Dodaj do ulubionych

wegetarianka prosi o coś prostego z mięsa dla męża

IP: *.aster.pl / *.aster.pl 22.01.06, 13:06
Ciągły dylemat- co dzisiaj dla małaża na obiad-schabowy, gołąbki ze słoika
czy pierś z kurczaka w panierce... Problem o tyle trudniejszy, że jedziemy na
tych opcjach ósmy rok i w końcu usłyszałam cichą prośbę- a może coś w
Warzywach. Próbowałam zrobic kotlety mielone i owszem, ale nie wiem ile
doprawić- ja ich przecież nie spróbuję, więc nie wiem. Nie trafiłam parę razy
więc dałam sobie spokój.
Podeslijcie mi jakieś łatwe przepisy, nie skomplikowane, bo czasu mniej
ostatnio- mam maluszka w domu.
Obserwuj wątek
    • Gość: ania Re: wegetarianka prosi o coś prostego z mięsa dla IP: *.lodz.dialog.net.pl 22.01.06, 13:23
      cos b.prostego, tez z piersi kurczaka, ale mega szybkie i pycha:
      kroisz 1 piers w kostke-podsmazasz na masle az sie zacznie rumienic (z 3 min i
      zamieszac)
      pieczarki w gruba kostke i do kury, na duzy ogien zeby za duzo wody nie puscily
      1/4 kostki grzybowej z 1/2 szkl wrzatku i do tego (nie musi byc kostka, moze
      byc troche wywaru z warz,bulionu)
      jak troche odparuje zalewasz ok 1/2 szkl smietany z kartonika
      wegeta,pieprz,troche curry lub co tam masz
      na koniec duzo natki pietruszki grubo pokrojonej, zamieszasz i podajesz z bulka
      lub z czym chcesz (ryz, ziemniaki, kasza, makaron)

      wlasnie to jem. robilam z 10 min, uwielbiam z bulka bo sos jest taki akurat do
      maczania.
      • Gość: ania Re: wegetarianka prosi o coś prostego z mięsa dla IP: *.lodz.dialog.net.pl 22.01.06, 13:25
        ps. bylam wegetarianka przez ponad 10 lat, wiem jak mieso to boli.ale teraz
        eksperymentuje i mam duzo zabawy.
        pozdrawiam.
    • malaszaramysz Re: wegetarianka prosi o coś prostego z mięsa dla 22.01.06, 13:27
      Zamarynuj tę pierś w oliwie z ziołami,sokiem z cytryny i pieprzem.Odstaw na 2
      godziny.Posól. Upiecz w piekarniku.( 25 minut w 180 powinno wystarczyć) Podaj w
      warzywami,które przygotowujesz dla siebie.
    • katja_79 Re: wegetarianka prosi o coś prostego z mięsa dla 22.01.06, 20:10
      Udka lub części kurczaka posypujesz Vegetą i obsmażasz na złoto. Wkładasz do
      rondla wylanego olejem- nie za dużo- i na to kładziesz pokrojone na 4 cząstki
      warzywa np: marchew, pora, pietruszkę i krążki cebuli.Posypujesz Vegetą i
      dusisz na małym ogniu aż warzywa będą mjiękkie.Można podlać od czasu do czasu
      bulionem z kostki
      • ba_nita Re: wegetarianka prosi o coś prostego z mięsa dla 24.01.06, 10:38
        katja_79 napisała:

        > Udka lub części kurczaka posypujesz Vegetą i obsmażasz na złoto. Wkładasz do
        > rondla wylanego olejem- nie za dużo- i na to kładziesz pokrojone na 4 cząstki
        > warzywa np: marchew, pora, pietruszkę i krążki cebuli.Posypujesz Vegetą i
        > dusisz na małym ogniu aż warzywa będą mjiękkie.Można podlać od czasu do czasu
        > bulionem z kostki
        Sypiesz kawę do szklanki i zasypujesz vegetą, potem podajesz szarlotkę i lody
        obsypane vegetą. No i nie można zapominac o dobrze zmrożonej
        gorzałce...zasypanej vegetą. Już pal licho tę vegetę, ale do wszystkiego???????
        Nie masz innych przypraw w domu tylko vegetę i kostkę rosołową? Wstyd.
        • Gość: Bernadetta Re: ba_nita IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.06, 11:45
          Co się dziwisz, vegeta ma w sobie coś takiego, że potrawa w smaku przypomina
          mięsną. Oni tęsknią do takich smaków i podświadomie tworzą jakąś namiastkę.
          Dlatego te wszystkie bigosiki, kotleciki, paszteciki i SCHABOWEz soii. Tak
          jakby nie mogli wymyśleć innych nazw! Pozdrawiam wszystkich mięsożerców.
          • deanna1 Re: ba_nita 27.01.06, 17:56

            nazwy są zabawne, owszem, ale nie są wytworem niczyjej "podświadomości", ale
            pomysłem producentów, którzy próbują w ten sposób zachęcić także nie-wegetarian
            do skosztowania produktów "mięsozastępczych"

            poza tym - nazwy to tylko nazwy, dlaczego od razu dorabiać do tego ideologię
            czy też mieszać w sprawę Freuda
          • ba_nita Re: ba_nita 27.01.06, 19:43
            Gość portalu: Bernadetta napisał(a):

            > Co się dziwisz, vegeta ma w sobie coś takiego
            To się nazywa glutaminian sodu. Niekiedy słyszy się o piątym smaku.)))
          • deanna1 Re: ba_nita 27.01.06, 21:00
            Gość portalu: Bernadetta napisał(a):

            > Co się dziwisz, vegeta ma w sobie coś takiego, że potrawa w smaku przypomina
            > mięsną.

            tzn. polecany tu do przyprawienia vegetą kurczak będzie przypominał mięso?
            ciekawe doprawdy, niezwykle ciekawe
    • Gość: Bernadetta Re:nina IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.06, 10:29
      Wiesz, ten mąż to musi Cię bardzo ale to bardzo kochać! Osiem lat na gołąbkach
      ze słoika... Nie żebym się zaraz czepiała bo to Wasza sprawa ale spadłaś mi jak
      z nieba. Mam córeczkę wegetariankę, z którą morduję się już przeszło 12 lat
      (wcześnie zaczęła). Córeczka obrzydziła mi kuchnię, gotowanie i radość płynącą
      z prowadzenia domu. Szczególnie przykro mi zawsze przy świątecznym stole, kiedy
      jest tyle wyszukanych smakołyków a moje dziecko zajada sałatkę jarzynową i
      pasztecik sojowy!!! Niedługo wychodzi za mąż. Chłopak jest normalny i korzonków
      jadał nie będzie. Zastanawiam się jak długo z nią wytrzyma. Twój przykład dodał
      mi nadziei, że można jakoś sobie poradzić. Napisz jak Ty to robisz? gotujesz po
      dwa obiadki? A co będzie jadało dziecko?
      • poughkeepsie no wiesz, moim zdaniem, to że 24.01.06, 11:00
        córka wegetarianka obrzydziła Ci gotowanie, i że jest skazana za paszteciki
        sojowe świadczy tylko o kompletnym braku Twojej kreatywności i pomysłów.
        Wegetarianizm zmusza do rozwoju, wystarczy kupić kilka książek o kuchni
        jarskiej, zaglądać na podforum kuchni wegetarianizm i pytać tutaj, na kuchni,
        jest też mnóstwo stron o kuchni wegetariańskiej. Ja prowadzę dwie kuchnie i
        zyję. I to chyba w tym układzie ja kocham nad życie moją rodzinę skoro gotuję
        dla nich mięso samemu go nie jedząc.

        A do autorki wątku, zajrzyj do galerii potraw, jest mnóstwo mięs w jarzynach do
        tego ze zdjęciami, będzie Ci łatwiej.
        • dementia Re: no wiesz, moim zdaniem, to że 24.01.06, 11:28
          Poughkeepsie, odbierz proszę pocztę (wysłałam na maila gazetowego). Pozdr!
          • poughkeepsie odpisałam :) nt. 24.01.06, 12:10

        • Gość: Bernadetta Re: poughkeepsie IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.06, 13:27
          Nie mogę się zgodzić z tym co piszesz. Wegetarianką można być sobie we własnym
          domu. Oczywiście jeśli mąż nie wyrzuci takiej gospodyni. Jak się jest w domu
          matki to trzeba się przystosować albo gotować sobie samemu żeby nie utrudniać
          innym życia. Morduję się od dwunastu lat to znaczy od jedenastego roku życia
          mojej córki. Ile zdrowia, nerwów i dodatkowych pieniędzy kosztowało mnie to, że
          nie wyrosła na anemiczną pannicę to tylko wiem ja. Starczy!!! Chociażby wyjazdy
          wakacyjne. Opłacałam koszty obozu z wyżywieniem a dodatkowo dawałam pieniądze
          na wyżywienie. To samo było na każdych wczasach. Dlaczego sugerujesz, że
          powinnam dla niej osobno przygotowywać wegetariańskie potrawy? Jedzenie w domu
          jest a że ona nie chce to moja wina? Gdyby była na diecie z przyczyn
          zdrowotnych to bym gotowała to co jej wolno jeść ale mordować się nie pozwolę.
          Skoro ja mogę od czasu do czasu zjeść coś bezmięsnego to ona może od czasu do
          czasu zjeść mięso. Jak nie to nie. Ja myślę, że z dobrobytu w głowach się
          poprzewracało. Przychodzi do mnie od czasu do czasu taki biedny chłopiec
          po "coś do zjedzenia". Jemu nie przychodzą do głowy głupoty tylko zjada
          wszystko co dostanie, aż przyjemnie popatrzeć.
          • poughkeepsie to ją wyrzuć z domu najlepiej, 24.01.06, 14:16
            albo każ przejść na własne utrzymanie. Oj nie chciałabym mieć matki, która nie
            potrafi wykazać ani odrobiny zrozumienia dla moich przekonań. Dzielna
            dziewczyna, że wytrzymuje mimo to, widać ma silny charaklter - pewnie po
            mamie :)
            • Gość: Bernadetta Re: poughkeepsie IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.06, 14:42
              Bez uszczypliwości bo jak słyszę "wegetarianin" to siada u mnie poczucie humoru!
              Zrozumienia dla przekonań? A jakie to przekonania jeśli można wiedzieć?
              Zdrowotne Nie. Rozmawiałam w ciągu tych lat z wieloma lekarzami różnych
              specjalności. Wszyscy jednogłośnie twierdzą, że to nie jest zdrowe. Nie ten
              klimat, nie te roślinki. Humanitarne też chyba nie bo mięso stanowi pokarm
              ludzi od zawsze. Przyrządzam w domu mięso tylko hodowlanych zwierząt, żadnych
              miśków czy też słoni czyli ochrona dzikich zwierząt też odpada. Zrozumienia nie
              potrawię wykazać ale chyba wagon soii przerobiłam na pasztet i jestem chodzącą
              książką kucharską potraw jarskich. Jak jej do tej pory nie wyrzuciłam z domu to
              teraz też nic jej nie grozi ale jak ją kiedyś wyrzuci mąż to nie będę się
              dziwić. Ona nie potrafi nic normalnego ugotować nawet jakby chciała. Żeby
              ugotować to trzeba próbować a tu już trzeba wykazać się wielkim bohaterstwem i
              wziąć do buzi kawałeczek mięsa. Jak ona w przyszłości będzie karmić dzieci?
              Chyba mleczkiem tofu. Matki i dzieci się nie wybiera. Ciekawe jak to było z tym
              zrozumieniem u Twojej mamy? Nie walczyła z Tobą?
              • poughkeepsie nie walczyła, 24.01.06, 15:00
                gotuję sobie sama, a przy okazji jeszcze i rodzicom :) Nie wiem czy zdajesz
                sobie sprawę, że im bardziej ją potępiasz, itp. tym bardziej podsycasz jej
                determinację do obstawanie przy swoim.
              • evil7 Re: poughkeepsie 25.01.06, 11:15
                Gość portalu: Bernadetta napisał(a):
                > Chyba mleczkiem tofu. Matki i dzieci się nie wybiera. Ciekawe jak to było z
                tym
                >
                > zrozumieniem u Twojej mamy? Nie walczyła z Tobą?

                wyobraz sobie,ze sa ludzie,ktorzy mysla inaczej niz ty.ze mna tez nikt nie
                walczyl.mozna to nazwac np szacunkiem dla drugiej osobyi jej wyborow...
          • emi_i_kot Re: poughkeepsie 24.01.06, 14:23
            Dlaczego tak dramatyzujesz? Zamiast się "mordować", lepiej zajrzeć choćby do
            Galerii Potraw, gdzie roi się od pyszności - także bezmięsnych. Na samej
            pierwszej stronie GP masz świetne przepisy na terriny, warzywne zupy, tarty...
            nie nazwałabym tego wszystkiego "korzonkami"! W mojej rodzinie wegetarian nie
            ma, ale jemy takie rzeczy często, bo są po prostu dobre...

