to znaczy ze jest
      Amerykaninem. Mozecie jechac.
      kd
      • Gość: Mirko A co z Ruskimi? Gdzie Ruskie? IP: 65.206.44.* 06.03.02, 18:45
        1980, Moskwa, lotnisko Szeremietiewo, blady świt.

        Lecę tranzytem (Aeroflotem) z Kuala Lumpur do Berlina. 25 godzina podróży.
        Padam na twarz ze zmęczenia.
        Naburmuszony młody ruski celnik BARDZO DOKŁADNIE przegląda mój skatowany
        pieczątkami i wizami polski paszport, mrucząc do siebie pod nosem "Wot Paljaki,
        internacjonalnyje spjekulanty..."; po czym każe otworzyć torbę.

        W torbie parę drobiazgów, ciuchy i rakieta tenisowa. Na widok rakiety ślepka mu
        się rozjaśniają, nie oddaje mi paszportu, każe brać torbę i iść za sobą.
        Wchodzimy do pokoiku, facet zamyka drzwi. W kącie stolik, na stoliku
        elektryczny samowar i szklanki w metalowych podstawkach.
        "Mjenja zawod Wowa. Czaju napijosz?"
        A czemu nie, myślę sobie i mówię że chętnie. W pysku po całej nocy w Iljuszynie
        trampek, oczekałem się w tych kolejkach tam z godzinę, jest 6-ta rano, w
        Taszkiencie 7 godzin wcześniej napiłem się ichniejszej lep-oranżady i po której
        coś mi nie za bardzo w kiszkach.

        Po minucie-dwóch dyskusji o dupie Maryni i siorbania czaju pół-na-pół z wódką
        dolaną z flaszki wyjętej z szafki ("żeby ostudzić"), mój nowy znajomy Wowa
        wyłuszczył o co chodzi.
        Z mojego biletu wypatrzył, że będę przelatywał z Berlina do Kuala za 3 dni -
        wtedy kiedy i on będzie miał zmianę i jemu "iz Zapadnowo Bjerlina" trzeba
        koniecznie "tjenisnyje mjaczki" (piłki tenisowe).
        Myślę sobie "ruski tenisista?" a on na to jakby czytał mi w zmęczonej głowie
        (no w końcu celnik...), że nie, że on nie tenisista, tylko w Moskwie jezdnie
        strasznie kiepskie i nic tak dobrze amortyzatorom w jego aucie nie robi jak po
        dobrej piłce w każdy.

        Za 3 dni zostawiłem pudełko "Dunlopów" celnikowi na którego trafiłem, który
        potwierdził, że zna Wowę.
        Oczywiście do dziś nie wiem czy dali to Wowie, bez rozcinania...

        Ten jego czaj wtedy postawił mnie na nogi, nie powiem.

        P.S. Opowieści z ukraińskim dziadkiem na amerykańskiej granicy daję 5 punktów.
        • Gość: Mirko Re: A co z Ruskimi? Gdzie Ruskie? IP: 65.206.44.* 06.03.02, 21:50
          PS. Drobne do-wyjaśnienie:
          Byłem wtedy dzielnym studentem końca 1-go roku lotnictwa. Wszystko pisane
          techniczne n/t lotnictwa było natenczas w Polsce po rusku i lektorat z
          rosyjskiego to była kobyła do zaliczenia jak conajmniej "Mechanika"
          Mieszczerskiego, dlatego ze wszystkimi Ruskami w moich licznych podróżach
          niezastąpionym Aeroflotem (latali wszędzie a bilety były za złotówki)...
          porozumiewałem się na luzie mimo, że zasadniczo byłem ówczas niepijący..
    • Gość: MM&HD Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: 192.168.32.* 06.03.02, 20:23
      .
      • Gość: Anna27 Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: *.proxy.aol.com 06.03.02, 20:42
        Nie no, Mirko znowu zadzialal na moj pecherz. Co do przygod z celnikami to ja
        pochodze z przemytniczej rodziny
        Moja mama i tata z Wegier i Ukrainy przemycali rozne rzeczy. Mama zawsze
        startegicznie umieszczala swoje albo ojca brudne majty na szczycie walizy, co
        by celnik nie grzebal. I tak grzebali.

        ***************

        Inna sytuacja:
        Kiedys opowiadalam niedoszlemu boyfriendowi, ze pare lat temu w Chicago
        wykonowalal blue collar job for living. On zrozumial, ze robilam "blow job"
        for living. Nie ma co, glodnemu zawsze chleb na mysli.

        ******************

        Moj maz czasem opowiada znajomym jak to mnie zamowil przez katalog na
        zasadzie "mail-order-brides". Kiedys nam ktos uwierzyl i niezle musielismy sie
        nagimnastykowac by to odkrecic.
        • Gość: JoeK Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: 199.72.137.* 06.03.02, 21:06
          Kilka miesiecy po przyjezdzie do USA urodzil sie nam nastepca tronu. Zona
          wyslala mnie do miasta po pas ktory mial jej pomoc w powrocie pieknej figury.
          Opisywalem ten pas jak umialem, niestety sprzedawczynie rumieniac sie
          odchodzily ode mnie. W jednym sklepie zawolano kierownika ktory mnie poprostu
          wyrzucil ze sklepu.
          Okazalo sie ze moj opis byl bardzo zblizony do “chastity belt” >>>>”pas cnoty”.
    • Gość: Doki Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... IP: 62.235.206.* 06.03.02, 21:09
      Moj ojciec, jako lekarz, udzielal sie w tzw ochotniczej
      lekarskiej pomocy drogowej. To byla taka inicjatywa,
      jeszcze za Gierka, gdzie lokalna stacja pogotowia
      wyposazala chetnych lekarzy w walizeczke z podrecznym
      sprzetem, zeby w razie czego mogli fachowo ratowac.
      Sporo tego bylo, istny szpitalik w walizce, caly
      wyrostek moznaby wychlastac tym sprzetem. Lekarstwa
      rozmaite tez byly, a do tego list polecajacy, ze
      "niniejszym zaswiadczamy itp itd. ... i uprasza sie o
      udzielenie wszechstronnej pomocy, data, podpis
      nieczytelny". Czekajac na tatusia na pogotowiu, a bylem
      jeszcze wtedy nieletnie pachole, dla zabawy
      przystawilem pod tym listem wszystkie pieczatki, jakie
      udalo mi sie znalezc. List poszedl do walizeczki.
      Jestesmy na granicy wegiersko-rumunskiej, przyszla
      Rumunka (a rumunscy celnicy slyneli z wrednosci) i
      zaczyna: a Polonia, kontrabanda da? Cigarety? Tata, ze
      tak, ma, o tu, tyle akurat ile wolno. Alkohol? Jak
      wyzej. Narkotyki? Tak, mam, z kamiennym spokojem na to
      moj tatus. Celniczka zamarla. Gdzie? A o tu, w tej
      walizeczce, o, tu jest morfina, a tu dolargan, a tu
      pozwolenie- i wyciagnal ten list z kupa pieczatek.
      "Aaaa, jak tak, to jechac". No to pojechalismy.
      • Gość: Mirko Z granicy? Owszem. Do śmiechu? Nie. Do myślenia... IP: 65.206.44.* 06.03.02, 22:20
        Kathmandu, 10 lat temu. Pięknie położone lotnisko.
        Wylądował B 737 "Thai" z Bangkoku.
        Wśród kolorowego tłumu: Polka i Kandyjka, obie w widocznych ciążach i podróżujące
        razem - są przez młodą celniczkę nepalską poproszone do pomieszczenia za kotarkę.
        Obu zaczynają się trząść ręce.
        Obie po zdjęciu bluzek mają na sobie tuż pod biustonoszem niewielkie paski z
        wszytymi sztabkami złota. Kilka kg każda. Wszystkie 3 kobiety wiedzą co jest w
        paskach z prostokątnymi wypustkami.
        Celniczka każe się ubrać, oddaje paszporty, podpisuje ich deklaracje "nothing to
        declare" i życzy "Happy stay in the Kingdom of Nepal". Cicho dodaje: "NEVER, EVER
        do this again. May Buddha care for you".

        Dziewczyny zrobiły to dla pieniędzy.
        Były blade jak papier, jakby nie żyły.
        Złapane - posiedziałyby ok. roku. Wyjście wymagałoby jednak sporej kasy.
        Zarobiły po $500 od kg.
        Celniczka dostałaby kilka tys. $ nagrody a zamiast tego zaryzykowała
        prawdopodobnie NAJLEPSZĄ w tym biednym kraju posadą (po zastrzelonym potem Królu
        i jego ministrach), z której z dużym prawdopodobieństwem żyła duża część jej
        rodziny.
        O ile wiem, obie dziewczyny urodziły potem szczęśliwie w Kanadzie.
        Nie widziałem ich już nigdy więcej w Azji w typowych tam dla białych miejscach.

        • Gość: Don Re: Z granicy? Owszem. Do śmiechu? Nie. Do myślenia... IP: *.uc.nombres.ttd.es 06.03.02, 22:48

          Kolbaskowo-Epoka pelnego Gierka.W bagazniku mam 120 litr.lakieru
          samochodowego,marki Herbert,-metalic.Na siedzeniu pasazera butelka J.walker 2,5
          litra i 2 kartony Prince. celnik zaglada i pyta : czy to w tych duzych
          butelkach smakuje tak jak w normalnych ? odpowiadam,ze nie wiem i ,ze jak chce
          to moze wykonac test organoleptyczny.ale ja sie spiesze.na to on zabiera
          butelke i papierosy,mowiac,ze opowie jak bede wracal.Odjechalem bez
          problemu.Po tygodniu wracalem wylakierowanym samochodem,reszta farby byla jako
          zaplata. Nie wiem czy mu smakowalo -byl inny celnik.
          • drapieznik Re: Z granicy? Owszem. Do śmiechu? Nie. Do myślenia... 06.03.02, 23:25
            Don, 120 litrow to chyba na 20 duzych samochodow, nie?
        • Gość: emigrant Re: Z granicy? Owszem. Do śmiechu? Nie. Do myślenia... IP: *.proxy.aol.com 09.03.02, 17:46
          USA -celnik szukajacy polskiej kielbasy w moim bagazu trzyma w rece opakowanie
          po ciastkach z kilkudziesiecioma tys $.Popatrzyl na obrazek i powiedzial cookies
          dobrze ze nie chcial ich sprobowac.
    • roseanne Re: najsmieszniejsze sytuacje, czyli... 06.03.02, 22:38
      cala moja malenka rodzinka ma wizy turystyczne USA.
      Mamy pare znajomych w NY i jezdzimy czasami w odwiedziny.
      Za kazdym razem, jak pokazywalismy polskie paszporty, musielismy zjechac na
      parking i cos tam wypelniac.
      Ostatnim razem nasze autko wysiadlo i musielismy w ostatniej chwili wypozyczyc
      jakis wechikul - tabliczka wypozyczalni dobrze widoczna - machneli nam tylko
      reka, nie chcieli nawet ogladac paszportow.
      • Gość: paradise Slowacja IP: *.dhcp2.washington.edu 06.03.02, 22:56
        zaraz na poczatku studiow - kilkudniowy wypad na Slowacje. W drodze powrotnej -
        zostalo mi bodajze 1000 koron (jeden banknot, co istotne). Zastanawiajac sie,
        gdzie by ten papierek bezpiecznie schowac i wymienic pozniej na polskie (przy
        moich sklonnosciach do balaganiartstwa jest to dosc istotne zagadnienie)
        zdecydowalem sie na.. paszport.
        No i ten paszport podalem panu w okienku na przejsciu granicznym w Lysej
        Polanie...paszport powrocil do mnie bez "papierka".
        i zebym ja chociaz cos z tego mial...
        • Gość: Don Re: Slowacja IP: *.uc.nombres.ttd.es 06.03.02, 23:08
          Gość portalu: paradise napisał(a):

          > zaraz na poczatku studiow - kilkudniowy wypad na Slowacje. W drodze powrotnej -
          >
          > zostalo mi bodajze 1000 koron (jeden banknot, co istotne). Zastanawiajac sie,
          > gdzie by ten papierek bezpiecznie schowac i wymienic pozniej na polskie (przy
          > moich sklonnosciach do balaganiartstwa jest to dosc istotne zagadnienie)
          > zdecydowalem sie na.. paszport.
          > No i ten paszport podalem panu w okienku na przejsciu granicznym w Lysej
          > Polanie...paszport powrocil do mnie bez "papierka".
          > i zebym ja chociaz cos z tego mial...


          znaczy brac co daja nawet bez powodu-ciekawe ,kto ich tego nauczyl ?
          • Gość: paradise kto ich nauczyl IP: *.dhcp2.washington.edu 06.03.02, 23:23
            mnie sie wydaje, ze komuna

            zreszta granica przez Tatry to jest temat na niekonczaca sie dyskusje.

            za kazdym razem, kiedy jechalismy na Slowacje w czasie studiow, mialem wrazenie
            ze to jest podroz w czasie - tak przynajmniej 10 lat do tylu, nawet muzyka w
            knajpach!!! i chyba niewiele sie tam zmienilo
            • Gość: A27 Amerykanin w Bialymstoku IP: *.proxy.aol.com 06.03.02, 23:58
              Moj maz gdy jeszcze nie byl mezem to odwiedzil mnie w Polszy. A poniewaz
              chlopak jest eko-faszysta, to zachcialo mu sie w Polszy zwidzac Bialowieze. No
              wiec pojechalismy do Bialowiezy. Droga wiodla przez Bialystok. W Bialymstoku
              moja mezczyzna poczula potrzbe fizjoligiczna i zdziiwila sie, ze w kiblu nie
              bylo papieru. No wiec musialam do dzidka klozetowego z prosba o papier
              toaletowy uderzyc. Dziadek zazyczyl sobie zlotowke. Oderwal maly kawalek
              papiero - moj chlop mowi, ze to za malo. Ja grzecznie tlumacze, ze malo.
              Dziadek daje drugi kawalek. Nadal ZA Malo. Dziadek odmawia wspolpracy i mowi
              mi tak: 'To tyle w Polsce fajnych chlopakow, a panienka takiego sobie
              znalazla, co za przeproszeniem z kupa takie cyrki odstawia".
              • Gość: Mirko Handel żywym towarem z Kanady w autob. szkolnym! IP: *.union01.nj.comcast.net 07.03.02, 01:29
                Powiew "nowego spojrzenia na amerykańskie granice" dotyka nie tylko biednych
                turystów z Polski!

                Bohaterscy amerykańscy celnicy w walce z terroryzmem
                www.customs.ustreas.gov/custoday/jan2002/index.htm
                zapobiegli szmuglowi PIĘCIU kanadyjskich knurów (samiec świni)
                www.customs.ustreas.gov/custoday/jan2002/bacon.htm
                podstępnie ukrytych w szkolnym autobusie!

                Całe amerykańskie społeczeństwo może spać spokojniej...

                Przemytnik i łapówkarz ($51) za kratkami!

                • Gość: Renka Re: kiedys w Bialorusi IP: *.home.cgocable.net 07.03.02, 07:49
                  Bylismy w odwiedzinach u naszych przyjaciol , calkowicie prywatna wizyta.
                  Pamietam "zaliczalismy" kolejnych ich przyjaciol i nawet wesele jakichs znanych
                  sportowcow. Bo to bylo sportowe towarzystwo z Dynamo-Minska(hokey).Przezornie ,
                  po kilku dniach zaczelismy sie interesowac biletami powrotnymi i tu spotkala
                  nas niespodzianka, bo podobno byly wykupione do Polski na dwa miesiace. Ani
                  pociagu, ani samolotu.Nastaly nerwowe dni uruchamiania znajomych znajomych i
                  wreszcie cudem podobno zalatwiono nam bilety na samolot do Warszawy.Trwalo to z
                  tydzien , to zalatwianie, a my sobie nie narzekalismy, bo byl to czas, kiedy w
                  Polsce nic nie bylo , a tam wszystko. Bardzo dziwny i krotki czas.No, ale
                  jedziemy na lotnisko, droga nowa i piekna, pusto jak diabli, nikt nie jedzie.
                  Po drodze jakis czolg spotkalismy nawet stojacy na poboczu.Podjezdzamy na
                  lotnisko. Zywego ducha. Piekne, nowoczesne, tyle, ze wymarle.W srodku jakis
                  ruch byl, niewiele ludzi.Pozegnalismy sie i przechodzimy przez bramki celne z
                  naszymi walizami i torbami z tortami. Torty w Minsku byly najlepsze jakie
                  jadlam , z bita smietana , z owocami, z czekolada, takie domowe wspanialae
                  torty. Kosztowaly tylko 3 ruble jeden. Wiec kupilismy z 5. A tu poruta wsrod
                  celnikow. Okrazono nas , zazadano tych tortow i ostroznie, jakby to byly bomby,
                  kolejno wsadzano do specjalnej kabiny, zamykano, wlaczano (moze x-ray?) i
                  wyjmowano po kolei. Potem skierowano nas do rekawa, skad przeszlismy do pustego
                  prawie samolotu Tu-154 ( pamietam, bo to bardzo szeroki , wygodny samolot).
                  Smiac nam sie chcialo z tej calej odprawy i srodkow ostroznosci. I
                  zastanawialismy sie, gdzie byli ci wlasciciele biletow, skoro wszystkie podobno
                  wykupiono na 2 miesiace?
                  • Gość: Anna27 Air India IP: *.proxy.aol.com 07.03.02, 18:01
                    Gdy bylam na stypendium w Angli to postanowilam odwiedzic moja mame w Chicago.
                    Najtansze loty oferowala Air India. (Tato wtedy cos w Polszy zalatwial, wiec
                    mialysmy zrobic sobie takie "girls bonding".) Bylo fajnie. Po mojej wizycie
                    matka mnie odwiozla na lotnisko, wsadzila w Air India i kazala zadzwonic jak
                    juz do Anglii dotre. Do Anglii dotarlam, ok i od razu w ramiona Angola, wiec
                    zapomnialam do matki zadzwonic. (Matka nie wiedzial jak tam dzwonic, bo to byl
                    kampus i swojego telefonu nie mialam.)
                    Za pare dni przychodzi kartka od mamy:
                    "Aniu, zadzwon, powiedz czy zyjesz. Ja tutaj umieram ze strachu. Przeciez w
                    tym samolocie nie bylo ani jednego bialego czlowieka!!!"
                    • Gość: Mirko Re: Air India IP: 65.206.44.* 07.03.02, 18:29
                      ...Był to zapewne któryś z rejsów serii "100", "AI 101", "102" itp.,
                      obsługiwany przez dwupokładowe Jumbo. W całej rozciągłości rejs ten był
                      najczęściej na trasie: Bombaj - New Delhi - Londyn - Nowy Jork.

                      W Indiach sprzedawali na te rejsy także bilety w relacji krajowej, tzn n.p.
                      Bombaj - New Delhi (dzisiaj chyba jest odwrotnie), tak więc część pasażerów na
                      pokładzie formalnie była już poza Indiami, po odprawie w Bombaju n.p. do N.
                      Jorku a część ciągle była "w Indiach" (ci tylko do Delhi). Oczywiście byli ze
                      sobą wymieszani w sposób przypadkowy.
                      CO TAM SIĘ NA POKŁADZIE DZIAŁO! Jak na targowisku w jakimś przygranicznym
                      miasteczku! Duty free przemyt na sporą skalę... spać się dało dopiero gdzieś
                      nad Afganistanem, jak emocje celne im opadały...
                      • Gość: Anna27 Re: Air India - Mirko IP: *.proxy.aol.com 07.03.02, 19:10
                        Ja tylko London_Chicago fruwalam z Air India. W dwie strony przelot kosztowal
                        niecala 300 dolarow w 1998 roku. Dobre zarcie bylo i faktycznie dwupogladowy
                        jumbo. W srodku takie ladne esy floresy na scianach. Cieplo wspominam.
                        • Gość: Mirko 747 IP: 65.206.44.* 07.03.02, 20:11
                          Niestety górny pokład to tylko 1-sza klasa.
                          www.vbz.ch/fahrplan/hstf/fpset1/l747/ ...oooppps, to chyba nie to!

                          www.zenonet.com/airindia/firstclass.html

                          A student was heading home to Madras for the holidays. When she got to the Air
                          India counter, she presented her ticket. And as she gave the agent her luggage,
                          she made the remark, "I'd like you to send my green suitcase to Hawaii, and my
                          red suitcase to London."
                          The confused agent said, "I'm sorry, we can't do that."

                          "Really??? I am so relieved to hear you say that because, ... That's exactly
                          what you did to my luggage last year!"
                          • Gość: k Re: 747 IP: *.aol.pl 08.03.02, 17:04
                            dobre, ale napisz po polsku
                            • Gość: Mirko Polak na światowych granicach... i kupa śmiechu. IP: 65.206.44.* 08.03.02, 17:32
                              Gość portalu: k napisał(a):

                              > dobre, ale napisz po polsku

                              A po co pisać dwa razy to samo?
                              Napiszę inne:

                              Przychodzi Polak do sklepu w Londynie i mówi do sprzedawcy:
                              -"poproszę piłkę"
                              -"I am extremely sorry Sir, I am afraid that I do not understand your language,
                              parle vous francaise?, sprechen Sie Deusthe?"
                              -"piłkę, PIŁKĘ!!"
                              -"I am terribly sorry..."
                              -"PIŁŁŁKĘĘ!, PIIIŁŁŁKĘĘĘĘ!"
                              -"Sir, I appologize..."
                              -"PIŁKĘ! OKRĄGŁE! BUM, BUM, PELE, KOPAĆ!"
                              -"AAAAHHHH, FOOTBALL, YES, YES, FOOTBALL!!!"
                              -"No właśnie, nareszcie żeś człowieku załapał! Piłkę do metalu poproszę! Ostrą."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka