Gość: Anna
IP: *.adsl.inetia.pl
14.06.07, 20:53
Moja dwuipółletnia praktycznie cały dzień płacze, bo pająk, bo dziadek ją
pocałował w głowę, bo kaszunia za ciepła a zaraz potem za zimna, bo musi sie
iśc kapac, bo musi isc spac, bo to, bo tamto, często bez powodu. Zmieniła sie
tak po pojawieniu się naszej młodszej córeczki (dawniej była bardzo pogodnym
dzieckiem), czyli 6 miesięcy temu. I szczerze powiedziawszy nie wiem, co
robic, bo wyczerpują mi sie pomysły. Staralismy się ja przgotowac na
przyjście siotrrzyczki, właściwie wiecej czasu poświecam jej, żeby nie
odczuwała tak utraty mamy na rzecz młodszego rodzeństwa, codzinnie wymyślam
nowe zabawy, staram się ją rozumiec, przytulac, mówic często, że ją kocham.
Właściwie pozostaje mi tylko oddac młodszą do domu dziecka:), żeby wrócly
dawne czasy, bo wydaje mi się, że płaczliwoś mojej starszej córeczki jest
spowodowana zazdrością. Mój mąż twierdzi, że jej płaczliwoś wynika z tego, że
się z nią za bardzo cackami,że na jej płaczliwośc i marudzenie nalezy ostro
zareagowac, bo poprzez pobłazliwosc (tzn. tłumaczenie,litowanie się) takie
zachowanie tylko w niej utrwalamy.Ale co zrobic? Muszę przecież młodsza
karmic, przebierac,kąpac (mąż duzo pracuje), zdarza sie tak, że przerywam
zabawę ze starsza , bo młodsza sie obudziła,ale przeciez nie mogę młodszą
zostawic samą, płaczącą. Próbuje starszą wciąnąc w zajmowanie się młodszą,ale
jest chyba na to za mała. Nie dajemy klapsów.Zastanwiam się, czy przyczyną
jej płaczliwosci może tez byc to, że ona rzadko spi w dzień (tak juz ma od ok
9 miesięcy, jeszcze przed narodzeniem młodszej), może jest przemeczona,ale
jak dwuipółlatkę nauczyc zasypiac w dzień????A może przyczyna jest w tym, że
od czasu do czasu kłócimy sie z mężem,ale wydaje mi się, że nie wiecej niz w
innych małżeństwach i szybko sie godzimy,ale przebieg kłotni jest dosc ostry
tzn. z epitetami i krzykiem.Juz sama nie wiem, jak mam postepowac z moja
kochana córeczką - karac ja za płaczliwośc (wewnetrznie czuje, że to nie ma
sensu), gdy mówimy, żeby przestała, że nam to przeszkadza (mówimy o swoich
uczuciach)ona staje się jeszce bardziej płaczliwa. Odwaracanie uwagi tez nie
zawsze przynosi skutek. A może to minie, może to taki wiek albo ciagle jej
trudno zaakceptowac sytuacje pojawienia sie rodzeństwa (ale ja do końca ciązy
pracowałam na pół etatu, wcześniej też, teraz ma mnie wiecej niż przed
urodzeniem i minęło juz pół roku, czy może to trwac tak długo?Proszę mi
wierzyc bardzo się staram (czasami mi nie wyjdzie i trace cierliwośc,ale
raczej staram sie tłumaczyc),ale nic sie nie zmienia.Czy może byc tak, że ma
taki charakter i powinnismy sie z tym pogodzic? Mam poczucie, że nie jestem w
żaden sposób wpłynąc na jej postepowanie. A może powinnam wyluzowac,ale jak -
zostawic ja płaczacą, nic nie mówic, przytulic????A może za duzo ją strofuję,
za duzo słowa"nie wolno", juz sama nie wiem, wariuje i niestety powoli tracę
radośc z macierzyństwa. Co zobic?Dziekuję za wszelkie odpowiedzi.