            --
            Byle do wiosny
            • poughkeepsie otóż to 24.01.06, 14:30
              nie trzeba jeść mięsa codziennie, a poza tym wiele potraw da się zrobić w taki
              sposób, że wersja podstawowa jest bezmięsna, dodasz je i masz 2 razy mniej
              roboty. Twój brak tolerancji mnie trochę przeraża, i to przekonanie, że córka
              ma być czyjąś gospodynią, którą mąż ma wyrzucać z domu z powodu gotowania.
              Pojęcie żony nie równa się pomocy domowej, równie dobrze ona może nie chcieć
              przygotowywać dla niego mięsa, i co wtedy? Poza tym generować problemy wokół
              jedzenia to jakiś absurd dla mnie.
              • aniatee Re: otóż to 24.01.06, 20:58


                wywiazala sie tu dyskusja jw nie na temat potraw jako takich ale na temat,
                ktory ja walkowalam z calym swiatem przez jakies 15 lat!
                moja rodzina ma daleko idace tradycje masarskie, w prl-u dziadek byl
                kierownikiem masarni wiec jeszcze bardziej mieso otaczano niejako kultem, byl
                namiastka dobrobytu, z reszta tak bylo pewnie w kazdej "kartkowej" rodzinie w
                tamtych czasach.
                ja sobie swoj wegetarianizm wywalczylam i z mama i z babcia i z kazdym kto
                stanal na mojej drodze, taka bylam zdeterminowana. a potem oni to
                docenili...najpierw sie mama obrazila co sklonilo mnie do tego abym sama
                nauczyla sie bezmiesnie gotowac, potem jej sie spodobalo i sama mi tez cos
                czasem gotowala, pasztety piekla, zapiekanki. potem babci lekarz zabronil miesa
                ze wzgledu na cholesterol, i tez jej sie glupio zrobilo.
                z siostrą na wszystkie swieta i imprezy robimy mase rzeczy "ekstra" i wszyscy
                sa zachwyceni, szczegolni ci co jedza mieso. soi i jej przetworow nigdy u nas
                nie jadano, jest dla mieczakow albo dla tych co lubia.

                pani MAMO WEGETARIANSKIEJ CORKI,ona chyba jest juz na tyle duza, ze sama
                powinna dla siebie gotowac(11+12=23), po drugie to nie zycze pani takiego
                szacuku do cudzych przekonan jaki ją pani obdazyla(bo jeszcze starosc przed
                pania a wtedy corka pokaze jak bardzo jest nauczona tolerancji) a po trzecie to
                chyba jednak nie jest pani encyklopedia wegetarianizmu bo nie ma takiego
                wynalazku jak mleczko tofu! mleczko moze byc sojowe, orzechowe itd, a tofu to
                ser!
                mimo wszystko pozdrawiam i zycze cierpliwosci wszystkim walczacem o "sluszna
                sprawe", obojetnie po ktorej stronie stoja.
                • Gość: ??? Re: No proszę! IP: *.slnet.com.br / *.cscgo301.ipd.brasiltelecom.net.br 25.01.06, 07:43
                  Walczący wegetarianizm. Ciekawe dlaczego mięsożerni nie muszą walczyć a
                  Ci "biedni" wege niezrozumiani przez ogół tak? Toż to jakaś paranoja. Może
                  partię jakąś stwórzcie bo pseudofilozofię i dogmatyzm już się udało stworzyć? A
                  niby to powinni być mili. Okazuje się, ze mają nie zęby a kły gorsze od
                  drapieżników.
                  • evil7 Re: No proszę! 25.01.06, 11:11
                    jestem wegetarianka
                    mieszkam nadal z rodzicami
                    miesa nie jem juz bardzo dlugo
                    gotuje sobie sama dosyc czesto,ale moge tez liczyc na moja mame

                    i teraz dopiero doceniam,jakie mam szczescie,ze...nie jestem corka Bernadetty.
                    takiego ladunku "tolerancji" dla cudzych przekonan dawno nie widzalam:)
                    chociaz corka juz duza i powinna sobie sama gotowac,ale i tak nie zazdroszcze
                    mamusi
                    jezeli od tych dwunastu lat sie tak morduja...to milo musi byc w domu
                    porazka
                    • Gość: Bernadetta Re: do miłych wegetarianek IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.06, 20:38
                      Dwanaście lat temu moja córka miała 11 lat i była dzieckiem. Ze zrozumiałych
                      względów nie mogła sobie gotować sama. Jeść jednak musiała a do mnie należało
                      karmić ją tak, żeby te głupawe fanaberie nie odbiły się na jej zdrowiu. Jakoś
                      mi się to udało. Klełam sobie w duchu i gotowałam te idiotyczne kotleciki
                      sojowe, które potem sama też jadłam, żeby mieć czas wyjść z kuchni i pomyśleć
                      jeszcze o czymś innym niż żarcie. Mąż niestety nie nadaje się na zająca i
                      kapustą się karmić nie da. Nie jest despotą więc czasami szedł mi na rękę i
                      zjadał te zielska. Uważam, że jeśli ja nie otruję się kotlecikiem sojowym to
                      mojemu dziecku mięso też nie zaszkodzi. Ja też lubię potrawy bezmięsne i często
                      jem je z apetytem. Dlaczego ona nie może zjeść mięsa? Nie można matki
                      terroryzować! Szczególnie w takich czasach jak teraz gdzie zmuszeni jesteśmy
                      jednak zwracać uwagę na zawartość portmonetki. Dlaczego nikt z Was nie pomyśli
                      jak taki wegetarianin komplikuje życie w domu? Czy się nad tym zastanowiłyście?
                      Piszecie, że Wasze mamy nie miały żadnych zastrzeżeń...nie uwierzę! Przyszłaś i
                      powiedziałaś "kochana mamusiu, od jutra nie jem mięska" a mamusia wpadła w
                      zachwyt i z uśmiechem powiedziała "dobrze, kochana córeczko, nie jedz, ja Ci
                      będę gotować co tylko chcesz. Nie ważne za ile i nie ważne ile czasu mi to
                      zajmie". Może Wasz wegetarianizm przypadł na Waszą dorosłość mimo, że
                      mieszkacie z rodzicami ale odpowiadacie same za siebie i mamy czują się
                      zwolnione z obowiązku dbania o Was. A może jednak spytajcie swoje mamy szczerze
                      co myślą o tym w głębi duszy? I jeszcze jedno pytanie, czy ktoś mi na nie
                      odpowie? Uważacie, że mięso jest obrzydliwe, nie jadacie go. W takim razie
                      wszystko co się z nim łaczy też powinno budzić Wasz wstręt. Dlaczego więc
                      nazywacie te swoje podróbki potraw w ślad za nazwami dotyczącymi mięsa? Czy
                      takich kotletów sojowych nie można nazwać sojowym gniotem? a po co sojowy
                      schabowy? może być sojowa podeszwa! Po co te flaki, bigosiki, paszteciki,
                      kiełbasy, smalce, serki i inne? Wymyślcie sobie własne nazwy i nie profanujcie
                      moich ulubionych potraw! Tego się domagam w ramach tolerancji.
                      Uff.. wylała się ze mnie cała 12-letnia wściekłość...jeśli ktoś się pośmiał to
                      się cieszę, jeśli popłakał to przepraszam.
                      • ba_nita Re: Zgadzam się z Tobą i pójdźmy dalej. 26.01.06, 00:34
                        Dlaczego my - jesdzący wszystko mamy być tolerancyjni wobec wege skoro wege nie
                        są tolerancyjni dla nas? Wystarczy sobie wejść na gazetowe forum. Podczytuję je
                        czsami i to co tam się dzieje zakrawa co najmniej na pokręcenie głową z
                        nieudawanym zdziwieniem. Nie uleganie wegetarianinowi to terror a w drugą
                        stronę? Jak to nazwać? Brakiem tolerancji pewnie? Dałbym sobie rękę uciąć, że w
                        sytuacji skrajnej, ekstremalnej, wegetarianin natychmiast dorwałby się do
                        zjedzenia mięsa. Wszystko zależy od warunków w jakich się żyje. Dopóki jest
                        bezpiecznie i cieplutko to fajnie, ale kiedy trzeba by było walczyć o
                        przeżycie? Ooooooo! Całą Waszą filozofię szlag by trafił w tempie lotu concorda.
                        Po za tym kto to widział aby dziecko stawiało się Matce? O tempora! O mores!
                        Tfu! I apage satanas!
                  • Gość: aniatee Re: No proszę! IP: *.lodz.dialog.net.pl 25.01.06, 18:53
                    jak sie ma 17 lat i rodzine z tradycjami, to sie o wszystko walczy.
                    i wcale nie trzeba do tego zebow uzywac, ale argumentow i liczyc na to, ze jak
                    cie ktos kocha to zrozumie i poprze...
    • mika_p Re: wegetarianka prosi o coś prostego z mięsa dla 25.01.06, 01:07
      Może gulasz ? Albo zupa gulaszowa ? Ja tego nie próbuję dopóki nie jest prawie
      gotowe, więc twoj mąz może tak samo - ty mu przygotujesz i przyprawisz, a on
      sobie ewentualnie przed nałozeniem na talerz doprawi. Zupa gulaszowa jest
      doskonała w sezonie jesiennym, kiedy stragany uginają sie pod papryką, cukinia
      i pomidorami.

      A moze po prostu odsmazone na cebulce mieso z rosołu, z subtelnym dodatkiem
      marchewki z tegoż? Troszkę się soli i pieprzy, ale doprawia na talerzu wg
      gustu.

      A ryby jada? Może tradycyjna "ryba po grecku na sposób polski", czyli filety z
      mintaja ugotowane w warzywach (starta włoszczyzna plus groszek z puszki plus
      koncentrat pomidorowy), przyprawia sie listkiem laurrowym i zielem angielskim
      (no i solą). A jak masz maluszka w domu, to włoszczyzna moze byc z mrożonki :)
      Pokrojona w słupki.
    • maruda79 banalne 25.01.06, 20:11
      Czyli mieso duszone :) Wystarcza kawalki wieprzowiny lub cieleciny delikatnie
      obsmazone na niewielkiej ilosci tluszczu, potem przykrecasz ogien na min. i
      dusisz pod przykryciem dodajac pokrojona w talarki/poltalarki cebule, papryke
      pokrojona w paski - podlewasz niewielka iloscia wody (coby sie nie przypalilo).
      Doprawiasz do smaku (ja tylko sole i tak jest pyszne). I gotowe ;) Acha a do
      smazenia uzywam obowiazkowo oliwy z oliwek, gdy do miesa dodaje papryke.
      • maruda79 Re: banalnie proste :) 25.01.06, 20:12
        Kawaleczki mieska kroje w kostke lub paski.
    • fettinia Oj ale dyskusja :) 26.01.06, 09:45
      Moja corka od kilku lat jest wegetarianka,maz wyjatkowo miesozerny,reszta
      rodziny sie dostosowuje a ja wcale nie morduje sie w kuchni:)
      A do Niny-sprobuj mieso doprawiac tak jak swoje potrawy.Ja czesto tak robie-tym
      bardziej,ze maz cos w warzywach sobie zazyczyl.Kotlety mielone dopraw tylko
      odrobina soli i pieprzu.Przygotuj osobno jakis swoj ulubiony sos warzywny-dopraw
      i wrzuc kotleciki.Jak podusza sie razem nabiora smaku:)Albo sos grzybowy-tez
      osobno i dorzuc kotleciki.Pozdrawiam:)
    • Gość: Beata Re: Udka po meksykańsku IP: 217.11.130.* 26.01.06, 10:04
      kuchnia.gazeta.pl/kuchnia/2,54041,,,,43110359,P_KOBIETA_PRZEPISY.html
      to powinno Ci się udać;)jest smaczne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka