gratiti
11.10.04, 23:29
No wiec bylem we wrzesniu w Detroit w podrozy sluzbowej. Poszedlem do
polskiego sklepu na 15 mili. Jest to jakby centrum kulturalne.
Jak przyjezdzasz to cie natychmiast pytaja: byles w Polskim sklepie,
kosztowales kielbase?
Sprzedaja watrobke i salceson, wafelki i wode mineralna z Polski. Gadka
szmatka, herbatka. Rozgladam sie wokol i mam wrazenie, ze jestem na Ukrainie.
Smierdzi. Ludzie wygladaja jak chlopy ze Skierniewic. Oczy bledne, dzieci
usmarkane, przed sklepem stoja samochody od Forda, GM i Chryslera (to podobno
krolewskie firmy - tylko, ze w dupe im wlaza Japonczycy). Patrze na stopy i
oczom nie wierze: brudne jak ziemia matka. Myslalem ze to Albanczycy ale nie,
to nasi, nasi chlopcy i dziewczynki. Niemyte, niepisate, niecytate. Co jest,
koledzy i kolezanki? Nie wstyd Wam tak Polske reprezentowac?