Gość: mama
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
10.06.13, 10:43
Mój syn kończy zerówkę w przedszkolu. To już ostatnie 3 tygodnie. Wczoraj powiedział mi, że "kiedy robiłem ten test i nie wiedziałem jak to napisać, pani uderzyła mnie w głowę, o tak". I pokazał mi jak, dość mocno. Nie muszę mówić, że doznałam szoku.
Teraz na temat samej pani. Nie należy do naszych ulubienic, ale przecież i tak bywa, druga pani prowadząca grupę jest z kolei bardzo miła, opiekuńcza, z dużą intuicją, więc to się jakoś rekompemsuje.
Pani B. to nauczycielka z dużym stażem pracy, lubiana przez dyrekcję, rodziców, ale moim zdaniem zbyt zaawansowana wiekowo jak na pracę i stosująca metody z innej epoki, mało postępowa. Ale trudno, taka jest, nie zmienię jej, dawno już pogodziłam się, że jest takim typem.
Zastanawiam się, na ile opowieść syna jest wyolbrzymiona. Bo ciągle mam nadzieję, że jest. Wcześniej nic na ten temat nie mówił, ale czasem moje pytania "jak minął dzień" kwitował "nie chcę mówić". Tłumaczyliśmy sobie to, że sprawy przedszkolne zostawał w przeszkolu, że my też nie przenosimy spraw zawodowych do domu.
Co powinnam zrobić w tej sytuacji? Wierzę synowi, ale poza jego wyznaniem nic tej pani nie mogę udowodnić ani zarzucić. Moje zdanie na jej temat jest po prostu moim zdaniem.
Za trzy tygodnie kończymy przedszkole.