IP: 195.94.207.* 22.10.03, 12:47
Witam
Mam do was wielka prosbe. Ktos bardzo bliski dla mnie, mianowicie moja
dziewczyna cierpi na anoreksje. Kilka dni temu poprosila mnie, zebym poszukal
jej lekarza i poszedl z nia do niego. Przegladajac strony na temat tej choroby
znalazlem kontakty do kilku lekarzy. Chcialbym jednak umowic ja z kims, kto
juz pomogl komus, dlatego prosze was o ewentualne kontakty i opinie. Najlepiej
gdyby to byl ktos z Warszawy lub z okolic, ale nie koniecznie.
Pozdrawiam Artur
Obserwuj wątek
    • Gość: Sand Re: Prośba IP: *.use.pl 22.10.03, 20:03
      psycholog + twoje wsparcie = wyzdrowienie
      • Gość: Artur Re: Prośba IP: 195.94.207.* 23.10.03, 08:31
        Tyle to sie domyslalem. Szukam wlasnie jakiegos dobrego specjalisty.
        • Gość: utta Re: Prośba IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 23.10.03, 09:13
          niestety nie mogę ci pomóc poprzez wskazanie dobrego specjalisty o którego
          pytasz. po pierwsze nie pochodzę z tamtych stron. po drugie-mam bardzo
          sceptyczny stosunek do tego typu pomocy. skoro jednak twoja dziewczyna
          poprosiła cię o taką interwencję, to nie należy lekceważyć jej oczekiwań i
          spróbować podjąć sie owej konfrontacji.
          jest niesamowicie dużo wątków na tym forum- które mogą być potencjalną
          odpowiedzią na postawione przez ciebie pytanie, a zarazem są też i takie ,które
          mogą wskazać ci drogę twojego dalszego postępowania. musisz bowiem zdać sobie
          sprawę, że to przede wszystkim ty poprzez swoją postawę odgrywasz o wiele
          ważniejszą rolę w jej procesie zdrowienia, aniżeli jest w stanie jej zaoferować
          najbardziej kompleksowa i kompetentna pomoc psychoterapeutyczna.
          • Gość: midm Re: Prośba IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.10.03, 16:19
            musisz bowiem zdać sobie
            > sprawę, że to przede wszystkim ty poprzez swoją postawę odgrywasz o wiele
            > ważniejszą rolę w jej procesie zdrowienia, aniżeli jest w stanie jej
            zaoferować
            >
            > najbardziej kompleksowa i kompetentna pomoc psychoterapeutyczna.
            Nie zgadzam sie.
            Jesli podasz mi jakis e-mail (mozesz wyslac na moj gazetowy, jesli nie chcesz
            tutaj) to moge Ci dac namiar na kogos kto zajmowal sie mna, ale niestety teraz
            przyjmuje tylko platnie, a w takich przypadkach zwykle nie wystarczy jedno czy
            dwa spotkania.
            • Gość: utta Re:do midm IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 24.10.03, 00:15
              midm. twój sprzeciw jest zbyt autorytarny, aby mógł być w jakikolwiek sposób
              opiniotwórczy.zauważ, że zbyt często negujesz wiele odpowiedzi na tym forum,
              tylko z racji odmiennego doświadczenia w tej materii.mam nadzieję, że zdajesz
              sobie sprawę, że nie daje ci ono specjalnego przyzwolenia do tego
              typu "protekcjonalności";a skoro już nią się posługujesz, to staraj sie wskazać
              jakąkolwiek argumentację swojego sposobu myślenia.
              nie napisałam "koledze", ze absolutnie ma zrezygnować z tego typu pomocy, tylko
              dlatego, że moje doświadczenie kwestionuje skuteczność i trafność tego typu
              interwencji.
              i tym razem ja nie zgadzam sie z tobą. sadząc po twoich wypowiedziach na tym
              forum- zdaje się, że mocno przeceniasz, żeby nie powiedzieć, że wręcz
              mitologizujesz rolę psychoterapeuty w procesie walki z chorobą.
              po pierwsze nikt absolutnie nie rozwiąże problemu anoreksji za samą chorą.
              choćby nie wiem jak silne było zaangażowanie osób udzielających jej swojego
              wsparcia-to jest JEJ DECYZJA I JEJ WALKA.miedzy bajki można włożyć "fachową
              poradę" pare postów wyżej(..psychoterapia+twoje wsparcie= wyzdrowienie).bzdura.
              czyz nie dlatego kolezanka, która udzieliła tej błyskotliwej recepty szamocze
              sie do tej pory zrozpaczona na tym forum, nie mogąc uporać sie z własną
              chorobą. mizerny będzie skutek tych oczekiwań, skoro odpowiedzialnością
              obarczyć chce osoby, które co najwyżej mogą wspierać jej decyzję, ale bez jej
              współpracy nie rozwiążą za nią-mimochodem..bo nie wiem jak ona to sobie inaczej
              wyobraża- jej problemu.
              dopiero świadomą decyzję walki z chorobą-jaką mam nadzieję ostatecznie podjęła
              dziewczyna autora postu- mogą wspierać-asekurować inne osoby.. jasne-może to
              byc psychoterapeuta, ale niekoniecznie musi. wszystko zależy od woli samej
              zainteresowanej.ja obyłam sie bez współpracy wyżej wspomnianego i tym samym
              chociażby moje doświadczenie podważa "niekwestionowalność twojego sądu".a że
              nie jestem przypadkiem odosobnionym na drodze która wybrałam......
              a poza tym spróbuj mi wytłumaczyć, na jakiej podstawie kwestionujesz moją
              opinię na temat zdecydowanie większej od psychoterapeuty roli,jaką odgrywają
              najbliższe chorej osoby. o ile jestem w stanie przyznać wielu twoim
              zapatrywaniom pewien margines przyzwolenia, zrozumienia, wynikającego z
              akceptacji naszych odmiennych zapatrywań, to nijak nie mogę pojąć, co stoi u
              podstaw twojej degradacji osoby najbliższej chorej ,w tej konfrontacji z
              psychoterapeutą?????? bedę się upierać bezwzględnie,że NAJSILNIEJSZE wsparcie
              musi otrzymać od bliskich jej osób, a nie od anonimowego lekarza. zresztą
              odwrotna sytucja- o ile jest w jakiś sposób hipotetycznie możliwa, o tyle-
              jeśli w ogóle nie przekreśla skuteczności leczenia(co jednak w takich układach
              jest wysoce prawdopodobne)- z pewnością zdecydowanie wydłuża czas terapii.
              pod żadnym wręcz pozorem nie wycofam się z tego co napisałam w poście wyżej,
              poddając ci to raz jeszcze do przemyślenia.
              • Gość: midm Re:do midm IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.10.03, 08:20
                >sadząc po twoich wypowiedziach na tym
                > forum
                >zdaje się, że mocno przeceniasz, żeby nie powiedzieć, że wręcz
                > mitologizujesz rolę psychoterapeuty w procesie walki z chorobą.
                Nie sadze. Psychoterapeta jest w wielu przypadkach po prostu tak samo niezbedny
                jak chirurg do zszycia glebokiej rany. Zadrapania, powierzchowne skaleczenia
                mozesz sobie sama przemyc i zalepic plasterkiem, ale z taka rana nic nie
                zrobisz, no chyba, ze - wykluczajac oczywiscie, ze jestes chirugiem - masz
                narzedzia i sprobujesz prowizorki, bez znieczulenia, ale po co tak. Poza tym w
                taki sposob tez z nie wszystkimi sie da. Co jesli sa przeciete miesnie, nie
                mowiac juz o zylach. Albo uszkodzona kosc. Nie jestes w stanie nawet tego
                pewnie ocenic.

                >"niekwestionowalność twojego sądu".
                Ja nie mowie, ze moj sad jest jedyny, ostateczny i prawdziwy.

                Poza tym nie rozumiem dlaczego az tak sie go czepiasz. Nie prowadzimy tu
                dyskusji akademickich, ktore wymagaja przy wypowiadaniu czegokolwiek
                tysiaca "przy zalozeniu" "wtedy" itd, tylko zwykle rozmowy. Kazdy pisze to, co
                uwaza. Jesli przyjrzysz sie swojej wypowiedzi to tez napisalas w gruncie rzeczy
                dosc autorytatywnie:
                "musisz bowiem zdać sobie
                sprawę, że to przede wszystkim ty poprzez swoją postawę odgrywasz o wiele
                ważniejszą rolę w jej procesie zdrowienia, aniżeli jest w stanie jej zaoferować
                najbardziej kompleksowa i kompetentna pomoc psychoterapeutyczna."
                A a propos to nawiazujac do tego i majac w glowie to, co napisalas dzis, czy to
                nie jest obarczanie zanadto innych?
                • Gość: midm Re:do midm IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.10.03, 08:24
                  Aha, jeszcze jedno. Napisalam tylko "Nie zgadzam sie", bo po tym, co napisalas,
                  w kontekscie tego czego dotyczy post zalozyciela watku, wydawalo mi sie to
                  warte zaakcentowania. Dalej przeszlam juz do wlasciwego watku.
                  • Gość: midm Re:do midm IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.10.03, 08:31
                    Dla przypomnienia autor wyraznie prosi po prostu o kontakt do kogos.
                • Gość: midm Re:do midm IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.10.03, 11:29
                  Tak przy okazji to ciekawi mnie dlaczego tyle chcacych sie leczyc czy wrecz
                  wyleczonych stroni od fachowcow? Przeciez im nie zaszkodzi. Moze ewentualnie
                  tylko przyklasnac, potwierdzic.
            • Gość: Artur Re: Prośba IP: *.wset.edu.pl 26.10.03, 13:22
              szperek@wp.pl
    • kp81 Re: Prośba 24.10.03, 12:29
      ja moge polecic Mabor, miesci sie na Bonifacego, adresu dokladnie nie pamietam,
      podaje Ci telefon 8422571. Maja swietnych specjalistow (mi pomogli), tyle ze
      drogo...
      • Gość: utta Re: do midm IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 24.10.03, 22:44
        nie czepiam się. to po pierwsze.w kontekście tego postu warte wydało ci się
        zaakcentowanie swojego sprzeciwu...ja rozumiem,że napisałabym: za nic w świecie
        nie szukaj lekarza. zrezygnuj z takiej pomocy...itd.
        no ale ty zaprotestowałaś raczej przeciwko temu ,że podkreśliłam istotną rolę
        autora, o wiele istotniejszą niż psychoterapeuty..a dla takiego sprzeciwu nie
        potrafię znaleźć argumentacji.

        poza tym w kontekście powyższych postów, zwłaszcza bezpośredniej odpowiedzi na
        mój post do ciebie, wydaje mi się, że nie zachowujesz bezpiecznego dystansu w
        odróżnianiu paru pojęć:

        1.zwyczajnej i "akademickiej"(jak ją nazywasz) dyskusji;

        zapewniam cię, że nie mam akademickiego zadęcia..podania argumentacji wymaga
        każda zwyczajna dyskusja, zwłaszcza zaś każdy sprzeciw.w instytucji, w której
        pracuję żaden ze zgłoszonych przeze mnie projektów nie doczekałby sie
        realizacji, gdybym nie opatrzyła go rzetelnym uzasadnieniem.
        w przypadku sprzeciwu ,podania jego uzasadnienia wymaga każda potoczna
        komunikacja. i nie sądzę bynajmniej aby była to forma jakiegoś akademickiego
        snobizmu.

        2. chirurga i psychoterapeuty:

        dosyć niebezpieczna jest ,jak dla mnie, taka identyfikacja.
        o ile mogę przystać na takie porównanie w aspekcie funkcji obu wymienionych
        postaci, jaką jest ratowanie zdrowia a nawet życia, o tyle wyraźny rozdźwięk
        powstaje na płaszczyźnie charakteru obu interwencji.
        o ile chirurg bierze odpowiedzialność za zdrowie/życie pacjenta wyłącznie w
        swoje ręce, o tyle psychoterapeuta może wskazać jedynie drogę realizacji owej
        indywidualnej odpowiedzialności. nie rozwiąże sam, jak chirurg, problemu za
        pacjenta, jest w stanie zaoferować mu jedynie jakąś formę "asekuracji".
        i właśnie w tym kontekście zachowałabym tę elementarną ostrożność w próbie
        doszukiwania się takich analogii.


        3. pomoc a odpowiedzialność własna:

        to, wobec czego tak krótko i zdecydowanie zaprotestowałaś w tym wątku,
        bynajmniej nie oznacza przerzucenia odpowiedzialności na inną osobę. pomoc i
        wsparcie - o których mówię-nie są bezdyskusyjnym roszczeniem stawianym takiej
        osobie. ja doświadczyłam takiej pomocy, zupełnie się jej nie spodziewając.
        właśnie takie wsparcie, które nie jest wypadkową moich oczekiwań i nie stanowi
        efektu mojej bezradności,ale koresponduje z moja indywidualną pracą, może
        zminimalizować traumatyczność doświadczenia z procesu leczenia oraz w znacznej
        mierze przyczynić się do skrócenia okresu jego trwania, zapobiegając
        jednocześnie pojawieniu się takiego problemu w przyszłości.




        poza tym nie oburzaj się, bo nie podchodzę do tej dyskusji złośliwie.
        chciałam tylko żebyś zaznaczyła co w danym kontekście budzi twój radykalny
        sprzeciw...dalej tego nie wiem.

        • Gość: midm Re: do midm IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.10.03, 23:57
          >nie czepiam się.
          Alez nie... zupelnie.


          >zapewniam cię, że nie mam akademickiego zadęcia..podania argumentacji wymaga
          >każda zwyczajna dyskusja,
          Chyba nie zrozumialas tego, co napisalam.

          > o ile mogę przystać na takie porównanie w aspekcie funkcji obu wymienionych
          > postaci, jaką jest ratowanie zdrowia a nawet życia,
          I o nia wlasnie chodzilo.

          >nie są bezdyskusyjnym roszczeniem stawianym takiej
          >osobie.
          Niestety dla mnie to, co napisalas (chodzi o fragment, ktory juz cytowalam)
          tak wlasnie zabrzmialo. A po pierwsze jej chlopak raczej ma malo wspolnego z
          powstaniem jej choroby, po drugie ona powinna byc w stanie wyjsc z niej nawet
          gdyby nie bylo go w jej zyciu. Oczywiscie na miejscu jest zeby skoro jest jej
          chlopakiem ja wspieral i zapewne duzo jej to da, ale nie mozna tego przeceniac.

          >ja doświadczyłam takiej pomocy
          To, ze w Twoim przypadku wsparcie ze strony ... wlasciwie nie wiem kogo, ale
          nie psychoterapety, mialo az takie znaczenie w procesie zdrowienia, nie znaczy,
          ze w kazdym przypadku ma miec. Czasem nawet moze byc niebezpieczne.
          • Gość: utta Re: do midm IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 25.10.03, 10:41
            Gość portalu: midm napisał(a):

            > >nie czepiam się.
            > Alez nie... zupelnie.
            >
            widocznie znasz tylko tą formę prowadzenia dyskusji.
            bardzo mi (nie)przykro
            >
            > >zapewniam cię, że nie mam akademickiego zadęcia..podania argumentacji wymag
            > a
            > >każda zwyczajna dyskusja,
            > Chyba nie zrozumialas tego, co napisalam.
            >
            rzeczywiście..chyba w takim razie nie nie zrozumiałam.ale to twoja zdawkowość
            czyni twoje posty odrobinę enigmatycznymi.. zatem wybacz,ale nie bede sie bawic
            w zgadywanie twoich intencji

            > > o ile mogę przystać na takie porównanie w aspekcie funkcji obu wymienionyc
            > h
            > > postaci, jaką jest ratowanie zdrowia a nawet życia,
            > I o nia wlasnie chodzilo.
            >
            nie,nie...w takim razie źle przekazujesz swoje intencje...
            taka konstatacja wyklucza utożsamienie funkcji z rzeczywistym charakterem
            interwencji, a do tego raczej zmierzało twoje porównanie....

            > >nie są bezdyskusyjnym roszczeniem stawianym takiej
            > >osobie.
            > Niestety dla mnie to, co napisalas (chodzi o fragment, ktory juz cytowalam)
            > tak wlasnie zabrzmialo.

            jeśli nawet tak to dla ciebie zabrzmiało, to przecież wiedziałaś o co mi
            chodzi....
            kto tu się czepia...

            A po pierwsze jej chlopak raczej ma malo wspolnego z
            > powstaniem jej choroby, po drugie ona powinna byc w stanie wyjsc z niej nawet
            > gdyby nie bylo go w jej zyciu. Oczywiscie na miejscu jest zeby skoro jest jej
            > chlopakiem ja wspieral i zapewne duzo jej to da, ale nie mozna tego
            przeceniac.
            >
            no tak.... dlaczego mialyby go dosięgnąć konsekwencje czegoś, za co nie ponosi
            odpowiedzialności..tylko głupcy angażują się w taki samarytanizm.

            > >ja doświadczyłam takiej pomocy
            > To, ze w Twoim przypadku wsparcie ze strony ... wlasciwie nie wiem kogo, ale
            > nie psychoterapety, mialo az takie znaczenie w procesie zdrowienia, nie
            znaczy,
            >
            > ze w kazdym przypadku ma miec. Czasem nawet moze byc niebezpieczne.

            skoro zatem uwzględniamy wszelkie ewentualności, to nie pomijaj tej kluczowej w
            tej dyskusji-zgadzam się, że czasem intencje osób, które chcą pomóc, obracają
            się przeciwko nim samym,ale zauważ, że rola psychoterapeuty może być równie
            niebezpieczna, podobnie-czyniąc generalnie więcej szkód niż pożytków.
            to, ze ty trafiłaś do dobrego specjalisty, nie oznacza wcale, że każdy z nich
            taki jest.gdyby kazda "fachowa pomoc" dostraczała 100% pewności skuteczności
            leczenia...to nie sądzisz, że pytanie autora wątku byloby w takim kontekście
            lekko nie na miejscu. problem w tym, że w polsce jeszcze malo który specjalista
            potrafi udzielić faktycznej pomocy. śmiem twierdzić, że twoje doswiadzcenie z
            psychoterapeutą nie stanowi bynajmniej matrycy funkcjonowania owego
            zjawiska..raczej jedynie akcydentalny przypadek.
            • Gość: tete Re: do midm IP: *.elblag.dialog.net.pl 25.10.03, 11:20
              Alez sie tu goraco zrobilo :))) Dziewczyny - czego by nie mowic, kazda z was ma
              racje. Ja np. zrezygnowalam z psychiatry, bo mi sie po wizytach w poradni
              robilo gorzej, i pare dni do siebie dojsc nie moglam. Nie znaczy to, ze innym
              lekarz nie pomoze. Mozliwe, ze trafilam na kiepskiego specjaliste, albo jestem
              przypadkiem, ktorego tak sie leczyc nie da. Mi w chorobie pomogli najblizsi, i
              tylko im zawdzieczam to, ze jeszcze zyje. Z uwagi na to, bardziej sklaniam sie
              ku opini utty. CCoz ma jednak zrobic osoba, ktorej zabraklo wsparcia rodziny ?
              Problem jest chyba bardziej zlozony niz moze sie na pozor wydawac. Reasumujac.
              Sadze, ze tyle ile przypadkow, tyle metod leczenia i kazdy musi opracowac
              wlasny sposob. Najwazniejsze, zeby wyjsc z choroby, nie wazne jaka metoda,
              wazne zeby skutecznie.
              • midm Re: do midm 25.10.03, 14:12
                po wizytach w poradni
                > robilo gorzej,
                Nasilenie objawow, zwlaszcza na poczatku jest jak najbardziej normalne.

                Najwazniejsze, zeby wyjsc z choroby, nie wazne jaka metoda,
                > wazne zeby skutecznie.
                Wlasnie... w psychoterapii szuka sie przyczyn choroby i jesli to mozliwe usuwa
                je albo przynajmniej stara zbudowac jakies zabezpieczenia, zeby nie wplywaly
                tak destruktywnie na czlowieka. To moze dac jakas gwarancje, ze nie bedzie
                nawrotu, przy zaleczaniu objawow nie ma jej, choc oczywiscie moze sie zdarzyc,
                ze juz nie powroci. Nie mowie oczywiscie, ze docieranie do przyczyn musi byc ze
                specjalista, ale jesli samemu czy z osobami wspierajacymi nie wychodzi albo
                zaawansowanie choroby jest zbyt dalekie zeby pozwolic sobie na ryzykowanie
                domowych sposobow, to lepiej po prostu sie zglosic i tyle. Dla ostroznych nawet
                mimo tego.
            • Gość: midm Re: do midm IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.10.03, 13:20
              > rzeczywiście..chyba w takim razie nie nie zrozumiałam.ale to twoja zdawkowość
              > czyni twoje posty odrobinę enigmatycznymi.. zatem wybacz,ale nie bede sie
              bawic
              >
              > w zgadywanie twoich intencji
              Mi natomiast nie chce sie tracic czasu na rozpisywanie o tym.

              > nie,nie...w takim razie źle przekazujesz swoje intencje...
              > taka konstatacja wyklucza utożsamienie funkcji z rzeczywistym charakterem
              > interwencji, a do tego raczej zmierzało twoje porównanie....
              Wydawalo mi sie, ze wyrazilam sie dosc bezposrednio.

              > jeśli nawet tak to dla ciebie zabrzmiało, to przecież wiedziałaś o co mi
              > chodzi....
              Nie, dla mnie zabrzmialo jak zabrzmialo.

              > skoro zatem uwzględniamy wszelkie ewentualności, to nie pomijaj tej kluczowej
              w
              >
              > tej dyskusji-zgadzam się, że czasem intencje osób, które chcą pomóc, obracają
              > się przeciwko nim samym,ale zauważ, że rola psychoterapeuty może być równie
              > niebezpieczna, podobnie-czyniąc generalnie więcej szkód niż pożytków.
              Prawdopodobienstwo jest nieporownywalne.

              > to, ze ty trafiłaś do dobrego specjalisty, nie oznacza wcale, że każdy z nich
              > taki jest.gdyby kazda "fachowa pomoc" dostraczała 100% pewności skuteczności
              > leczenia...to nie sądzisz, że pytanie autora wątku byloby w takim kontekście
              > lekko nie na miejscu. problem w tym, że w polsce jeszcze malo który
              specjalista
              >
              > potrafi udzielić faktycznej pomocy. śmiem twierdzić, że twoje doswiadzcenie z
              > psychoterapeutą nie stanowi bynajmniej matrycy funkcjonowania owego
              > zjawiska..raczej jedynie akcydentalny przypadek.
              Jesli chcesz wiedziec to mialam kontakt z wieloma terapeutami, takze innymi
              chorymi i czytalam tez sporo literatury (w tym zagranicznej), nie wystawiam
              swojego sadu tylko na bazie wlasnych doswiadczen z jednym terapeuta. Poza tym
              mysle, ze to gruba przesada mowic, ze malo kto potrafi udzielic w Polsce pomocy
              jesli chodzi o zaburzenia jedzenia. To fakt, ze ciagle nie ma u nas osrodkow
              dorownujacych temu, co jest dajmy na to w Anglii, ale pomoc otrzymac mozna,
              nawet od terapeuty nie specjalizujacego sie w tym. Oczywiscie nie znaczy to, ze
              trzeba isc do pierwszego z brzegu. Skoro jest wybor, dlaczego nie wybrac tego,
              ktory cieszy sie dobra opinia.
              • Gość: utta Re: do midm IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 25.10.03, 20:46
                skoro już musimy odwoływać sie do takich konkretów to wyobraź sobie, że również
                miałam kontakt z wieloma terapeutami, miałam też wgląd w przebieg terapii
                innych; czytanie niestety nie rozwiązuje problemu...ale również sporo na ten
                temat przeczytałam , w tym- podobnie jak ty -dużo publikacji nie tylko
                polskich. udało mi się dostać na kilka zajęć seminaryjnych na psychologii,
                podczas których dyskutowano na ten temat. zapewniam cię, ze konkluzje-
                delikatnie mówiąc- nie usatysfakcjonowałyby żadnej z nas. nawet uwzględniając
                twój szacunek do terapeutów, mogłabyś być mocno rozczarowana;
                miałam także możliwość konfrontacji owego zjawiska w skandynawii- i niestety
                takie porównanie obnaża drastycznie nieudolność terapii w polsce. chociażby już
                na elementarnym poziomie stosunku do osób wyleczonych.dla porównania:w szwecji
                daje sie takim osobom możliwość współpracy z chorymi;i przynosi to naprawde
                pożadane rezultaty; w polsce natomiast spotkałam sie jedynie z odwrotnym
                precedensem;kiedy zachorowała moja znajoma,strałam się jej pomóc.po kilku
                spotkaniach u psychoterapeuty powiadomiła mnie, że pani psycholog chciałaby się
                również i ze mną spotkać.liczyłam na dojrzałą, konkretną rozmowę, strałam się
                powstrzymywać moje obawy, które niestety potwierdziły się juz u progu drzwi.
                psychoterapeuta poinformował mnie, że z uwagi na moją przeszłość,dla zdrowia
                jej pacjentki powinnam zaniechać wczesniejszych spotkań .bardzo oficjalnie i
                dyplomatycznie oświadczyła mi, że żadna z byłych chorych nigdy nie wróci już do
                pełnego zdrowia i moje zaufanie do siebie i pewność w tej kwestii są tylko
                ułudą." były alkoholik zawsze już pozostanie alkoholikiem.." wycedziła jeszcze
                z szyderczo-ironicznym uśmiechem, podkreślając na do widzenia,że moja złość i
                protest w stosunku do jej uwagi o niemożliwości zrehabilitowania w tym
                przypadku są tylko symptomem mojej choroby.znajoma zaufała autorytetowi
                dyplomowanego specjalisty,zostawiając już od trzech na jego biurku pokaźny plik
                banknotów,płacząc przy tym, że nie stać ją nawet na opłacenie przedszkola dla
                dziecka... a zaawansowana depresja z tego powodu stanowi kolejne pole do popisu
                pani psycholog...
                cały czas podkreslam, że nie kwestionuję tego, ze udało ci się spotkać
                odpowiednich specjalistów..niestety- stanowią oni nikły procent..a i metody ich
                współpracy pozostawiają jeszcze wiele do życzenia i większość z nich należałoby
                poważnie zmodyfikować.przemawia za tym odsetek skuteczności terapii w krajach o
                których obie wspominamy.
                • Gość: midm Re: do midm IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.10.03, 21:36
                  >w polsce natomiast spotkałam sie jedynie z odwrotnym
                  > precedensem;
                  Ja nie a np. w IPINie, w ktorym sie zasadniczo leczylam byly wrecz organizowane
                  spotkania z ludzmi, ktorzy juz przeszli terapie (zreszta bez wzgledu na to czy
                  sie wyleczyli czy nie).

                  że żadna z byłych chorych nigdy nie wróci już do
                  >
                  > pełnego zdrowia
                  Nie wiem skad sie bierze (tu tez juz sie pojawiala) taka opinia.

                  zostawiając już od trzech na jego biurku pokaźny plik
                  >
                  > banknotów,
                  To niestety jest obecnie klopot, nie tylko zreszta jesli chodzi o
                  psychoterapeutow czy roznych lekarzy.

                  a i metody ich
                  >
                  > współpracy pozostawiają jeszcze wiele do życzenia i większość z nich
                  należałoby
                  >
                  > poważnie zmodyfikować
                  Mi sie wydaje, ze takze potencjalni pacjenci powinni zmienic nieco swoje
                  oczekiwania, rzeczywiscie psychoterapeuta to nie jest chirurg i nie mozna
                  przyjsc, usiasc w fotelu i czekac az wszystko wokol Ciebie zrobi. A skarzenie
                  sie np. na to, ze nie byl dosc mily jest zupelnie bezsensowne jesli chodzi o
                  terapie.
                  • Gość: midm Re: do midm IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.10.03, 21:37
                    No ale ja juz koncze. Zycze wszystkim zdrowia.
    • amona Re: Prośba 26.10.03, 12:40
      Anna Górnicka; Mabor: tel.8422571, Warszawa ul. Bonifacego, 75 zl. za 45min.
      ale warto.
    • Gość: anka Re: Prośba IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.03, 14:38
      Arturze,
      Swietny lekarz, ktory pomogl mi i wielu innym dziewczynom:
      Ewa Maciocha tel. 613-51-88, 642-66-11, 842-40-12.Przyjmuje w Warszawie, na ul.
      Oleandrów 4 m.9.
      Zycze wytrwalosci.
      Pozdrawiam,
      Anka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka