pebe1
13.12.05, 13:12
Wczoraj połamał mi się czujnik światła "stop" w lanosie i światło świeciło
cały czas.Podjechałem do serwisu daewoo na Karkonoską (Przyjażni?),kupiłem
czujnik,ale miałem problem z osadzeniem go w obudowie.Niby duperela,a
jednak.Auto miałem zaparkowane przy samym wjeżdzie do hali napraw.W pewnej
chwili brama się otworzyła i pan w firmowym kubraczku -kierownik?,mistrz?
wyprowadził jakiś samochód.Powiedziałem o problemie prosząc o pomoc.Dla
mechanika to nawet nie pół minuty.Pan szef spojrzał z pogardą i oznajmił,że
trzeba otworzyć zlecenie ,ale może za godzinę ,to się zobaczy.Robota na kilka
sekund,czekanie i formalności- pół dnia.Próbowałem tłumaczyć,że chodzi tylko
o odpowiednie osadzenie, mam już tę cząstkę itd.,ale zatrzasnął mi wrota
przed nosem i tyle go widziałem.W końcu udało mi się to zrobić i przy pomocy
innego klienta stwierdzić ,że stop działa ( z tyłu nie mam oczu).Powiało
komuną...Mam lanosa od tygodnia i zastanawiam się ,czy jest we Wrocławiu
jakiś warsztat gdzie nie trzeba otwierać zleceń,czekać godzinami na zrobienie
dupereli porównywalnej do przekręcenia kluczyka w stacyjce.A Jaśnie Panu
Szefowi gratuluję dobrego samopoczucia,troski o bezpieczeństwo na drogach
(mogłem jechać dalej bez stopu)i komunistycznego -wypisz,wymaluj-podejścia do
klienta!