undocumented.alien
06.09.07, 08:55
Lżejszy temat:
Najjaskrawszym przykładem są Stany Zjednoczone. Na konta jednego procenta
najbogatszych Amerykanów trafiło 8,2 procent dochodu narodowego w 1980 roku i
17,4 procent w 2005 roku. Najwięcej zyskało górne 0,1 procent – ścisła elita.
W 2006 roku John Simons, zarządca funduszu inwestycyjnego na Wall Street,
zarobił 1,7 miliarda (1700 milionów!) dolarów, czyli tyle, ile 38 tysięcy jego
statystycznych rodaków. Równocześnie od ponad 30 lat realna średnia płaca – po
uwzględnieniu inflacji – rosła średnio blisko jeden procent rocznie.
Cała reszta jest tutaj:
wiadomosci.onet.pl/1435933,2679,kioskart.html