korkix78
26.12.06, 18:25
Pewnie nie tylko ja czasami zadaje sobie raz po raz to pytanie.
Kiedy zaczalem w miare regularnie 'uczeszczac' na forum wlasciwie robilem to
glownie poszukujac roznych informacji.
Zwykle sie jednak konczylo tak, ze na jedna zdobyta informacje, porade,
przypadalo kilka udzielonych, ale nigdy mi to nie przeszkadzalo; wrecz
przeciwnie. No tak to sie porobilo.
Przypuszczam, ze jestem generalnie uksztaltowany m.in. przez
trudnowykorzenialny wplyw ksiazeczek z serii "Poczytaj mi mamo" czytanych
przez wlasnie mame czy babcie o tym ze dobrze pomagac innym, ze mozna
zmieniac swiat, ze mozna na zlo odpowiadac dobrem, i ten zly stanie sie
dobry, ze po prostu dobro zwycieza, ze bezinteresowna nawet niewielka pomoc
moze byc zrodlem satysfakcji, a czyjas wdziecznosc i swiadomosc czyjegos
zadowolenia/szczescia jest tego milym ukoronowaniem.
I w zasadzie tak z grubsza wygladal swiat widziany moimi oczyma i z rozpedu
jakos stosowalem tylko stopniowe rozczarowujace upgrade'y ale nigdy tego tak
na dobrasprawe nie przeinwentaryzowalem.
Niemniej mojemu stazowi na forum (rownolegle z stazem zycia poza Polska w
ogole) towarzyszy nierozerwalnie niekonczace sie permanente bycie
bombardowanym przez watki majace na celu ponizenie WSZYSTKICH emigrantow dla
samego ponizenia, watki dzielace ludzi na dwie jednolite grupy rodem z PRL
(my w Polsce i wy tam poza Polska, lub odwrotnie), watki o zdradzie
narodowej, watki pelne zupelnie bezinteresownej zlosliwosci itp.
- i kiedy po raz fefnasty, po udzieleniu porady dotyczacej np taniego
dzwonienia do Polski slysze, jak ktos nie moze oprzec sie swojej szalejacej
nieokielznanej "guli" i musi musowo wyrazic swoja pogarde mowiac "hehehe ale
dziadujecie,dzwonic normalnie to nie, jusi byc tanio, oszczedzacie na
wszystkim, oh polaczki polaczki parszywe!! " - z owym ukochanym
nieodlacznym "hehehe" naczele, symbolizujacym wielka radosc na mysl, ze
czarna zlorzeczaca wizja tworcy tekstu sie spelnia. Hmm..wizja? sen?
marzenie?
Wielkie marzenie, ze uteskniony wysniony/wyimaginowany scenariusz wymarzonej
czyjejs biedy, nielatwej egzystencji i beznadziei jest faktem...
- i kiedy tak widze, po udzieleniu odpowiedzu na pytanie dotyczace podatkow,
juz dziesiaty w tym samym miesiacu watek pod tytulem "Czemu emigranci to
buraki, kmioty, nieudacznicy i trzeba sie za nich wstydzic?" ...
- kiedy tak czytam pare godzin pozniej budujacy utrzymany w pozytywnym tonie
watek Pana Emigranta-Swiezaka, ze jakosc w/w odkad wyjechal z Polski ulegla
drastycznemu polepszeniu i ze bardzo sei z tego powodu cieszy i natychmiast
pojawiajaca sie odpowiedz dyskutanta, ze z pewnoscia wykonuje prace, ktorej
nikt nie chce, a jesli nie daj Boze tak nie jest,to koniecznie niech nie
zapomina, ze emigranci miotaja sie gdzies po najnizszych podziemnych
szczeblach drabiny spolecznej
- kiedy ktos zarliwie mnie probuje uswiadomic, ze wszyscy emigranci (a wiec i
ja) to typowe Polaczki, ze emigranci (w tym widocznie ja) ktorym udaje sie z
powodzeniem rozpoczac nowe zycie na emigracji to nieudacznicy, ze emigranci
(ktos pisze znow o mnie wiec) przyjezdzajacy po to, by pracowac, to urodzone
straszne lenie, itd itp etc,
to pomimo pelnej swiadomosci, jaki typ czlekosztaltnych to wypisuje, po
prostu wraz z czasem spedzanym na forum, zaczyna znikac moja defensywnosc,
grzecznosc, bezwarunkowa pomocniczosc, wrodzony altruizm i zaczynam stopniowo
byc mniej mily, budzi sie we mnie agresor-stazysta, stale czuje sie
zniechecany do pomocy, poniewaz najbardziej widoczna i niezalezna od tego co
zrobie reakcja, sa niekonczace sie proby opluwania mnie innych
wspolforumowiczow.
Gdy porownam swoje wypowiedzi z ostatnich miesiecy z tymi sprzed roku (inne
forum, ale tez o Anglii) mam pewnosc, ze cos sie zmienilo.
Byl pamietam np typowy watek, grubo ponad rok temu, w ktorym troll-classic
wyluszczal publicznie swoj wstyd za to, ze tak masowo wszyscy wyjezdzaja na
Wyspy, bo im pieniadz przewraca w glowie, i tylko kasa sie dla nas liczy.
I ja, podobnei jak wielu innych, wykazujac sie krystalicznie nieskazona
niczym jeszcze naiwnoscia, zaczalem gesto sie tlumaczyc, pisac w sposob
defensywny ("nie obaz sie ale", "wybacz,lecz.."),zaczalem niemal przepraszac
i gesto wszystkich tlumaczyc, ze tu nie chodzi przeciez czesto o kase dla
kasy, tylko ze: lepsza jakosc zycia, ze perskeptywy, ze nie dla wszystkich
jest to celem nr 1, blablabla takie oczywistosci przeciez, a robilem to w
sposob taki, ze na dobra sprawe wilem sie w wyjasniajacych zeznaniach jak
piskorz.
Dopiero przy n'tym tego typu watku polapalem sie i sam so siebie przemowilem:
No poje*** mnie od A do Z ? What The F*** ??? Z czego ja sie tlumacze ??
Dlaczego wlasciwie ?
Skutkiem tego wszystkiego jest oczywiscie postepujace zniechecenie do
udzielania pomocy, bo o ile jest zrozumiale, ze ten, kto naprawde chce pomoc,
nie oczekuje odwzajemiania sie, bo bezinteresowna pomoc no juz w nazwie z
zalozenia jest bezinteresowna, to kazdy chyba sie zastanowi, czy podaj komus
pomocna dlon wiedzac, ze w nagrode wkrotce otrzyma kopa w dupe.
Mysle, ze wiele osob to przeszlo, i tez zanim sie polapalo, jaka zlosliwa
nature niektorzy maja, staralo sie przepraszac za to, ze sie ich probuje
zalac strumieniem gnojowki.
Ze podam za tylko konkretne przyklady trelemorele, aznara, aniajawo.
Nadal staraja sie byc pomocni, na pewno aznar, trelemorele rowniez, ale juz
nie pisze jak jeszcze pare miesiecy temu, natomiast aniajawo w ogole zniknela
z forum mowiac ze ma to juz gdzies.
Now:
Na kiego wala tak przynudzam ?
Daze w sumie do jednego - chce tylko zaapelowac do tych, ktorzy z moimi
opisanymi odczuciami w jakims stopniu sie identyfikuja:
Dopoki choc jedna osoba skorzysta z czyjejsc pomocy, to niewazne co inni
pisza- tej jednej osobie jest szansa ze naprawde pomozemy.
Mnie rowniez ktos kiedys bardzo pomogl, i nawet o tym pewnie nie wie!
Jak?
Wlasnie robie e-lewatywe na moim kompie (pelne formatowanie, pierwsze od 4
lat :P ) i znalazlem...przekopniowanego w .txt posta.
Posta z jakiegos forum, nie wiem nawet jakiego.
Swego czasu chcialem poczytac troche o tym, jak to wyglada w rzeczywistosci
zycie w UK, biorac pod uwage to,ze moze sie tam wybiore kiedys. Nie do konca
wiedzialem jak sie do tego zabrac; odwiedzilem pare stron (typu Londynek),
poczytalem pare artykulow (wtedy nie byly takie masowe) i ... forum.
To co zobaczylem przerazilo mnie.
Nie zrobielm zbyt madrze, bo bylo to forum jakis chyba onet czy inna wp.
Bylo dokladnie to co dobrze znamy: wszyscy sie nawzajem ping-pongowo
opluwali, opowiadali o tym, jak to tragicznie jest naprawde w UK, slynne
Polak Polakowi wilkiem itp na przemian z tym z przeciwnego frontu, ze z
przechwalkami jakie zycie w UK jest megaekstra i w ogole.
Jednak ja widzialem to po raz pierwszy i bylem przerazony i rozczarowany.
Na szczescie trafilem na jeden, odmienny post. Zwykly wlasciwie, jak teraz
czytam, to ot tak, po prostu facet opisal troszke szerzej sytuacje w spobo
ktory mi zdal sie wywazony, i nie znajac faceta- bardzo go polubilem.
Warto dodac, ze post byl wyslany jeszcze przez wejsciem Polski do UE, wiec i
dochodzily wtedy pewne problemy, ktore obecnie nie isnieja.
Powiem tak: gdybym nie napatoczyl sie na tego posta, ktorego potraktowalem
nieomal jako swoista Biblie, niewykluczone, ze w ogole nie zdecydowalbym sie
na wyjazd z Polski w kirunku Wysp.
Dlatego to, o czym caly czas chce napisac to to,ze jednak dopoki jest szansa,
ze do kogos dotrze pomoc - warto, against all hostility scattered all over
the place.
W drugim poscie zalaczam oryginal.
Wesolej resztki Swiat.
Pozdrawiam