pod namowa tutejszych forumowiczow postanowilem granice polski
przekraczac na polskim paszporcie. pomijajac juz fakt ze ta granica
byla w londynie to byl to pierwszy moj blad.
wyiadajac z samolotu stanalem w kolejce dla czlonkow

)) unii i uk.
ta kolejka byla dluga na 30 osob. stojac patrzylem jak obok
wchodzily pojedyncze osoby z innych krajow. ja czekalem a oni
wchodzili. przypomnial mi sie wtedy japo jak pisal o reszcie swiata.
zaklalem w myslach. pozniej immigration oficer patrzyl pod swiatlo
na moj pasport. przygladal mi sie bacznie. czulem sie jak przestepca
przyjedzajacy do swojego kraju.
w heathrow ogolny balagan, brud i smrod. zapachy pomieszanych perfum
ze smordem spalonych opon i przypalonego obiadu. przesiadka do
innego samolotu to kilometry szybkiego marszu po labiryntach tego
wielkiego lotniska. holach, windach, schodach, wreszcie stacji
pociagu, zmianie terminala i znowu kilomerty marszu. wspolczuje
ludziom starszym i mniej sprawnym. to napewno bylby dobry temat na
do filmu satyrycznego.
szczegolnie spodobali mi sie kolejowi porzadkowi ktorzy na wzor
kolei japonskich, stali przy wejsciach do pociagu i pilnowali
porzadku. co rusz ktos sie o nich potykal, mimo ze kazali im stac za
biala linia. pociag juz byl pusty ale oni nie pozwalali do niego
wsiac. przestrzegali jakiegos regulaminu.
nawiazujac do innych watkow widze ze zrobilem gafe nie pytajac was o
zgode kiedy i gdzie moge jechac na wczasy i w ktorych restauracjach
jesc.
ktos pytal o whisky. na airporcie w ny johnnie walker black label,
zolty karton 4.4 litra za $175. tanio, tanio w ny. musi byc byc
dwoch aby przewiezc ze wzgledu na limit.