olga_w_ogrodzie
13.12.10, 23:31
spotkałam byłam dziś przypadkowo na spektaklu pewnym znajomego pana.
najpierw oznajmił, jaki jest odważny, bo poszedł do terapeuty i mu powiedział,
że już nie będzie chodził do niego na terapię.
spytałam czy wyjaśnił dlaczego.
on na to, że nie, bo nie chciał wyznać terapeucie prawdy, iż uważa go za niekompetentnego lenia, który nie robi terapii, a towarzyskie pogaduszki, więc mu nakłamał, że godziny spotkań
mu nie pasują.
potem siedząca za nim kobieta z kamerą powiedziała temu panu, że ma się bardziej przytulić do ściany, gdyż zasłania, a ona filmuje spektakl.
więc on się do ściany przykleił i pyta jej czy tak dobrze.
ona, że ma się przylepić jeszcze bardziej.
znów zmienił pozycję i ogląda się do tyłu : - A tak mogę siedzieć ?
ona, że może jeszcze inaczej niech się usytuuje on.
pan na to do mnie, że on do tyłu pójdzie postać w takim razie /bo już miejsc wolnych nie było/
wkurzyłam się i odparłam : - Przestań. Siedź. To nie jest twój problem.
no to został.
przy szatni stał drugi w kolejce, ale kobiety za nim zaczęły się pchać, pierwsze podawały numerki. on na to nic, a potem poszedł na samiuśki koniec kolejki.
gdy w końcu swoje odstał, jeszcześmy chwilę rozmawiali i on do mnie w słowa te :
- Wiesz, a najbardziej cieszę się z tego, że tak się zmieniłem. Kiedyś bylem jak z plasteliny ulepiony - zawsze robiłem tak, jak ktoś oczekiwał, chciał czy kazał, a teraz już nie. W ogóle.
Umiem wyrażać swoje zdanie wreszcie.