matylda07_2007
21.03.08, 09:08
Witam,
nie wiem czy to odpowiednie miejsce na moje problemy, ale mam nadzieję, że tak :)
Owe problemy może nie są wielkie, ale skutenie utrudniają mi życie.
Wiadomo, chodzi o dziecko, moje dziecko. Matylda nie śpi w dzień i rozrabia.
Rozwijając: Ma niewiele ponad 5 miesięcy i śpi 3 razy po 40 minut w ciągu dnia. Kiedy była malutka (jakby teraz była duża ;)), kiedy miała kilka tygodni, potrafiła spać 2 razy po pół godziny za cały dzień, bo ciągle była głodna ( a najadała się, bo przybrała 1 kg w 3 tygodnie). Po przejściu na butlę, zaczęła sypiać lepiej. Przynajmniej sen spacerowy był dłuższy (1,5 h do 3). Ja rozumiem, może to taki typ, ale pięć miesięcy i 3 drzemki po 40 min to nie za mało?
Nocki w miarę ok. Przesypia jakieś 11 godz. z jedną pobudką na flachę i osiemdziesięcioma pięcioma na coś tam ;) No w każdym razie z kilkoma na smoczka, lulanie bądź piciu.
To jest jeszcze pikuś, bo jakoś zniosę brak spania w dzień, ale kiedy nie śpi, to już nic nie mogę zrobić! Nawet kiedy idę do kibelka, biorę leżaczek i Matyldę ze sobą. Musi być stale na rękach, w nosidle, a jeśli nie, to musi być zabawiana, ew. wyciszana, kiedy jest zmęczona. Do pasji doprowadzają mnie stwierdzenia: "No jak Ją tak nauczyliście...". Tyle, że Matylda ma tak od początku. Już w szpitalu po porodzie zaczęła. Położne z zakłopotanymi uśmiechami mówiły, że w pokoju noworodków Młoda ciągle jest na rękach lub dostaje wodę z glukozą, żeby possała sobie dla uspokojenia, podczas gdy inne dzieci grzecznie śpią w łóżeczkach. Położne prosiły, żebym kupiła smoczek, bo nie mogą sobie poradzić.
Na miacie, bądź na kocu z zabawkami poleży kilka minut, jeśli nie widziała tych zabawek przez jakiś tydzień.
Matylda jest dzieckiem kochanym, radosnym i wspaniale się rozwija. Tylko, że nie daje mi żyć :) Nie wiem jak nauczyć Ją przebywania czasem z samą sobą i zabawkami, bo po kilku minutach jęków i wrzasków zaczyna autentycznie płakać. Jest to nawet rozpacz. Z "zatykaniem" się i łzami jak grochy. Zaczynam upatrywać problemu we mnie, ale staram się jak mogę. Całe szczęście, że mąż jada obiady w pracy, a ja u rodziców, bo gotowałabym po nocy, a wtedy tylko patrzę, by wskoczyć do łóżka. Po dniu z Matyldą jestem poprostu fizycznie wykończona.
To chyba tyle :)
Czy da się coś zrobić?
Z góry dziękuję za odpowiedź!
PS. W co można bawić się z takim maluchem? Bo już brak mi inwencji. A może inteligencji ;)