Dodaj do ulubionych

Donosicielstwo

21.12.09, 11:24
Jak to właściwie jest z tym donosicielstwem ? Teraz znaleziono
oświęcimski napis "dzięki pomocy obywateli". Czyli do policji
dzwonili ludzie z informacjami. To nie były donosy ? W krajach
skandynawskich ponoć informowanie władz o drobnych nawet
wykroczeniach sąsiadów to norma. Więc co - społeczeństwo
donosicieli ? A może po prostu społeczeństwo z prawdziwego
zdarzenia ? Takie, które uważa, że władze nie są jego wrogiem tylko
zbiorową emanacją wspólnie podjętych decyzji o nakazach / zakazach i
ograniczeniach ?



Chyba im bardziej
Obserwuj wątek
    • ave.duce Re: Donosicielstwo 21.12.09, 11:29
      W takiej SZWAJCARII to normalne i nikt zgłoszenia łamania prawa, itp. nie uzna
      za "donosicielstwo".

      Może i w Polsce ludzie wreszcie znormalnieją i znormalnieją też służby na tyle,
      że będzie je można uznać za "przyjazne" obywatelowi.

      :p
      • remez2 Re: Donosicielstwo 21.12.09, 11:36
        W UK, dopóki istniała "żelazna kurtyna", obywatel przed jej przekroczeniem
        zwracał się do najbliższej komórki MI6 z pytaniem, jakie informacje ich
        interesują i takie starał się zebrać. Był to obowiązek obywatelski.
        • ave.duce Re: Donosicielstwo 21.12.09, 19:29
          Wyspiarze to dziwne twory > kiedy zaapelowano do nich w pewnym czasie o
          oszczędzanie wody przy kąpieli > oszczędzali.
          Nienormalni jacyś, ot co!

          :p
      • gat45 Re: Donosicielstwo 21.12.09, 11:39
        Szwajcaria się nie liczy. Taki Szwajcar, jak akurat nie patrzy na
        zegarek ani nie liczy sztabek złota w numerowanym sejfie, to dłubie
        przy górach ; najpier próbuje przewiercić tunel, a jak się nie da,
        to majstruje kolejkę linową. A jak i to nie przejdzie, to chociaż
        kolejkę-zębatkę nałoży na stok.

        A DZIE u nas tyle gór, ja się pytam ?
        • remez2 Re: Donosicielstwo 21.12.09, 11:41
          A DZIE u nas tyle gór, ja się pytam ? [/i][/b]
          Jak to? A Himalaje głupoty to się nie liczą?
      • venus99 Re: Donosicielstwo 22.12.09, 08:47
        na całum świecie współpraca obywatela z organami władzy jest
        czymś zwyczajnym.
        Polska i pod tym względem jest chora a
        ostatnich 20 lat jeszcze chorobę wzmocniły.
        żeby jednak ta ząbkująca współpraca się rozwijała to władza musi
        na sygnały reagować!!!
        w moim mieście na połączenie z Policją
        trzeba czasami czekać kilkadziesiat minut.kiedyś nie mogłem się
        dodzwonić przez 1.5 godziny.reakcja Policji na telefon z szosy jest
        zazwyczaj żadna.współpracować można-ale z kim?????
    • remez2 Re: Donosicielstwo 21.12.09, 11:30
      "Donoszę panie naczelniku, że w pewnym mieście ..."
    • kamfora Re: Donosicielstwo 21.12.09, 18:29
      gat45 napisała:

      > Jak to właściwie jest z tym donosicielstwem ?

      Moim zdaniem podział jest prosty: donos jest anonimowy.
      Informacja ma imię i nazwisko.

      > Chyba im bardziej

      Chyba jednak nie ;-)
      • gat45 To jednak nie takie proste 21.12.09, 19:36
        kamfora napisała:

        >
        > Moim zdaniem podział jest prosty: donos jest anonimowy.
        > Informacja ma imię i nazwisko.
        >

        Nie. Po zastanowieniu nie zgdadzam się. Znam podpisane donosy i
        anonimowe informacje. I Ty na pewno też nie dzielisz tak, jak to
        wyżej opisałaś, przyznaj. Ale Cię rozumiem, pokusa pozornej prostoty
        była duża.
        • kamfora Re: To jednak nie takie proste 21.12.09, 22:32
          gat45 napisała:

          > Nie. Po zastanowieniu nie zgdadzam się. Znam podpisane donosy i
          > anonimowe informacje. I Ty na pewno też nie dzielisz tak, jak to
          > wyżej opisałaś, przyznaj.

          Szczerze mówiąc chyba to było po raz pierwszy, kiedy dokonałam tego
          podziału - przyznaję bez głębszego zastanowienia :-)
          Wiec spróbuję teraz zrobić analizę: donos w swojej istocie jest
          specyficznym rodzajem informacji - oskarżeniem. Celem donosu jest
          zaszkodzić temu, na którego się donosi (korzyść własna
          jest ewentualnym efektem ubocznym). Z reguły więc donosiciel działa w ukryciu,
          ewentualnie ujawniając się przed osobą dysponującą sankcjami, do której donosi.
          Informacja ma na celu dobro zarówno swoje jak wspólne. W związku
          z tym informator jest jawny - ewentualne ukrywanie tożsamości
          może wypływać ze skromności ;-) - w każdej jednak chwili, gdy zajdzie taka
          potrzeba jest gotów pokazać twarz.

          Pozwolę sobie pozostać przy swoim prostym podziale (żywiąc jednakowoż nadzieję
          na Twoją druzgocącą odpowiedź :-)
          • tojajurek Ja, donosiciel :( 21.12.09, 23:02
            Bijem siem w moje chuderlawe pierwsi, jakem donosiciel-recydywista.
            Nie dalej jak wczoraj zadzwoniłęm z donosem do Straży Miejskiej, że
            na mojej wąskiej zaśnieżonej uliczce jakieś bezczelne babsko stanęło
            swoją bryką niemal na środku, trzasnęło drzwiczkami i pożużlowało do
            fryzjera. No to polazłem za nim i grzecznie poprosiłem, żeby się
            poturlało gdziekolwiek, bo się nie da przejechać. Babsko zaczęło
            pyszczyć i urągać, no to uprzedziłem, że zadzwonię do Straży.
            Powiedziało na to, że mogę sobie dzwonić, no to wyjąłem komór i
            nawijam. Ono wytrzeszczyło gały, ale jak przekablowałem markę, kolor
            i numer rejestracyjny, to pogoniło świńskim truchtem i odpełzło
            razem z bryką.
            No to jestem anonimowym kablownikiem, bo Straż nie pyta donosicieli
            o nazwisko, ino o adres zdarzenia. A nie było to po raz pierwszy, bo
            juz parę razy mi jakiś łachudra zastawiał bramę wjazdową.
            • gat45 Re: Ja, donosiciel :( 21.12.09, 23:51

              No właśnie ! Ja też niedawno zadzwoniłam gdzie trzeba, kiedy jakiś
              byczek zaparkował na kopercie, a ja przyjechałam z kalekim kolegą.
              On sam wprawdzie już chciał parkować się gdzieś na drugim końcu wsi
              i czołgać się potem do dworca o dwóch kulach, ale mnie się to nie
              spodobało. I - przyznam - z dużą satysfakcją obserowałam nerwowe
              targi z policją tego tryskającego zdrowiem byczka, bo wrócił pędem,
              kiedy oni podjechali z takim czymś do odholowania samochodu.
          • gat45 Re: To jednak nie takie proste 21.12.09, 23:44
            Ja tez po raz pierwszy, więc posuwajmy się dalej ręka w rękę.

            I dalej NIE. Dla mnie to nie tak. Donos ma po prostu bardzo
            pejoratywną konotację i tyle. Donosiciel = coś w rodzaju zdrajcy.
            Dlatego moje wyczucie prowadzi mnie w stronę poszukiwania więzów na
            linii informator - informowany - obserwator. Z założenia informowany
            jest tu osobą/instytucją potężniejszą. Jeżeli ja, obserwator,
            poczuwam się do wspólnoty z informowanym, to informatora
            donosicielem nie nazwę. Jeżeli informowany jest kimś wrogim i
            srogim - owszem.

            Więc podtrzymuję swoją intuicję z pierwszego postu, a Twoje
            usiłowania zdefiniowania różnicy między donosem a informacją poprzez
            sposób ich przekazywania czy cel do osiągnięcia mnie nie przekonują.
            Im bardziej identyfikujemy się z informowanym (on jest MY, a nie
            ONI), tym bardziej gotowi jesteśmy sami znaleźć się w roli
            dostarczyciela informacji.

            Co oczywiście nie znaczy, że mam rację ;))))

            • olga_w_ogrodzie Re: To jednak nie takie proste 22.12.09, 03:10
              nie donos to, jeśli się ewidentna krzywda dzieje człowiekowi,
              zwierzęciu czy...także florze - w rezerwacie przyrody na przykład
              itd.
              i gdy nikt nie reaguje, a bydło ewidetne ma miejsce.
              zawalczyć wtedy o obronę, sprawiedliwość, gadać o tym, gdzie się da,
              by kto pomógł zastopować zło - to nie donos, ale aktywna odwaga.

              a donos - samo słowo brzmi brudnie.
              donos mnie się kojarzy z małostkowością, zawiścią, nieuzasadnionym
              gniewem, egoizmem etc.
            • kamfora Re: To jednak nie takie proste 22.12.09, 07:18
              gat45 napisała:

              > Jeżeli ja, obserwator,
              > poczuwam się do wspólnoty z informowanym, to informatora
              > donosicielem nie nazwę. Jeżeli informowany jest kimś wrogim
              > i srogim - owszem.

              Odnoszę wrażenie (niewykluczone, że błędne), że taki ja, obserwator ma na
              imię Kali.
              W związku z powyższym...nie wiem, co :-))
              • gat45 Re: To jednak nie takie proste 22.12.09, 07:59
                kamfora napisała:


                >
                > Odnoszę wrażenie (niewykluczone, że błędne), że taki ja,
                obserwator
                ma n
                > a
                > imię Kali.
                > W związku z powyższym...nie wiem, co :-))
                >

                Błędne. Gorzej, kierujące dyskusję na tory idące właśnie tam, gdzie
                iść najbardziej nie chciałam. Jestem przyrodnikiem z przechyłem na
                nauki ścisłe i dla mnie określenie "obserwator" oznacza obowiązkową
                bezstronność. Chodziło mi o poważne zastanowienie się, kiedy
                współpraca na przykład z organami porządku publicznego staje się
                obywatelskim obowiązkiem. A także o to, w jakim stopniu do braku
                społeczeństwa obywatelskiego w Polsce przyczyniła się okupacyjna
                historia, a w jakim wrodzone warcholstwo, które tę długą okupację
                spowodowało. O zakreślenie pejoratywnemu "donosowi" właściwych ram,
                żeby się nie pchał tam, gdzie nic do roboty nie ma.

                Ale kiedy w dyskusji pojawia się dyżurny od kilku lat w polskiej
                debacie publicznej KALI, to ja składam broń. Sienkiewicz nie jest
                dla mnie wyznacznikiem cnót i postaw.

                Trudno, nie pogadamy.
                • kamfora Re: To jednak nie takie proste 22.12.09, 09:07
                  No tak. Poczułam się, jakbym grając w szachy z Mistrzem
                  próbowała szewskiego mata.
                  Zmyliło mnie to zdanie, dla mnie wykluczające bezstronność
                  obserwatora:
                  Jeżeli ja, obserwator,
                  poczuwam się do wspólnoty z informowanym, to informatora
                  donosicielem nie nazwę. Jeżeli informowany jest kimś wrogim
                  i srogim - owszem.


                  OK. Miłego.
                  • gat45 Re: To jednak nie takie proste 22.12.09, 09:19
                    kamfora napisała:


                    > Zmyliło mnie to zdanie, dla mnie wykluczające bezstronność
                    > obserwatora:
                    > Jeżeli ja, obserwator,
                    > poczuwam się do wspólnoty z informowanym, to informatora
                    > donosicielem nie nazwę. Jeżeli informowany jest kimś wrogim
                    > i srogim - owszem.

                    >
                    Masz rację. Słowo "wspólnota" było niewłaściwe i mogło zmylić. Tyle,
                    że szukam po zwojach mózgowych i nie znajduję odpowiedniego.
                    Chodziło mi o obiektywne zważenie korzyści moralnych / społecznych,
                    płynących z faktu poinformowania kogoś silniejszego o niewłaściwych
                    postępkach kogoś słabszego.
                    • kamfora Re: To jednak nie takie proste 22.12.09, 18:27
                      gat45 napisała:

                      > Chodziło mi o obiektywne zważenie korzyści moralnych / społecznych,
                      > płynących z faktu poinformowania kogoś silniejszego o niewłaściwych
                      > postępkach kogoś słabszego.

                      Ok. To chyba trzeba coś wyjaśnić: czy chodzi Ci o to, co ja
                      sądzę na temat donosicielstwa (a także co sądzą inni poszczególni Forumowicze),
                      czy też co według mnie/ według innych Forumowiczów sądzą na ten temat polscy
                      obywatele i dlaczego ich (tych obywateli) sąd jest zazwyczaj niewłaściwy...
                      Ja założyłam to pierwsze.
                      Piszesz, że masz przechył na punkcie bezstronności. No to w takim razie
                      ja mam wywrotkę. Dla mnie obserwator nie ocenia, czy coś jest właściwe,
                      czy nie. On obserwuje i opisuje. Bez względu na to, czy przedmiotem obserwacji
                      są ludzie czy mrówki.

                      Przy wszelkich próbach definiowania staram się (inna sprawa, czy się udaje) być
                      ponad podziałem na MY (jakaś grupa ludzi) i ONI(inna grupa ludzi). Dla mnie
                      wtedy albo wszyscy ludzie to MY,
                      albo wszyscy (oprócz mnie i moich ewentualnych współobserwatorów) to ONI.
                      Teraz już nie mam wątpliwości - dziwoląg ze mnie, ot co.
                      • gat45 Re: To jednak nie takie proste 23.12.09, 23:41
                        Kłopot mi sprawiasz. Raz czytasz bardzo uważnie i masz rację - za
                        złe użycie słowa "wsdpólnota" przeprosiłam. A drugi raz po łebkach -
                        mój "przechył" określasz jako fiksację na punkcie bezstronności, a
                        ja pisałam coś zupełnie innego. Jeżeli ta wymiana zdań Cię
                        interesuje, to bądź łaskawa wrócić do mojej wypowiedzi.

                        A Ty sama piszesz, że masz na punkcie obiektywizmu wywrotkę.
                        A ja (patrz mój przechył) WIEM, że idealna bezstronność NIE
                        ISTNIEJE, bo pierwszym zafałszowaniem jest oko obserwatora. Do
                        bezstronności i całkowitego obiektywizmu można tylko dążyć, w
                        naturze takich zwierząt nie ma. A już zupełnie nie widzę, jak można
                        wyzwolić się od "my" i "oni" i mówić z przekonaniem, że się jest
                        PONAD. Mogę tylko podziwiać i zazdrościć. Toteż całkiem-zupełnie-
                        absolutnie nie rozumiem, co Ty rozumiesz pisząc :

                        ..Dla mnie
                        > wtedy albo wszyscy ludzie to MY,
                        > albo wszyscy (oprócz mnie i moich ewentualnych współobserwatorów)
                        to ONI...

                        Rozumienie wychodziło mi otwarcia nawiasu. Ale spróbujmy raz
                        jeszcze. A najlepiej, jak zwykle, na konkretnym przykładzie :
                        pacjent podczas badań kontrolnych po dość ciężkiej chorobie.
                        Dowiaduje się, że coś lekarzowi się nie podoba. Wychodzi
                        (przerażony) ze skierowaniem na szereg badań. Wykonuje je i po
                        rozsądnym upływie czasu próbuje dodzwonić się do lekarza z prośbą o
                        interpretację wyników. Popada na sekretarkę, która oznajmia, że pan
                        doktor przepisał także inne badania (powiedzmy dla proporcji :
                        pierwsze było skanerem, drugie analizą krwi) i że przed
                        skompletowaniem się nie wypowie. Pacjent zna szpital i wie, że od
                        dawna - z sukcesem - pracuje na wizerunek, w którym takie
                        postępowanie personelu medycznego jest niedopuszczalne. Pacjent
                        opowiada lekarzom, jak został potraktowany przez tę panią.

                        Donosiciel ?
                        • kamfora Re: To jednak nie takie proste 27.12.09, 19:49
                          gat45 napisała:

                          > Kłopot mi sprawiasz.

                          Przepraszam :-)

                          > Ale spróbujmy raz jeszcze. A najlepiej, jak zwykle,
                          > na konkretnym przykładzie :
                          > pacjent /.../

                          Tego dylematu zwyczajnie nie czuję: z jakiego powodu pacjent
                          miałby być określony donosicielem?
                          • gat45 Re: To jednak nie takie proste 27.12.09, 20:53
                            kamfora napisała:

                            > gat45 napisała:

                            >
                            > > Ale spróbujmy raz jeszcze. A najlepiej, jak zwykle,
                            > > na konkretnym przykładzie :
                            > > pacjent /.../
                            >
                            > Tego dylematu zwyczajnie nie czuję: z jakiego powodu pacjent
                            > miałby być określony donosicielem?
                            >

                            Doniósł na sekretarkę do jej przełożonych i będzie baba miała
                            nieprzyjmności w pracy. Typowy donos jak ta lala.
                            • kicho_nor Re: Jak hartowała się stal 27.12.09, 21:14
                              Ja Kichonor donoszę, że to Michnik zakapował Rywina
                              i tak zaczął się niemal legal na podsłuchy.
                              Może i Rywin winien ale skreśliłem Michnika z plusów dodatnich
                              i wg kodeksu Boziewicza sekundanci mu tez nie przysługują

                              • remez2 Re: Jak hartowała się stal 27.12.09, 21:54
                                A.Michnik miał racje ponieważ siedział w więzieniu.
                                • ave.duce Re: Jak hartowała się stal 27.12.09, 22:07
                                  Cherchez la femme ;)

                                  :p
                            • kamfora Re: To jednak nie takie proste 27.12.09, 21:42
                              gat45 napisała:

                              > Doniósł na sekretarkę do jej przełożonych i będzie baba miała
                              > nieprzyjmności w pracy. Typowy donos jak ta lala.

                              Moim zdaniem to po prostu zwykła skarga (albo reklamacja ;-)
                              Teraz już jestem pewna, że sobie po prostu ze mnie kpisz.
                              I dobrze mi tak - po co się pcham w takie wątki :-)))
                              • gat45 Miła Kamforo ! 28.12.09, 07:24
                                kamfora napisała:

                                > gat45 napisała:
                                >
                                > > Doniósł na sekretarkę do jej przełożonych i będzie baba miała
                                > > nieprzyjmności w pracy. Typowy donos jak ta lala.
                                >
                                > Moim zdaniem to po prostu zwykła skarga (albo reklamacja ;-)
                                > Teraz już jestem pewna, że sobie po prostu ze mnie kpisz.
                                > I dobrze mi tak - po co się pcham w takie wątki :-)))

                                Chyba porozumienie nie dane nam będzie.

                                Skarga, reklamacja... Od prośby zdefiniowania "donosu" zaczęłam ten
                                wątek. A raczej od próby częściowej rehabilitacji tego słowa. Bo i
                                skarga, i reklamacja mają według mnie w sobie element donosu - o ile
                                są skarżymy się nie na urząd czy instytucję, tylko na konkretną
                                osobę.

                                No i podejrzewasz, że sobie z Ciebie kpię. Otóż wszystko, tylko nie
                                to. Wprost przeciwnie. Podejrzewasz tak po przeczytaniu mojego
                                konkretnego przykładu, a to on właśnie sprawił, że ten wątek
                                założyłam. Ze koniecznie chciałam troszkę donosiciela wybielić.

                                Bo ten pacjent to ja.



                                • kamfora Re: Miła Kamforo ! 28.12.09, 08:57
                                  gat45 napisała:

                                  > Skarga, reklamacja... Od prośby zdefiniowania "donosu" zaczęłam ten
                                  > wątek.

                                  A ja pośpieszyłam z moją definicją, którą Ty nazwałaś
                                  uproszczeniem! I im dłużej o tym myślę, tym bardziej
                                  jestem przekonana, że właśnie to moje na szybko rozróżnienie
                                  donosu od czegokolwiek innego - jest dobre.

                                  Weźmy przypadek Twojej sekretarki. Donosem byłoby gdyby
                                  na przykład zdarzyło się coś takiego:
                                  Wchodzisz do tego sekretariatu i widzisz, że sekretarka
                                  przyszywa misiowi jakiegoś dziecka (które jest pacjentem tego szpitala) ucho.
                                  Inne dziecko wchodzi za 5 minut, przynosząc oderwany ogonek pieska - sekretarka
                                  prosi, żeby przyszło za godzinę po zdrową zabawkę. Uśmiechasz się do
                                  niej. Po wyjściu z sekretariatu dzwonisz do odpowiedniego urzędu z
                                  informacją, że sekretarka prowadzi nielegalny punkt naprawy
                                  zabawek. Kontrolerzy znajdują
                                  w szufladzie biurka igły nici i inne akcesoria.
                                  Sekretarka zostaje wyrzucona z pracy.
                                  • gat45 Re: Miła Kamforo ! 28.12.09, 14:02
                                    Poddaję się.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka