deszczyk18
18.01.07, 19:05
Niecałe 2 miesiace temu zmarł mój były chłopak...mimo że z nim niebyłam bardzo
mi na nim zależało,wprawdzie prubowałam z nim być dalej bo rozeszlismy sie z
głupoty!Był chyba najlepsza rzecza jaka mnie w zyciu spotkała...Ciagle sie
jednak kłucilismy i godzilismy!Kiedy odszedł sprawy miedzy nami były niby
poukładane a ja chciała bym jednak mu tyle jeszcze powiedzieć i wyjaśnić nie
umiem sobie z tym poradzić..tylko płacze i zwijam sie w kłebek!Boje sie ze
teraz widzi jaka jestem beznadziejna słaba.W Nocy zmuszam sie żeby mi sie śnił
bo tylko wtedy moge mu mówić jak go kocham...czuć jego obecnosc słyszeć
śmiech!Ciagle też żałuje ze niedałam rady sie z nim spotkać przed
śmiercią...że jakby wtedy był zemna nic by mu sie niestało ale byłam zbyt
dumna zeby tak odrazu wpadac mu w ramiona!Wszyscy mnie traktuja już jak
wariatke ciagle patrze sie w jego zdjęcia kochane oczy i niemoge przestac mam
ochote sie czasem poprostu zabić ale sie boje że i tak go potem niezobacze
niewiem co robić...Najgorzej jest jak normalnie chce żyć czuje sie jakbym go
zdradzała bo jak moge sie śmiać kiedy on umarł
!Jest mi Bardzo ciężko...nawet niepisze tego żeby ktoś mi pomugł ale może on
to widzi i dzieki temu dowie sie ze naprawde mi na nim bardzo zależało...