Gość: GOCHA
IP: 193.28.0.*
24.09.04, 08:46
Choruję na bulimię już siedem lat, jestem pod opieką specjalisty i powoli
widzę zmiany. Poza tym mam ojca alkoholika,a w moim domu każdy żyje obok
siebie, jedynie z mamą mam nienajgorszy kontakt. Ale nie o tym mowa....
Jestem ze swoim partnerem cztery lata, o chorobie dowiedział się w trakcie
naszego związku (dwa lata byliśmy), byłam czszęśliwa zakochana, był blisko,
ale zawsze czegoś mi brakowało- trudno powiedzieć co było nie tak!
Potem zaczął się koszmar, kłótnie, pretensje...na miesiąc się rozstaliśmy,
choroba była tak intensywna, nie wiedziałam co mam robić, nie panowałam nad
nią nad niczym...to był horror. Wróciliśmy do siebie i co?
dwa tygodnie było dobrze a potem okazało się, że dostał propozycję pracy w
innym mieście! Nie chciałam stawać mu na drodze, powiedziałam że sam musi
podjąć decyzję i dokonać wyboru...pojechał, zaczął się weekendowy związek...
Poczułam się dziwnie, jest mi ciężko z chorobą a on mnie zostawił, cały
tydzień jest ciężko, wiem czego chcę a chcę aby mój mężczyzna był przy mnie w
chwilach najtrudniejszych...co z tego że w weekendy się widzimy, najgorsze
jest szare, codzienne życie a jego nie ma. Mówi, że jest mu ciężko, bo jest
tam sam...ale to on podjął decyzję i nie żałuje jej. Zastanawiam sie czy to
miłość czy przywiązanie, a nie potrafie zakończyć tego.
I jeszcze ważna rzecz, widzę, że z chorobą sama sobie poradzę nikt mi nie
pomoże i to słuszne stwierzenie gdyż zdrowieję sama dla siebie, sama walczę i
radzę sobie z trudnościami. Kochani mogłabym pisać jeszcze wiele, ale proszę
owiedzcie, co wy kochani sądzicie na ten temat? z góry dziękuję