Gość: anetta70
IP: *.adsl.inetia.pl
08.11.10, 17:18
Właściwie mogłabym się podpiąć pod wątek "straszny kraj", ale jako że moja opowieść jest dłuższa i ma Was przestrzec przed moim błędem i naiwnością, postanowiłam opowiedzieć ją tutaj.
Tegoroczny wyjazd do Turcji był moim i mojej rodziny 2+2 trzecim z kolei. Pierwszy i drugi to była Turcja Egejska: Kusadasi a potem Bodrum, tegoroczny: okolice Side, wszystkie z Itaką. Po dwóch pierwszych wyjazdach bardzo nam się w Turcji podobało: infrastruktura hoteli, plaże i mnogość atrakcji do zwiedzania. Trzeci i na pewno ostatni nasz wyjazd do tego kraju rozpoczął się bardzo dobrze i miał szansę taki pozostać w naszej pamięci. Pozostał niesmak do tego kraju i do naszego tour operatora - Itaki.
Ale po kolei. Jesteśmy rodziną,która lubi zwiedzać. Zawsze korzystamy z wycieczek fakultatywnych i w Turcji Egejskiej podczas dwóch pierwszych wyjazdów zobaczyliśmy wszystko co Itaka miała w ofercie. Wybierając okolice Side i Aska Washington Resort zrobiliśmy to z myślą o Kapadocji. Nigdy nie wozimy ze sobą gotówki, a tej potrzebowaliśmy w sporej ilości, żeby zapłacić za dwudniową wycieczkę do Kapadocji za naszą czwórkę. W Aska Washington nie ma bankomatu. Bankomaty w oklicy hotelu wypłacają jedynie w lirach. Rezydenci Itaki nie posiadają terminali. Najbliższa poczta czy bank w Manavgat, kilkanaście km dalej. I pewnie byśmy się tam wybrali po gotówkę w Euro, gdyby nie rada rezydenta byśmy skorzystali z usług cash-backu w okolicy naszego hotelu, "bo w lirach płacić to się Państwu nie opłaci." Jak nam się opłaciła rada pana Tomasza Święconka o tym za chwilę.
Wypłaciliśmy potrzebną kwotę z duszą na ramieniu, bo miejsce nie sprawiało dobrego wrażenia, ale przed wyprawą tam upewnialiśmy się u rezydenta czy to aby bezpieczne. Cytuję: "nie było skarg."
No i rzeczywiście wszystko było OK, jeszcze przed wyjazdem do Kapadocji sprawdziliśmy przez internet stan kont (wypłacaliśmy z mojego i z męża) i policzono nam euro po b. dobrym kursie. Wycieczka do Kapadocji to bajka. Niezapomniane widoki, warte każdych pieniędzy. To wszystko odbyło się w czasie pierwszego tygodnia naszego pobytu.
Dokładnie w 8 dni po wypłacie euro we wcześniej wymienionym punkcie cash-back, mój mąż otrzymał o 1.00 w nocy (nomen omen w dzień swoich urodzin) SMS z banku w Polsce, że zablokowano mu kartę i drugiego, żeby potwierdził transakcję (?). Transakcji kartą mąz dokonał raptem trzy razy. Od razu go tknęło złe przeczucie i poradził mi, żebym natychmiast zablokowała swoją kartę (mąż ma konto w Alliorze a ja w Intelligo). Cały następny dzień to były telefony do banków w Polsce i sprawdzanaie ile pieniędzy brakuje nam na kontach. W internecie jeszcze nie było informacji gdzie dokonano wypłat, ale telefonicznie dowiedzieliśmy się, że wypłacono z naszych kont pieniądze w Kairze. Był to 4.08.10, a wylatywaliśmy z Turcji 6.08.10. Rezydent stawił się w hotelu 5.08 o 14.30 (nie śpieszył się jak widać), z tłumaczem z Akdemu i pojechaliśmy na komisariat w Manavgat. Ani słowa typu przykro mi czy przepraszam, że Państwu poleciłem to miejsce. Jeszcze wcześniej inna rezydentka Itaki w Aska skomentowała nasz przypadek: a nie lepiej to zostawić, przecież to jakaś mafia, jeszcze przyjadą z Niemiec i dom Państwu podpalą...
Przesłuchanie na posterunku to 6-godzinna gehenna. Skonfiskowano nam telefony i laptopa. Po złożeniu wyjaśnień i spisaniu protokołu (co nie trwało dłużej niż godzinę) 6-ciu uzbrojonych w karabiny maszynowe (!) żandarmów pojechało aresztować złodziei. Skąd te 6 godzin na komisariacie? Bo prawie 5 czekaliśmy aż wrócą z aresztowanymi, żeby ich rozpoznać. W międzyczasie umierałam z niepokoju o dzieci, co prawda nie takie znowu małe - 11 i 9lat, ale same w pokoju i bez wiadomości od nas.
Ok. 20.00 przywieziono aresztowanych i po ich rozpoznaniu ( przez lustro weneckie ) , totalnie wykończeni wróciliśmy do hotelu pakować się przed wylotem. W tym zamieszaniu, zmęczeniu, zmartwieniu o dzieci nie wzięliśmy protokołu z przesłuchania. Po wyjściu zreflektowaliśmy się i prosiliśmy tłumacza o kopię, ale powiedział, że nam przyślą z sądu.
Najważniejsze: nie myliliśmy się co do złodziei. Policja znalazła w ich komputerze dane z naszych zeskanowanych kart. Zgubiła ich chciwość. Sprzedali nasze dane do Kairu i odczekali tydzień myśląc że już wróciliśmy do Polski. No a w Kairze nie zadowolili się jedną wypłatą tylko ciągnęli aż zablokowali kartę.
Nienawidzę tego kraju i jak widać mam powody. Mam żal do rezydenta Itaki, że polecił nam to miejsce. Mam żal do siebie, że nie posłuchałam intuicji i dałam się zrobić w balona. Korzystałam z bankomatów w Grecji, Tunezji, Egipcie, Izraelu, Palestynie, Kanadzie, Włoszech, Ukrainie - nie chce mi się wymieniać i wszędzie było bezpiecznie.
Mam duży żal do Itaki, że nie poczuwają się do winy i w żaden sposób nie chcą nam pomóc. Ciągle nie mamy protokołów z policji. Prosiłam rezydenta SMSami i mailami o pomoc - w końcu jest na miejscu, łatwiej mu skontaktować się z policją i przypomnieć im, że potrzebujemy tych protokołów żeby w ogóle zacząć rozmawiać z bankami o odzyskaniu pieniędzy (marzenie ściętej głowy...) Bez odzewu. Po skardze do Itaki, odpowiedź od nich: nie poczuwają się do jakiejkolwiek winy. Ręce opadają. Policja w Manavgat też nie odpowiada na pisma.
Wiem jedno: nigdy więcej z Itaką. Turysta po turnusie jest traktowany jako przeżuty i wypluty.
Miejcie to moi drodzy na uwadze gdy będziecie wybierać tour operatora na przyszłe wakacje.