28.09.09, 00:37
Przeczytałam to co napisałaś w wątku "trochę nadziei"
Niestety zgadzam się z Tobą, piszę niestety, bo wolałabym żeby Bóg był taki
jakim przedstawia go kościół, wszechmocny, miłosierny, współczujący. Aby
wysłuchiwał naszych modlitw. Pamiętam tę opowieść o wierze, która przenosi
góry... czytając te wszystkie wątki o bogu myślę sobie że w modlitwach
wszystkich osieroconych była taka wiara która powinna dźwignąć wszystkie góry
świata, a jednak nic to nie dało...
Skoro śmierć jest tak wspaniałym doświadczeniem jak historie opisane w wątku
"trochę nadziei" to dlaczego się jej boimy, chcemy się przed nią ochronić,
dlaczego rozpaczamy kiedy odchodzą nasi bliscy??? Dlaczego nasze życie
kompletnie się rozsypuje... Dlaczego czujemy się tak potwornie i
niesprawiedliwie ukarani???
Nie chcę wpisywać się w wątku "trochę nadziei". Mnie on nie daje nadziei... ja
nie chcę widywać żadnych świętych, chciałabym tylko jeszcze choć raz zobaczyć
moja Mamę... Nie chcę jednak polemizować z tymi wszystkimi którzy widzą w tym
sens... jakikolwiek sens.. albo choć trochę nadziei
Obserwuj wątek
    • first.marionetka Re: Do Tilia7 28.09.09, 08:10
      Annubis, od dziecka uczono nas patrzenia na śmierć przez pryzmat
      naszej religii.
      I choć wyrażnie we wszystkich religiach jest powiedziane, że dusza
      ludzka jest nieśmiertelna, to tak naprawdę kościół nie tłumaczy co
      to znaczy, jak tę nieśmiertelność duszy mamy rozumieć.

      Nikt nie mówi o nieśmiertelności ciała, a śmierć to koniec ziemskiej
      egzystencji ciała, a co z nieśmiertelną duszą ?

      Zacytuję JP II " czas ucieka , wieczność czeka". Znowu mądra
      wypowiedź, ale jak to rozumieć?

      Myślę, że Bóg jest wszechmocny,miłosierny właśnie w kwestii duszy,
      nie ciała, a ta ziemskość to " cielesność".

      Uf, strasznie namieszałam, ale w jednym zdaniu chodzi mi o to, że
      dusza żyje dalej i podlega prawom BOGA, tego miłosiernego, dobrego.

      Tak ja interpretuję nieśmiertelność duszy i może właśnie dlatego, że
      nie mamy wglądu w całość nieśmiertelności danej duszy nie rozumiemy
      Boga i praw wszechświata.

      Takie jest moje obecne myślenie,jestem otwarta na przemyślenia
      innych.

      Marionetka ( kukiełka na arenie życia).
      • annubis74 Re: Do Tilia7 28.09.09, 10:12
        First_marionetko
        ja też wierzę, że człowiek w jakiejś formie trwa po śmierci, nazwij
        to nieśmiertelnością duszy, czy inną formą nieśmiertelności człowieka
        jak napisałam nie wpisywałam się w wątku o różnych objawieniach, bo
        dla mnie podane tam przykłady nie są żadnym źródłem nadziei. Nie
        chcę też siać wątpliwości wśród tych ktorzy w to wierzą - bo po co.
        jeśli to komuś przynosi ulgę. Ja w to nie wierzę. Nie potrafię też
        przyjąć wizji dobrego i miłosiernego Boga jakiego serwuje nam
        katolicyzm/chrześcijaństwo. Bo jeśli jest dobry, miłosierny to
        dlaczego ten świat urządził tak bezsensownie. Dlaczego skazuje ludzi
        na okrutne cierpienia. Jeśli stworzył nas na swój obraz i
        podobieństwo to dlaczego w człowieku tyle jest zła, nienawiści
        • first.marionetka Re: To tylko moje przemyślenia w bólu 28.09.09, 10:58
          Jeżeli to nasze "TU" życie to tylko " odcinek" długiej drogi? , a
          póżniej są następne i następne, w innej formie egzystencji, to można
          tłumaczyć, że ten ból, rozstanie z tymi, których kochamy na tej
          planecie ma nam tylko "otworzyć oczy" na wieczność, na istnienie
          nieśmiertelnej duszy, na Boga. Widzę sens w takim myśleniu.

          Już w żałobie usłyszałam od mądrego zakonnika " musi być
          wieczność,aby była " ta reszta", bo tu nie ma sprawiedliwości i
          dlatego musi być wieczność".

          Jezus powiedział; " Moje królestwo jest nie z tego świata" zbawiając
          Nas, dał nam nadzieję, wiarę na to że i nasze królestwo jest nie z
          tego świata.

          Kochani, ja tak poszerzam swoje myślenie. Śmierć nas nie oszczędzi,
          czy się jej boimy czy nie wszyscy kiedyś umrzemy.
          I może warto patrząc przez pryzmat odejścia naszych kochanych
          zajrzeć za kurtynę, w tę właśnie wieczność. Kościół niestety nam w
          tym nie pomoże, bo mówienie o duszy kończy się na słowie
          nieśmiertelna......... reszta jest tematem tabu.

          Dla mnie kościół, może bardziej Jego przedstawiciele nie mieli zbyt
          dużo słów pocieszenia po stracie ukochanego dziecka,( ponoć z
          pokory, tak mi jeden mądry duchowny, którego szanuję napisał)
          dlatego poszukuję w lekturach np. zakonnika ojca F.Brune, bo tu jest
          nadzieja, nie tylko ślepa wiara, na którą się nie zgadzam.
          Wiadomo idę narazie po omacku, jak ślepiec, ale wiem, że jestem na
          właściwej drodze. Nie jest łatwo, ale czuję kontakt ze swoją duszą i
          duszą swojego syna. To mi naprawdę pomaga.

          Ja Boga postrzegam jako ojca, który pozwala nam się przewracać, bo
          wie , że idąc dalej podniesiemy się. I za ojcem Bruna powtarzam "
          śmierć nie istnieje".
          Daję sobie szansę na takie myślenie, bo gdybym myślała inaczej to
          pozostały by mi tabletki( w większej ilości) a to przecież nie jest
          wyjście.
          Nieraz jeden wyraz, jedno zdanie otwiera nas na ukojenie serca i
          duszy. Ja tych zdań poszukuję za tym forum, w lekturach, przyrodzie,
          gwiazdach- wszędzie.

          Ostatnio przeczytałam stanowisko filozofów katolickich, że w żaden
          sposób nie wykluczają istnienie cywilizacji pozaziemskich........
          jeszcze niedawno byłoby to nie do pomyślenia.
          Kościół też weryfikuje swoje zdanie i to daje dużo do myślenia.

    • tilia7 Re: 28.09.09, 12:09
      Annubis wywołałaś mnie do tablicy i teraz myślę, jakby udzielic Ci
      jakiejś mądrej odpowiedzi:)Ale cieszę się,że o mnie myślisz i że
      nasze patrzenie na świat jest podobne.

      Ja myślę,że bardzo poważnym problemem(z góry przepraszam oburzonych)
      jest to,że nasza wiara jest kształtowana przez religię w sensie
      systemu religijnego a nie przez nasze odczucia.I to przez taką
      religię, która niestety daleko już,moim zdaniem,odeszła od istoty
      rzeczy.Wszyscy a w każdym razie większośc z nas tu obecnych jest
      wychowywana w duchu religii katolickiej - potem albo ją akceptujemy
      albo się od niej odsuwamy,ale cokolwiek zrobimy wpojone wzorce i
      doktryny gdzieś tam zostają.A to czego nas tam uczono nie tworzy
      spójnego obrazu i powoduje zamęt w naszych myślach.Myślący człowiek
      dostrzega ten rozdźwięk i w jakiś sposób go to niepokoi.Kwestia Boga
      i śmierci jest dobrym przykładem.Bo z jednej strony słyszymy,że Bóg
      jest miłością,że jest dobrym Ojcem,że wybacza,że kocha nas
      wszystkich jednakowo,że o każdym z nas wszystko wie i każdym się
      przejmuje,że każda dusza jest dla niego bezcenna,że wysłuchuje
      naszych modlitw i specjalnie dla nas stworzył wspaniały raj,w którym
      będziemy spędzac całą naszą wiecznośc słuchając chórów anielskich
      itp.Oddał swojego syna aby nas zbawił i pokonał śmierc itd. itd.A z
      drugiej strony ten sam Bóg zupełnie niczym się na tym świecie nie
      interesuje i w nic nie wtrąca, tłumacząc to wolną wolą-niezależnie
      od tego czy faktycznie mamy na coś wpływ czy nie.Ten Bóg trzyma w
      czyścu dusze, które dręczy,żeby mogły kiedyś dostąpic raju(w tym
      niektóre tylko za to,że nie urodziły się w odpowiedniej religii)
      zsyła do otchłani niechrzczone dzieci(zapewne to ich wina,że nie
      zdążył ich nikt ochrzcic),a grzeszników skazuje na wyrafinowane męki
      piekielne.Wszystkim wybacza,ale jednak nie wszystkim.Wszyskich do
      siebie przyjmie,ale jednak nie wszystkich.Można się do niego modlic
      i może sama modlitwa daje pociechę, ale raczej rzadko udaje się coś
      faktycznie wymodlic itd.No i my się gubimy w tym wszystkim.Niby dają
      nadzieję, ale taką podszytą ogniem piekielnym, bo nigdy nie wiadomo
      czym się mogło tego miłosiernego obrazic-może na przykład
      plasterkiem szynki w piątek.Jak się więc nie bac śmierci,skoro nie
      wiadomo,co nas tam czeka?Może nie ma nic, może jest Bóg i okaże się
      dobry, a może jest Bóg, który robi sobie z nas po prostu zabawę?
      Dlatego moim zdaniem ta religia wcale nie niesie pocieszenia, ani
      odrobiny.Mnie w każdym razie nie niesie i jak widac wielu innym też
      nie.

      I inna sprawa.Niezależnie od tego czy czujemy i wierzymy,że jest
      jakieś życie po śmierci,jesteśmy teraz TU i tylko to TU znamy i
      rozumiemy.Zostaliśmy w tym TU sami, bez naszych ukochanych bliskich
      i jeśli o mnie chodzi to nie ma ani takiej siły,ani takiej wiary,
      która mogłaby zapełnic tą pustkę,ukoic ból,sprawic,że nie będziemy
      cierpiec.Bo tak naprawdę,niezależnie od tego czy coś jest po drugiej
      stronie "kurtyny" my jesteśmy po tej.Mamy uczucia ludzkie,nie boskie
      i do tych ludzkich uczuc zalicza się ogromna tęsknota za kochaną
      osobą, poczucie nieszczęscia i niesprawiedliwości.Jesteśmy
      przyzwyczajenie do naszej fizycznej postaci i nie umiemy myślec,że
      nasi bliscy żyją,jeżei widzieliśmy,że nie żyją i wiemy,że leżą kilka
      metrów pod ziemią i nie są niczym więcej niż nieożywionym już
      zbiorem materii.Jak już pisałam,ja myślę i czuję,że jakiś Bóg jest,
      ten Bóg w formie czegoś na kształt kosmicznej układanki, w której
      każdy z nas ma swoje miejsce.Wierzę,że kiedy umieramy jakaś częśc
      nas:energia czy dusza,czy jak tam kto chce inaczej nadal w jakiejś
      formie istnieje.Ale jak na ten moment Annubis, podobnie jak Ciebie,
      niewiele mnie to pociesza.Mało tego, w tej chwili wcale mi na tym
      nie zależy.Chcę,żeby mój ukochany mężczyzna był przy mnie TU i
      TERAZ,żywy,ciepły, uśmiechnięty.Chcę,żeby mnie mógł przytulic i byc
      przy mnie do kończa naszego życia.A potem to już może zupełnie nic
      nie byc...

      • annubis74 Re: 29.09.09, 09:37
        Tilio, nie chciałam Cię wywoływać do tablicy:) ale bardzo się cieszę ze
        napisałaś. Rzeczywiście myślę o wielu osobach na tym forum, często to co piszą
        towarzyszy mi "w realu" w ciągu dnia "rozgryzam" te myśli. A jeśli chodzi o
        Ciebie to na pewno jesteś mi "duchowo" bliska, przez to że myślimy podobnie,
        przez to, że rozumiesz istotę wątpliwości człowieka który szuka lub który
        stracił wiarę. No ale tyle prywaty:)
        Zastanawiałam się nad tym co napisałaś o tej dwoistości, o tym, ze Bóg jest
        dobry, a my widzimy zło, o tym że tak wiele kwestii w Biblii np. się wyklucza.
        Wiesz dużo się nad tym zastanawiałam.
        Ludzie mówią o Bogu, że jest dobry i miłosierny, ale właściwie skąd się to
        bierze. Kiedy czytasz Stary Testament to tamten Bóg nie jest ani dobry ani
        miłosierny. jest do szpiku kości okrutny, w wielu biblijnych przypowieściach
        wypróbowuje testuje (np. ofiara Izaaka, Hiob, itp.) zsyła plagi, klątwy, wybucha
        gniewem. Na to wszystko nakłada się Nowotestamentowa, bardziej humanistyczna i
        cywilizowana wiara w Boga cierpiącego wraz z ludźmi, który pozwala się
        ukrzyżować dla naszego zbawienia. Czy stad bierze się katolicka wiara w sens
        cierpienia? czy stad bierze się przekonanie w to ze Bóg jest dobry, miłosierny,
        cierpi i pochyla się nad naszym cierpieniem? Może...
        choć przyznam ze nie są mi chyba potrzebne odpowiedzi na te pytania. Bo tak jak
        napisałaś my jesteśmy TU i mnie osobiście TAM mało interesuje. Bo chciałabym być
        szczęśliwa TU i TERAZ, chciałabym by moja Mama żyła i cieszyła się szczęściem,
        wnukami, dorobkiem życia na który ciężko pracowała. Tęsknie za prostymi zwykłymi
        codziennymi rzeczami, nie za jakąś metafizyką.
    • mismax Re: Do Tilia7 28.09.09, 13:21
      Skoro taki "wolny " wątek powstał to nie mogę powstrzymac sie od
      wytracenia swoich 5 groszy.
      Z góry przepraszam za swoje herezje i zaznaczam , ze to wyłącznie
      moje przemyslenia na które byc może wpływ miała lektura wielu
      pozycji związanych z wyznawaniem religii.
      Dla mnie Bóg to istota, która przygarnia wszystkie bez wyjatku dusze
      dla których życie na ziemii dobiegło końca. Nie wierze w piekło,
      czyściec, boski gniew, zemstę i złą wolę. Odbieram boskość jako
      dobro niekończone, które wybacza wszystkie uczynki i wraz z
      przejściem na druga stronę oczyszcza dusze nadając im nowe "życie".
      Nie wiem kto "zarządza" losem ludzi tutaj na ziemii, byc może
      przypadek, kolejnośc zdarzeń, chemia, fizyka, natura lub ci którzy
      zozwineli w sobie ponadprzecietne zdolności przywódcze;)
      Dlaczego śmierc jest dla nas tajemnica? Może dlatego, ze gdybyśmy
      wiedzieli o tym, że w jednej chwili mozna pozbyć sie bólu
      fizycznego, egzystencjonalnego i wszelkich kłopotów chcelibysmy jak
      najszybcie znależć się TAM na własna rękę a to zakłóciłoby jeszcze
      bardzej porządek tego nieuporządkowanego świata.

      Annubis cierpie tak jak ty, żyje nie bo nie mam innego wyjścia.
      Mocno Cie przytulam.
      • tilia7 Re: Do Mismax 28.09.09, 13:39
        No, ja uważam DOKŁADNIE tak samo.Dlatego od początku piszę o tym, że
        Bóg w którego ja wierzę nie ma nic wspólnego albo niewiele z tym,co
        nas tu spotyka.Ani nam nie szkodzi ani pomaga.Jest.Co nie znaczy,że
        mnie to w tej chwili pociesza...:(

        Znalazłam ostatnio w Wyborczej wywiad z Dyjakiem, to taki
        muzyk.Próbował się zabić i prawie mu się udało,już umarł i
        odratowali go dosłownie jakimś cudem.I wiecie co on mówi?
        Przytoczę,żeby nie zniekształcać:

        "-Właściwie byłeś już martwy.Wiesz co jest po tamtej stronie?

        -Nie wiem.Jedno wiem.Trudno to wytłumaczyć,ale tak jak to jest
        szklanka z kawą,a to są papierosy,tak od tamtej pory strasznie
        wiem,że jest Bóg.


        -Taki z brodą i synem Jezusem?

        Nie wiem, czy z brodą.I nie wiem czy ma syna.Nie nazywa się.A ja
        nie potrafię o nim mówić.Nie zacząłem chodzić do kościoła, nie
        stałem się lepszym człowiekiem.Ja po prostu wiem, że jest,i jest
        dobry"



        To podsumowuje moją wiarę.
        • mismax Re: Do Mismax 28.09.09, 14:09
          Ciesze się, tilia, że nie jestem sama w swoich imaginacjach. Opinie,
          poglądy, racje to nic co nas w tej chwili może pocieszyć. Świadomość
          istnienia czegoś wyższego może dać jedynie chwilowe ukojenie.
          Dyjak przestał pić z dnia na dzień czyli rzeczywiscie cos musiało
          mocno nim wstrząsnąc.
          • pam_71 Re: Do Mismax 30.09.09, 10:51
            Nie jesteście same w owych "imaginacjach" i pojmowaniu Jego inaczej
            niż "na Chrzcie nam polecono" ;-) Z resztą, religia katolicka nie
            jest wcale wiodącą na świecie ... Ja stosunkowo mało sie tutaj
            wypowiadam - głównie ze względu na bardzo katolicki charakter tego
            forum. Mam wrażenie, że gdybym zaczeła głosić swój pogląd na sprawę
            to mogłabym kogoś urazić ;-)
            Pozdrawiam
            • tilia7 Re: Do Pam 30.09.09, 13:45
              Wiesz, tu są sami dorośli ludzie i jeśli podejmują wątek to chyba
              się liczą z tym, że ktoś może i ma prawo czuc i myslec inaczej,więc
              nie powinni się czuc urażeni i mozesz pisac, co Ty na ten temat
              myslisz.Zwłaszcza,że nasze przekonania są tu czasem nie tyle
              obrażane, bo z tym się rzadko tu spotykam, ale ignorowane.Ciekawa
              jestem czy ktoś się tak naprawdę zastanowił nad naszym pojęciem
              Boga, ale tak naprawdę.Bo ja w tej naszej wizjii widzę mnóstwo
              piękna i dobra i sensu i logiki.Wy jak rozumiem też.A tu większośc
              osób upiera się że tylko Krzyż, Chrystus i cierpienie.A co z tymi
              duszami, które były przed Chrystusem, przed Starym Testamentem nawet?
              Pójdą na wieki do Otchłani bo nie zdążyły doczytac i uwierzyc w
              JEDYNEGO SŁUSZNEGO BOGA?
            • halas1961 Re: Do Mismax 30.09.09, 14:48
              Moim zdaniem, (mimo ze jestem katoliczka uwazam,) ze masz pelne
              prawo i jesli czujesz potrzebe powinnas swoj poglad wyglosic:) Tilia
              ikilka innych osob pisza o swoich pogladach i nikogo to nie obraza.
              A nawet czesto Tilia jest brana w obrone przez katoliczki z tego
              forum:) Smialo, byleby blotem nie obrzucac:):):)
              Halina-mama Agatki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka