13.09.06, 17:10
Przeżyłam pierwszy dzień. Miałam dość zachwiania w domu. Idzie nie idzie.
Babcie przerażone "co to będzie, może nie trzeba, no nudzi się ale damy
jeszcze rade". Mąż panika. I dzisiaj wkroczyłam jak słoń. Udało się ale TO
BYŁ NAJGORSZY DZIEŃ JAKI PAMIĘTAM !!! Tego nie da się opisać. Jadąc do pracy
na przystanku Mamy w okularach słonecznych, ocierające krokodyle łzy... W
pracy kompletna porażka. Nic, nawet nie próbuję brać się za coś poważnego.
Odbieranie- szłam jak na skazanie. Takie nerwy, że na egzaminie lepiej się
czułam. Marta płakała a jak, bardzo. Natomiast nie uciekała ze żlobka. Co
dziwne jak nigdy ZJADŁA OBIAD bez większych problemów. Zrobiła Ciociom papa i
powiedziała, że wróci. A ja myślę, że jutro znowu. I wiem, że ja nie muszę.
Jeżeli nie zadoptuje się to mam opiekę. Biorę się w garść jak pomyślę, że
inne Mamy nie mają wyboru. Trzymam kciuki za wszystkie początki.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka