norbert.n
01.09.09, 07:02
Chociaż to było dość dawno temu, to opiszę przygodę jaką miałem na tym
warsztacie. Po drodze zajechałem do tego warsztatu, aby wymienić w leciwym BMW
wałek rozrządu, bo miał wyrobione krzywki. Mechanik robi to w godzinkę z
przerwą na papieroska. Pan Marek dziarsko wziął się do pracy, lamentując przy
okazji, że z warsztau nie może wyżyć.
Było jedno stanowisko, drugie zawalone zezłomowanymi częściami, ale że
pogoda była dobra to wymiana odbywała się na zewnątrz. Zaskoczyło mnie, że
kilku właścicieli aut sami sobi grzebali przy autach i co chwilę podchodzili
... panie Marku to... panie Marku tamto.
Zaopatrzony w zestaw gazet i słoik korniszonów (mieszkam w
Norwegii)wziąłem się za czytanie. Panu Martkowi coś ta wymiana wałka nie szła,
zaczął mnie przekonywać, że może tego nie robić. Widząc bajzel na tym pożal
się Boże warsztacie, kazałem złozyć to co poodkręcał i dać sobie spokój, na co
pan Marek ochoczo się przystał. Skasował 150 zł. i życzył szerokiej drogi, bo
jechałem dalej do Magnuszewa. Nie ujechałem daleko, bo silnik dziwnie osłabł i
głośno pracował. Wróciłem więc do pana Marka a ten zdiagnozował, że
przestawiony jest rozrząd. Przestawił jeden ząbek i pojechałem. Tylko trzy
razy się wracałem, bo pan Marek przestawiając rozrząd po jednym ząbku
wreszcie trafił.
Pojechałem do Magnuszewa i tam byłem 2 tygodnie, trochę tam jeździłem.
Wracając, ok 50 km od Bergen, w tunelu auto padło. Holowanie i warsztat;
odpadło niechlujnie dokręcone kółko zębate na wałku rozrządu. Kosztowało mnie
to sporo, musiała być naprawiana też głowica, bo pokrzywiło się kilka zaworów.
Bywa że auta się psują w drodze, ale ja za zepsucie swojego zapłaciłem
panu Markowi 150 zł.