Dodaj do ulubionych

od miesiąca nie wymiotuję... ;) jestem szczęśliwa

03.01.06, 20:46
pewnego dnia były urodziny... byli goście...była pycha sałatka...był tort...
i było ciasto...a wieczorem była imprezka u znajomych na której wypadało
jakoś wyglądać...
ubrałam spódniczkę...i tak jakoś brzuch mi z przejedzenia odstawał...głupia
myśl..."a może by tak ..." realizacja... OD TEJ CHWILI MAM BULIMIĘ...

z początku myślę sobie...pfff... jak mi się znudzi to z NIĄ skończe... to
tylko tata alternatywna forma spłaszczania brzucha... BARDZO WYGODNA METODA...

W końcu jesz ...mniam.... jestem żarłok... a potem hops do łazienki i po
sprawie...zero diet, katuszy, gimnastyki...

wkródce ... nie spodziewałam się że jestem taka słaba...bula stała się dla
mnie sensem życia... nie tyle ona sama co ten RYTUAŁ...jedzenie wymiotowanie
jedzenie wymiotowanie...

błędne koło nad którym już nie panuję ... jedzenie to już nie przyjemnośc...
bo jak można nazwać przyjemnością zjedzenie pół kostki masła łyżeczką... czy
innych takich bzdurnych potraw
... byle dużo ...byle szybko...byle już...

Obserwuj wątek
    • herbacianka1 co dalej??? 03.01.06, 20:51
      i tak codziennie...
      obietnica .... próba realizacji .... porażka....i znów od nowa...

      życie obraca się wkoło jedzenia...to obsesja... ciągle o niej myśle...

      jest celem... jest środkiem... jest metodą.... tylko do czego?

      niewiem. zaczynam rozumieć że sobie nie radzę... że tak nie można...

      czuję się źle... jak szmata... zwykła kuchenna ściera do podłogi...
      paskudne uczucie...

      • herbacianka1 dalej 03.01.06, 21:00

        i tak minęła jesień zima wiosna...
        codziennie tak samo..

        były wyjątki:
        3 dni z chłopakiem w zakopanym... nie mógł przecież się dowiedzieć... umarłabym
        ze wstydu...

        ... 2 dni u babci...powód ten sam

        ....2 dni wesela koleżanki...och jak mnie kusiło...

        ... 3 dni bo bolał mnie ząb...bałam się że dentysta pozna...

        ... może jeszcze kilka pojedyńczych prób walki
        ...kilka wygranych bitew... wojnę jednak nadal przegrywam...



        • herbacianka1 dzień ostatni... a moze był pierwszym? 03.01.06, 21:29
          najadłam sie...ba obżrałam się...bądźmy szczerzy... naje to się normalny
          człowiek 2 kromkami chleba.... a ja zjadłam góry... lasy ... dolliny...

          ...w lodówce pozostało tylko światło. :)

          potem wymiociki... nigdy nie sprawiały mi kłopotów...łatwizna... niewiem
          dlaczego niektóre durne (tak tak myślałam) bulimiczki używają kabli, dłoni i
          innych wspomagaczy... to przecież świadczy o tym że są słabe...

          ...dla mnie to 20 minut...cichutko ...raz dwa trzy... spłókuję wodę... myję
          ząbki ....i już... wychodzę uśmiechnięta... choć to tylko "łyżwa" na
          poróz ...pod publkę...




          umieram... brzuch boli mnie jak jeszcze nigdy... nie moge dotknąć żołądka...
          mam biegunkę... gazy... burczy mi w brzuchu...drgawki...opad...

          ...a do tego jescze wyrzuty sumienia... to przez bulę....ku..!jestem wrakiem...

          brzuch boli coraz bardziej ...wymiotuję...tym razem nie "bo chcę"... myśli
          coraz straszniejsze....

          ...panika...ja umieram...

          OBIETNICA: Maryjo...(jak trwoga to do Boga)... proszę pomóż mi... niech ten ból
          ustanie...a przestanę...już nigdy więcej...

          zasypiam...

          rano brzuch jeszcze boli... ale jestem w stanie normalnie funkcjonować... czuję
          się trochę słaba...
          ...kryzys minął...

          ... tamten dzień był pierwszym dniem bez wymiotów...


          ... na drugi dzień umierał tata... potem znajomy... kasia....
          ... miałam grypę jelitową... zwykłą grypę...

          grypa + moj strach (tyle się naczytałam o konsekwencjach bulimii) = droga ku
          normalności

          śmieszne prawda... codziennie....obiecywałam...rzucałam slowa na wiatr...

          ...a grypa ...zwykła grypa ... sprawiła że nie wymiotuję... że wracam do
          życia...


          A może to nie grypa... tylko cud...Moje modlitwy...moja prośba ...zostały
          wysłuchane?

          coś w tym jest na pewno...jakaś siła która mnie wspiera ...
          codziennie rano prosze Maryję o to samo -o wsparcie...
          otrzymuję je.

          to cud...

          z początku tak kilka dni miałam problemy...śmieszne problemy dla kogoś z
          zewnątrz dla mnie istotne...

          jakie?
          mama woła na kolację... ugotowała mleko... postawiła ma stole worek płatków...

          siadłam...ile mam sobie nałożyć? myślę... ile to jest normalna porcja płatków z
          mlekiem... ja zapomniałam.
          zawsze przecież jadłam kilka talerzy... raz pół paczki...

          śmieszne. ...nie to tragiczne ... nie wiem ile sobie nałożyć żeby było dość ale
          nie za dużo...

          ...nałożyłam pełny talerz po zupie...stwierdziłam iż skoro zjadałam kilka to
          jeden to taka spoko porcja...dałam radę zjeść tylko 3/4... teraz już wiem że
          talerz to za dużo.

          uczę się jeść na nowo... uczę się siebie...

          znów zaczynam lubić i nie lubić niektórych smaków...
          ... kupiłam dzisiaj czekoladę... zjadłam z dwie może trzy kostki... niewiem
          dokładnie...
          ...zapomniałam jak pyszna może być czekolada...jaki cudny ma zapach... jak
          rozpływa się w ustach...

          ten mały ilością kawałek czekolady... sprawił mi dużo dużo dużo więcej
          przyjemności niż dwie tabliczki zjadane jednym gryzem jeszcze tak niedawno...


          kochane bulimiczo... czy pamiętasz jeszcze jak cudnie smakuje czekolada?
          • dwatrzysta Re: dzień ostatni... a moze był pierwszym? 03.01.06, 23:03
            platki z cieplym mlekiem? oj.
          • agikom Re: dzień ostatni... a moze był pierwszym? 04.01.06, 11:38
            ehh,ciesze sie ze tak Ci ładnie idzie... ale...
            pierwszy raz udalo mi sie nie wymiotowac 3 tyg, drugi raz miesiac, trzeci raz rok, czwarty trzy lata, ostatnia, któraś tam juz z kolei przerwa, to było 1,5 roku...
            samam nie wiem co dalej napisac. chyba to, ze nie umiem juz sie cieszyc, kiedy miesiac nie wymiotuje.
            acha, i jeszcze taki mały paradoks do cytatu:
            >potem wymiociki... nigdy nie sprawiały mi kłopotów...łatwizna... niewiem
            > dlaczego niektóre durne (tak tak myślałam) bulimiczki używają kabli, dłoni i
            > innych wspomagaczy... to przecież świadczy o tym że są słabe...
            >
            > ...dla mnie to 20 minut...cichutko ...raz dwa trzy... spłókuję wodę... myję
            > ząbki ....i już... wychodzę uśmiechnięta... choć to tylko "łyżwa" na
            > poróz ...pod publke
            dla mnie te 20 minut to straszna sprawa i jestem tak wprawiona, ze pochylam sie nad toaletą i w ciagu kilku sekund pozbywam sie wszystkiego.
            20 minut to dla mnie dopiero mogłabyby byc słabosc:(
            • herbacianka1 Re: dzień ostatni... a moze był pierwszym? 04.01.06, 18:27
              ... dzięki za umocnienie... szczerość i prawda są lepsze niż mydlenie oczu...

              zdaję sobie sprawę że jeszcze wiele przede mną... a w zasadzie to całe życie
              będzie pewno czasem kusić...

              z nałogami to jest ponoć tak (wyczytałam gdzieś na internecie)że choć czasem
              uda się je pokonać to zawsze jednak pozostaje w pamięci przetarty szlak...
              ktoś kto raz szedł daną drogą... zawsze będzie wiedział o jej istnieniu...

              proszę jednak:

              ... trzymaj kciuku za mnie i moje wybory...

              oby były słuszne
          • mima777 Re: dzień ostatni... a moze był pierwszym? 04.01.06, 22:48
            <OBIETNICA: Maryjo...(jak trwoga to do Boga)... proszę pomóż mi... niech ten
            ból
            ustanie...a przestanę...już nigdy więcej...

            Ona nic nie moze zrobic, bo nie jest Bogiem. Nie ma takiej mocy. zajrzyj do
            Biblii, jesli mi nie wierzysz. Tylko i wyłącznie moze pomoc ci ten, ktory umarl
            za ciebie, za twoj grzech, za to ze rzygasz. poniosl grzechy swiata na krzyzu.
            Na imie mu Jezus.

            ps. jestem chrzescijanka wyznania protestanckiego. pisze to, zebys nie
            pomyslala, ze w sekcie mnie hoduja.

            • herbacianka1 Re: dzień ostatni... a moze był pierwszym? 05.01.06, 18:45
              mima777 ... jestem katoliczką... jestem buddystką... jestem protestantką...
              jestem zielonoświątkowcem... jestem muzłumanką....

              co za różnica?
              dla mnie ważna jest sama wiara i życie zgodnie z jej wartościami,moraliami,
              prawami,... CEL... uważam że w kwestii wiary nie chodzi o to jak mój Bog się
              nazywa jaką przybrał postać, ale to kim on dla mnie jest... co wnosi do mojego
              życia...

              osobiście uważam (choć większość pewno uzna to za herezje) że Bóg katolików,
              buddystów, muzłumanów... to ciągle ten sam Bóg.. po prost inną ma postać...
              (trochę uogólniam... bo wiara w "dioboły" czy też inne takie przeczy moim
              powyższym wywodom)

              mimo to jednak twierdzę że
              gdybym urodziła się podobnie jak ty protestantką, gdyby w takiej wierze mnie
              wychowano to pewnie również uważałabym że Maryja nie ma takiej mocy... jestem
              jednak katoliczką więc w Nią wierzę...

              i choć dla ciebie moje oprzytomnienie może być wyłącznie kwestią przypadku, czy
              też strachu przed rozwojem choroby (które to wytyczne z pewnością po części są
              odpowiedzialne za moj mały sukces ) to jednak codziennie wieczorem dziękuję
              Maryji za normalny dzień...
    • chevrefeuille Re: od miesiąca nie wymiotuję... ;) jestem szczęś 04.01.06, 19:03
      znam to wszystko.i to jest nadal.a najwiekszy jest strach.bo jest lepiej.az
      strach zeby o tym mowic by nie zapeszyc.i strach,ze jest dobrze,a za kilka dni
      znowu sie zacznie.nie wymiotuje od 3 tygodni.zgadza sie-czekolada jest
      pyszna.tez juz zapomnialam jaki wlasciwie ma smak.jaki cokolwiek ma smak.nawet
      owoce.nawet ziemniaki.wszystko.jednak mozna zjesc troche,zjesc normalnie i
      podziekowac.i nie wymiotowac.przez dluzszy czas latwiej bylo sie
      poddawac,latwiej bylo wymiotowac niz z tym walczyc.ale powiedzialam-dosc.szkoda
      tylko,ze to nie zawsze zalezy ode mnie.jakbym byla druga ja.ale bede walczyc.bo
      chce byc zdrowa.chce zyc.bo kocham zycie.ta walka nie jest latwa.ale wiem,ze
      warto.pozdrawiam.
      • herbacianka1 Re: od miesiąca nie wymiotuję... ;) jestem szczęś 05.01.06, 18:33
        również się boję ... ale strach nie jest tylko ogranicznikiem (boisz się
        następstw) ale również posiada stymulujące właściwości (strach mobilizuje).

        pozdrowionka.

        ps. również cenię dar życia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka