mysiulek08
10.09.04, 07:02
Ehh, neta z powodu jakowys modyfikacji przez dni kilka nie bylo i moc
zaleglosci sie porobila.
Majac wiec ciut wiecej czasu a i solenizanta postanowilam upiec makowiec. Z
maku a nie z gotowej masy!. Po dlugich poszukiwaniach znaleziono mak,
suchutki, slodkawy, w calkiem przyzwoitej cenie:)
Przystapilam do dziela tradycyjnie wedlug przykazan babcinych:
wyplukany mak, zalalam mlekiem i na maciupenkim ogniu parzyl sie godzin
kilka, po czym styl przez chlodna jeszcze nocke w tymze mleczku. Nazajutrz
oprzytomniawszy, iz w tej kuchni nie posiadam sprzetu pod tytulem "maszynka
do miesa" wzrok padl na malakser, wszak mieso i bulke i ziemniaki i cos tam
jeszcze miele, wiec mak czemu. Ufna w sprzet wrzucilam mak w czelusci maszyny
i..... warczalo, krecilo chyba z 40 minut i NIC , zadnej reakcji ze strony
ziarenek makowych! Co za uparciuchy! Ale nie zalamalam sie, kolejna proba
mielenia odbyla sie w dzbanku miksera, skoro miele lod.... Nie bardzo nozyki
chcialy wspolpracowac z gesta packa makowa. Hmmm skoro geste, trza
rozrzedzic:) dolalam mleka ( zimnego z lodowki, szkoda czasu na
pogrzewanie ), wodki z trzciny cukrowej, miodu, roztopionego masla.Uff
poszlo, po kolejnych dolewkach mleka, bylo bardzoooo smacznie zmielone:)
Dalej tez mialo byc tradycyjnie,przesmazyc, dodac piane z bialek, bakalie i
buch na cieniutki placek z kruchego ciasta:) ale masa byla bardzooooo rzadka,
lecz majac juz wene tworcza dolozylam jeszcze miodui po przesmazeniu utarte
cztery zoltka i piane z dwoch bialek, orzechy, rodzynki, migdaly i swiezutke
skorke z pomarancz zerwanych z drzewa:). Zrezygnowalam z podpiekania tej
cieniutkiej podstawy z kruchego ciasta, ylozylam na surowy placek i do
cieplego piekarnika. po jakis 40 minutach zagladnelam, huraaaa, pieknie
wyrosl niczym sernik, posypalam kruszonka i pieklam do jej zrumienienia.
Zapachy istnie bozonarodzeniowe wydobywaly sie z kuchni, gdy stwierdzilam
brak cytryny na lukier, ktorym mial byc poolany makowiec. Co robie? Wyciskam
sok z niedojrzalej pomaranczy, dodaje cukier i prace ucierania oddaje
mikserowi. Pieknie, na zlocisto upieczony makowiec polewam lukrem
pomaranczowym i ciasto grzecznie czeka wieczora by solenizant byl pierwszym
kosztujacym......
Do dzis nie przetrwal ani kawalek. To byl najlepszy makowiec w moim zyciu,
soczysty, pulchniutki, pycha. I zrobiony bez maszynki do miesa! Czyli mozna
inaczej:))