Gość: WRRR...
IP: *.aster.pl / *.aster.pl
17.01.06, 20:32
z gory przepraszam za ewentualne wulgaryzmy;)
seria kawalow z netu (dobór subiektywny;)
Od lat kocham tą samą kobietę. (Żona mnie zabije, jak się
dowie!)
- Mamy z żoną sposób na szczęśliwe pożycie małżeńskie.
Dwa razy w tygodniu idziemy do przytulnej restauracji,
trochę wina, dobre jedzenie... (Żona chodzi we wtorki, a ja
w piątki).
- Zapytałem żonę: "Gdzie chciałabyś pójść na naszą
rocznicę?" Ona na to: "Gdzieś, gdzie jeszcze nie byłam".
Więc mówię: "To może do kuchni?"
- Kiedy gdzieś idziemy, zawsze trzymamy się za ręce. (Jak
tylko puszczę, to zaraz nakupi różnych dupereli i ciuchów).
- Moja żona cały czas robi zakupy.
Raz jak chorowała przez tydzień, to trzy sklepy
zbankrutowały.
Ktoś mi ukradł wszystkie karty kredytowe, ale nie zamierzam
zgłosić tego na policję. Złodziej wydaje mniej niż moja żona.
Żona ma elektryczną sokowirówkę, elektryczny toster, elektryczny
piecyk do chleba. Kiedyś powiedziała, że ma tyle gadżetów, że
nie ma gdzie usiąść. Więc jej kupiłem krzesło elektryczne.
Pojechaliśmy z żoną do hotelu, w którym spędziliśmy naszą noc
poślubną. Tylko, że tym razem ja zostałem w łazience i płakałem.
Dostaliśmy z żoną pokój z łóżkiem wodnym w hotelu. Żona nazwała
go Morzem Martwym.
Żona zrobiła sobie maseczkę błotną i wyglądała świetnie przez
dwa dni. Potem błoto odpadło...
SCENA: tramwaj relacji 26, okolice mostu slasko dabrowskiego.
OSOBY DRAMATU: dziewcze ok. 16 roku zycia i jej luby w podobnym wieku, oboje
bambini di Praga, enturaz nieco dresiarski. Ona-chuda, zolty blond,
latarniany
makijaz. On - lysy.
W ROGU EKRANU, CZERWONY KWADRACIK.
ONA(gwaltownie): nie pojde już , ku**a, wiecej na ta religie. Nienawidze tego
je**ego ksiedza i on tez mnie nienawidzi.
ON (lekko zdziwiony): eeeeeeee, ale co się stalo?
ONA(coraz gwaltowniej): no bo on nam dzisaj ku**a kazal robic jakies
beznadziejne cwiczenie. Podzielil nas na pary i każdy miał wypisac wady i
zalety tej drugiej osoby. No i ja siedzialam z Aska. Zalety to nam szybko
poszly, gorzej z wadami.
ON (wykazujac nadprogramowe poczucie humoru i ku mojemu zdziwieniu lekko
ironizujac, ale może się przeslyszalam): no, he he, przeciez wy w koncu
jestescie bez wad, nie?......
ONA(nie lapiac ironii):WLASNIE. Ale jak mi ta Aska dopier***a z tymi wadami
to
myslalam ze ja je**e. Bo ona to mysli ze jest ku**a niewiadomo co!
ON(już nieco poirytowany):no a jakie wady wypisala?
ONA: no..... ze na przykład jestem wulgarna, wiesz co, bez przesady!
kiedyś jak mój młodszy brat był na tyle młodszy że dopiero uczył sie literek,
jechaliśmy ze starym autobusem i mój brat zauważył pewien napis wyryty jakimś
gwoździem na drzwiach.
- Tataaaa! a co tu jest napisaneeee?
- Sam przeczytaj
-h.... u.... j.... (i na cały głos triumfalnie) HUUUJ!!!!
Ostatni autobus z W-wy do mojego miasteczka tlok jak diabli.... na kolejnym
przystanku znow kupa ludzi i kazdy chce jechac ... w koncu autobus zapelnia
sie
po brzegi .. a na przystanku jeszcze sporo ludzi zdesperowany facet
krzyczy: "Ludzie posuńcie sie!!!" na co mlody glos z konca autobusu mu
odpowiada " Jak sie bedziemy posuwac to bedzie nas wiecej "
Lata 80-te, Gdańsk, sklep z pamiątkami na Długim Targu. Okres przedświateczny
(Boże Narodzenie). Do sklepu wkracza Wietnamczyk z kolegą, rozgląda się
niepewnie. Widać, że chce o coś poprosić, ale się waha. W końcu ekspedientka
z
uśmieszkiem:
-Czego pan sobie życzy?
Na obliczu Wietnamczyka odmalował się znaczny wysiłek, widać było trybiki
obrabiające dane, wreszcie z tryumafalnym uśmiechem wypalił:
- Siśkiego najlepsiego!!!!
Stały tuż obok siebie dwa stragany, z owocami, warzywami, nabiałem itd. Przy
każdym z nich sprzedawcą był mężczyzna. Do jednego straganu podeszła pani,
porozglądała się, podeszła do drugiego straganu i zapytała na cały głos:
-A jaja to ma pan takie same, czy większe jak kolega?
Autentyk z supermarketu.
Klient wziął kurczaka, który był niedokładnie
zapakowany i nieco jakiejs cieczy wylało się na
podłogę. Widząc to facet ze stoiska mięsnego wrzasnął
w stronę zaplecza "Niech tu przyjdzie serwis ze
szmatą, bo panu z ptaka pociekło!".
Dziadek parkuje starego rzęchowatego maluszka pod sejmem.
Wyskakuje ochroniarz:
-Panie, zjeżdżaj pan stąd! To jest sejm, tu się kręcą
posłowie i senatorowie!
Dziadek na to: -Ja się nie boję, mam alarm
Do firmy zajmujacej sie usuwaniem padlych zwierzat z ulic miasta dzwoni
telefon:
- Dzzdzzienn dddobry jajaja chchccialem popowiedziec, ze lelezy papapadly
kkkoń .
- Oczywiscie, przyjedziemy i zabierzemy, tylko niech pan powie na jakiej
ulicy.
- Na po...pooo...po..poooo
- Moze na Poznanskiej?
- Nnnie, na poo.po..poo
- Moze na Podgórnej?
- Nnnie, nnnie...
- To jak Pan sie zastanowi, prosze zadzwonic.
Facet dzwoni po chwili
- Dzie dzie dzien...
- No witam ,witam, co z tym koniem, na jakiej ulicy?
- Na poooo...po...po
- No jaka, moze Poznanska?
- Nnnie, nnnie, pooo...po...po
- Moze jednak Poznanska?
- Nnnnie...
- Prosze sie zastanowic i zadzwonic pózniej, dobrze?
Facet dzwoni po godzinie i ciezko dyszac mówi:
- Ddzi...
- No witam witam, jak tam konik, na jakiej ulicy lezy?
- Na pppo..poooo...
- Poznanskiej?
- Ttttak
- No widzi Pan, mówilem ze na Poznanskiej!
- Bbbo gggo kku.. pppprzeniossslem...
W celi siedzą razem: gwałciciel, zoofil, pedofil, gerontofil, sadysta,
nekrofil i masochista.
Gwałciciel:
- Eh, jak bym kogoś zgwałcił.
Zeoofil:
- Kotka na przykład.
Pedofil:
- Tak, tylko młodego, dwumiesięcznego.
Gerontofil:
- A potem poczekać jak się zestarzeje i jeszcze raz.
Sadysta:
- Aha, tylko łapy mu jeszcze połamać, przypalić troszkę.
Nekrofil:
- A kiedy umrze będzie najlepiej.
Masochista:
- Miau...
Ateista umarl. Porzadny byl czlowiek, ale umarl i bylo to dla niego bardzo
traumatyczne przezycie. Tym bardziej, ze zupelnie nieoczekiwanie znalazl sie
w
piekle. Przywital go Diabel. Ateista poczul sie nieswojo, ale Diabel byl
bardzo
konkretny:
- O, widze, zepPan u nas nowy... To ja moze oprowadze, tu jest panski
apartament.
Ateista patrzy, a tu pokoje na hektary, gustownie urzadzone, lózko wodne,
baldachimy, lazienka ogromna, bidety, klimatyzacja... Diabel dalej ciagnie:
- Jesli pan jest zmeczony i chce odpoczac, to prosze sie nie krepowac, jesli
pan jednak sobie zyczy, to oprowadze Pana dalej...
Ida, a widoki przed nimi bardzo intrygujace, dyskretny luksus, przyjemna
muzyka, piekne kobiety, tu ktos maluje obrazy, tam ktos cwiczy gimnastyke,
przeszli kolo olimpijskiego basenu, silowni, dalej restauracje, drink bary...
Ateista zaczyna sie czuc dziwnie, ida dalej. Nagle dotarli do pomieszczenia
przegrodzonego sciana z bardzo grubego szkla pancernego. Za szklem - tortury,
diably smaza jakichs nieszczesników w kotlach z wrzaca smola, innych
rozciagaja, cwiartuja, wypruwaja im flaki. Szyba tlumi dzwieki, ale przez
skóre
czuc, ze nieszczesnicy musza krzyczec wnieboglosy, na ich twarzach maluje sie
niewypowiedziane cierpienie. Ohyda, cos przerazliwego. Ateista poczul sie
wielce nieswojo, patrzy na te scene za szyba, patrzy, zaczyna nerwowo drapac
sie po glowie i zezowac na diabla... Diabel wyczul sytuacje, macha reka i
mówi:
- ...a wie pan, tym to sie prosze zupelnie nie przejmowac, to chrzescijanie
sobie cos takiego wymyslili...
Ludozercy segreguja zlapanych bialych:
- Zdrowy?
- Zdrowy.
- Na mieso. Nastepny.
- Zdrowy?
- Zdrowy.
- Na mieso. Nastepny.
- Zdrowy?
- Chory.
- Na co?
- Na cukrzyce.
- Na kompot...
Nie radzisz sobie ze stresem? Wkurzyła Cię jakaś menda?
Jest sposób na ukojenie nerwów...
Wyobraź sobie siebie nad strumieniem.
Ptaki ćwierkają w rześkim, górskim powietrzu. Nic Cię nie rozprasza.
Jestes całkowicie oddzielony od tego, co nazywamy "światem zewnętrznym".
Cichy dżwięk wody z oddalonego wodospadu spada łagodną kaskadą.
Woda w strumieniu jest idealnie przejrzysta.
Bez trudu dostrzegasz twarz