kasian833
14.05.10, 15:20
Z góry przepraszam, ze akurat tutaj napisze o tym wydarzeniu, ale mam nadzieję, że Wy najbardziej będziecie potrafiły mi zrozumieć sen.
Otóż tydzień temu zostawił mnie ukochany, po kłótni po ktorej prawie potrącił mnie autem, odszedł...
cierpię niesamowicie, łez nie ma końca, ciągle płyną, kochałam i nadal kocham, zawierzyłam swoje prośby o jego powrót Matce Bożej, codzień modliłam się do Niej i do Zmarłych, do Cioci, Babci i Dziadka oraz bliskiej mi Sąsiadki,
codzień modliłam się za nich i prosiłam o wstawiennictwo u Najświętszej Maryji o pomoc, o powrót milości mojego życia,
i 3 dni temu przysniła mi sie Ciocia... była na mnie wściekła, weszła do pokoju, popatrzyła z wsciekloscią, wręcz nienawiścią na mnie i wyszla...
chyba nie powinnam prosić zmarłych o pomoc... zdenerwowałam ją bardzo i teraz sie boję, nie wiem jak odkupić swoje winy, swoje zadręczanie Ich... nie chcialam, gdybym wiedziała, ze Oni nie chcą tych próśb to nie prosiłabym Ich o to :(
Dziewczyny czy ja Ją obraziłam? dlaczego była na mnie zła? co noc modlę sie i prosze aby mi odpowiedziała, a Ona nic :(
przepraszam, że zawracam Wam głowę taką sprawą ale martwię się i boję :(
prosze pomóżcie mi zinterpretowac mój sen, czytam Wasze forum od dawna i kojarzę, ze jest tu osoba która potrafi interpretować sny, nie pamietam niku ale jesli to czyta to prosze o pomoc :(
nie chciałam nikogo urazić :( ale mysli samobojcze dają w kość