sobek
05.04.05, 19:36
Ojcze, prowadź mnie
W dniach żegnania się z naszym Ojcem Świętym trudno powstrzymać emocje, żal i
smutek, mimo, że Jan Paweł II jest już w lepszym Świecie. Trudno cokolwiek
napisać, coś dodać do tylu już wypowiedzianych słów. Te kilka zdań nie może
być zwykłym, codziennym komentarzem zdarzeń, bo zdarzenie nie jest zwykłe, bo
czas jest wyjątkowy. W takich chwilach trudno nie mówić i nie pisać inaczej
jak bezpośrednio o swoich bardzo głębokich osobistych uczuciach i
refleksjach – bo tylko przez nie, naprawdę prawdziwie, każdy z nas potrafi
kochać i rozumieć naszego umiłowanego Papieża oraz człowieka, o którym tyle
nas uczył. Niemal całe moje życie to pontyfikat Jana Pawła II. Jestem Nim
ukształtowany. Nie znam innej Polski. Nie znam innego świata. Dzisiaj wiem,
że należę do pokolenia Ojca Świętego. Nie sposób żyć teraz bez Niego.
***
Wybacz mi Ojcze, że choć Cię miłowałem i podziwiałem, nie zawsze potrafiłem
żyć według Twoich słów i nauk.
Wybacz mi, bo choć zawsze Żyłeś głęboko w moim sercu i myślach, na co dzień
głowę zaśmiecały mi mniej ważne rzeczy.
Wybacz mi, bo choć chcę zrozumieć słowa Twoje - „nie lękajcie się” - nadal
nie poznałem ich prawdziwego znaczenia.
Dziękuję Bogu za dar życia w czasach, w których jako Ociec Święty, Jan Paweł
II, Pełniłeś funkcję następcy Świętego Piotra na Ziemi.
Dziękuję za Twoje modlitwy za mnie, za Twoje słowa otuchy i nauki oraz za
wszystkie pielgrzymki w Polsce, szczególnie te z 1997 i 1999 roku, które
ukształtowały mnie jako człowieka. Bez nich byłbym w innym, gorszym miejscu
mego życia.
Dziękuję, że zmieniłeś oblicze ziemi, tej ziemi. Dziękuję za wolność Polski i
wyzwolenie człowieka. Za wskazanie Jego godności.
Wierzę w „cywilizację miłości”, „wolność daną i zadaną”, „międzyludzką i
społeczną solidarność”. Wierzę, że „racją bytu wszelkiej polityki jest służba
dla człowieka”.
Ojcze mój, dołożę wszelkich starań, aby Cię nie zawieść - osiągnąć moje
Westerpltatte - o którym mówiłeś w Polsce w 1987 roku - mój wymiar zadań,
które muszę podjąć i wypełnić. „Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie
walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie
można zdezerterować. Wreszcie – jakiś porządek prawd i wartości, które
trzeba „utrzymać” i „obronić”, tak jak Westerplatte, w sobie i wokół siebie.
Tak obronić – dla siebie i innych.”
Ojcze mój – proszę, prowadź mnie.
Żegnaj Przyjacielu i ... do zobaczenia. Na zawsze Pozostaniesz w moim sercu.
Sebastian Ciemnoczołowski