herbacianka1
03.01.06, 20:46
pewnego dnia były urodziny... byli goście...była pycha sałatka...był tort...
i było ciasto...a wieczorem była imprezka u znajomych na której wypadało
jakoś wyglądać...
ubrałam spódniczkę...i tak jakoś brzuch mi z przejedzenia odstawał...głupia
myśl..."a może by tak ..." realizacja... OD TEJ CHWILI MAM BULIMIĘ...
z początku myślę sobie...pfff... jak mi się znudzi to z NIĄ skończe... to
tylko tata alternatywna forma spłaszczania brzucha... BARDZO WYGODNA METODA...
W końcu jesz ...mniam.... jestem żarłok... a potem hops do łazienki i po
sprawie...zero diet, katuszy, gimnastyki...
wkródce ... nie spodziewałam się że jestem taka słaba...bula stała się dla
mnie sensem życia... nie tyle ona sama co ten RYTUAŁ...jedzenie wymiotowanie
jedzenie wymiotowanie...
błędne koło nad którym już nie panuję ... jedzenie to już nie przyjemnośc...
bo jak można nazwać przyjemnością zjedzenie pół kostki masła łyżeczką... czy
innych takich bzdurnych potraw
... byle dużo ...byle szybko...byle już...