02.03.05, 17:12
Witam.Tak przypadkiem trafiłam na tę stronkę i po poczytaniu kilku postów
postanowiłam się dołączyć(jeśli mogę,oczywiście).
Zacznę od skrótu mojej historii.to będzie trudne do szybkiego opisania,bo
moja historia jest baaaaardzo pogmatwana.Ale dobra.
4lata temu,ważąc 55kg przy wzroście 162cm postanowiłam się
odchudzać.Wcześniej oczywiście też próbowałam,ale nigdy się nie udawało.Ale
teraz inaczej.Przestrzegałam diety bardzo rygorystycznie no i....wpadłam w
anoreksję.Z wagą 37kg trafiłam do szpitala(wiem,wiem,wyglądałam
koszmarnie).Przez 3 miesiące mojego pobytu tam(było krótko,bo poznałam super
ludzi i miałam wielką motywację,by wygrać i wyjść)myślałam,że juz jestem
zdrowa.Że wyjdę i koniec.Wyszłam z wagą 48.5kg.CZyli fizycznie wyglądałam
dobrze,czułam sie też super(ładna,zgrabna,szczęsliwa).Ale zaczęły się schody.
Niby jadłam normalne ilości,by utrzymać wagę(5posiłków)ale znowu wpadłam w
jakieś ramy,godziny....Między posiłkami żadnego pogryzania,a jem tylko to co
zaplanowałam wcześniej.Super....i znowu pewnego rodzaju"dieta"którą trzeba
przestrzegać(aha!i bez słodyczy i białego pieczywa-resztę jem).
Po roku trafiłam za pośrednictwem gazety na forum "Promyk nadziei.Anti-
ana".Było ono podobne do tego,pisały tylko inne osoby.Ja udzielałam się tam
również(możecie poczytać posty)a forum bardzo mnie motywowało do wygrania
walki.Już prawie byłam blisko zwycięstwa(przełamywałam lęki,jadłam"zakazane
potrawy-torty,słodycze,biały chleb),ale nagle na forum nikt nie pisał i mój
cały zapał sie skończył.Wróciły sztywne ramy i jedzenie tego,co ustalę(no i
odrzuciłam1posiłek-2śniadanie).Byłam samotna,nieszczęsliwa i...chuda(do
ok.43kg)bo te sztywne ustalenia i myślenie o jedzeniu powodowały moje
chudnięcie.
Ale nagle znalazłam przyjaciół i zakochałam się.I znów poprawa-w
wyglądzie,nastroju,nastawieniu do jedzenia....Było świetnie,znów myślałam,ze
wygram.
Niestety.Znowu złudne nadzieje.Zmieniłam szkołę i znów było ciężko z tym
zdrowieniem.Dodatkowo żyłam w ciągłym stresie i dopadła mnie jeszcze nerwica
natręctw(koszmar....nie chce mi się nawet tłumaczyć co to....moze
wiecie?).Cały trud zdrowienia przeżycił się na tę nerwicę.Zapomniałam,zę mam
wyjść z any,bo tamto było jeszcze trudniejsze.I walczyłam BARDZO mocno.Nie
skupiałam się na anie,ale to gorzej,bo nie wprowadzałam zmian do przodu.Po
7miesiącach walki z nerwicą mogę uznać,że jest o wiele lepiej,zaczynam
wreszcie wracać do normalności.nie muszę już tak ciężko z tym walczyć.To
jakoś przeszło samo(odpukać,bo kto wie czy nie wróci?boję się tego
bardzo).Ale poprawiło się na pewno i teraz wiem jaka to radocha normalnie żyć
bez nerwicy(oczywi ście nie do końca,ale....)TEraz pora na dowiedzenie się
jak to jest żyć bez any!!!!!!!!MAma nadzieję,że pisząc tu na forum wróci moja
motywacja,bo czytając wasze opisy widzę,ze można jeść i żyć normalnie zupełnie
(no bo co z tego,że mogę jesc pizze,jak to musi być TYLKO jako obiad?).Chcę
jeśc spontanicznie!Wtedy kiedy będę mieć ochotę i to,na co będę mieć
ochotę!!!!Ruszam do walki!Oczekuję waszego wsparcia i wierzę,ze się uda!
Pozdrawiam!Buziaki!
Obserwuj wątek
    • stokrotka_88 Re: Mogę? 02.03.05, 17:21
      Aha!i jeszcze sprawa mojej wagi....Więc to jest też bardzo zagmatwane,bo od
      wyjścia ze szpitala jeżdzę na kontrole.Tam jestem ważona,więc mam straszaka
      (sama nie mam wagi w domu).Tylko,ze przez te kontrole myślę sobie tak:przez
      miesiąc jem tak jak zawsze(sztywne pory,ustalone posiłki i NIC poza tym),a 4
      dni przed kontrolą zaczyna się "wyluzowywanie".Pozwalam sobie na wszystko(prócz
      oczywiście słodyczy i białego chleba)w takich ilościach jakich chcę i kiedy chcę
      (czyli,np.normalnie jem 1jogurt dziennie,a wtedy mogę zjeść pięć-do
      śniadania,do 2śniadania,na podwieczorek i wieczorem,albo owoce czy soki-
      normalnie jem tylko ustaloną ilość,a wtedy w ogóle tego nie kontroluję).No
      cóż.Ponieważ jak jem "normalnie"to waga spada,więc potem jedząc dużo sobie
      nadrabiam(nieraz kończy się to zatruciem.......).
      Najgorsze jest to,ze ja te przedwizytowe dni lubię,bo wreszcie mam okazję zjeść
      wszystko,czego wcześniej nie mogłam(np.normalnie nie jem serków Danio,a też
      lubię....).
      I tu kurcze jest kolejny problem,bo wyjście z any oznacza nie tylko jeść więcej
      w normalne dni,ale też odrzucenie tych dni "wyluzowania w jedzeniu",bo nie
      musze wtedy przytywać.
      Ja niby tego chcę i wiem,zę to by było dla mnie najlepiej jedzenie takie
      pośrodku,ale nie umiem pomyśleć sobie,ze nie będzie tych przyjemnych dni
      przedwizytowego jedzonka.Kurde.I co tu zrobić?
      Jak widać nie chodzi tylko o przełamanie się do niektórych rzeczy,ale takze o
      odrzucenie tych dni i normalne,spontaniczne jedzenie CODZIENNIE.PRzede mną
      sporo pracy.Ojej!!!!
      • 30stka Re: Mogę? 02.03.05, 18:10
        Witaj Stokrotko!
        Mimo, że nie jestem chora na anoreksję i w gruncie rzeczy mam o niej chyba
        niewielkie pojęcie (kiedyś byłam bulimiczką), to widzę, że naprawdę zależy Ci
        na walce - dużo optymizmu wieje z Twoich wypowiedzi. Taka postawa jest bardzo
        cenna i może zarażać innych. Życzę Ci zatem powodzenia w walce i wytrwałości w
        dążeniu do celu - musi się udać!

        PS
        Może za Twoją anoreksją kryją się jakieś inne problemy, z którymi sobie nie
        radzisz? Może napisz coś o swoim życiu, a nie chorobie ;-)
        • stokrotka_88 Re: Mogę? 02.03.05, 18:46
          dziękuję,ze tak mówisz.CZytam ciągle te wasze posty i coraz bardziej chcę być
          zdrowa!
          hmmm....o swoim życiu?w sumie o to chodzi,że nie mam w nich aż tak wielkich
          problemów.tak w ogóle to mam 16lat(gó..ara ze mnie,wiem)i właśnie Od września
          zaczęłam naukę w liceum.źle wybrałam,nie podoba mi się,ale trudno.
          problemów w życiu ciężkich nie mam-kochana rodzinka,dobre wyniki w nauce(to też
          niestety przez anę i nerwicę)....Wiadomo,zdarzają się doły,np.miałam ogromną
          deprechę po pójściu do nowej szkoły i wczasie nerwicy.W czasie ferii nastąpiła
          jakaś poprawa...sama z siebie...Są kłopoty,ale staram się o nich za wiele nie
          myśleć.
          Ale jedna sprawa mi dokucza i to może ona nakręca dalej te choróska
          wstętne.Otóż,nie mam dobrych znajomych,takich co to można sobie wyjść,zabawić
          się itp.niby są koleżanki,koledzy,ale z reguły rzadko wychodzę,częściej siedzę
          w domu,bo nawet nie mam ochoty na wyjścia(z kim?)W szkole też same niefajne
          osoby.I do tego brak"KOGOŚ".Wiem,ze jestem jeszcze młoda,mam czas....ale inne
          dziewczyny już kogoś znalazły,a ja wciąż sama.(BOJĘ SIĘ?)
          Nawet nie chodzi o to,że jestem brzydka.Lubię siebie,akceptuję swój wygląd(wagę
          utrzymuję mniej więcej ok.46kg,podczas wizyt więcej....)i nie narzekam na brak
          powodzenia.Ale cóż....Teraz to powodzenie jest mniejsze bo nerwica dała mi w
          kość(nie mogłam praktycznie ruszyć się z domu).No i co tu robić?
          CHcę mieć dobrych znajomych,bo wiem,że dzięki nim życie nabiera kolorów.A z
          drugoiej strony przecież tych znajomych nie znajdę w domu w szafie,nie?Trzeba
          się ruszyć.(a,no i przy wyjściu nie trzeba myśleć o tym,co powinnam jeszcze
          zjeść).CZęściej,a nie ok.4razy na miesiąc!!!!ma być 40!!!!
          • 30stka Re: Mogę? 02.03.05, 19:20
            Wiesz Stokrotko, mój brat też cierpiał (gdy jeszcze mieszkałam w domu
            rodzinnym) na nerwicę natręctw - wiem coś o tym. Niestety do tej pory zmaga się
            z tą chorobą. Mogę Ci tylko współczuć i podziwiam, że jakoś dajesz sobie z tym
            radę, bo to jest naprawdę bardzo przykre. Tym, że nie masz chłopaka to się nie
            przejmuj - lepiej później, jak wcześniej. Za moich czasów to w liceum w gruncie
            rzeczy nie było wcale tak wiele par. No wiem, teraz pewnie jest inaczej. Ale na
            wszystko przyjdzie czas, Ty sobie zdrowiej pomalutku. Może i jakaś koleżanka
            się znajdzie, jak nie to chociaż popisz sobie na forum, to może Ci troszkę
            ulży. Dla mnie to jak lekarstwo na siedzenie w domu.
            Buziaki i nie dawaj się!

            PS
            Rany, kiedy ja miałam 16 lat??? eeeech...
            • dlaczegoj witaj 03.03.05, 14:02
              mam pytanko-skad jeste?? Pytam sie bo jestem w podobnym wieku i mam prawie
              takie same problemy.W ktorym szpitalu sie leczyłas?
              • stokrotka_88 Re: witaj 04.03.05, 21:23
                jestem z Wawy,ale leczyłam się w szpitalu w 2002roku.na Litewskiej.a ty?
                • dlaczegoj Re: witaj 04.03.05, 23:42
                  Ja sie leczyłam we wrocławiu.Tutaj tez mieszkam.Jednka pobyty w szpitalu(byłam
                  2 razy) tylko doprowadziły do pogłebienia mojej depresji i gorszej samooceny
                  własnej osoby.
                  • stokrotka_88 Re: witaj 05.03.05, 09:56
                    w szpitalu leczyłaś się na anoreksję,tak?
                    masz rację szpital potrafi tylko ZALECZYĆ,nie WYLECZYĆ.co z tego,ze będziesz
                    tam dużo jeść,by przybrać na wadze i wyjść.Na wet jeśli potem chcesz jeść i zyć
                    normalnie bez any nie masz żadnego wsparcia,bo w szpitalu nie ty byłaś
                    odpowidzialna za wybory potraw,czas posiłku,itd.Wszystko podane na tacy.A w
                    życiu jest inaczej-to ty jesteś za nie odpowiedzialna.I to jest główny błą
                    szpitali(przynajmniej tego,w którym ja byłam)
                    Moim zdaniem,powinny być specjalne ośrodki w których mozna byłoby się WYLECZYĆ
                    w pełni.Tam osoby chore same powinny podejmować decyzje co chcą jeść,nie byłoby
                    jakichś głupich staraszaków i lęku przed codzienny ważeniem.Oczywiście wszystko
                    pod okiem specjalistów,którzy skupiliby się głównie na zdrowiu psychicznym
                    (oczywiście włącznie z fizycznym,bo bez większej wagi nie ma mowy o normalnych
                    czynnościach i norm mysleniu)pacjentek.Ale niestety,większość osób pojmuje tę
                    chorobę tak,że wyleczyć ją można tylko przez przytycie.A to jest błąd,bo umysłu
                    nie zmienisz.
                    A tak w ogóle to szpital nie wywołuje u mnie niemiłych wspomnień.Wręcz
                    przeciwnie-błogie nienierobienie.Czasem nawet myslę,że tam było fajnie,tylko co
                    to za życie w którym ktoś podejmuje decyzje za ciebie,a ty właściwie tylko się
                    dobrze bawisz(bo ja tam poznałam mnóstwo osób w mniej więcej moim wieku i
                    robiliśmy razem różne zabawne głupoty:)Ale to nie jest rzeczywistość.
                    Poza tym to właśnie przez szpital,a właściwie kontrole po nim mam te głupie
                    dni w którym jem,co chcę,bo wiem że DLA LEKARKI muszę przytyć(!),by nie
                    wrócić.A przecież powinnam chcieć przytyć DLA SIEBIE i zawsze powinnam jeść,co
                    chcę.Ale ja robię sobie wyrzeczenia w "normalny"okres(niby jem 5posiłków,ale
                    nie zawsze to co chcę),by potem przez 4dni sobie nadrobić
                    (rzeczami"zakazanymi").Super.Chore myslenie.I pewnie póki te kontrole będą tak
                    będę mysleć(a nie chciałabym....)
                    Aha!pytanko-napisałaś,ze masz podobne problemy.Możesz naisać bliżej jakie?z
                    czym?
                    • stokrotka_88 Re: witaj 05.03.05, 12:56
                      aha!i jeszcze jedno mam do ciebie pytanko:czy ty też masz tak,że wyglądasz
                      normalnie i wszyscy myślą,że już skończyłaś z aną?U mnie poza moją rodziną nikt
                      nie wie,że mam jeszcze wiele oporów przed jedzeniem,bo ludzie myślą,że jak
                      wyglądam dobrze(czytaj:ważę odpowiednio)to i jem dobrze i chora nie jestem.
                      no i,niestety,muszę ciągle przy znajomych i innych ludziach grać zdrową.Gdy
                      ktoś częstuje:"nie,dzieki,nie lubię tego".Spoko.Ale ja nie chcę grać!Ja chcę
                      BYĆ zdrowa(i nie odmawiać non stop,jak ktoś mnie częstuje).
                      • dlaczegoj Re: witaj 05.03.05, 14:02
                        Tez zmieniłam w tym roku szkole.Myslałam ze jak zmienie choc troche srodowisko
                        to bedzie łatwiej.U mnie wie sporo osob a jak nie wie to sie domysla,bo ja
                        raczej wygladam na ano.Wyszłam ze szpitala z waga w miare dobra i myslałam ze
                        wszystko teraz bedzie pieknie ładnie,poradze sobie SAMA. Ale niestety mysliłam
                        sie i przez to nadal w tym tkwie.Do tego od kilku miesiecy mam epizody napadowe
                        prawie codziennie.Najprawdopodobniej jestem w powaznym stanie depresji i
                        cholera wie jeszcze co mi jest.Nie wiem ile to jeszcze potrwa ale ja mam juz
                        siebie samej dosc.
                        Juz nawet szkoła o ktora tak walczyłam mi zwisa...Sorka za takie słowo ale taka
                        jest prawda.Nie zalezy mi kompletnie juz na ocenach,na nauce.
                        Olewam to ze w przyszło bede miec problemy z praca,itp....
                        Mam mysli samobójcze,ale rowniez strach przed popełnieniem tego czynu.
                        Juz samam nie wiem co mam ze soba robic.Ciagle słysze tylko negatywne
                        komentarze ze strony osob na ktorych mi zalezy,a ktore tak krzywdze.
                        Nie anoreksja,ale swoim zachowaniem.
                        Miałam kilka spotkan z pania psychiatra,niedługo moi rodzice maja sie spotkac z
                        psycholog aby ustalic sposob postepowania w leczeniu.Ciekawe co z tego
                        wyjdzie....
    • pestka_pomaranczy Re: Mogę? 07.03.05, 20:06
      Cześć! Ja też chciałabym się zapytać czy 'mogę?' :):):)
      Dużo nas łączy dziewczyny.. Ja też mam 16 lat (no już prawie 17) i też poczułam
      co to anoreksja. Tzn. weszłam w to naszczęście tylko po kolana, ale moje
      zachowanie, jak stwierdziłam po tych dwóch latach było takie same jak
      "książkowej" anorektyczki...
      Kiedy zaczęłam się odchudzać, ważyłam 62kg przy wzroście 168 cm. Miałam wtedy 15
      lat i nienawidziłam swojego wyglądu.. I dlatego zaczęłam sie odchudzać. Na
      początku chciałam zrzucić co najwyżej 5 kg. Przez pół roku dostarczałam swoejmu
      organizmowi nie więcej jak 500 kcal, a oprócz tego ćwiczyłam przez półtorej,
      czasem do dwóch godzin dziennie... Stałam się okropna dla mojej rodziny - jeśli
      coś nie poszło zgodnie z 'planem' wściekałam się na wszystkich.Oszukiwałam ich.
      Chowalam jedzenie. W głowie cały czas miałam kalkulator kalorii, który nie
      dawał mi nigdy spokoju... To była istna obsesja... Jeśli zbliżała sie niedziela
      i wiedziałam, ze mama nie przepuści mi zjedzenia kotleta, oszukiwalam ją, że idę
      na Mszę, a tak naprawdę szłam biegać. Moje kontakty z mamą gwałtownie się
      pogorszyły... Tylko ona widziała, co się ze mną dzieje, ale wtedy nie chciałam
      jej słuchać. Do końca myślałam, że sprawa anoreksji mnie nie dotyczy...
      Na wiosnę (zaczęłam odchudzać się w grudniu) wszyscy już zwracali uwagę na mój
      wygląd i mówili, ze świetnie wyglądam. Nawet nauczyciele w szkole i chłopcy z
      klasy. Byłam wniebowzięta!!! Wtedy ważyłam jakieś 50 kg, ale w mojej chorej
      psychice cały czas byłam jeszcze ZA gruba...Powoli moje ciało zaczęło się sypać
      - z zanikiem miesiaczki na czele.Zaczynałam być cieniem człowieka.
      Trochę się tego przestraszyłam i postanowiłam więcej nie chudnąć (ważyłam w
      tamtym momencie 45 kg). Minęły święta wielkanocne, a mimo iż wg. mnie jadłam
      "bardzo dużo" moja waga jeszcze bardziej spadła. Do wakacji ważyłam 41 kg.
      Co kilka dni mdlałam. Mama płakała przeze mnie, mówiła, że mnie zaciągnie do
      psychiatry, jeśli nie zacznę jeść. Ale ja nie mogłam przestać chudnąć. Bałam
      się, że jeśli zacznę jeść normalnie, to dostanę efektu jo-jo.
      W tamto lato pojechałam na obóz. Mama nie chciała mnie puścić początkowo, bo
      bała sie ,że nie będę tam nic jeść, ale w końcu się zgodziła.
      I to była najlepsza rzecz jaka mi się wtedy mogla tylko przytrafić.
      Poznałam tam dziewczyny w moim wieku, które ważyły 10 kg. więcej ode mnie, miały
      taki sam wzrost,a były mimo tego szczupłe. Natomiast wydawało mi się, że tylko
      jadły, jadły, jadły :). A i tak były chude!!! W ich obecności zaczęłam od nowa
      jeść normalne jedzenie - odkryłam na nowo lody, słodycze, ukochane żelki, smak
      słodkiej herbaty i zapach frytek... Mimo tego nie przytyłam!!!
      Po powrocie do domu zaczęłam jeść podwieczorki. Sama. Mama była wniebowzięta.
      Specjalnie kupowała mi najlepsze, moje najbardziej ulubione, drogie czasem
      jedzenie. Przestałam tak forsownie ćwiczyć. Czułam że mój umysł sie uwalnia!!!
      Po kilku miesiącach mogłam stwierdzić, że jestem WOLNA!!! Kompletnie! Nic nie
      planowałam, nie liczyłam, nie ćwiczyłam. I tak jest do dzisiaj. Anoreksja
      ominęła mnie, jednak lekko musnęła.
      Dopiero po czasie stwierdziłam, ze musiałam być chora, jednak dzięki mamie i
      tamtym znajomym udało mi się!
      Teraz ważę 50 kg. i nadal czuję się świetnie w swoim ciele. Problemy z
      zaniknięciem okresu zostaly rozwiązane. I ŻYJĘ!!!
      DZIEWCZYNY!!! I WAM TEŻ SIE UDA!!! UWIERZCIE, ŻE MOŻNA NORMALNIE ŻYĆ!!! :) :) :)
      Trzymam kciuki za was
      • fiona83 pestka-to jest nas juz tu dwie:-----) 07.03.05, 20:13
        ....no wreszcie jakis pomocnik Boba budowniczego na tym forum .Sluchaj
        kwiatuszku - trzeba te babeczki jakos do zycia przywrocic - mam nadzieje ze
        pomozesz:---) A tak wogole to jakbyco zapraszam do mojego watku - "Moje zycie
        zaczyna sie po raz trzeci!!!". Buzialki.
        • ciezkomizyczbulimia Re: pestka-to jest nas juz tu dwie:-----) 18.03.05, 16:38
          • ciezkomizyczbulimia Re: pestka-to jest nas juz tu dwie:-----) 21.03.05, 14:45
            dzieki , troche mnie pocieszylas .moze skoncze nareszcie z tym
      • ciezkomizyczbulimia Re: Mogę? 17.03.05, 19:27
        Cieszę się bardzo że to już masz za sobą i że normalnie się odżywiasz. Ja chyba
        mam bulimię bo już ważę 48kg i mam 169cm .Nie chcem już chdnąć ani przytyć.
        Tylko nie potrafie sobie sporządzić jakiegoś jadłospisu.Interesuje mnie jak sie
        teraz odżywiasz .co jesz i kiedy i czego nie jesz. Z góry dziekuje .Buźki
        • pestka_pomaranczy Re: Mogę? 19.03.05, 14:16
          Pytałaś się, jak się aktualnie odżywiam... Na samym początku wychodzenia z
          chorby, starałam się jeść dwa śniadania (głównie to były kanapki z chudą
          wędliną), na obiad jadłam zawsze jakąś zupę, na podwieczorek jakiś jogurt i coś
          słodkiego (było wtedy lato, więc zazwyczaj jadłam jakieś najmniej kaloryczne
          lody ;) )... Na kolacje starałam się zjeść jakąś sałatkę i kanapkę... Wtedy, na
          początku, wydawało mi się, ze jem strasznie dużo... Bałam się, że przytyję w
          zastraszającym tempie, ale na szczęście nic się takiego nie działo.
          Najważniejsze jest przede wszystkim to, żeby jeść często, ale małe porcje i jeść
          to, co lubiło się przed zachorowaniem... Mam nadzieję, że Cię uda :)
    • achula Re: Mogę? 17.03.05, 09:45
      Stokrotko!!!
      DAWNO NIKT NIE ZAGLADAL DO tWOJEGO WATKU JA TEZ TRFILAM PRZEZ PRZYPADEK.oD
      NIEDAWNA TU JESTEM ANALIZUJE POWOLI POSZCZEGOLNE WATKI.Czytajac Twoje listy,to
      tak jakbym widziala siebie sprzed 15 lat.Czytajac Ciebie - czytam swoj
      pamietnik.Jestes bardzo madra , wrazliwa dziwczyna.Zy Ci Z CALEGO!!!SERCA ABY
      CI SIE UDALO!!!!Zebys sie wyzwolila,zeby ten wstretny kalkulator i organizer
      tkwiacy w Twjej glowie sie zepsul!!!Niech MOC BEDZIE Z TOBA!!!
      • stokrotka_88 Re: Mogę? 21.03.05, 13:50
        Naprawdę nie wiem co odpisać po tak miłym poście.Aż mi się głupio jakoś
        zrobiło:)Hehe....Strasznie Ci dziękuję za życzenia wygranej.Też wierzę,zę się
        uda(i z jednym i z drugim),bo w końcu wiosna idzie i wszystko powinno się
        zmieniać na LEPSZE.Przynajmniej ja w to wierzę.
        A jeśli mogę spytać: w czym jest moja historia podobna do Twojej?I jak udało
        Ci się wyjść z tej głupoty?
        • achula Re: Mogę? 21.03.05, 14:11
          Wiotaj wiosenny kwiatku!
          Twoja historia odchudzania tzw "madrege"systematycznej utraty wagi,planowania
          jedzenia,liczenia to wszystko przeslam anoreksja tegoefekt 156cm i 36 kg.Potem
          byl psychitryk i szpitale i wlasna wiara,chec,sila upartosc i STRACH:JAK TO JA
          MAM TAK SKONCZYC,PRZECIEZ JA JESZCZE NIE ZYLAM!Z any wyszlam-nie powiem,ze
          calkiem bo tak juz pisalam wczesniej ane i bule mozna zaleczyc ale nie wyleczyc.
          Niestety poszlo drugie:bula.Lubilam jesc,lubilam gotowac i wreszcie moglam jesc!
          "Folgowac"SOBIE I TU PROBLEM JAK JESC,ZEBY NIE PRZYTYC_WIADOMO!No i zaczelo
          sie!!Potem problemy osobiste,samotnosc,strach!
          Jest pare maich wypowiedzi na forum to mozna poczytac.Teraz stokrotko jest
          WIOSNA i najwazniejsze to zyc i cieszyc sie zyciem i soba!!
          BUZIAKI WIOSENNE
          • stokrotka_88 Re: Mogę? 21.03.05, 19:29
            Zabawne.Ja też w jednym z postów napisałam,że to można zaleczyć,a nie
            wyleczyć.Chyba napisałam,że szpital tak robi.Ale wiesz co?Nie można się z tym
            zgodzić!Jeżeli nie mozna tego wyleczyć to po co się starać?Taka teza w ogóle
            nie motywuje!
            Oczywiście,że MOŻNA to WYLECZYĆ.Znam wiele przykładów zdrowych obecnie
            dziewczyn,które z tego wyszły,a poza tym ja TO WIEM!A to,że nasze WYLECZENIE
            (nie zaleczenie)jest blisko podpowiada mi nadchodząca wiosna:)
            Buziaki.3maj się cieplutko i wiosennie:D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka