136ty
09.11.16, 14:47
Sa po to zeby rekompensowac sobie braki. Sa one jednak toksyczne na losy jednostki patrzac z zewnatrz. Ale jesli rozpoznamy zludzenia co wtedy? Nie lepiej. Cyniczny oglad swoich brakow i golej rzeczywistosci. Zmieniamy jedna forme poznania na inna i jakie ma to znaczenie. Kluczowe jest chyba to poznanie ktorego dokonujemy. Historia jest znana. Najpierw byla para pozniej zerwanie jablka z drzewka poznania. Nastepnie los czlowieka jako przeciagly brak czegos. Wiara w jezusa. Smierc i zmartwychwstanie. Wiara w Jezusa moglaby byc jakims dosztukowaniem sobie pelni. Mozemy sobie uznac ze nic nie brakuje i jestesmy pelni milosci. Ale to klamstwo przeciez. Dlatego potrzebna oprocz nauk jezusa jest takze wiara w zycie posmiertne zeby to klamstwo znosnie wytrzymac.
Ale jakby pokombinowac przy samym poznaniu i zrozumiec jego drugi koniec. Poznaje swoje braki i produkuje zludzenia. A moze glownym zludzeniem, matka i ojcem wszystkich zludzen jest to ze istnieje. A prawda jest moje nieistnienie. Byla by to pewna forma smierci i zmartwychwstania pomijajaca etap wiary w nagrode gdzie indziej. Chyba tego chca medytujacy. Chca nirvany. Lecz raczej widzialbym to dynamicznie. Jako zlapanie flow-u. Prawda nieistnienia jest w pozbyciu sie poznania, a nie w pozbyciu sie zycia i pragnienia. Cierpienie jest w tym ze zycie sie posiada, ale nie chodzi o to by odebrac sobie zycie tylko przestac je posiadac. Stac sie zyciem i pozadaniem. Flowem ktory unosi sie i opada przemija i nie ma tym goryczy ze mija.
"Myslenie powoduje nerwice" mskaiq.
Miuziklpley
m.youtube.com/watch?v=2bV0UxhODFk
m.youtube.com/watch?v=-1LRD3DtFAo