Dodaj do ulubionych

praca w Australii.

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 21:54
Witam,
w tym roku wybieram sie do Australii z zona na wize studencka. Chcialem sie
dowiedziec jak wyglada branza gastronomiczno-hotelarska, czy latwo znalezc
prace i jak jest platna. Myslimy o Sydney ale nie wykluczamy tez Perth lub
Adelaidy. Z czasem bedziemy sie moze starac o wize stalego pobytu. Ktore
miasto proponujecie?
Obserwuj wątek
    • Gość: bimbalski Re: praca w Australii. IP: *.an2.nyc41.da.uu.net 21.02.05, 22:26
      pracy nie ma !!!! a jak juz jest w gastronomii to za centy !!
      vietnamczycy opanowali ten dzial gospodarczy do perfekcji,nie licz na cuda !
    • Gość: kan_z_oz Re: praca w Australii. IP: *.mega.tmns.net.au 22.02.05, 00:37
      Wiadomosci ktore ci podam moga byc troche niescisle, gdzyz pochodza z drugiej
      reki. Czesc znajomych ma kuzynow, ktorzy podobnie jak Wy mysla lub przyjechali
      na studenckie wizy.
      Masz na mysli podstawowe prace? typu kelner, zmywacz naczyn itp?
      Stawka godzinowa dla doroslej osoby w NSW czyli Sydney zaczyna sie od
      12AU/godz, przed podatkiem. Od tej kwoty mozesz wiec zaczynac, jako student i
      bez kwalifikacji. Duze restauracje w poblizu CBD placa lepiej. Spotkalam
      Polakow/Czechow pracujacych w okolicach Darling Harbour, Rocks, wiec jest
      mozliwe. Wiekszosc restauracji w Oz nie ma napiwkow, tylko duze i turystycznie
      popularne miejsca moga dorzucic co nieco. Nie liczylabym na wiele z napiwkow.
      W hotelach podobno stawki poczatkowe sa zblizone, sa za to duze napiwki.
      Inne sa tez stawki gdy pracujesz dorywczo; nikt nie poszedlby do restauracji np
      na dwie godziny, zeby zarobic 24AU minus koszty dojazdu; jest wiec duzo rzeczy
      do uzgodnienia.

      To tyle na poczatek, najlepiej sprawdz z kims kto jest juz na wizie studenckiej.

      Pozdrawiam z Sydney
      • anastazy123 Re: praca w Australii. 22.02.05, 00:41
        Ile placa przy dojeniu kangurow
        • durny.polaczek Re: praca w Australii. 22.02.05, 00:51
          A ja także o coś zapytam - co oznacza często spotykane wyrażenie "oz"?
          • Gość: bimbalski Re: praca w Australii. IP: *.an1.nyc41.da.uu.net 22.02.05, 02:26
            te -oz ,oznacza ze on pisze z australii a swoja droga ,dobrze placa przy
            uboju kangurow i obdzierania ich ze skory ,to ciezka praca ale dobrze
            platna mozna dziennie wyciagnac do 200 Aus $
            • Gość: Kagan Re: praca w Australii. IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 22.02.05, 03:30
              Sporo roboty jest tez w wiezieniach i obozach koncentracyjnych
              dla imigrantow, ale obawiam sie ze nie na wizie studenckiej...
            • durny.polaczek Jeszcze raz o tajemniczym OZ 22.02.05, 17:03
              > te -oz ,oznacza ze on pisze z australii...

              No dobrze, ale czy jest to jakiś wyraz czy jeż skrót od jakiegoś dwuwyrazowego
              wyrażenia. Ciekaw jestem źródła tego OZ, czyli od czego ono pochodzi.
              • pawel_z_melb Re: Jeszcze raz o tajemniczym OZ 22.02.05, 18:33
                'oz' to taka odmiana wymowy skrotu 'Aus'(tralia)

                w oz jest nieco rzeczy ktore wymawia sie inaczej ...
                pzdr

                P.
                • durny.polaczek Re: Jeszcze raz o tajemniczym OZ 22.02.05, 19:02
                  Dziękuję za wyjaśnienie - to właśnie chciałem wiedzieć.

                  A nie wiesz może czy to OZ ma coś wspólnego z "The Wizard Of Oz"?
                  • Gość: Kagan Re: Jeszcze raz o tajemniczym OZ IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 23.02.05, 03:09
                    Oczywiscie, to aluzja do tego czarodzieja z "Oz".
                    Ale skad nasz biedny Pawelek, ktory ledwo "mowic po angielski"
                    moglby o tym wiedziec... wink
                    • fair_dinkum Drogi przyglupie Polaczku! 23.02.05, 04:22
                      Jako potencjalny Amerykanin powinienes wiedziec ze Wizard of Oz to kreatura ze
                      stanu KANSAS w USA. Lektura obowiazkowa w klasie czwartej szkol podstawowych w
                      USA. Nie ma zadnego zwiazku z Down Under
                      • Gość: Kagan Re: Drogi przyglupie Polaczku! IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 23.02.05, 04:30
                        Tak ci sie tylko wydaje... Nie znasz australijskiej pop-kultury...
                      • Gość: ZARDOZ Re: Drogi przyglupie Polaczku! IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 23.02.05, 04:33
                        Widzial ty taki jeden film ZARDOZ (skrot od wiZARDofOZ)
                        z Seanem Connerym ("Jamesem Bondem")? Ja go juz widzial
                        w telewizja w Nowa Zelandia w rok 1982.
                  • Gość: kan_z_oz Re: Jeszcze raz o tajemniczym OZ IP: *.mega.tmns.net.au 23.02.05, 06:15
                    W gwarze australijskiej; Australia czesto nazywana jest Oz.
                    Wynika to raczej ze zwyczaju skracania wszystkiego co sie da; Australia jest
                    zbyt dlugim wyrazem.
                    Byc moze pochdzi od innych wyrazow jak; Aussie lub czasem uzywane Ozzie -
                    Australijczyk. Inna nazwa to Bazzaland, Down Under.
                    Pozdrawiam
                • Gość: VIP-1 pawelku IP: *.city.mississauga.on.ca 22.02.05, 23:38
                  jak nie wiesz to zamknij morde i sie nie odzywaj
                  zajrzyj lepiej do slownika
                  nie ma to nic wspolnego z Aus(tralia)
                  kapisz?
                  • Gość: Kagan Re: pawelku IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 23.02.05, 03:10
                    Masz racje, ze Pawelek na ogol pisze bzdury, ale p. tez
                    posty powyzej - link miedzy "Os(z)trylja" a "Czarownikiem z Oz"...
                  • pawel_z_melb moj drogi... 23.02.05, 19:22
                    zbieznosc pomiedzy Amerykanska bajka 'czarownik z krainy Oz' a
                    australijskim 'Oz' jest calkiem przypadkowa...
                    1.
                    autor 'Czarownika' opowiadal (tak podaje tradycja) dzieciom wymyslana na zywo
                    bajke w swoim biurze i rozgladal sie dookola szukajac inspiracji na nazwe
                    krainy...
                    Jego wzrok padl na katalogi: A-K, L-N, O-Z
                    O! - ,,Oz" - zabrzmialo mu dobrze...
                    2. w Australijskij wymowie (Oz jest slangowe) Austrlia brzmi czasem
                    jak 'Oztrelia' w skrocie 'Oz' - czasammi mowimy 'He is na Aussie' co tez jest
                    wymawiane 'ozzi'

                    wyrozumiale

                    pzdr

                    P.

                    • Gość: Kagan Re: moj drogi... - kilka cytatow z klasykow! ;) IP: *.95.221.203.acc50-dryb-mel.comindico.com.au 24.02.05, 02:16
                      "Nic nie jest przypadkowe" (tow. Dzierzynski)
                      "Wszystko jest powiazane ze wszystkim, a kazdy z kazdym"
                      (tow. Lenin)
                      Znasz film ZARDOZ? Mitologia "Wizard of Oz" jest pan-anglosaska!
                      Pozdr. anyway, bo zaczynasz jednak pisac wiecej prawdy o "Oz".
              • Gość: Kagan Re: Jeszcze raz o tajemniczym OZ IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 23.02.05, 03:07
                Wizard of OZ, czyli taki musical, a takze film SF z Connerym...
                Inaczej: jedna wielka lipa, czyli wioska Potiomkinowska
                (rodzaj dekoracji filmowej skrywajacej brod, smrod i ubostwo)... sad
      • Gość: Kagan Re: praca w Australii. IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 22.02.05, 03:29
        Zmywanie naczyn opanowala w Australii mafia wietnamska.
        Ale macie szanse w dziale "sexual enterntainment"!
        W Australii latwo o prace w branzy gastronomiczno-hotelarskiej,
        ale nie wiem, czy sie zakwalifikujecie. Zona moze sprzedawac piwo
        jako barmanka w stroju topless, i dorabiac rozdajac lody klientom.
        Ty masz zas spore sznase w lokalu dla gejow, ktorych tu jest
        sporo, szczegolnie w Sydney, stolicy australijskiego pedalstwa...
        Perth to pustynia, brakuje tam wody, podobnie z Adelajda, ktora
        wrecz sie wyludnia... A wiec zostaje tylko Sydney, Melbourne i
        Brisbane-Gold Coast (takie same i tak samo tandente australijskie
        Miami)... sad
    • Gość: Kagan Re: praca w Australii. IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 22.02.05, 03:27
      W Australii latwo o prace w branzy gastronomiczno-hotelarskiej,
      ale nie wiem, czy sie zakwalifikujecie. Zona moze sprzedawac piwo
      jako barmanka w stroju topless, i dorabiac rozdajac lody klientom.
      Ty masz zas spore sznase w lokalu dla gejow, ktorych tu jest
      sporo, szczegolnie w Sydney, stolicy australijskiego pedalstwa...
      Perth to pustynia, brakuje tam wody, podobnie z Adelajda, ktora
      wrecz sie wyludnia... A wiec zostaje tylko Sydney, Melbourne i
      Brisbane-Gold Coast (takie same i tak samo tandente australijskie
      Miami)... sad
      • Gość: lukaso Re: praca w Australii. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.05, 23:08
        Oj Kagan, potrafisz czlowieka podniesc na duchu. Ale nie przejmuje sie tym bo
        wiem ze w Sydney pracy jest full. I spoko mozna sie utrzymac a nawet sporo
        odlozyc. Widze ze wszyscy odradzaja Australie a szkoda rodacy bo powinniscie
        zachecac innych do przyjazdu i sluzyc cennymi uwagami. Ale jest tak ze Polak
        Polakowi wrogiem. Przykre to.
        • Gość: Kagan Prawda o pracy w Australii IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 23.02.05, 03:20
          Jakbym byl twym wrogiem, to by ci doradzal, jak np. Pawelek,
          przyjazd tutaj, aby sie pozniej cieszyc z twych niepowodzen.
          Jak tu przyjechalem, to tzw. stara polonia najpierw mi zyczyla,
          aby jak oni musial najpierw w odpracowac 2 lata w obozie
          ciezkiej pracy, jak sobie po miesiacu pobytu kupilem
          (10letni zreszta) samochod sportowy (za oszczednosci z
          poprzednich miejsc pracy), to mi starsznie zazdroscili,
          a jak po roku kupilem sobie (na kredyt bankowy) dom,
          i to w middle class suburb, a nie w Sunshine czy St. Albans
          (working class), to zerwali ze mna kontakty. Ale to bylo 20 lat
          temu, gdy jeszcze w Australii nie bylo najgorzej. Dzis rzad
          odbiera pracownikom reszte prawa (w tym do odwolania sie do
          sadu w razie nieuzasadnionego wyrzucenia z pracy) itd.
          W Australii bezrobocie jest oficjalnie (dane tutejszego
          odpowiednika GUSu) ok. 13% (tzw. realna stopa bezrobocia,
          ponad 2 razy wyzsza niz tzw. oficjalna), w Sydney nieco mniej,
          ok. 9%, ale 99% oferowanych "jobs" to prace "casual" czyli
          dorywcze, i najnizej platne... Ja cie ostrzeglem, reszta
          nalezy do ciebie...
        • ozpol Re: praca w Australii. Bez ogolnien...!! 28.02.05, 06:27
          Nie lubie jak sie uogolnia. jesli Kagan jest tak "pomocny" to nie znaczy ze
          wszyscy Polacy sa tacy sami. Jest kilka wpisow z sensem i nalezy omijac takie
          jak Kagana itp.
          Forum Polonia "znane" jest z "pomocnej" reki dla innych no ale takie prawa
          dzunglii internetowej.
          A wracaja c do tematu pray w branzy turysteycznej jest roznie ..zalezy od
          miasta, szczescia i umiejetnosci. W CBD czyli City mozna spotkac duzo studentow
          z Czech i Slowacji pracujacych jako kelnerzy. Tak wiec jesli sie przyjezdza i
          sie jest na miejscu nalezy probowac samu. Kagan napewno moze poradzic jak
          dostac rente inwalidzka lub jak omijac podatki czy zyc na koszt panstwa. O
          pracy to on pojecia zadnego nie ma.
          • Gość: Kagan Re: praca w Australii. Bez ogolnien...!! IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 28.02.05, 06:47
            Znow zamiast informacji piszesz tylko oszczerstwa na temat Kagana, i to na 100%
            bez pokrycia. Wstydz sie!
    • Gość: Student Re: praca w Australii. IP: 202.172.105.* 23.02.05, 02:06
      Jesli chcesz przyjechac na wize studencka to generalnie odradzam gdyz legalnie
      wolno Ci bedzie pracowac tylko do 20 godzin. Bedziesz musial chodzic do szkoly
      i oczywiscie za nia placic - dodatkowe obciazenie finansowe. Ceny szkol,
      collegow czy uniwerkow nie sa tanie tym bardziej ze Polacy placa full fee tak
      jak international (porownaj ceny uniwerkow w Angli, Szkocji,Irlandii - 3 razy
      tansze). Wiekszosc Polakow studiuje tutaj w marnych Colegach bo ich nie stac na
      studia. Ciezko to zreszta nazwac studiowaniem gdyz poziom w nich jest bardzo
      marny. Oczywiscie Australia to piekny kraj ze swietnym klimatem. Plaze, ocean.
      Warto to zobaczyc. Ale kasy zbyt wiele nie da sie zaoszczedzic na wizie
      studenckiej, takze przemysl to sobie jeszcze. Wielu moich znajomych juz
      powyjezdzalo lub mysli o wyjezdzie do Europy. Tam nie trzeba sie martwic o
      wizy, pozwolenia na prace, Emigration, punkty na rezydenta itp.

      Pozdrawiam
      • Gość: Kagan Re: praca w Australii. IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 23.02.05, 03:25
        Masz racje. Australia jest dobra tylko na krotki
        pobyt turystyczny i tylko dla osob z kasa.
        Poziom tutjszych uczelni sie szybko obniza.
        Ja skonczylem prestizowe The University of Melbourne w roku
        1996, i poszedlem w zeszlym roku na studia podyplomowe.
        Zrezygnowalem po miesiacu, bo poziom byl skandalicznie
        niski, grupy za duze i praktycznie brak dostepu do
        komputerow (mam oczywiscie "peceta" w domu, ale nie mam
        wszystkich wymaganych programow itp.).
        Std stanowczo odradzam wize studencka: taniej i lepiej sie
        studiuje w UK, a tutejszy angielski to straszny zargon kryminalistow
        z East London, a wiec w Europie bez wartosci...
        pozdr.
        • Gość: GEJ ZE SZWECJI Re: praca w Australii. IP: *.skane.se 23.02.05, 04:22
          Napisz Kagan czy warto wybrac sie do Australii na tureytyke.Sex turystyke
          ma sie rozumiec.
          • Gość: Kagan Re: praca w Australii. IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 23.02.05, 04:28
            Oczywiscie! W dzielnicy St. Kilda jest uliczka (nazwe znaja wszyscy
            mieszkancy tej dzielnicy), gdzie urzeduja meskie qurvy. Sporo z nich
            to studenci z Polski, ktorzy w ten sposob wyrabiaja norme 20 godzin
            pracy na tydzien... I sa tez calkowicie legalne burdeliki,
            w tym tez i dla gejow i bisexualistow. A w Sydney to dopiero gejowy
            paradise (raj)...
            Przyjedz, a nie zawiedziesz sie! wink
            • Gość: gej ze szwecji Re: praca w Australii. IP: *.skane.se 23.02.05, 04:33
              po ile ci studenci polacy biora?
              • Gość: Kagan Re: praca w Australii. IP: *.94.221.203.acc50-dryb-mel.comindico.com.au 23.02.05, 12:42
                Pewnie taniej niz myslisz, bo nie maja wyboru - innej pracy
                dla nich bowiem nie ma w Australii...
      • Gość: lukaso Re: praca w Australii. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.05, 19:03
        Dzieki za posty. Powiem tak, znajomy siedzi w Sydney 3 lata i pracuje jako
        kelner. Caly czas siedzi na student visa i chodzi do szkoly angielskiego.
        Chodzi czy nie chodzi to juz inna sprawa, w kazdym razie za szkole placi i
        pracuje po 40 - 50 godzin w tygodniu. Wiem ze na czarno ale jak inaczej nie
        mozna... Mowi ze z praca jest spoko i przez 3 lata odlozyl na mieszkanie w
        Polsce.
        Inny kumpel pojechal 2 miesiace temu do Adeli i jestem ciekaw jak jemu sie
        powiedzie ale mam nadzieje ze tez da sobie rade.
        Na wize studencka najlatwiej wyjechac a punkty potrzebne do wizy stalego pobytu
        lepiej i latwiej zdobyc na miejscu niz w Polsce. Tak mi sie przynajmniej
        wydaje. Zreszta wszyscy pisza ze zle i ciezko w tej Australii ale jakos jak
        ktos wyjedzie to wraca nie predko albo wcale.
        Mam nadzieje ze na forum odezwa sie tez ludzie którym sie udalo na wizie
        studenckiej i sa zadowoleni z wyjazdu do Australii. Chociaz oczywiscie
        wszystkie opinie sa pouczajace.
        Podaje swojego maila.
        lukaso@interia.pl
        Pozdrawiam
        • Gość: pzm Re: praca w Australii. IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 23.02.05, 20:37
          Chodzi czy nie chodzi to juz inna sprawa, w kazdym razie za szkole placi i
          > pracuje po 40 - 50 godzin w tygodniu. Wiem ze na czarno ale jak inaczej nie
          > mozna... Mowi ze z praca jest spoko i przez 3 lata odlozyl na mieszkanie w
          > Polsce.

          to na pewno nie chodzi - i nie mam pojecia jak mu sie udalo zaoszczedzic na
          mieszkanie po trzech latach...
          mozliwosci sa, ale to juz nie takie 'przebicie' jak w dzanych czasach...

          na pewno wariant 'studia + jeszcze odloze' jest b.malo prawdopodobny

          P.
          • Gość: lukaso Re: praca w Australii. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.05, 22:59
            Z tym mieszkaniem to na pewno troche przesada, natomiast na pewno kase odklada,
            zyje, pracuje i nie narzeka. Czasami innego wyjscia jak praca + szkola po
            prostu nie ma. Malo kto spelnia warunki na wize stalego pobytu.
            Takie wymogi Australii.

            • Gość: pzm Re: praca w Australii. IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 24.02.05, 02:08
              OK - nie wielu ludzi narzeka na bycie w Au;
              pytanie jest, czego Ty oczekujes?

              Mozna sie urzadzic - na rozne sposoby, ale nie da sie miec wszytkiego.

              Np. pracujac 40-50 godzin trudno jest skonczyc normalne studia (0.01%??


              mozna skonczyc studia i - jesli Twoj zawod bedzie na 'deficytowej liscie' do
              dostaniesz (95%) wize stalego pobytu. Prawdopodobnie (choc nie na pewno!!)
              dostanie sie wtedy tez prace. (ale moze tez byc, ze w rzadowym rozporzadzeniu
              to jest 'deficytowy zawod' a rynek sie zmienil...

              wiec -wszystko jest mozliewe,
              nic nie jest latwe

              Pzdr

              Pawel
              • Gość: lukaso Re: praca w Australii. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.05, 22:56
                Pawel i Kagan zle mnie rozumiecie. Ja nie mysle o przyjezdzie do AU na
                emigracje. Mam zamiar przyjechac zeby popracowac, nauczyc sie jezyka, zobaczyc
                ten egzotyczny dla mnie kontynent. I mysle o Australii bo slyszalem ze pracy
                jest naprawde duzo szczegolnie w gasronomii. Poza tym jest to stosunkowo tani
                kraj porownac do np UK. Koszty utrzymania i calej reszty sa duzo nizsze. Nie
                wiem kiedy ostatnio byliscie w Polsce ale bezrobocie w kraju jest naprawde
                straszne i bardzo ciezko ludziom znalezc jakakolwiek prace (nie mysle nawet o
                pracy w zawodzie). I taki pobyt chwilowy w Australii pomoze sie latwiej
                odnalezc na polskim rynku pracy, zawsze jakies nowe doswiadczenia. Oplaci sie
                chyba przyjechac na np. 2 lata pomieszkac, zarobic nauczyc sie czegos i wrocic
                do kraju. Ja wlasnie mam taki plan.
                • Gość: Kagan Re: praca w Australii. IP: *.95.221.203.acc50-dryb-mel.comindico.com.au 25.02.05, 00:23
                  Gość portalu: lukaso napisał(a): Pawel i Kagan zle mnie rozumiecie. Ja nie
                  mysle o przyjezdzie do AU na emigracje. Mam zamiar przyjechac zeby
                  popracowac, nauczyc sie jezyka, zobaczyc ten egzotyczny dla mnie kontynent.
                  K: A kto pisal na poczatku "Z czasem bedziemy sie moze starac o wize stalego pobytu"?
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=20863286
                  Po co ci w Europie, czy nawet w USA zanjomosc jezyka australijskiego, ktory
                  jest nieco podobny do angielskiego, ale tego mowionego w slumsach Londynu?
                  Jakiej "egzotyki" szukasz? Wielkie miasta sa w Australii podobne do amerykanskich, a nawet nieco do zachodnioeuropejskich, a na zadupie czyli outback przeciez nie pojedziesz, bo tam wrecz nie cierpia "wogow", czyli
                  przybyszy z nieangielskojezycznych krajow...

                  I mysle o Australii bo slyszalem ze pracy jest naprawde duzo szczegolnie
                  w gasronomii. Poza tym jest to stosunkowo tani kraj porownac do np UK.
                  Koszty utrzymania i calej reszty sa duzo nizsze.
                  - Skad wziales te "rewelacje"? Praca w gastronomii jest w Australii
                  wyjatkowo nisko platna. Dostaniesz 2-3 godz. dziennie przy myciu
                  talerzy (do podawania piwa trzeba bowiem znac tutejsza odmiane
                  angielskiego, i to dobrze), za taka stawke, ze polowe zarobku
                  wydasz na dojazd do pubu (takie sa bowiem ceny biletow
                  w Sydney czy innych wielkich miastach Australii)... Australia
                  wcale nie jest tania, a wrecz przeciwnie. Ceny domow w Sydney
                  sa wrecz szalone, podobnie czynsze za wynajem mieszkania,
                  chyba, ze bedziesz wynajmowac pokoj z 4 innymi imigrantami,
                  albo mieszkac 30-40km od centrum i dojzezdzac ponad godzine
                  za b. drogi bilet...

                  Nie wiem kiedy ostatnio byliscie w Polsce ale bezrobocie w kraju
                  jest naprawde straszne i bardzo ciezko ludziom znalezc jakakolwiek
                  prace (nie mysle nawet o pracy w zawodzie).
                  - Zgoda, bezrobocie w PL jest oficjalnie ok. 20%, nieoficjalnie
                  jakies 25%, czyli 2 razy takie jak realne bezrobocie w Australii
                  (ok. 13%), ale pamietaj, ze w Australii bedziesz obcym, bez prawa
                  pracy, a wiec twa sytuacja bedzie jeszcze gorsza niz w Polsce!

                  I taki pobyt chwilowy w Australii pomoze sie latwiej odnalezc na
                  polskim rynku pracy, zawsze jakies nowe doswiadczenia. Oplaci sie
                  chyba przyjechac na np. 2 lata pomieszkac, zarobic nauczyc sie
                  cos i wrocic do kraju. Ja wlasnie mam taki plan.
                  - Praca w Australii nic ci w Polsce nie da. Kwalifikacje australijskie
                  NIE sa uznawane w Polsce - choc mam dyplomy z 2 czolowych tutejszych
                  uniwerytetow, to w Polsce sa one nic nie warte - musialbym
                  robic wszystko od poczatku, a za ich nostryfikacje chca od 5 do 10
                  tys. zl i to bez gwarancji powodzenia. Poodbnie z doswiadczeniem pracy w
                  australijskim pubie - zmywac naczynia mozesz za lepsza place w
                  Zachodniej Europie. W Polsce tez prace przy zmywaniu czy sprztaniu
                  znajdziesz... Po co ci ten wyjazd do Australii? Chyba, ze masz sporo
                  gotowki do stracenia...
                • Gość: g8g7 Re: praca w Australii. IP: *.dyn.iinet.net.au 25.02.05, 01:58
                  Niestety sporo prawdy w tym co pisze przedmowca Kagan. Czytajac Twoje plany,
                  przypomina mi sie jak dwa lata temu tez bylismy pelni optymizmu przyjezdzajac
                  tutaj. Radze Ci jeszcze raz przemyslec sprawe przyjazdu tutaj na wizie
                  studenckiej. My przyjechalismy tutaj, konkretnie do Adelajdy, na
                  studia 'postgraduate', na jednym z tutejszych uniwersytetow. Niestety poziom
                  nauczania byl mierny i ja zdecydowalalam sie przerwac te studia. Nie mowiac o
                  tym, ze semestr kosztowal mnie 7 tys Aud, natomiast Ozzy placili 4 tys za caly
                  rok, i to jeszcze na HECS. Wykladowcy wszystko olewali, wiekszosc wykladow
                  polegalam na tym, ze trzaba bylo przeczytac zadany material w domu (tu nie mam
                  nic przciwko), potem jednak przez 3 godziny odbywala sie dyskusja miedzy
                  studentami, ktora praktycznie nie wnosila nicm do poglebienia wiedzy, a rola
                  wykladowcy polegala na tym, ze siedzial sobie i sluchal. Kiedy pojawialy sie
                  trudniejsze pytania, nie umial odpowiedziec. Niektorzy wykladowcy na
                  uniwersytecie nie mieli nawet tytulu Master (na undergraduate studies, skad
                  znam kilka osob), tylko BA. To tylko w skrocie. Ozzy uwazaja ze poziom jest ok,
                  a to dlatego, ze wiekszosc z nich nie ma porownania. Kilku Polakow, ktorych
                  spotkalam, nie bylo zadawolonych z poziomu nauczania. Rowniez Europejczycy,
                  ktorzy studiowali ze mna jaka 'international students' byli wyraznie
                  niezadowoleni. Wyjatkiem sa Ci, ktorzy przyjezdzaja na 'exchange' czyli jeden
                  semestr, z racji podpisanej umowy z rodzimym uniwerstytetem i zalezalo im aby
                  latwo zaliczyc semestr.

                  Co do pracy dla studentow, to w Adelajdzie jest b. ciezko. Pamietam jak
                  przyjechalismy dwa lata temu, bylam zszokowana, ze w Australii, ktora reklamuje
                  sie, jako kraj 'otwarty' i 'tolerancyjny' na roznorosdosc kulturowa Twoj AKCENT
                  jest dla nich wielkim problemem. I nie chodzi tutaj o znajomosc jezyka jako
                  taka, ale wlasnie o OBCY AKCENT. Wczescniej pracowalam w USA i jakos moj akcent
                  nigdy nie byl problemem. W Australii natomiast (podkreslam, ze mowie tutaj o
                  Adelajdzie) na kazdym kroku daja Ci do zrozumienia, ze wszelkie prace 'entry-
                  level' np.w administracji, gdzie masz kontakt z klientem, nie sa dla Ciebie.
                  Nie mowie, ze jest to niemozliwe, ale za kazdym razem musisz udowadniac ze nie
                  jestes wielbladem, co jest wkurzajace. Dodatkowo, wiekszosc prac
                  wymaga 'Permanent Residency'. Pamietam nawet jak znajomy ubiegal sie o prace w
                  supermakecie (Coles-Myer). Idziesz na testy, bardzo proste, potem nominujesz
                  sklepy, w ktorych chcesz pracowac i przechodzisz rozmowe kwalifikacyjna w
                  wybranych sklapach. Po 4 takich rozmowach, ktore zakonczyli sie odrzuceniem
                  aplikanta, w koncu zadzwonil do centrali z prosba o wyjasnienie powodu
                  odrzucenia. Oczywiscie odpowiedz byla wymijajaca, ale pod naciksiem babka
                  powiedziala, ze 'czasem klienci nie lubia obcych akcentow i dlatego
                  Australijczycy maja pierwszenstwo. Pomijajac fakt, ze praca ta byla
                  jako 'nightfiller' czyli wypelnianie na polkach PO ZAMKNIECIU SKLEPU, kiedy
                  klientow juz nie ma.. W koncu powiedzial jej co mysli o tym, i ze nazywajac
                  rzeczy po imieniu jest to przyjaw RASIZMu, od razu zadzwonila w kilka miejsc i
                  dostal te prace.
                  Radze wiec, jeszcze raz sie zastanow, ale jesli nastawiasz sie na dodatkowy
                  zarobek podczas studiow, to szczerze odradzam Adelajde.
                  • Gość: Kagan Re: praca w Australii. IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 25.02.05, 06:40
                    Gość portalu: g8g7 napisał(a): Niestety sporo prawdy w tym co pisze przedmowca
                    Kagan. Czytajac Twoje plany, przypomina mi sie jak dwa lata temu tez bylismy
                    pelni optymizmu przyjezdzajac tutaj. Radze Ci jeszcze raz przemyslec sprawe
                    przyjazdu tutaj na wizie studenckiej. My przyjechalismy tutaj, konkretnie do
                    Adelajdy, na studia 'postgraduate', na jednym z tutejszych uniwersytetow.
                    K: Jakim? Jak pisalem, poszedlem na studia podyplomowe na Melbourne Uni, i po
                    miesiacu zrezygnowalem ze wzgledu na niuski poziom nauczania i brak dogodnego
                    dostepu do komputerow...

                    Niestety poziom nauczania byl mierny i ja zdecydowalalam sie przerwac te
                    studia. Nie mowiac o tym, ze semestr kosztowal mnie 7 tys Aud, natomiast Ozzy
                    placili 4 tys za caly rok, i to jeszcze na HECS. Wykladowcy wszystko olewali,
                    wiekszosc wykladow polegalam na tym, ze trzaba bylo przeczytac zadany material
                    w domu (tu nie mam nic przciwko), potem jednak przez 3 godziny odbywala sie
                    dyskusja miedzy studentami, ktora praktycznie nie wnosila nicm do poglebienia
                    wiedzy, a rola wykladowcy polegala na tym, ze siedzial sobie i sluchal. Kiedy
                    pojawialy sie trudniejsze pytania, nie umial odpowiedziec. Niektorzy wykladowcy
                    na uniwersytecie nie mieli nawet tytulu Master (na undergraduate studies, skad
                    znam kilka osob), tylko BA. To tylko w skrocie. Ozzy uwazaja ze poziom jest ok,
                    a to dlatego, ze wiekszosc z nich nie ma porownania. Kilku Polakow, ktorych
                    spotkalam, nie bylo zadawolonych z poziomu nauczania. Rowniez Europejczycy,
                    ktorzy studiowali ze mna jaka 'international students' byli wyraznie
                    niezadowoleni. Wyjatkiem sa Ci, ktorzy przyjezdzaja na 'exchange' czyli jeden
                    semestr, z racji podpisanej umowy z rodzimym uniwerstytetem i zalezalo im aby
                    latwo zaliczyc semestr.
                    K: To wszsystko prawda. Aby zaoszczedzic, zatrudniaja na uniwerkach znajomkow
                    bez doktoratu, a tymczasem setki doktorow sa w Australii bez pracy. Tak to
                    jest, jak rzadza liberalowie i jak uniwerek ma zarabiac $$$ a nie uczyc i
                    prowadzic badania...

                    Co do pracy dla studentow, to w Adelajdzie jest b. ciezko. Pamietam jak
                    przyjechalismy dwa lata temu, bylam zszokowana, ze w Australii, ktora reklamuje
                    sie, jako kraj 'otwarty' i 'tolerancyjny' na roznorosdosc kulturowa Twoj AKCENT
                    jest dla nich wielkim problemem. I nie chodzi tutaj o znajomosc jezyka jako
                    taka, ale wlasnie o OBCY AKCENT. Wczescniej pracowalam w USA i jakos moj akcent
                    nigdy nie byl problemem. W Australii natomiast (podkreslam, ze mowie tutaj o
                    Adelajdzie) na kazdym kroku daja Ci do zrozumienia, ze wszelkie prace 'entry-
                    level' np.w administracji, gdzie masz kontakt z klientem, nie sa dla Ciebie.
                    K: Tak samo jest w Melbourne i Sydney. Adelaida to strefa upadlego przemyslu,
                    wiec tam jeszcze trudniej o prace, stad moze i wieksza dyskryminacja. Ale w
                    Adelaidzie bylem tylko 1 dzien i to przejazdem. Znam tylko centrum
                    i dworzec kolejowy (ten dalekobiezny)...

                    Nie mowie, ze jest to niemozliwe, ale za kazdym razem musisz udowadniac ze nie
                    jestes wielbladem, co jest wkurzajace. Dodatkowo, wiekszosc prac
                    wymaga 'Permanent Residency'. Pamietam nawet jak znajomy ubiegal sie o prace w
                    supermakecie (Coles-Myer). Idziesz na testy, bardzo proste, potem nominujesz
                    sklepy, w ktorych chcesz pracowac i przechodzisz rozmowe kwalifikacyjna w
                    wybranych sklapach. Po 4 takich rozmowach, ktore zakonczyli sie odrzuceniem
                    aplikanta, w koncu zadzwonil do centrali z prosba o wyjasnienie powodu
                    odrzucenia. Oczywiscie odpowiedz byla wymijajaca, ale pod naciksiem babka
                    powiedziala, ze 'czasem klienci nie lubia obcych akcentow i dlatego
                    Australijczycy maja pierwszenstwo. Pomijajac fakt, ze praca ta byla
                    jako 'nightfiller' czyli wypelnianie na polkach PO ZAMKNIECIU SKLEPU, kiedy
                    klientow juz nie ma.. W koncu powiedzial jej co mysli o tym, i ze nazywajac
                    rzeczy po imieniu jest to przyjaw RASIZMu, od razu zadzwonila w kilka miejsc i
                    dostal te prace.
                    K: Nie sadze, aby sie przejmowali oskarzeniami o rasizm, bo maja ludzi, takich
                    jak "polak" Ozdowski, ktorzy sa od odrzucania praktycznie 100% skarg na
                    dyskrymiancje rasowo-etniczna...

                    Radze wiec, jeszcze raz sie zastanow, ale jesli nastawiasz sie na dodatkowy
                    zarobek podczas studiow, to szczerze odradzam Adelajde.
                    K: A ja odradzam CALA Australie... sad
                    • Gość: lukaso Re: praca w Australii. IP: *.mofnet.gov.pl 25.02.05, 13:24
                      Daliście mi duzo do myslenia, 4 osoby i wszyscy odradzaja przyjazd. Dziwne to
                      dla mnie ale trudno... Przemysle temat jeszcze raz i zastanowie sie nad
                      wyjazdem do UK, chociaz Australia bardziej mnie kreci (klimat). Co do poziomu
                      szkol to pewnie macie racje ale ja nie myslalem o studiowaniu na uniwerku tylko
                      o nauce angielskiego (jest az tak zle - chyba przesadzacie) i ewentualnie o
                      jakims kursie zawodowym na TAFE lub collegu. Kagan, napisalem ze " byc moze"
                      bedziemy sie starac o wize stalego pobytu, tylko po to ze jakbym chcial zostac
                      dluzej to nie musialbym placic za szkole. Natomiast na pewno nie wiaze swojej
                      przyszlosci z Australia.
                      Dzieki za posty, daja duzo do myslenia chociaz dziwi mnie ze sa same negatywy.
                      • Gość: Kagan Re: praca w Australii. IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 25.02.05, 13:34
                        Chyba lepiej, ze piszemy ci z Oz prawde, niz mielibysmy
                        robic propagande, a po przyjezdzie przezyl bys
                        szok. Angielskiego w Oz sie na pewno nie nauczysz,
                        zreszta tu sa nastawieni na Azjatow, ktorzy NIGDY nie
                        beda mowic w polowie tak dobrze po angielsku jak Europejczycy...
                        Jak szukasz dobrego klimatu, to polecam Kube.
                        Hiszpanski jest tez latwiejszy do nauki dla Polaka
                        o o wiele milszy w sluchaniu niz angielski, polegajacy
                        glownie na zuciu i pluciu... sad
                        Pozdr.
                  • Gość: lukaso Re: praca w Australii. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.05, 22:56
                    Dzieki za posty, daly duzo do myslenia. Obraz Australii zmienil mi sie na byc
                    moze bardziej realny. Moze sprobuje swych sil w UK a moze dam sobie spokoj z
                    zagranica. W Polsce mam prace w administracji i tez najgorzej nie jest. Ale
                    Australia zawsze zostanie taki magnesem, mam metlik...
            • Gość: Kagan Re: praca w Australii. IP: *.95.221.203.acc50-dryb-mel.comindico.com.au 24.02.05, 02:13
              Jak Australia ma realnie ok. 13% bezrobocia (w Sydney ok. 9%), czyli
              ponad milion bezrobotnych, a miala by dwa razy tyle, gdyby Aussie
              pracujacy za granica wrocili do Australii, to sie nie dziw,
              ze tak trudno dostac australijska wize stalego pobytu.
              Pracujacy na czarno Polacy tez nie spowoduja, ze bedzie
              latwiej o takie wizy... sad
              Na dodatek place realne tu maleja (wolno, ale maleja),
              pracownikom odebrane beda wkrotce ostanie prawa, takie jak
              np. minimalna placa i odwolanie do sadu pracy w razie dymisji,
              oraz Australia po podpisaniu traktatow o wolnym handlu
              z krajami III swiata w Azji Poludniowo-Wschodniej (glownie
              Indonezja) zostanie calkowicie zalana tanimi towarami z Azji, a
              reszta fabryk w Australii zostanie zamknieta. Z realnej
              ekonomii zostanie tylko gornictwo (rolnictwu brakuje
              wody), ktore obecnie potrzebuje bardzo malo ludzi
              (kopalnie prawie w 100% odkrywkowe, bo tu nikt sie dewastacja
              sroowiska nie przejmuje)... sad
          • Gość: Kagan Re: praca w Australii (w sex industry) IP: *.95.221.203.acc50-dryb-mel.comindico.com.au 24.02.05, 02:06
            Wreszcie Pawel piszesz cos z sensem. A jak mozna szybko zarobic
            i przyjemnie zarobic pieniadze w Australii? Tylko w SEX INDUSTRY!
            Idzcie na:
            search.yahoo.com/search?p=brothels+in+australia&sm=Yahoo%21+Search&fr=FP-tab-web-t&toggle=1
            A zobaczycie, ile jest legalnych burdeli w Australii, w tym tez i takie
            dla gejow... I obawiam sie, ze wiekszosc emigracji "Solidarnosciowej"
            jak juz nie wrocila, to niedlugo bedzie w Europie (nie koniecznie
            w Polsce, np. w UK). Pamietajmy, ze w Australii jest oficjalnie
            ponad pol miliona bezrobotnych, drugie tyle nieoficjalnie
            (underemployed, na fikcyjnych szkoleniach itp.) plus milion Australijczykow, ktorzy pracuja poza Australia (glownie UK czyli wlasciwie GB), bo w Australii nie ma dla nich pracy... sad
            • walrus2 Re: praca w Australii (w sex industry) 25.02.05, 09:03
              jaka jest roznica pomiedzy fracuskim a australijskim sposobem calowania?
              francuski-usta,usta,jezyk.Australijski -usta,jezyk,down under.
              • Gość: Kagan Re: praca w Australii (w sex industry) IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 25.02.05, 13:29
                Dobre! Oby cenzura nie usunela tego postu, jak ten moj,
                z adresami w 100% legalnych burdelikow w Sydney!
                A czy burdeliki a legalne w Kanadzie? W Minnesocie,
                gdzie rok mieszkalem, byly tylko nielegalne...
                pozdr.
                • walrus2 Re: praca w Australii (w sex industry) 26.02.05, 09:47
                  Gość portalu: Kagan napisał(a):

                  > Dobre! Oby cenzura nie usunela tego postu, jak ten moj,
                  > z adresami w 100% legalnych burdelikow w Sydney!
                  > A czy burdeliki a legalne w Kanadzie? W Minnesocie,
                  > gdzie rok mieszkalem, byly tylko nielegalne...
                  > pozdr.
                  z zalem zawiadamiam ze nie sa ale wszyscy wiemy gdzie sa.
                  • Gość: Kagan Re: praca w Australii (w sex industry) IP: *.94.221.203.acc50-dryb-mel.comindico.com.au 27.02.05, 04:23
                    To znaczy ze Kanada jest wciaz zaklamana jak UK za krolowej
                    Victorii, za ktorej bylo najwiecej qurev w Londynie... wink
                    Ale to znaczy, ze u was qurvy zarabiaja wiecej niz w OZ, gdzie
                    burdeliki sa legalne! Ile Polek i Polakow pracuje w Kanadzie
                    w sex industry, i ile(u) z nich jest tam legalnie, a ile(u)nie?
                    pozdr.
        • Gość: Kagan [...] IP: *.95.221.203.acc50-dryb-mel.comindico.com.au 24.02.05, 02:02
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • Gość: Kagan Cenzura znow szaleje... IP: *.98.221.203.acc51-dryb-mel.comindico.com.au 24.02.05, 13:04
            ... na forum Polonia! O burdelikach nawet nie wolno tu wspomniec!
    • blue_pole Re: praca w Australii. 25.02.05, 14:10
      "wybieram sie do Australii z zona na wize studencka"

      z zona? wolne zarty!!!!
      • Gość: Dodek Re: praca w Australii. IP: *.kbsnetwork.net / 203.220.32.* 26.02.05, 06:03
        Racja! Pewnie facet chce sie rozwiesc, bo w Oz ponad 50% malzenstw konczy
        sie rozwodem! wink
        • Gość: kan_z_oz Re: praca w Australii. IP: *.mega.tmns.net.au 27.02.05, 02:58
          Dodek napisal;Racja! Pewnie facet chce sie rozwiesc, bo w Oz ponad 50%
          malzenstw konczy
          sie rozwodem!

          Co to ma wspolnego emigracja z rozwodem? Jak sie komus nie uklada w zwiazku to
          ma to malo wspolnego z miejscem zamieszkania. Maja zostac w Polsce i sie nie
          rozwiesc bo i tak beda wspolnie mieszkac? Tutaj maja wybor; nie widze tragedii
          dla zadnej strony.

          Pozdrawiam z Sydney
          • Gość: Kagan Emigracja a rozwody IP: *.95.221.203.acc50-dryb-mel.comindico.com.au 27.02.05, 04:15
            Bardzo malo wiesz, kobieto... sad Rozwody wsrod emigrantow sa
            o wiele czestsze niz wsrod osob nie zmieniajacych kraju zamieszkania.
            Wiaze sie to z dodatkowym stresem, jakim jest emigracja, oraz
            niespelnionymi (najczesciej) oczekiwananiami w nowym kraju.
            Socjologowie napisali tomy na ten temat, na podstawie reperezentywnych
            badan duzych populacji emigrantow... sad
            • Gość: Pole Re: Emigracja a rozwody IP: *.nsw.bigpond.net.au 27.02.05, 08:38
              Zgadza sie! W kapitalizmie wolnorynkowym podloze rozwodu jest przewaznie natury
              ekonomicznej. Jak sie finanse nie zgadzaja, to nawet Rasputin nic tu nie pomoze
              • Gość: Kagan Re: Emigracja a rozwody IP: *.98.221.203.acc51-dryb-mel.comindico.com.au 27.02.05, 09:21
                A ze w krajach anglosaskich faceci to nie sa Casanowy,
                kobity nie sa Bardotki w wieku ok. 20 lat, a gospodarstwa
                domowe sa zadluzone po uszy (w USA przecietny dlug gospodarstwa
                domowego to wiecej niz jego roczny dochod), to wiekszosc
                malzenstw MUSI sie skonczyc rozwodem! sad
    • k.kat Re: praca w Australii. 27.02.05, 08:29
      Jestem w Australii od 2 lat, i uwierz mi, ze rzad tutaj powinien dostac
      nagrode nobla za marketing Australii za granica. Australia wyglada duzo lepiej
      z perspektywy Polski, niz jest naprawde.
      Jesli chcesz przyjechac tutaj, zeby zdobyc cenne doswiadczeia zyciowe np.
      nauczyc sie pokory, to prosze bardzo, dwa lata beda w sam raz,
      natomiast jesli chesz przyjechac na wizie studenckiej, popracowac i jeszcze
      zaoszczedzic, to nie wiem czy takie wyjazd wogole ci sie oplaci.
      z tego co wiem szkola np. angielskiego kosztuje ponad 300 dol za tydzien (pod
      warunkiem ze tylko jedno z was bedzie chodzic do szkoly), wynajem mieszkania
      250 dol/tydzien (jesli wynajmniesz b.skromne mieszkanko bez mebli). Na placenie
      rachunkow + wyzywienie + bilety na komunikacje, liczac skromnie wydasz okolo
      150 dol/tydzien. W sumie daje to 700 dol na tydzien.
      W przecietnej restauracji placa okolo 12 - 14 dol za godzine. Po odjeciu
      podatku (17%)wychodzi okolo 10 -11 dol. Czyli nawet pracujac po 20 godz we
      dwoje nie zarobicie na tydzien 700 dol.
      • Gość: Kagan Re: praca w Australii. IP: *.98.221.203.acc51-dryb-mel.comindico.com.au 27.02.05, 09:24
        Piszesz sama prawde... Dodaj tylko, ze poziom tutejszej
        nauki angielskiego jezt wrecz zalosny, i ze rzad planuje
        wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej w wysokosci 3 dolarow
        australijskich brutto, czyli ze w knajpach beda placic
        pomywaczom mniej niz dzis wynosi zasilek dla bezrobotnych... sad
        • k.kat Re: praca w Australii. 27.02.05, 10:57
          To prawda ze poziom nauki angielskiego jest niski. Jesli wybierzesz
          jaka "school of english" to poziom bedzie gorzej niz zenujacy. Jezyk angielski
          na kursach organizowanych przez Uniwersytety jest lepszy,ale uwazam ze porzadna
          szkola angielskiego w Warszawie jest o niebo lepsza. ( w Warszawie angielskiego
          uczylam sie w Archibaldzie, tutaj na Uniwerytecie: Archibal bez porowania
          lepszy.)
          Podejscie do international students jest takie: mamy z nich dobre pieniadze,
          wiec nie bedziemy ich stresowac nauka.

          Co do 3 dol za godz to nic nie wiem.


          O stawce 3 dol za godzinie nic nie wiem ;-(
          • Gość: Kagan Re: praca w Australii. IP: *.98.221.203.acc51-dryb-mel.comindico.com.au 27.02.05, 13:17
            1. O poziomie nauki angielskiego w Oz wiem tylko z drugiej
            reki. Ale np. ma corka, co sie nauczyla angielskiego glownie w
            Johanesburgu, mowi bardzo ladnym angielskim, a syn,
            co sie uczyl glownie tu mowi fatalnym, tutejszym akcentem, ze
            az mi wstyd...
            2. Ten kurs co sie na niego zapisalem na Melbourne Uni to byl
            "Advanced German". Ale lektorka byla Litwinka, podrecznik byl
            amerykanski, a laboratorium komputerowe tylko 1 godzina na
            tydzien, na dodatek tylko na Apple, a ja jestem "PC" man...
            Nauka polegala glownie na konwwersacji lamanym niemieckim
            z Azjatami, bo oni stanowili wiekszosc grupy. Wiec po kilku
            tygodniach powiedzialem lektorce co o tym mysle i zrezygnowalem...
            3. Te AUD 3 per 1 hour (before tax) to beda dopiero jak
            liberalowie uzyskaja wiekszosc w senacie, a wiec najwczesniej
            pod koniec lipca b.r. Wtedy tez odbiora prawo odwolania
            sie do sadu pracy (IRC)...
            Pozdr.
            • Gość: kan_z_oz Re: praca w Australii. IP: *.mega.tmns.net.au 28.02.05, 12:16
              k.kat napisala;z tego co wiem szkola np. angielskiego kosztuje ponad 300 dol za
              tydzien (pod
              warunkiem ze tylko jedno z was bedzie chodzic do szkoly), wynajem mieszkania
              250 dol/tydzien (jesli wynajmniesz b.skromne mieszkanko bez mebli). Na placenie
              rachunkow + wyzywienie + bilety na komunikacje, liczac skromnie wydasz okolo
              150 dol/tydzien. W sumie daje to 700 dol na tydzien.
              W przecietnej restauracji placa okolo 12 - 14 dol za godzine. Po odjeciu
              podatku (17%)wychodzi okolo 10 -11 dol. Czyli nawet pracujac po 20 godz we
              dwoje nie zarobicie na tydzien 700 dol.

              Zgadzam sie tylko czesciowo; do Oz nie przyjezdza sie na krotko by sie dorobic.
              Mieszkanie za $ 250 ? tak mozna, mozna tez wynajac w tej samej cenie dom z
              czterema pokojami i odnajmowac pokoj za 80-100. Wiele osob tak robi i jest to
              Ok na poczatek.
              Restauracja ma jeden plus i jest to darmowe wyzywienie. Pieniadze zarabia sie w
              Sydney na budowie i do tego na czarno i nie jest to tajemnica. Pierwsze 6000
              jest bez podatku, do 21000 jest 21% wiec nie wiem skad sie wzielo te 17%?
              Te rachunki sie wiec zgadzaja ale tylko czesciowo.
              2 lata jest to malo w Sydney by sie ustawic, zarobic, odlozyc, szczegolnie gdy
              przyjezdza sie studiowac. Z tym sie zgadzam.

              Pozdrawiam


              • Gość: Wiarus! Kan_z_oz pracuje na czarno! IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 28.02.05, 12:35
              • Gość: Wiarus! Koniecznie donies na kan_z_oz! IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 28.02.05, 12:40
                Ona pracuje na czarno!
                Zobacz sam:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=20863286&a=21110969
                Gość portalu: kan_z_oz napisał(a):
                Zgadzam sie tylko czesciowo; do Oz nie przyjezdza sie na krotko by sie dorobic.
                Mieszkanie za $ 250 ? tak mozna, mozna tez wynajac w tej samej cenie dom z
                czterema pokojami i odnajmowac pokoj za 80-100. Wiele osob tak robi i jest to
                Ok na poczatek.
                - A zglaszaja oni to do Tax Office (zarobek, znaczy sie)?

                Restauracja ma jeden plus i jest to darmowe wyzywienie.
                - To jest tzw. fringe benefit, ktory jest opdatkowany i ktory
                trzeba zglosic jako dochod do Tax Office!

                Pieniadze zarabia sie w Sydney na budowie i do tego na czarno i nie jest to tajemnica.
                - WIAARUS! Szybko donos do Tax Office na kan_z_oz, ze pracuje na CZARNO
                i nie placi podatku! Na dodatek deportowac ja, jesli nie ma
                obywatelstwa!

                Pierwsze 6000 jest bez podatku, do 21000 jest 21% wiec nie wiem skad sie wzielo te 17%?
                - Jak sie pracuje na czarno, to sie chyba podatku nie placi,
                kanadyjko z oz!
              • Gość: lukaso Re: praca w Australii. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.05, 16:36
                kan_z_oz w koncu jakas pozytywna opinia o Australii.
                Z tego co sprawdzalem z Polski to kwaterunek mozna zalatwic za 150-200 dol,
                szkola kosztuje ok. 200dol tydz a zarobki sa w granicach 10-15 dol/godz.
                Oczywiscie ze tylko jedno z nas bedzie uczylo sie angielskiego, druga osoba
                bedzie wiecej pracowala. Legalnie mozna tylko 20 godzin ale...wiadomo. Zreszta
                co ja sie bede rozpisywal, opinie w necie nikomu nie dadza prawdziwego obrazu
                kraju, jednym sie podoba a drugim nie. Sprawdzic trzeba samemu.
                Dzis odezwal sie do mnie kumpel z Adeli (jest od miesiaca) i jest zachwycony i
                namawia mnie do przyjazdu, napisal ze zycie na (wyzszym) innym poziomie niz w
                Polsce i generalnie plusy. Natomiast strasznie oczernil Polonie, szczegolnie
                emigracje lat 80-tych ktorzy podostawali zasilki i nie robia nic. Ale jak ktos
                chce i szuka to mu sie uda.
                Pozdrawiam.
                • kan_z_oz Re: praca w Australii. 01.03.05, 00:55
                  Gość portalu: lukaso napisał(a):

                  > kan_z_oz w koncu jakas pozytywna opinia o Australii.
                  > Z tego co sprawdzalem z Polski to kwaterunek mozna zalatwic za 150-200 dol,
                  > szkola kosztuje ok. 200dol tydz a zarobki sa w granicach 10-15 dol/godz.
                  > Oczywiscie ze tylko jedno z nas bedzie uczylo sie angielskiego, druga osoba
                  > bedzie wiecej pracowala. Legalnie mozna tylko 20 godzin ale...wiadomo.
                  Zreszta
                  > co ja sie bede rozpisywal, opinie w necie nikomu nie dadza prawdziwego obrazu
                  > kraju, jednym sie podoba a drugim nie. Sprawdzic trzeba samemu.
                  > Dzis odezwal sie do mnie kumpel z Adeli (jest od miesiaca) i jest zachwycony
                  i
                  > namawia mnie do przyjazdu, napisal ze zycie na (wyzszym) innym poziomie niz w
                  > Polsce i generalnie plusy. Natomiast strasznie oczernil Polonie, szczegolnie
                  > emigracje lat 80-tych ktorzy podostawali zasilki i nie robia nic. Ale jak
                  ktos
                  > chce i szuka to mu sie uda.
                  > Pozdrawiam.

                  ODP: Nie moge ci napisac wiele na temat Adelaide. Jest jednak wyrazna roznica
                  miedzy miastami. Sydney jest zdecydowanie najtrudniejsze do wystartowania, ma
                  za to duzy rynek pracy. Jesli mozesz znalezc prace w Adelaide to zdecydowanie
                  ja polecam. Jest to dobry i luzny styl zycia w malym miasteczku. Pozniej
                  zobaczycie.

                  Pozdrawiam
                • Gość: Kagan Re: praca w Australii. IP: *.99.221.203.acc51-dryb-mel.comindico.com.au 01.03.05, 02:43
                  Zarobki sa do 10 dolarow za godzine minus podatek i
                  Medicare levy. Ale pamietaj, ze niedlugo beda ok. 3 dolarow
                  za godzine, jak tylko liberalowie uzyskaja wiekszosc w senacie
                  (tu jest taki glupi system, ze senat nie zmienia sie zaraz po wyborach,
                  ale z wielomiesiecznym opoznineniem). Odbiora tez prawo pracownika
                  do odwolania sie do sadu pracy (IRC), a jak bedziesz opuszczac
                  zajecia, to cie deportuja, bo szkoly jezykowe sa teraz
                  kontolowane systematycznie przez Immigration, podobnie jak
                  i place budowy. Zreszta wiarus na ciebie doniesie, jak
                  zaczniesz opuszczac zajecia i parcowac na lewo. Zas emigracja
                  z lat 1980tych siedzi na zasilkach, bo po prostu nie ma dla
                  nich pracy w Australii w warunkach gdy jest tam ponad milion
                  bezrobotnych... sad
                • kan_z_oz Re: praca w Australii. 01.03.05, 03:29
                  Zapraszam cie na nowo otwarte forum; forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?
                  f=25920, gdzie mozesz zadac te same pytania i spodziewac sie sensownych
                  odpowiedzi.
                  Tutaj juz sie nic nie dowiesz; kolega K bedzie szalal przez pare dni az mu
                  minie. Pozniej nastepny atak i tak w kolo macieju od kilku lat. Nudne. Do tego
                  wali teraz pod kilkoma nickami na jednym watku wiec dostales odpowiedzi prawie
                  wylacznie od jednej osoby.

                  Pozdrawiam
                  • Gość: ???? Re: praca w Australii. IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 01.03.05, 11:22
                    Podane forum nie istnieje lub jest niedostępne
                • Gość: do lukaso Re: praca w Australii. IP: *.canberra.edu.au / *.canberra.edu.au 01.03.05, 09:56
                  W skrocie wydaje mi sie ze opinie z ktorymi sie spotkales na forum sa na ogol
                  negatywne bo:
                  1) polacy uwazaja ze sa narodem wybranym i w zwiazku z tym im sie nalezy
                  szczegole traktowanie, miales niedawno przyklad jak tysiace chetnych do pracy
                  polakow wyjechalo do Wielkiej Brytanii -pewnie wiesz co bylo dalej,
                  2) wielu takich polakow mysli o przyjezdzie do Australii, bo przeciez Australia
                  to kraj bogaty i tu pieniadze leza na ulicy,
                  albo mysla ze pracodawca czeka na nich z czerwonym dywanem i otwartymi
                  ramionami.
                  3) wydaje im sie ze skoro skonczyli w polsce studia, to nie zniza sie do pracy
                  fizycznej..., albo nie chca pracowac w weekendy - bo przeciez w weekend sie nie
                  pracuje itd.

                  Bardzo wielu takich polakow jest tutaj (to ta czesc emigracji lat 80 o ktorej
                  mowil ci twoj znajomy - chociaz moge cie zapewnic ze druga czesc tej emigacji
                  radzi sobie bardzo dobrze), albo mysli o przyjezdzie tutaj.

                  Tak wiec, polacy wypowiadajacy sie tu na forum, znajac ulomnosci polskiego
                  charakteru ( wymienone w punktach 1-3) z reguly beda kresli ci obraz Australii
                  do bolu prawdziwy, czasem nawet przejaskrawiajac pewne rzeczy - zebys byl
                  przygotowany na pewien rodzaju szok kulturowy.

                  Bo tutaj twoje powodzenie zalezy od TWOJEJ determinacji, sily charaktru. Tutaj
                  nikt ci nic nie da za darmo i nikt na ciebie nie czeka.
                  Jesli bedziesz mial za duze oczekiwania, to mozesz sie zawiesc.




              • k.kat do kan_z_oz 28.02.05, 23:02
                Skad sie wzielo 17% podatku ? A skad u ciebie 21%
                Jesli nie wiesz jakie sa stawki podatkowe w Australi to zapraszam na strone
                www.ato.gov.au.
                Pierwsze A$6000 jest wolne od podatku, potem od nadwyzki A$6000 do A$21600
                placi sie podatek w wysokosci 17%.

                Chcialabym zobaczyc ten dom z czterema pokojami za 250 dol na tydzien. Chyba
                musi to byc jakas rudera w najgorszej dzielnicy Sydney.

                Zgadzam sie ze moza wynajac pokoj w domu za okolo 80-100 dol. Ale znajac
                australijczykow zamilowanie do porzadku, to wole placic wiecej i mieszkac sama.
                Zalezy kto co lubi.

                Przyjechalam do Australii na studia i pracowalam w roznych kanpach i w
                wiekszosci restauracje nie wydaja darmowych obiadow dla pracownikow. Musisz za
                placic, z tym ze jakies 15%-20% mniej niz klient.
                Jesli pracujesz (to zalezy od restuaracji) np. powyzej 5 godzin, to masz
                przerwe i posilek.

                Pozdrawiam,

                • kan_z_oz Re: do kan_z_oz 01.03.05, 00:49
                  k.kat napisała:

                  > Skad sie wzielo 17% podatku ? A skad u ciebie 21%
                  > Jesli nie wiesz jakie sa stawki podatkowe w Australi to zapraszam na strone
                  > www.ato.gov.au.
                  > Pierwsze A$6000 jest wolne od podatku, potem od nadwyzki A$6000 do A$21600
                  > placi sie podatek w wysokosci 17%.

                  ODP: Nie bede sie klocic, bo szczerze mowiec to nie pamietam a spawdzac mi sie
                  nie chce.

                  Chcialabym zobaczyc ten dom z czterema pokojami za 250 dol na tydzien. Chyba
                  musi to byc jakas rudera w najgorszej dzielnicy Sydney.

                  Wejdz na www.realestate.com.au i wrzuc sobie np. dzielnice w okolicach
                  Parramatty. $ 250 wynajmuje w tych okolicach sporo. Szukaj z wygladu starych
                  weatherboard domow, (cegla jest duzo drozsza), po generalnym remoncie. W tej
                  cenie zyczysz sobie podlogi drewniane, nowe dywany, nowa farba, kuchnia i
                  lazienka po remoncie; wazne jest tez AC. Jesli nie masz samochodu, szukaj w
                  odkeglosci 10-15 min pieszo od stacji, nie blizej.

                  Zgadzam sie ze moza wynajac pokoj w domu za okolo 80-100 dol. Ale znajac
                  australijczykow zamilowanie do porzadku, to wole placic wiecej i mieszkac sama.
                  Zalezy kto co lubi.


                  ODP: Znajdz sobie kolezanke i podzielcie te 250.

                  Przyjechalam do Australii na studia i pracowalam w roznych kanpach i w
                  wiekszosci restauracje nie wydaja darmowych obiadow dla pracownikow. Musisz za
                  placic, z tym ze jakies 15%-20% mniej niz klient.
                  Jesli pracujesz (to zalezy od restuaracji) np. powyzej 5 godzin, to masz
                  przerwe i posilek.

                  ODP: Nie twierdze, ze jest to regula ale jest to do ustalenia i dogadania.
                  Sydney ze wszystkich miejsc w Oz jest najbardziej drapiezne wiec wiele rzeczy
                  nalezy tu ustalac na poczatku i pozniej w trakcie negocjowac. Z reguly nikt nic
                  tu nie daje o ile nie prosisz.
                  Zycze powodzenia


                  • Gość: Kagan kan_z_oz zebraczka pod knajpa w The Rocks IP: *.99.221.203.acc51-dryb-mel.comindico.com.au 01.03.05, 02:50
                    kan_z_oz napisała: (...)
                    Z reguly nikt nic tu nie daje o ile nie prosisz.
                • Gość: Kagan Re: do kan_z_oz IP: *.99.221.203.acc51-dryb-mel.comindico.com.au 01.03.05, 02:47
                  Sluszne slowa! Mozna znalezc tanie pokoje w Sydney, ale
                  sa one w takim stanie, ze lepiej nie mowic. Australijczycy
                  to straszne brudasy, wiec naszykuj sie na pluskwy, a takze
                  pajaki i tzw. silver fish w mokrych miejscach...
                  Mozna tez tanio mieszkac ok 50km od city, ale wtedy dojazd
                  kosztuje do 10 dolarow dziennie (w obie strony oczywiscie)
                  i zajmuje do 2 godzin w 1 strone...
                  A w pracy nic ci za darmo nie dadza. A za wypicie lyku
                  piwa podczas pracy w barze czeka cie natychmiastowe wyrzucenie
                  z pracy... sad
                  • k.kat do lukaso 01.03.05, 10:01
                    W skrocie wydaje mi sie ze opinie z ktorymi sie spotkales na forum sa na ogol
                    negatywne bo:
                    1) polacy uwazaja ze sa narodem wybranym i w zwiazku z tym im sie nalezy
                    szczegole traktowanie, miales niedawno przyklad jak tysiace chetnych do pracy
                    polakow wyjechalo do Wielkiej Brytanii -pewnie wiesz co bylo dalej,
                    2) wielu takich polakow mysli o przyjezdzie do Australii, bo przeciez Australia
                    to kraj bogaty i tu pieniadze leza na ulicy,
                    albo mysla ze pracodawca czeka na nich z czerwonym dywanem i otwartymi
                    ramionami.
                    3) wydaje im sie ze skoro skonczyli w polsce studia, to nie zniza sie do pracy
                    fizycznej..., albo nie chca pracowac w weekendy - bo przeciez w weekend sie nie
                    pracuje itd.

                    Bardzo wielu takich polakow jest tutaj (to ta czesc emigracji lat 80 o ktorej
                    mowil ci twoj znajomy - chociaz moge cie zapewnic ze druga czesc tej emigacji
                    radzi sobie bardzo dobrze), albo mysli o przyjezdzie tutaj.

                    Tak wiec, polacy wypowiadajacy sie tu na forum, znajac ulomnosci polskiego
                    charakteru ( wymienone w punktach 1-3) z reguly beda kresli ci obraz Australii
                    do bolu prawdziwy, czasem nawet przejaskrawiajac pewne rzeczy - zebys byl
                    przygotowany na pewien rodzaju szok kulturowy.

                    Bo tutaj twoje powodzenie zalezy od TWOJEJ determinacji, sily charaktru. Tutaj
                    nikt ci nic nie da za darmo i nikt na ciebie nie czeka.
                    Jesli bedziesz mial za duze oczekiwania, to mozesz sie zawiesc.
                    • Gość: Kagan Re: do lukaso i "kosciola katolickiego" (k.kat) IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 01.03.05, 11:20
                      k.kat napisała:
                      W skrocie wydaje mi sie ze opinie z ktorymi sie spotkales na forum sa na ogol
                      negatywne bo:
                      1) polacy (SIC)uwazaja ze sa narodem wybranym i w zwiazku z tym im sie nalezy
                      szczegole traktowanie, miales niedawno przyklad jak tysiace chetnych do pracy
                      polakow wyjechalo do Wielkiej Brytanii -pewnie wiesz co bylo dalej,
                      - "Polak" pisze sie z DUZEJ LITERY. A przeciez w UK pracy nie ma, to
                      wiadomo od dawna, wiec co innego moglo ich spotkac jak niepowodzenie?
                      Wierzysz w oficjalne statystyki bezrobocia? No coz, dobrze ci prorezymowe
                      media mozg wypraly. W kapitalizmie MUSI byc bezrobocie, bo inaczej "robole"
                      nie wiedza gdzie jest ich miejsce, a faktyczne bezrobocie jest od 50% do 150%
                      WYZSZE niz to oficjalne...
                      2) wielu takich polakow (SIC) mysli o przyjezdzie do Australii, bo przeciez Australia to kraj bogaty i tu pieniadze leza na ulicy,
                      albo mysla ze pracodawca czeka na nich z czerwonym dywanem i otwartymi
                      ramionami.
                      - Australia to biedny kraj, z deficytem wody i miejsc pracy, ale z dobra
                      reklama, stad sporo ludzi na swiecie wciaz mysli, ze Australia jest
                      bogata. A tak naprawde to bogate jest tylko 10-20% Australijczykow, reszta
                      zyje z dnia na dzien, zapozyczajac sie ponad stan... sad
                      3) wydaje im sie ze skoro skonczyli w polsce studia, to nie zniza sie do pracy
                      fizycznej..., albo nie chca pracowac w weekendy - bo przeciez w weekend sie nie
                      pracuje itd.
                      - Studia sie konczy nie po to, aby zasuwac z lopata albo mopem...
                      A w Dekalogu napisano: (EXODUS 20:8 albo Szemot 20:4):
                      "Pamietaj [stale] o dniu Szabatu, aby go uświęcać. Sześć dni [powszednich] możesz pracować i wykonywać wszystkie czynności, ale sobota to Szabat dla Boga, twojego Boga. Nie będziesz wykonywał żadnych zakazanych czynności ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służąca, ani twoje zwierzę, ani konwertyta, który przebywa w twoich bramach. Bo w sześć dni Bóg uczynił niebo i ziemię, morze i wszystko, co w nim jest i odpoczął w siódmym dniu. Dlatego Bóg pobłogosławił dzień Szabatu i uświęcił go."
                      Tak wiec ani chrzescijanie ani zydzi w szabat (sobote) pracowac NIE
                      moga!
                      ... Bardzo wielu takich polakow (SIC) jest tutaj (to ta czesc emigracji lat 80 o ktorej mowil ci twoj znajomy - chociaz moge cie zapewnic ze druga czesc tej emigacji radzi sobie bardzo dobrze), albo mysli o przyjezdzie tutaj.
                      Tak wiec, polacy (SIC) wypowiadajacy sie tu na forum, znajac ulomnosci polskiego charakteru ( wymienone w punktach 1-3) z reguly beda kresli ci obraz Australii do bolu prawdziwy, czasem nawet przejaskrawiajac pewne rzeczy - zebys byl przygotowany na pewien rodzaju szok kulturowy.
                      Bo tutaj twoje powodzenie zalezy od TWOJEJ determinacji, sily charaktru. Tutaj
                      nikt ci nic nie da za darmo i nikt na ciebie nie czeka.
                      Jesli bedziesz mial za duze oczekiwania, to mozesz sie zawiesc.
                      - Zawiedziesz sie tu niezaleznie od oczekiwan czy determinacji,
                      bo tu CALY SYSTEM jest nastawiony na udupienie imigrantow z krajow
                      nieangielskojezycznych. Kiedy pracy tu bylo wbrod (lata 1945-1975)
                      to byli wszyscy imigranci potrzebni, teraz, gdy pracy nie ma, tolerowani
                      sa tylko imigranci angielskojezyczni. Stad Australia NIE jest dobrym
                      miejscem dla Polakow, i w ogole dla nienagielskojezycznych
                      imigrantow...sad Taka jest prawda, sorry...


                      Copyright © Agora SA˙•˙O nas˙•˙Reklama˙•˙
                      • ozpol Kagan czy Ty czytasz co piszesz? 03.03.05, 02:00
                        Piszesz ze jestes obiektywny i znasz sie na tym co Cibie otacza, ale kolo
                        takiego steku bzdur trudno przejsc.
                        Praca jest wszedzie i poddostatkiem jesli wie co si chce, co sie umie i jest
                        sie przygotowanym na kompromisy jesli to jest wymagane.
                        Z osobistych doswiadczen wiem ze w UK nie ma problemow z praca at all a tutaj
                        nie znam nikogo co by tak jak ty gruchy zbijam i bzdury wipisywal.
                        Emigracja nie jest przedszkolem ale szkola zycia. Tak bylo, jest i bedzie.
                        Twoje "widy" sa smutne i zalosne.
                        Wyluzuj sie bo panstwo australijskie tak duzo Tobie zapewnia za tak malo
                        wysilku jaki tutaj wlozyles.
                        • Gość: Kagan Ozpol, ile ci placa za te propagande? IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 06.03.05, 08:53
                          Czytalas THE AGE z ostatniego czwartku? Toc tam wyraznie
                          pisze, ze prawdziwych bezrobotnych jest w Australii conajmniej
                          poltora miliona, plus milion Australijczykow pracujacych za granica.
                          Czyli ze realna stopa bezrobocia w Australii dochodzi do 20%,
                          a wiec jest podobna do polskiej.
                          A co mi panstwo australijskie zapewnia? NIC! A byly lata,
                          gdy zabieralo mi ponad 50% zarobkow brutto, czyli po
                          20-30 tys. dolarow rocznie... sad
                    • Gość: g8g7 Re: do k.kat i wszystkich IP: *.dyn.iinet.net.au 01.03.05, 11:21
                      l.kat Co prawda post Twoj jest skierowany do lukaso,jednak pozwole sobie
                      wtracic kilka slow.

                      Moze i cos w tym jest, ze jak mowisz, my, Polacy mamy w sobie cos w rodzaju
                      wysokogo mniemania o sobie. Nie twierdze, ze nie. Ael nie o tym tu mowa.

                      Zauwazylam jednak (niekoniecznie w Twojej wypowiedzi) na tym forum, ze jesli
                      ktolokwiek powiec cos negatywnego na temat Australii, odradza przyjazd tutaj,
                      etc. jest od razy kwalifikowany jako zrzeda, len, czy 'ulomny charakterem'
                      Polak. A tak do konca nie jest. Jak widac lukaso mimo otrzymania na swoje
                      zapytanie roznorakich wypowiedzi, zarowno pozytywnych i negatywnych, nadal chce
                      sprobowac szczescia w Australii. I ja mu szczerze zycze powodzenia. Chodzi
                      tylko o to, ze przyjechac tutaj do Austalii, na studenckiej wizie, naprawde sie
                      nie oplaca pod zadnym wzgledem, emigracja do zupelnie co innego. Nawiasem
                      mowiac, nie rozumiem twojego negatywnego nastawienia do fakty, ze ktos po
                      studiach nie chce pracowac fizycznie. Chyba nie po to sie wyjezdza do obcego
                      kraju, zeby pracowac ponizej swoich kwalifikacji, tylko zeby miec lepsze
                      perspektywy. A moze sie myle? Ps. Sama pracowalam tytaj w fabryce podczas
                      studiow i widzialam pelno zmeczonych zyciem emigrantow, ktorzy mogli by wiecej
                      osiagnac, gdyby nie to, ze 'ugrzezli' w srodowisku i zapomnieli po co tu
                      przyjechali. Proponuje zastanowic sie wiec, z jakiej perspektywy doradzamy, czy
                      student studentowi, czy emigrant potencjalnemy emigrantowi. Bo to naprawde duza
                      roznica. Ja moge polecic Australie jako turysta turyscie.
                      • Gość: Kagan Re: do k.kat i wszystkich IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 01.03.05, 11:29
                        Australia jest niebezpieczna dla turystow, chyba, ze przyjezdzaja
                        tu duza grupa z przewodnikiem, jezdza razem autokarem i mieszkaja
                        razem w dobrych hotelach. Tubylcy, i to bynajmniej nie Aborygeni,
                        co roku morduja tu minimum kilku turystow ktorzy podrozuja
                        po Australii samotnie z plecakiem... sad
                        Co do resty to zgoda. Nie po to sie uczymy, aby pozniej zasuwac
                        z lopata albo mopem! Oczywiscie, rasista Howard widzi WSZYSTKICH
                        Polakow tylko przy lopacie albo mopie... Stad tak, a nie inaczej nas
                        tu traktuja! Trzymajcie sie wiec jak najdalej od Australii!
                        I poczytajcie blog wiarusa, o tym jak on donosi na Polakow:
                        robertjaworski.blox.pl/html
                        • robert_jaworski Re: do k.kat i wszystkich 01.03.05, 12:28
                          Robcie tak ja ja: zgloscie sie jako platny informator do
                          Centrelinku: www.centrelink.gov.au/internet/internet.nsf/about_us/fraud_reporting.htm
                          "The general public are encouraged to contact Centrelink if they think they have information that will help in the detection of incorrect payments to Centrelink customers."
                          Patrz tez moj blog (sekcja komentarzy):
                          RobertJaworski.blox.pl/html
                          • miroslaw_krupinski Re: do k.kat i wszystkich 02.03.05, 00:50
                            Wstydz sie, zydzie!
                            robertjaworski.blox.pl/html
                      • k.kat Re: do k.kat i wszystkich 01.03.05, 13:10
                        piszac ze polak po studiach nie chce sie pracy fizycznej, mialam przede
                        wszystkim na mysli nowo upieczonych emigrantow (malzenstwo, maja po jakies 28-
                        29 lat) dalsza rodzina moich znajomych...
                        On po studiach informatycznych w W-wie + praca jako informatyk w zachodniej
                        firmie, ona po studiach ochrony srodowiska + jakas praca w ochronie srodowiska.
                        Po wyladowaniu w Sydney, on szuka pracy nie nizej niz Manager, ona nie mowi
                        slowa po angielsku ale ma plany,ze po kilku miesiecznym kursie angielskiego
                        znajdzie prace w ochronie srodowiska.
                        Po kilku miesiacach bezowocnego szukania pracy on (z pomoca rodziny) znajduje
                        prace w supermarkecie, a ona sprzataczki w hotelu.

                        Zgadzam sie ze nie po to konczy sie studia zeby pracowac fizycznie, ale
                        wyjezdzajac za granice i nie znajac dobrze jezyka to wydaje mi sie ze trzeba
                        troche umiec dostosowac sie do realiow. Nie oznacza to ze jak sie zacznie od
                        sprzataczki, to juz cale zycie bedzie sie sprzataczka.


                        Pozdrawiam,
                        • Gość: Kagan Re: do k.kat i wszystkich IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 01.03.05, 13:58
                          Problem w Australii jest taki, ze znam dziesiatki Polakow,
                          co sa tu legalnie, maja ukonczone studia nie tylko w Polsce,
                          ale tez i tutaj (na ogol podyplomowe), angielski znaja bardzo
                          dobrze (choc oczywiscie wiekszosc z nich nie mowi z tutejszym
                          akcentem), przepracowali tu ponad 10 lat, a teraz nie moga
                          znalezc pracy, bo jest, wbrew oficjalnej propagandzie, recesja
                          i bardzo wysokie bezrobocie. Stad rzad planuje obnizke minimalnej
                          placy do 3 dolarow brutto za godzine i likwidacje sadow pracy.
                          Tego sie nie robi, kiedy gospodarka kwitnie... a 99.9% osob
                          co zaczynali od sprzatania za granica, na owym sprzataniu tez
                          koncza... Niestety... sad
                          Pozdr.
                          • mala_obludnica odpowiedz 01.03.05, 18:45
                            Czytam czytam i jestem w ciezkim szoku...
                            Pierwszy raz slysze o "ciemnej stronie" Australii...Na pewno jest troche prawdy
                            w tym, ze kontynent ten cieszy sie dobra, zeby nie powiedziec nieposzlakowana
                            opinia u nas w Europie, i nie mowie tylko o Polsce. Znajomy Francuz z
                            zaslyszanych relacji nakreslil mi obraz jakiegos raju na ziemi, a z kolei moje
                            kochanie jest po obejrzeniu jakiegos programu w belgijskiej tv ,
                            relacjonującego postępy flamandzkiej rodziny ktora wyemigrowala do Australii ,
                            dostali od razu robote , domek i w ogole wszystko bylo git. Stad zaczelismy
                            oboje zastanawiac sie nad tym ,czy by kiedys tam nie zawitac...na poczatek
                            turystycznie, rozejrzec sie , a kiedy Europa nam do cna zbrzydnie ( kocham
                            Europe, jej waskie uliczki, zroznicowanie , ale jest PRZEREGULOWANA i szlag
                            mnie trafia na morze papierow i marnotrastwo tu panujace...mojego lubego
                            rowniez. stad nasze zastanawianie sie - wydawalo nam sie, ze w Australii tego
                            nie bedzie, ludzie sa bardziej "na luzie" slonko swieci...takie tam wink )
                            Myslelismy o zamieszkaniu tam i pracowaniu w naszych zawodach (tez uwazam ze
                            nie po to studiuje, zeby potem naczynia zmywac...mozna sobie dorabiac na
                            wakacjach , i pracowac tak co najwyzej przez pol roku zeby na cos
                            odlozyc...wszystko powyzej paru miesiecy to jakies nieporozumienie), weszlam
                            nawet swego czasu na strone , i troche zmrozilo mnie sformulowanie przy wizie
                            pobytowej , ze jest dla ( cytujesmile ) successful businessmen, members of the
                            board etc smile Heheheh, no to chyba nie ja...jeszcze nie , i za dziesiec lat
                            pewnie tez...tongue_out
                            Co do angielskiego, to Aussies - wnioskujac z waszych postow - chyba zabiliby
                            mnie za moj brytyjski (pamietajac krzywdy imperium smile ) a mojego lubego za jego
                            dutch-english smile
                            Ciesze sie , ze trafilam na wasze posty, nie mam powodow zeby im nie wierzyc (
                            chociaz zapewne zdan na ten temat jest tyle, ile prywatnych historii), a juz
                            najbardziej dobila mnie miernota intelektualna w osrodkach akademickich. Poziom
                            wiedzy to podstawa ( ludzilam sie , ze w Australii mogloby byc tak jak w
                            Stanach...ogolnie bida jezeli chodzi o poziom edukacji, ale srodowiska
                            (jakkolwiek hermetyczne by nie byly)akademickie na wysokim poziomie...
                            Chetnie poczytam sobie jeszcze o tym,jak to w Australii wyglada, i pytanko -
                            ktos sie moze orientuje jak ma sie do tego Nowa Zelandia?? smile

                            W ramach PeeSu : Ci australijczycy ktorych ja mam szczescie znac, to niczego
                            sobie goscie, szalenie mili, wyluzowani, i za sprawa dosc smiesznego akcentu
                            sprawiajacy wrazenie milych ,nieszkodliwych bibiarzy...


                            • Gość: YHA Re: odpowiedz IP: *.vic.bigpond.net.au 02.03.05, 00:26
                              Czesc! Jesli chodzi o gospodarke Australii to jest ona w powaznym kryzysie:
                              www.theaustralian.news.com.au/common/story_page/0,5744,12416596%255E2702,00.html
                              "PETER Costello has been forced to defend his handling of the economy as new
                              figures show Australia's deficit to the world has risen above the level that
                              prompted Paul Keating's infamous "banana republic" warning.
                              As economists estimated the current account deficit, at a record $15.2billion,
                              was equivalent to 7.1 per cent of gross domestic product in the December
                              quarter, the Treasurer conceded: "We need to lift exports."
                              "The run of deficits has resulted in Australia's foreign debt snowballing to
                              $422billion, and it is now a record 51per cent of GDP.
                              Foreign debt rose by $1billion a week throughout last year. Interest costs on
                              the debt reached $5.1billion in the December quarter
                            • luiza-w-ogrodzie Do malej obludnicy 03.03.05, 02:39
                              Popatrz na watek o podstawowej informacji o Australii dostepnej na internecie.

                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=20397869
                              Co do Twoich obaw jezykowych, za brytyjski angielski nikt nikogo nie
                              zabije ;oD a bardzo wielu Australijczykow albo ma rodzine w UK, albo niedawno
                              stamtad przyjechali. Ludzie sa przyzwyczajeni do mnogosci akcentow.

                              W dwudziestoosobowym dziale firmy w ktorym pracuje, pochodzenie (i akcenty)
                              moich wspolpracownikow sa bardzo rozne: RPA, Anglia, Irlandia, Polska, Chiny i
                              oczywiscie Australijczycy. W ciagu siedmiu ostatnich lat przewineli sie tutaj:
                              Maltanczyk, Ormianin, Wloch, Hindus, dwie Irlandki, dwie Brytyjki, Anglo-
                              Hinduska, Walijczyk i Nowozelandka.

                              Pozdrawiam
                              Luiza-w-Ogrodzie

                              ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                              .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                              • Gość: Kagan Re: Do malej obludnicy IP: *.98.221.203.acc51-dryb-mel.comindico.com.au 03.03.05, 12:14
                                Brytyjski agielski jest OK w duzej firmie w Sydney
                                czy Melbourne, ale nie w pubie w country, a na outback
                                (zadupiu) to lepiej z brytyjskim akcentem nie probowac
                                nawiazac konwersacji. I spory "staff turnover" tam macie!
                                Bedzie jeszcze wiekszy, jak Howard pozamyka sady pracy (IRC)... sad
                                • Gość: mala_obludnica Re: Do malej obludnicy IP: *.chello.pl 05.03.05, 12:10
                                  Ok, dzieki za info...
                                  Bede trzymac reke na pulsie i zbierac informacje, a jezeli chodzi o
                                  powazniejsze plany wzgledem australii, to nie bedziemy z Moim sie tam pchac nie
                                  zobaczywszy wczesniej o co chodzi smile
                                  Poza tym ja wczesniej musze sie obronic , i planujemy pomieszkac jeszcze chwile
                                  w Belgii ( a co tam smile )
                                  Moze w przyszle wakacje sie wybierzemy turystycznie... potem poszukamy na sieci
                                  ofert pracy...
                                  Ale zawsze ciesza mnie wszelkie informacje,zwlaszcza od najlepiej
                                  zorientowanych, zwlaszcza ze tutaj widac przewaza druga strona medalu -
                                  naprawde tutaj najpopularniejsza jest opinia ze Australia to raj na ziemi ( az
                                  sie wierzyc nie chce...smile )
                                  Ponadto informacje o gospodarcje , o faunie florze i srednich temperaturach na
                                  dany miesiac moge uzyskac kiedy badz...
                                  A nic nie zastapi "zywej" informacji : jak tam sie zyje smile Tak na co dzien.

                                  Dzieki wielkie, na pewno bede tu zagladac
                                  • Gość: Kagan Re: Do malej obludnicy IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 05.03.05, 14:20
                                    Widze, ze powoli zaczyna wracac ci rozsadek. Australia
                                    wydaje mnostwo na reklame, stad ten mit Australii jako
                                    "raju na ziemi", gdy to bylo istne pieklo na ziemi!
                                    Zacznij moze od Wolniewicz, J. ‘Wyspa łez’ w "Poznaj Świat"
                                    z grudnia 1997 (tam jest o Holokauscie Tasmanczykow).
                                    Wiadomosci o klimacie sa na ogol falszywe, bo tam gdzie
                                    mieszka 1/4 Australii, czyli w Melbourne i okolicach sa gorace,
                                    nieprzyjemne lata (do 40 stopni C i wiecej) i dosc zimne
                                    zimy (nawet ponizej zera) w zimnych, marnie ogrzewanych domach.
                                    Jest tez powazny deficyt wody i niedlugo kapac sie tu bedzie
                                    mozna tylko raz na tydzien. O gospodarce tez jest malo
                                    prawdy, np. czy wiesz, ze niedawno najwieksza gazeta w Melbourne
                                    (THE AGE) napisala, ze w Australii jest ok. poltora miliona
                                    bezrobotnych, a wiec stopa bezrobocia jest tu wieksza niz w
                                    Niemczech? Stad zapomnij o ciekawej czy dobrze oplacanej pracy
                                    w Australii. Informatycy pracuja tu w sklepach przy ukladaniu
                                    towarow na polkach, inzynierowie prowadza taksowki i ciezarowki,
                                    absolwenci anglistyki jako security guards itd. A jak cie stac
                                    na wycieczke, to przyjedz, tylko po co? Australia to turystycznie
                                    najmniej ciekawy kontynent.
                                    90% obszaru to pustynie i pulpustynie, a miasta jak w USA czy
                                    Kanadzie, wiec niby po co tu przyjezdzac? Kangury sa w
                                    prawie kazdym ZOO w Europie!
                                    Pozdr.
                                    • Gość: mala_obludnica Re: Do malej obludnicy IP: *.chello.pl 05.03.05, 14:51
                                      Kagan, z calym szacunkiem, ale moj plan od poczatku byl taki jak
                                      wyluszczylam wink nie moge wiec uwazac sie za nawrocona przez Ciebie, aczkolwiek
                                      doceniam (podkreslam to na kazdym kroku) informacje od was wszystkich , bo
                                      pokazuja drugie dno sprawy smile
                                      A czemu chcialabym przyjechac turystycznie? Zeby miec wlasne zdanie.Nudzic sie
                                      na pewno nie bede bo nudzą się tylko ludzie nudni >smile Ciekawa jestem
                                      Australii. Nie ma czego? Bez przesady smile Ludzie maja dziwny stosunek do
                                      podrozy, jakby chodzilo tylko o przejechanie sie byle dalej , i jak najwiecej
                                      egzotyki...Podroze to przede wszystkim poznawanie czegos nam nieznanego ( w
                                      sensie ludzi i kultury ,oraz rzecz jasna krajobrazow i calej reszty) wiec
                                      pozwole sobie postawic (naciagany, ale ideologicznie do rzeczy podchodzac
                                      sluszny) znak rownosci miedzy wypadem na Kaszuby , nieopodal mnie, a wypadem do
                                      Australii >smile A ze Australia zapowiadala sie fajnie a teraz zapowiada sie
                                      kontrowersyjnie, to czemu nie. (Chociaz krajobrazowo chyba lepiej stoi N.Z?)

                                      Absolutnie rozumiem was , ze nie ma raju na ziemi, ani w Polsce ani poza nia.
                                      Kazdy wybiera co mu pasuje, ale nigdy za wszelka cenie mnie do emigracji nie
                                      ciagnelo, gdyby nie to ze moje kochanie siedzi w Belgii , najchetniej na stale
                                      zostalabym w moim ukochanym Trojmiescie ( nawet wyzbywszy sie lokalnego
                                      patriotyzmu, jest tu po prostu fantastycznie).. Belgia zla nie jest, ale
                                      smieszy mnie przekonanie ludzi , ze bede miala tam lepsze zycie niz na
                                      miejscu ,i w ogole bede strasznie bogata ( no bo tam wszyscy sa bogaci rzecz
                                      jasna) .. Taaaa, przez chwile, kiedy bedzie jeszcze roznica miedzy euro a
                                      zlotowka a potem miedzy zarobkami..bede przyjezdzac do Polski TROCHE
                                      bogatsza..w Belgii zyjac mniej wiecej tak jak bym zyla w Polsce.


                                      • Gość: Kagan Re: Do malej obludnicy ;) IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 06.03.05, 08:48
                                        Witam:
                                        1) Nigy ciebie za "nawrocona" nie uwazalem - napisalem tylko,
                                        ze jakbys dochodzila do zdrowego rozsadku...
                                        2) W Australii spotkasz glownie ludzi nudnych, nudniejszych
                                        i straasznie nudnych. Chyba ze twa pasja zycia jest cricket
                                        albo tzw. footy, oraz zycie prywatne brytyjskiej rodziny
                                        krolewskiej. Nic innego bowiem ozow nie interesuje... sad
                                        3) Krajobrazowo NZ jest o wiele dlugosci przed Australia, ale
                                        ludzie tam sa jeszcze gorszymi rasistami niz Australijczycy.
                                        To, ze Maorysow nie wybili jak Aborygenow to tylko dla tego,
                                        ze Maoryci to bardzo wojownicze i stosunkowo wysoko
                                        rozwiniete plemie...
                                        4) W Australii conajmniej 10 mln czyli polowa ludnosci
                                        zyje w biedzie (choc nie w skrajnej nedzy): ok. 5-6 mln to
                                        bezrobotni i ich rodziny, ok. 4-5 mln to tzw. working poor
                                        (pracujacy, ale b. malo zarabiajacy). Moze 1-2 mln zyje naprawde
                                        dobrze w Australii, ale w Polsce tez 10-20% zyje niezle...
                                        4) Z Belgii nie mam najmilszych wspomnien, za to mam b. mile
                                        z Trojmiasta. Szczegolnie nie lubie Brukseli - po Londynie
                                        wydaje sie dziura, po Kolonii brudnym, zabiedbanym miastem z
                                        nieprzyjemnymi, ksenofobicznymi tubylcami (szczegolnie niemili
                                        sa waloni, czyli francuskojezyczni belgowie)...
                                        Pozdr.
                                      • Gość: kan_z_oz Re: Do malej obludnicy IP: *.mega.tmns.net.au 07.03.05, 09:50
                                        Wszystko zalezy od tego czego sie spodziewasz. Przyjechalismy tutaj 13 lat,
                                        oczekiwalismy dobrego i ciekawego zycia i takie mamy/mielismy. Prosze nie mylic
                                        z latwym.
                                        Zdecydowanie moze to byc raj (klimatyczno-przyrodniczy).
                                        Wszystko kochanie zalezy od Was, nie od Oz.

                                        Pozdrawiam i zycze szczescia

                                        PS Kolego Kagan; ulkony dla szanownej zony, musi byc swieta kobieta.
                                        • Gość: Kagan Re: Do malej obludnicy IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 07.03.05, 11:22
                                          Howard (premier federalny Australii) wlasnie poucza mlodych
                                          Australijczykow w TV aby nie szli studiowac na uniwersytety ale
                                          do terminu do przyslowiowego szewca, bo prymitywna gospodarka
                                          Australii nie potrzebuje fachowcow po studiach, ale rzemiechow po
                                          zawodowce...sad A ze sie pogarsza, do szewcy beda tu w duzym
                                          zapotrzebowaniu, bo kogo bedzie stac na nowe buty jak place
                                          beda po 3 dolary za godzine (brutto, a wiec przed potraceniem
                                          podatku)... sad
    • Gość: Zly link Praca w Australii a wlasciwie jej brak. IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 05.03.05, 14:40
      Wystrzegaj sie takich oszukanczych pseudoinformacji,
      np. tych zawartych w reklamowkach agentow imigracyjnych pod
      adresem:
      www.migrationexpert.com/immigration_australia.asp?fid=100036
      Pomimo tego, ze w roku 2004 gospodarka australijska stala
      praktycznie w miejscu, pisza o jej "dynamicznym rozwoju",
      pomimo poltora milionowego bezrobocia pisza oni o niskim
      bezrobociu, nic nie wspomianaja o gigantycznym dlugu zagranicznym
      Australii ip. itd. Chca po prostu wyciagnac od naiwnych
      ile sie da w ich zupelnie zbednym posrednictwie... sad
      • mgalo1 oj polonia 05.03.05, 21:23
        hmmm tak czytam waszych wypowiedzi a szczególnie kagana to az mnei to
        śmieszy.Zyje sobie taki w australii i narzeka na wszystko co wokól niego
        jest,takei typowe polskei podejście(przyzwyczailme sie do takeigo stantu bytu
        jak bylem w usa i przebywalem z polonia ameryknska),szkoda ze kazdemu musisz
        psuc tym humor min.wypowiedziami jak to wam żle w tej australii,nie rozumie po
        co tam jestescie a szczegolnei ty kagan jesli taki styl bytu ci nie
        odpowiada,jesl iaustralia jest taka najgorsza to po co tam siedzisz
        kagan,przynajmneij swoim ziomalom powiedz o kraju w ktorym jestes bo nei wierze
        ze tam jest tak żle jak piszesz.Studenci osoby jak ja chca zobaczyc cos nowego
        w zyciu i cieszyc sie tym od sameog poczatku wiec schowaj swoej rady.Wiece
        joptymizmu stara zrzedo
        • Gość: Pole Australia to Labour Camp IP: *.nsw.bigpond.net.au 05.03.05, 21:52
          w ktorym hydraulik, elektryk lub fryzjer zarabiaja wiecej niz absolwent
          uniwersytetu.
          www.smh.com.au/articles/2005/03/05/1109958158846.html
          Wrench replaces the scalpel
          By Danielle Teutsch
          March 6, 2005
          The Sun-Herald

          Page Tools
          Email to a friend Printer format
          Young plumbers and electricians were once seen as low-skilled and poorly paid.

          Now they're having the last laugh.

          While their university-qualified peers are saddled with HECS debts,
          tradespeople in their 20s are raking in yearly incomes of $100,000 - more than
          many doctors and lawyers.

          They are benefiting from an acute shortage of skilled labour across the country.

          The shortages, which are set to get worse as the population ages, has prompted
          the Immigration Minister Amanda Vanstone to propose increasing Australia's
          skilled migrant intake by 20,000 a year.

          Several trades are experiencing a bonanza. Plumbing Trades Employees Union
          secretary Earl Setches said plumbers could earn $100,000 a year.

          "There is so much demand, they they are not going to come out and change your
          washer for under $100," he said.

          "They can charge what they like."

          Electrical Trades Union NSW branch assistant secretary Warwick Tomlins said
          most of his members were earning $60,000 to $120,000.

          Advertisement
          AdvertisementHairdressers have also benefited from the skills shortage, with
          average earnings well above the minimum wage at $50,000 to $60,000, said
          Professional Hairdressers Association executive administrator Wendy Blair.

          "More people are looking to pay bonuses and commissions to ensure they keep
          their staff," she said.

          A spokeswoman for the Toni&Guy hairdressing group, Barbara Bailey, said a top
          colourist could earn up to $80,000 a year, excluding commissions.

          Australian Divisions of General Practice chair Dr Rob Walters said many GPs in
          bulk-billing practices were taking home less than $100,000 a year, with rising
          overheads such as medical insurance, rent and supplies eating into their
          earnings.

          Law is also not the lucrative profession it was, with a 2004 study by the Law
          Society of NSW showing the average income for a lawyer in private practice was
          $76,402.

          The Department of Employment and Workplace Relations skilled vacancy report
          last month showed the highest demand was for labourers, factory and machine
          workers.

          The scarcity of tradespeople led federal Treasurer Peter Costello to remark
          last week: "There has never been a better time to be a plumber or an
          electrician - you can make a really decent income."

          Australian Chamber of Commerce and Industry chief executive Peter Hendy said
          prejudice had developed against trades that was discouraging young people from
          taking them on.

          "Kids are brought up in an environment where if they don't go to university
          they feel they have failed the first hurdle," he said.

          "There's a culture that sees trades as second-class employment."

          Craig Thomas, 25, from Campbelltown, earns $80,000 to $100,000 a year with
          overtime as an electrical fitter.

          He saved all his overtime, amounting to $30,000, last year for a deposit on his
          first house.

          "Doing a trade was definitely a good option for me," he said.

          "I thought I would be worse off than many of my mates who went to uni, but I'm
          doing better than 80 per cent of them."

          Cranium Hair principal stylist Lisa Murray, 32, said she could earn $100,000 a
          year if she wanted to work a 60-hour week on commission.

          "It has been a good industry for me, financially," she said.

          Winmalee GP Dr Michael de Vries said he felt he was going backwards financially.

          "This practice was doing better in 1983, when it first started," he said.

          "Even though we are charging more now, our overheads have gone up dramatically."

          • Gość: Kagan Australia to takze Concentration Camp... IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 06.03.05, 09:04
            ... dlas Aborygenow i imigrantow z nieangielskojezycznych
            krajow... A polityka zanizania plac absolwentom uniwersytetow ma
            na celu zniechecenie Australijczykow od nauki, albowiem latwiej
            jest rzadzic fryzjerami i hydraulikami niz socjologami i
            historykami... sad
        • Gość: Kagan Re: oj polonia IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 06.03.05, 08:57
          1) Siedze w Australii, bo jestem australijskim obywatelem.
          2) Narzekam na Australie, bo mam prawo narzekac, wlasnie m. in.
          jako jej obywatel.
          3) Nie moja wina, ze tu jest zle, a moglo byc tak dobrze.
          4) Pisze prawde, a to sie wielu osobom nie podoba. Nie moja
          to wina, ze nie mysle zyczeniowo ale realistycznie...
          5) W rezymowych mediach jest tyle propagandy, ze trzeba
          pokazywac jej klamstwa...
      • Gość: DownUnder... Re: Praca w Australii-jest dla wykwalifikowanych.. IP: *.ains.net.au 06.03.05, 06:58
        Po raz setny zachecam-praca jest w kazdej dziedzinie-ale dla wykwalifikowanych-
        psychiczny (schiziofrenia) stary zmarszczony fiut kagan-wcielenie kilkuset ksyw
        pisze bzdury.
        Ten slawetny akcen obwiniany tu to znow bajki. Ja mam kolo 60tki-kieruje duza
        grupa inzynierow, mam paskudny akcent i jakos ciagle ide do przodu.
        Atuty potrzebne to wyglad, obycie i inteligencja. Ciec z wygladem walesy bedzie
        mial trudnosci. Nie pisze o zyciu - tu jest luz, plaze, doskonale zarcie i
        seks - gay mardi grass parade wczoraj...
        • bek_zastepca_kagana Re: Praca w Australii-jest dla wykwalifikowanych. 06.03.05, 08:55
          no i jak tam kiszka stolcowa po wczorajszych wystepach panie kierowniku
        • Gość: Kagan Praca w Australii-jest dla wykwalifikowanych sex.. IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 06.03.05, 09:01
          ... workers, sprzataczek, usuwaczy azbestu itp., ale nie ma jej
          dla osob po studiach, nawet tu w Australii skonczonych.
          Bez tutejszego akcentu jest i bedziesz jak tredowaty.
          To, ze ty, jako pedal, dajac doopy swym rownie zboczonym
          bossom masz prace jako inzynier, tylko potwierdza to, co
          ja pisze...
          • Gość: maciej kagan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.05, 10:15
            nie chce sie wtracać już więcej do tej rozmowy,ale wkurza mnei na max
            zrzędzenie kagana,to takie typowe podejscie poloczka emigranta!!!bylo mu żle w
            polsce,jest mu żle na emigracji,i nikt mu niczym niedogodzi.Dla kogos bystrego
            i inteligetnego nie ma rzeczy nei mozliwych pani kaganku,a to co tu piszesz to
            to zakrawa na smiech,jesli to twoj kraj-panie obywatelu australii-to dziwie sei
            ze znasz tak dobrze jezyk jeszcze bo jak to czesto z polonia bywa to po 2
            latach emigracji to oni "zapomnieć dużó slowa po polkiego ale mowic super po
            angielskeimu",myśle ze nawet ja ktak dobrze u cieibe z jezykiem to ejstes
            urodzonymn pesymista stary,i radze nie obrzydzac wiecej checi wyjazdu do
            australii-do twojego kraju"patrioto"-innym.Poprostu neiwchodz na ta strone i
            pozwoli pisac setki innym osobom ktore byly w australli i swietnei wspominaja
            pobyt tam i z mila checia by tam jeszcze wrocila bo jesl itak sypiesz
            statsytykami to takich zadowolonych ludzi jest procentowo wiecej niz takich jak
            ty,zeby nei powiedziec ze jestes bardzo uosobniony z tymi pogladami!!!Przykro
            mi to pisac o swoim ziomalu ale nei stety taka jest prawda,i nauczylem sie juz
            ze ludzie z emigracji szczegolnei polscy emigranci sa wrogo nastawieni na
            pomoc,szkoda ze sa tacy aspoleczni ludzie i to wsrod bylych "krajanow".Moglbym
            tu jeszcze dlugi pisac ale szkoda mi czasu na takeigo dupka jak kagan !narazie
            • Gość: Kagan W kolko Macieju... :( IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 06.03.05, 10:23
              1) Zamiast mnie obrazac, przedstaw jakies dane, z ktorych
              by wynikalo, ze w Australii jest tak dobrze, jak ty twierdzisz,
              polskim imigrantom.
              2) Bede pisac na tym forum, bo tak mi sie chce, i ty mi tego
              na pewno nie zabronisz, ex tow. cenzorze z ul. Mysiej... sad
              3) Chamski ton twego listu i obrazanie mnie, nazywajac mnie np.
              "dupkiem" swiadczy zas, ze mam racje, a ty w swej bezsilnosci
              uciekasz sie do "ostatecznego" argumentu tchorzy i klamcow,
              czyli do zwyczajnych wyzwisk...sad
              Bez pozdr.
              Kagan
              • Gość: maciej Re: W kolko Macieju... :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.05, 11:04
                czytając twoej posty ,zauważam ze jestes postkomunistycznym dzieckiem,żyles w
                czasach komuny a oni wpoili ci podejscie do zycia jakie trzeba miec wraz z
                twoimi rodzicami,ul.mysia i takie inne ..ej w polsce komuny juz nie ma
                stary,wiec mozesz wrocic juz ty czerwony solidaruchu,niebede polemizowal z toba
                wiecej ,nara niezyczliwy polaczku
                • Gość: Kagan Re: W kolko Macieju... :( IP: *.95.221.203.acc50-dryb-mel.comindico.com.au 06.03.05, 13:05
                  Znow stac cie tylko na niewybredne obelgi?
                  A ul. Mysia jest, i mentalnosc z GUKPPiW tez
                  pokutuje w Polsce, jak to widac z twego przypadku... sad
        • Gość: DownUnder... [...] IP: *.ains.net.au 06.03.05, 10:02
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • Gość: Kagan Praca w Oz jest dla wykwalifikowanych pedalow... IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 06.03.05, 10:06
            ... i pedrastow. Znow sie mowi o kolku pedofilow obejmujacych
            w Melbourne ministrow, szefow policji i czolowych biznesmenow.
            I tylko zboczek sie moze dobrze czuc wsrod zboczkow.
            Tylko pedal ryzkuje udzial w pedalskich imprezach, na ktorych
            bardzo latwo zarazic sie AIDSem...sad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka