Dodaj do ulubionych

Eftalia Village - Moja Subiektywna Recenzja :)

08.07.09, 13:11
Eftalia Village to w mojej ocenie typowy turecki średniak z bardzo pojemnej
(dla Turków) klasy 5*. W tej klasie mieszczą się zarówno takie średniaki jak
EV jak i hotele wyraźnie wyższej klasy, w których za pobyt, musiałbym zapłacić
dwa razy więcej. Jak na tę rzeczywiście okazyjną cenę, którą zapłaciłem
(ukłony dla biura Grecos), to oferta zdecydowanie warta jest swojej ceny. Nota
bene Grecos daje EV 4* co chyba wydaje się bardziej rzetelną oceną.

Próba mojej subiektywnej recenzji:

1.Przeznaczenie. Hotel faktycznie, jak już powiedziano wcześniej na forach
najbardziej przystosowany jest dla rodzin z dość małymi dziećmi (mniej więcej
do 12 lat). Będzie się w nim nudzić młodzież i bezdzietne pary.

2.Wczasowicze. Jak na mój gust dominują Niemcy i Polacy. Rosjan dość mało i
raczej niewidoczni. Jest trochę Turków, trochę angielskojęzycznych (Anglicy
itp.), ale są nawet Czesi i Słowacy.

3.Położenie. Jak już powiedziano wcześniej na forach – zadupie. Hotel mieści
się w Turkler pomiędzy Konakli i Avsallarem. Jest to niewątpliwy minus dla
tych, którzy uwielbiają chodzić po sklepach, bazarach i chodnikach
przyhotelowych. Z EV można się przespacerować w zasadzie tylko chodnikiem
wzdłuż hałaśliwej dwupasmówki lub plażą. Niewątpliwy też minus dla entuzjastów
dyskotek i nocnego życia, że po nocnych szaleństwach trzeba wracać taksówką do
hotelu. Z kolei jest to mocny plus dla tych, którzy kochają ciszę i święty
spokój w nocy (brak dyskotek i nocnego życia wokół hotelu). Dużym plusem jest
położenie budynków mieszkalnych. Wszystkie mieszczą się od 100 do 300 metrów
od dwupasmówki, dzięki czemu nie jest ona przesadnie uciążliwa (słychać ją
trochę w nocy przy otwartych oknach). Widziałem sporo hoteli w okolicy z
oknami wprost na dwupasmówkę, a to jest dopiero horror...

4.Budynki i teren. Doceniam fakt, że zamiast wielopiętrowego kolosa z windą EV
składa się z (chyba) 10 dwupiętrowych budynków mieszkalnych na sporym terenie,
otoczonych z obu stron czymś w rodzaju wyschniętej łąki. Dlatego można się tam
czuć nieklaustrofobicznie…

5.Pokoje. Wynajęte przeze mnie 2+2 oznacza w gruncie rzeczy dość mały pokój.
Jak go na początku zobaczyłem to nie mogłem uwierzyć że wejdą do niego jeszcze
dwie „polówki”. Ale jak się okazało „Turek potrafi”. Plusem pokoju jest przede
wszystkim biurko i regał na ciuchy, dzięki czemu wbrew pozorom miejsca w
pokoju było sporo.

6.Sprzątanie pokoi. Odbywa się codziennie. Ścielenie łóżek, układanie ciuchów,
sprzątanie łazienki i wymiana ręczników, zmywanie „odkrytej” części podłogi –
bez zastrzeżeń. Niemniej kłaków kurzowych spod łóżek/polówek nikt nie wymiótł
przez cały okres pobytu. Aha, na łabędzie z ręczników bym nie liczył.

7.Animacja. Dla dorosłych prawie nie istnieje (obijający się animatorzy i
nudna, schematyczna oferta). Dla dzieci animacja sprowadza się do
„przedszkola” i „kinderdisco” z dominacją języka niemieckiego. Triada co
prawda wysiliła się na przysłanie jakiegoś Polaka, a potem dodatkowo Polki do
wsparcia animacji i „kinderdisco” dla dzieci, ale dla Polaków to wciąż nuda.
Animacje dla dorosłych nie były mi potrzebne, ale uważam, że dzieciakami
mógłby się ktoś lepiej zająć.

8.Informacja „co-gdzie-kiedy”. Kiepsko. Od rezydentki o hotelu nic się nie
dowiedziałem. Rozpiska w języku polskim, którą dostaliśmy w recepcji jest
bardzo podstawowa. O pewnych rzeczach dowiadywaliśmy się niestety z dużym
opóźnieniem. O tym np., że poczta (Ptt) jest obok hotelu dowiedzieliśmy się w
dniu wyjazdu, po grubym przepłaceniu znaczków pocztowych.

9.Plaża. Tzw. „piasek” jest ziemisty i brudzący nogi (jak chyba na większości
tureckiego wybrzeża). Na granicy plaży i wody jest ok. 1-2 metry kamieni. W
samej wodzie nie ma kamieni. Jest całkiem przyjemna, gładka, miękka
powierzchnia, po której chodzi się z przyjemnością. Po kilku metrach woda jest
do pasa (dość szybko spada w dół – uwaga na dzieci), a potem już spokojniej
leci dalej. Przy spokojnym morzu pływa się całkiem fajnie. Przejrzystość wody
dość średnia…

10.Baseny. W szczycie sporo w nich ludzi, ale nie określiłbym tego
„zapchaniem”. Woda mocno chlorowana. Może dlatego stroje kąpielowe po dwóch
dniach robią się zielone, co nie daje się z nich spłukać. Brak większych
problemów z leżakami. Bywają dni, gdy nawet po południu można znaleźć wolny
leżak, a bywa czasem, że wszystkie są „zaręcznikowane”. W każdym razie między
8 a 10 nigdy nie było problemów ze znalezieniem wolnego leżaka. Zjeżdżalnie
bardzo fajne, choć oczywiście mogłoby być ich więcej (są hotele lepiej
wyposażone). Uwaga – powierzchnia wokół basenów, pod leżakami i w ich okolicy
w ogóle nie jest sprzątana (rzucony śmieć potrafił leżeć przez tydzień, a
rozlana cola potrafiła się kleić do klapków przez parę dni). Parasole przy
„zjeżdżalniowym” basenie są dość zdewastowane…

11.Jedzenie. Niewątpliwie nie jest to oferta dla mięsożerców. Jeżeli
przyjedzie tu amator szyneczki z polędwiczką i baleronikiem, kurczaczka
pieczonego i goloneczki, kotlecików schabowych i karkóweczki to niewątpliwie
będzie rozczarowany. Jeżeli natomiast przyjedzie tu entuzjasta różnych form
bakłażana, dyni, kabaka i cukini, papryki faszerowanej ryżem, papryki
zapiekanej z pomidorem i cebulą, zapiekanych ziemniaków, krokietów, arbuzów z
melonami, szatkowanych surówek z sosami do wyboru, oliwek, ostrych papryczek
to najprawdopodobniej będzie ukontentowany. Oczywiście po paru dniach
proponowane dania powszednieją i robią się ciut monotonne (potraw dużo, ale
zmian w nich niewiele). A skoro już ktoś bez mięsa żyć nie potrafi to zachęcam
do szukania mięsa w Osmanli Restaurant (kebab na lunch) lub w restauracji
głównej na grilach (kolacja). Nota bene kolacja o jedyny posiłek, kiedy
rzeczywiście robi się tłok w restauracji (kolejki itp.). Uwaga – Czystość
naczyń czasem nieidealna, a w barze przy głębszym basenie (tzw. Osmanli
Restaurant) wręcz skandaliczna. Mycie w zmywarce posklejanych majonezem naczyń
daje w efekcie brudne wymajonezowane naczynia.

12.Napoje. Po pierwsze woda mineralna w pokoju, po drugie (i najważniejsze dla
mnie) cola/sprite/fanta przez cały dzień od 10tej rano w nieogranicznej
ilości. Alkohole (jak się można domyśleć) – także bez ograniczeń (wbrew
obiegowej opinii „Bazooka” przed „Zemstą Sułtana” i tak nie chroni). Soki
niestety trzeba dokupić (pierwszy sklep pozahotelowy – szukać w kierunku
zachodnim na osiedlu).

13.Obsługa. Generalnie znudzona pracą i wczasowiczami (zdarzają się wyjątki
potwierdzające tę regułę - zwłaszcza niektórzy kelnerzy w restauracji i
sprzątaczki). Rzadko silą się na uśmiech, ale nie można powiedzieć żeby byli
jacyś burkowaci. Można się dogadać w jakimkolwiek języku (najłatwiej
niemiecki, ewentualnie angielski), a jak się nie da – to na migi. Recepcja
dość niechętnie reaguje na uwagi (pretensje) wczasowiczów, ale chętnie
rozmawia. Dodam, że czasem obsługa wykazuje się nadmiarem formalizmu. Np.
skoro parasole mogą być otwarte do 18tej to tak ma być i już. Otwieranie
parasola po tej godzinie wywołuje stanowczą reakcję obsługi. Np. Próba
skorzystania z restauracji 5 minut po terminie lub otrzymania lodów 5 minut po
terminie jest niemożliwa. Np. skoro wziąłem na herbatę szklankę to jest OK.
Ale jeżeli wziąłem dodatkowo filiżankę i włożyłem w nią szklankę żeby nie
poparzyć palców, to już zostałem poinstruowany po turecku, że „sorry” ale „nie
należy tak robić”. Oczywiście to nie złośliwość. Oni po prostu wykonują swoje
obowiązki. Tak im kazano.

PODSUMOWANIE – jak ktoś marzy o „dopracowaniu szczegółów” to zdecydowanie
odradzam EV. A jak ktoś chce po prostu wypocząć z dzieciakami za
nieprzesadzone pieniądze to polecam EV. My wracamy zadowoleni :)
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka