Dodaj do ulubionych

Czy jeszcze potrafimy rozmawiać...

IP: *.devs.futuro.pl 30.01.04, 20:43
"Sokrates był mędrcem nie dlatego, że pierwszy powiedział " wiem, że nic nie
wiem", a zdanie to powtórzyły za nim tysiące mądrych ludzi. Ani dlatego, że
Platon przekazał nam jego słowa w swoich Dialogach i były to słowa
rzeczywiście mądre. Nie, Sokrates był wielki, ponieważ wiedział, co w życiu
jest najważniejsze; rozmowa z drugim człowiekiem. Sokrates przez całe swoje
siedemdziesięcioletnie życie, aż do skazania go na śmierć za rzekomą
bezbożność i gorszenie młodzieży ateńskiej, co rano wychodził z domu, szedł
na rynek i rozmawiał z napotkanymi ludźmi. I robił tak przez pięćdziesiąt lat
lub wiecej. Myślę, że nikt przed nim i nikt po nim już nie umiał tak
rozmawiać. Bo my nie rozmawiamy, nie wiemy , jak to się robi, my najwyżej coś
sobie komunikujemy albo przekazujemy słowa-szyfry lub słowa całkowicie puste,
ot, byle coś powiedzieć. Prawie już nie rozmawiamy tak, aby pod wpływem
rozmowy ktoś, albo my, mógł zmienić zdanie , bo zmianę zdania uważamy za brak
charakteru, choć jest to wielka sztuka, która posiedli tylko mędrcy. Sokrates
rozmawiał naprawdę, i robił to od rana do wieczora, a czasem i w nocy.
Wychodził z domu i rozmawiał, rozmawiał, rozmawiał. Słuchał uważnie, co mówią
inni, oczekując, że inni też go usłyszą. A dziś, nawet gdy nam się wydaje, że
ze sobą rozmawiamy, to i tak się nawzajem nie słyszymy; słuchamy swojego
głosu, swoich myśli. Ludzie, którzy ze sobą naprawdę rozmawiają, nie mają
czasu na zbrodnie, przestępstwa, na wojny, na krzywdzenie bliźnich. Bo
rozmawiając słyszą drugiego człowieka. Bo chcą go zrozumieć (...)
Rozmowy nasze powzednie:
- Kurwa, ja pierdolę...
- Zajebiście!
- Debeściak...
- I ja mu tak, a wiesz, co on na to ?
- Fak ju ...
(...)
- ... i ten radny bez przetargu kupił kamienicę i skosił taaaaaką kasę...
- Boże, pieniądze, zawsze te pieniadze.
- Zawsze coca-cola. "

( Dorota Terakowska - ONO)

Czy zatem potrafimy jeszcze rozmawiać ?


Baba
Obserwuj wątek
    • Gość: Gryf Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: *.net.pl 30.01.04, 20:56
      Tak masz racje, aby rozmawiac najpierw nalezy nauczyc sie sluchac.Ja Ciebie
      wysluchalem;-)




      Kazda rzecz ma swoja codzienna i odswietna strone.
    • rrado Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... 31.01.04, 11:14
      Gość portalu: Baba napisał(a):

      > Rozmowy nasze powzednie:
      > - Kurwa, ja pierdolę...
      > - Zajebiście!
      > - Debeściak...
      > - I ja mu tak, a wiesz, co on na to ?
      > - Fak ju ..

      jejku kto tak rozmawia w domu tak rozmawiacie?

      tekst generalnie mady i ciekawy z wyjatkiem tej koncowki. spoleczenstwo teraz
      jest bardziej obrazkowe swiat kreci sie szybciej nie zawsze jest czas na
      rozmowe ale sa nowe wynalazki ktore pozwalaja na dialog tak odleglych od siebie
      osob jak baba i rado. pozdrawiam rado
    • arkadiusz_litwinski Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... 31.01.04, 11:34
      Jedni chcą i potrafią, inni chcą i nie potrafią ( najsmutniejsze okazy to te
      które jedynie mówią nie słuchając). Są i tacy, którzy potrafią, ale już im się
      nie chce. Dopełniając talmudycznej konstrukcji: są pewnie i tacy , którzy i nie
      chca i nie potrafią , niby nic , ale często to wylęgarnia przypadków
      wybuchowych,a te zazwyczaj - choć nie zawsze- burzą.

      To bardzo ciekawy wątek, pewnie będzie miał długą kontynuację, więc teraz
      jedynie drobna uwaga. Kiedyś rozmowa była częściej nie tylko sposobem poznania
      prawdy, ale również rozrywką.Dziś prawdzie służą w o wiele większy stopniu inne
      metody jej dochodzenia.Mamy też do dyspozycji bogatszą ofertę rozrywek, często
      głupawych. Należ dbać nie tlko o zachowanie tradycji rozmowy, czy czasem
      dyskusji, lecz również o jej formę. Brak tej ostatniej często zniechęca do
      samej debaty. Rozmowy będą co najmnie tak długo jak długo są przyjaźnie.
      • piotr33k2 Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... 31.01.04, 11:47
        wydaje mi się że ci których dotyczy temat tego wątku (aby ich zmienić czy
        odmienic)najnormalmniej nic z niego nie zrozumią lub najzwyczajniej zlekceważą
        z powodów wymienionych w tym wątku .
        • Gość: e.beata Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 02.02.04, 09:15
          Popieram Piotra.
          Jak zobaczyli tekst tej długości, to i do końca nie doczytali.

          rrado, dziwi ciebie końcówka tekstu?!
          Tak nie mówi tylko margines.
          Posłuchaj jak rozmawiają licealiści, studenci...

          Baba, sztuka (bo jest to sztuka) konwersacji zanika. Szczególnie w kraju gdzie
          się nie czyta i nie rozmawia.
          W domu rodzice już nie potrafią rozmawiać z dziećmi, nie tylko ze względu na
          brak czasu. W szkole goni program.
          • rrado Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... 02.02.04, 13:03
            Gość portalu: e.beata napisał(a):

            >
            > rrado, dziwi ciebie końcówka tekstu?!
            > Tak nie mówi tylko margines.
            > Posłuchaj jak rozmawiają licealiści, studenci...

            czy mnie dziwi? chyba nie. mlodzi ludzie tak rozmawiaja ale juz nie w domu.
            normalnym domu. tam maja worce i je sobie przyjma jak dojrzeja. jesli mowi sie
            tak w domu doroslych to mamy do czynienia z patologia.
            pozdrawiam rado
    • skuter70 Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... 02.02.04, 13:30
      Gość portalu: Baba napisał(a):

      > "Sokrates był mędrcem nie dlatego, że pierwszy powiedział " wiem, że nic nie
      > wiem", a zdanie to powtórzyły za nim tysiące mądrych ludzi. Ani dlatego, że
      > Platon przekazał nam jego słowa w swoich Dialogach i były to słowa
      > rzeczywiście mądre. Nie, Sokrates był wielki, ponieważ wiedział, co w życiu
      > jest najważniejsze; rozmowa z drugim człowiekiem.


      > co rano wychodził z domu, szedł
      > na rynek i rozmawiał z napotkanymi ludźmi.

      > Sokrates
      > rozmawiał naprawdę, i robił to od rana do wieczora, a czasem i w nocy.
      > Wychodził z domu i rozmawiał, rozmawiał, rozmawiał.

      a niewolnicy na niego tyrali tyrali tyrali


      > A dziś, nawet gdy nam się wydaje, że
      > ze sobą rozmawiamy, to i tak się nawzajem nie słyszymy; słuchamy swojego
      > głosu, swoich myśli.


      kiedys to bylo super a dzis....eee
      • Gość: sven Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: *.cm-upc.chello.se 02.02.04, 14:46
        Baba, spoko.Jezyk zyje,zmiania sie(a jusci).Rozmowy trwaja czego dowodem jest
        te forum.Rozmawiamy wszedzie:w domu (na pewno w moim),tramwaju,na ulicy.Nie
        jest tak zle.Co prawda nie zawsze sa to konstruktywne rozmowy,ale kto
        powiedzial ze dyskutanci nic z takich rozmow nie wynosza.Zawsze jest cos do
        zarobienia na tych pogadankach.Wiec spoko i siemka.
        • Gość: e.beata Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 03.02.04, 09:36
          sven, ale nam nie chodzi o to, że ludzie jeszcze w ogóle mówią, a nie wyłącznie
          mruczą, ryczą. Że posługują się poszczególnymi wyrazami, zdania składają ;-).
          Chodzi o to, że te zdania to coraz mniej złożone. Że coraz częściej są to hasła.
          Że coraz częsciej w rozmowach używamy języka SMSów. Upraszczamy co się da i
          gdzie się da.
          W dużych miastach mieszka niewielka część narodu. Lepiej wykształcona, obyta.
          Ja mieszkam w mieście. Jż. mnie przeraża język ulicy, to co się dzieje w
          mniejszych miasteczkach, na wsiach??

          Rado optymista sądzi, że młodym przejdzie. Że tylko tak szpanują przed
          rówieśnikami. Że w domu odzywają się inaczej.
          Zazdroszczę mu optymizmu.

          • skuter70 Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... 03.02.04, 09:46
            sokrates byl jednym z najwiekszych filozofow w dziejach
            chcecie do niego porownywac szarego czlowieka i to z obecnych czasow ?
            przeciez to absurd

            a jakim jezykiem rozmawiali wtedy niewolnicy i reszta "bydla ludzkiego"?
            • jottka skuuuuuuuu 03.02.04, 09:58
              ter, cóżeś sie uparł dyskutować ze zbitką frazesów?

              na czym właściwie opiera sie twierdzenie, że nikt po sokratesie już nie
              potrafił prowadzić dialogu? parę tysięcy lat przeleciało na degeneratach i
              ogólnym bełkocie??? chrystus też, jak z tego wynika, machał nerwowo rękami i
              mruczał 'dajcie, k.., kase i nie zawracajcie mi głowy, co mi tu ciągle
              marudzicie o bliźnich' :)

              a oprócz niego parę jeszcze komunikatywnych osób by sie znalazło
              • skuter70 Re: skuuuuuuuu 03.02.04, 10:05

                > a oprócz niego parę jeszcze komunikatywnych osób by sie znalazło

                j.w.:)
                • Gość: Baba pytania IP: *.devs.futuro.pl 03.02.04, 14:41
                  To co rozpoczyna ten wątek to słowa niedawno zmarłej pisarki Doroty
                  Terakowskiej . Zacytowałam je tylko, wskazując na źródło.
                  Mnie w tym tekście uderzyło stwierdzenie, że uznanie racji rozmówcy i zmiana
                  zdania uznawana jest za słabość. Ciekawa byłam jak inni odbiorą słowa, które
                  mnie nie dawały spokoju.

                  Czy wypowiadający o Sokratesie słowa bohater książki Doroty Terakowskiej
                  zakwestionował wielkość i znaczenie innych ludzi, czy uznał ich za
                  bezrozumne "bydło" ? Nie dostrzegłam jakoś tego ...
                  Czy tylko szukał porozumienia z drugim człowiekiem, uznając, iż nie potrafimy
                  rozmawiać w taki sposób, aby spróbować zrozumieć racje drugiej strony ?

                  Jeżeli Sokrates był dla wypowiadającego te słowa mędrcem, to warto pamiętać, że
                  Sokrates zajmował się tylko człowiekiem. I to on był pierwszym ( wg prof.
                  Tatarkiewicza)przedstawicielem stanowiska, wynoszącego dobra moralne ponad
                  wszystkie inne.

                  Może więc zmienię swoje pytanie : czy uznanie racji rozmówcy i zmiana poglądu
                  uznawana jest za słabość ?
                  • Gość: + Re: pytania IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.04, 14:56
                    Gość portalu: Baba napisał(a):

                    > To co rozpoczyna ten wątek to słowa niedawno zmarłej pisarki Doroty
                    > Terakowskiej . Zacytowałam je tylko, wskazując na źródło.
                    > Mnie w tym tekście uderzyło stwierdzenie, że uznanie racji rozmówcy i zmiana
                    > zdania uznawana jest za słabość. Ciekawa byłam jak inni odbiorą słowa, które
                    > mnie nie dawały spokoju.

                    > Dlaczego nie dają Ci spokoju?

                    > Czy wypowiadający o Sokratesie słowa bohater książki Doroty Terakowskiej
                    > zakwestionował wielkość i znaczenie innych ludzi, czy uznał ich za
                    > bezrozumne "bydło" ? Nie dostrzegłam jakoś tego ...
                    > Czy tylko szukał porozumienia z drugim człowiekiem, uznając, iż nie potrafimy
                    > rozmawiać w taki sposób, aby spróbować zrozumieć racje drugiej strony ?
                    >
                    > Jeżeli Sokrates był dla wypowiadającego te słowa mędrcem, to warto pamiętać,
                    że
                    >
                    > Sokrates zajmował się tylko człowiekiem. I to on był pierwszym ( wg prof.
                    > Tatarkiewicza)przedstawicielem stanowiska, wynoszącego dobra moralne ponad
                    > wszystkie inne.
                    pierwszym znanym bo "cytowanym" przez platona. ciawe zresztą że cała doktryna
                    platońska usprawiedliwiona jest w dużej mierze właśnie autotytetem sokratesa
                    tak jak nauczanie filozofii książką tatarkiewicza:)
                    >
                    > Może więc zmienię swoje pytanie : czy uznanie racji rozmówcy i zmiana poglądu
                    > uznawana jest za słabość ?
                    Zdecydowanie tak. Zwłaszcza jeśli jest się przekonany o słuszności własnej
                    postawy czy zdania
                    Zdecydowanie nie jeśli dążymu do kompromisu lub chcemy się czegoś nauczyć.
                    Howgh
                  • albert_c Re: pytania 03.02.04, 15:06
                    Gość portalu: Baba napisał(a):

                    > Może więc zmienię swoje pytanie : czy uznanie racji rozmówcy i zmiana
                    poglądu uznawana jest za słabość ?

                    * odpowiedzi na tak zadane pytanie moga byc tylko relatywne i wynikac z
                    kontekstu rozmowy oraz tego kto z kim i na jaki temat rozmawia.
                    Mi sie wydaje ze coraz czesciej - zwlaszcza w zyciu publicznym za silego
                    uchodzi ten kto potrafi doprowadzic do kompromisu, a za slabego ten kto okopie
                    sie jak fanatyk wsrod swoich slow i nie wzruszony bedzie powtarzal je jak
                    mantre, a zmiane zdania bedzie traktowal w kategoraich zdrady ojczyzny.
                    Babo, zadalas trudne pytanie...
                    pozdrawiam,
                    albert_c
                  • Gość: Aga Re: pytania IP: *.rgsa.pl 03.03.04, 10:31
                    Gdyby słabością było uznanie racji rozmówcy i zmiana poglądów, bez sensu byłyby
                    wszelkie dyskusje...przecież nikt nie jest doskonały i zawsze może nie dostrzec
                    argumentu,który został zauważony przez inną osobę.A często ten właśnie argument
                    jest bardzo ważny i powoduje,że człowiek patrzy już trochę inaczej..

                    Jest taki stare powiedzenie-niby głupie,ale coś w nim jest;"tylko krowa nie
                    zmienia zdania"...
                    Pozdrawiam-wreszcie jakiś ciekawy wątek!
          • Gość: Belmondo do e.beaty! IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 17:33
            Nie wiesz, że to początek procesu wychodzenia z ciała? Ludzie spontanicznie
            ewaluują w kosmos. No prawda potrwa to jeszcze 300.000 lat ale zobaczysz, tzn.
            nie zobaczysz hehehe.
            • Gość: e.beata Re: do e.beaty! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 04.02.04, 09:51
              Nie uważasz, że w takim razie życie duchowe powinno się rozwijać a nie ulegać
              degeneracji?? Co chcesz wysłać w kosmos - ryki zwierzęce i bezmózgowce astralne?

              Wychodzenie z ciała? Do tego nie trzeba lat świetlnych ;-) wystarczy dobra
              książka, bogate życie wewnętrzne.



          • Gość: Aga Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: *.rgsa.pl 03.03.04, 10:22
            "mnie przeraża język ulicy, to co się dzieje w mniejszych miasteczkach, na
            wsiach??"

            Tam nie ma języka ulicy-moze większość ludzi jest mniej wykształcona i mówi
            mniej poprawnym językiem,ale nie mówią równoważnikami zdań...przynajmniej
            tam,gdzie bywam czasami..
    • Gość: XXX Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: *.teleton.pl 03.03.04, 14:27
      Nie potrafimy . Wystarczy przeczytać opinie na forum . Jeden wielki i
      primitywny bełkot . Nawet jak jest b. ciekawy temat i jest kilka/ szczególnie
      początkowych / interesujących poglądów to im dalej w danym temacie tym gorzej .
      Inwektywy , wzajemne animozje i prymitywny język . Tak jest w Sejmie , Radzie
      Miejskiej itp . Wielu wzoruje się na Leperze , Gertychu, Jaskierni , Wrzodaku i
      innych - ca. 70,0% społeczeństwa . Tak wygląda forum . Nie bierzcie wzoru z
      Magazyniera .
    • Gość: XXX Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: *.teleton.pl 03.03.04, 15:29
      Proszę sprawdzić np '' afera w twoim miescie '' - dziewięć opinii a jaki
      bełkot . Styl Magazyniera - przestańcie naśladować .
    • hans_kloss_szczecin Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... 03.03.04, 17:55
      Hmmm, a dla mnie mniej istotna jest forma wypowiedzi, ważna jest treść z niej
      wypływająca. Jeżeli mimo prymitywnej formy, ktoś mówi o czymś mądrym i mądrze
      to jest wszystko OK. Ale jeżeli mówi o niczym i bluzga tylko dla bluzgania - to
      oczywisćie jest bez sensu. Acha, i jeszcze poruszony tu temat SMS'owych
      uproszczeń. Pomyście tylko ile ekspresji wniosły takie znaczki jak ;-) :-o :
      ( ...

      ;)

      • Gość: Leszek Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: 213.25.50.* 18.03.04, 20:19
        Czasem najpiękniejsze lub raczej te najciekawsze rozmowy, bo bez żadnego
        wcześniej przygotowania, przeprowadzamy z ludźmi zupełnie nam obcymi,
        spotykanymi gdzieś tam, czy to w pociągu, na dworcu, lub nawet w samolocie.
        Ostatnimi laty niestety i tego już prawie nie sposób wykonać.
        Dlaczego? Bo wszędzie jest ten (poniekąd użyteczny lecz szalenie irytujący)
        wynalazek - telefony komórkowe.
        Już odeszły w niepamięć te chwile, kiedy można było usiąść sobie w przedziale
        pociągu dalekobieżnego i ot tak, zupełnie spontanicznie nawiązać rozmowę z
        osobą pierwszy raz nam widzianą.
        Tęsknię za takimi sytuacjami, kiedy mogliśmy z nieznajomą duszą konwersować
        długo, ciekawie (oczywiście bez zbędnej poufałości)o wszystkim i o niczym
        zarazem. Teraz nie znajdziesz takiego miejsca, gdzie nie dzwoniłyby przeróżne
        modeliki komórek, czy to zwykłym pipczykiem, czy polifonią. Teraz pierwszy
        odruch niemalże każdego pasażera (który przecież od zaledwie kilku minut
        jest "samotny") w różnym wieku (przeważnie tym młodszym) po zajęciu miejsca w
        pociągu to chwyt za telefon i rozpoczęcie długich niemalże medytacyjnych chwil
        na pisaniu sms-a, lub czytaniu po kilkadziesiąt razy tej samej wiadomości
        sprzed tygodnia, itd., itp. Krótko mówiąc - kompletny brak zainteresowania
        światem zewnętrznym. Już nikomu nie zależy na uatrakcyjnieniu co nieco podróży,
        zamiast tego jest ponura, spięta, a i nawet wydawałoby się wroga atmosfera, lub
        po prostu wybitnie zaznaczająca się aura obojętności.
        Wszystko to pewnie dlatego, bo myślimy, że "a co tam będę się wysilał i gadał z
        nim, z nią, przecież i tak nigdy więcej się nie spotkamy. Czy warto?"
        Ja jestem zdania, że tak. Warto. Oczywiście nic na siłę. Zawsze trzeba wyczuć,
        czy w tym kimś z boku (z naprzeciwka) jest godny nas (czy my jesteśmy jego
        godni) interlokutor.
        Ech, szkoda. Szkoda, że już nie można (nie będąc poczytanym o jakieś złe
        intencje) nawiązać rozmowy z osobą, która zamiast (jak niegdyś) książki w ręku
        trzyma ten przedmiot, na który chyba już mam uczulenie psychiczne.
        Marzeniem prawie jest już to, aby spróbować zagadnąć młodą dziewczynę, która
        zapewne pisze do swojego chłopaka. Bo i zresztą jak? Raz, że widzimy jej brak
        zainteresowania naszą osobą jako towarzysza podróży, a dwa - no hej mądrzy,
        niech ktoś spróbuje wymyślić inteligentne "zdanie wstępne". Bo przecież, to
        tradycyjne: "o widzę, że czyta pani Paula Coella..." raczej teraz się nie
        sprawdzi, nawet jeśli pokusimy się o daleko idącą trawestację "o widzę, że
        piąty raz sms-ujesz do chłopaka, ej, zastanów się może nie warto. Lepiej
        porozmawiaj ze mną."
        Hhmm, to raczej jest zbyt frywolne :-)
        Konkludując, ludzie wolą klikać niż usta otwierać, a ja niedługo zacznę kichać
        na widok "klikiera"

        Pozdrawiam wszystkich rozumnie korzystających z telefonów z antenką.
        Leszek (Dolny Śląsk, lat 25)
        • Gość: kaes Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: 217.153.169.* 18.03.04, 21:44
          >Wszystko to pewnie dlatego, bo myślimy, że "a co tam będę się wysilał i gadał
          z
          nim, z nią, przecież i tak nigdy więcej się nie spotkamy. Czy warto?"<

          dzięki za ten tekst.dzis dokladnie tak miałem i cholernie żałuję ...
        • Gość: labatt Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: *.se.client2.attbi.com 14.07.04, 08:15
          Leszek.czesto wspominam rozmowe z kloszardem sprzed 18 lat.Siedzialam na
          lawce,obok mnie wozek z moim dzieckiem.Przysiadl - upewniajac sie wczesniej,ze
          nie mam nic przeciwko temu.Mialam troche........Lawka waska,dziecko w wozku,a
          on z nareczem ubran ze smietnika.Ale porazilo mnie cos w nim - moze skromnosc i
          takt...........Zaczal mowic .........Po wojnie pracowal w cyrku..tyle sie
          dzialo..........Dalam sie wciagnac.....i nie zalowalam.Zal mi bylo - gdy
          podziekowal za rozmowe i poszedl.............Czesto podaje to za
          przyklad.......nigdy nie wiadomo,co kryje sie za pozorami.Inni sie smieja - ja
          i kloszard na jednej lawce.A ja to nadal nosze.......
    • korfi Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... 03.03.04, 19:01
      Baba zaczęła od Sokratesa. I choć nie on ma być głównym tematem tego wątku, to
      zastanowilo mnie czy w dzisiejszych czasach poznalibyśmy Sokratesa? Czy byłby
      odpowiednio dynamiczny,asertywny, kreatywny itp żeby przebic sie przez tabuny
      prących przed siebie mądrusiów i pustogłowych. Mozliwe, że tak. Ale czy nie
      krzyczano by wtedy "Sokrates musi odejść"?
      Wracając do rozmów, to potrafimy coraz to mniej. Tak rozmawiać jak i pisać.
      Wbrew pozorom nie jest to wcale od siebie oddalone. Na pewno jedną z przyczyn
      jest zmiana sposobów komunikacji, dążenie do szybkości wymiany ionformacji i
      samoogranicznie swojego wolnego czasu. To tak ogólnie. A jeżeli już w innym
      kontekście popatrzymy na nasze polskie piekiełko, to rzeczywiście nasz główny
      problem to słuchanie, szczególnie ze zrozumieniem a przynajmniej z nastawieniem
      na zrozumienie.
      Troche to nieuczesane, ale czekam z ciekawościa na rozwój wątku. Pozdrawiam.

      -------------------------------------------------------
      Każda akcja wywołuje co najmniej równy i skierowany przeciw niej krytycyzm
      • Gość: H56 Czy jeszcze potrafimy rozmawiać.? chyba nie IP: *.comnet.krakow.pl 18.03.04, 22:58
        Leszek trafnie zauważył,że ludzie unikają konwersacji. Jak jechałem na święta w
        przedziale miałem młodą dziewczynę która przez prawie 7 godzin do samego Krzyża
        klepała po klawiaturze telefonu, albo czytała książkę. Jadąc po świętach do domu
        trafiłem na bardzo fajnych ludzi w przedziale i wywiązała się wymiana zdań o
        wszstkim i niczym, w Poznaniu dosiadła się pani która do Katowic nie
        powiedziała ani słowa. W Katowicach otworzyła dziób napierw na dziewczynę, która
        przypadkiem okazała się studentką UJ gdzie pani madralińska wykłada,
        rozprawiając o metodach przyswajania materiałów naukowych. Później zgasiła w
        rozmowie pozostałe osoby dwie osoby, tj. pastora i jego żonę, wypowiadając się
        negatywnie o protestantach. Gdy zaczeła mnie punktować,zacząłem sie śmiać co
        udzieliło sie reszcie towarzystwa. Pani obrażona zmieniła przedział. Pewnie jak
        to pisze korfi zdenerwowała sie że nie rozpoznano w niej współczesnego
        Sokratesa.
      • Gość: kalipso Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 06.05.04, 14:00
        > Baba zaczęła od Sokratesa. I choć nie on ma być głównym tematem tego wątku,
        to
        > zastanowilo mnie czy w dzisiejszych czasach poznalibyśmy Sokratesa? Czy byłby
        > odpowiednio dynamiczny,asertywny, kreatywny itp żeby przebic sie przez tabuny
        > prących przed siebie mądrusiów i pustogłowych. Mozliwe, że tak. Ale czy nie
        > krzyczano by wtedy "Sokrates musi odejść"?

        Zauważ, że przeciez Sokrates za swoje wykłady został skazany na smierć,
        mozliwe, że i wtedy krzyczano "sokrates musi odejść". Nie wszystkim było w
        smak, że "ganił i łajał, że nie zyją jak nalezy". Kto chciał, to Sokratesa
        słuchał, podejrzewam, że dziś byłoby podobnie. Czy przebiłby się do szerszego
        grona słuchaczy - nie mam pojęcia.
    • Gość: Leszek Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 18.03.04, 23:21
      Chciałem polemizować w wątku "Do rrado, vojciech, absztyfikant i inni tacy",
      ale myślę, że lepiej jest wyjaśnić pewne podstawy dyskusji.
      Tak więc, skąd się biorą różne sądy ludzi przyzwoitych, opluwaczy, tudzież
      kpiarzy na temat np. Leppera?

      Najprościej można odpowiedzieć, że z:
      1) posiadanych przez kogoś informacji na temat Leppera i
      2) dokonanej przez niego oceny Leppera.

      Natomiast ocena Leppera i kogokolwiek czy czegokolwiek innego jest pochodna
      wobec:
      1) wyznawanych przez jednostkę wartości
      i/lub
      2) interesów (gospodarczych, politycznych, etc), które "każą" nam oceniać
      (zwłaszcza publicznie) Leppera, LPR, Michnika i Wiśniewskiego w określony
      sposób.

      Jesli zgodzimy się, że ocena Leppera jest pochodna wobec posiadanych przez nas
      informacji na jego temat i wyznawanego przez nas systemu wartości, to logiczne
      jest, że oceny przynajmniej dwóch osób będą wynikiem posiadania przez nie:

      tych samych informacji i takiego samego wartościowania
      tych samych informacji i różnego wartościowania
      różnych informacji i takiego samego wartościowania
      różnych informacji i różnego wartościowania

      Taką sama konstrukcję można zbudować jeśli chodzi o interesy, traktowane jako
      swoisty filtr służący do oceny innych. Wówczas oceny przynajmniej dwóch osób
      będą wynikiem posiadania przez nie:

      tych samych informacji i tych samych interesów
      tych samych informacji i różnych interesów
      różnych informacji i tych samych interesów
      różnych informacji i różnych interesów

      W rzeczywistości obie konstrukcje się na siebie nakładają i trudno jest dociec,
      co w rzeczywistości leży u podstaw dokonywanej przez kogos oceny: wartość,
      interes czy też obie rzeczy naraz.

      Przykład.
      Kiedyś, dawno, dawno temu w polskim Sjmie jedna pani opuściła szeregi Unii
      Wolności:-)
      Komentarz UW: "Pani X zdradziła słuszną sprawę swojej partii"
      Komentarz L. Millera: "Wychodząc z UW pani X zachowała umiar i rozsądek tam,
      gdzie wszyscy go potracili" Proszę samemu sobie odpowiedzieć co leży u podstaw
      oceny...

      Jakikolwiek temat nie zostanie poruszony, zawsze będziemy mieli do czynienia z
      ocenami...

      Dlatego jeśli, np. Piotr33k2 pisze:

      "sugerowanie że 11 września to robota żydowsko-masońskiego spisku do pospołu z
      buschem to juz zakrawa na obłęd całkowity tego człowieka (to o mnie...-L) i
      radia
      maryja.
      oczytanie i posiadanie pewnej wiedzy czy studiowanie filozofii jeszcze o
      niczym nie świadczy a w tym przypadku świadczy dogłębnym zniewoleniu umysłu i
      jest jeszcze bardziej grozne dla zdrowia niz u prostego człowieka.
      wiadomo też dlaczego gazeta wyborcza jest wszystkiemu winna ,też należy do
      spisku i jest
      wrogiem rydzyka ,no cóż trudno sie dziwić leszkowi tak to jest w sektach ,one
      zniewalają do granic absurdu nawet najbardziej wykształcone umysły."

      TO JA TO UZNAM ZA OZNAKI OBŁĘDU i sorry, ale bełkot. PROSZĘ POSZUKAĆ W MOICH
      POSTACH CZY JA COŚ TAKIEGO TWIERDZIŁEM. Nie chce mi się tego nawet
      wykazywać.Natomiast POITR332K wykazał w jakie SCHEMATY MYŚLOWE ujmuje ludzi, z
      którymi nie chce dyskutować, bo sie z nimi nie zgadza i nie chce mu się po
      prostu myśleć. Ja wiem, że mózg nie służy do myślenia (tak naprawdę myślę) i
      można czuć się czasem zmęczonym, ale bez przesady...
      Nie chcę przytaczać tezy o psychicznych onanistach, ale ona sama się ciśnie do
      ust...
      Wyraźnie widać schematy myślowe, które latami wkładane do głów zastygły,
      okrzepły i pozwoliły Piotrowi33k2 i nie tylko jemy widzieć wszystko "jasno i
      wyraźnie"?
      Dlatego zdążyłem być członkiem al-keidy, znajomym Nowaka, członkiem seksty
      Radia Maryja, Lepperowcem, nawiedzonym, podszytym faszystowską ideologią... No
      cóż...

      Wiesz Rrado, ty chyba i Pismak jesteście najbardziej normalni w tym
      towarzystwie...

      Podsumowanie.

      Po pierwsze, każda porządna dyskusja powinna zacząć się od ustalenia tego jak
      rozumiemy pojęcia, których używamy (co to jest "demokracja", "terroryzm",
      Polska w zdaniu "zagrożenie dla Polski", psychiczny onanista, etc...) bo
      inaczej będziemy mieli do czynienia z bełkotem.

      Po drugie, jedyne co możemy sensownie twierdzić, to tyle, że "na podstawie tego
      co wiem, mogę twierdzić , że..." i ocenic to po swojemu.
      W konsekwencji tak czy inaczej wrócimy do roli mediów w komunikowaniu
      społecznym, mediów, które uwikłe w politykę, karmią nas często półprawdami,
      kłamstwami, kpinami etc.

      Wyborcza jest tu w Polsce najlepszym terenem do badań na ten temat. To po
      prostu matecznik "poskramiaczy rzeczywistości społecznej" Dziś poraz kolejny
      prezentuje swe demokratyczne kredo. Tym razem słowami Janusza Rolickiego:

      "Z Lepperem zdaniem wielu socjologów można skutecznie walczyć jedynie kpiną i
      drwiną. Jego proste recepty na urządzenie Polski należy wyśmiewać, a nie
      polemizować z nimi. Pod naporem plebejskiego śmiechu szef Samoobrony okaże się
      bezradny i w końcu ustąpi ze sceny. Nie ma w Polsce drugiego polityka, który by
      tak cynicznie żerował na naszych kłopotach i biedzie. To trzeba pokazywać, a
      nie wdawać się w pyskówki czy w merytoryczne spory."


      Wystarczy, bo e.beata napisze, że marudzę...:-)
      • albert_c Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać...do Leszka 18.03.04, 23:29
        Leszek, widze i czytam, ze kultuwujesz juz te slynne Polakow nocne rozmowy:)
        przyznam, ze podoba mi sie to co napisales.
        co prawda w ocenie leppera pewnie sie ze soba nie zgodzimy i szybko nie
        dojedziemy do consensusu, ale widac i przeczytac mozna ze sa sprawy, ze sobie
        nocnie pogadac bedzie mozna.
        a na tym dolnym slasku to jakas logike czy semantyke cwiczysz, czy co?

        pozdrawiam,
        albert_c

        ----
        "We wszystkim jesteśmy tylko mniej - więcej"
        • Gość: Leszek Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać...do Leszka IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.04, 15:34
          Dzięki!.
          Dopiero dziś zauważyłem ten post. Mam modem. PoŚwiętach WN stałe łacze. może
          wówczas? Cześć!
          Co do reszty, to potem, ok?
          • albert_c Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać...do Leszka 06.05.04, 14:12
            Gość portalu: Leszek napisał(a):

            > Dzięki!.
            > Dopiero dziś zauważyłem ten post. Mam modem. PoŚwiętach WN stałe łacze. może
            > wówczas? Cześć!
            > Co do reszty, to potem, ok?

            * Leszku, a gdzie Ty sie podziewasz. zniknales nam z forum. wrocisz?? brak tych
            dyskusji z Twoim udzialem.
            • absztyfikant Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać...do Leszka 06.05.04, 14:39
              Oj ja tez sie stesknilem. Tylko Leszek potrafil tak ladnie o mnie mowic,
              np. "cwany intelektualny perwers". Moja proznosc teskni jeszcze bardziej.
              Wracaj brachu!!!
    • Gość: incognito Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: *.fh-luebeck.de 06.05.04, 16:46
      Bardzo madre postrzezenie. MAsz racje, nie potrafimy juz rozmawiac. Potrafimy
      za to swietnie wymieniac informacje: jakie masz nowe auto, ile zarabiasz,
      jakiej marki ciuchy nosisz, gdzie robilas silikony itd.(przepraszam za brak
      polskich liter)Przykro mi ze ludzie tak nisko upadli. I sprobuj sama(sam)komus
      cos artosciowego opowiedziec to i tak cie zagluszy swoimi 'waznymi'
      informacjami.
      • korfi Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... 06.05.04, 17:56
        W końcu chcemy byc społeczństwem inormacyjnym. Podobno.

        -------------------------------------------------------
        Każda akcja wywołuje co najmniej równy i skierowany przeciw niej krytycyzm
        • miriam25 Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... 27.05.04, 21:20
          ale czy postep jest najważniejszy i szaleńczy pęd za duchem czasu, a gdzie w
          tym wszystkim człowiek?
    • Gość: lukasz SPŁYWY KAJAKOWE IP: *.LKSnet.org / *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.04, 22:53
      super spływy kajakowe lato 2004 zobacz koniecznie poniższy link
      lukasz2004kajak.fm.interia.pl
    • Gość: 454 Re: Czy jeszcze potrafimy rozmawiać... IP: *.proxy.aol.com 14.07.04, 23:23
      Obawiam sie, ze nie potrafimy.Chyba w ogole mamy problem z porozumiewaniem
      sie.I jest tez niewielu ciekawych mowcow, takich ktorych sie slucha z zapartym
      tchem.Nawet ludzie kultury mlodszego pokolenia maja niewiele do powiedzenia.Jak
      sie slyszy w tv, ze solista zespolu "x" twierdzi , ze robia "zajebista muze",
      to jest juz z nami bardzo zle.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka