Dodaj do ulubionych

Sztuka rozstania

09.09.09, 11:00
Mam ogromny problem-jak się rozstać z kimś kogo się nie kocha, a z kim ma się
malutkie dziecko. Jesteśmy parą już 6 lat- nie był to udany związek od samego
początku-oboje mieliśmy inne zainteresowania, znajomych a już sam fakt że
wychowaliśmy się w diametralnie innych rodzinach też miał wpływ na nasz
związek. Dosłownie- być bo być- jakoś to będzie. Ale 3 lata temu poznałam
kogoś kto dał mi wszystko to czego brakowało mi u tamtego partnera-miłość,
szacunek,bliskość, umiejętność słuchania itp. Nagle zrozumiałam że bycie w
związku to nie tylko same półsłówka rzucane gdzieś do telewizora, ciągłe
pretensje, wypominanie że jestem z takiej a nie innej rodziny, wmawianie że
brak mi ogłady, że utrzymuje mnie, że gdyby nie on to skończyłabym na dworcu
itp. Ale niestety- doskonała taktyka i granie na mojej wrażliwości spowodowały
że zakończyłam tamtą znajomość i wróciłam skruszona do niego. Mieliśmy
zacząć wszystko od nowa, bez wypominania sobie przeszłości, założyliśmy jakiś
plan na życie i pojawiło się dziecko 2 lata temu. I scenariusz się powtórzył-
chłód emocjonalny wobec mnie i dziecka, całe dnie w pracy żeby nas utrzymać(to
rozumiem, ale nie rozumiem że jak w czasie wolnym można siedzieć i pić piwo z
pilotem przed telewizorem a nie poświęcić chociaż chwili na zabawę z
dzieckiem). Jak już wymusiłam na nim kontakt z dzieckiem to rzeczywiście był
on wymuszony- raczej żebym mogła posprzątać. On w tym czasie „zajmował
się”synkiem. Zawsze bez radości, z kamienną twarzą...
Od stycznia tego roku przepaść między nami pogłębiła się, fakt- jest też w tym
moja wina, przestałam być wobec niego szczera jeżeli chodzi o finanse,a tak
ogólnie zaczęło się od drobnych kłamstewek (chociaż powiedzenie prawdy nie
spowodowałoby wielkiej tragedii). On zaczął rozgrzebywać przeszłość naszego
związku i zamiast patrzeć w przyszłość zaczęliśmy wypominać sobie przeszłość.
Znienawidził mnie do tego stopnia że codziennie wysłuchiwałam że jest tu tylko
ze względu na syna(on w większości pokrywa wydatki związane z domem, ja
niewiele zarabiam, a pracuję tylko do końca listopada), że niedobrze mu na mój
widok, że powinnam chodzić chyba na kolanach i dziękować mu i jego rodzinie że
mi(?)pomogli itp.,itd. Nie mam swoje rodziny, rodzice nie żyją już, z bratem
nie mam kontaktu, dalsza rodzina mieszka daleko. Jedyne co mam to cudownego
synka i mieszkanie po rodzicach. Ta złość i frustracja że jestem niejako
skazana na życie u boku człowieka który ma nie za nic, wywołała u mnie
najpierw jakąś dziwną formę depresji która po krótkim czasie przerodziła się w
bunt i złość. Postawiłam wszystko na jedną kartę- koniec, pakuj się, dziękuję
za pomoc, ale ja zaczynam nowe życie. W czasie zbiegło się to że
zaprzyjaźniłam się pewnym mężczyzną, dla mnie ta znajomość ma na razie formę
czysto platoniczną ale nie ukrywam że wiąże z nią większe nadzieje. I ojciec
mojego syna zareagował tak jak można było przewidzieć-najpierw drwiny- a jak
Ty sobie poradzisz bez moich pieniędzy, potem błagania żeby spróbować dla
dziecka, potem taktyka „kochającego tatusia”, a teraz zrobił ze mnie najgorszą
przed całą swoją rodzina kłamiąc im że mam romans i dla kilkutygodniowej
znajomości z innym mężczyzną pozbawiam syna ojca, straszy mnie że zabierze mi
dziecko (ma stałą pracę, kontakty, nieposzlakowaną opinię), a przede wszystkim
potrafi tak wmawiać innym to co chce że sam zaczyna temu wierzyć. Syn od
kilkunastu dni intensywnie mruga, okulista wykluczył wadę wzroku, ale on
twierdzi że to przez to iż spotkałam się ze swoim „kochasiem” i Bóg wie co
robiliśmy (bo dziecko ma też siniaki na nogach). Siniaki ma bo tata siłą
upychał mu je w koszyku sklepowym kiedy próbowało się dziecko wydostać. Ale on
tak to opisuje przekonywająco chociaż zna prawdę, że ja zaczynam wierzyć że to
rzeczywiście moja wina. No przecież to jest chore. Co ja mam teraz zrobić?
Poddać się po raz drugi i zacząć wszystko od nowa „dla dobra dziecka” czy
walczyć o to że mogę być jeszcze kiedyś szczęśliwa??? Nie mam nikogo, żadnej
rodziny ani przyjaciół którzy by mi pomogli.Jedyne co mam to ogrom jakieś
niesamowitej siły, nie wiem skąd ona się we mnie wzięła...
Obserwuj wątek
    • nomya Re: Sztuka rozstania 09.09.09, 11:06
      "Jedyne co mam to ogrom jakieś
      > niesamowitej siły, nie wiem skąd ona się we mnie wzięła..."

      Na podstawie tego, co napisałaś, śmiem twierdzić, że doskonale wiesz co masz
      zrobić, więc głowa do góry i działaj :)
      • daria13 Re: Sztuka rozstania 09.09.09, 11:43
        Mruganie u dziecka to tik nerwowy. Może być spowodowany stresem, może się
        czasami kłócicie przy małym i on to przeżywa. Ale równie dobrze może być
        wrodzoną cechą osobniczą dziecka. Bardzo wiele dzieci ma tiki nerwowe, nawet gdy
        nie doznają jakichkolwiek urazów psychicznych, czy nie uczestniczą w
        stresujących sytuacjach. W przeważającej większości przypadków dzieci z tego
        wyrastają. Jeśli kłócicie się przy synu, kategorycznie radzę tego nie robić,
        wyrządzacie mu tym krzywdę.
        A co do sedna sprawy: jeśli nie widzisz żadnej szansy na poprawę Twoich
        stosunków z meżem, a z tego, co piszesz, faktycznie wynika, że nie ma na co
        liczyć, odejdź dopóki rzeczywiście czujesz w sobie do tego siły. Brak szacunku
        ze strony najbliższej osoby jest jednym z najgorszych problemow w związku i
        bardzo trudno to zmienić. Może jak pokażesz mężowi, że stac Cie na taki krok, że
        sobie poradzisz, on zmieni stosunek do Ciebie, ale to też wątpliwe. O dziecko
        musisz walczyć, nie daj się zastraszyć. W razie czego pisz, wesprzemy,
        doradzimy, odpowiednio skierujemy, mam nadzieję:)
        Trzymam kciuki!
        • martan.2 Re: Sztuka rozstania 09.09.09, 11:52
          :) Dziękuję za słowa otuchy. Przy dziecku się nie kłócimy- my właściwie nawet ze
          sobą nie rozmawialiśmy dopóki nie powiedziałam że to koniec. Syn jest bardzo
          wesołym, mało lękliwych, pogodnym dzieckiem,ma duży temperament, szczerze mówiąc
          nawet nie pamiętam kiedy płakał... Może to rzeczywiście samo minie. I jeden z
          pozytywów całej tej smutnej historii- nie jest moim mężem- czułam gdzieś w
          środku że to nie ten jeszcze...
          • mamamira Re: Sztuka rozstania 09.09.09, 12:07
            Powinnaś zacząć od nowa ale sama,dasz rade,nie ciągnie się związku tylko dla
            dobra dziecka.Powodzenia
    • kati1973 Re: Sztuka rozstania 10.09.09, 13:06
      Czy w Twoim mieście jest poradnia w dla kobiet doznających przemocy?
      Według mnie to przemoc ekonomicznia i emocjonalna Twoje wątpliwości
      wskazują, że jesteś współuzależniona być może,

      Rozstać się, stanowczo jeśli wiesz, że nie ma szans. NIe wdać się w
      nowy związek, jeśli nie masz rozowdu!!!
      • panpaniscus Re: Sztuka rozstania 10.09.09, 14:01
        Popieram przedpiszczynię!
        Rozwód, jak rozumeim, nie jest problemem u Autorki, ale z pewnością czas na
        odsapnięcie po tym chorym związku i zadbanie o siebie by się przydał. By kolejny
        związek był lepszy.
    • marianka_marianka Re: Sztuka rozstania 10.09.09, 23:14
      Do napisanych wyżej rad dopisałabym dwie:
      - nagraj na dyktafon kilka rozmów z mężem, kiedy Cię szantażuje, grozi itp. Będziesz miała dowód w sądzie.
      - nie spotykaj się z żadnym mężczyzną podczas rozwodu, tak będzie dla Ciebie bezpieczniej i wytrącisz swojemu mężowi argument do obwinienia Ciebie za rozpad małżeństwa.
      Dobrze by było, żebyś wniosła o rozwód, alimenty jako pierwsza. Bo mąż tego na pewno nie zrobi.
    • martan.2 Re: Sztuka rozstania 11.09.09, 07:56
      On na szczęście nie jest moim mężem,mieszkanie należy do mnie, on nie jest nawet
      w nim zameldowany, ale to nie chodzi o to... Po prostu zaczyna się to samo co
      kilka lat temu- stał się najcudowniejszym ojcem na świecie,m jest wielce
      skruszony,a wszystko co złe był9o w naszym związku on nagle przedstawia w
      kompletnie innym świetle, tak że ja zaczynam wątpić czy rzeczywiście było aż tak
      tragicznie, może to ja byłam więcej winna... Ale zaraz zbieram się w sobie i
      przypominają mi się ostatnie miesiące. Wtedy on zaczyna płakać, mówić że rodzina
      jest najważniejsza, że pójdziemy na terapię, że on straci sens życia nie mając
      stałego, codziennego kontaktu z synkiem, żebym go nie wyrzucała z mieszkania
      itp,itd...Nawet jak chciałabym coś nagrać to teraz nie mam się czego
      "czepić"...Ale ja już NIE CHCĘ ratować czegokolwiek, więc skoro nawet dobro
      dziecka nie jest dla mnie argumentem to czy jestem egoistką? Czuję się
      zniewolona psychicznie...
      • kati1973 Re: Sztuka rozstania 11.09.09, 09:18

        "Fazy cyklu przemocy

        Bywają chwile, gdy kobieta jest na tyle zrozpaczona, że zaczyna się
        przygotowywać wewnętrznie do wyrwania z pułapki i odejścia.
        Sprawca przemocy zwykle wyczuwa tę gotowość i reaguje chwilową
        zmianą
        postępowania. Okazuje czułość, kupuje prezenty, staje się
        pobłażliwy, czasem przeprasza. W miejsce lęku i rozpaczy u kobiety
        pojawia
        się nadzieja, że wszystko się zmieni, więc rezygnuje
        z ucieczki i postanawia starać się o utrzymanie związku.

        Analiza związków, w których kobiety były maltretowane, ujawnia, że w
        pierwszych latach rozwijania się przemocy występuje często
        specyficzny cykl przemocy składający się z trzech powtarzających się
        faz.

        W fazie pierwszej narasta napięcie i agresywność sprawcy. Każdy
        drobiazg
        wywołuje jego irytację, za byle co robi awanturę,
        zaczyna więcej pić, prowokuje kłótnie i staje się coraz bardziej
        niebezpieczny. Kobieta stara się opanować sytuację i oddalić
        zagrożenie. Często pojawiają się u niej różne dolegliwości fizyczne,
        bóle
        żołądka i głowy, bezsenność i utrata apetytu. Wpada w
        apatię lub ogarnia ją silny niepokój. Czasem nie mogąc wytrzymać
        tego
        oczekiwania sama prowokuje spięcie, aby wreszcie "mieć to
        za sobą".

        Następuje druga faza gwałtownej przemocy. Z mało istotnych powodów
        dochodzi
        do ataku agresji i rozładowania złości. Kobieta
        doznaje zranień fizycznych i psychicznych, znajduje się w stanie
        szoku. Stara
        się uspokoić sprawcę i ochronić siebie. Odczuwa
        przerażenie, złość, bezradność i wstyd, traci ochotę do życia.


        Oczywiście nie ma być może przemocy fizycznej, ale emocjonalna jest
        równie bolesna.
    • agata7377 Re: Sztuka rozstania 24.09.09, 11:36
      To,ze czujesz sie winna to wynik tego,ze jestes myslaca...A łatwo jest
      manipulowac niepewną siebie osobą(twoj facet postarał sie,zebys taka
      byla)uzywajac odpowiednich argumentow-on zna Cie na tyle,ze wie w ktora nute
      uderzyc(zwlaszcza,ze z tego co piszesz,dziala za kazdym razem)Masz prawo do
      szczescia,milosci i spokoju!I rodzina nie ma tu nic do rzeczy,nabylas to prawo
      pojawiajac sie na swiecie.Wiesz,jak jest teraz-spotykajac innego,wiesz jak moze
      byc inaczej...Masz wiec porownanie w "podejsciu".Ludzie sa rozni.Moim
      zdaniem-szukaj szczescia dla siebie i synia.Pozdrawiam cieplutko i trzymam kciuki!
    • agata7377 Re: Sztuka rozstania 24.09.09, 11:38
      Aha,a siła to moim zdaniem wiąże się z podjęciem decyzji(wyznaczeniem kierunku)i
      swiadomoscia,ze ta decyzja jest dobra.
      • martan.2 Re: Sztuka rozstania 28.09.09, 13:40
        Dziękuję za słowa otuchy ale nie znacie możliwości mojego byłego...Fakt- w końcu
        widząc że nie złamie mnie wyprowadził się do swoich rodziców którzy mieszkają w
        pobliżu.A następnego dnia POSTANOWIŁ że dziecko nie będzie mieszkało w takich
        warunkach(????? jemu jakoś nie przeszkadzały- fakt nie są luksusowe ale jest
        czysto i cicho) z tego powodu że mały cierpi na powracające infekcje. Dodatkowo
        w chwili jego wyprowadzki syn dostał nawrotu AZS na buzi, które sobie rozdrapał
        i zakaził. Jego tata zaczął organizować wyjazdy po znanych specjalistach,
        wykupił leki (ogólny koszt wizyt i leków to ok.1000 zł)i powiedział że skoro
        leczy za swoje to dla dobra dziecka powinnam pozwolić zamieszkać kilka dni
        synkowi z nim i jego rodzicami. Wiedząc że mały ma tam idealne warunki i jest
        otoczony troską i miłością zgodziłam się. Parę dni... Teraz jak chcę zobaczyć
        synka to on mi go przyprowadza lub mówi gdzie są na placu zabaw. Nie mogę
        przebywać z synkiem sam na sam, bo jak mówi "zaprowadzę go do tego gacha" i mały
        znowu zacznie mrugać, argumentów ma masę, niektóre są TAK ABSURDALNE że
        doprowadzają mnie do płaczu- wtedy on mówi że powinnam się leczyć i że on nigdy
        nie zostawi takiej histeryczce dziecka. Spaceruje z nim sam, jeździ na kontrolę
        do lekarza sam(nie informuje mnie kiedy).... Zemścił się okrutnie- co mam
        zrobić? Zabrać siłą dziecko? I co dalej? pojedzie do żłobka i mi go gdzieś
        wywiezie, stać go na to, mnie nie. A tak mam świadomość że mój mały synek jest
        parę bloków dalej, śpi sobie słodko...Jego tata zrobił ze mnie najgorszą,
        wyrodną matkę i zdzirę...
        • marianka_marianka Re: Sztuka rozstania 29.09.09, 10:10
          Wiesz co nie rozumiem Twojego postępowania. Znasz najlepiej Twojego męża, wiesz do czego jest zdolny. I oddajesz mu dziecko, bo u niego rzekomo będzie mu lepiej?! Nie przewidziałaś tego co zrobi? Teraz to musisz iść do sądu i walczyć o prawa do opieki. Twój mąż nigdy nie odda Ci synka, a mając pieniądze i wsparcie rodziców i otoczenia rzeczywiście zrobi z Ciebie nieodpowiedzialną matkę.
          Ty masz chyba problem sama z sobą i od tego musisz zacząć, skoro łykasz bzdurne argumenty swojego męża. I mogę się założyć, że małemu też robi wodę z mózgu, jeszcze trochę to w ogóle nie będzie chciał się z Tobą widywać.
          Na Twoim miejscu nigdynie oddałabym dziecka Takiemu człowiekowi.
        • uczula wiesz co 29.09.09, 10:48
          jest taki eforum,
          forum.gazeta.pl/forum/f,571,Samodzielna_mama.html
          samodzielna :)
          mysle, ze tam ci dziewczyny lepiej poradza, bo maja zaprawe z
          roznymi...wariatami.
          a ten twoj jak widze, to niezle ziolko.
          napisz tam.
          :)
          tylko wez pod uwage fakt, ze za glupote to trzeba placic ipewnie ci
          sie nieco oberwie, ale dziewczyny mysle za pomoga :)
          powodzenia.
        • awaaawa Re: Sztuka rozstania 29.09.09, 11:16
          Wiesz co tez się dziwię, że się zgodziłaś. Skoro uważasz, że u
          ciebie jest dobrze dziecku. A nie możesz pójść na ten plac zabaw i
          po prostu zabrac małego. Taki mały chłopczyk powinien chciec pójśc z
          matką do domu, a jesli nie, to chyba świadczy jednak o tym, że wasze
          kontakty (sorry) nie sa idealne. Moje dzieci juz po półdniowym
          rozstaniu (po pracy) jak mnie widzą to mnie nie opdstepuja przez 2
          godziny, nie moge bez nich wypic herbaty nie mówiąc o odejściu
          gdzieś dalej, a jak by jakas babcia lub tatuś chcieli siła wyrwac to
          by się chyba zrobiło zbiegowisko (choc zapewnie idealna matka nie
          jestem). A poza tym z Twojego listu wynika jeszcze jedna niepokojąca
          sprawa. Czy rzeczywiście nie potrafisz żyć bez mężczyzny? Jak tylko
          ktoś zjawia się na horyzoncie, rozważasz odejście od ojca twojego
          dziecka, a w okresachm gdy nie miałabyć do kogo odejść godzisz się
          na bycie z nim? Odchodzi sie od kogoś a nie do kogoś. Więc nie mam
          pewności czy twoja decyzja zależy od tego, że jest ci z facetem żle
          czy dlatego, że ktos nowy pojawił się na horyzoncie. Zbyt łatwo
          rzucasz się w nowe objęcia. Czy wiesz, czy nowy facet bedzie dla
          synka dobry? Czy nie możesz pobyc trochę sama (z dzieckiem)?
          Przecież jeszcze masz pracę, rozejrzyj się za kolejną, są alimenty.
          Dlaczego nie masz przyjaciół? Skontaktuj się z bratem, w takich
          chwilach warto przełamywać jakieś dawniejsze zahamowania.
          Przepraszam, trochę nakrzyczałam, ale żal mi dziecka. Mam nadzieję,
          że ono jednak jest dla Ciebie najważaniejsze. Pozdrawiam
          Ps. A jak nie da się zabrać dziecka to przeciez jest policja i sąd.
          Dziuecko jest zameldowane u ciebie. I radze wystapić o dziecko
          zaraz, zanim on wystapi o odebranie ci praw. najpiuerw na policji
          powinnaś zgłosić uprowadzenie i przetrzymywanie dziecka. I to już. A
          potem do sądu o ograniczenie praw ojcu na twoją rzecz. Wyakazać, że
          odseparowanie od matki robi dziecku krzywdę. Małe dziecko do lat 3
          zawsze powinno być z matką, sąd powinien byc przychylny. Ale jak
          poczekasz jeszcze to i ty słodko przespisz swoje prawa do synka. Bo
          sąd uzna, że się nie zainteresowałaś, gdzie śpi wtedy gdy nie śpi w
          domu. A nie masz jak rpzumiem, żadnych dowodów na to, że chciałaś go
          zabrać ani, że się z dzieckiem spotykałaś. Napisz co zrobiłaś.
          • martan.2 Re: Sztuka rozstania 29.09.09, 11:59
            Po części zgadzam się z zarzutami- nie powinnam oddawać dziecka, po prostu
            zrobiło mi się żal go, a syn miał zostać tylko cztery dni. Dlaczego nie mam
            przyjaciół? Bo nie mam na to czasu. Na utrzymywaniu znajomości. Pracuję,
            studiuję, do tej pory ja całkowicie opiekowałam się dzieckiem, jego tata wracał
            właściwie tylko na noc. Co zrobiłam? Złożyłam wniosek do sądu rodzinnego o
            ustalenie miejsca pobytu dziecka przy mnie. Ktoś mi poradził że jeżeli uważam że
            dziecku nie dzieje się krzywda (no bo nie dzieje)gdy przebywa u dziadków z tatą
            co jakiś czas,nawet na noce, a chcę mieć gwarancję że ten fakt nie zostanie w
            jakikolwiek sposób użyty przeciwko mnie to powinnam tak zrobić. Sąd ma 7 dni na
            wydanie postanowienia, mnie odwiedzi tylko kurator, tatę też. I nie odeszłam do
            kogoś- on też tak twierdzi, ale to nie jest prawda. Znajomość zbiegła się w
            czasie naszego rozstania, ale nie jest na tyle długa i ważna dla mnie żeby mówić
            o jakimkolwiek związku.
            • martan.2 Re: Sztuka rozstania 29.09.09, 12:16
              A my między sobą ustaliliśmy taki podział czasu kiedy opiekujemy się dzieckiem-
              ja odbieram po 15 syna z żłobka, zabieram go do domu i mamy czas dla siebie do
              końca dnia, on zabiera później wieczorem małego do siebie (bardzo blisko siebie
              mieszkamy, wręcz "po sąsiedzku"). Syn tam śpi a rano tata odwozi go do żłobka. W
              weekendy na zmianę...
              W razie jakby mu się taki układ odwidział to po to ten wniosek w sądzie.
              • awaaawa Re: Sztuka rozstania 29.09.09, 13:49
                No nie wiem, ja bym wolała, żeby dziecko spało ze mną w domu.
                Dlaczego Ty tego nie chcesz? Dlaczego godzisz się na to, żeby otulał
                go do spania tata czy babcia? Ja rozumiem kilka dni, ale to ma byc
                na stałe? No, może czegos nie kumam albo przeoczyłam. I przedtem
                pisałaś, że nie możesz być z synkiem sama. To jednak możesz?
                • martan.2 Re: Sztuka rozstania 29.09.09, 14:46
                  No i właśnie tu się pojawia historia z moim bratem... Mój brat mówiąc wprost
                  jest alkoholikiem,kryminalistą, jest w ogóle"psycholem"...Ma 25 lat a za sobą
                  kilka wyroków m.in. pobicie policjantów- na służbie. Nasi rodzice zmarli
                  niedawno, pozostawiając to mieszkanie w którym mieszkam. Tam jest też
                  zameldowany mój brat, ale w nim nie przebywa na co mam dowody, m.in. wywiad
                  środowiskowy przeprowadzony przez kuratora, był też poszukiwany przez policję.
                  Nie mam jeszcze postanowienia z sądu o tym że jesteśmy jedynymi spadkobiercami-
                  wtedy będę mogła załatwić już oficjalnie formalności w ADM. Nie będę się tu
                  wdawać już w szczegóły jak to ma wyglądać dalej i co zamierzam robić w tym
                  kierunku, ale faktem jest że brat nigdy nie próbował "wkręcić" się do mieszkania
                  pomimo że ma takie prawo. Tak ustaliliśmy kiedyś i tego się trzymał. Jednak
                  jakoś 1,5 miesiąca temu usiłował dostać się w nocy przez balkon(mieszkam na
                  parterze). Musiałam wezwać policję i zabrali go na komisariat ponieważ był
                  pijany i agresywny. To wszystko widziało dziecko, stąd też pewne obawy co do
                  tego żeby nocowało w domu, ja też się czasami boję. Za 2-3 m-ce będę mieszkała
                  gdzieś indziej, na mniejszym metrażu, ale spokojnie. Wszystko to takie
                  skomplikowane... Czasami zastanawiam się czy nade mną nie wisi jakieś fatum... A
                  inna historia że tata dziecka wymyślił sobie tego "gacha" i też nie chce żebym
                  była sama z dzieckiem. Ale już mu to wybiłam z głowy, a fakt że złożyłam wniosek
                  do sądu spowodował że spuścił trochę z tonu...
                  • marianka_marianka Re: Sztuka rozstania 29.09.09, 21:45
                    Skoro brat nie mieszka z Tobą i jesteś w stanie to udowodnić, to możesz przecież go wymeldować. Z tego co piszesz to dążysz w tym kierunku i bardzo słusznie.
                    Wydaje mi się, że nawarstwiło Ci się dużo spraw, stąd pewnie te ustępstwa w kwestii dziecka. To że synek śpi u taty absolutnie nie jest niczym nagannym jeżeli ma się poprawne stosunki. Ty natomiast tak to wszystko opisałaś, że skóra mi ścierpła i wyobraziłam sobie jak to Twój mąż robi z Ciebie za pieniądze przed sądem wariatkę i puszczalską w jednym. I zabiera Ci dziecko.
                    To wszystko co dodałaś napawa optymizmem. Jesteś zaradna, pracujesz dodatkowo studiujesz. Dobrze sobie radzisz. Masz po prostu nie do końca stabilną sytuację lokalowo- rodzinną, ale jak piszesz wyjaśni się za jakiś czas.

                    martan.2 napisała:
                    "inna historia że tata dziecka wymyślił sobie tego "gacha" i też nie chce żebym była sama z dzieckiem. Ale już mu to wybiłam z głowy, a fakt że złożyłam wniosek do sądu spowodował że spuścił trochę z tonu..."
                    I bardzo dobrze! Niech wie, że nie dasz sobą pomiatać. Powodzenia i trzymam kciuki:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka