Gość: Funnel
IP: *.vf.shawcable.net
27.05.02, 09:38
Syndrom peerelowca
SEBASTIAN BOJEMSKI
Podzielam pogląd, że strach polityków postsolidarnościowych i
postkomunistycznych przed wolnością jest przyczyną niemocy państwa i anomii
społecznej. Ale inaczej niż Jacek Czabański (w artykule "Generacja PRL", "Rz" z
17 maja br.) uważam, że lęk przed wolnością wiąże się nie tylko z datą
urodzenia. Jest to raczej problem mentalności, którą można nazwać mentalnością
peerelowską.
Peerelowca, czyli człowieka bojącego się wolności, skłonnego do intryg i
swobodnie poruszającego się w skartelizowanej polityce, poznać nie po wieku,
lecz po poziomie intelektualnym, horyzontach. Peerelowców w polityce można
rozpoznać także po serwilizmie w stosunku do przedstawicieli Zachodu. Poczucie
niższości wobec zagranicy rekompensują sobie pogardą dla Polaków.
Nie uważam, żeby z tej grupy należało wyłączyć pokolenie 20- i 30-latków. Po
metodach działalności politycznej, a także stylach rządzenia państwem po 1989
r. widać jasno, że "władza ludowa" zagnieździła się także w mentalności części
młodego pokolenia polityków. Pozostaje pytanie: dlaczego?
Wzory bez alternatywy
Należy zacząć od wzorców. Studenci opozycjoniści z lat osiemdziesiątych, czyli
obecni politycy po trzydziestce, uczyli się gierek od starszych kolegów
z "Solidarności". Nierozliczanie się z pieniędzy organizacyjnych, intrygi w
regionach "S" niewątpliwie miały wpływ na kształtowanie etyki politycznej.
Ponadto zupełny brak alternatywnych autorytetów. Opozycja była mentalnie
skoncentrowana na Polsce, zapominając - pisał o tym Czabański - o emigracji.
Większości opozycjonistów nazwiska prezydentów Edwarda Raczyńskiego i
Kazimierza Sabbata czy światowej sławy naukowców, np. Stanisława Ulama, nic nie
mówiły.
Stosunek naszych polityków do emigracji wyraził się w odebraniu biernego prawa
wyborczego Polakom wypędzonym z kraju. To było odcięcie się od prawdziwych
elit. Ludzi dobrze wykształconych, obytych na światowych salonach, którzy od
pokoleń pełnili służbę Polsce. Dla których dotykanie pośladków pań w miejscach
publicznych to przejaw nie seksizmu, lecz po prostu braku kultury osobistej,
tak jak siorbanie przy stole. Na ich miejsce weszli byli opozycjoniści do
spółki z postkomunistami. Wydawało im się, że wiedzą jak rządzić państwem.
Spodziewali się, iż będą brylować na europejskich i amerykańskich salonach.
Odrzucenie Polonii było odrzuceniem etosu II Rzeczypospolitej. Etosu polskiej,
a nie peerelowskiej służby publicznej. Nieprzyjęcie do wiadomości, że przez
kilkadziesiąt lat żyło się w klatce PRL, wywołało strach przed normalnością,
którą Polacy z PRL widywali na Zachodzie tylko z perspektywy sprzątaczek i
robotników. Taki strach panuje także obecnie wśród młodego pokolenia, które
narzeka na starszych polityków, ale z podziwu godnym uporem kultywuje
bylejakość i miałkość intelektualną.
Małość nie ma wieku
Od trzydziestolatków wzorce uprawiania polityki zaczerpnęli i skutecznie
udoskonalają dwudziestolatkowie. Przekażą je najprawdopodobniej następnemu
pokoleniu polityków. Jeśli prześledzić wszystkie rozłamy i podziały na polskiej
scenie politycznej, to były w nie zaangażowane wszystkie pokolenia polityków.
Podobnie było z aferami finansowymi. Młodzież także znalazła sposób na szybkie
i duże pieniądze. W biuletynie pewnej partyjnej młodzieżówki młody działacz
zalecał utrzymywanie dobrych kontaktów z dorosłymi politykami, bo gdy dojdą do
władzy, będzie można znaleźć zatrudnienie. Jeśli młodzi są już intelektualnie
skorumpowani, to jak zaprezentują się za kilkadziesiąt lat, kiedy będą
ministrami lub wojewodami?
We wszechogarniającym rozkładzie znajdują się środowiska polityczne prawej i
lewej strony, niezależnie od pokolenia. Mają problem z korupcją, nepotyzmem i
brakiem wykwalifikowanych na miarę XXI w. kadr. Te problemy nie są związane z
wiekiem kadr partyjnych, lecz z intelektem i elementarnym poczuciem uczciwości.
Nie ma znaczenia, kto ile ma lat. Ważne, by uczciwie wywiązywał się z
obowiązków. W tym jest problem. Gdyby uczciwość i fachowość były związane z
wiekiem, to Polska mogłaby szybko stać się bogatym krajem bez afer.
Polsce brak polityki wielkiego celu. Panuje wszechwładny strach przez
marzeniami politycznymi. Nikt nie zadaje sobie pytania, jak powinna wyglądać
Polska naszych marzeń. Starzy i młodzi zastanawiają się, jak ulepszyć eks-PRL.
Panaceum na wszystkie problemy ma być jak najszybsze wejście do Unii
Europejskiej. Brakuje radykalizmu, bezkompromisowości i fantazji. Co więcej,
nikt nawet nie jest w stanie wyobrazić sobie, że może istnieć Polska czysta,
uprzejma, dumna. Polska, dla której zastawił klejnoty rodowe Maurycy Zamoyski.
Aby taką Polskę wymarzyć, trzeba mieć wyobraźnię, aby zbudować, wystarczy być
uczciwym, wykształconym i pełnym zapału - wiek nie ma absolutnie żadnego
znaczenia.