Witam wszystkie zyczliwe mi osoby... W koncu udalo mi si osiasc z pupa na
jednym miejscu. Jako, iz korzystam z internetu za zgoda kogos i z grzecznosci,
zatem nie mam czasu na czytanie tych wszystkch bzdor, o ktorych jakies
popaprance tutaj wypisuja...
Jak juz wiecie zaczelo sie 21 czerwca w Warszawie... o tym juz pisalem...
nastepnego dnia sidzialem jeszcze w Dani w Kopenhadze i wlasnie przyjechalismy
cala grupa na lotnisko, kiedy to uslyszelismy kolejny raz, iz SAS nie ma dla
nas miejsc w samolocie...tzn. nie dla wszystkich...
Tym razem bylo to juz wielkie przegiecie... ale tym samym SAS okazaly sie byc
bardzo UPRZEJMA firma... a co sie za tym kryje... Dostalismy kolejn raz hotel,
tym razem o wiele lepsze od poprzedniego SCANDINAVIA or something that... kazdy
z nas dostal pokoj 1, zapewniono nam kolejny raz taksowki, wzywienie. no i
atrakcje w Kopenhdze w formie woucherow(nie wiem jak dokladnie to napisac) na
rozne atrakcje w tym miescie... i moge powiedziec tylko tyle, iz byl to NIE
ZAPOMNIANA NOC !!!! by tego bylo malo... dostalismy vouchery na wartosc $800 na
podroze ich liniami gdziekolwiek chceemy, lub jak kto woli po $400 do reki...
Nastepnego dnia okazalo sie, iz w koncu lecimy... Jednak nie byl to
lotbezposrenio z Danii do USA, ale przez Anglie i Bermingham... zatem koleujna
atrakcja... moglismy chociaz krotko zobaczyc kawalek angielskiej ziemi...
Kolejnym punktem bylo juz lotnisko Newark... lot byl mily do tego nawizalo sie
pierwsze kontakty z prawdziwymi Amerykaninami... W Newark nie bylo ZADNYCH
problemow.... urzednicy INS byli zyczliwi i nikt z nas nie mial zadnych
klopotow... Nastepnie udalismy sie na Columbia University w NY... no i tu
bajkaniejako konczy sie..

))) po dwch dniach luksusow w hoteach (do ktorych
mozna przyzwyczaic sie i t bardzo szybko) zastalismy nieco grszy stan zycia ...
ale przeciez t przoda mojego zycia

))) hehee.. pierwsze co w nas uderzylo to
potworny UPAL - nie chcialem wierzyc w to co pisali ludzie, ale w koncu sam to
przezylem... LALO SIE Z CZLOWIEKA !!!! cuiurkiem... po prysznicu mielismy juz
czas dla siebie.. wiec wybralismy sie o 21 wieczorem ( niedziela) na zwiedzanie
NY za pomoca metra ( kolejny szok- SAUNA!!!! DOSLOWNIE )

))) zibaczylem
Manhatan, ground zero... state island... i na Chinetown juz nie dotarlem - po
prostu padlem

cala droe przespalem w metrze...
Nastepnego dnia mielismy szkolenie... sniadanie- wszystko na Columbia
Univeristy....
Oczywiscie w miedzy czasie probowalem usilnie dodzwonic sie do Pani
Aniutkowej... ale budki telef. w USA mnie nie lubi za bardzo i polknely mi
kilka dolarow za nic hehehe

Jednak za ktoryms razem udalo sie

hehehe
obudzilem ja

)))) A tak przy okazji to BARDZO CI DZIEKUJE ANIU ZA TO ZE
MOGLISMY POGADAC CHOC PRZEZ CHWILE... moze jak wroice do NY to w koncu dojdzie
do spotkania
Tego samego dnia, po szkoleniu wyruzylismy w trone Norwich...( linia autobusowa
Greyhound or something that)do kasyna Foxwood... W Norwich warunki byly
spartanskie... nocleg napodloce, w jakims starym budynku, gdzie tak jak i my
koczolwalo

juz okolo 10 osob z Polski... Nastepnego dnia stwierdzilismy, i
nie ma sensu przesiadywac tam dalej... gdyz jest juz tam bardzo wielu
Polakow... wiekszsc pracy w kasynie byla wybrana... i pstawilismy wszystko na
jedna karte... WRACAMY DO NY...
I tu nie pozostaje mi nic innego jak tylko napisac o tym, iz w tej chwili
trafilismy do Amerykanina... ( NIE POLAK ) mieszka w South Bend... (niedaleko
Chicago) ... Tak sie sklada, iz poznalem go dzieki sieci... powiedzial kiedys
jesli bedziesz potrzeowal pomocy :napisz/zadzwon i tez tak zrobilem.. W tej
chwili mamy gdzie mieszkac... ( nie be pisal o warunkach, bo i pewnie tak mi
sie tutaj dostanie od wielu osob, za to ze sie w ogole odzywam).. ale nie
sposob zliczyc wszystkicvh pokoi i lazienek w tym domu

))) Pomogl nam
zalatwic SSN i juz dzis zlozylismy kilka aplikacji do pracy... do momentu kiedy
to usamodzielnimy sie, mozemy tutaj mieszkac i nic od nas za to nie chce... ale
byloby nietaktem nie napiac o tym, iz w podziekowaniu pomagamy my w pracach
domowych do poki nie zaczniemy pracy....
Zatem po tych kilku dniach tulaczki w koncu udalo sie nam osiasc w jednym
miejscu...
O USA moge napiac w tewj chwili tylko tyle: TUTAJ WSZYSTKO JEST WIEKSZE

)))))
aha... z Newark do Chicago przeszlismy bardzo dokladna kontrole.. lacznie ze
sciganiem obuwia ze stop... ale oprocz nas kontrol ta przeszlo jeszcze z 40
innych osob.. ..
ok tymczasem pozdrawiam z uroczej dzielnicy South Bend... i do uslyszenia..
P.S. Aniutku juz kupilem maszynke do wlosow

))))
papapa
bastard